Rozdział I Kluczowe problemy ekonomii wyjaśniane przez teorię konkurencji
I.1. Konkurencja motywuje
Pokusa uczynienia z teorii konkurencji "ekonomicznej teorii wszystkiego" wynika z tego, że próbuje ona pomysłowo wyjaśniać kluczowe zagadnienia w teorii i praktyce ekonomii. Przedstawimy dekalog takich zagadnień, chociaż być może wiele z nich ma częściowo wspólny rdzeń, a być może jedno obejmuje wszystkie, co jest poszukiwanym wielkim pięknem w pięknie teorii wszystkiego (Noga, 2014; Gorynia, 2018).
Na wstępie posłużmy się łacińskim pochodzeniem pojęcia konkurencji: concurrere - biec razem. Jak już widzimy, jej proste etymologiczne brzmienie pokazuje, że może ona wyrażać zarówno zjawisko i proces, będące brutalnym, wyniszczającym "wyścigiem szczurów" po jakieś ograniczone korzyści, jak i, może nawet bardziej, stanowić współodpowiedzialną i współproduktywną aktywność ludzi (razem!) w różnych rolach gospodarczych i społecznych tworzących korzyści i wartości.
Konkurencja wyjaśnia motywację ludzi do działania w różnych rolach gospodarczych: konsumenta, pracownika, przedsiębiorcy, menedżera, obywatela czy administratora państwowego. Autorzy bardzo wielu prac z teorii konkurencji powołują się na koncepcję ewolucji Darwina, która tłumaczy, jak bardzo silną motywacją jest właśnie konkurencyjna selekcja i adaptacja gatunków, walka o chęć przetrwania i dostosowania się do dramatycznie zmieniających się warunków. Według Darwina: "ponieważ osobniki tego samego gatunku wchodzą ze sobą w silną konkurencję we wszystkich aspektach ich życia, walka między nimi będzie zazwyczaj bardzo ostra; będzie prawie tak samo brutalna między odmianami tego samego gatunku, jak i będzie następnie brutalna między gatunkami tego samego rodzaju? (Darwin, 2020, s. 433). Na początku XX wieku w USA było 1900 firm samochodowych. W połowie XX wieku już tylko trzy grupy - Ford, General Motors i Chrysler - kontrolowały nawet ponad 95% amerykańskiej produkcji samochodów. Obecnie nie kontrolują już nawet 50% sprzedaży i gdy w świecie wzrośnie liczba samochodów elektrycznych, odczują konkurencję ze strony wielu nowych firm, takich jak Tesla, Google czy Sony. Na rodzącym się na naszych oczach globalnym rynku wymiany kryptowalut w 2021 roku działały 672 platformy ich wymiany, ale już firma Binance przejęła kontrolę nad 100 platformami i kontroluje 70% obrotów kryptowalut. Jej najwięksi konkurenci - Coinbase, FTX, Huobi, Kraken, KuCoin, Okex - razem nie mają nawet 15% rynku. Binance stworzyła szybciej swoją własną kryptowalutę Binance Coin (która po bitcoinie i etherze stała się trzecią na świecie) niż tacy giganci jak Meta (Facebook) i Alphabet (Google) (Les Echos, 2021).
Interesujące jednak jest to, że w historii nauki było odwrotnie: Karol Darwin wyraźnie podkreślał, że czerpał inspiracje dla swojej teorii ewolucji z ekonomicznych koncepcji Thomasa R. Malthusa. Z ekonomicznej analizy konkurencji czerpią też inspiracje inne nauki. Na przykład językoznawca Ferdinand de Saussure inspirował się teorią równowagi ogólnej, która wykorzystuje konkurencję jako główny mechanizm doprowadzający gospodarkę do równowagi. Z kolei z teorii konkurencji opisywanej przez teorię gier korzystają obficie antropolodzy (etnolodzy), socjolodzy, pedagodzy, prawnicy, a nawet biolodzy czy bardziej socjobiolodzy.
