Rozdział 1. Kilka słów o terapii i terapeutach
Rozdział | 1
Kilka słów o terapii i terapeutach
Jestem zawodową terapeutką. Pomagam klientom z bardzo różnymi
doświadczeniami i problemami, przeprowadzając z nimi sesje
terapeutyczne. Wspólnie pracujemy nad wytyczaniem celów, wyrywaniem się
z rutyny, radzeniem sobie z silnymi emocjami utrudniającymi normalne
funkcjonowanie, zwalczaniem niezdrowych nawyków i wszystkim tym, czym
chcą się w danej chwili zająć. Inaczej mówiąc, staram się wzmocnić w nich poczucie własnej wartości, aby z zapałem przystępowali do
pokonywania napotykanych trudności i wiedli szczęśliwe życie.
Dokładnie z tych samych powodów sama chodzę na terapię -?chcę być
szczęśliwa. Bywają dni, kiedy czuję się świetnie i wizyta u terapeuty
wydaje mi się niepotrzebna, ale są również takie, kiedy odliczam nerwowo
minuty do chwili, kiedy usłyszę w końcu pytanie: "O czym chciałabyś dziś
porozmawiać?".
Kiedy uczucia przeszkadzają nam w normalnym funkcjonowaniu, warto
zwrócić się do doświadczonych specjalistów, którzy pomogą ustalić
przyczyny występowania problematycznych emocji. W wielu przypadkach taki
krok wydaje się jednak bardzo trudny do podjęcia -?w miejsce pagórka
widzimy oczami wyobraźni stromy szczyt.
Bardzo możliwe, że właśnie dlatego sięgnąłeś po moją książkę -?zmagasz
się z problemami, ale nie jesteś jeszcze gotowy, by wejść do gabinetu
terapeuty i usiąść wygodnie w fotelu. Być może od pewnego czasu czujesz
się źle, a to, co zazwyczaj sprawiało ci przyjemność, przestało
poprawiać ci humor. Może doświadczasz trudnych chwil z powodu rzeczy
znajdujących się poza twoją kontrolą -?straciłeś ukochaną osobę,
usłyszałeś niepokojącą diagnozę, zakończyłeś związek, masz stresującą
pracę. A może regularnie chodzisz na terapię, lecz dodatkowo chcesz
zadbać o własne zdrowie psychiczne również pomiędzy sesjami.
Dla każdej osoby terapia oznacza coś innego, a dostęp do pomocy
terapeutycznej zależy zawsze od okoliczności, w jakich się znajdujemy.
Nie istnieje uniwersalna terapia sprawdzająca się w każdym przypadku.
Wszystkie mają jednak ten sam cel -?poprawę samopoczucia i zdrowia
psychicznego pacjentów.
Nie wszyscy mogą ze wspomnianej pomocy skorzystać. W Australii, gdzie
żyję i pracuję, terapia jest kosztowna, a nawet bardzo, gdy ktoś
traktuje ją poważnie i regularnie -?przynajmniej raz w tygodniu -
odwiedza terapeutów. Koszt pięćdziesięciominutowej sesji waha się
pomiędzy stoma a trzystoma dolarami australijskimi1, już
po uwzględnieniu zniżki zapewnianej przez rządowy program pomocy
zdrowotnej2.
Rozmawiałam z wieloma osobami, które uskarżały się na wysokie stawki
blokujące Australijczykom dostęp do pomocy terapeutycznej. Zastanawiając
się nad zasadnością terapii, kładą po przeciwnych stronach szali wysokie
koszty i końcowe rezultaty.
Dzieje się tak, gdyż pierwsze znaczące postępy w leczeniu daje się
zauważyć dopiero po szóstej sesji -?w dodatku jeśli uczęszcza się na nie
regularnie. Warto jednak w takich rozrachunkach brać pod uwagę nie tylko
koszty terapii, lecz również koszty generowane przez bieżący stan
zdrowia psychicznego. Bardzo często podejmujemy decyzje, bazując na
przeszłych wydarzeniach i doświadczeniach, a nie obecnych potrzebach.
Myślimy: "Miałam już kiedyś podobnego doła i sobie z nim poradziłam.
Może teraz będzie podobnie". Robimy tak, gdyż przy stale rosnących
kosztach życia wydanie sporej sumy na terapię wydaje się mało przyjemną
perspektywą. Fakt, że uporaliśmy się wcześniej z problemami, nie oznacza
jednak, że sztuka ta uda nam się po raz kolejny. Oszczędzając pieniądze
i nie korzystając ze specjalistycznej pomocy, narażamy na szwank własne
zdrowie psychiczne. A w konsekwencji ponosimy dodatkowe koszty, bo
problemy zaczynają wpływać negatywnie na nasze życie prywatne i zawodowe.
Pomoc terapeutyczna jest bez dwóch zdań warta wydawanych na nią
pieniędzy. Postawię sprawę jasno. W Australii uzyskanie stosownych
uprawnień trwa minimum dwa lata, a zdobycie dyplomu magistra psychologii
co najmniej cztery. Po ukończeniu studiów i kursów terapeuci wybierają
specjalizację -?na przykład leczenie zaburzeń nastroju lub terapia par -
a potem korzystają regularnie z dodatkowych szkoleń oraz pomocy bardziej
doświadczonych kolegów po fachu. Innymi słowy, aby pracować w tym
zawodzie, musisz mu poświęcić bardzo dużo czasu oraz energii.
Australijski system opieki zdrowotnej i wynikające z niego stawki
lekarzy sprawiają, że regularne sesje terapeutyczne są dla większości
osób zbyt kosztowne. Jak na ironię, to, co powinno nam pomagać w radzeniu sobie z niepokojem, jest powodem zmartwień powiązanych z wydatkami i brakiem pieniędzy.
Wizyty w gabinecie terapeutycznym bywają również źródłem wstydu. Część z nas traktuje terapię doraźnie i korzysta z niej tylko w przypadkach
kryzysowych, wypytując gorączkowo znajomych o "dobrych fachowców" i prosząc Doktora Google'a o listę "terapeutów w najbliższej okolicy".
Inni postrzegają terapię jako serwis -?regularne "przeglądy" -?na wzór
bohaterów popularnych seriali telewizyjnych. Warto zwrócić uwagę, że na
przełomie XX i XXI wieku w popkulturze określano osoby korzystające z pomocy terapeutycznej jako "wariatów" -?chociażby w takich serialach jak
Pomoc domowa czy Prywatna praktyka -?lecz dziś chodzenie do
terapeuty przedstawiane jest jako powód do dumy. Możemy to zaobserwować
w takich produkcjach jak Atypowy czy w telewizyjnej adaptacji powieści
Sally Rooney Normalni ludzie. Sesje terapeutyczne stanowią dla postaci
źródło ulgi, bo zapewniają poczucie, że jest na świecie ktoś -?terapeuta
-?komu na nas zależy i kto pomoże nam przejść przez najtrudniejsze
chwile w życiu. Postacie Sama, Connella i wielu podobnych im osób
sprawiły, że terapia stała się bardziej "atrakcyjna".
