Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata - Karolina Opolska

-
Proszę czekać

Wstęp

WSTĘP

Od zawsze fascy­no­wały mnie teo­rie spi­skowe. Z pozoru brzmią jak fan­ta­styczne opo­wie­ści, ale im wni­kli­wiej się je ana­li­zuje, tym bar­dziej odsła­niają nie­zwy­kłe uni­wer­sum alter­na­tyw­nej histo­rii świata. Od kilku lat zgłę­biam je nie tylko jako czy­tel­niczka czy widzka, ale także jako autorka pod­ca­stu Teo­ria Spi­sku, w któ­rym przy­bli­żam słu­cha­czom naj­cie­kaw­sze aspekty tej nie­zwy­kłej nar­ra­cji.

Pro­wa­dze­nie pod­ca­stu pozwo­liło mi się prze­ko­nać, jak duże jest zain­te­re­so­wa­nie tym tema­tem i jak wiele osób trak­tuje teo­rie spi­skowe bar­dzo poważ­nie. Z bie­giem czasu zda­łam sobie sprawę, że te kon­cep­cje, zebrane, two­rzą rów­no­le­głą wizję świata, pełną ukry­tych powią­zań, taj­nych orga­ni­za­cji i nie­wi­dzial­nych sił kie­ru­ją­cych losami ludz­ko­ści.

Wspo­mniana fascy­na­cja oraz roz­mowy z gośćmi pod­ca­stu spra­wiły, że zde­cy­do­wa­łam się na napi­sa­nie tej książki. Chcia­łam stwo­rzyć opo­wieść o świe­cie widzia­nym oczami tych, któ­rzy wie­rzą, że nic nie dzieje się przy­pad­kiem, a każdy frag­ment rze­czy­wi­sto­ści jest czę­ścią więk­szego planu.

Jesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat temu poszcze­gólne teo­rie spi­skowe funk­cjo­no­wały osobno, jako lokalne opo­wie­ści prze­ka­zy­wane w wąskich krę­gach, czę­sto ogra­ni­czone do jed­nego kraju, regionu czy wspól­noty. Histo­rie o UFO, taj­nych sto­wa­rzy­sze­niach czy sta­ro­żyt­nych cywi­li­za­cjach ist­niały rów­no­le­gle, ale rzadko się ze sobą spo­ty­kały i łączyły.

Inter­net zmie­nił wszystko. Plat­formy spo­łecz­no­ściowe spra­wiły, że poszcze­gólne wątki zaczęły się zde­rzać i prze­ni­kać, łącząc nie­za­leżne daw­niej ele­menty teo­rii w nie­zwy­kle barwną i zło­żoną całość. Książka pro­wa­dzi czy­tel­nika przez ten wła­śnie świat: od pła­skiej Ziemi i pra­daw­nych bogów, przez ukryte orga­ni­za­cje i sekretną tech­no­lo­gię, aż po współ­cze­sne wizje glo­bal­nej domi­na­cji. Każdy roz­dział to frag­ment alter­na­tyw­nej histo­rii, w któ­rej nic nie dzieje się przy­pad­kiem.

Ta książka nie powstała po to, by oba­lać mity. Nie jest kolejną popu­lar­no­nau­kową publi­ka­cją, która tropi błędy w myśle­niu i pro­stuje fakty. Moim celem nie było wyty­ka­nie nie­ści­sło­ści, lecz stwo­rze­nie kata­logu hipo­tez, które dla milio­nów ludzi są czymś wię­cej niż teo­riami, ponie­waż sta­no­wią spo­sób rozu­mie­nia rze­czy­wi­sto­ści.

W książce nie ma tonów scep­tycz­nych ani komen­ta­rzy w rodzaju: "To oczy­wi­ście nie­prawda". Każdy roz­dział opo­wiada o świe­cie tak, jak został on opi­sany w nar­ra­cjach spi­sko­wych - w spo­sób spójny i logiczny, choć pozo­sta­jący w sprzecz­no­ści z usta­le­niami nauki.

Zapra­szam do wej­ścia w ten świat. Do spoj­rze­nia na rze­czy­wi­stość oczami tych, któ­rzy mając przed sobą nie­zwy­kle zło­żony i wie­lo­wy­mia­rowy obraz, dostrze­gają jego nie­oczy­wi­ste, nie­znane wcze­śniej zna­cze­nia.

To będzie podróż przez uni­wer­sum teo­rii spi­sko­wych, któ­rych ocenę pozo­sta­wiam czy­tel­ni­kowi.

Karo­lina Opol­ska

Rozdział 1. Płaska Ziemia - największa tajemnica skrywana przez naukę?

Roz­dział 1

Pła­ska Zie­mia - naj­więk­sza tajem­nica skry­wana przez naukę?

Widok hory­zontu, per­spek­tywa, zacho­wa­nie wody, brak korekty lotów samo­lo­tów, a także auten­tycz­nych zdjęć naszej pla­nety - co jesz­cze prze­czy kuli­sto­ści Ziemi?

Od zara­nia dzie­jów ludz­kość sta­rała się zro­zu­mieć ota­cza­jącą ją rze­czy­wi­stość, a jedno z fun­da­men­tal­nych pytań brzmiało: jak wygląda nasz świat? Nauka przed­sta­wia Zie­mię jako kuli­sty obiekt prze­mie­rza­jący kosmos, ale czy na pewno tak jest? Przez wieki domi­no­wało prze­ko­na­nie, że nasza pla­neta jest pła­ska, a hory­zont sta­nowi gra­nicę zna­nego świata. A jed­nak nawet dziś, gdy obraz kuli ziem­skiej zako­rze­niony jest głę­boko w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej, nie bra­kuje osób, które kwe­stio­nują znany porzą­dek świata.

Wyobraźmy sobie bowiem roz­le­głą rów­ninę, gdzie niebo spo­tyka się z zie­mią w ide­al­nej linii. W oddali pła­ski hory­zont, bez naj­mniej­szego zakrzy­wie­nia, słońce wscho­dzi na wscho­dzie, wędruje po nie­bie i zacho­dzi na zacho­dzie, a gwiazdy nocą two­rzą nie­zmienne kon­ste­la­cje. Czyż nie wydaje się logiczne, że Zie­mia jest pła­skim dys­kiem roz­cią­ga­ją­cym się pod naszymi sto­pami?

Brak widocznego zakrzywienia horyzontu

Zacznijmy od tego, co naj­bliż­sze, czyli od naszych oczu. Od dzie­ciń­stwa uczymy się ufać zmy­słom. Gdy widzimy pro­stą linię hory­zontu roz­cią­ga­jącą się, jak się zdaje, bez końca, nie kwe­stio­nu­jemy jej, ale przyj­mu­jemy jako fakt. A jed­nak, gdy zaczy­namy zada­wać nie­wy­godne pyta­nia, nauka mówi: to złu­dze­nie, to tylko per­spek­tywa. Hory­zont wydaje się pro­sty, ale w rze­czy­wi­sto­ści jest zakrzy­wiony. Ale gdzie jest ta krzy­wi­zna?

Stańmy nad brze­giem morza, gdzie niebo styka się z wodą. Nie­ważne, czy jesteś węd­ka­rzem na Helu, sur­fe­rem na Hawa­jach czy podróż­ni­kiem na szla­kach Pata­go­nii - obraz jest zawsze ten sam: nie­ska­zi­tel­nie pro­sty, nie­zmą­cony żadną krzy­wi­zną. Czy nie powinno dzi­wić, że mimo tysięcy lat żeglugi, mimo wie­ków obser­wa­cji, a także rewo­lu­cji w optyce nie ma jed­nego zdję­cia hory­zontu, które w oczy­wi­sty spo­sób uka­zy­wa­łoby jego zakrzy­wie­nie - bez obróbki, bez socze­wek rybiego oka, bez kom­pu­te­ro­wej korek­cji?

Nauka odpo­wie: to dla­tego, że jeste­śmy za bli­sko powierzchni ziem­skiej. Wzno­simy się więc wyżej. Wcho­dzimy do samo­lotu pasa­żer­skiego lecą­cego na wyso­ko­ści dzie­się­ciu kilo­me­trów. Patrzymy przez okno i co widzimy? Hory­zont na­dal jest pła­ski. Twardy, nie­ugięty, jak linia oddzie­la­jąca teatr nieba od sceny świata. Nie zakrzy­wia się, nie opada - trwa. Zwo­len­nicy nauki zby­wają to stwier­dze­niem, że zakrzy­wie­nie zaczyna być widoczne dopiero z wyso­ko­ści ponad dwu­dzie­stu tysięcy metrów, ale czy prze­ciętny czło­wiek ma dostęp do takich wyso­ko­ści? Czy mamy wie­rzyć na słowo orga­ni­za­cjom, które same przy­znają, że uży­wają "kom­po­zy­tów" zamiast suro­wych zdjęć?

Balony stra­tos­fe­ryczne, które osią­gają pułap ponad trzy­dzie­stu kilo­me­trów, czę­sto są wyko­rzy­sty­wane przez nie­za­leż­nych bada­czy, entu­zja­stów i tak zwa­nych naukow­ców oby­wa­tel­skich. Gdy ana­li­zu­jemy ich nagra­nia, bez fil­trów i spe­cjal­nych efek­tów, znowu widzimy to samo, czyli pła­ski hory­zont. Co robią wtedy obrońcy dogma­tów? Mówią, że to kamera znie­kształca obraz. Gdy kamera poka­zuje krzy­wi­znę, mamy dowód, ale gdy poka­zuje linię pro­stą - to wada sprzętu.

