Teraz tu jest nasz dom - Barbara Gawryluk

Kup ebooka

26.90 zł
21.51 zł (20,71 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

omuś, już późno. Wstawaj do szkoły! - słyszałem, jak mama przygotowywała śniadanie w kuchni. Ale nie chciałem, żeby ten dzień się zaczął. Najchętniej zawinąłbym się w kołdrę i z powrotem usnął. Nie cierpiałem tej nowej szkoły.

Kiedy pierwszego dnia zjawiliśmy się w niej z mamą i Mikołajem, mój młodszy brat był przerażony. Okazało się, że zerówka miała zajęcia na parterze w dużej kolorowej sali. A on myślał, że będzie niedaleko mnie.

Do szatni zszedł po nas wysoki brodaty nauczyciel.

- Dobrze, że jesteście - powitał nas. - Dobryj deń. Jestem wychowawcą Romana - powiedział do mamy. - Mikołaja zaraz zaprowadzimy do jego pani. - A potem znowu zwrócił się do nas: - Rozumiecie, co mówię?

No jasne, że rozumieliśmy.

- U nas w rodzinie wszyscy mówią po polsku - wyjaśniła mama. - Z tym nie będzie kłopotu.

- A to niespodzianka! - uśmiechnął się wychowawca. - A ja się nawet nauczyłem kilku słów po ukraińsku. Jesteście pierwszymi uczniami z Ukrainy w naszej szkole. A gdzie się nauczyliście mówić po polsku?

- My z mężem studiowaliśmy przed laty w Polsce, w Krakowie, mąż pochodzi z polskiej rodziny, w domu na Ukrainie też często rozmawialiśmy po polsku. A dzieci uczyły się języka w ośrodku, kiedy przyjechaliśmy z Doniecka.

- Na pewno spodoba wam się w naszej szkole - wychowawca popatrzył na Mikołaja. - Chodź, odprowadzę cię do zerówki.

Mikołaj trzymał mnie cały czas za rękę.

- A w Doniecku jest wojna - powiedział cicho.

W mojej klasie od początku najbardziej wkurzali mnie Adrian i Damian. Siedzieli w ławce przede mną, co chwilę się odwracali i robili głupie miny.

- Romuś, może czegoś nie rozumiesz? Może trzeba ci coś wytłumaczyć?

Ciągle tak gadali, a ja dobrze wiedziałem, że robią mi na złość. Od razu pierwszego dnia nasz pan uprzedził całą klasę, że nie najlepiej mówię po polsku, że trzeba mi pomagać, że czasem mogę czegoś nie zrozumieć. W ten sposób wszyscy dowiedzieli się, że przyjechałem z Ukrainy i właśnie wprowadziłem się do bloku na osiedlu.

- Ale ci nie dokuczają? - dopytywali się rodzice. - Nie przezywają?

Jak im to powiedzieć? Jak wytłumaczyć? Musieliby zobaczyć te głupie uśmiechy. I usłyszeć te zaczepki za plecami:

- O, Ruski!

Dalsza część dostępna w wersji pełnej