Australijczycy mówią dziś o własnym zdrowiu psychicznym znacznie
chętniej niż dziesięć lat temu, gdyż podążają śladami licznych
celebrytów, którzy opowiedzieli publicznie o własnych problemach.
Powinniśmy być im za to bardzo wdzięczni, bo mając świadomość, że nie
jesteśmy na świecie sami jak palec, możemy działać wspólnie i wzajemnie
się od siebie uczyć.
Tym bardziej należy się dziwić temu, że pomoc terapeutyczna wciąż
traktowana jest jako temat wstydliwy. Szacuje się, że obecnie co piąta
osoba w Australii zmaga się z problemami natury psychicznej. Oznacza to,
że terapeuci odgrywają bardzo ważne role w naszym społeczeństwie, za co
należy się im szacunek. Co mają jednak zrobić osoby, których nie stać na
opłacenie sesji?
Jeśli jesteś jedną z nich, to już wykonałeś pierwszy krok, sięgając po
niniejszą książkę i czytając kolejne strony. Dawno temu byłam w tym
samym miejscu. Zmagałam się przez dziesięciolecia z własnym zdrowiem
psychicznym i postanowiłam w końcu rozpocząć terapię i "pracę nad
sobą". Wiedziałam, że regularne sesje pomogą mi w opanowaniu emocji i lepszym radzeniu sobie w trudnych sytuacjach, a jednocześnie pozwolą
dostrzec i zrozumieć powody powstawania problematycznych uczuć.
Ta terapeutyczna podróż wywarła na mnie ogromny wpływ. Zakopałam się w książkach i podręcznikach do psychologii, bo chciałam się dowiedzieć,
dlaczego czujemy to, co czujemy, a w konsekwencji rozpoczęłam naukę i sama zostałam terapeutką. Pragnęłam przekazać innym wiedzę i sprawić,
aby poczuli się w trudnych dla siebie chwilach lepiej.
Ten sam cel przyświecał powstaniu tej książki.
Mając świadomość, że wielu osób nie stać na terapię, chciałam napisać
książkę zasypującą lukę pomiędzy brakiem jakiejkolwiek pomocy a profesjonalną pomocą terapeutyczną. Chciałam napisać książkę, której
sama nie miałam pod ręką, gdy zmagałam się z własnymi problemami, i którą mogłabym podarować znajomym oraz przyjaciołom doświadczającym tego
samego co ja.
Książka ta nie jest zamiennikiem terapii. Podróż, którą odbyłam -?wpierw
jako klientka, a potem dyplomowana terapeutka -?pozwoliła mi stworzyć
łatwo dostępne narzędzie pomagające w radzeniu sobie z problemami natury
psychicznej w przypadku braku środków potrzebnych na opłacenie
specjalistycznej pomocy terapeutycznej lub chwilowej "przerwy" w terapii. Książka wyjaśnia, jak działa terapia, co wpływa na nasze
zdrowie psychiczne, a jednocześnie udostępnia tę praktyczną wiedzę w sposób przystępny, również finansowo. Znajdziesz w niej porady i wskazówki, z których korzystam regularnie, pomagając własnym klientom
wieść zdrowsze i szczęśliwsze życie.
Uważam, że dzielenie się wiedzą oraz narzędziami, z których korzystają
specjaliści w gabinetach terapeutycznych, może przynieść jedynie dobry
skutek. Dzięki tej książce poznasz podstawowe informacje na temat
terapii, dowiesz się, jak radzić sobie z emocjami i jak tworzyć zdrowe
związki. Przeczytasz o teoriach naukowych, z których korzystają w swej
pracy terapeuci, i wykonasz praktyczne ćwiczenia, które pomogą ci
przejść przez trudne momenty w życiu.
Nie martw się, nie będę zadawała prac domowych! Czytaj tę książkę w tempie, jakie najbardziej ci odpowiada. Nie chciałam zasypywać cię
psychoterapeutycznym żargonem i dlatego posłużyłam się przystępnym
językiem, aby dodatkowo ułatwić ci to doświadczenie. Nie poruszyłam w niej wszystkich aspektów mojego zawodu i nie opisałam wszystkich chorób
psychicznych, ba, nie wymieniłam nawet wszystkich aspektów zdrowia
psychicznego. Gdybym to zrobiła, książka rozrosłaby się do ogromnych
rozmiarów, a każda podróż terapeutyczna powinna być dostosowana do
potrzeb konkretnej osoby. Dlatego ta książka jest zbiorem wskazówek i porad, z których sama regularnie korzystam, bo taka właśnie powinna być
terapia -?łatwo dostępna i nieprzytłaczająca.
Jak korzystać z tej książki
W tej książce podzieliłam się z wami ulubionymi i łatwymi do wykonania
ćwiczeniami, które pomogą wam przeanalizować własne myśli, uczucia oraz
zachowania. Każde z nich opracowano tak, aby ułatwiały kontrolę nad
samopoczuciem poprzez regulowanie emocji oraz proces poznawania siebie.
W zamyśle mają one skłaniać do zastanowienia, szybko poprawiać nastrój i uświadamiać istnienie możliwości. Korzystając z nich regularnie,
rozwiniesz własne umiejętności (czyli to, co możesz zrobić),
wykształcisz odpowiednie nastawienie (czyli pogląd na to, co możesz
zrobić) oraz nauczysz się korzystać z pomocnych narzędzi (czyli
wskazówek oraz technik ułatwiających wykonanie tego, co chcesz zrobić).
Możesz rozwiązywać te ćwiczenia, notując odpowiedzi i uwagi w książce,
lub pobrać je z mojej strony internetowej www.baretherapy.com.au, aby po
jakimś czasie do nich wrócić, sprawdzając czynione postępy (możesz na
przykład rozwiązywać na początku każdego roku ćwiczenie "koło życia"
zamieszczone na stronie 92, żeby sprawdzić, jak się powiększa) lub
dzieląc się zdobytą wiedzą z przyjaciółmi i bliskimi, którzy mogliby
twoim zdaniem z niej skorzystać.
Od czasu do czasu będę również prosiła, byś ocenił swoje poczucie
własnej wartości, korzystając z dziesięciostopniowej skali, na której 1
oznacza "nienawidzę siebie", a 10 "uwielbiam siebie". To zadanie ma na
celu -?podobnie jak cała książka -?pomóc ci w identyfikowaniu tendencji
w twoich emocjach. Czy tematy poruszane w kolejnych rozdziałach cię
denerwują, czy raczej inspirują do działania? Czy dostrzegłeś siebie w przytaczanych w książce historiach i poczułeś się lepiej, wiedząc, że
inni przeżywają to samo co ty? Czy po ponownym przeczytaniu książki
doświadczyłeś innych uczuć niż za pierwszym razem? Czy uważasz, że
jesteś teraz wart więcej czy mniej? Określając tendencje we własnych
emocjach i analizując to, jak postrzegamy siebie, stawiamy pierwsze
kroki na drodze do poprawy samopoczucia.