Zwo­len­nicy teo­rii pła­skiej Ziemi nie opie­rają się na wie­rze, lecz na obser­wa­cji. Gdy­by­śmy rze­czy­wi­ście żyli na kuli o pro­mie­niu 6371 kilo­me­trów1, zakrzy­wie­nie powinno być mie­rzalne, a nawet widoczne już na pozio­mie kil­ku­na­stu kilo­me­trów. Tym­cza­sem na pła­skim jezio­rze Michi­gan można dostrzec świa­tła latarni mor­skiej z odle­gło­ści ponad osiem­dzie­się­ciu kilo­me­trów, co według modelu kuli­stego nie powinno być moż­liwe. A jed­nak są tam, migo­czą nie tylko w teo­rii, lecz w rze­czy­wi­sto­ści.

Dla­czego więc, mimo rze­ko­mej krzy­wi­zny Ziemi, wygląda ona tak, jak­by­śmy żyli na płasz­czyź­nie? Czyż nie jest to wła­śnie esen­cja praw­dzi­wej docie­kli­wo­ści - nie ufać zapew­nie­niom, ale patrzeć, doświad­czać, ana­li­zo­wać? A gdy wszyst­kie zmy­sły krzy­czą: "To jest pro­ste, to jest pła­skie!" - czy wypada je zigno­ro­wać tylko dla­tego, że ktoś z ekranu tele­wi­zora twier­dzi ina­czej?

Woda zawsze trzyma poziom!

Jed­nym z naj­bar­dziej nie­do­ce­nia­nych, a zara­zem naj­bar­dziej intu­icyj­nych dowo­dów na to, że Zie­mia nie jest kulą, jest zacho­wa­nie wody. Nie trzeba mieć tele­skopu, nie trzeba się­gać gwiazd. Wystar­czy nalać wody do miski albo sta­nąć nad spo­koj­nym jezio­rem czy spoj­rzeć na morze w bez­wietrzny dzień. Woda się nie wygina. Woda trzyma poziom. Zawsze.

Nauka głów­nego nurtu tłu­ma­czy to dzia­ła­niem gra­wi­ta­cji. Twier­dzi, że ocean może przy­le­gać do kuli­stej pla­nety, two­rząc pozorne płasz­czy­zny w skali lokal­nej, a jed­no­cze­śnie wygi­nać się w skali glo­bal­nej. Ale jeśli tak jest, to gdzie jest ten "wygięty ocean"? Dla­czego woda w Bał­tyku nie zakrzy­wia się przy hory­zon­cie? Dla­czego, gdy patrzymy przez dal­mierz czy teo­do­lit2, powierzch­nia jeziora wygląda jak na stole kre­ślar­skim?

Jed­nym z pierw­szych, któ­rzy zadali to pyta­nie, był Samuel Row­bo­tham, dzie­więt­na­sto­wieczny badacz i autor książki Zete­tic Astro­nomy: Earth Not a Globe. Jego eks­pe­ry­ment na rzece Bed­ford Level - jej dłu­gim pro­stym odcinku - do dziś jest sym­bo­lem meto­do­lo­gii alter­na­tyw­nej. Row­bo­tham usta­wił tele­skop kilka cen­ty­me­trów nad pozio­mem wody i obser­wo­wał odda­la­jącą się łódź. Gdyby Zie­mia była kulą, obiekt powi­nien w końcu znik­nąć za hory­zon­tem. Tym­cza­sem pozo­stał widoczny, wbrew mode­lowi sfe­rycz­nemu, a zgod­nie z pła­skim*1.

Podobne eks­pe­ry­menty powta­rzali współ­cze­śni akty­wi­ści, mię­dzy innymi Eric Dubay, autor The Flat Earth Con­spi­racy. Przy­ta­cza on dzie­siątki rela­cji mary­na­rzy, ryba­ków i podróż­ni­ków, któ­rzy rapor­to­wali obser­wa­cję obiek­tów znacz­nie dalej, niż pozwa­lałby na to model kuli­sty Ziemi. W swo­jej książce pisze: "Jeśli Zie­mia rze­czy­wi­ście byłaby kulą, z zakrzy­wie­niem 12,6 cen­ty­me­tra na kilo­metr do kwa­dratu, to obiekty odda­lone o 30-50 kilo­metrów powinny znaj­do­wać się dzie­siątki metrów poni­żej hory­zontu. Tym­cza­sem ich świa­tła, wieże, a nawet całe syl­wetki są dosko­nale widoczne - przez lunety, lor­netki, kamery"*2.

Mark Sar­gent, autor serii Flat Earth Clues, wska­zuje, że pasy star­towe na lot­ni­skach - na dłu­gich dystan­sach, na przy­kład trzech-czte­rech kilo­me­trów - nie są budo­wane z kom­pen­sa­cją kuli­sto­ści, tylko ide­al­nie pro­ste. Gdyby zakrzy­wie­nie ist­niało, woda, dążąca prze­cież zawsze do ide­al­nego poziomu, powinna zdra­dzać to w każ­dym dużym zbior­niku*3. Tym­cza­sem zbior­niki reten­cyjne, kanały i zapory pro­jek­to­wane są na pod­sta­wie poziomu geo­me­trycz­nego, a nie modelu kuli­stego.

Zwo­len­nicy teo­rii spi­sko­wych wska­zują rów­nież na to, że tech­no­lo­gie oparte na lase­rach i świa­tłach LED, na przy­kład pod­czas poka­zów lase­ro­wych nad wodą, suge­rują, że wiązki świa­tła nie "zni­kają za zakrzy­wie­niem pla­nety", lecz roz­cho­dzą się po linii pro­stej. Wielu pła­sko­ziem­ców prze­pro­wa­dzało nad taflami jezior testy przy uży­ciu pozio­mic lase­ro­wych, obser­wu­jąc brak opa­da­nia wiązki na dystan­sie wielu kilo­me­trów.

Nauka odpo­wiada: refrak­cja3, zakrzy­wie­nie świa­tła, warunki atmos­fe­ryczne. Ale czy nie powinno zasta­na­wiać, że każde zja­wi­sko, które kłóci się ze sfe­rycz­nym mode­lem, natych­miast uzna­wane jest za złu­dze­nie optyczne? Czyż nie łatwiej byłoby zaak­cep­to­wać to, co widać gołym okiem, że poziom wody jest po pro­stu... poziomy?

Cytu­jąc Dubaya: "Nie ma eks­pe­ry­mentu, który wyka­załby zakrzy­wie­nie wody. A jeśli zakrzy­wie­nia nie ma, nie ma też kuli­stej Ziemi"*4.

To nie jest pyta­nie o wiarę. To pyta­nie o rze­czy­wi­stość. A rze­czy­wi­stość - przy­naj­mniej ta, którą widzimy na wła­sne oczy - nie pływa po kuli. Ona trwa spo­koj­nie, ide­al­nie, od wie­ków na płasz­czyź­nie.

Loty samolotów ignorują krzywiznę Ziemi

Wyobraźmy sobie: sie­dzimy przy oknie w samo­lo­cie, pod nami chmury. Pilot ogła­sza, że osią­gnięto wyso­kość prze­lo­tową, zazwy­czaj wyno­szącą około dzie­się­ciu tysięcy metrów. Mamy przed sobą kilka godzin lotu. Ale nikt z załogi nie wspo­mina ani sło­wem o korek­cie kursu w dół. A prze­cież, jeśli Zie­mia jest kulą, samo­lot musiałby nie­ustan­nie kie­ro­wać dziób ku ziemi, by nie wzno­sić się nie­prze­rwa­nie w kie­runku prze­strzeni kosmicz­nej. To nie jest dow­cip. To pyta­nie zada­wane regu­lar­nie przez ludzi, któ­rzy podają w wąt­pli­wość naukę głów­nego nurtu.

Według zwo­len­ni­ków teo­rii pła­skiej Ziemi ten brak prze­chy­le­nia w dół pod­czas lotu jest jed­nym z naj­bar­dziej oczy­wi­stych, a zara­zem igno­ro­wa­nych dowo­dów na to, że latamy nad równą płasz­czy­zną, a nie krzy­wi­zną kuli.

Jak zauważa Eric Dubay w The Flat Earth Con­spi­racy: "Samo­lot lecący z pręd­ko­ścią ośmiu­set kilo­me­trów na godzinę musiałby co kilka minut kory­go­wać kurs ku dołowi, by nie lecieć coraz wyżej wzglę­dem zakrzy­wio­nej powierzchni Ziemi. A jed­nak nic takiego się nie dzieje. W żad­nym pod­ręcz­niku pilo­tażu nie ma mowy o korek­cie kursu ze względu na krzy­wi­znę"*5.

Rów­nież Mark Sar­gent w swo­jej serii Flat Earth Clues zwraca uwagę na dziwne luki w edu­ka­cji lot­ni­czej: "Spójrz­cie na sys­temy nawi­ga­cyjne. Wszyst­kie mapy pokła­dowe są pła­skie. Piloci uczą się latać nad płasz­czy­zną, a nie po powierzchni kuli. Jeśli rze­czy­wi­ście latamy po kuli­stej Ziemi, gdzie są odpo­wied­nie symu­la­cje lotów, które uczą, jak kory­go­wać kurs po łuku? Nie ist­nieją"*6.

