Rozdział 1. Miejsce terapii schematów dla par na gruncie terapii par
Rozdział 1
Miejsce terapii schematów dla par na gruncie terapii par
Alexander Noyon
Rozróżnienie między przywiązaniem a autonomią odgrywało szczególną rolę
w terapii schematów dla par na przestrzeni ostatnich lat (Hardy i Fischer, 2018). Stanowisko zwolenników przywiązania wydaje się słuszne
oraz odpowiednio ugruntowane zarówno w badaniach, jak i w praktyce.
Postrzegają oni budowanie bądź wzmacnianie bezpiecznej więzi między
partnerami jako kluczowy element, zapewniający parze pomocne wsparcie
(Johnson, 2019; Gottman 2015). Z kolei rzecznicy autonomii podkreślają
znaczenie procesów samostanowienia i zróżnicowania każdego z partnerów,
jeśli chodzi o wpływ na rozwój związku (Schnarch, 2011; Clement, 2021;
Retzer, 2004). Jak twierdzi Jared R. Anderson (2020), to głównie
zamieszanie definicyjne doprowadziło do tego, że orientacja na autonomię
odgrywała bardzo niewielką rolę na gruncie terapii par. Miało to związek
z tym, że autonomia i zróżnicowanie były w najgorszym wypadku błędnie
rozumiane -?jako rażący indywidualizm bądź dążenie do wrogiej wobec
przywiązania separacji. Na pierwszy rzut oka perspektywy te mogą nawet
wydawać się niezgodne, przynajmniej na poziomie teoretycznym. Jay Lebow
(2014) wskazuje teoretyczną kontrowersję "przywiązanie versus autonomia"
jako obszar problemowy w rozwoju integracyjnych sposobów podejścia w terapii par. Integracja jednak bardzo wyraźnie odpowiada perspektywie
psychoterapeutów praktyków. William M. Pinsof z zespołem opracował
teoretyczny metamodel, który przedstawia konkretne kryteria integracji
rozbieżnych teorii i strategii, umożliwiając odpowiednie wdrożenie
takich wysiłków (Pinsof i in., 2018). Również autorzy poszczególnych
rozdziałów niniejszej książki uważają, że orientację na autonomię z jednej strony i nacisk na przywiązanie z drugiej można łatwo zintegrować
z praktyką terapii par, a nawet zakładają, że zbyt jednostronne i konsekwentne podkreślanie jednego z tych dwóch biegunów może poważnie
utrudniać pracę terapeutyczną. Z naszej perspektywy terapia schematów
stanowi idealny punkt wyjścia takiego podejścia integracyjnego. Zanim
jednak przejdę do bliższego jej omówienia, chciałbym dokładniej opisać
obydwa bieguny rozwiązań skoncentrowanych na zróżnicowaniu i przywiązaniu. Pozwoli to ustanowić ramy dla integracyjnego podejścia
terapii schematów.
1.1. Modele podkreślające zróżnicowanie
Ponad czterdzieści lat temu Murray Bowen (1978) wprowadził pojęcie
zróżnicowania (dyferencjacji), aby wyjaśnić zdrowe funkcjonowanie nie
tylko jednostek, ale także par, rodzin i społeczeństw (Hardy i Fisher,
2018, s. 560). Co ciekawe, koncepcja dyferencjacji Ja uwzględnia zarówno
aspekty intrapsychiczne, jak i interpersonalne: na poziomie
intrapsychicznym duży stopień zróżnicowania wiąże się ze stabilną
pozycją Ja, którą można utrzymać nawet w zmieniających się kontekstach
lub ważnych relacjach; z perspektywy interpersonalnej zróżnicowanie
odnosi się do zdolności doświadczania zarówno bliskości z innymi, jak i autonomii. W tym sensie od osób o wysokim poziomie samodyferencjacji
oczekuje się, że będą w stanie z jednej strony przyjąć postawę
autonomiczną w bliskich relacjach bez obawy przed natychmiastowym
porzuceniem, a z drugiej -?pozwolić na bliskość bez obawy, że zostaną
przejęte przez drugą stronę (Skowron, 2000). Już w tym miejscu rysuje
się możliwość zintegrowania autonomii i przywiązania, choć terapeuci par
pracujący w podejściu zorientowanym na zróżnicowanie generalnie bardziej
koncentrują się na autonomii.
Jako przykład orientacji na autonomię i zróżnicowanie w terapii par
krótko opiszę podejście Davida Schnarcha (2011), jednego z najbardziej
znanych na świecie terapeutów par i seksuologów. Koncentruje się on na
indywidualnym rozwoju osobistym każdego z partnerów, postrzegając w tym
warunek osiągnięcia bliskości w związku. Jego zdaniem brak zróżnicowania
partnerów powoduje, że uzależniają oni swoją samoocenę czy tożsamość od
potwierdzenia ze strony drugiej osoby, przez co mają skłonność do
obciążania relacji błędnymi wymaganiami. Schnarch (2011) wyraźnie
nawiązuje do modelu zróżnicowania Bowena (1978), jednak rozwija go w ramach własnej operacjonalizacji, proponując tak zwaną próbę ogniową
czterech filarów równowagi (Schnarch, 2011; Schnarch i Regas, 2012). Owe
cztery filary to:
Stabilne i jednocześnie elastyczne Ja -?osoba z takim Ja
zachowuje swoją tożsamość psychiczną nawet pod presją zewnętrzną, a jednocześnie jest gotowa do zmiany w sytuacji, gdy ma ku temu
przekonujące i rozsądne powody.
Cichy umysł i spokojne serce -?umożliwiają skuteczne samoukojenie
emocjonalne i regulację silnych emocji bez konieczności dominacji czy
podporządkowywania się innym.
Wyważone reakcje -?umiejętność reagowania na prowokacje i trudne
okoliczności w sposób wyważony, czyli ani nie nadmiernie gwałtowny, ani
nie unikowy.
Rozsądna wytrwałość -?z jednej strony zaangażowanie w ważne cele,
również gdy ich realizacja jest trudna i może wymagać wyjścia ze strefy
komfortu, z drugiej strony uznanie, że lepiej zaniechać wysiłków, gdy te
okazują się bezowocne.
W koncepcjach zorientowanych na zróżnicowanie wyraźnie podkreśla się
autonomię i samorozwój jako aspekty kluczowe, co wiąże się między innymi
z dobrymi umiejętnościami samoregulacji. Uważa się je za konieczne do
tego, by nie uzależniać własnego funkcjonowania od innych i nie
postrzegać siebie jako osoby zależnej. Uzasadnia się to tym, iż
rzeczywista lub postrzegana zależność może prowadzić do takich zachowań
wobec partnera, które będzie determinował lęk przed zbyt dużym dystansem
(w skrajnych przypadkach przed opuszczeniem) bądź lęk przed zbyt dużą
bliskością (w skrajnych przypadkach przed niemożnością utrzymania
własnych granic w relacji z drugą osobą). Można powiedzieć, że w takiej
sytuacji para nie będzie w stanie autentycznie budować związku, ponieważ
obie strony będą do tego stopnia skoncentrowane na samoobronie, iż
uniemożliwi im to prawdziwe spotkanie. Dopiero pokazanie siebie
partnerowi takim, jakim się jest, niezależnie od reakcji czy oceny tegoż
partnera, umożliwia autentyczną i intensywną relację. Tylko wtedy
możliwe są dojrzała miłość i prawdziwa bliskość.
Jak już wspomniałem, koncentrację przede wszystkim na funkcjonowaniu
partnerów zamiast na samej więzi można spotkać nie tylko u Schnarcha,
ale także u innych autorów. Przykładowo podejście Petera Titelmana
(2014) do terapii par bazuje na teorii zróżnicowania Bowena (1978). W praktyce terapeutycznej koncentracja na indywidualnym zróżnicowaniu i jego wspieranie znajdują odzwierciedlenie już w samej formie pracy
terapeutycznej. Po wstępnych sesjach z parą terapia zasadniczo odbywa
się w formie naprzemiennych sesji indywidualnych, ponieważ zróżnicowanie
Ja jest postrzegane jako proces osobisty.
Znany w Niemczech terapeuta par Ulrich Clement (2014a, 2021) w swoich
opisach dynamiki pary skupia się na indywidualnym profilu seksualnym, co
w dużym stopniu przypomina teorię zróżnicowania, wyspecjalizowaną jednak
w obszarze seksualności.
Opisane koncepcje niewątpliwie są istotne w terapii par, ponieważ
wyraźnie podkreślają odpowiedzialność jednostki oraz jej wkład w sukces
związku. Nie ulega jednak wątpliwości, że potrzeba przywiązania -?jako
wrodzona potrzeba podstawowa -?odgrywa nadrzędną rolę w rozumieniu
partnerstwa, wobec tego na szczególną uwagę zasługują stanowiska
akcentujące przywiązanie.
1.2. Modele podkreślające przywiązanie
U podstaw modeli terapii par skoncentrowanych na przywiązaniu leży -?co
nie jest zaskakujące -?teoria przywiązania, która jest kojarzona głównie
z nazwiskiem Johna Bowlby'ego (1978). Punkt wyjścia wszelkich badań nad
teorią przywiązania stanowi więź emocjonalna między dzieckiem a opiekunem (na początku badań nad przywiązaniem była to matka, później
również inni opiekunowie). Już w latach osiemdziesiątych XX wieku Cindy
Hazan i Phillip Shaver (1987) zaobserwowali, że wzorce przywiązania
dorosłych będących w związku można rozumieć analogicznie do wzorców
przywiązania, które znamy z badań nad niemowlętami. Podobnie jak w dzieciństwie można tu wyróżnić trzy główne style reakcji na postrzeganą
utratę więzi emocjonalnej: z głośnymi protestami i chęcią zwrócenia na
siebie uwagi, z niepewną i unikową cichą rezygnacją bądź z dojrzałym
zbliżeniem do partnera w obliczu więzi doświadczanej jako bezpieczna.
Poza rozróżnieniem owych stylów -?z których pierwsze dwa są
problematyczne, a trzeci stanowi cel oddziaływań terapeutycznych -?ważne
jest również zwrócenie uwagi na rolę ewolucji w genezie przywiązania.
Dzięki temu można trafnie wyjaśnić intensywne emocje, które często
towarzyszą konfliktom w związku: utrata przywiązania oznacza walkę o przetrwanie, przez co krytyczne sytuacje mogą stanowić źródło niezwykle
silnych reakcji emocjonalnych. Można by również powiedzieć, że mają
silny efekt wyzwalający. W przeciwieństwie do niemowląt dorośli
dysponują szerszym repertuarem reakcji, nadal mogą jednak potrzebować
pomocy z zewnątrz, jeśli ich system przywiązania jest zagrożony.
Najbardziej znanym i najlepiej zbadanym modelem zorientowanym na
przywiązanie jest terapia par skoncentrowana na emocjach (Johnson,
2004, 2019).
Jej główną ideą jest wspieranie bezpiecznej więzi między partnerami.
Zgodnie z tym podejściem konfliktowe zachowanie partnera jest rozumiane
jako wyraz lęku przed przywiązaniem lub rozczarowania w relacji.
Partnerów wspiera się w pogłębianiu świadomości tych pierwotnych emocji
oraz w rozwijaniu umiejętności ich wyrażania, aby mogli inaczej reagować
na siebie nawzajem. W modelu tym kładzie się szczególny nacisk na tu i teraz, podkreślając wyjątkową rolę przymierza terapeutycznego. Ma to
sprzyjać budowaniu atmosfery zaufania, w której para może się angażować
we wzajemne doświadczenia emocjonalne, aby stopniowo wydostać się z negatywnego błędnego koła interakcji (Johnson i in., 2005). Mająca
niemal tę samą nazwę, bardzo podobna do powyższej terapia skoncentrowana
na emocjach dla par (Greenberg i Goldmann, 2008) również podkreśla
ogromne znaczenie emocjonalności, przy czym nie traktuje teorii
przywiązania jako koncepcji centralnej. W ramach tego rozdziału nie ma
jednak miejsca na pogłębioną analizę obu modeli.