Takich "sprawdzianów" będzie niewiele, lecz nie oznacza to, że są one
mało istotne. Wręcz przeciwnie -?dają nam wgląd we własne wnętrze i pozwalają lepiej dostroić się do własnych uczuć. A im więcej wiemy o swoich emocjach, tym łatwiej wpływamy na nie w pozytywny sposób.
Zacznijmy więc od razu.
OCEŃ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI
Tak jak w przypadku większości tematów, którymi zajmujesz się w życiu,
najwięcej korzyści z czytania tej książki wyciągniesz, angażując się w ten proces w pełni. Oznacza to, że będziesz musiał uczciwie i prawdziwie
odnieść się do swoich uczuć, nawet jeśli sprawi ci to przykrość. Właśnie
dlatego terapeuci używają terminu "przepracowanie" tak często. "Praca",
o której mowa, wiąże się z analizowaniem własnych myśli, emocji oraz
działań w przerwach pomiędzy terapeutycznymi sesjami i w trakcie
terapii. Potraktuj tę książkę jak sesję spędzoną w gabinecie. Zapomnij o obiekcjach, usiądź wygodnie w ulubionym fotelu i zacznij lekturę.
Książka zapewni ci bezpieczną przestrzeń, w której rozpoczniesz proces
zdrowienia.
Wszystkie notatki, które naniesiesz na kartki tej książki, będą
wyłącznie twoją własnością. Terapeuci trzymają zazwyczaj uwagi dotyczące
swoich klientów w zamykanych na klucz szafkach lub zabezpieczają na
dyskach komputerów w zaszyfrowanych plikach. Jeśli chcesz, możesz
trzymać tę książkę w miejscu, do którego nie zagląda nikt oprócz ciebie
-?pod łóżkiem, w pudełku na półce, w torbie, z którą właściwie się nie
rozstajesz. Pamiętaj jednak, by mieć ją zawsze na wyciągnięcie ręki, bo
będziesz jej potrzebować w chwilach, kiedy twój umysł zacznie skręcać na
boczne tory -?zarówno w produktywny, jak i niezdrowy sposób.
Aby wynieść jak najwięcej z lektury tej książki:
Czytaj tę książkę z ołówkiem lub mazakiem w dłoni. Podkreślaj
wszystkie fragmenty, które sprawią, że pomyślisz: "Hej, ja mam
dokładnie tak samo" albo "Hej, znam kogoś, kto przeżywa to samo".
Notuj własne uwagi i przemyślenia na marginesach i w rozdziale "Własne
przemyślenia", który znajdziesz na końcu książki. Zadawaj sobie
regularnie pytania: "Jak czuję się po przeczytaniu tego fragmentu?"
oraz "Dlaczego tak się czuję?". Jeśli czytasz książkę ponownie,
korzystaj z ołówków i mazaków w innym kolorze, aby łatwiej dostrzec
zachodzące w tobie zmiany.
Powstrzymuj się od oceniania siebie. Pomiędzy okładkami tej książki
pomieszczą się wszystkie uczucia i każde z nich będzie istotne. Nawet
jeśli jakiegoś w danej chwili nie rozumiesz, z czasem to się zmieni.
Rozluźnij się. Nie próbuj przeczytać całej książki przy jednym
podejściu. Nasze mózgi są plastyczne, lecz niekoniecznie elastyczne.
Jeśli przerwiesz na moment "pracę", bo poczujesz się lepiej albo
będziesz mieć ważniejsze sprawy na głowie, nic się nie stanie! Nie
zapomnisz przecież tego, czego już się na własny temat dowiedziałeś, i raczej nie wrócisz do dawnych nawyków.
Potraktuj czytanie tej książki jak sesje w sali treningowej, lekcje w szkole albo pracę. Dopisz tę czynność do listy codziennych zadań,
które wykonujesz, aby stać się kimś lepszym. Poczuj dumę z tego
powodu.
Dziel się wiedzą, którą zdobędziesz dzięki lekturze z przyjaciółmi i bliskimi. Im częściej rozmawiamy o swoim zdrowiu psychicznym, tym
większą odnosimy z tego faktu korzyść.
Przejdź od razu do rozdziału "Szukanie profesjonalnej pomocy", jeśli
uważasz, że znajdujesz się w sytuacji kryzysowej i potrzebujesz
natychmiastowego wsparcia.
Nie traktuj tej książki jak relikwii. Wypłakuj na nią oczyszczające
łzy, notuj uwagi na marginesach, zaginaj rogi, wrzucaj do plecaka.
Możesz ją zniszczyć, po to, by nie zniszczyć siebie.
Co o tym myślisz? Jesteś gotów rozpocząć lekturę tej książki?
Rozdział 2. Dlaczego czuję się teraz tak okropnie?
Rozdział | 2
Dlaczego czuję się teraz tak okropnie?
Zdrowie psychiczne a otaczający nas świat
Możemy korzystać z dobrych rad i dbać należycie o własne zdrowie
psychiczne, ale nie zabezpieczymy się w ten sposób przed sytuacjami i okolicznościami, które wywrócą nasze dotychczasowe dokonania do góry
nogami. Takie doświadczenia są do bani. Sprawiają, że zaczynamy wątpić w sens naszych starań, narzekać na niesprawiedliwość losu.
W chwilach zwątpienia warto wrócić do podstaw i zastanowić się nad
hierarchią potrzeb. Jest to termin zaczerpnięty z teorii opracowanej
przez amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa, który ujął wszystkie
ludzkie potrzeby w pięciostopniowym modelu przypominającym kształtem
piramidę3.
U jej podstaw znajdują się potrzeby podstawowe (fizjologiczne oraz
bezpieczeństwa). Środkową część zajmują potrzeby psychologiczne
(miłości i przynależności oraz szacunku i uznania) i to właśnie one
wpływają najbardziej na stan naszego zdrowia psychicznego. Powinniśmy
sami weryfikować, czy je zaspokajamy, i nie polegać w tej kwestii na
opiniach innych. Szczyt piramidy okupują potrzeby samorealizacji, zwane
też potrzebami rozwoju, czyli zaspokajania własnych dążeń.
Samodoskonalenie i rozwijanie własnych umiejętności zapewniają nam
poczucie zadowolenia, celu oraz znaczenia i umożliwiają akceptowanie
siebie.