Wracając natomiast do brutalnej walki o przetrwanie i konieczności dostosowywania się do dramatycznie zmieniającego się otoczenia jako motywatorów działania ludzi i ich organizacji, trzeba przypomnieć, że przede wszystkim już ojciec ekonomii Adam Smith (1776; 1954) przydziela im kluczową rolę w funkcjonowaniu gospodarek, dużo wcześniej niż czynili to ewolucjoniści. Trzeba jednak przyznać, że w Bogactwie narodów jest niewiele na temat konkurencji i jej dobroci oraz niepochlebnych opinii na temat monopolu (na przykładzie monopolu The East India Company) (Watson, 2017). Smith pisze tylko, że rynki charakteryzuje konkurencja cenowa i kiedy nabywcy konkurują o ograniczoną wielkość produkcji, ceny na rynku rosną, natomiast gdy producenci konkurują między sobą o nabywców, ceny spadają (Smith, 1954, s. 159). Ważniejszą rolę prokonkurencyjną odgrywa u Smitha twierdzenie, że dążenie do realizacji egoistycznych interesów gospodarstw domowych w różnych swych rolach przyczynia się do dobra ogólnego oraz że dzięki konkurencji rynki mogą odgrywać pozytywną rolę jako regulacyjna niewidzialna ręka. Na te spostrzeżenia Smitha powołuje się Malthus i wykorzystuje je w swojej teorii ludnościowej, którą z kolei studiuje Darwin i wykorzystuje konkurencję w swojej teorii ewolucji.
W czasach Malthusa pojawiają się jednak już prace, które odsłaniają negatywny charakter konkurencji. Na przykład John Gray (1831), zwraca uwagę, że konkurencja, ze względu na dążenie w niej przedsiębiorców do zysku, ogranicza wydajność pracy, natomiast Robert Owen, Charles Fourier czy Henri de Saint-Simon twierdzą, że uruchamia ona niebezpieczną walkę między pracownikami (Lipiński, 1981, s. 413-470).
Karol Marks (1962) z kolei - wychwalając i przeklinając zarazem konkurencję - zmusił "praktyków komunizmu" do poszukiwania jej substytutu w postaci "współzawodnictwa pracy socjalistycznej" z głośnymi i tragikomicznymi ruchami Aleksieja Stachanowa czy Wincentego Pstrowskiego[1].
We współczesnych ujęciach konkurencji pokażemy, że może ona odgrywać silną rolę motywacyjną, często bez brutalnej selekcji i adaptacji, a bardziej przez swój etymologiczny fenomen: biec razem. Na niebrutalny i nieselektywny charakter konkurencji zwraca się już też uwagę w teorii ewolucji przed Darwinem, np. w koncepcji Jean-Baptiste'a de Lamarcka czy w podobnym okresie co twórczość Darwina w pracach socjobiologa Herberta Spencera (1851). Zamiast brutalnej walki konkurencyjnej rozwój dokonuje się w harmonijnym mechanizmie współpracy, wyłania się z prostych form (niezróżnicowanych) i zmierza do złożoności na wyższych poziomach.
Ekonomiści też próbowali wyjaśniać zalety łączenia konkurencji z kooperacją i wprowadzili pojęcie koopetycji, które zrobiło wielką karierę teoretyczną i biznesową. Warto przypomnieć, że już nawet wielki liberał John Stuart Mill wahał się, której sile - konkurencji czy kooperacji - przyznać kluczową rolę rozwojową. Ostatecznie przyznał ją jednak konkurencji[2].
W połowie XX wieku w teorii gier pokazano, że gra niekooperatywna (konkurencyjna, rynkowa) nie zawsze doprowadza do najlepszych rozwiązań, natomiast często do takich rozwiązań doprowadza gra kooperatywna, jak w twierdzeniu o minimaxie Oskara Morgensterna i Johna von Neumanna, i przede wszystkim w twierdzeniu Johna F. Nasha (zwanym później jako równowaga Nasha) oraz w badaniach nad rozstrzyganiem tzw. dylematu więźnia Melvina Flooda i Merrilla Dreshera. Pokazuje się w nich, że niekiedy wybory konkurencyjne są gorsze niż wybory kooperatywne. W tym kierunku podążyła też tzw. teoria wyboru publicznego (James Buchanan, Kenneth J. Arrow, Gordon Tullock) szukająca lepszych rozwiązań dla gospodarki w wyborach publicznych (nawet "dyktatorskich" - jak w przypadku Arrowa) niż w wyborach rynkowych (Wilkin, 2005). W jednej ze współczesnej koncepcji kooperatywnego modelu gospodarki Marek A. Nowak (2012) pokazuje, że jednostki antropologicznie czy etnologicznie zamiast systemu red in tooth and claw dostrzegają bardzo wiele korzyści we współpracy i wzajemnej pomocy. Takie cechy dostrzega się u zwierząt (lwy, nietoperze, małpy, mrówki), a nawet u prostych organizmów, takich jak drożdże, natomiast są one bardzo rozbudowane u ludzi. Nowak pisze jednak: "Symulacje ewolucyjne pokazują, że współpraca jest zjawiskiem z natury niestabilnym - po okresach kooperacji i dobrobytu zawsze nastaje mroczny czas, gdy gracze zaczynają myśleć tylko o sobie" (Nowak, 2012, s. 29).