W krajach niemieckojęzycznych model Jürga Williego (2014) stanowi
interesujący sposób rozumienia terapii par, w której szczególną rolę
odgrywa przywiązanie między partnerami. Willi zakłada, że wzorzec
dynamiki pary powstaje na tle wspólnego konfliktu podstawowego,
który partnerzy nieświadomie starają się rozwiązać poprzez zajmowanie
przeciwstawnych stanowisk. Jedna osoba odgrywa rolę aktywną i progresywną, a druga -?bierną i regresywną. Każde z partnerów zajmuje
jedno z przeciwstawnych stanowisk w ambiwalentnej sytuacji, utrzymującej
się na skutek konfliktu podstawowego, i nieświadomie "deleguje" drugą
rolę na drugie. Innymi słowy, neurotyczne predyspozycje nieświadomie
sterują wyborami podczas poszukiwania partnera w taki sposób, aby
wybrana została osoba, która najlepiej kompensuje braki jednostki.
Prowadzi to następnie do zmowy, w ramach której kompensacja (np.
związek szukającego podziwu narcystycznego mężczyzny z zależną kobietą,
która chce się na nim oprzeć) może się powieść w krótszej perspektywie
czasowej, ale nie może być skutecznie utrzymana na dłuższą metę. Terapia
par polega zatem na wsparciu partnerów, aby lepiej zrozumieli dynamikę
swojego związku, oraz uwidocznieniu "nieświadomych" części i lepszej ich
integracji z uwzględnieniem danych biograficznych. W podejściu Williego
(2014) można już dostrzec integrację modeli koncentrujących się na
zróżnicowaniu i przywiązaniu, gdyż kładzie ono nacisk na kwestię
przywiązania, jak również wyraźnie podkreśla istotną rolę rozwoju
indywidualnego. Widać tu więc pewne podobieństwo do opisanego powyżej
podejścia Schnarcha (2011), gdyż według Williego (2014) osoba, na którą w poszukiwaniach partnera nie oddziałują nieświadomie motywy
neurotyczne, będzie mogła postępować w związku w sposób bardziej pewny,
autentyczny i konstruktywny. Jednakże integracja dotyczy tylko poziomu
przywiązania i zróżnicowania, lecz nie poziomu paradygmatu
psychoterapeutycznego. Podejście Williego opiera się całkowicie na
myśleniu psychoanalitycznym, a już sama psychoanalityczna teoria nerwic
z pewnością stwarza wielu praktykom przeszkody w myśleniu integracyjnym.
Według Nathana R. Har-dy'ego i Adama R. Fishera (2018) to właśnie
praktycy mają zazwyczaj nastawienie integracyjne i -?wobec własnych
doświadczeń, wskazujących na istotność zarówno autonomii, jak i przywiązania -?szukają sposobów na połączenie różnych modeli. Sztuka
polega na korzystaniu ze zgodności bez negowania różnic: "Budowanie
mostów bez niszczenia indywidualnych fundamentów jest prawdziwą
istotą integracji" (Hardy i Fisher, 2018, s. 566). Z naszego punktu
widzenia terapia schematów, jako paradygmat silnie opowiadający się za
myśleniem integracyjnym, bardzo dobrze nadaje się do reprezentowania
takiego mostu w obszarze terapii par.
1.3. Terapia schematów
Terapia schematów została opracowana z myślą o osobach z przewlekłymi
problemami emocjonalnymi (Young, Klosko i Weishaar, 2019; Roediger,
2018). Początkowo rozumiana jako rozszerzenie terapii poznawczej -
Jeffrey E. Young był bliskim współpracownikiem Aarona T. Becka -?na
przełomie tysiącleci stawała się coraz bardziej integracyjna, a podejście Younga zbliżało się do modeli psychologii głębi (Roediger i Zarbock, 2013), nie zapominając przy tym o swoich
poznawczo-behawioralnych korzeniach. Z naszej perspektywy szczególnie
istotny jest silny związek terapii schematów z pracą biograficzną ze
względu na powiązania z podejściem psychologii głębi: doświadczenia
wczesnodziecięce są postrzegane jako znaczący czynnik kształtujący i regulacyjny w relacjach. W odróżnieniu od psychoanalizy terapia
schematów koncentruje się przede wszystkim na podstawowych potrzebach
człowieka i zakłada, że frustracja tychże potrzeb może pozostawić trwałe
ślady i ujawniać się w dorosłym życiu pod postacią różnych objawów.
Zgodnie z pierwotnym założeniem terapia schematów miała charakter
indywidualny i była przeznaczona do pracy z osobami z tak zwanymi
zaburzeniami osobowości [krytykę tego terminu można znaleźć w pracy
Hansa Lieba (1998), z którą -?mimo upływu czasu -?nadal warto się
zapoznać]. Ponieważ dla terapeutów schematów interakcje stanowią bardzo
istotny aspekt zachowania klientów, nie dziwi, że relacje partnerskie
ostatecznie również znalazły się w obszarze ich zainteresowania. Przy
czym terapia schematów początkowo pozostawała w dużej mierze
zorientowana na pracę indywidualną -?terapeuci ograniczali się do
włączania w nią partnerów po to, by lepiej zbadać podświadome procesy
klientów.
Indywidualna praca terapeutyczna stawała się jednak w coraz większym
stopniu "prawdziwą" terapią par z obojgiem partnerów. Okazało się, że
podstawowe modele teoretyczne terapii schematów (np. model trybów;
Roediger, 2018) można z łatwością zastosować także w terapii par oraz że
są one dobrze przyjmowane przez pary. Tak oto konflikty partnerów można
rozumieć w kategoriach zderzenia trybów (Roediger,
Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015). Ponadto liczne badania
potwierdzają, że terapia schematów może korzystnie wpływać na różne
aspekty istotne z perspektywy pary (np. zwiększenie doświadczanej
bliskości -?zob. Kermani, Dookaneei, Shafiabadi i Abdi, 2018; Roediger,
Zarbock, Frank-Noyon, Hinrichs i Arntz, 2020; zmniejszenie współczynnika
rozwodów -?zob. Ozouni-Davaji, Farahbakhsh, Esmaeily i Kazemi, 2018;
poprawa komunikacji -?zob. Nooroney, Jaafar, Hassan i Noah, 2019).
Moim zdaniem przedstawione na początku tego rozdziału podstawowe
koncepcje różnicowania autonomii i przywiązania można doskonale
zintegrować z terapią schematów. Zgodnie z fundamentalnym założeniem
tego modelu terapii człowiek, aby odnieść sukces w życiu, musi stać
pewnie na dwóch nogach: nodze przywiązania i nodze autonomii czy też
asertywności (Roediger, Stevens i Brockman, 2021). Wobec tego obie
koncepcje łączą się już na poziomie podstawowego modelu teoretycznego. Z punktu widzenia terapii schematów zdrowy rozwój psychiczny jest możliwy
wtedy, gdy krok w kierunku autonomii następuje w dzieciństwie na tle
zdrowego zaspokojenia podstawowych potrzeb. Zaspokojenie tychże potrzeb
należy postrzegać jako warunek konieczny do doświadczenia stabilnej
więzi z pierwotnymi opiekunami. Innymi słowy, nie ma zdrowej autonomii
bez bezpiecznego przywiązania. Z tego powodu terapia schematów skupia
się bardzo intensywnie na doświadczeniach bezpiecznego przywiązania,
zarówno w pracy indywidualnej, jak i w pracy z parami. Tylko wtedy
możliwa jest prawdziwa i zdrowa równowaga między
bliskością/przywiązaniem a dystansem/autonomią. Z myślą o tym opracowano
specjalne techniki terapeutyczne odnoszące się do biografii klientów (w szczególności techniki wyobrażeniowe i praca z krzesłami -?zob.
rozdziały 5 i 6). Ponadto właściwy terapii schematów sposób rozumienia
konfliktów w parze bardzo wyraźnie wskazuje na jej psychodynamiczne
korzenie: klienci powinni odczuć i doświadczyć, jak ich historia
oddziałuje na ich związek, czyli w jaki sposób ich przeżycia od
dzieciństwa do chwili obecnej wpływają na ich przeżycia i zachowania w teraźniejszości. Takie doświadczenie w terapii par wywiera zazwyczaj
bardzo silny wpływ na partnerów (np. jedno z nich doświadcza w wyobraźni, jakich frustracji drugie doznało w dzieciństwie), a tym samym
wzmacnia przywiązanie. Jednocześnie zakładamy, że należy również
wzmocnić umiejętności partnerów w zakresie samoregulacji oraz wzajemnej
akceptacji różnic i autonomii. Dlatego też terapia obejmuje odpowiednią
liczbę sesji indywidualnych, w razie konieczności prowadzonych z każdym
z partnerów, ponieważ kwestie zróżnicowania i autonomii zazwyczaj można
lepiej omówić właśnie w trakcie pracy indywidualnej (nawet jeśli w przyszłości będą omawiane podczas pracy z parą).
W kolejnych rozdziałach szczegółowo omówiono różne aspekty terapii
schematów dla par. Celem niniejszego rozdziału było pokazanie, w jak
dużym stopniu w terapii schematów można połączyć koncepcje autonomii i przywiązania, które na pierwszy rzut oka wydają się heterogeniczne. Taką
integrację umożliwia postrzeganie autonomii i przywiązania jako potrzeb
równoważnych.
Rozdział 2. Terapia schematów dla par -?kluczowe zagadnienia
Rozdział 2
Terapia schematów dla par
-?kluczowe zagadnienia
Eckhard Roediger, Eva Frank-Noyon
W niniejszym rozdziale prezentujemy podstawowe zagadnienia dotyczące
proponowanej przez nas modułowej terapii par. Nie jest to jednak
wyczerpujące omówienie podejścia terapii schematów do pracy z parami.
Podstawowy model, integracja z procesem tworzenia relacji i zastosowanie
technik doświadczeniowych zostały szczegółowo opisane w książce
Grundlagenbuch für Therapierende (Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015). Tutaj pragniemy uzupełnić ważne aspekty ich praktycznego
wykorzystania. Z kolei klienci mogą się zapoznać z odpowiednim
poradnikiem (np. Roediger, Behary i Zarbock, 2013).
Prezentowane podejście bardzo mocno skupia się na możliwie jak
najszerszym postrzeganiu, przewartościowaniu i funkcjonalnej modyfikacji
interakcji pary. Podczas sesji z parą nie podejmuje się pogłębionej
pracy nad wewnętrznym światem partnerów i nad wspieraniem ich autonomii.
Oznacza to, że ta bardziej dogłębna praca, która jest kluczowa dla osób
z tak zwanym zaburzeniem osobowości, odbywa się podczas sesji
indywidualnych. To właśnie w tym obszarze empirycznie wykazano potencjał
terapii schematów. Głównym celem sesji z parą jest sprawienie, aby to,
co zostało wypracowane w trakcie sesji indywidualnych, stało się
skuteczne w interakcjach partnerów.
Praca bardziej zorientowana na akceptację, gdy możliwości zmiany pary są
ograniczone, została opisana w innych rozdziałach (zob. np. rozdziały 13
i 14). Zagadnienia omówione w tym rozdziale są bardzo zwięzłe i niekiedy
przedstawione w nieco prowokacyjny sposób. Pragnęliśmy bowiem uwypuklić
kluczowe elementy naszego podejścia i pobudzić dyskusję.
2.1. Dlaczego terapia par -?a przynajmniej perspektywa interpersonalna?
W krajach niemieckojęzycznych dominuje terapia indywidualna. Terapia par
nie jest refundowana (z wyjątkiem zaangażowania partnera na kilka
godzin), przynajmniej w Niemczech. Zainteresowanie psychoterapeutów
pracą z parami jest -?delikatnie mówiąc -?"możliwe do opanowania". Jest
to jeden z powodów, dla których duża część takiej pracy odbywa się w poradniach lub jest opłacana przez klientów. W innych krajach, w których
psychoterapia jest generalnie refundowana w niewielkim stopniu lub
wcale, zainteresowanie psychoterapeutów terapią par jest zauważalnie
większe. Prawdopodobnie jednak nie chodzi tylko o pieniądze. Terapie
grupowe, które -?przynajmniej w Niemczech -?są obecnie dość dobrze
opłacane, są przeprowadzane bardzo rzadko. Wydaje się więc, że ma to
również związek z kształceniem psychoterapeutów, które -?z wyjątkiem
terapii systemowej -?jest bardziej zorientowane na jednostkę.