Rys. 2.1. Hierarchia potrzeb Maslowa
Na tle pozostałych gatunków zwierząt ludzi wyróżnia wyobraźnia oraz
nadzieja na lepsze jutro. Z tego powodu możemy potraktować przedstawione
powyżej potrzeby jako motywację do działania. Tworząc swoją piramidę,
Maslow uważał, że wspinanie się po jej szczeblach staje się możliwe
dopiero po zaspokojeniu niższych potrzeb. Współcześni terapeuci są
zdania, że nie jest to wymóg konieczny -?możemy na przykład pracować nad
poczuciem własnej wartości, a jednocześnie próbować zadbać o swoje
bezpieczeństwo.
Skupiając się przesadnie na czubku piramidy Maslowa, a jednocześnie
pomijając jej dolne szczeble, zaczynamy się czuć niepewnie, jakbyśmy
wznosili budowlę w błędnej, odwrotnej kolejności. Innymi słowy, bez
zaspokojenia podstawowych potrzeb nie możemy w pełni oddać się
realizacji pozostałych.
Na nasze nieszczęście istnieje bardzo wiele czynników -?okoliczności, na
które nie mamy wpływu -?które ograniczają naszą zdolność do zaspokajania
potrzeb podstawowych i psychologicznych. Zmiany klimatyczne, rosnące
koszty życia, polityczne kryzysy, nękanie w sieci, oczekiwania względem
własnego wyglądu, izolacja spowodowana pandemią, porównywanie własnych
dokonań z karierami innych ludzi... Nie powinniśmy się zatem dziwić, że
usuwanie negatywnych myśli oraz uczuć powstających na skutek zdarzeń
znajdujących się poza naszą kontrolą jest tak bardzo wyczerpujące.
Warto jednak pamiętać o jednej rzeczy -?nawet jeśli trzymamy w dłoniach
fatalne karty, bądźmy wdzięczni za to, że nadal siedzimy przy stole i uczestniczymy w grze.
W trakcie pandemii stale doświadczałam reakcji "walka lub ucieczka". W moim przypadku była to zawsze walka, gdyż polegało na mnie zbyt wiele
osób. Najbardziej szkodliwy był dla mnie fakt, że musiałam dawać z siebie tyle co poprzednio. Nie tylko jako pracowniczka, ale również jako
żona i matka. To, co wcześniej pozwalało mi rozładować stres i naładować
baterie -?samotne obiady na mieście, wizyty w muzeach, długie rozmowy z niewidzianymi od dawna przyjaciółmi, spacery po plaży -?przestało być
dostępne.
Moja rodzina zapewniała mi duże wsparcie -?matka pomagała w opiece nad
dzieckiem, a w przypadku naglących terminów przywoziła jedzenie. Bez tej
pomocy i z partnerem, który musiał pracować poza domem, utraciłam
wszystkie czynniki rozładowujące napięcie i zapewniające ciszę oraz
spokój, tak bardzo potrzebne do normalnego funkcjonowania.
Catherine, lat 38
Sydney, Nowa Południowa Walia
Wszyscy mierzymy się od czasu do czasu z okolicznościami znajdującymi
się poza naszą kontrolą. Warto w takich chwilach pamiętać, że nie
jesteśmy w tym sami, a odzyskanie wpływu na przebieg zdarzeń jest
możliwe nawet bez wsparcia udzielanego przez inne osoby. Zanim
przejdziemy do omawiania sposobów na radzenie sobie z zewnętrznymi
czynnikami, scharakteryzujmy pokrótce te, z którymi mamy do czynienia
najczęściej.
Zewnętrzne wyzwalacze
Wyzwalacze to hipotetyczne pułapki wywołujące nagłe reakcje emocjonalne.
Część z nas wie o ich istnieniu, część nie jest tego świadoma aż do
momentu, kiedy zaczynają działać. Emocjonalne wyzwalacze wywołują w nas
niepokój, strach, a nawet fizyczny dyskomfort. Poniżej zamieściłam listę
najbardziej powszechnych dziś bodźców. Czytając ją, zastanów się, czy
którekolwiek z nich mogą wpływać na twoje samopoczucie.
Zdrowie. Zacznę od tego, co oczywiste. Pandemia COVID-19 wpłynęła na
życie ludzi na całym świecie w sposób, którego nikt nie przewidział.
Nagle nasze zdrowie znalazło się w poważnym niebezpieczeństwie. Władze
państwowe najpierw zamknęły granice, a potem własnych obywateli, nie
pozwalając opuszczać domów. Nie mogliśmy wychodzić na zewnątrz, tłocząc
się w czterech ścianach swoich domów i mieszkań. Utraciliśmy jakże ważną
dla nas "trzecią przestrzeń", zyskiwaną podczas jazdy do pracy lub na
rodzinne przyjęcie, która pomagała regulować uczucia. Fizyczna i emocjonalna izolacja zaszkodziła najbardziej osobom bezbronnym.
Pracownicy służby zdrowia harowali w pocie czoła, aby zapewnić nam
bezpieczeństwo, choć ochronne maski wrzynały się im w skórę, powodując
krwawe rany (należą się im za to wielkie podziękowania!). Zarażenie się
wirusem prowadziło do między innymi zmęczenia, problemów z oddychaniem,
bólów klatki piersiowej i mięśni, depresji oraz lęku4. Do dziś nie
zdołaliśmy ustalić wszystkich skutków.
Co więcej, część z nas zmagała się już wcześniej z chorobami
przewlekłymi. Choć od pewnego czasu dyskutuje się w Australii częściej
na temat endometriozy, obfitego krwawienia miesiączkowego oraz ADHD
(diagnozowanego również u dorosłych), dostęp do specjalistycznej pomocy
w przypadku tych dolegliwości oraz chorób jest wciąż ograniczony. Nie
powinno nas zatem dziwić, iż mają one negatywny wpływ na nasze zdrowie
psychiczne. Nawet zwykłe przeziębienie lub grypa potrafią popsuć nam
samopoczucie!
Szkoła, praca, kariera. W 2022 roku 1,3 miliona Australijczyków
zmieniło pracę, a 2,3 miliona zostało z niej zwolnionych lub sami
złożyli wypowiedzenia5. Rozwój kariery wpływa na wiele
innych czynników, także nastrój. Ma to sens, zważywszy, że w pracy
spędzamy nawet jedną trzecią życia. Jeśli jesteśmy nieszczęśliwi w biurze, to najprawdopodobniej będziemy również nieszczęśliwi po powrocie
do domu.
Dlaczego praca wywiera na nas tak duży wpływ? Po zmianie pracodawców
staramy się wykazać w nowym miejscu zatrudnienia (a także w starym,
jeśli obawiamy się zwolnienia lub nowych, szybko awansujących
pracowników mogących zająć nasze miejsce) i często bierzemy na siebie
zbyt dużo obowiązków, co skutkuje przepracowaniem. Dodatkowo istnieje
przekonanie, że powinniśmy mieć sensowną karierę, która nada naszej
pracy znaczenie i pozwoli wesprzeć lokalne społeczności. Nowe formy
zatrudnienia pozbawiają nas jednak szans na naukę od innych i zawieranie
przyjaźni, co gwarantowała stała praca w jednym miejscu. Podobnie rzecz
ma się z nauką w szkole i na uniwersytecie, gdzie również jesteśmy
narażeni na stres, nękanie oraz napastowanie i w konsekwencji wahamy się
z obawą, czy powinniśmy przekroczyć próg klasy bądź biura, nie wiedząc,
co spotka nas w nim tym razem.