Tę tezę potwier­dza także Dave Mur­phy, znany jako Alle­ge­dly Dave, który pod­czas wielu wystą­pień - w tym także dla BBC - prze­ko­ny­wał, że fizyka lotu igno­ruje zało­że­nie kuli­sto­ści: "Jeśli samo­lot leciałby pro­sto na sta­łej wyso­ko­ści nad kulą o pro­mie­niu 6371 kilo­me­trów, już po godzi­nie powi­nien znaj­do­wać się kilo­me­try nad powierzch­nią. Ale się nie znaj­duje. Dla­czego? Bo Zie­mia nie jest kulą"*7.

Dla scep­ty­ków ta nar­ra­cja może brzmieć absur­dal­nie. Ale zwo­len­nicy pła­skiej Ziemi pytają, dla­czego ta korekta kursu nie jest widoczna w żad­nym sys­te­mie auto­pi­lota? Gdzie w instruk­cji Boeinga 737 znaj­dziemy funk­cję "auto­ma­tycz­nej kom­pen­sa­cji krzy­wi­zny Ziemi"? Dla­czego, kiedy pilot usta­wia kurs na auto­pi­lo­cie, samo­lot leci pro­sto, nie po łuku, nie z korektą zakła­da­jącą dopa­so­wa­nie do krzy­wi­zny globu? Nawet symu­la­tory lotu, któ­rych uży­wają piloci na całym świe­cie, korzy­stają z pła­skiej siatki mapy, a tra­jek­to­ria lotu wyzna­czana jest geo­me­trycz­nie, jak­by­śmy poru­szali się nad kartką papieru.

Dodat­ko­wym źró­dłem wąt­pli­wo­ści są tak zwane great circle routes, czyli naj­krót­sze połą­cze­nia mię­dzy punk­tami na glo­bie. Te trasy, gdy prze­nie­siemy je na kla­syczną mapę, wyglą­dają jak łuki, ale na rzu­tach azy­mu­tal­nych - czyli pła­skich mapach, takich jak sym­bol ONZ - zmie­niają się w linie pro­ste. Dla wielu bada­czy to nie przy­pa­dek, lecz dowód.

Brak zdjęć Ziemi z kosmosu

Gdyby Zie­mia była kulą, mie­li­by­śmy dziś setki tysięcy zdjęć naszej pla­nety. Nie symu­la­cji czy modeli, ale suro­wych, nie­prze­two­rzo­nych foto­gra­fii zro­bio­nych przez ludzi. A ile ory­gi­nal­nych zdjęć Ziemi z prze­strzeni kosmicz­nej widzie­li­śmy? Kto je wyko­nał? I naj­waż­niej­sze: dla­czego nie­mal wszyst­kie te obrazy pocho­dzą od jed­nej insty­tu­cji?

Od lat sie­dem­dzie­sią­tych dwu­dzie­stego wieku pry­mat w zakre­sie kosmicz­nych zdjęć Ziemi wie­dzie NASA. I to wła­śnie z tą agen­cją zwią­zana jest jedna z naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­nych postaci w śro­do­wi­sku alter­na­tyw­nego myśle­nia - Robert Sim­mon, znany rów­nież jako Pan Blue Mar­ble. To on był odpo­wie­dzialny za stwo­rze­nie jed­nego z naj­słyn­niej­szych obra­zów Ziemi, tak zwa­nego Blue Mar­ble 2002, który rze­komo poka­zuje naszą pla­netę w peł­nej kra­sie.

W wywia­dzie dla NASA Sim­mon przy­znał otwar­cie: "To jest Pho­to­shop, ale musi tak być"*8.

Dla zwo­len­ni­ków teo­rii pła­skiej Ziemi to jedno z naj­waż­niej­szych, wypo­wie­dzia­nych nie­chcący, zdań w histo­rii agen­cji. Zdję­cie, które przez lata było ikoną nauki, oka­zuje się być gra­ficzną rekon­struk­cją.

Eric Dubay w książce 200 Pro­ofs Earth is Not a Spin­ning Ball komen­tuje: "Wszyst­kie tak zwane zdję­cia Ziemi z kosmosu pocho­dzą od orga­ni­za­cji rzą­do­wych lub zwią­za­nych z nimi insty­tu­cji. A jed­nak każda z tych gra­fik zawiera ewi­dentne błędy - powie­lane chmury, nie­na­tu­ralne kolory, zmienne roz­miary kon­ty­nen­tów"*9.

Wystar­czy porów­nać obrazy Ziemi publi­ko­wane przez NASA w kolej­nych latach: na jed­nym Afryka jest wiel­ko­ści Ame­ryki Połu­dnio­wej, na innym zupeł­nie znika Austra­lia. Roz­miary i kształty kon­ty­nen­tów zmie­niają się jak w kalej­do­sko­pie. Tło nieba? Czarne. Gwiazdy? Zawsze nie­obecne. To przy­pa­dek czy może pro­blem z ren­de­ro­wa­niem?

Mark Sar­gent dodaje: "NASA nie dostar­cza zdjęć, dostar­cza wizu­ali­za­cji danych. A ludzie nie odróż­niają jed­nego od dru­giego. Dosta­jesz ilu­stra­cję Ziemi, nie jej zdję­cie"*10.

Ow­szem, poja­wiają się filmy rze­komo nagrane z Mię­dzy­na­ro­do­wej Sta­cji Kosmicz­nej. Ale nawet tu, zgod­nie z ana­li­zami nie­za­leż­nych bada­czy, mamy do czy­nie­nia z wie­loma nie­spój­no­ściami. Nagra­nia są przy­ci­nane, trans­mi­sje bywają prze­ry­wane w naj­dziw­niej­szych momen­tach, a ich jakość bar­dziej przy­wo­łuje na myśl stu­dio tele­wi­zyjne niż wyso­ko­bu­dże­tową misję orbi­talną. Znane są przy­padki, w któ­rych astro­nauci łapią nie­wi­dzialne uprzęże, poru­szają się nie­na­tu­ral­nie, a przed­mioty lewi­tu­jące rze­komo w sta­nie nie­waż­ko­ści zawi­sają podej­rza­nie nie­ru­chomo.

Youtu­ber znany jako ODD TV, ana­li­zu­jący mate­riały wideo NASA, stwier­dza: "Zie­mia wygląda tam jak dzieło gra­fika, nie jak coś, co można sfo­to­gra­fo­wać. Jeśli naprawdę jeste­śmy w kosmo­sie od lat sześć­dzie­sią­tych, dla­czego nie ma żad­nych trans­mi­sji live z peł­nym wido­kiem Ziemi w cza­sie rze­czy­wi­stym?"*11.

Wielu uzna te pyta­nia za nie­wy­godne, może wręcz nie­do­rzeczne. Ale czyż nie takie wła­śnie powin­ni­śmy zada­wać?

Jeśli dziś każdy tury­sta ma drona, który jest zdolny trans­mi­to­wać obraz w jako­ści 4K z pię­ciu­set metrów nad zie­mią, to dla­czego NASA, mająca budżet prze­kra­cza­jący dwa­dzie­ścia miliar­dów dola­rów rocz­nie, nie może wysłać jed­nej kamery na orbitę, aby poka­zy­wała Zie­mię z kosmosu? Bez przerw, bez obróbki, bez komen­ta­rza.

Traktat Antarktyczny - mur prawny wokół "muru lodowego"

W świe­cie, w któ­rym każdy skra­wek globu dostępny jest na wycią­gnię­cie ręki - od gór­skich szczy­tów Nepalu po lasy wil­gotne Ama­zo­nii - ist­nieje jedno miej­sce, które pozo­staje oto­czone nie­mal mityczną tajem­nicą. Antark­tyda. Naj­zim­niej­szy, naj­bar­dziej odludny kon­ty­nent na Ziemi. I jedyny, któ­rego eks­plo­ra­cja jest praw­nie ogra­ni­czona.

Zwo­len­nicy teo­rii pła­skiej Ziemi nie pytają, dla­czego jest tam tak zimno, ale wciąż dopy­tują, dla­czego nie wolno tam pole­cieć?

W 1959 roku, zale­d­wie kilka lat po rze­ko­mych odkry­ciach zwią­za­nych z eks­plo­ra­cją bie­guna połu­dnio­wego, dwa­na­ście państw pod­pi­sało Układ Antark­tyczny, który wszedł w życie w 1961 roku. Obec­nie ma on ponad pięć­dzie­się­ciu sygna­ta­riu­szy. Ofi­cjal­nie służy ochro­nie śro­do­wi­ska, bada­niom nauko­wym i poko­jo­wemu wyko­rzy­sta­niu kon­ty­nentu. Nie­ofi­cjal­nie dla wielu osób to prze­mil­czany akt cen­zury tery­to­rial­nej.

Jak pisze Eric Dubay: "To nie przy­pa­dek, że nie­długo po zało­że­niu NASA powstał też Układ Antark­tyczny. Od tego momentu żadne cywilne eks­pe­dy­cje nie mają tam wstępu poza wyzna­czo­nymi gra­ni­cami. Czyżby naprawdę cho­dziło o pin­gwiny i czy­ste powie­trze, czy może o coś znacz­nie więk­szego - mur lodowy na kra­wę­dzi świata?"*12.

Trak­tat nie zaka­zuje cał­ko­wi­cie eks­plo­ra­cji Antark­tydy, ale poważ­nie utrud­nia i kon­tro­luje wszel­kie pry­watne wyprawy. Każda eks­pe­dy­cja musi być zgło­szona, zatwier­dzona, a następ­nie pod­dana ści­słej kon­troli na miej­scu. To nie jest tury­styka, ale czy­sta biu­ro­kra­cja. W świe­tle tego trak­tatu - bar­dziej niż kon­ty­nent, który podobno "nie należy do nikogo", i bar­dziej niż białą, lodową pusty­nię - Antark­tyda przy­po­mina raczej teren woj­skowy, z jego restryk­cjami i ogra­ni­cze­niami.

