13
Kiedy Fredrik ruszył na południe, była późna noc. Trwał najjaśniejszy tydzień lata, midsommar przypadało w piątek, a dwa dni wcześniej nastąpiło letnie przesilenie. W lusterku wstecznym widział dzień migoczący na horyzoncie odcieniami błękitu. Deszczowe chmury się rozproszyły. Nie był pewny, czy bardziej przypomina to wschód, czy zachód słońca.
Zadzwonił do Ninni i zaproponował, aby przełożyli spotkanie na następny dzień, ale ona się upierała. Dlaczego miałby mieć więcej czasu akurat dzień później, skoro jest w trakcie śledztwa w sprawie zabójstwa? Oczywiście miała rację. Pojechał więc mimo późnej pory. Zostanie mu niewiele czasu na sen, ale może lepiej się wyśpi po rozmowie z nią.
Zastanawiał się tylko, co powinien powiedzieć.
Nie czuł się gotowy do przekazywania jej zdecydowanych komunikatów. Mógł oczywiście stchórzyć i dać Ninni przejąć inicjatywę, ale taka gra najczęściej nie była warta świeczki.
Jakie tematy powinien w takim razie poruszyć? Dzieci, no pewnie! Muszą się porozumieć w kwestii opieki nad dziećmi. Cokolwiek się między nimi wydarzyło, muszą rozwiązać tę sprawę. Przez ostatnie dwanaście dni spotkał Joakima i Simona tylko raz. Tak dalej być nie mogło.
Westchnął i poczuł, jak opuszcza go resztka sił witalnych.
Wjechał w ponure światło latarni ulicznych w Hemse i wyłączył długie. Był już blisko.
Zaczął wspominać tamten dzień, gdy w kilka osób zostali po pracy. On, Sara, Eva i Ove. Dokładnie siedem tygodni temu. Można by było wybrać inny moment jako początek, ale dla niego zaczęło się właśnie w tamten wieczór.
Rozmawiali o pracy i o tym, co się wydarzyło w ciągu dnia, ale po chwili zeszło na tematy bardziej osobiste. Niedługo potem Ove poszedł, a Sara, która była singielką i mieszkała w centrum, zapytała Fredrika i Evę, czy pójdą z nią na piwo. Wypić nie mogli, bo czekała ich jazda samochodem, ale odpowiedzieli, że chętnie jej potowarzyszą. W powietrzu wisiało coś, czego żadne z nich nie chciało przełamać.
Usiedli przy barze w restauracji Gamla Masters. Sara wzięła duże piwo, a Eva i Fredrik zamówili piwa niskoprocentowe i spokojnie je sączyli. Zanim Sara zdążyła opróżnić swój kufel, zadzwonił jej telefon i okazało się, że musi pilnie wracać. Fredrik i Eva zostali sami. Nie mieli nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie.
Kiedy barman zapytał, czy chcą dolewkę, Eva przyznała, że niespecjalni z nich bywalcy barów. Fredrik powiedział wtedy: "Zamów piwo, jeśli masz ochotę, mogę cię odwieźć do domu. A jutro rano przyjedziesz autobusem".
Z perspektywy czasu nie mógłby przysiąc, że nie miał w tej propozycji ukrytego zamiaru. Nie wiedział. Kiedy jednak stał tam przy barze, nie myślał, te słowa po prostu padły.
Po kilku "nie, nie" i "tak, tak" klamka zapadła. Eva zamówiła piwo i zanim się rozstali, siedzieli razem mniej więcej godzinę. Rozmawiali przede wszystkim o toczącej się sprawie rozwodowej Evy. Ona i jej mąż byli w separacji od czterech miesięcy. Na razie nadal zajmowała dom w Östergarn, ale nie było jasne, czy po rozwodzie tam zostanie. Fredrik nie wiedział, co oznaczają jej wątpliwości. Miał doświadczenie tylko z ludźmi, którzy w kwestii wielkich decyzji wypowiadają się mętnie, nawet gdy tak naprawdę już je podjęli.