Przeważająca część osób pracujących w obszarze poradnictwa przeszła
szkolenie systemowe i ma odpowiednią perspektywę interpersonalną. Być
może zmieni się to teraz, gdy terapia systemowa została zatwierdzona
jako procedura zalecana. Po rozpoczęciu pracy z parami szybko staje się
jasne, które artefakty są nieuchronnie przypisane wyłącznie terapii
indywidualnej. Praktycznie nieuniknione jest, że terapeuta będzie
informowany przez klienta w subiektywnie zabarwiony sposób i skłonny do
przyjęcia tego punktu widzenia -?przynajmniej częściowo -?oraz
interweniowania z tej perspektywy. Ze względu na neurony lustrzane nie
możemy się powstrzymać od wyobrażania sobie świata drugiej osoby, kiedy
zwracamy się do niej z życzliwością. Jest to neuronalna podstawa naszej
zdolności do tworzenia więzi. Terapeuci zaś są zazwyczaj mocno
zorientowani na więź i mają odpowiednio dużą liczbę neuronów
lustrzanych. Nawet po jednej rozmowie z partnerem osoby, z którą
pracują, ulega to zasadniczej zmianie. Od tego momentu terapeuta będzie
miał w głowie -?wraz z każdą wypowiedzią tej osoby -?własny, żywy obraz
jej partnera. Dzięki temu zyska znacznie bardziej zrównoważoną podstawę
pracy.
Druga wada pracy skoncentrowanej wyłącznie na jednostce wynika z pierwszej: jednostronność perspektywy niemal nieuchronnie skutkuje
wyborem podejścia bardziej zorientowanego na autonomię. To z kolei
prowadzi do napięcia w relacji pary, ponieważ -?zgodnie z perspektywą
systemową -?zmiana po stronie jednego z partnerów nieuchronnie
powoduje presję na dostosowanie się drugiego. Jeśli ta osoba nie
jest wystarczająco zorientowana na więź i chętna do współpracy, ryzyko
rozstania jest większe. Przy czym rozstanie niekoniecznie jest błędem.
Jednakże byłoby "bardziej sprawiedliwie", gdyby partner miał szansę na
wniesienie własnej perspektywy do terapii.
Jeśli klient jest bardziej zorientowany na więź, to w terapii
skoncentrowanej na autonomii może doświadczyć konfliktu lojalności
między ukochaną osobą a terapeutą. W przypadku wątpliwości, gdy więź z tą osobą jest silniejsza, wzrasta ryzyko przerwania terapii lub powrotu
po jej zakończeniu do starych wzorców relacji.
I na odwrót: jeśli partner jest choćby częściowo zaangażowany w terapię,
to można przewidzieć, jakie skutki pociągnie za sobą terapia dla
związku, i przygotować na nie osobę, z którą się pracuje. W najlepszym
wypadku przekonamy partnera do stworzenia bardziej zrównoważonej i elastycznej relacji, dzięki czemu będzie on bardziej skłonny pozytywnie
zareagować na nową sytuację zamiast (być może tylko nieświadomie)
działać wbrew procesowi zmian. Ilustruje to metafora drzwi
obrotowych.
Pomyślmy o terapii jak o drzwiach obrotowych. Jeśli partner postawi stopę
w drzwiach, przy niewielkim wysiłku zablokuje proces. Jeżeli uda się go przekonać
do zaangażowania w proces i zabrania nogi z drzwi (być może początkowo tylko
na próbę), te obrócą się znacznie łatwiej. Może to skutkować widocznymi efektami
synergii i szybkim postępem.
Krótko podsumowując: w tym miejscu chcielibyśmy wystosować apel o możliwie największe angażowanie partnera w terapię indywidualną. Można
to zrobić na różne sposoby:
W trakcie terapii indywidualnej ustawia się puste krzesło dla
partnera i rozważa, jak on może postrzegać sytuację i jak
prawdopodobnie zareaguje na omawiane zmiany. Taka interpersonalna
perspektywa byłaby (w kontekście niniejszej książki) "terapią pary
bez partnera".
Partnera zaprasza się na rozmowy diagnostyczne, być może omawia się
z nim konceptualizację przypadku klienta i plan terapii, a także
zachęca się go do współpracy.
Podczas sesji omawia się wzorzec interakcji lub komunikacji z partnerem wraz z propozycją poprawy.
Opracowuje się wspólny model interakcji (cykl trybów) i pracuje nad
nim w celu ponownego uporządkowania relacji. W tym momencie można by
przejść do terapii pary.
W dalszej części rozdziału ograniczamy się do sytuacji, gdy partnerzy
zgłaszają się na terapię razem.
2.2. Dlaczego terapia schematów dla par?
W rozdziale 1 terapia schematów została przedstawiona w kontekście
istniejących sposobów podejścia w terapii par. Podobnie jak w przypadku
indywidualnej terapii schematów (Young, Klosko i Weishaar, 2019),
będącej źródłem prezentowanej przez nas koncepcji pracy z parami, w żadnym wypadku nie wymyślamy koła na nowo. Novum stanowi raczej
integracja asymilacyjna (Messer, 2001). Oznacza to, że techniki
terapeutyczne nie są pragmatycznie łączone w duchu eklektyzmu. Zamiast
tego praktyka terapeutyczna opiera się na spójnej koncepcji, z której
wynikają uzasadnione interwencje (w naszym przypadku jest to model
schematów i model trybów). Staramy się elastycznie równoważyć orientację
na przywiązanie i autonomię oraz na zmianę i akceptację. Terapia
schematów dla par jest zorientowana zarówno na cel strategiczny
(zwłaszcza na początku), jak i -?w miarę postępu pracy terapeutycznej -
coraz bardziej na proces . Techniki zapożyczone z terapii Gestalt
uzyskują przez to kontekst związany z koncepcją przypadku. W pracy z parami łączą one głęboką aktywację emocjonalną ze wzmocnieniem
autorefleksyjnych "dorosłych" zasobów. Fizyczna zmiana pozycji (np.
siedzącej na stojącą, a także wspierającej na konfrontacyjną) wprowadza
dużo ruchu do gabinetu terapeutycznego -?zarówno w sensie fizycznym, jak
i psychicznym (szczegóły zob. w: Roediger, 2016a).
Przedmiotem
zainteresowania w indywidualnej terapii schematów są zaburzenia
osobowości, które w rzeczywistości są zaburzeniami interakcji (Fiedler i Herpertz, 2016). Zatem perspektywa interpersonalna jest nieodłącznie
wpisana w terapię schematów. Od tego blisko już do rozszerzenia modelu
schematów i modelu trybów na pracę z parami (Roediger,
Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015). W niniejszej książce pragniemy
przybliżyć konkretne, praktyczne podejście. Wychodząc od terapii
indywidualnej, w którą w coraz większym stopniu włączani byli partnerzy
klientów, przejście do pracy z parą i połączenie rozmów toczonych w parze z rozmowami indywidualnymi (więcej na ten temat w kolejnych
rozdziałach) było oczywiste. Zaletą tego zorientowanego na proces, elastycznego
podejścia jest to, że umożliwia ono utrzymanie w terapii osób z zaburzeniami osobowości, które w innych okolicznościach mogłyby przerwać
terapię par. Dzięki temu możemy również pracować nad sytuacjami impasu w procesie terapeutycznym (Gottman, 1999), które przeważnie są uważane za
nierozwiązywalne. To poszerza krąg potencjalnych klientów terapii par o osoby, które takiej terapii najbardziej potrzebują.
2.3. Dlaczego budowa modułowa?
Nie bez powodu wielu terapeutów uważa pracę z parą za szczególne
wyzwanie. Partnerzy często przychodzą na terapię bardzo rozemocjonowani,
a nawet zaczynają walczyć podczas sesji. Oboje chcą przedstawić własny
punkt widzenia, przeciągnąć terapeutę na swoją stronę, mieć rację i przypisać winę drugiej stronie. Nierzadko przynoszą ze sobą
nieprzepracowane stare urazy lub niedokończone sprawy. Zdarza się, że
oboje mówią w tym samym czasie i trudno ich zatrzymać. Terapeuta musi
porzucić powściągliwość możliwą w terapii indywidualnej i być gotowy
działać w sposób bardzo dyrektywny i energiczny, aby skutecznie
zapanować nad procesem. Na początku jego działania mogą przypominać
interwencję poskramiacza dzikich zwierząt. Zdarza się i odwrotnie, to
znaczy partnerzy przychodzą na terapię "zamrożeni" i zniechęceni. W takiej sytuacji terapeuta musi silnie ich aktywizować, aby pobudzić
głębsze doświadczanie emocji, i "dmuchać w żar, by ponownie rozniecić
płomień". Ponadto wiele par ma duże oczekiwania wobec terapii i chce
szybko odczuć jej efekty. W związku z tym rygorystyczny i przejrzysty
plan terapii pomaga zbudować zaufanie klientów.
System modułowy odpowiada naszemu rozumieniu terapii par jako
zorientowanej zarówno na proces, jak i na cel. Moduły postrzegamy jako
kolejne kroki w planie terapii, zapewniające terapeucie i klientom
wspólny wątek oraz nadające kierunek bardzo emocjonującemu i często
burzliwemu procesowi (zob. rycina 3.1 w rozdziale 3). Kiedy terapeuta
pomyślnie zrealizuje moduły 1-4, zyskuje więcej swobody, by stopniowo i elastycznie dostosowywać proces do rozwoju sytuacji. Owa elastyczność
wychodzi naprzeciw potrzebom klientów, aby czuli się indywidualnie
widziani i akceptowani. Faza ta obejmuje moduły aż do indywidualnych
rozmów z każdym z partnerów (5-8). Gdy oboje są gotowi, przygotowywany
jest grunt pod trzecią część, w ramach której para uczy się
konstruktywnego podejścia do problemów i ich rozwiązywania (moduły
9-12).
W idealnej sytuacji cała terapia przebiega na bazie tych modułów, które
stopniowo wzajemnie się uzupełniają. Terapia modułowa stanowi dobre
połączenie podejścia zorientowanego na cel i elastycznego podejścia
dostosowanego do procesu. Moduły zostały szczegółowo omówione w rozdziale 3, wraz z konkretnymi wskazówkami.
2.4. Dlaczego uproszczony model teoretyczny?
Cztery pierwsze moduły są zorientowane na psychoedukację, aby zapewnić
parze wspólną podstawę do pracy w postaci modelu łączącego. Można je
zrealizować podczas pierwszych dwóch lub trzech sesji, a ich celem jest
redukcja zachowań konfliktowych. Dzięki temu wiele par już na tym etapie
doświadcza sporej ulgi, co sprzyja zwiększeniu motywacji do dalszej
pracy. Zakładamy, że liczni czytelnicy niniejszej książki nie znają
podstaw terapii schematów. Znajdują się więc w takiej samej sytuacji jak
pary, które zgłaszają się do nas na terapię. Dlatego też teraz
przedstawimy najważniejsze zagadnienia dotyczące modelu schematów i modelu trybów w taki sam sposób, w jaki robimy to w pracy z klientami.
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że każdy człowiek ma dwie
potrzeby podstawowe, to jest potrzebę przywiązania i potrzebę
asertywności. Można je uznać za dwie nogi, na których stoi każdy z nas.
Przywiązanie znajduje swoje odzwierciedlenie w tendencji do
podchodzenia do innych ludzi w odprężony, życzliwy, ufny sposób, z nastawieniem na współpracę. To prospołeczny aspekt naszej osoby. Czujemy
i myślimy w kategoriach "my" i jesteśmy gotowi dawać z siebie więcej,
niż otrzymujemy w zamian -?przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej.