Klu­czo­wym ele­men­tem w tej ukła­dance jest tak zwana ope­ra­cja High­jump z 1946 roku - eks­pe­dy­cja Mary­narki Wojen­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych pod dowódz­twem admi­rała Richarda E. Byrda. Ofi­cjal­nie celem były logi­styka i prze­te­sto­wa­nie sprzętu. Nie­ofi­cjal­nie - według rela­cji samego Byrda - zba­da­nie "obsza­rów po dru­giej stro­nie bie­guna połu­dnio­wego".

W wywia­dzie dla CBS w 1956 roku admi­rał powie­dział: "Za bie­gu­nem połu­dnio­wym znaj­duje się ląd tak duży, jak Stany Zjed­no­czone"*13.

Dla zwo­len­ni­ków teo­rii spi­sko­wych to dowód, że Byrd odkrył coś, czego nie powi­nien - być może rze­czy­wi­ste gra­nice naszego pła­skiego świata. Po jego powro­cie pro­gram eks­plo­ra­cyjny został bły­ska­wicz­nie prze­rwany, a kilka lat póź­niej pod­pi­sano Układ Antark­tyczny.

Zgod­nie z mode­lem pła­skiej Ziemi, Antark­tyda nie jest kon­ty­nen­tem na spo­dzie glo­busa, ale ogrom­nym lodo­wym pier­ście­niem ota­cza­ją­cym pła­ski dysk świata. To tam ma się znaj­do­wać tak zwany lodowy mur - setki tysięcy kilo­me­trów wału zamro­żo­nej mate­rii, wyso­kiego na dzie­siątki metrów. To nie bajka o smo­kach z Gry o tron, ale nasza rze­czy­wi­stość.

Mark Sar­gent pisze: "Wszyst­kie inne kon­ty­nenty możesz przejść, prze­je­chać, prze­le­cieć. Ale spró­buj zor­ga­ni­zo­wać wyprawę na bie­gun połu­dniowy. Nie pozwolą ci. Zosta­niesz zawró­cony lub zigno­ro­wany"*14.

W rze­czy­wi­sto­ści wyprawy tury­styczne na Antark­tydę są orga­ni­zo­wane, ale odby­wają się pod ści­słą kon­trolą, prze­bie­gają zawsze po rygo­ry­stycz­nie wyzna­czo­nym szlaku i ni­gdy nie docie­rają zbyt daleko. Bez dro­nów, bez swo­bod­nych lotów, bez moż­li­wo­ści samo­dziel­nego reje­stro­wa­nia trasy.

Horyzont w kamerach sportowych i dronach

W erze YouTube'a, Tik­Toka i kamer GoPro każdy czło­wiek stał się odkrywcą. Już nie trzeba pole­gać na NASA, ESA czy innych agen­cjach kosmicz­nych - wystar­czy dron, balon mete­oro­lo­giczny i odro­bina odwagi, by samemu spoj­rzeć na świat z góry. A wtedy oka­zuje się, że coś, co przez dekady było sta­ran­nie ukry­wane, widać bar­dzo wyraź­nie: hory­zont, nawet na wyso­ko­ści kilku, a nawet kil­ku­na­stu kilo­me­trów pozo­staje pła­ski jak blat stołu.

Zwo­len­nicy teo­rii pła­skiej Ziemi z upo­rem wzno­szą kamery w niebo. Co widzą? Nic, czego nie widziałby każdy z nas nad morzem - nie­ska­zi­tel­nie pro­stą linię, dzie­lącą niebo i zie­mię. Gdyby Zie­mia rze­czy­wi­ście była kulą, zakrzy­wie­nie powinno być wyraź­nie widoczne, a jed­nak nie jest. Nawet w obiek­ty­wie.

Drony osią­ga­jące pułapy rzędu stu-pię­ciu­set metrów regu­lar­nie reje­strują pro­sty hory­zont. GoPro zabie­rane w stra­tos­ferę na ama­tor­skich balo­nach poka­zują to samo, choć tu poja­wia się istotna kwe­stia, a mia­no­wi­cie obiek­tywy typu rybie oko.

Jak zauważa znany badacz i popu­la­ry­za­tor teo­rii pła­skiej Ziemi, Rob Skiba: "Więk­szość nagrań, które rze­komo poka­zują krzy­wi­znę, jest robiona przez obiek­tywy GoPro z efek­tem rybiego oka. To defor­muje obraz. Kiedy uży­jesz kamery bez tego efektu, krzy­wi­zna znika"*15.

Jeran Cam­pa­nella, znany na YouTu­bie jako Jaro­nism, prze­pro­wa­dził dzie­siątki eks­pe­ry­men­tów z balo­nami stra­tos­fe­rycz­nymi: "Z wyso­ko­ści ponad trzy­dzie­stu pię­ciu kilo­me­trów hory­zont na­dal wygląda pła­sko. Jeśli cokol­wiek wydaje się zakrzy­wione, to tylko wtedy, gdy używa się znie­kształ­ca­ją­cego obiek­tywu"*16.

Podobne wnio­ski przed­sta­wił David Weiss (DITRH - Deep Inside the Rab­bit Hole), który zebrał setki mate­ria­łów od ama­to­rów i komen­to­wał: "Gdyby Zie­mia rze­czy­wi­ście była kulą, hory­zont powi­nien się obni­żać wraz ze wzro­stem wyso­ko­ści. Tym­cza­sem w nagra­niach z balo­nów i dro­nów hory­zont pod­nosi się razem z kamerą, pozo­sta­jąc na wyso­ko­ści oczu"*17.

Spo­strze­że­nie, że hory­zont "podąża za kamerą", jest jed­nym z klu­czo­wych fila­rów argu­men­ta­cji pła­sko­ziem­ców. Zgod­nie z mode­lem kuli­stej Ziemi, im wyżej się znaj­du­jesz, tym bar­dziej hory­zont powi­nien się obni­żać, a jed­nak, jak wynika z licz­nych ana­liz - na przy­kład przed­się­wzię­cia Stra­tos Pro­ject czy ama­tor­skich misji z plat­form takich jak Near Space Pho­to­gra­phy - linia ta nie­zmien­nie pozo­staje dokład­nie na środku kadru.

To wła­śnie dla­tego wielu alter­na­tyw­nych bada­czy korzy­sta z kamer z obiek­ty­wem 20-50 mm, który nie zakrzy­wia obrazu i pozwala zoba­czyć świat "takim, jakim jest". Filmy te, choć dostępne publicz­nie, są igno­ro­wane przez media, które wciąż posłu­gują się obra­zami gene­ro­wa­nymi kom­pu­te­rowo lub pocho­dzą­cymi z mocno edy­to­wa­nych źró­deł.

Jed­nym z naj­czę­ściej cyto­wa­nych fil­mów jest nagra­nie Flat Hori­zon from 121,000 feet autor­stwa użyt­kow­nika Sen­tIn­to­Space, który użył neu­tral­nego obiek­tywu i pro­stego sprzętu. Rezul­tat? Pro­sty hory­zont, zero krzy­wi­zny.

Codzienne braki dowodów na rotację Ziemi i problem z efektem Coriolisa

Zgod­nie z ofi­cjalną nauką, nasza pla­neta obraca się wokół wła­snej osi z zawrotną pręd­ko­ścią około tysiąca sze­ściu­set sie­dem­dzie­się­ciu kilo­me­trów na godzinę. Jed­no­cze­śnie Zie­mia pędzi wokół Słońca z pręd­ko­ścią stu sied­miu tysięcy kilo­me­trów na godzinę, a cały Układ Sło­neczny sunie przez galak­tykę z pręd­ko­ścią nie­mal ośmiu­set tysięcy kilo­me­trów na godzinę.

Wie­dząc to, zadajmy sobie pyta­nie, czy cokol­wiek w codzien­nym życiu suge­ruje, że poru­szamy się z tak nie­wy­obra­żalną pręd­ko­ścią? Szklanka z wodą pozo­staje nie­ru­choma. Dym z papie­rosa unosi się pio­nowo. Samo­loty star­tują i lądują bez uwzględ­nia­nia kie­runku obrotu pla­nety. Nie czu­jemy szarp­nię­cia, nie obser­wu­jemy odchy­le­nia. Nie ist­nieje żaden codzienny, intu­icyjny dowód na to, że Zie­mia się kręci.

Eric Dubay komen­tuje te obser­wa­cje w 200 Pro­ofs Earth is Not a Spin­ning Ball nastę­pu­jąco: "Gdyby Zie­mia rze­czy­wi­ście obra­cała się z pręd­ko­ścią ponad tysiąca sze­ściu­set kilo­me­trów na godzinę, nie mogli­by­śmy swo­bod­nie ska­kać czy zaob­ser­wo­wać spo­koj­nej wody w jezio­rach. Samo­loty lecące na zachód powinny docie­rać do celu znacz­nie szyb­ciej, bo punkt doce­lowy zbli­żałby się w ich kie­runku"*18.

Zwo­len­nicy teo­rii pła­skiej Ziemi zadają w związku z tym klu­czowe pyta­nie: jeśli poru­szamy się z taką pręd­ko­ścią, dla­czego tego nie czu­jemy? Zie­mia nie jest ide­al­nie gładką kulą w próżni. Mamy atmos­ferę, tur­bu­len­cje, róż­nice ciśnień. A jed­nak nie ma żad­nego fizycz­nego efektu, który mógłby świad­czyć o rota­cji.