W wielu współczesnych "noblowskich" pracach (zob. Friedrich August von Hayek, John Harsanyi, Reinhard Selten, Robert Aumann, Thomas Schelling, Michael Spence, Leonid Hurwicz, Alvin Roth, Lloyd Shapley, Jean Tirole, Oliver Hart, Bengt Holström) nie dostrzega się już takich przewag wyborów publicznych nad konkurencyjnymi prywatno-rynkowymi. Główni przedstawiciele liberalnego nurtu wyboru publicznego, Buchanan i Tullock, stali się natomiast jednymi z najzagorzalszych krytyków wzrostu znaczenia państwa w gospodarce.
Przy okazji tego krótkiego przypomnienia historycznego tła dla współczesnych sporów o konkurencję warto odnotować, jakie cztery milowe kroki uczyniła ekonomia od czasów Bogactwa narodów Adama Smitha z 1776 roku. Pierwszym krokiem było właśnie pokazanie przez Smitha, że konkurencja stanowi najlepszy mechanizm regulacyjny dla gospodarki. Drugim milowym krokiem było pokazanie w latach 40. XX wieku przez Nasha (2016), że niekiedy rozwiązanie kooperatywne, współpraca są lepszymi rozwiązaniami niż konkurencja[3]. Trzecim krokiem milowym była noblowska analiza z 1951 roku autorstwa Arrowa, że czasami dla osiągnięcia najlepszego rozwiązania nie wystarcza ani konkurencja, ani współpraca, ale trzeba odwołać się do dyktatury (Arrow, 1995). Na naszych oczach robi się czwarty milowy krok ekonomii, w którym zwraca się uwagę, że ani konkurencja, ani współpraca, ani dyktatura nie wystarczą do znalezienia najlepszych rozwiązań - trzeba odwołać się do samotranscendencji ludzi, do ich chęci i satysfakcji czynienia dobra innym - jak to eksponowali w swoich pracach Ken Wilber (2001) czy Leszek Kołakowski (2000). Żadna z aktywności i przyjemności codziennych, takich jak intymne relacje, spotkania towarzyskie po pracy, relaks, posiłki, praktyki religijne, miłość, nie powinna pociągać za sobą konkurencji (Kahneman, Krueger, 2006). Z kolei głośne, "noblowskie", analizy Rotha dotyczące dopasowania się (matching) dawców i biorców nerek, mające bezpośrednie ogromne znaczenie dla życia ludzi, lecz także pośrednie dla pokazania, że rynki - do sprawnego działania - muszą mieć pewną gęstość (głębokość, jakość, charakter), nie mogą być oczywiście przedmiotem ekonomicznej konkurencji, ale dobrze pokazują jej sprawnościowe znaczenie (Roth, 2015).
W pracach szkoły austriackiej Georga Simmela, Ludwiga von Misesa, Friedricha Augusta von Hayeka, Josepha Schumpetera (von Mises, 2009), w pracach Maxa Webera (1978), w pracach niemieckiego ordoliberalizmu Waltera Euckena, Wilhelma Ropkego (1996) czy amerykańskiego neoliberalizmu ze szkoły chicagowskiej Gary'ego S. Beckera (1958), George'a S. Stiglera (1957), Miltona Friedmana (1953) i Richarda Posnera (1974) pokazuje się jednak, że konkurencja jest wielkim dobrem społecznym, że jest najlepszym mechanizmem ujawniania i gromadzenia informacji prywatnej decydującej o motywacji ludzi do najefektywniejszych działań gospodarczych oraz że to właśnie konkurencja doprowadza do najlepszego społecznego ładu i społecznej kooperacji - sama w sobie jest koopetycją. Dzieje się tak również od połowy XX wieku, kiedy - jak to sugestywnie zauważył jeden z najbardziej wpływowych filozofów tego okresu Michel Foucault (2008, s. 118) - w miejsce liberalizmu gospodarczego pojawił się znacznie brutalniejszy neoliberalizm, pojawiła się prawdziwa konkurencja rynkowa w miejsce dotychczasowej wymiany rynkowej. Do pokazania roli konkurencji w gospodarce i społeczeństwie Foucault używa pojęcia "esencja" (eidos), czyli coś, co jest najbardziej fundamentalne, i co - jak wiadomo - pochodzi z filozofii innego wybitnego myśliciela XX wieku Edmunda Husserla.