Tę nogę nazwaliśmy "nogą niebieską". Z kolei asertywność można
rozpoznać w tendencji do dążenia do autonomii, kontroli i dominacji.
Wiąże się ona z uruchomieniem systemu alarmowego, co zwykle objawia się
napięciem w ciele. To egocentryczny aspekt naszej osoby. Myślimy i czujemy w kategoriach "ja". Tę nogę nazwaliśmy "nogą czerwoną".
Potrzebujemy jej do samorealizacji w wolności, aby móc wyrażać własne
zdanie i upominać się o swoje. Żadna z tych dwóch nóg nie jest ani
dobra, ani zła. Wszak do chodzenia też potrzebujemy obu nóg, których
używamy w sposób naprzemienny, zrównoważony i elastyczny. Gdy dochodzi
do frustracji potrzeb podstawowych, pojawiają się tak zwane emocje
podstawowe (Ekman, b.d.). Frustracja potrzeby przywiązania pociąga za
sobą przede wszystkim lęk, a później również smutek, z kolei
frustracja potrzeby asertywności -?napięcie, zdenerwowanie, a nawet złość. Pierwotny lęk odczuwany na skutek frustracji potrzeby
przywiązania może się przekształcić we wtórną złość. Proces ten
doskonale pokazuje eksperyment z kamienną twarzą Edwarda Tronicka
(2009).
Jeśli w dzieciństwie doznawaliśmy częstej i/lub poważnej frustracji
potrzeb, doświadczenie to zostało zapisane w matrycy neuronalnej pod
postacią wewnętrznego modelu operacyjnego (Bowlby, 1978) jako tak zwany
schemat . W taki sposób powstają swego rodzaju okulary, przez które
wybiórczo postrzegamy otaczający nas świat, oceniamy go, a potem na
niego reagujemy. Oczekujemy wówczas, że świat pozostanie taki, jakim go
znamy. Jeśli obecnie znajdziemy się w podobnej sytuacji (np. zostaniemy
porzuceni lub skrytykowani), schemat i związane z nim emocje podstawowe
zostaną ponownie uruchomione. Niestety nie jesteśmy świadomi istnienia
owych "okularów", dlatego nie wiążemy własnej reakcji ze swoim
schematem, ale z osobą stojącą przed nami tu i teraz. Ona robi to samo,
dlatego i ona, i my blokujemy się w swojej selektywnej i zniekształconej
percepcji, więc nieporozumienie jest nieuniknione. Celem terapii
jest uświadomienie sobie przez każdego z partnerów własnych "okularów",
nabranie dystansu do swoich spontanicznych emocjonalnych reakcji i ocen,
a także wzajemne uznanie odmiennych perspektyw. W ten sposób para
przechodzi od nieporozumienia do niezrozumienia. Na tej podstawie
można dokonać porównania perspektyw i próbować szukać funkcjonalnego
rozwiązania. Właśnie tych kroków dotyczą kolejne moduły.
Ludzie w różny sposób radzą sobie ze swoimi schematami. Niektórzy
znoszą je jako samospełniającą się przepowiednię (Watzlawick, Beavin
i Jackson, 2011), inni konsekwentnie działają wbrew schematowi (tzw.
kompensacja lub inwersja schematu; Arntz, 2019). W tym drugim
przypadku osoba zachowuje się przeciwstawnie do pierwotnego schematu.
Pokazuje to doskonale eksperyment z kamienną twarzą. Gdy matka patrzy na
dziecko wzrokiem pozbawionym emocji, potrzeba przywiązania dziecka
zostaje zagrożona. Spontaniczną (prekognitywną) emocją podstawową jest w tej sytuacji lęk. Dziecko reaguje wówczas podporządkowaniem ( tryb
Uległego Poddanego ), aby jak najszybciej odbudować więź. Jest to w istocie reakcja najbardziej funkcjonalna, gdyż pozwala uniknąć
potencjalnych tarć i w ten sposób oszczędzić energię. Podczas terapii
staramy się przekazać parze, że w trakcie kłótni zawsze stoimy na nodze
asertywności ("czerwona" noga). Jest to wyczerpujące i energochłonne.
Aby się porozumieć lub pogodzić, oboje partnerzy muszą ponownie stanąć
na "niebieskiej" nodze. W tym kontekście można mówić o konstruktywnym
lęku, który sprawia, że jesteśmy bardziej prospołeczni i skłonni do współpracy. Jest to
wprawdzie mocno uproszczone ujęcie, stanowi jednak podstawę wszystkich
funkcjonalnych procesów społecznych, innymi słowy -?nasze społeczne
spoiwo.
W obliczu braku reakcji ze strony matki dziecko początkowo staje się
smutne. Gdyby nie miało ono planu B, wykształciłby się u niego schemat
Opuszczenia. Ponieważ jednak dziecko jest zdane na kontakt z matką,
uruchamia się jego system alarmowy, który wprowadza je w stan
napięcia -?zdenerwowania -?złości, co prowadzi do krzyku na matkę.
Wzbierająca konstruktywna złość (Greenberg, Rice i Elliot, 2003)
daje dziecku siłę, by nie utknęło w schemacie, ale poprzez kompensację
tegoż przeszło do dominującego trybu radzenia sobie . Jeśli matka w tym momencie zareaguje na nie, przezwyciężenie schematu zostanie
utrwalone, a dziecko nauczy się zachowywać w sposób wtórnie dominujący.
Mamy z tym do czynienia w wielu przypadkach narcystycznego,
histrionicznego, obsesyjno-kompulsyjnego, a nawet antyspołecznego
zaburzenia osobowości. W terapii przechodzimy od dominującego zachowania
na pierwszym planie, czy też na scenie -?czyli trybu radzenia
sobie -?do znajdującej się na drugim planie, czy też za
kulisami, płaszczyzny emocjonalnej, w tym przypadku do trybu
Wrażliwego Dziecka, tak aby pierwotna potrzeba przywiązania mogła
zostać zaspokojona w sposób funkcjonalny. Mówiąc metaforycznie, musimy
prześledzić bieg zanieczyszczonej rzeki do jej czystego źródła. Gwoli
wyjaśnienia: oczywiście jednostki dominujące również próbują nawiązać
kontakt z bliską im osobą. Robią to jednak z pozycji asertywności.
Wymuszony w ten sposób kontakt jest pozbawiony emocjonalnej jakości
życzliwego, troskliwego kontaktu bazującego na nodze przywiązania.
Zwłaszcza osoby z eksternalizacyjnymi zaburzeniami osobowości, uważane
za raczej trudne w terapii, zaskakująco dobrze reagują na taki model
dwóch planów, ponieważ w pierwszej kolejności uprawomocnia się ich
zachowanie w kontekście biograficznym, a następnie w delikatny sposób
wskazuje, że obecnie ono już nie jest funkcjonalne. Na początku
pokazujemy tej grupie klientów nagranie eksperymentu z kamienną twarzą,
ponieważ przedstawia ono ich strategię radzenia sobie z perspektywy
osoby trzeciej, a więc w sposób całkowicie neutralny i niekonfrontacyjny. To znacznie ułatwia rozpoczęcie terapii.
Ponieważ na nagraniu matka nie reaguje na zachowania eksternalizacyjne,
dziecko w trzecim kroku podejmuje próbę nawiązania kontaktu z kamerzystą, szukając sposobu na zredukowanie wewnętrznego napięcia poza
relacją z matką. Tego typu aktywne wycofanie i samoukojenie nazywamy w terapii schematów trybem Odłączonego Samoukoiciela . Zachowanie to przybiera wiele postaci, w tym: śnienia na jawie, rozmyślania, zakupów, nadmiernych ćwiczeń lub
nadmiernej pracy, intensywnego korzystania z internetu (media
społecznościowe czy pornografia), masturbacji, randkowania, uzależnienia
od substancji, kompulsji, samouszkodzeń, a nawet romansów. Ponieważ
napięcie dość szybko powraca, klasyfikujemy to zachowanie jako
"czerwone". Podobnie kategoryzujemy wszelkie formy zachowań
biernoagresywnych i manipulacyjnych (w tym przejawianych podczas
terapii). Jest to szczególnie ważne, ponieważ wielu osobom, które
początkowo zdają się zachowywać w sposób ofiarny ("niebieski"), tak
naprawdę przyświeca cel związany z kontrolą ("czerwony") -?często
towarzyszy temu deklaracja: "Chcę tylko tego, co dla ciebie najlepsze".
Taki "czerwony" rdzeń w pozornie "niebieskim" zachowaniu zdecydowanie
wymaga rozpoznania i pracy! Wyraźną wskazówką będzie tu reakcja
emocjonalna drugiej osoby, która zwykle nie czuje się obdarowana czy
otoczona opieką, lecz raczej kontrolowana, uwikłana i zobowiązana.
Gdy ukojenie nie jest możliwe, napięcie utrzymuje się na wysokim
poziomie, a klienci blokują się w biernym wycofaniu, które może dać
początek wielu objawom, w tym biernodepresyjnym zachowaniom wycofującym,
zaburzeniom somatyzacyjnym, przewlekłemu bólowi czy objawom
dysocjacyjnym. W terapii schematów takie zachowanie nazywa się trybem
Odłączonego Obrońcy. Przejawiające je osoby mają poczucie
"wyłączenia" (zamrożenia) i braku napięcia. Przypisujemy to stronie
"niebieskiej". Gdy wewnętrzne napięcie wzrasta, przesuwają się one na
"czerwoną" stronę modelu. Cztery tryby radzenia sobie odpowiadają (w podanej kolejności) reakcjom z modelu zwierzęcego Waltera Cannona
(2016), obejmującym podążanie lub poddanie się, walkę, ucieczkę i znieruchomienie (bądź w znanej kolejności: walka -?ucieczka -
znieruchomienie -?podążanie lub poddanie się). Podsumowanie modelu
przedstawiono na rycinie 2.1.
Rycina 2.1. Model dwóch nóg
Źródło: opracowanie własne.
Celem terapii jest rozpoznanie wszystkich
trybów typowych dla klientów, nazwanie ich i umiejscowienie w konceptualizacji przypadku (karta cyklu trybów). Na drugim planie,
obok uruchomionej emocji podstawowej, umieszczana jest ukryta lub
zablokowana emocja podstawowa (przestąpienie na drugą, brakującą nogę).
Gdy klienci uświadomią sobie obie potrzeby podstawowe i "staną na obu
nogach", wówczas można się skoncentrować na wspólnym wstaniu, czyli na
poszukiwaniu najbardziej funkcjonalnego rozwiązania, które w miarę
możliwości równoważy oba bieguny potrzeb (w tzw. trybie Zdrowego
Dorosłego). Tryb Zdrowego Dorosłego również porusza się między tymi
samymi biegunami (internalizacja i eksternalizacja) co nieadaptacyjne
tryby radzenia sobie, ale bliżej środka. Przekładając to na kolory: Zdrowy Dorosły porusza się
bardziej między błękitnym i różowym, a nie ciemnym niebieskim i krwistą
czerwienią. Jednocześnie należy zaakceptować istniejące bolesne
ograniczenia. Nie wszystko da się rozwiązać w sposób zadowalający i harmonijny (o czym więcej piszemy dalej). Przy czym klienci później
poczują się lepiej (może niekoniecznie w trybie Szczęśliwego, ale jedna
Zadowolonego Dziecka).
Podsumowując: frustracja potrzeb podstawowych prowadzi do powstania schematów.
Aby poradzić sobie ze schematami, wypracowujemy określone strategie
radzenia sobie na pierwszym planie (początkowo widoczne w sferze
społecznej), które kiedyś były funkcjonalne, ale teraz stały się dysfunkcyjne. Uruchomione
schematy ujawniają się obecnie poprzez silne emocje podstawowe.
Emocje te są rozumiane jako oznaka leżącej u ich podstaw frustracji potrzeb
podstawowych i doświadczane z poziomu drugiego planu, aby owe potrzeby
mogły zostać zaspokojone w teraźniejszości w sposób funkcjonalny.