Już od dziecka byłam pełna obaw. Kiedy poszłam na studia, stres i troski tylko się spotęgowały. Wytłumaczyłam sobie ten fakt wyprowadzką z domu i życiem na własny rachunek! Kiedy jestem zmęczona, niepokoję się
jeszcze bardziej. Gdy ludzie wokół mnie są smutni lub zestresowani,
zaczynam odczuwać to samo co oni i mój nastrój gwałtownie się pogarsza.
Jane, lat 24
Perth, Australia Zachodnia
Rosnące koszty utrzymania. Przez ostatnie lata koszty życia w Australii znacząco wzrosły. Nie dotyczy to wyłącznie "dużych" wydatków,
jak kupno domu czy auta. Podrożały produkty spożywcze, prąd,
ubezpieczenia, koszty najmu, a także usługi cyfrowe. Rosnące koszty
codziennego życia potęgują w nas stres i obawy, co odbija się negatywnie
na zdrowiu psychicznym. Okazjonalne wydatki, takie jak wyjazd na
wakacje, które zazwyczaj sprawiają nam radość, wydają się w takich
okolicznościach fanaberią. Narastający stres i brak perspektyw na
poprawę sytuacji sprawiają, że zaczynamy zadawać sobie pytanie: "Jaki ma
to w ogóle sens?".
Po raz pierwszy stykamy się z tematem pieniędzy w rodzinnych domach.
Część z nas słyszała zapewne rodziców uskarżających się, że ledwie wiążą
koniec z końcem. A część nie, bo dla ich rodziców pieniądze, a raczej
ich brak, nigdy nie stanowiły problemu! Choć nasze doświadczenia się
różnią, gdyż jest to zagadnienie bardzo obszerne, to właśnie w rodzinnych domach zaczynamy rozumieć, czym pieniądze są.
Potem zaczynamy dostrzegać to, co mają lub czego nie mają inne osoby.
Koleżanka ze szkoły częściej wyjeżdża na wakacje i mieszka w dużym domu.
Kolega nie ma drobnych, żeby kupić sobie przed lekcjami śniadanie. Dużą
rolę zaczynają odgrywać media społecznościowe wpływające na to, jak
definiujemy "zamożność" -?i nie ma znaczenia, czy pretendujące do tego
tytułu osoby uciekają się do kłamstwa. Idziemy do pierwszej pracy i odbieramy pierwszą wypłatę. Bardzo możliwe, że musieliśmy na nią mocno
zapracować! Wszystko to wpływa na nasze postrzeganie pieniędzy i obieraną wobec nich postawę.
Glen James, twórca i prowadzący podcastu
My Millennial Money (Moje milenialsowe pieniądze)
Zmiany klimatu. Według Rady Klimatycznej większość Australijczyków
doświadczyła w ostatnich latach skutków zmian klimatu takich jak
powodzie, pożary, fale upałów i bardzo silne burze6. Nie
potrafimy stwierdzić, czy wyjdziemy z takich sytuacji bez szwanku i czy
nic nie zagraża naszym bliskim oraz znajomym. Klęski żywiołowe nie są
jedynym powodem do zmartwień. Ponad połowa Australijczyków obawia się
dalszych zmian klimatu i ekstremalnych zjawisk pogodowych7.
Dla części z nas jest to dodatkowe źródło stresu.
Silna potrzeba porównywania dokonań życiowych. Czy uśmiechasz się
półgębkiem, kiedy znajomi opowiadają wam o nowych partnerach? Czy
informacje o ich awansach sprawiają, że zaczynasz się zastanawiać nad
tym, dokąd zmierza twoja kariera? Czy odczuwasz wstyd, kiedy mówią ci o dodatkowej pracy, którą wzięli w weekend, podczas gdy ty spędziłeś go w łóżku, oglądając seriale? Czy zamieszczane w sieci zdjęcia, na których
pozują przy znaku z napisem "BUDOWA", psują ci nastrój, bo ciebie
jeszcze długo nie będzie stać na zakup domu? Czy influencerzy
informujący w social mediach o tym, jak "wspaniałe wiodą życie",
sprawiają, że twoje wydaje się niewiele warte? Jeśli choć raz
odpowiedziałeś twierdząco, to wiedz, że nie jesteś wyjątkiem. We
współczesnym świecie, w którym media społecznościowe odgrywają bardzo
dużą rolę, silna potrzeba porównywania się z innymi osobami staje się
zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. Nawet ciesząc się z sukcesów
innych, zastanawiamy się, kiedy przyjdzie nasza kolej, kiedy dokonamy
czegoś istotnego, kiedy wykreślimy z listy zrealizowanych celów kolejny
punkt.
A gdy już kończymy studia, kupujemy dom, bierzemy ślub, kupujemy nowe
auto, rodzi nam się dziecko, dostajemy awans lub [tu wpisz swój kamień
milowy], wskakujemy od razu na hedonistyczną bieżnię -?to
psychologiczny termin opisujący tendencję do ciągłego szukania szczęścia
i nieodczuwania satysfakcji z tego, co już osiągnęliśmy. I co z tego, że
awansowałem i dostałem podwyżkę? Wszystko fajnie, ale co dalej?
To wywiera na nas szczególnie negatywny wpływ w trudnych chwilach, kiedy
nasze życie podlega zmianom będącym poza naszą kontrolą -?na przykład,
gdy z osoby "ważnej" stajemy się "mało istotną" po przejściu z podstawówki do liceum lub gdy z konieczności wynikającej z niewiedzy
prosimy o pomoc stażystów, gdyż po dziesięciu latach zmieniliśmy po raz
pierwszy w życiu pracodawcę.
Kiedy w wieku siedemnastu lat wyprowadziłem się z domu, żeby rozpocząć
studia na uniwersytecie, bardzo szybko stałem się osobą niezależną i skupiłem na nauce. Ożeniłem się w młodym wieku, pierwszy wśród
znajomych, i byłem pewien, że moje życie zmierza w dobrym kierunku.
Kilka lat później wziąłem rozwód i poświęciłem się pracy rozczarowany
nieudanym związkiem.
Moja praca, a byłem zawodowym sportowcem, wiązała się z częstymi
podróżami po świecie, co utrudniało znalezienie życiowej towarzyszki i utrzymywanie relacji społecznych. Odnosiłem w niej jednak znaczące
sukcesy, co pozwalało mi kupować kolejne nieruchomości. A mimo to
lekceważyłem własne osiągnięcia, dowiadując się z mediów
społecznościowych o tym, że znajomym urodziło się kolejne dziecko. To,
co chciałem osiągnąć, spychało na odległy plan to, co już osiągnąłem, bo
skupiałem się na tym konkretnym i brakującym elemencie mojego życia -
dziecku.