Kiedy Eva rozpoczęła długi kurs na technika kryminalistyki, obrała sobie za cel powrót na Gotlandię i podjęcie tam pracy. Udało jej się to szybciej, niż miała odwagę marzyć. W tamtym czasie założenie rodziny nie stało ani wysoko, ani nisko na liście priorytetów Evy Karlén. W ogóle nie myślała o tym zbyt często. Może należało, bo kiedy wróciła na Gotlandię i spotkała przyjaciół z dzieciństwa, zwaliło jej się to na głowę.
Wiele jej byłych koleżanek od dawna miało mężów i dzieci. Kiedy poznała M?nsa, minęło nie więcej niż pół roku i już była w ciąży.
Obecnie Stina miała pięć lat, a Filip skończył siedem. Eva czuła, że ma dość. Nie Stiny i Filipa, tylko życia rodzinnego. Któregoś dnia poczuła, że nie wytrzyma już ani dnia takiego życia. Miała go po dziurki w nosie. Chociaż był to może tylko tchórzliwy sposób na powiedzenie, że to M?nsem się zmęczyła. Nie była pewna.
Kiedy wsiedli do volva Fredrika, żeby pojechać do Östergarn, dowiedział się, że przed laty Eva aktywnie działała w młodzieżówce partii Centrum. W tym samym okresie jej ojciec zasiadał w radzie gminy, więc najwyraźniej spieszyło jej się, by pójść w jego ślady. Po paru latach jej zainteresowanie polityką partyjną wygasło i od tamtego czasu głosowała nie tylko na Centrum, ale też na Partię Ludową i socjalistów. To drugie tak oburzyło Sunego Karléna, że którejś niedzieli milczał przez cały obiad.
Eva pokierowała Fredrika do dużej funkcjonalnej willi w kształcie pudła, położonej w połowie drogi między kościołem Östergarn a miejscowością Herrvik. Kiedy zahamował na podjeździe, zapytała, czy na chwilę wstąpi. Fredrik przez moment się zastanawiał, dlaczego to zrobiła. Nie mogła go przecież zapraszać na kieliszek, a poza tym na Gotlandii, w przeciwieństwie do Sztokholmu, nie wykorzystuje się pierwszej możliwej okazji do zaprezentowania komuś swojego domu. Ale nie protestował.
Kiedy tylko weszli do domu, Eva stwierdziła, że nie może go niczym poczęstować. O ile nie chce kawy, ale nie chciał. Przez chwilę stali w milczeniu, w dużych drzwiach między holem a salonem z wieloma wysokimi i wąskimi oknami. Byli naprawdę blisko siebie. Tak blisko, że powinni się czuć skrępowani, ale żadne z nich nie wykonało najdrobniejszego ruchu, żeby zwiększyć dystans.
Po wszystkim nie potrafili rozstrzygnąć, kto właściwie przejął inicjatywę. Nie mogli sobie przypomnieć, jak to przebiegło, mimo że poświęcili dużo czasu na omawianie tego tematu. W każdym razie nagle zaczęli się całować. Trwało to niezbyt długo.
Zaskoczeni i trochę zawstydzeni pożegnali się, a Fredrik odjechał, wdzięczny, że to przerwali na etapie drobnego incydentu, który można zamieść pod dywan i zapomnieć.
W drodze do domu zastanawiał się, co właściwie w niego wstąpiło. Ninni i on jeszcze jesienią przechodzili kryzys. Czy to nie wystarczyło? A może wcale go nie przeszli? Może dopiero się zaczął?
Tak, tamten pocałunek można było zamieść pod dywan i zapomnieć, ale tak się nie stało. Za to jego wspomnienie rosło w siłę...
Myśli Fredrika się rozproszyły, gdy światło reflektorów padło na tablicę przy drodze zjazdowej. Skręcił ze sto czterdziestki dwójki i próbował się przygotować mentalnie. Już za kilka minut stanie oko w oko z Ninni po raz pierwszy od dziesięciu dni. Nie przebywali tak długo osobno od wielu lat. Chwila naprawdę nie sprzyjała czułemu wspominaniu pierwszego pocałunku z Evą sprzed siedmiu tygodni.