2.5. Dlaczego wstawanie razem?
Celem terapii jest wzmocnienie trybu Zdrowego Dorosłego obu osób z pary.
Można powiedzieć, że ów tryb jest w terapii naszym partnerem na drodze
do podstawowych emocji na drugim planie, gdy omijamy spontanicznie
ujawniające się tryby radzenia sobie. W celu fizycznego, widocznego
oddzielenia spontanicznie uruchomioneg poziomu procesu od poziomu
refleksji trybu Zdrowego Dorosłego wstajemy razem z parą, by osiągnąć
wspóln perspektywę obserwatora (Siegel, 2009). Nawiązuje to do idei
reflecting team (zob. Andersen, 1987) -?z tą różnicą, że klienci są
własnymi obserwatorami. Stojąc obok siebie, omawiamy w trzeciej
osobie proces, który odbył się na krzesłach. Mówiąc ogólnie,
kombinacja wstawania (zmiana poziomu i postawy), dzielenia wspólnego
punktu widzenia (zamiast kontaktu twarzą w twarz) i mówienia w trzeciej
osobie przekłada się na mniejszą aktywację emocjonalną i większy dystans
wobec własnego doświadczenia (zob. Roediger, 2016a). Ułatwia to parze
przyjęcie pozycji do pracy. Taka postawa umożliwia wspólne
postrzeganie, ponowną ocenę i planowanie działania w trybie
Zdrowego Dorosłego. Allan N. Schore (2003) porównuje to do zmiany biegów
podczas prowadzenia samochodu. Najpierw należy wybić dotychczasowy bieg
(tzn. spontaniczne zachowanie musi zostać przerwane i świadomie
dostrzeżone), potem na biegu jałowym wybrać odpowiedni bieg (ponowna
ocena w odniesieniu do obu podstawowych potrzeb), a następnie wbić nowy
bieg (ćwiczenie nowego zachowania). Odwołując się do modelu i konceptualizacji przypadku (zob. dalej), zachowujemy pozycję przewodnika
i możemy realizować kolejne moduły.
Wiążąc proces z modelem, warto zaoferować parze ograniczoną liczbę opcji
przy możliwości wielokrotnego wyboru. Na początku może się to wydawać
nieco dyrektywne i dominujące (do pewnego stopnia takie jest). W rzeczywistości ludzie czują się usatysfakcjonowani i dobrze
poprowadzeni, gdy mogą wybrać spośród przejrzystego zestawu opcji, a nie
mają otwarty wybór. W przypadku trybów radzenia sobie (tj. zachowań
pokazanych na pierwszym planie) dostępne są następujące opcje: (1)
aktywny do dominującego, (2) aktywny ("czerwony") lub bierny
("niebieski") wycofujący się oraz (3) współpracujący do poświęcającego
się. W przypadku opcji (1) i (3) oba określenia reprezentują spektrum, z którego wybieramy takie sformułowanie, by klient mógł je zaakceptować
lub by trudno mu było je odrzucić. Musimy jasno powiedzieć, że
"czerwoni" ludzie nie są świadomi tego, jak "czerwony" jest ich
sposób zachowania.
Dominujący (eksternalizujący) partner rzadko postrzega siebie jako
dominującego, tylko odpowiada: "Mam po prostu rację, chyba można to
jeszcze powiedzieć". To właśnie taka subiektywność (wyjaśniona wcześniej
za pomocą metafory okularów) stanowi źródło nieporozumień! Pierwszym
krokiem jest spytanie drugiej strony, która rzecz jasna może od razu
nazwać tryb prawidłowo. Wówczas my możemy wskazać oczywiste
nieporozumienie. Warto zaprezentować parze smartfon tak, aby każda z osób widziała tylko jedną jego stronę, i spytać: "Co pani/pan widzi?".
Jedna osoba powie, że widzi ekran, a druga -?że aparat. Która ma rację?
Metafora ta może nam towarzyszyć przez cały proces, aż do modułu
dotyczącego konstruktywnej rozmowy partnerskiej. Aby pomóc parze wejść w tryb obserwatora, można też nagrać sesję (co i tak generalnie zalecamy),
a następnie odsłuchać nagranie w spokoju ( sic!). Zazwyczaj klienci
przychodzą na następną sesję nieco skruszeni i mówią, że teraz wiedzą, o co nam chodziło. To jest tryb Zdrowego Dorosłego!
Do trzech opcji dla trybów radzenia sobie ("czerwone" i "niebieskie"
unikanie nie zostało jeszcze rozdzielone, aby wybór był jak najmniejszy)
dochodzi następnie, dla uruchomionych emocji podstawowych z drugiego
planu, "spięty-zły" i "wrażliwy". "Wrażliwy" podsumowuje strach i smutek
oraz jest dobrze odbierany przez klientów. Dzięki uruchomieniu
podstawowych emocji w tle możliwe jest teraz rozróżnienie unikaczy i obrońców spiętych-złych (aktywnych) oraz lękowych-smutnych (biernych).
Również w tym przypadku można poprosić parę o ocenę. My też możemy dać
wyraz swoim odczuciom. Ważne jest, aby wszystko to -?ułatwione dzięki
wstaniu -?przeprowadzać w rzeczowy, uprawomocniający i nieoceniający sposób. Wszystkie opcje są możliwe i są w porządku, w przeciwnym razie byśmy ich nie sugerowali! Nie walczymy o konkretne
sformułowania, ale podążamy za procesem, czyli doborem słów klienta.
Dzięki elastycznej, otwartej na współpracę, a jednocześnie zorientowanej
na cel i wytrwałej postawie modelujemy dobre balansowanie na obu nogach.
I podobnie jak w przypadku dzieci w pewnym momencie (miejmy nadzieję)
wpłynie to na parę.
Kiedy powiązanie procesu z modelem doprowadzi do wspólnej
konceptualizacji przypadku, siadamy ponownie na krzesłach i wracamy do
poziomu procesu. Jednak również wtedy (np. w modułach 5-8) tak
często, jak to możliwe, rezygnujemy z klasycznej pozycji twarzą w twarz
w trójkącie z parą i siadamy za osobą, z którą w danej chwili pracujemy,
jeśli chcemy nawiązać kontakt z emocjami. Druga osoba staje się wtedy
obserwatorem. Wspólna praca zamienia się tutaj w pracę indywidualną w obecności partnera. Jeżeli niezbędna aktywacja emocjonalna się nie powiedzie (np. ze względu na hamujące działanie
partnera), można to pominąć i wrócić do tego na sesjach indywidualnych,
a rezultat omówić podczas sesji z parą.
2.6. Kluczowy konstrukt: cykl trybów i karta cyklu trybów
Opisany powyżej model jest w dalszym ciągu całkowicie skoncentrowany na
jednostce, mimo że zachowanie służące radzeniu sobie ma miejsce w przestrzeni społecznej. Zgodnie z tradycją terapii schematów
konceptualizacja przypadku składa się z konceptualizacji dwóch osób,
które na pierwszym planie wchodzą ze sobą w interakcje wraz ze swoimi
trybami radzenia sobie. Interakcje trybów radzenia sobie obojga
partnerów tworzą tak zwany cykl trybów . Z perspektywy systemu
byłaby to trzecia część interakcji, wspólna dla obu stron, która stanowi
punkt wyjścia naszych interwencji. Zazwyczaj pary zgłaszają się na
terapię z powodu konfliktów. Co najmniej jedna osoba stoi na dominującej
"czerwonej" nodze, podczas gdy druga znajduje się w "niebieskim" trybie
unikowym, ale często również w "czerwonym" trybie unikowym. Około 80%
par zgłaszających się na terapię cechuje cykl dominacja -?unikanie
("czerwone" lub "niebieskie"; zob. rycina 2.2). Taki cykl odpowiada
cyklowi prześladowcy i unikacza w modelu terapii par skoncentrowanej na
emocjach (Johnson, 2004) i ma tendencję do eskalacji: im bardziej
rośnie dominacja jednej osoby, tym bardziej nasila się unikanie drugiej.
Para może oczywiście zmieniać swój cykl, na przykład partnerzy mogą się
zamienić rolami lub na krótko wejść w (bardzo niestabilny) cykl
dominacja -?dominacja lub unikanie -?unikanie. Przyjrzyj się pod tym
kątem interakcji Marty i George'a, bohaterów dramatu Kto się boi
Virginii Woolf? (Albee, 1994).
Rycina 2.2. Przykładowy cykl trybów
Źródło: opracowanie własne.
Zawsze pracujemy z cyklem, który jest widoczny podczas sesji, wychodząc
z założenia, że jest on najbardziej typowy. Ostatecznie nie ma
znaczenia, który cykl jest preferowany przez parę, ponieważ staramy się
zastąpić wszystkie cykle trybem Zdrowego Dorosłego. Tryby radzenia sobie
wynikają z uruchomionych w tle schematów oraz procesów radzenia sobie ze
schematami. Zakładamy, że powstały w rezultacie cykl trybów stanowi
centralny problem pary, który uniemożliwia przejście w tryb Zdrowego
Dorosłego. Mówimy w tym przypadku o tak zwanym przetwarzaniu
automatycznym (Kanfer, Reinecker i Schmelzer, 2011) lub trybie
autopilota (Kabat-Zinn, 2018). Jeśli uda się przerwać dysfunkcyjny cykl
oraz pomóc parze wejść w kontakt z trybem Zdrowego Dorosłego i z obydwoma biegunami potrzeb, będzie ona w stanie -?w miarę swoich
możliwości -?lepiej rozwiązywać wspólne problemy, niezależnie od ich
rodzaju. Z tego powodu zajmujemy się w jak najmniejszym stopniu treścią
konfliktów pary i związanymi z tymiż konfliktami narracjami, a skupiamy
się przede wszystkim na dominującym cyklu i jego oddziaływaniu
funkcjonalnym, zgodnie z podejściem funkcjonalnego kontekstualizmu
(Hayes, Strosahl i Wilson, 2013). W związku z tym nasze podejście
pozostaje pod dużym wpływem terapii kontekstualnych czy tak zwanej
trzeciej fali terapii behawioralnej (na temat kontekstualnej terapii
schematów zob. Roediger, Stevens i Brockman, 2021; Valente i Roediger,
2020).
Aby unaocznić cykl trybów podczas sesji, wszyscy jej uczestnicy wstają.
Następnie krzesła, na których siedziała para -?jak opisano powyżej -?są
z perspektywy obserwatora przyporządkowywane do odpowiedniego trybu.
Równolegle można na flipcharcie lub na kartce wypełnić tak zwaną kartę
cyklu trybów (zob. rycina 2.3). Widoczne tryby radzenia sobie wpisuje
się w drugim wierszu, a emocje podstawowe w wewnętrznych polach wiersza
trzeciego. Celem interwencji jest uświadomienie parze, która noga -?i tym samym potrzeba podstawowa -?została zaniedbana. Zapisuje się to w zewnętrznych polach trzeciego wiersza. Następnie należy bezpośrednio
(nadal w pozycji stojącej) przejść do poszukiwań funkcjonalnego sposobu
wyrażenia tych potrzeb i do jego systematycznego ćwiczenia. Jeśli jedno
z partnerów lub oboje zablokowali się w swoim trybie radzenia sobie,
należy przejść do dialogu trybów na krzesłach, wykorzystywanego w środkowych modułach (5-8). Procedura ta została dokładnie opisana w rozdziale 3.
Rycina 2.3. Karta cyklu trybów
Źródło: opracowanie własne na podstawie Neumann, Roediger, Laireiter i Kus, 2013.