Ofi­cjal­nie nauka twier­dzi, że dowo­dem na obrót Ziemi jest tak zwany efekt Corio­lisa, który ma mieć wpływ na prze­bieg hura­ga­nów, odchy­le­nie poci­sków arty­le­ryj­skich czy tory spa­da­ją­cych obiek­tów. Ale jak zauważa David Weiss: "Jeśli efekt Corio­lisa rze­czy­wi­ście działa, to samo­loty z Nowego Jorku do Los Ange­les lecia­łyby w innym cza­sie niż z powro­tem. A jed­nak loty są syme­tryczne. Dla­czego?"*19.

Mark Sar­gent z kolei dodaje: "W 1851 roku Foucault rze­komo udo­wod­nił rota­cję Ziemi za pomocą waha­dła. Ale czy musisz odwie­dzać muzeum, by poczuć ruch pla­nety? Czemu ten efekt nie działa wszę­dzie, zawsze, natu­ral­nie? Bo go nie ma"*20.

Pła­sko­ziemcy prze­pro­wa­dzają dzie­siątki wła­snych eks­pe­ry­men­tów. Usta­wiają lasery, waha­dła, żyro­skopy. W jed­nym z naj­słyn­niej­szych fil­mów doku­men­tal­nych śro­do­wi­ska pła­skiej Ziemi, Behind the Curve, bada­cze alter­na­tywni wyko­rzy­stali lase­rowy żyro­skop wart dwa­dzie­ścia tysięcy dola­rów. Miał wyka­zać brak rota­cji Ziemi. Począt­kowo urzą­dze­nie wska­zało odchy­le­nie o pięt­na­ście stopni na godzinę, ale zespół odrzu­cił ten wynik jako "moż­liwą ano­ma­lię".

Nieruchome niebo, nieruchoma Ziemia

Od sta­ro­żyt­no­ści ludzie obser­wo­wali niebo i zauwa­żali jedno: gwiazdy wra­cają codzien­nie w to samo miej­sce. Kon­ste­la­cje poru­szają się w regu­lar­nym ryt­mie. Słońce i Księ­życ - to samo. Ale czy ten porzą­dek nie jest bar­dziej zgodny z mode­lem kopuły nad nie­ru­chomą Zie­mią niż z teo­rią, że my i pla­neta tur­lamy się przez galak­tykę z ogromną pręd­ko­ścią?

Kiedy noc zapada nad pusty­nią, górami czy bez­kre­snym oce­anem, niebo odsła­nia swój stały mecha­nizm. Gwiazdy - tysiące punk­tów świa­tła - nie poja­wiają się przy­pad­kowo. Uka­zują się w zna­jo­mych wzo­rach, poru­sza­jąc się po dosko­nale prze­wi­dy­wal­nych torach. Wielka Niedź­wie­dzica obraca się nie­zmien­nie wokół Gwiazdy Polar­nej. Orion wspina się i opada z zegar­mi­strzow­ską pre­cy­zją. To nie chaos. To kon­struk­cja.

Zwo­len­nicy teo­rii pła­skiej Ziemi twier­dzą, że to, co widzimy nocą, nie jest efek­tem prze­miesz­cza­nia się pla­nety wokół wła­snej osi. To niebo się poru­sza, nie Zie­mia. A kon­kret­niej to fir­ma­ment, czyli kopuła, w któ­rej zato­pione są gwiazdy, poru­sza się nad nie­ru­chomą, pła­ską Zie­mią.

Jak twier­dzi Eric Dubay: "Gwiazdy poru­szają się po okrę­gach, nie po spi­rali. Jeśli Zie­mia rze­czy­wi­ście lecia­łaby przez galak­tykę z pręd­ko­ścią setek tysięcy kilo­me­trów na godzinę, dla­czego układy gwiazd nie zmie­niają się od tysięcy lat?"*21.

Rze­czy­wi­ście sta­ro­żytne cywi­li­za­cje opi­sy­wały te same kon­ste­la­cje, które widzimy dziś. Ich mito­lo­gie, od Egiptu po Chiny, wią­zały ruchy nieba z cyklami rol­ni­czymi, świę­tami, życiem i śmier­cią. Ale ni­gdzie nie wspo­mi­nały o obra­ca­ją­cej się Ziemi. To zawsze niebo poru­szało się nad świa­tem, ni­gdy odwrot­nie.

Mark Sar­gent nazywa fir­ma­ment "naj­więk­szym sekre­tem nad naszymi gło­wami" i dodaje: "Jeśli spoj­rzysz w górę, zoba­czysz, że wszystko się obraca, a ty nie czu­jesz ruchu. Może wła­śnie to ty jesteś nie­ru­chomy?"*22.

Słońce, Księżyc i Gwiazda Polarna

W modelu pła­skiej Ziemi Słońce i Księ­życ nie są odda­lone o setki tysięcy kilo­me­trów. Są to lokalne źró­dła świa­tła, krą­żące nad powierzch­nią Ziemi w regu­lar­nym ryt­mie. Słońce nie zacho­dzi za hory­zont - oddala się per­spek­ty­wicz­nie, maleje i znika jak pociąg na torach.

Bada­cze alter­na­tywni wska­zują na zja­wi­sko, które nazy­wają per­spek­tywą wymu­szoną. Gdy obser­wu­jemy zachód słońca z uży­ciem fil­trów sło­necz­nych i zoomu optycz­nego, widzimy, jak tar­cza nie "znika za krzy­wi­zną", lecz po pro­stu kur­czy się i nik­nie w atmos­fe­rycz­nej poświa­cie.

Rów­nież Księ­życ, który według nauki powi­nien odbi­jać świa­tło Słońca, świeci wła­snym, zim­nym świa­tłem, co potwier­dzają nie­które eks­pe­ry­menty, na przy­kład testy ter­miczne, wyka­zu­jące, że świa­tło księ­ży­cowe obniża tem­pe­ra­turę. Jed­nym z popu­la­ry­za­to­rów tych testów był Dave Mur­phy: "Zimne świa­tło Księ­życa to fizyczny dowód, że nie odbija świa­tła Słońca. A jeśli nie odbija, to Słońce i Księ­życ nie mogą znaj­do­wać się w tym samym modelu orbi­tal­nym"*23.

Naj­więk­szym kosz­ma­rem modelu helio­cen­trycz­nego jest jed­nak Pola­ris, czyli Gwiazda Polarna, która przez tysiąc­le­cia pozo­staje w tym samym miej­scu na nie­bie. Nawet w epoce GPS-ów, sate­li­tów i rze­ko­mej pre­ce­sji osi ziem­skiej4 Pola­ris nie drgnęła. Z punktu widze­nia fizyki obiek­tów poru­sza­ją­cych się w prze­strzeni to absurd.

Jak pisze David Weiss: "Jeśli Zie­mia kręci się, leci i przy­spie­sza w wielu kie­run­kach jed­no­cze­śnie, to jakim cudem raz za razem znaj­du­jemy Gwiazdę Polarną dokład­nie tam, gdzie była pięć­set, tysiąc, dwa tysiące lat temu?"*24.

Symbole globalistów przedstawiają płaską Ziemię

W świe­cie, w któ­rym przy­pa­dek czę­sto oka­zuje się wygod­nym alibi, cza­sami warto przyj­rzeć się rze­czom codzien­nym i przez to na tyle oczy­wi­stym, że ich zna­cze­nia nikt już nie zadaje sobie trudu inter­pre­to­wać. Takim przy­kła­dem jest logo Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych.

Od 1945 roku, gdy świat otrzą­sał się z okru­cieństw dru­giej wojny świa­to­wej, ONZ przy­jęło za swój ofi­cjalny sym­bol mapę Ziemi w rzu­cie azy­mu­tal­nym. To nie kula ani reali­styczna siatka geo­gra­ficzna. To pła­ska pro­jek­cja, uka­zu­jąca kon­ty­nenty roz­cią­gnięte rów­no­mier­nie od bie­guna pół­noc­nego na zewnątrz, nie­mal dokład­nie tak, jak model świata pro­po­no­wany przez zwo­len­ni­ków teo­rii pła­skiej Ziemi.

Dla­czego sym­bo­licz­nej świa­to­wej jed­no­ści nie przed­sta­wia glo­bus? Z jakiego powodu jedno z naj­waż­niej­szych gre­miów dyplo­ma­tycz­nych świata używa pła­skiej mapy jako swo­jego znaku? Dla­czego sym­bol tej orga­ni­za­cji tak dosko­nale przy­po­mina rzut geo­gra­ficzny znany jako odwzo­ro­wa­nie azy­mu­talne rów­no­odle­gło­ściowe, dokład­nie taki, jaki pro­muje na przy­kład Inter­na­tio­nal Flat Earth Rese­arch Society5?

Jak zauważa Mark Sar­gent: "Gdy­by­śmy dzi­siaj wymy­ślali ONZ od nowa, nikt nie zapro­jek­to­wałby logo­typu jako pła­skiej mapy. Ale to nie przy­pa­dek. To echo wie­dzy, która była ukry­wana od wie­ków"*25.

Co cie­kawe, w logo ONZ-etu wystę­puje jesz­cze jeden detal, który budzi kon­ster­na­cję, a mia­no­wi­cie - brak Antark­tydy. Na mapie widać wszyst­kie pozo­stałe kon­ty­nenty, jedy­nie skraj­nie połu­dniowy nie ist­nieje. Zamiast tego jest pier­ścień ota­cza­jący mapę. Dla wielu pła­sko­ziem­ców to oczy­wi­ste - Antark­tyda to nie kon­ty­nent, lecz zewnętrzny lodowy krąg, który zamyka dysk Ziemi. ONZ o tym wie, ale mil­czy.