Dziś mam wspaniałą partnerkę i cudowną córeczkę. Nie wiem, czym tak
bardzo się zamartwiałem. Zmiana perspektywy i upływający czas bywają
niekiedy zabawne!
Max, lat 37
Lightning Ridge, Nowa Południowa Walia
Libido i popęd płciowy. Kiedy mamy fatalny nastrój i niskie libido,
nie myślimy w ogóle o bliskim kontakcie z drugą osobą. Seks pomaga
jednakże rozładowywać stres i uwalnia wydzielanie "szczęśliwych"
hormonów, takich jak oksytocyna -?wspomagająca nawiązywanie
romantycznych więzi i wzmacniająca uczucie miłości -?oraz dopamina,
która poprawia humor, ułatwia koncentrację, ułatwia zaśnięcie i sprawia,
że odczuwamy przyjemność8. Jaki wpływ ma na nas ta wiedza w połączeniu z brakiem chęci na seks?
Presja, aby uprawiać seks, której źródłem mogą być rówieśnicy,
kochankowie lub my sami ("Powinnam to robić częściej"), może się stać
zewnętrznym wyzwalaczem, lecz gdy pojawia się ona ciągle, szybko ją
internalizujemy.
Sytuacja społeczno-polityczna. Kontekst społeczno-polityczny, w jakim żyjemy, wywiera niekiedy duży wpływ na nasze zdrowie psychiczne.
Przywiązujemy wagę do stabilności rządów, stosunków międzypaństwowych,
stopy inflacji, poziomu bezrobocia, warunków ekonomicznych i wielu
innych czynników.
Powyższe sprawy wpływają na nasz nastrój, gdy są dla nas istotne, a jednocześnie stają się celem ataków. Na przykład osoby o innym kolorze
skóry niż biały reagują bardzo mocno, gdy dominującym tematem w debatach
politycznych staje się pojęcie rasy, jak w przypadku protestów
zorganizowanych w 2020 roku pod hasłem Black Lives Matter. Pracownicy
służby zdrowia odczują zapewne niepokój, gdy na pierwszych stronach
gazet pojawią się artykuły opisujące ich strajk, a zwolennicy partii
rynkowo liberalnych -?po przeczytaniu najnowszych sondaży informujących
o rosnącym poparciu dla partii lewicowych.
Relacje interpersonalne. Działania innych ludzi -?krewnych, bliskich
przyjaciół, znajomych z pracy -?wyzwalają w nas niekiedy silne emocje,
zwłaszcza gdy są niespodziewane lub niepożądane. Dzieje się tak również,
gdy nie są wymierzone bezpośrednio w nas samych. Posłużmy się kilkoma
przykładami. Wiadomość o planowanym przez rodziców rozwodzie może
wpędzić nas w depresję. Przyglądający się nam na chodniku z dezaprobatą
nieznajomy może sprawić, że zaczniemy się zastanawiać, czy dobrze
dobraliśmy strój. Teść pytający nas na rodzinnej imprezie, kiedy
zostanie w końcu dziadkiem, może wywołać w nas niepokój. A wyrażoną
przez kolegę z pracy opinię -?"Nie znoszę Biura, jest strasznie
głupie" -?możemy potraktować jako atak na nas samych, jeśli to nasz
ulubiony serial. Dzieci chodzące do szkół podstawowych uczy się, aby nie
wyrażały negatywnych opinii na temat tego, co sprawia przyjemność ich
rówieśnikom. Warto rozciągnąć tę zasadę na wszystkich ludzi. Negatywne
komentarze odnoszące się do tego, co uwielbiamy, potrafią wyrządzić
bardzo wiele szkód.
Na nasze nastroje wpływają równie silnie relacje, które się kończą -?z powodu śmierci, rozstania, kłótni lub przeprowadzki do innego miasta.
Zmiany w bliskim otoczeniu, które zapewniało nam dotąd wsparcie,
sprawiają, że inaczej postrzegamy swoje miejsce w świecie, co generuje
problemy, jeśli nie jesteśmy osobami o silnej psychice.
Pogoda. Tak, nawet zwykła pogoda działa jak wyzwalacz! Czy zdarzyło
się wam kiedyś, że poczuliście się źle bez konkretnego powodu?
Postarajcie się przypomnieć sobie, czy niebo nie było wówczas
zachmurzone. Choroba afektywna sezonowa (SAD -?seasonal affective
disorder) to zaburzenie nastroju, które może trwać kilka dni, a w skrajnych przypadkach nawet przez całą porę roku.
Jeśli czujemy się ociężali, łatwo wpadamy w gniew, brak nam energii do
działania, jesteśmy przygnębieni i nie mamy ochoty na to, co zazwyczaj
sprawia nam radość, a za naszymi oknami panuje ponura szarzyzna, to
bardzo możliwe, że zmagamy się z SAD.
Postępowanie wbrew wartościom, które wyznajemy. Zamieszczona powyżej
lista wyzwalaczy nie jest pełna, ale najsilniejszym z nich jest
najprawdopodobniej życie w niezgodzie z własnymi zasadami (więcej na ten
temat w rozdziale 6). Takie sytuacje zdarzają się w rodzinnym domu
(cenimy porządek, ale musimy dzielić pokój z bałaganiącym rodzeństwem),
w gronie przyjaciół i znajomych (cenimy praworządność, a ktoś namawia
nas do zażycia narkotyków), w pracy (przywiązujemy wagę do
autoekspresji, a szefostwo wprowadza w biurze zasady dotyczące ubioru).
Odnosi się to również do podejmowanych decyzji. Na przykład cenimy
uczciwość, lecz okłamujemy znajomą lub pracodawcę; lubimy spędzać czas w samotności, lecz często chodzimy na imprezy.
Napięcie wywołane działaniem wbrew wyznawanym wartościom, wyrządza nam
duże szkody, zwłaszcza gdy powtarzamy te czynności regularnie -?zaczyna
to wywierać coraz większy wpływ na naszą kondycję psychiczną.
Część z wymienionych czynników wpłynęła z pewnością również na was, co
nie powinno być powodem do niepokoju. Istotne jest bowiem, jak reagujemy
na wyzwalacze -?powinniśmy w sposób racjonalny. Może nam to początkowo
sprawiać trudności i wydawać się mało komfortowe, ale z czasem
nabierzemy wprawy. Warto potraktować to jak ćwiczenia na siłowni.
Wytężony trening powoduje mikrourazy mięśni i tkanki łącznej: odczuwamy
ból i mamy ochotę odpuścić kolejne sesje, ale nie robimy tego, gdyż
obolałość jest w rzeczywistości dobrym znakiem -?informuje nas, że
włókna mięśni się odbudowują, a my zyskujemy siłę9. Na podobnej
zasadzie działają także nasze umysły -?poprzez praktykę zwiększamy ich
odporność.