Zwolnił i skręcił przed dom. Powoli przejechał po trawiastym podwórku przed masywnym osiemnastowiecznym budynkiem. W kuchni i salonie na piętrze paliło się światło. Był w "domu".
***
Ninni wyglądała na zmęczoną. Uświadomił sobie, że pewnie nie powinien tego komentować. Poza tym, choć nie od razu, zauważył coś jeszcze. Schudła. Ile można schudnąć w ciągu dwunastu dni? Wyglądało na to, że naprawdę sporo.
- Cześć - zaczęła.
Zabrzmiało to krótko i neutralnie. Właściwie sucho.
- Cześć - odpowiedział w taki sam neutralny sposób.
Przez chwilę milczeli. W tak dziwnej sytuacji można było się poczuć skołowanym. Fredrik miał czterdzieści dwa lata i nigdy wcześniej nie przeżył czegoś podobnego. Kusiło go, by po prostu się wyłączyć. Głęboko odetchnął. Pomyślał o domu, do którego się wprowadzili półtora roku wcześniej. O całej pracy, którą w niego włożyli. O jego staraniach, by dalej mieszkali na Gotlandii. A potem wydarzyło się coś takiego.
- Możemy usiąść w kuchni - powiedziała Ninni.
- Jasne - odparł. Poszli tam i zajęli miejsca przy stole.
Na środku stała otwarta butelka wina.
- Napijesz się? - spytała.
- Nie, dziękuję - odpowiedział. - Prowadzę.
Pytanie sprawiło, że w jego myśli wkradły się niechciane wspomnienia. Tej krótkiej chwili w domu w Östergarn. Jego życie byłoby dziś o wiele prostsze, gdyby skończyło się na tym, może i nie całkiem niewinnym, ale jednak krótkim pocałunku. Co by było, gdyby nie zapytał Evy, czy zje z nim lunch, kiedy wpadli na siebie na parkingu? I gdyby Eva nie pojawiła się nagle na wydziale kryminalnym, gdy pracował do późna nad protokołami przesłuchań. Gdyby nie zapytała - zresztą całkiem zuchwale - czy miałby ochotę wpaść do Östergarn, a jego szeroki uśmiech i pożądliwe spojrzenie zdradziły go na długo, zanim odpowiedział.
Był jednak dorosłym człowiekiem. Nie mógł zwalać winy na to, że w pewnych chwilach pojawiają się określone pokusy. Jasne, że bez nich byłoby łatwiej, ale mimo wszystko miał wybór. To, że "okazja czyni złodzieja", było tylko półprawdą. Złodziej przede wszystkim rodzi się sam.
Wpadł do Östergarn. Kochał się z Evą. I oczywiście, wracając tamtej nocy do domu, miał poczucie winy i żałował tego, co zrobił, ale te uczucia nie były zbyt przekonujące w porównaniu z euforią na myśl o dotykaniu ciepłej skóry Evy. To były wybuchowe wibracje. Już wtedy chciał więcej.
Wtedy zdradził Ninni po raz drugi. Do pierwszej zdrady doszło wiele lat wcześniej podczas szkolenia zawodowego. Nigdy o tym nie powiedział, ale głęboko żałował, jeszcze zanim zdjął ubranie. Tym razem było inaczej. Zupełnie inaczej.
- Zastanawiałeś się trochę? - spytała Ninni.
Popatrzył na nią i uciekł wzrokiem, zawstydzony obrazami, które chodziły mu po głowie. Odchrząknął, choć wcale nie musiał.
- Tak. Jadąc tutaj, myślałem o pewnej sprawie.
Nie dało się zaprzeczyć, że tak było.
- Musimy coś postanowić w kwestii dzieci - stwierdził.
Oczy Ninni prawie niezauważalnie się rozszerzyły. Nieznacznie odchyliła głowę do tyłu.
- Może to być coś prowizorycznego, ale po prostu opracujmy jakiś plan. Fifty-fifty albo nie, jeśli nie chcesz, byle tylko sporządzić schemat, którego będziemy się trzymać. Przez dwa tygodnie prawie się z nimi nie widziałem - oznajmił.
Ninni milczała. Kiedy mówił, jej spojrzenie powędrowało w kierunku drzwi.
- Nad niczym innym się nie zastanawiałeś? - spytała.
- No cóż - odparł, czując instynktownie, że stąpa po kruchym lodzie. - Pomyślałem, że dobrze będzie zacząć od tego. Sprawa jest ważna.
- Dzieci? - odparła.
- Tak.
- Dzieci? - powtórzyła bardziej piskliwym głosem.
- Tak, a co?
Bez żadnej zapowiedzi jej oczy zaszły łzami i poderwała się z krzesła.
- Chcesz rozmawiać o dzieciach? O tym, co zrobimy z dziećmi? Po to tu przyjechałeś?
- Tak, pomyślałem, że to... - zaczął niemądrze, ale nie zdążył powiedzieć więcej, bo Ninni mu przerwała:
- A ja?! - krzyknęła, tracąc nad sobą panowanie. - O mnie nie chcesz rozmawiać? Może nie jestem już interesująca i nagle zaczęłam odgrywać w twoim życiu tak cholernie nieistotną rolę? Tak o, z dnia na dzień!
- Ninni...
- Kurwa mać, jesteś paskudny, obrzydliwy.
Okrążyła stół i zaczęła uderzać Fredrika zaciśniętymi pięściami. Nawet jeśli ciosy padały na chybił trafił, była silna i nie pozostawały bez efektu. Wstał, żeby się obronić.
- Jak, do cholery, w ogóle śmiesz tu przychodzić? Co masz tu do roboty? No? Spadaj stąd! Spadaj! Ale już!
- Ninni...
Próbował chwycić jej dłonie i ją uspokoić, ale nie pozwoliła mu na to, krzyczała tylko coraz głośniej i bardziej piskliwie.
- Idź stąd, idź, idź, idź! Ty cholerny padalcu, nie chcę cię tu widzieć.
Zaczęła go popychać w kierunku drzwi, więc uznał, że lepiej postąpić, jak każe. Im wcześniej zniknie za drzwiami, tym mniejsze ryzyko, że dzieci się obudzą. Należy tak zrobić. Nie powinny tego widzieć i słyszeć. Zwłaszcza Simon. Kto wie, jakie ślady takie zdarzenie może pozostawić u siedmiolatka. Poza tym Ninni nie należała do osób, które zmieniają nastrój na pstryknięcie palcami. Jeśli uznała, że jest paskudnym draniem, który ma ją gdzieś, pozostanie tak przynajmniej do następnego dnia.
Wycofał się za drzwi. Ninni szybko je zamknęła. Usłyszał przekręcany zamek.
Przez chwilę stał na schodach, spojrzał w okno pokoju dzieci na piętrze i zastanawiał się, czy nadal śpią.
"Idź już" wysyczane zza drzwi sprawiło, że się odwrócił i poszedł do samochodu.
Kim właściwie był? W ostatnim czasie wielokrotnie zadawał sobie to pytanie, ale na razie nie znalazł żadnej dobrej odpowiedzi. Dawniej sądził, że jest zwyczajnym, porządnym chłopakiem, który dba o rodzinę, nawet jeśli czasami zdarzają się drobne zgrzyty. Zdradził żonę po raz drugi i tym razem nie można było powiedzieć, że chwilowo stracił głowę. Trwało to kilka tygodni, zanim wyznał wszystko Ninni. I wciąż się nie zakończyło.
Czy tak naprawdę był paskudnym gnojem? Okazja czyni złodzieja, ale w znacznie większym stopniu złodziej rodzi się sam.