Eric Dubay pisze o spra­wie tak: "ONZ używa tej pro­jek­cji, bo to praw­dziwa mapa świata. Praw­dziwy układ kon­ty­nen­tów. I jed­no­cze­śnie ukrywa gra­nice, czyli pier­ścień lodowy, który w kon­se­kwen­cji obo­wią­zy­wa­nia Układu Antark­tycz­nego jest nie­do­stępny"*26.

Zwo­len­nicy teo­rii spi­sko­wych wska­zują także na inne sym­bole glo­ba­li­styczne, które rze­komo odwo­łują się do kopuły lub pła­skiego układu świata, jak cho­ciażby emble­maty Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia (WHO) czy NATO, a także nie­które wzory monet ONZ-etu i UNE­SCO.

David Weiss zauważa: "Dla cie­bie to tylko sym­bo­lika, dla nich część rytu­ału. Sym­bole nie są przy­pad­kowe. To język wła­dzy. Jeśli wszy­scy mają glo­busy, a jed­no­cze­śnie glo­ba­li­ści uży­wają pła­skiej mapy, wiedz, że coś się dzieje"*27.

I rze­czy­wi­ście nie trzeba wie­rzyć w żadną teo­rię spi­skową, by zadać pyta­nie, dla­czego sym­bole nowo­cze­snych orga­ni­za­cji mię­dzy­na­ro­do­wych kon­se­kwent­nie uni­kają przed­sta­wia­nia Ziemi jako kuli? Prze­cież to wła­śnie naukowy model globu miał zwy­cię­żyć w cza­sie oświe­ce­nia.

Religijne i historyczne źródła mówią: Ziemia jest płaska!

Zanim powstały tele­skopy, New­ton napi­sał swoje Prin­ci­pia, a NASA wypu­ściła pierw­sze CGI6, ludz­kość patrzyła w niebo nie z chłodną obo­jęt­no­ścią naukowca, lecz z ducho­wym zachwy­tem. I to, co dostrze­gała, zapi­sy­wała następ­nie w świę­tych tek­stach. A te księgi, nie­za­leż­nie od kon­ty­nentu i języka, mówią jedno: Zie­mia jest pła­ska i przy­kryta fir­ma­men­tem.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że Pismo Święte zawiera wiele odnie­sień do nie­ru­cho­mej, pła­skiej Ziemi przy­kry­tej kopułą. Świad­czą o tym cytaty poni­żej.

Księga Rodzaju 1,6-8: "A potem Bóg rzekł: "Nie­chaj powsta­nie skle­pie­nie w środku wód i nie­chaj ono oddzieli jedne wody od dru­gich!". Uczy­niw­szy to skle­pie­nie, Bóg oddzie­lił wody pod skle­pie­niem od wód ponad skle­pie­niem, a gdy tak się stało, Bóg nazwał to skle­pie­nie nie­bem".

To "skle­pie­nie" w hebraj­skim ory­gi­nale to raqia, co ozna­cza twardą, roz­po­startą kopułę.

Psalm 104,5: "Umoc­ni­łeś zie­mię w jej pod­sta­wach: na wieki wie­ków się nie zachwieje".

Księga Hioba 38,12-14: "Czyś w życiu roz­ka­zał ran­kowi, wyzna­czył miej­sce jutrzence, by objęła krańce ziemi, usu­wa­jąc z niej grzesz­ni­ków? Zmie­nia się jak pie­czę­to­wana glina, barwi się jej suk­nia"7.

To nie są meta­fory, ale geo­gra­ficzne opisy rze­czy­wi­sto­ści, któ­rych sym­bo­liczna inter­pre­ta­cja jest wyna­laz­kiem nowo­cze­sno­ści.

W Kora­nie, świę­tej księ­dze islamu, rów­nież odnaj­du­jemy opisy świata zgodne z pła­skim mode­lem Ziemi.

Sura 15 wer­set 19: "Roz­po­star­li­śmy zie­mię i mocno osa­dzi­li­śmy na niej góry oraz spra­wi­li­śmy, że rodzi ona wszel­kie owoce w okre­ślo­nym ryt­mie wzro­stu".

Sura 78 wer­set 6: "Czyż nie roz­po­star­li­śmy ziemi jak łoża".

Sura 88 wer­set 20: "Czy nie widzą, jak została roz­po­starta zie­mia?"8.

W kla­sycz­nym komen­ta­rzu kora­nicz­nym (tafsir) Ibn Kathir wyja­śnia, że w zapi­sach mowa jest o Ziemi roz­cią­gnię­tej "jak dywan" - sta­bil­nej, pła­skiej i nie­ru­cho­mej. Nie ma nic o kuli lecą­cej przez prze­strzeń kosmiczną z pręd­ko­ścią miliona kilo­me­trów na godzinę.

Modele pła­skiej Ziemi domi­no­wały we wszyst­kich sta­ro­żyt­nych kul­tu­rach. To nie był mit, ale obo­wią­zu­jąca kosmo­lo­gia. Sume­ro­wie i Babi­loń­czycy wie­rzyli, że Zie­mia to pła­ski dysk uno­szący się na wodach pier­wot­nego oce­anu (apsu), nakry­tego kopułą nieba (an). Sta­ro­żytni Egip­cja­nie wyobra­żali sobie świat jako pro­sto­kątną płasz­czy­znę roz­cią­gniętą pod bogi­nią Nut, sym­bo­li­zu­jącą niebo. Wedy hin­du­skie opi­sują kon­cen­tryczne, pła­skie kręgi lądów i oce­anów zwane Bhu­man­dala. Cen­tral­nie poło­żona góra Meru, oto­czona pier­ście­niami, do złu­dze­nia przy­po­mina model pła­skiej Ziemi z Antark­tydą jako zewnętrz­nym murem. W kosmo­lo­gii nor­dyc­kiej dla odmiany Zie­mia (Mid­gard) jest przed­sta­wiana jako dysk oto­czony oce­anem i wężem Jörmungandem.

Jak zauważa Eric Dubay: "To nie są przy­pad­kowe podo­bień­stwa. To wspólna wie­dza i dzie­dzic­two ludz­ko­ści. Dopiero współ­cze­sność, napę­dzana nauko­wym ego­izmem i pro­pa­gandą, zamie­niła ten obraz w bajkę o lata­ją­cej kuli"*28.

Zwo­len­nicy teo­rii pła­skiej Ziemi nie uwa­żają, że sta­ro­żytni wie­dzieli wię­cej. Uwa­żają, że wie­dzieli to, co oczy­wi­ste, i nie zostali zma­ni­pu­lo­wani przez sys­tem edu­ka­cji, który wmó­wił wszyst­kim, że to, co widzą, jest złu­dze­niem*29. Dzi­siaj nato­miast, jak mówi Mark Sar­gent: "Gdy dzieci w przed­szkolu rysują Zie­mię, rysują pła­ski świat, nie kulę. To kul­tura póź­niej mówi im, że się mylą"*30.

Rozdział 2. Anunnaki - bogowie, którzy zeszli z nieba?

Roz­dział 2

Anun­naki - bogo­wie, któ­rzy zeszli z nieba?

Sume­ryj­ska wie­dza o przy­by­szach z gwiazd i naj­więk­sza tajem­nica potęż­nej cywi­li­za­cji, czyli kosmiczne pocho­dze­nie czło­wieka.

Zanim poja­wiły się reli­gie, które dziś uzna­jemy za święte, zanim Moj­żesz otrzy­mał tablice z dzie­się­cior­giem przy­ka­zań, Jezus zaczął nauczać, a Maho­met usły­szał głos archa­nioła Gabriela, ist­niał Sumer - cywi­li­za­cja, któ­rej początki toną w mro­kach dzie­jów i któ­rej przy­czyn upadku dotąd nie pozna­li­śmy.

To wła­śnie Sume­ro­wie, miesz­kańcy połu­dnio­wej Mezo­po­ta­mii, pozo­sta­wili po sobie gli­niane tabliczki zapi­sane pismem kli­no­wym. Setki tysięcy frag­men­tów, z któ­rych wiele do dziś nie zostało w pełni roz­szy­fro­wa­nych. Ale spo­śród tych, które udało się odczy­tać, wyła­nia się coś, co trzę­sie w posa­dach znaną nam histo­rią, a mia­no­wi­cie opo­wieść o isto­tach, które przy­były z nieba - Anun­na­kach*31.

Według tek­stów sume­ryj­skich, Anun­naki nie byli bogami w sen­sie reli­gij­nym. Byli przy­by­szami, nad­zor­cami, inży­nie­rami świata. I co naj­waż­niej­sze - twór­cami ludz­ko­ści. Ich imię ozna­cza dosłow­nie: "Ci, któ­rzy zstą­pili z nie­bios"*32. Nie poja­wili się jako ale­go­rie sił natury, nie byli jedy­nie wymy­słem wyobraźni. Przy­szli z nieba, aby uczy­nić coś bar­dzo kon­kret­nego, i zosta­wili po sobie ślady, któ­rych nie da się prze­oczyć ani zigno­ro­wać.

Arche­olo­gia baga­te­li­zuje te prze­kazy, uwa­ża­jąc je za mity i meta­fory, ale czy cywi­li­za­cja, która stwo­rzyła pierw­sze mia­sta, dała światu pierw­szy znany sys­tem pisma, a także pier­wo­wzory kalen­da­rza i kodeksu praw­nego, naprawdę przy­ta­cza­łaby jedy­nie wymy­sły na temat swo­jej histo­rii? Może jed­nak pró­bo­wała pozo­sta­wić po sobie ślad dla potom­nych?