W wydanej w 1987 roku książce Devy i Jamesa Becków The Pleasure
Connection (Związki przyjemności), opisującej działanie endorfin na
poczucie szczęścia, znajdziemy następujący fragment: "Życie wypełnione
jest stresorami. Stresuje nas zmiana pracy, przeprowadzka, nowy związek.
Nasze reakcje na oddziałujące na nas okoliczności pozwalają nam się do
nich dostosować, stając się rutynowymi czynnościami. Zmiany wymuszają
ponowne dostosowanie się do nowych sytuacji i nowego otoczenia. Bez
różnorodności nasze życie staje się nudne i przyziemne. Zmiany i późniejsza adaptacja do zmian nadają naszemu życiu głębię oraz
znaczenie"10.
Gdy dostajemy w prezencie od losu torbę cytryn, powinniśmy wycisnąć z nich sok i zrobić lemoniadę. Cytryny są okazją -?do rozwoju, nauki,
zmiany i treningu odporności. Możemy zadać każdej z nich pytanie: czego
mogę się od ciebie nauczyć? To, czego doświadczamy, z pewnością nas
zmienia, ale mamy wpływ na skalę i formę tych zmian.
Wiedza o tym, co możemy, a czego nie możemy kontrolować
Wystarczy, że spędzę kilka minut na przeglądaniu Instagrama, i przez
resztę dnia chodzę wytrącona z równowagi. Denerwują mnie przeczytane tam
opinie, bo przypominają, w jak zwariowanym świecie żyjemy. Frustrują
posty przypominające, że za mało zarabiam (nie stać mnie na kupno
droższych rzeczy i większego domu), że nie odniosłam dużego sukcesu
zawodowego, choć przecież nie jest to prawdą, a ja mam świadomość, że
to, co ludzie zamieszczają w sieci, jest jedynie wycinkiem ich realnego
życia. Mimo to zawsze dziwnie reaguję na markowe ciuchy, zdjęcia z wakacji, nowe domy i udane kariery.
Racjonalna część mojego mózgu wie, że ma do czynienia z iluzją, że
autorzy postów mają własne problemy i troski, ale kontrolę przejmuje w takich przypadkach część odpowiadająca za emocje. Pomagam sobie wtedy,
robiąc przerwy do internetu i blokując niektóre osoby. Przynosi mi to
ulgę, ale nie potrafię zrezygnować z korzystania z sieci całkowicie,
gdyż jest ona bardzo ważnym elementem mojego życia i mojej pracy. A polubienia i prywatne wiadomości sprawiają mi zawsze osobliwą
przyjemność.
Catherine, lat 38
Sydney, Nowa Południowa Walia
Aby zyskać wspomnianą odporność i zadbać o to, żeby wyzwalacze na nas
nie wpływały, powinniśmy skupić się na tym, co jesteśmy w stanie
kontrolować. Na następnych stronach znajdziecie tabele, które wam to
ułatwią, posługując się przykładami.
Ćwiczenie. Wpływ i kontrola
Do radzenia sobie z zewnętrznymi wyzwalaczami możesz wykorzystać koło
kontroli.
Ważne jest, by skupiać się na tym, co jesteśmy w stanie kontrolować. To
szczególnie istotne w odniesieniu do własnych osiągnięć oraz pragnień. W takich przypadkach powinniśmy dokonać rozróżnienia pomiędzy ambicjami,
które mają dla nas osobiste znaczenie (na przykład odzwierciedlają
wyznawane wartości i pomagają wcielać je w życie), i oddzielić je od
tych, które udowodniają naszą "wartość" innym osobom. Skoncentrowanie
się na własnym wnętrzu, a nie zewnętrznym świecie, zapewnia radość, gdyż
odcina nas od osądów, porównań z innymi, a w konsekwencji negatywnych
opinii na własny temat.
Zewnętrzny wyzwalacz
Przykład
Na co nie mamy wpływu
Na co mamy wpływ
Możliwe do podjęcia działania
Zdrowie.
Atak grypy tuż przed ważną prezentacją.
Choroba.
Termin prezentacji.
Pozbycie się objawów choroby, zadbanie o zdrowie.
Wsparcie udzielone przez pozostałych członków zespołu przygotowującego prezentację.
Odpoczynek.
Wzięcie leków.
Szkoła, praca, kariera.
Niedzielny niepokój! Obawa przed pójściem do pracy, w której jesteśmy źle traktowani.
Konieczność pójścia do pracy w poniedziałek.
Stosunek kolegów i koleżanek z pracy do nas.
Reakcja lub jej brak na zachowanie kolegów i koleżanek z pracy.
Poproszenie pozostałych członków zespołu o zrobienie prezentacji za nas.
Wzięcie głębokiego oddechu po usłyszeniu nieprzyjemnej uwagi.
Oddalenie się.
Zgłoszenie się do działu zasobów ludzkich.
Rosnące koszty utrzymania.
Ceny produktów sprzedawanych w pobliskim sklepie spożywczym wzrosły prawie dwukrotnie.
Koszty codziennych zakupów.
Zakup produktów innej marki/firmy.
Oszczędności.
Wybór produktów tańszych, oferowanych przez sieci sklepowe.
Rezygnacja z kawy na mieście i zastąpienie jej herbatą w biurze.
Zmiany klimatu.
Nadciągająca silna burza.
Zmiany pogody.
Na co mamy wpływ
Jak zabezpieczymy siebie/dom przed burzą.
Zakup ubezpieczenia, jeśli jest to zjawisko regularne.
Zabezpieczenie mniejszych przedmiotów poza domem oraz elementów domu.
Ubezpieczenie domu i znajdujących się w nim przedmiotów.
Silna potrzeba porównywania dokonań życiowych.
Zaręczyny kolejnej znajomej osoby.
Szczęście innych ludzi.
Uczucia, które wywołuje informacja, że inni dostają to, czego pragniemy sami.
Co powiemy znajomym.
Złożenie gratulacji znajomym.
Przepracowanie własnych uczuć samodzielnie (dziennik) i/lub na terapii.
Libido i popęd płciowy.
21 dni od ostatniego stosunku w naszym związku.
Libido, na które wpływają różne stresory.
Komunikację z drugą osobą w związku.
Otwarta i przyjazna rozmowa z drugą osobą o zaistniałej w związku sytuacji.
Sytuacja społeczno-polityczna.
Negatywne artykuły krytykujące protesty, które popieramy.
Tematy poruszane w mediach.
Jak zareagujemy na dostarczane przez media informacje.
Wybór mediów.
Sięgnięcie po media opisujące zdarzenia w sposób obiektywny.
Wsparcie protestów w inny sposób (darowizna, wolontariat).
Relacje interpersonalne.
Przyjaciel oznajmia, że nie lubi (wręcz nienawidzi) serii książek, którą my uwielbiamy.
Opinie innych osób.
Jak opinie innych osób wpływają na podejmowane przez nas wybory.
Jak reagujemy na opinie innych.
Stwierdzenie "Jestem innego zdania -?i zakończenie rozmowy.
Nieodnoszenie opinii innych osób do siebie (zamiast myśleć: "Uważa, że mam fatalny gust, bo lubię te książki", pomyślimy: "Ona naprawdę nie znosi tych książek").
Pogoda.
Zachmurzone niebo.
Pogoda.
W jaki sposób radzimy sobie z negatywnymi emocjami w pochmurne dni.
Zakup bardzo jasnej lampy.
Przypominanie sobie o krótkotrwałości zjawisk pogodowych (słońce wyjdzie w końcu zza chmur).
Postępowanie wbrew wyznawanym przez siebie wartościom.
Nieporządek w domu, choć cenimy "minimalizm".
Bałaganiarstwo innych osób.
Na to, czy sami bałaganimy.
W jakim stopniu pogodzimy się z faktem, że inne osoby są bałaganiarzami.
Przydzielenie części domu/mieszkania innym osobom (wraz z tworzonym przez nie bałaganem).
Wyznaczenie dodatkowego dnia na porządki.
Rozdział 3. Doktor Google i #popularnediagnozy
Rozdział | 3
Doktor Google
i #popularnediagnozy
Dlaczego nie znajdziemy w sieci odpowiedzi na wszystkie pytania
Jeśli odnieśliście wrażenie, że temat zdrowia psychicznego poruszany
jest w sieci bardzo często, to nie minęliście się z prawdą. Zaburzenia
psychiczne oraz diagnozy opisywane są w internecie obszernie i jest to
trend zwyżkowy. Trudo dziś ocenić, czy to zjawisko dobre czy złe.
O zdrowiu psychicznym zaczęto wspominać częściej wraz z upowszechnieniem
się serwisu TikTok -?korzystające z niego osoby dzieliły się własnymi
problemami oraz sposobami, w jakie sobie radziły, aby "wyjaśnić" innym
własne uczucia i nastroje. Po dodaniu takich serwisów jak Instagram,
Reddit, Facebook, BeReal, YouTube oraz kilku najpopularniejszych
wyszukiwarek internetowych otrzymamy bezkresne morze łatwo dostępnych
informacji na temat zdrowia psychicznego.
To dobrze, że o tych problemach dyskutuje się otwarcie na forum
publicznym, gdyż w ten sposób zwalcza się negatywne skojarzenia na temat
ludzkiej psychiki. Osoby doświadczające życia podobnie jak my dodają nam
sił i zapewniają wsparcie. Wystarczy sprawdzić liczbę ludzi
zamieszczających w serwisie Reddit posty w wątkach r/depression_help,
r/ADHD, r/neurodiversity, czy r/anxiety (pomoc w depresji, ADHD,
neuroróżnorodność, lęki), by sobie uświadomić, że tak dostępna
przestrzeń do dzielenia się użytecznymi informacjami jest czymś
wartościowym.
Z drugiej strony stanowi ona również zagrożenie -?diagnozując się na
podstawie kilku podobnych do opisywanych w sieci symptomów, możemy
wyrządzić sobie ogromną krzywdę. Błędne diagnozy, zwłaszcza te dotyczące
poważnych zaburzeń, przekładają się na mało efektywne terapie, w których
ignoruje się prawdziwe przyczyny występowania negatywnych emocji.
Różne zaburzenia psychiczne występują jednocześnie, co oznacza, że łatwo
pomylić ich objawy. Nawet jeśli trafnie zdiagnozujemy u siebie jedno
(przykładowo ADHD), możemy przeoczyć drugie (chorobliwy niepokój).
Właśnie z tego powodu wizyta u specjalisty jest tak ważna -?może
potwierdzić i/lub uzupełnić autodiagnozę, która z oczywistych przyczyn
skupi się na informacjach zaczerpniętych z sieci.
Nie muszę chyba dodawać, że wspomniane informacje nie zawsze są
rzetelne. Na tym właśnie polega największe ryzyko szukania porad na
temat własnego zdrowia psychicznego w internecie. Posty zamieszczane są
w sieci w określonym celu -?musimy pamiętać o tym, że influencerom i influencerkom zależy przede wszystkim na zwiększaniu zasięgów, a firmom
na sprzedaży swoich produktów.
Z powodu algorytmów wykorzystywanych przez media społecznościowe
zalewają nas niekiedy informacje dotyczące zdrowia psychicznego. Zdarza
się, że przyciągają przesadnie naszą uwagę lub zaburzają poczucie
tożsamości.
Zachęcam innych, aby wykorzystywali informacje pozyskiwane z mediów
społecznościowych jako punkt wyjścia i porównywali je z innymi źródłami
-?specjalistami w danych dziedzinach, wynikami przeprowadzonych badań i poradnikami stworzonymi przez wiarygodne osoby.
Melissa Burgess, psycholożka kliniczna
Nasze niepokoje i lęki nie powstają na skutek oddziaływania mediów
społecznościowych, ale świat cyfrowy umieszcza je w świetle reflektorów
i tym samym nawarstwia, co wpływa negatywnie na nasze codzienne życie.
Zwracanie uwagi na to, jakie informacje podsuwają nam algorytmy używane
przez media społecznościowe, staje się dziś formą dbania o siebie i własne zdrowie psychiczne.
Stałe korzystanie z mediów społecznościowych sprawia, że ich użytkownicy
i użytkowniczki mają większą styczność z takimi zagadnieniami jak
zdrowie psychiczne i autodiagnoza. Z badania opublikowanego na łamach
"Comprehensive Psychiatry" wynika, że osoby korzystające z TikToka
częściej diagnozują własne "tiki" jako objawy syndromu Tourette'a, gdyż
właśnie takie wytłumaczenie podsuwa im algorytm serwisu11.
Innymi słowy, kiedy szukamy w sieci określonych informacji na temat
zdrowia psychicznego, media społecznościowe mogą pogorszyć nasz stan i spotęgować symptomy zaburzenia.
Nie wolno nam też zapominać o potrzebie porównywania się z innymi, która
również nasila się wraz z czasem spędzanym w sieci. Glen James,
prowadzący podcast My Millennial Money, ma świetną radę dla wszystkich
osób, które chcą o tym nawyku zapomnieć: "Zablokujcie i przestańcie
obserwować wszystkie konta, które sprawiają, że zaczynacie się
porównywać z innymi. Pamiętajcie, że znajomi, którzy wiodą wystawne
życie, być może robią to na kredyt, a w rzeczywistości ich na to nie
stać. Skupiajcie się na własnych celach i dążcie do osiągnięcia
najlepszych możliwych rezultatów w tym, czym się zajmujecie. Porównujcie
się wyłącznie z sobą, upewniając się w ten sposób, jak wiele
osiągnęliście".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki