Termush - Sven Holm
44.00 zł
38.28 zł
(35,20 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Zakwaterowano mnie w jednym z pokojów na najwyższym piętrze hotelu. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, tak jak zostało to wcześniej omówione i wyjaśnione w broszurach informacyjnych, które przysłano nam wraz z formularzem zgłoszeniowym.
Nikt z nas się nie spodziewał, że to przebiegnie tak bezboleśnie. Mam tu na myśli zarówno konkretne, jak i przenośne znaczenie tego słowa. Chcąc nie chcąc, wyobrażaliśmy sobie coś o wiele bardziej definitywnego, przemianę tak dogłębną, jakby ślady tego, co się wydarzyło, miały być widoczne na każdej rzeczy, jakby meble i ściany miały zmienić charakter, a rozciągający się za oknami krajobraz emanować zupełnie nowym światem.
Ale gdzieś w środku odczuwamy jednak tę zmianę. Stan lęku i wyczekiwania minął, zastąpiła go całkowita głuchota, nietycząca uszu, lecz całego ciała, wyczerpanie czy też tkwiąca głęboko w nas słabość. Nie możemy wstać z krzesła, żeby podejść do drzwi, nie mając świadomości tej zmiany, a jednak nikt z nas nie potrafi jej określić. Wszystko jest odmienione, a mimo to rozglądamy się za bodaj jednym jedynym szczegółem, który tej przemianie uległ. To jak rekonwalescencja, kiedy skutki choroby wciąż mogą być śmiertelne.
Dyrekcja podkreśliła, że nie możemy czuć się bezpieczni. Wprawdzie dostatecznie długo przebywaliśmy w jaskiniach pod hotelem, a wszystkie sale, korytarze, pokoje i piętra zostały wyczyszczone i skontrolowane przez funkcjonariuszy, ba, potraktowano w ten sposób nawet najbliższe otoczenie hotelu, ale i tak każdy gość dostał dozymetr i ma obowiązek codziennie odnotowywać dawkę otrzymywanych rentgenów. Wokół hotelu, na tarasie dachowym oraz na każdym piętrze ustawiono rentgenometry. Ich odczyty są sprawdzane regularnie.
Oczywiście niemożliwe jest, by goście poczuli się bezpieczni. Dyrekcja używa takiego sformułowania nie dlatego, że nie potrafi się postawić w sytuacji gości, chodzi raczej o posługiwanie się zrozumiałym językiem, który po części uspokaja samą dyrekcję, a po części odpowiada bezosobowemu tonowi broszur informacyjnych. Koniec końców zarówno dyrekcja, jak i goście są narażeni na dokładnie takie samo niebezpieczeństwo.
Meble znajdujące się w moim pokoju składowano wcześniej w bezpiecznym miejscu, w piwnicy, nawet lustro, półki i reprodukcje na ścianach. Wszystko zostało stamtąd przyniesione i pokój urządzono, zanim się wprowadziłem.
Łóżko, stół, dwa krzesła, lampa, szafa. Reprodukcje mają jaskrawe kolory. Łąka Moneta ze zbyt intensywnie czerwonymi makami i z jasnym, ale miękkim światłem, będącym próbą przywołania światła zapamiętanego z dzieciństwa. Głowa Paula Klee pozbawiona życia niczym maska, ale intrygująca w odcieniach dojrzałego melona, jednocześnie przyjazna i przerażająca. Dyrekcja poinformowała, że można dostać inne reprodukcje, jeśli ktoś uzna te obecne za nieodpowiednie, albo zamienić się z sąsiadem, gdyby zaszła potrzeba tymczasowej odmiany. Pośrodku między reprodukcjami wisi lustro, w którym można kontrolować swoją twarz, ale w tym wypadku wymiana jest niemożliwa.
Myślę o jednej z informacji zawartych w broszurze: "Fizyczną stroną rozpadu promieniotwórczego jest przemiana zachodząca w pierwiastkach. Jako przykład można podać radioaktywny fosfor, P-32. Ten izotop w wyniku rozpadu beta przekształca się w stabilną siarkę. Nietrudno sobie wyobrazić zamieszanie, które powstaje".
Czy właśnie tym ostrzeżeniem wmówiono nam, że po katastrofie rzeczy najbardziej nam znane staną się najbardziej obce? Że fosfor zmieni pozycję w układzie okresowym pierwiastków i przekształci się w siarkę, że to, co wygląda na konkretny metal, okaże się inną substancją o zupełnie innych właściwościach, że kamień nie będzie już kamieniem, a powietrze powietrzem, i że przemiana człowieka w słup soli przestanie być już tylko bajką?
Czy sądziliśmy, że zastaniemy drewniany stół w postaci gąbczastej masy, a powierzchnię lustra jako nieuchwytne fosforyzujące światło, czy wyobrażaliśmy sobie, że klamka w drzwiach rozsypie się w pył, gdy tylko jej dotkniemy, a szyby w oknach zwalą się w stos płonącej krzemionki, że tkaniny staną się sztywne niczym stalowe płyty, a kiść owoców pęknie jak porcelana, kiedy weźmiemy ją do ręki? Czy spodziewaliśmy się, że cząsteczki powietrza będą cięły jak kryształy, a nasza skóra zmieni się w ciemną glazurowaną masę niemającą z nami nic wspólnego?
Nie wyobrażaliśmy sobie aż tak bezwzględnego przeobrażenia świata zewnętrznego. Ale jedną z przyczyn naszej bezsiły jest być może to, że teraz, kiedy już doszło do katastrofy, rzeczy zachowały swoją zewnętrzną postać. Podświadomie pokładaliśmy zaufanie w katastrofie, przypuszczaliśmy, że uwolni ona nasz lęk, ukazując równie mocne obrazy, jak te, którymi wcześniej karmiła się nasza wyobraźnia.
Ale wróciliśmy z jaskiń pod hotelem i zastaliśmy świat zmieniony mniej, niż zmieniłaby go letnia burza. To jest dopiero wyzwanie dla wyobraźni i pojmowania, wyzwanie, któremu chyba nikt z nas nie ma siły sprostać.
Od naszego powrotu minęła jednak zaledwie doba i wszyscy mają zajęcie - albo go sobie szukają - z ustawianiem mebli oraz porównywaniem reprodukcji i położenia pokoi.
Na zewnątrz słońce prześwieca przez cienką warstwę chmur, lecz nie zanosi się na deszcz, co według naszych higienistów kontrolujących promieniowanie powinno nas uspokoić.