2.7. Jak właściwie wybieramy partnera?
Spojrzenie na cykl trybów w naturalny sposób nasuwa pytanie, jak weń
wpadamy, a tym samym -?jak wybieramy partnera. Jeffrey E. Young (2012)
wprowadził w tym kontekście pojęcie "chemia relacji", które podjęliśmy i rozwinęliśmy w naszej podstawowej książce poświęconej terapii schematów
dla par (Roediger, Si-meone-DiFrancesco i Stevens, 2015). Tutaj tylko
pokrótce omówimy kluczową ideę. Ludzie mają skłonność (przynajmniej
częściowo) do poruszania się po znanych sobie ścieżkach, dzięki czemu
czują się bezpiecznie. Zaczyna się to od percepcji (widzimy to, co
znamy) i jest kontynuowane w postaci mniej lub bardziej cenionych
nawyków (robimy to, co potrafimy). Fizjologicznie ma to związek z procesami torowania lub tworzeniem się tak zwanych atraktorów
(Grawe, 2004; przystępne omówienie zob. w: Roediger, 2014). Pociągają
nas osoby, którzy -?niczym molekuły -?pasują do nas. Mamy również
tendencję do odkrywania nowych rzeczy (eksploracja), ale tylko w ograniczonym zakresie i przy wystarczającym poczuciu bezpieczeństwa. Z biograficznego punktu widzenia najlepiej znani są nam nasi główni
opiekunowie, nie dziwi więc, że nieświadomie przyciągają nas osoby
podobne do jednego z owych opiekunów -?zarówno w dobrych, jak i w złych
aspektach -?i z takimi osobami czujemy największą bliskość. To oznacza,
że mogą nas przyciągać ludzie, którzy uruchamiają nasze schematy
wykształcone w okresie dzieciństwa. Wpadamy wtedy z deszczu pod rynnę.
Wydaje się, że (nieświadoma) bliskość często okazuje się silniejsza niż
(świadoma) samoobrona.
Co ciekawe, często uważamy, że nasi partnerzy -?przynajmniej na początku
związku -?wydawali się zupełnie inni, niż okazali się na przestrzeni
lat. Może to wynikać z faktu, że (ponownie nieświadomie) wzmacniamy
określone cechy u innych ludzi poprzez nasze zachowania służące radzeniu
sobie ze schematem. Patrząc przez okulary swoich schematów, spodziewany
się, że zostaniemy porzuceni, zawstydzeni, zranieni lub będziemy
kontrolowani bądź rozstawiani po kątach tak jak w przeszłości. Zgodnie z psychodynamiczną koncepcją identyfikacji projekcyjnej wpychamy innych
(oczywiście nieświadomie) w określone role w cyklu trybów. Mówiąc
obrazowo, nakładamy im znajomą maskę głównego opiekuna, dopóki ich twarz
się do niej nie przystosuje, żeby wtedy poczuć się źle traktowani.
Często dopiero powrót do pierwotnej sytuacji z dzieciństwa przynosi
wyzwolenie z tego cyklu, gdy podobieństwo wzorców i uczuć staje się
jasne. Oto przykładowa para, do której odnosimy się również w poradniku
Passt doch! (Roediger, Behary i Zarbock, 2013).
Peter i Susanne znają się od czasów młodości. Peter zalecał się do Susanne przez
długi czas, aż w końcu go "zauważyła". Oboje pochodzą z tradycyjnych rodzin
z klasy średniej, w których mężczyźni pracują, a miej lub bardziej zgorzkniałe kobiety
zajmują się domem. Na początku związku Peter obiecał, że będzie po partnersku
się angażował w wykonywanie obowiązków domowych i wychowywanie
dzieci. W międzyczasie zrobił jednak karierę w swoim zawodzie i praca zaczęła
pochłaniać coraz więcej jego czasu. Z kolei Susanne zawsze pracowała w niepełnym
wymiarze godzin, ponieważ uważała za ważne bycie z dziećmi. W rezultacie
podział ról w ich rodzinie stawał się coraz bardziej tradycyjny, mimo iż
jako młodzi ludzie chcieli przełamać taki wzorzec. Pamiętając o swojej obietnicy,
Peter czuje się winny, a ponieważ potrzebuje Susanne emocjonalnie, jest uległy,
gdy nie wycofuje się przez pracę. Susanne zaś często czuje się opuszczona, bezsilna i zła. Patrząc na historię swoją i męża, zaczyna sobie uświadamiać, że odtwarzają
podział ról swoich rodziców, z którego początkowo chcieli się wyzwolić
-?ona coraz bardziej wchodzi w rolę sfrustrowanej i pełnej wyrzutów żony
i matki, a Peter w rolę nieobecnego ojca, który czuje się odrzucony. Dla kobiety
miarka się przebrała, gdy odkryła, że jej mąż wdał się w romans z koleżanką
z pracy. Susanne ujrzała siebie stojącą na zgliszczach swojego życia.
2.8. Dlaczego koncentracja na pracy w trakcie sesji?
Jak już wspomnieliśmy, przyjmujemy, że trudne do rozwiązania konflikty
powstają przede wszystkim wtedy, gdy para nie jest w trybie Zdrowego
Dorosłego, ale w cyklu trybów. Partnerzy tracą wówczas zdrową zdolność
do autorefleksji i elastycznego reagowania, ponieważ co najmniej jedno z nich nie jest obecne tu i teraz, ale odtwarza zdarzenia z dzieciństwa.
Gerald Edelman (1995) nazywa takie wtargnięcie przeszłości w teraźniejszość "pamiętaną teraźniejszością". Pogląd mówiący, że ludzie
odtwarzają nieprzepracowane zdarzenia z dzieciństwa w życiu dorosłym,
został spopularyzowany w Niemczech przez Hermanna Argelandera (1979) za
pośrednictwem koncepcji rozumienia scenicznego. Zgodnie z tym
zdarzenia z przeszłości są odtwarzane (oczywiście nieświadomie) nie
tylko w życiu codziennym, ale także podczas terapii. Kiedy osoba
znajdzie się w sytuacji, która swoją strukturą przypomina przeszłe
zdarzenia, uruchamiają się schematy.
Zgodnie z tą koncepcją terapeucie będzie znacznie łatwiej pracować nad
sytuacją (lub cyklem trybów), która ma miejsce podczas terapii, niż
rozmawiać o konfliktach rozgrywających się poza jego gabinetem. Nasze
narracje są wysoce subiektywne ze względu na procesy przetwarzania
percepcji i pamięci (Loftus, 1993). Mimo to jesteśmy absolutnie
przekonani o słuszności swoich spostrzeżeń i wspomnień, co stanowi
fizjologiczną podstawę nieporozumień i wynikających z nich konfliktów.
Ucieczkę przed tą immanentną tendencją do konfliktu umożliwia jedynie
systematyczne odrywanie się od percepcji opartej na schematach w trybie
autopilota i przyjmowanie postawy obserwatora teraźniejszości, co
pozwala na weryfikację i synchronizację spostrzeżeń. Wychodzimy z założenia, że nie warto wdawać się w dyskusję ze zniekształconymi
narracjami, a w zamian -?przynajmniej początkowo -?należy skupić się
wyłącznie na cyklach trybów widocznych podczas sesji, ufając, że są
one dla pary najczęstsze i najważniejsze. Po opracowaniu danego cyklu
para może zainscenizować kolejny.
Jak już wspomnieliśmy, liczba możliwych cykli trybów pozostaje
ograniczona (zob. Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015).
Silna reakcja emocjonalna wzmacnia zachowania zgodne ze schematem
(oddziaływanie oddolne), a osłabia hamujące działanie samoregulacji
przedczołowej (oddziaływanie odgórne; zob. Salzman i Fusi, 2010). Z reguły jesteśmy podczas sesji mniej pobudzeni emocjonalnie
(zestresowani) niż klienci, zwłaszcza gdy mamy już pewne doświadczenie w pracy z parami i potrafimy prowadzić opisaną tu terapię modułową.
Dlatego też bardziej korzystne z perspektywy celów terapii jest
prowadzenie pary przez analizę cyklu trybów niż pozostawienie początkowo
więcej przestrzeni na dialog sokratejski zorientowany na proces (Sachse,
Püschel, Fasbender i Breil, 2008). W końcu odkrywa się wtedy więcej
"starego". Pod względem struktury zostało to już jednak odzwierciedlone
w cyklu trybów. Zawartość cyklu jest całkowicie wymienna, więc z naszego punktu widzenia nie jest istotna. Dlatego nie zgłębiamy
zawartości, ale skupiamy się wyłącznie na cyklu jako takim. Cykl trybów
analizujemy wspólnie z parą (moduły od 1 do 4) -?małymi krokami i na
podstawie przykładów, aby następnie opracować funkcjonalne rozwiązanie
Zdrowego Dorosłego (zob. rozdział 3).
Początkowo para może oczywiście czuć się lekceważona, gdy dość mocno
hamujemy chęć opowiedzenia przez nią jej historii. Przerywanie komuś
jest bardzo dominującym ("czerwonym") gestem. Aby taki gest mógł być
tolerowany, nasze działania powinny być uważniające, silnie zorientowane
na przywiązanie ("niebieskie") i transparentne. Ponadto powinniśmy
odpowiednio przeprosić za swoją dyrektywność, na przykład tak: "Zdaję
sobie sprawę, że przerwanie państwu może się wydawać nieuprzejme, ale
mam do państwa pytanie. Czy wzorzec, który tu teraz widzimy, jest typowy
dla was obojga?". Z reguły tak właśnie jest. Kontynuujemy więc: "Jeśli
tak, to czy mogę państwa zaprosić do lepszego zrozumienia tego wzorca?
Być może wspólnie znajdziemy sposób na to, by mogli państwo go przełamać
i skuteczniej rozwiązywać swoje konflikty. [...]. Dziękuję państwu za
gotowość do przyjrzenia się temu. Bynajmniej nie biorę jej za pewnik.
Wstańmy zatem i spójrzmy na tę scenę z zewnątrz, jak byśmy byli zespołem
konsultacyjnym lub oglądali film". Szczegółowy opis tej procedury
znajduje się w rozdziale 3. Jeśli para potwierdzi, że rozpoznany cykl
trybów jest dla niej typowy, to wygraliśmy. Na podstawie cyklu
odegranego na żywo możemy wtedy zilustrować model w bardzo zwarty i zrozumiały sposób, tak aby para go "kupiła" i obdarzyła nas zaufaniem.
Jeśli odważymy się na taką życzliwą dyrektywność, da się to osiągnąć w czasie jednej sesji lub dwóch. Model jest na tyle konwencjonalny i przystępny, że para już podczas drugiej (lub trzeciej) sesji mówi o "czerwonej" i "niebieskiej" nodze. Nie oznacza to, że zrozumiała
wszystkie szczegóły, ale stanowi sygnał, że udało się nam ją zaangażować
i możemy przejść do omawiania owych szczegółów.
2.9. Dlaczego (prawie) brak usystematyzowanego wywiadu?
Wspomnieliśmy już o mających fizjologiczne podłoże zniekształceniach
percepcji i wspomnień, a także o wynikającym z nich ryzyku konfliktu.
Dlaczego mielibyśmy pozwolić, by gabinet terapeutyczny wypełniały -
bardziej, niż jest to absolutnie konieczne -?stare historie, które z natury zawsze dotyczą spraw z przeszłości? Oczywiście zdajemy sobie
sprawę, że jest to bardzo prowokacyjne stanowisko, które oznacza
frustrację potrzeby symbolizacji i (rzekomo wyjaśniających) opowieści.
Jak zaznaczyliśmy pod koniec poprzedniego podrozdziału, powinniśmy
wyczerpująco i życzliwie wyjaśnić swoje działania, a także okazać
zrozumienie dla złości pary, gdy owe działania silnie aktywują "nogę
asertywności". Jeżeli w tym momencie przerwiemy w przyjazny sposób,
przejdziemy na poziom obserwatora i przeprowadzimy mikroanalizę sytuacji
wyzwalającej złość (w duchu pracy opisanej w podrozdziale 2.8),
zaznaczając ją na modelu, stworzymy bliskość terapeutyczną z naciskiem
na teraźniejszość. Mogłoby to wyglądać następująco: "Rozumiem, że pani
zdaniem to ważne, bym wiedział wszystko, co chce mi pani powiedzieć. To
było bardzo bolesne i chce się pani tym ze mną podzielić. Dla mnie
jednak ważniejsze są reakcje bieżące, bo to za ich pomocą kształtujemy
teraźniejszość. Czy mogę spytać, co pani czuje teraz, kiedy tak oschle
pani przerwałem? [...] Zgadza się, to całkowicie normalne. Tak właśnie
czuje się każdy, kogo w ten sposób wyhamowano! To świetne wprowadzenie
do naszego modelu. Czy możemy razem wstać i spróbować to wyjaśnić?".