W dwu­dzie­stym wieku poja­wił się czło­wiek, który odczy­tał te tek­sty ina­czej i bar­dziej dosłow­nie. Zecha­ria Sit­chin, lin­gwi­sta i badacz sta­ro­żyt­nych języ­ków, zapro­po­no­wał śmiałą inter­pre­ta­cję, że Anun­naki to kosmiczni podróż­nicy z pla­nety Nibiru, któ­rzy przy­byli na Zie­mię dzie­siątki tysięcy lat temu*33. Zstą­pili z nieba nie jako duchy, ale real­nie, stat­kami kosmicz­nymi z nie­zwy­kłą tech­no­lo­gią. I pozo­sta­wili po sobie nas - swoje dzieło stwo­rze­nia.

To, co brzmi jak sce­na­riusz filmu science fic­tion, ma swoje udo­ku­men­to­wane źró­dło w zapi­sach sta­ro­żyt­nej cywi­li­za­cji, o któ­rych histo­ria woli nie mówić gło­śno. Tym­cza­sem być może wła­śnie na gli­nia­nych tablicz­kach z Sumeru kryje się praw­dziwy począ­tek czło­wieka.

Planeta Nibiru

Gdyby Zie­mia była powie­ścią, Nibiru byłaby jej zagi­nio­nym roz­dzia­łem, który ktoś wyrwał, spa­lił i kazał o nim zapo­mnieć.

Zgod­nie z teo­rią pale­oastro­nau­tyczną9 Anun­naki pocho­dzą z pla­nety o nazwie Nibiru, któ­rej ist­nie­nie miało zostać opi­sane przez Sume­rów. Pla­neta - tajem­ni­cza, ukryta, a może po pro­stu wyma­zana z kart histo­rii - nie krąży wokół Słońca po typo­wej orbi­cie. Poru­sza się po wydłu­żo­nej, elip­tycz­nej tra­jek­to­rii, wcho­dząc w obręb Układu Sło­necz­nego raz na mniej wię­cej trzy tysiące sześć­set lat*34.

Według Zecha­rii Sit­china, autora słyn­nej książki The 12th Pla­net, to wła­śnie z tej pla­nety przy­byli Anun­naki - podróż­nicy, kolo­ni­ści, bogo­wie. Nibiru w jego inter­pre­ta­cji nie jest tylko "bra­ku­jącą pla­netą". To dwu­na­ste ciało nie­bie­skie sume­ryj­skiego sys­temu astro­no­micz­nego, uwzględ­nia­ją­cego Słońce, Księ­życ, osiem zna­nych pla­net, kar­ło­wa­tego Plu­tona oraz samą Nibiru*35.

Sit­chin opie­rał swoją teo­rię na inter­pre­ta­cji sume­ryj­skich tabli­czek, zwłasz­cza tych z biblio­teki asy­ryj­skiego króla Asur­ba­ni­pala10, a także na zna­le­zi­skach arche­olo­gicz­nych z Nip­pur, Eridu i Sip­par. W jego odczy­cie sym­bole astro­no­miczne znaj­du­jące się na pie­czę­ciach cylin­drycz­nych - jak słynna pie­częć VA/243 - przed­sta­wiają Układ Sło­neczny z nie­znaną pla­netą, umiesz­czoną za orbitą Nep­tuna11.

Według tej teo­rii Nibiru jest znacz­nie więk­sza od Ziemi i nie­kiedy utoż­sa­mia się ją z brą­zo­wym kar­łem lub super­pla­netą. Jej okres orbi­talny wynosi ponad trzy i pół tysiąca lat, co tłu­ma­czy brak widocz­no­ści tego ciała nie­bie­skiego w codzien­nych obser­wa­cjach nieba. Prze­lot Nibiru przez Układ Sło­neczny może powo­do­wać kata­strofy natu­ralne, na przy­kład potopy czy trzę­sie­nia ziemi, kore­spon­du­jące mię­dzy innymi z biblij­nymi opo­wie­ściami o tra­ge­diach zsy­ła­nych na ludz­kość jako kara za grze­chy.

Czy Nibiru istnieje?

Ofi­cjal­nie nauka nie uznaje ist­nie­nia pla­nety Nibiru. Astro­no­mo­wie odrzu­cają hipo­tezy Sit­china, wska­zu­jąc, że jego tłu­ma­cze­nia języka sume­ryj­skiego są nie­ści­słe i nie mają potwier­dze­nia w filo­lo­gii kli­no­wej*36. Mimo to poja­wiły się nie­za­leżne donie­sie­nia o moż­li­wej dzie­wią­tej pla­ne­cie w odle­głych rejo­nach Układu Sło­necz­nego, tak zwa­nej Pla­net Nine. Kon­stan­tin Baty­gin i Michael E. Brown, naukowcy z Kali­for­nij­skiego Insty­tutu Tech­nicz­nego, defi­niują jej ist­nie­nie na pod­sta­wie zakłó­ceń orbit obiek­tów z Pasa Kuipera*37. To wystar­czyło wielu zwo­len­ni­kom teo­rii Nibiru za pośred­nie potwier­dze­nie sume­ryj­skich zapi­sków sprzed tysięcy lat.

Co cie­kawe, samo słowo nibiru wystę­puje w sta­ro­żyt­nych tek­stach z obszaru Mezo­po­ta­mii, ale tak się składa, że dale­kie jest od jed­no­znacz­no­ści. W zależ­no­ści od okresu i kon­tek­stu ozna­czało albo ciało nie­bie­skie zwią­zane z bogiem Mar­du­kiem12, albo tak zwany punkt przej­ścia na nie­bie - na przy­kład prze­cię­cie rów­nika nie­bieskiego i eklip­tyki - albo też sym­bol zmiany cyklu i rów­no­wagi sił nie­bieskich*38.

Zwo­len­nicy alter­na­tyw­nych teo­rii twier­dzą, że ta wie­lo­znacz­ność została wyko­rzy­stana celowo, by ukryć prawdę. Bo jeśli przy­znamy, że tysiące lat temu posia­dano wie­dzę o pla­ne­cie odda­lo­nej o dzie­siątki miliar­dów kilo­me­trów i poru­sza­ją­cej się po elip­tycz­nej orbi­cie, to powin­ni­śmy rów­nież uznać, że ci, któ­rzy tę wie­dzę posia­dali, musieli dys­po­no­wać znacz­nie bar­dziej zaawan­so­waną tech­no­lo­gią, niż można wnio­sko­wać ze zna­nych źró­deł histo­rycz­nych.

Z per­spek­tywy zwo­len­nika teo­rii Anun­na­ków Nibiru nie jest tylko pla­netą. To punkt zero histo­rii ludz­ko­ści. To stam­tąd przy­byli bogo­wie, któ­rzy stwo­rzyli czło­wieka, a potem nauczyli go pisać, siać i mie­rzyć niebo. To tam miała roz­po­cząć się naj­waż­niej­sza opo­wieść o naszej wspól­nej histo­rii.

Złoto dla niebios

Ludzie od zawsze pożą­dali złota. A jeśli to nie my jako pierwsi zapra­gnę­li­śmy tego cen­nego kruszcu?

Według teo­rii pale­oastro­nau­tycz­nej powód przy­by­cia Anun­na­ków na Zie­mię był bar­dzo racjo­nalny - pra­gnęli oca­lić swoją pla­netę Nibiru. W odróż­nie­niu od roman­tycz­nych opo­wie­ści o bogach szu­ka­ją­cych chwały, w tej wer­sji histo­rii moty­wa­cja była surowa, inży­nie­ryjna, a nawet nieco roz­pacz­liwa, ponie­waż Nibiru miała śmier­telny pro­blem.

Zgod­nie z odczy­tami Zecha­rii Sit­china sume­ryj­skie prze­kazy mówią o atmos­fe­rycz­nej kata­stro­fie na pla­ne­cie Anun­na­ków. War­stwa ochronna, być może odpo­wied­nik ziem­skiej magne­tos­fery lub jonos­fery, zaczęła zani­kać, zagra­ża­jąc sta­bil­no­ści kli­matu, źró­dłom ener­gii i w kon­se­kwen­cji samemu życiu na pla­ne­cie*39. Roz­wią­za­niem naglą­cego pro­blemu oka­zało się złoto i jego ide­alne wła­ści­wo­ści fizyczne, takie jak wyjąt­kowe prze­wod­nic­two, trwa­łość i odpor­ność na utle­nia­nie. Tech­no­lo­gicz­nie miało zostać wyko­rzy­stane w for­mie czą­ste­czek roz­py­la­nych w gór­nych war­stwach atmos­fery, by dzięki temu odbu­do­wać barierę chro­niącą Nibiru przed pro­mie­nio­wa­niem i desta­bi­li­za­cją kli­ma­tyczną*40. To nie przy­pusz­cze­nie, ale dosłowny prze­kład frag­men­tów z epo­sów Enuma elisz13 i Atra-hasis14.

Co cie­kawe, pomysł nie jest cał­ko­wi­cie ode­rwany od rze­czy­wi­sto­ści. Współ­cze­sna nauka rze­czy­wi­ście bada zasto­so­wa­nie czą­ste­czek metali, w tym złota, w geo­in­ży­nie­rii atmos­fe­rycz­nej, mię­dzy innymi po to, aby odbi­jać pro­mie­nio­wa­nie sło­neczne czy sta­bi­li­zo­wać jonos­ferę*41. W 1995 roku naukowcy z Law­rence Liver­more Natio­nal Labo­ra­tory suge­ro­wali uży­cie aero­zoli w celu prze­ciw­dzia­ła­nia glo­bal­nemu ocie­ple­niu, a wśród roz­wa­ża­nych mate­ria­łów poja­wiło się wła­śnie złoto*42.

Dla Anun­na­ków, któ­rzy według teo­rii posia­dali zaawan­so­waną tech­no­lo­gię, tego typu ope­ra­cja stała się koniecz­no­ścią. Ele­menty ukła­danki, to zna­czy zanik atmos­fery, brak złota na Nibiru oraz przej­ście orbity pla­nety przez Układ Sło­neczny zło­żyły się w całość. Zie­mia stała się celem misji ratun­ko­wej.

Według mito­lo­gii sume­ryj­skiej Anu15 - naj­wyż­szy władca Nibiru - wysłał eks­pe­dy­cję, by odna­leźć złoto na jed­nej z pla­net nada­ją­cych się do eks­plo­ata­cji. Począt­kowo badano Wenus i Marsa, ale dopiero Zie­mia, bogata w surowce i aktywna geo­lo­gicz­nie, oka­zała się klu­czem do prze­trwa­nia obcej cywi­li­za­cji*43.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Samuel Row­bo­tham, Eks­pe­ry­ment z Bed­ford Level, w: Zete­tic Astro­nomy: Earth Not a Globe, 1865. [wróć]

Eric Dubay, The Flat Earth Con­spi­racy (2014), w: PDF/ebook, https://eric­du­bay.com. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues, https://mark­sar­gent.com, m.in. w: Flat Earth Clues Part 1: They Are Hiding God oraz Part 5: The Magic Show. [wróć]

Eric Dubay, The Flat Earth Con­spi­racy (2014), w: PDF/ebook,. [wróć]

Ibi­dem. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues: Part 7 - Long Haul, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Mur­phy, 2016, w: Globe Lie Euro­Tour, YouTube. [wróć]

Robert Sim­mon, NASA data visu­ali­zer, NASA.gov Inte­rview, 2002. [wróć]

https://eric­du­bay.word­press.com/2018/07/08/200-pro­ofs-earth-is-not-a-spin­ning-ball-english/. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues, Part 2 - The Map Is Not the Ter­ri­tory, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Za:ODD TV - YouTube. [wróć]

https://eric­du­bay.word­press.com/2018/07/11/nasa-and-fre­ema­sonry/. [wróć]

Za: CBS, Lon­gi­nes Chro­no­scope Inte­rview, 1956. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues, Part 4 - Shell Beach, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Flat Earth Inter­na­tio­nal Con­fe­rence, 2017, YouTube - Rob Skiba: High-Alti­tude Footage Ana­ly­sis. [wróć]

Za:youtube.com/Jaro­nism. [wróć]

Za:The Flat Earth Pod­cast. [wróć]

Eric Dubay, 2016, https://eric­du­bay.com. [wróć]

Za:The Flat Earth Pod­cast. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues, Part 9 - The Magic Show, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Eric Dubay, 2014, https://eric­du­bay.com. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues: Part 6 - The Dome, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Za: Globe Lie Euro­Tour. [wróć]

Za:The Flat Earth Sun & Moon Clock App. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues: Part 6 - The Dome, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Eric Dubay, 2014, https://eric­du­bay.com. [wróć]

Za:fla­te­ar­th­dave.com. [wróć]

Eric Dubay, 2016, https://eric­du­bay.com. [wróć]

Tema­tyka zwią­zana z teo­riami doty­czą­cymi pła­skiej Ziemi została sze­rzej przed­sta­wiona w pod­ca­ście autorki Teo­ria Spi­sku, zob. https://www.youtube.com/watch?v=tOYYR0XHdIk&list=PL4hm_PiRBagJ9RP-UvVYtYwRVfFeUEk6i&index=135&t=1s. [wróć]

Mark Sar­gent, Flat Earth Clues, Part 5 - The History, https://mark­sar­gent.com. [wróć]

Samuel Noah Kra­mer, Histo­ria zaczyna się w Sume­rze, Pań­stwowy Insty­tut Wydaw­ni­czy, 1961. [wróć]

Jeremy Black & Anthony Green, Gods, Demons and Sym­bols of Ancient Meso­po­ta­mia, Uni­ver­sity of Texas Press, 1992, s. 33. [wróć]

Zecha­ria Sit­chin, The 12th Pla­net, t. I serii Earth Chro­nic­les, Bear & Com­pany, 1976. [wróć]

Ibi­dem, s. 52, 57. [wróć]

Ibi­dem, s. 30-35. [wróć]

Michael s. Heiser, The Facade oraz ana­lizy, 2010, za:https://sit­chi­ni­sw­rong.com. [wróć]

Kon­stan­tin Baty­gin & Michael E. Brown, Evi­dence for a Distant Giant Pla­net in the Solar Sys­tem, "The Astro­no­mi­cal Jour­nal", 151(2), 2016. [wróć]

Wayne Horo­witz, Meso­po­ta­mian Cosmic Geo­gra­phy, Eisen­brauns, 1998. [wróć]

Zecha­ria Sit­chin, The 12th Pla­net, Chap­ter 5: The Twel­fth Pla­net's Cri­sis, Bear & Com­pany, 1976. [wróć]

Idem, The Sta­ir­way to Heaven, Chap­ter 4: The Gol­den Shield, Bear & Com­pany, 1980. [wróć]

Paul Josef Crut­zen, Albedo enhan­ce­ment by stra­to­sphe­ric sul­fur injec­tions: A con­tri­bu­tion to reso­lve a policy dilemma?, "Cli­ma­tic Change", 77(3), 2006, s. 211-220. [wróć]

E. Tel­ler, R. Hyde & L. Wood, Glo­bal War­ming and Ice Ages: Pro­spects for Phy­sics-Based Modu­la­tion of Glo­bal Change, U.S. Depart­ment of Energy, Law­rence Liver­more Natio­nal Labo­ra­tory, 1997. [wróć]

Enuma elisz, tłum. L.W. King - frag­menty doty­czące planu stwo­rze­nia "nieba i ziemi" przez wysłan­ni­ków Anu, 1902. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Według współ­cze­snych wyli­czeń średni pro­mień Ziemi wynosi 6371 kilo­me­trów. [wróć]

Teo­do­lit - instru­ment geo­de­zyjny słu­żący do wyzna­cza­nia pio­no­wo­ści, tycze­nia linii pro­stych, wyzna­cza­nia kątów i ewen­tu­al­nych spad­ków. [wróć]

Refrak­cja - zała­ma­nie fali świetl­nej, do któ­rego docho­dzi w każ­dym ukła­dzie optycz­nym. [wróć]

Pre­ce­sja osi Ziemi - wyko­ny­wa­nie przez oś naszej pla­nety ruchu po powierzchni bocz­nej stożka o wierz­chołku w środku Ziemi, które powo­duje, że oś ziem­ska kre­śli na tle nieba okrąg. Zakre­śle­nie peł­nego okręgu trwa około 26 000 lat. [wróć]

IFERS - Mię­dzy­na­ro­dowe Towa­rzy­stwo Badań nad Pła­ską Zie­mią powstałe w 1956 roku w angiel­skim Dover z ini­cja­tywy Samu­ela Shen­tona. [wróć]

CGI - skrót od com­pu­ter-gene­ra­ted ima­gery - obraz gene­ro­wany kom­pu­te­rowo. [wróć]

Cytaty pocho­dzą z Biblii Tysiąc­le­cia, Wydaw­nic­two Pal­lot­ti­num, Poznań 2003. [wróć]

Cytaty pocho­dzą z Koranu w prze­kła­dzie Rafała Ber­gera, Sto­wa­rzy­sze­nie Jed­no­ści Muzuł­mań­skiej, Byd­goszcz 2021 . [wróć]

Teo­ria pale­oastro­nau­tyczna głosi, że w pre­hi­sto­rii i sta­ro­żyt­no­ści naszą pla­netę odwie­dzały inte­li­gentne istoty poza­ziem­skie, a kon­takt z nimi wpły­nął na roz­wój kul­tury, tech­no­lo­gii, reli­gii i bio­lo­gii czło­wieka. [wróć]

Asur­ba­ni­pal, król asy­ryj­ski panu­jący w poło­wie VII wieku p.n.e., zało­ży­ciel słyn­nej biblio­teki w Nini­wie. [wróć]

Znaj­du­jąca się w zbio­rach ber­liń­skiego Vor­de­ra­sia­ti­sches Museum pie­częć VA/243 według inter­pre­ta­cji Sit­china sta­nowi odwzo­ro­wa­nie Układu Sło­necz­nego. [wróć]

Mar­duk - jedno z naj­waż­niej­szych bóstw w mito­lo­gii babi­loń­skiej. [wróć]

Poemat o stwo­rze­niu świata, epos napi­sany w języku aka­dyj­skim w dru­gim tysiąc­le­ciu p.n.e. [wróć]

Babi­loń­ski epos o Bar­dzo Mądrym, dato­wany na 1800 rok p.n.e. [wróć]

Anu lub An - "Bóg-Niebo", "ojciec wszyst­kich bogów", a także "król Anun­na­ków". Bóstwo sto­jące naj­wy­żej w pan­te­onie wie­rzeń sume­ryj­skich i babi­loń­skich. [wróć]