I.2. Konkurencja zachęca i zmusza do innowacji
Konkurencja a innowacje to kolejny ogromny temat badawczy z teorii ekonomii i innych nauk. Innowacje to bowiem naturalne wyprzedzanie konkurentów w biegu razem, ale też korzystanie z wysiłku przejmowania czasowego prowadzenia przez innych i w ogóle współpracy konkurentów dla osiągnięcia najlepszego wyniku. Plastycznie kojarzy się nam to z rekordami sportowymi, np. w biegach czy kolarstwie, w których udział ma wielu konkurentów i choć np. dzięki nim jeden pobije rekord świata, to pozostali mają szansę na pobicie swoich rekordów życiowych czy krajowych.
Nie brakuje jednakże wpływowych badań i opinii, według których, aby mogły powstać przełomowe innowacje, trzeba konkurencję wstrzymać i w poszukiwanie innowacji musi włączyć się "bezkonkurencyjne" państwo. Spróbujemy pokazać, że włączenie się państwa nie ogranicza zalet konkurencji w zakresie innowacyjności i w wielu innych kluczowych kwestiach ekonomicznych. Trzeba jednak zaznaczyć, że państwo też odkryło, że np. bezkonkurencyjne, ogromne finansowanie badań B+R i innych czynników kreujących innowacje staje się bardzo nieefektywne i konieczne jest włączenie konkurencji między badaczami czy całymi ośrodkami badawczymi i przedsiębiorcami. Jest to jednakże też erzac prawdziwej konkurencji i może nie tak tragikomiczny jak "socjalistyczne współzawodnictwo pracy", ale też niepozbawiony patologii. Często granty badawcze otrzymują ci, którzy już mieli sukcesy, co w przeciwieństwie do "prawdziwej konkurencji" rynkowej eliminuje tych, którzy mogą z kolei w przyszłości zapewnić sukcesy innowacyjne.
Teoria konkurencji jako ekonomiczna teoria wszystkiego musi pokazać złoty środek między motywacyjnym charakterem konkurencji zachęcającej do wprowadzania innowacji a społecznymi korzyściami ich szybkiego rozprzestrzeniania się w gospodarce (Karpa, 2018). Innowacyjni muszą otrzymywać wynagrodzenie za wygranie konkurencji (wyższe ceny, nadzwyczajne zyski, nierówności, patenty), ale też gospodarstwa domowe w całym społeczeństwie muszą odczuwać z tego korzyści. Hic Rhodus. Hic salta! Łatwo tutaj o patologiczną grę. W głośnej w ostatnich latach książce autorstwa Brinka Lindsaya i Stevena Telesa The Captured Economy (2018) zwraca się uwagę, że obecnie udziela się cztery razy więcej patentów niż w latach 80., ale nie z powodu wielkiego postępu technicznego (zob. Gordon, 2016, do którego wielokrotnie będziemy powracać), a z nadużywania regulacji państwowej. Wiele patentów ma nie tyle wynagradzać innowatorów, ile bardziej służyć do pobierania od nich wynagrodzeń przez różne trolle patentowe. Sztuczne patenty kreują sztuczne monopole. Dla prawdziwych innowacji z prawdziwej konkurencji trzeba poszukiwać zdecydowanie innej roli państwa w gospodarce. Monopole innowacyjne nie są sprzeczne z dobrą konkurencją, której teorię pod nazwą konkurencji efektywnej przedstawimy w książce. Innowatorzy nawet niechronieni prawami własności osiągają korzyści nazywane first mover advantage, a jeszcze mogą stosować strategię Jeffa Bezosa - Get big fast. Jaką potężną siłą marketingową jest np. stwierdzenie, że kseruję na Toshibie lub noszę adidasy Pumy. Nawet jeśli ten pierwszy nie jest wcale lepszy niż następni. Najsilniejszą jednakże gwarancją wykorzystania innowacji jest dla przedsiębiorstw stawanie się konfirmą, czyli współproduktywnym rozwojem przedsiębiorstwa razem ze swoimi klientami - co jest rdzeniem poszukiwanej teorii konkurencji.