Następnie wprowadza się model, tak jak to opisano w następnym rozdziale.
Dzięki temu para może doświadczyć, jak wygląda pobudzenie emocjonalne i jaką ulgę przynosi przejście na poziom obserwatora, a tym samym w tryb
Zdrowego Dorosłego. O rzeczach się nie mówi -?one się zdarzają. Para
zazwyczaj odczuwa różnicę i dlatego jest gotowa podążać za terapeutą (a tym samym przejść na "niebieską" nogę). Zawsze też modelujemy, jak
działa empatyczna konfrontacja, jak funkcjonalnie równoważyć nogi
"niebieską" i "czerwoną". Oczywiście na początku musimy często
cierpliwie przerywać, usadzać na krześle uruchomione tryby radzenia
sobie i zachęcać do jeszcze częstszego przechodzenia do pozycji
obserwatora. Pomocne mogą się tu okazać tak zwane techniki
eksternalizacyjne opisane w rozdziale 5.
Terapia schematów, jak wszystkie terapie kontekstualne czy też terapie
trzeciej fali, jest mocno zorientowana na przyszłość i na rozwiązania. Z tego względu podziela ich sceptyczne podejście (np. terapii akceptacji i zaangażowania; Hayes, Strosahl i Wilson, 2013) do narracji i orientacji
na przeszłość. Zgodnie z tym uważamy, że uwikłanie w świat myśli (tzw.
fuzja poznawcza ) jest głównym czynnikiem podtrzymującym
dysfunkcyjne zachowanie, podobnie jak unikanie trudnych emocji .
Wynikająca z tego nieelastyczność znajduje odzwierciedlenie w sztywnych trybach radzenia sobie. Wskazówki dotyczące zaniedbań i błędów, walczące o zdobycie przewagi w interpretacji, oraz pytania o winę -?jakkolwiek ludzkie -?praktycznie nie przyczyniają się do nowych,
funkcjonalnych rozwiązań. Wręcz przeciwnie, stanowią przeszkodę na
drodze do wypracowania tych ostatnich. Naszym zdaniem zajmowanie się
przeszłością powinno służyć jedynie powiązaniu obecnych wzorców (czyli
trybów i cykli trybów) z wcześniejszymi bolesnymi doświadczeniami (z dzieciństwa!). Następnie uwaga powinna zostać skierowana na
teraźniejszość, aby konsekwentnie "posłać duchy z powrotem do grobu" i -
w łączności z obydwoma podstawowymi potrzebami -?podążać za wybranymi
wartościami ku lepszej przyszłości.
Wspomniane biograficzne powiązanie wzorców opartych na schematach jest
istotne. Owe wzorce (schematy) kształtują się w dzieciństwie, a my na
początku nie jesteśmy tego świadomi. Dlatego w narracjach nie pojawiają
się sceny z tamtego okresu, lecz reinscenizacje odbywają się w dorosłych
relacjach. Wyzwolone wówczas uczucia są takie same jak w dzieciństwie,
między innymi dlatego, że -?o czym pisaliśmy wcześniej -?partnerów
wybieramy zgodnie z tymi wzorcami. Oczywiście nieświadomie i często
wbrew świadomym motywom!
O wiele łatwiej jest nam zapamiętać okoliczności ponownego odegrania
naszego (wewnętrznego) dramatu w związku niż pierwotnego dramatu z dzieciństwa. Prowadzi to do fatalnego przypisywania przyczyn
nieprzyjemnych uczuć partnerowi, który (nieświadomy sytuacji z naszego
dzieciństwa) czuje się niesłusznie oskarżany. Sceny, które pierwotnie
kształtują schemat, znajdujemy dopiero dzięki mostowi emocjonalnemu przy
zastosowaniu techniki odpływania w przeszłość w wyobrażeniu, ponieważ
sceny z dzieciństwa często są zapisane nie w pamięci semantycznej (lub
są w niej zapisane słabo), lecz w pamięci epizodyczno-obrazkowej (Arntz
i Weertmann, 1999). Więcej na ten temat w rozdziale 6.
Proponowane przez nas podejście modułowe jest dość radykalne, ponieważ
na początku nie trzeba przeprowadzać usystematyzowanego wywiadu. Podczas
pierwszej sesji wystarczy zebrać informacje na temat wieku pary, zawodu,
obecnej pracy, sytuacji rodzinnej, w tym dzieci (wiek i imiona, aby
później móc poprawnie się do nich odnosić), sytuacji mieszkaniowej i finansowej oraz ważnych bieżących obciążeń. O te rzeczy aktywnie
dopytujemy. Pozwala to rozpocząć pracę nad rozpoznanym cyklem (moduły
1-4). Jeżeli w module 4 parze udaje się wejść w tryb Zdrowego Dorosłego,
nie są potrzebne dodatkowe informacje i można bezpośrednio kontynuować
pracę z modułami 9-12. We wspólnym ćwiczeniu wyobrażeniowym w module 9
wchodzimy w kontakt z ważną, kształtującą schemat sceną z dzieciństwa
osoby. W razie potrzeby można wtedy dopytać o dodatkowe szczegóły
biograficzne. Tylko jeśli tryby radzenia sobie są bardzo sztywne,
uzasadnione i konieczne jest zbadanie tła odpowiednich schematów
(najlepiej w rozmowach indywidualnych). Jednak również w tym przypadku -
na bazie genogramu systemowego -?aktywnie zadajemy pytania i pracujemy z wyobrażeniami zamiast skupiać się na narracjach osoby.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że wielu naszych kolegów po fachu woli na
początku przeprowadzić usystematyzowany wywiad, w tym wykorzystać różne
kwestionariusze. Dla celów naukowych (i być może także dokumentacyjnych)
może to być uzasadnione, a nawet nieuniknione. Pozostając jednak wierni
naszemu konsekwentnie redukującemu złożoność, niezwykle pragmatycznemu
podejściu, ośmielamy się również w tym przypadku postępować w sposób
bardzo redukcjonistyczny, w duchu minimalnej interwencji. Oczywiście
możliwe są inne sposoby podejścia.
2.10. Dlaczego połączenie sesji z parą z sesjami indywidualnymi?
Połączenie sesji z parą z sesjami indywidualnymi -?zwłaszcza
prowadzonych przez jednego terapeutę -?również, delikatnie mówiąc, budzi
kontrowersje, a dla wielu terapeutów jest wręcz nie do przyjęcia.
Zaczniemy od omówienia owego połączenia jako takiego. Wspomnieliśmy już,
że w przypadku osób z zaburzeniami osobowości w terapii par można szybko
utknąć w miejscu, gdy partnerzy nieustannie uruchamiają wzajemnie swoje
schematy i tryby radzenia sobie.
Utrudnia to otwarcie się i przejście w tryb Zdrowego Dorosłego,
konieczne do ponownej oceny. Wprowadzenie sesji indywidualnych -?nawet w większej liczbie -?które zgodnie z koncepcją terapii schematów dla par
są przewidziane dla takich osób, umożliwia pracę nad schematami w atmosferze zaufania, sam na sam z terapeutą. Wykazano, że terapia
schematów stosowana w takim settingu stanowi skuteczne podejście
transdiagnostyczne w przypadku praktycznie wszystkich zaburzeń
osobowości (zob. przegląd w: Roediger i Zarbock, 2015). Aby ocenić wpływ
sesji indywidualnych na relację, sesje z parą mogą się odbywać w określonych odstępach czasu (np. co trzy lub cztery sesje). Jeśli obje
partnerzy zmagają się z zaburzeniami osobowości czy też zaburzeniami
interakcji, można przez dłuższy czas prowadzić z obojgiem sesje
indywidualne, których intensywność i czas trwania odpowiadają
standardowej terapii indywidualnej.
Trzeba przyznać, że jest to dość
złożony setting, nasuwający pewne pytania, na które odpowiemy poniżej.
Umożliwia on jednak dalszą pracę z parą, która w przeciwnym razie
przerwałaby terapię. To właśnie takie pary najbardziej potrzebują naszej
pomocy! Wyzwanie jednak jest ogromne, ponieważ musimy stale zmieniać
perspektywę i na przemian dostrajać się emocjonalnie do jednego i drugiego partnera. Oczywiście zawsze w pewnym stopniu przyjmujemy
perspektywę osoby, z którą pracujemy w danym momencie. Następnie
przenosimy tę perspektywę na sesję indywidualną z drugim partnerem,
podczas której ta sama sytuacja opisywana jest z przeciwnego punktu
widzenia. W ten sposób odzwierciedla się w nas obraz doświadczeń
obojga partnerów, który niejako synchronizujemy w sobie. Celem jest
"zrównoważona stronniczość". Potem zaś wnosimy rezultat tego procesu na
sesje indywidualne z drugą stroną, do czasu gdy partnerzy oboje będą w stanie przyjąć perspektywę drugiego podczas wspólnych sesji. Gdy ten
etap zostanie osiągnięty, para jest w trybie Zdrowego Dorosłego w wystarczającym stopniu, by kontynuować pracę w ramach zorientowanych na
rozwiązanie modułów 9-12. Oczywiście tak kompleksowa terapia zajmuje
porównywalną ilość czasu do terapii indywidualnej, chociaż zwykle da się
czynić postępy wcześniej lub szybciej. Nie jest to jednak terapia
krótkoterminowa!
2.11. Dlaczego jeden terapeuta?
Częściowo ma to związek z kwestią omówioną w poprzednim podrozdziale. Po
prostu nie da się przekazać wszystkich informacji z poszczególnych sesji
indywidualnych drugiemu terapeucie pracującemu z drugim partnerem.
Wspomniana powyżej synchronizacja jest praktycznie niemożliwa w przypadku dwojga terapeutów. Ze względu na zaznaczoną na początku
rozdziału tendencję do bycia kształtowanym przez subiektywność klienta
dwoje terapeutów szybko prowadzi do wzmocnienia strony autonomii
bardziej niż strony przywiązania. Nie bez powodu mówi się, że jeśli
ktoś chce się rozwieść możliwie szybko, powinien rozpocząć budowę domu
lub podjąć terapię (indywidualną). Jeżeli w dodatku terapię pary
prowadzi osoba trzecia, istnieje ryzyko, że praca indywidualna będzie
działać na niekorzyść zorientowanej na relację terapii pary. Często
dzieje się to bez otwartego poruszenia tego tematu, ponieważ klienci
zazwyczaj mało mówią o swoich terapiach (a czy powinni?).
Ciekawym rozwiązaniem byłoby prowadzenie przez oboje terapeutów
indywidualnych sesji terapii pary, podczas których realizowano by
funkcję "synchronizacji". Podejrzewamy, że proces ten mógłby zostać
skomplikowany przez dodatkowy poziom interakcji pary terapeutycznej, i oczywiście byłby kosztowniejszy. Uważamy, że zalety przeważają nad
wadami, jeśli terapeutom w naszym modelu udaje się przechodzić od
naprzemiennej stronniczości do integrującej, zrównoważonej postawy,
której ów model służy. Terapeuta jest katalizatorem tych procesów.
Rolą terapeuty jest jak najlepsze odwzorowanie świata doświadczeń osoby,
z którą właśnie pracuje, aby przystępnie przekazać go drugiej stronie. Z punktu widzenia koncepcji mentalizacji (Fonagy, Jurist, Gergely i Target, 2008) terapeuta, dzięki zdolności do tejże mentalizacji, pełni
funkcję pomostu między światami doświadczeń partnerów, umożliwiając im
poprawę owej zdolności poprzez jej modelowanie. Para kontynuuje ten
proces w ramach konstruktywnych rozmów partnerskich, które pomagają
podtrzymać go na co dzień, dopóki terapeuta nie przestanie być
potrzebny.
Nie należy zapominać, że jest to bardzo trudne zadanie. Wszak również
my, terapeuci, mamy swoje schematy i preferowane tryby radzenia sobie,
na dodatek nie zawsze jesteśmy w trybie Zdrowego Dorosłego. Jednakże nie
jest to wcale konieczne! Wręcz przeciwnie, para uczy się na podstawie
naszych błędów i niedoskonałości oraz sposobu radzenia sobie z nimi. O wiele ważniejsze od unikania błędów i dążenia do perfekcji jest bycie
dobrym wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o przyznawanie się do
pomyłek, przepraszanie i podchodzenie do innych w sposób zorientowany na
relacje zamiast usztywniania się w postawie asertywnej. Nie każdemu to
odpowiada i rozumiemy, że ktoś może woleć bardziej zdystansowaną formę
terapii. Istnieją ku temu uzasadnione powody.
Zasadniczo powinniśmy przekazać parze, że unikanie konfliktów w żadnym
wypadku nie stanowi dobrego prognostyku udanego związku (Gottman, 1999).
O wiele ważniejsza jest zdolność i dobra wola do ponownego zbliżenia lub
podjęcia pozytywnych interakcji po konflikcie (w naszym języku: do
stanięcia na "niebieskiej" nodze).
Cele związane ze zbliżeniem są generalnie łatwiejsze do osiągnięcia niż
cele związane z unikaniem (Grawe, 2004). Najważniejszym, czego
potrzebują terapeuci, jest przytomność umysłu (obecnie często
nazywana uważnością), dogłębna znajomość własnych schematów i trybów,
wyraźna gotowość do ciągłego kwestionowania siebie i podejście
równościowe (jak równy z równym; Bateson, 2000). Gdy podczas sesji
dochodzi do konfliktu, co -?jak wspomnieliśmy -?jest zdecydowanie
pożądane, stwarza to okazję do przerwania bieżącej pracy oraz modelowego
(na stojąco) przeanalizowania i rozwiązania sytuacji w trybie Zdrowego
Dorosłego. Sekwencje tego rodzaju pracy podczas sesji okazują się
szczególnie owocne. Partnerskie zachowanie terapeuty -?które nasila się
w toku terapii -?równoważy początkową dyrektywność, aby wzmocnić
autonomię pary.
2.12. Jak postępować z tajemnicami i poufnością?
Teraz zrobi się naprawdę interesująco (i kontrowersyjnie), ponieważ
istotne wartości pracy terapeutycznej wejdą ze sobą w konflikt. Czy
podczas sesji indywidualnej ważniejsza jest dla nas lojalność wobec
nieobecnego partnera, czy też chcemy uzyskać jak najwięcej informacji -
niezależnie od tego, co zrobimy z tą wiedzą? Czy możemy nadal być
odpowiednio otwarci wobec strony nieobecnej, jeśli staniemy się
powiernikami tajemnicy? A może chcemy tylko bawić się w Boga i wszystko
wiedzieć, a przy tym brakuje nam powściągliwości? Rozważymy to na
przykładzie romansu, lecz nasze refleksje odnoszą się do wszelkich
tajemnic, dotyczących choćby dużych strat finansowych, utraty pracy,
uzależnienia, popełnienia przestępstwa, postępowania karnego czy próby
szantażu.
Podczas sesji indywidualnej Susanne powiedziała terapeucie, że zadurzyła się
w swoim koledze i raz z nim współżyła. "Chciałam panu o tym powiedzieć, ponieważ
mam bardzo mieszane uczucia i sama już nie wiem, czego chcę. Ale proszę
pod żadnym pozorem nie mówić o tym Peterowi. Nie chcę, żeby on się
dowiedział, ponieważ muszę najpierw sama zrozumieć, co się dzieje. Czy możemy
zachować to dla siebie i rozmawiać o tym tylko podczas sesji indywidualnych?".
Ponieważ nie mamy w tej sprawie jednego zdania, przedstawimy teraz nasze
rozbieżne stanowiska, pozostawiając czytelnikom ustosunkowanie się do
nich.
2.12.1. Stanowisko zorientowane na proces -?Eckhard Roediger
Według mnie sytuacja przedstawia się następująco: jeśli powiem parze, że
przekazaną mi informacją o romansie muszę natychmiast się podzielić z drugą stroną, ponieważ nie mogę lub nie chcę być powiernikiem tajemnicy,
istnieje ryzyko, że w ogóle się o nim nie dowiem. Wówczas niemożliwe
będzie poruszenie w rozmowie bardzo ważnego elementu obrazu związku.
Praca będzie się odbywała w trybie "na niby". Moim zdaniem nie da się
wówczas rozwiązać takiego problemu. Aby móc przeanalizować sytuację w kontekście modelu wspólnie z osobą mającą romans, proponuję serię sesji
indywidualnych. W czasie sesji z parą można to przekazać w następujący
sposób: "Susanne, odnoszę wrażenie, że nie jest pani w stanie
emocjonalnie się otworzyć. Wobec tego proponuję, żebyśmy popracowali nad
tym w czasie kilku spotkań indywidualnych, a następnie omówili rezultat
tej pracy podczas wspólnej sesji. Czy wszyscy zgadzają się na takie
rozwiązanie?". Celem jest rozpoznanie, jaką funkcję pełni romans dla
danej osoby i dla związku (zob. rozdział 11). Gdy funkcja ta zostanie
rozpoznana i zrozumiana, istnieje kilka sposobów postępowania.
Czy możliwe jest odnalezienie tego, czego szukano w romansie, w obecnym związku? Jeśli tak, romans można (przynajmniej na pewien
czas) zawiesić, a najlepiej zakończyć. Moim zdaniem w takiej
sytuacji nie trzeba go ujawniać.
Czy romans może pełnić funkcję stabilizującą w związku, w którym
druga strona okazuje brak zainteresowania i zdrowego dystansu [w sensie "życzliwego odwracania wzroku" (Clement, 2010) w ramach
"życia razem, ale osobno"; idiosynkratyczna definicja tego terminu -
zob. rozdział 14]? Wówczas również nie trzeba ujawniać romansu, o ile terapia pary zmierza w dobrym kierunku.
Romans drenuje ze związku klientów energię potrzebną do rozwoju
tegoż związku. Oznacza to, że zdradzany partner coś traci -?bez
swojej wiedzy i przypuszczalnie wbrew swej woli. W takim przypadku
romans blokuje terapię pary i powinien zostać ujawniony oraz
wstrzymany bądź zakończony. Jeśli strona weń zaangażowana nie jest
na to gotowa, terapeuta informuje o konieczności zawieszenia lub
zakończenia terapii pary, w razie konieczności nie podając
przyczyny.
Krótko mówiąc: za ważniejszą uważam otwartość partnerów wobec mnie niż
natychmiastową otwartość w rozmowach z parą. Obawiam się, że w przeciwnym razie istotne informacje nie zostaną ujawnione. Moim zdaniem
może to mieć poważniejsze konsekwencje i w większym stopniu zagrażać
procesowi terapeutycznemu niż dochowanie tajemnicy przez pewien -
ograniczony -?czas (np. cztery tygodnie). Po tym czasie sytuacja musi
zostać rozstrzygnięta, ponieważ nie chcę stać się osobą, która -
przynajmniej z mojego punktu widzenia -?podtrzymuje dysfunkcyjny proces.
Ponieważ terapia schematów dla par obejmuje sesje indywidualne, toteż
wpisuje się to w jej założenia. W czasie spotkań indywidualnych staram
się wspólnie z klientem rozpoznać, w którym z opisanych w rozdziale 14
kierunków para zdaje się zmierzać. Jeśli osobie zaangażowanej w romans
zależy na pogłębieniu relacji emocjonalnej, przyjmuję zdecydowanie
bardziej konfrontacyjną postawę i przykładowo przypisuję pragnienie
posiadania wszystkiego bez rezygnacji z czegokolwiek "chciwemu" trybowi
dziecięcemu i tym samym stronie autonomii, która może być przeszkodą dla
emocjonalnego przywiązania opartego na zaufaniu. Staram się, na przykład
w ramach dialogów na krzesłach (zob. rozdział 5), pokazać poprzez
bezpośrednie doświadczenie, jaką cenę płaci strona zorientowana na
przywiązanie, gdy takie działania coraz bardziej zaprzepaszczają szansę
na pogłębienie bliskości z partnerem.
Uważam, że autentyczne, a czasem pełne pasji zachowania terapeuty
stanowią niespecyficzny czynnik wywierający wpływ na terapię również w przypadku pracy z parą. Mogą być one sprzeczne z postawą neutralności i wstrzemięźliwości. To para decyduje, w jakim kierunku ostatecznie
pójdzie. Dopóki proces podczas sesji i w życiu codziennym cechuje się
wzajemnym szacunkiem i współpracą (w duchu Zdrowego Dorosłego), podążam
w tym kierunku razem z nią. Według mnie najczęstszym rezultatem terapii
par jest droga ku funkcjonalnemu "życiu razem, ale osobno". Może to
obejmować kontakty seksualne poza związkiem, pod warunkiem że obie
strony potrafią się z tym pogodzić. Zarazem jednak mogę i muszę podjąć
decyzję, w które procesy terapeutyczne się angażuję. Uważam to za
uczciwe. Jeśli proces utknął lub ja z jakiegoś powodu nie chcę go
kontynuować, mogę go zakończyć, na przykład tak: "Muszę być z państwem
zupełnie szczery. Odnoszę wrażenie, że nie jestem w stanie dalej
pracować z państwem w konstruktywny sposób, dlatego chciałbym zakończyć
naszą pracę. Czy mają państwo jakieś pytania, na które mógłbym
odpowiedzieć?". Można powiedzieć, że w ten sposób próbuję wrócić do
wstrzemięźliwej postawy.
2.12.2. Stanowisko wstrzemięźliwe -?Eva Frank-Noyon
Moim zdaniem sytuacje takie jak omawiana rzadko kiedy niosą ze sobą
bezpośrednio rozwiązywalne problemy dla terapeuty. Z tego względu
zdecydowanie opowiadam się za stanowiskiem wstrzemięźliwym i nie
chcę zostać powierniczką tajemnicy. Aby zapewnić sobie taką możliwość -
i nie zostać "napadnięta" tajemnicą, tak jak to się stało w opisanym
przypadku -?przedstawiam to jako granicę w naszej współpracy już na
początku terapii. W ten sposób próbuję zapobiec potencjalnemu dylematowi
decyzyjnemu. Oba stanowiska niosą ze sobą pewne ryzyko, które
określiłabym jako złamanie zasady lojalności (gdy staję się powierniczką
tajemnicy) versus stagnacja z powodu braku istotnych informacji
(stanowisko wstrzemięźliwe). Stojąc przed takim wyborem, decyduję się na
przyjęcie drugiego ryzyka. Przyjrzyjmy się możliwym skutkom obu
stanowisk na podstawie przytoczonego przypadku.
Eckhard Roediger zakłada, że rozwiązanie jest możliwe i konieczne, a proces zawsze na tym skorzysta i ruszy naprzód. Mam co do tego
wątpliwości. Nie wychodzę z założenia, że wszystkie ambiwalencje i konflikty (zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne) zawsze mogą i muszą być
rozwiązywane. Często chodzi raczej o to, aby znieść ambiwalencję (być
może także potajemnie) bez jej rozwiązywania. Wymuszone ujawnienie nie
zawsze prowadzi do poprawy sytuacji, a może wręcz doprowadzić do jej
pogorszenia. W naszym przykładzie Susanne może dojść do wniosku, że chce
zachować informację o romansie dla siebie i wstępnie zaangażować się w terapię pary na tyle, na ile pozwala jej na to własna ambiwalencja.
Jeśli przekonam ją teraz do ujawnienia tajemnicy tylko po to, by pchnąć
proces naprzód, może to mieć konsekwencje, których klientka (a może
nawet jej mąż) tak naprawdę nie chce (np. jeżeli nagle pojawi się temat
rozstania).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki