Teoria inteligentnego projektu oczami ateisty - Bradley Monton

Kup ebooka

44.90 zł
26.94 zł (35,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przed­mowa

Ta książka nie wy­raża stu­pro­cen­to­wego po­par­cia dla teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu. Uwa­żam jed­nak, że teo­ria ta po­winna być trak­to­wana po­waż­niej niż wiele teo­rii kon­ku­ren­cyj­nych. Roz­ważni lu­dzie po­strze­gają świat jako miej­sce nie­sa­mo­wite i ta­jem­ni­cze, co pro­wa­dzi do dwóch od­mien­nych po­staw. Jedna z nich wiąże się z prze­ko­na­niem, że świat, w któ­rym ży­jemy, jest wy­two­rem wszech­moc­nej istoty, druga zaś skła­nia do ba­da­nia za­sad dzia­ła­nia świata, aby za po­mocą me­tody na­uko­wej roz­wi­kłać jego ta­jem­nice.

Cho­ciaż te dwie po­stawy cza­sami przed­sta­wia się jako roz­bieżne, to jed­nak wcale ta­kie nie mu­szą być. Ba­da­jąc szcze­góły funk­cjo­no­wa­nia świata, mo­gli­by­śmy od­szu­kać świa­dec­twa ist­nie­nia jego twórcy. Cho­ciaż zwo­len­nicy teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu za­zwy­czaj nie wy­ra­żają tego w taki spo­sób, to jed­nak tak ro­zu­miem ich osta­teczną mo­ty­wa­cję: zna­le­zie­nie na­uko­wych świa­dectw ist­nie­nia Boga. Jest to war­to­ściowa po­stawa, któ­rej nie można z gruntu od­rzu­cić. Moim zda­niem nie ma na to zbyt wielu świa­dectw, ale do ta­kiego wnio­sku można dojść je­dy­nie po prze­pro­wa­dze­niu sta­ran­nej oceny ar­gu­men­tów. Zaj­muję się taką oceną w roz­dziale trze­cim. To wła­śnie dla­tego je­stem ate­istą - zwy­czaj­nie nie wi­dzę zbyt wielu świa­dectw ist­nie­nia Boga, a bez nich nie za­mie­rzam wie­rzyć, że Bóg ist­nieje.

Fi­lo­zo­fo­wie są szko­leni, aby umieli bez­na­mięt­nie oce­niać ar­gu­menty, więc kiedy wielu z nich wy­suwa nie­spra­wie­dliwe, mo­ty­wo­wane wy­łącz­nie emo­cjo­nal­nie lub nie­zbyt sta­ran­nie prze­my­ślane za­strze­że­nia do teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu, jest to sy­tu­acja szcze­gól­nie nie­for­tunna. Zro­bię więc wszystko, co w mo­jej mocy, aby spoj­rzeć na sprawę tej teo­rii obiek­tyw­nie. Uwa­żam, że ar­gu­menty jej zwo­len­ni­ków nie do­star­czają zbyt wielu świa­dectw na rzecz ist­nie­nia Boga (lub po­dob­nego pro­jek­tanta), ale ar­gu­menty te mają jed­nak siłę - spra­wiają, że je­stem mniej pewny swo­jego ate­izmu, niż był­bym, gdy­bym nie sły­szał tych ar­gu­men­tów. Można być ate­istą, nie ma­jąc pew­no­ści, że Bóg nie ist­nieje, tak samo jak można być te­istą, ży­wiąc pewne wąt­pli­wo­ści co do ist­nie­nia Stwórcy (do­brym przy­kła­dem jest Matka Te­resa z Kal­kuty, która sama się do tego przy­znaje)[1].

Nie­któ­rzy nie chcą po­waż­nie po­trak­to­wać na­wet ar­gu­men­tów, że na­uka cza­sami jed­nak do­star­cza świa­dectw ist­nie­nia Boga. Utrzy­mują przy tym, że na­uka nie może roz­wa­żać hi­po­tez nad­przy­ro­dzo­nych. W roz­dziale dru­gim roz­ważę ar­gu­menty prze­ma­wia­jące za tym, że teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu nie jest na­ukowa. Ar­gu­men­tami, które mnie nie prze­ko­nują, są te, które przed­sta­wił sę­dzia Jo­nes w słyn­nym pro­ce­sie są­do­wym z 2005 roku w Do­ver w Pen­syl­wa­nii. Jo­nes orzekł wtedy, że teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu jest w za­sa­dzie kon­cep­cją re­li­gijną, a nie na­ukową i dla­tego nie może być na­uczana na lek­cjach przed­mio­tów ści­słych w szko­łach pu­blicz­nych. Za­nim jed­nak od­rzuci się teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu, warto naj­pierw za­po­znać się z jego dok­tryną. W roz­dziale pierw­szym po­sta­ram się, aby ją przy­bli­żyć. Jedna z klu­czo­wych kwe­stii, którą się zajmę, do­ty­czy tego, czy dok­tryna in­te­li­gent­nego pro­jektu jest z na­tury te­istyczna - będę ar­gu­men­to­wał, że nie jest.

W roz­dziale trze­cim - głów­nym w tej książce - oma­wiam to, co uwa­żam za osta­teczną mo­ty­wa­cję zwo­len­ni­ków teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu, czyli zna­le­zie­nie na­uko­wych świa­dectw ist­nie­nia Boga. Nie­któ­rzy ko­men­ta­to­rzy twier­dzą, że nie jest to mo­ty­wa­cja osta­teczna, że praw­dzi­wym ce­lem zwo­len­ni­ków teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu jest na­ucza­nie re­li­gii na lek­cjach przed­mio­tów ści­słych w szko­łach pu­blicz­nych. W roz­dziale czwar­tym, ostat­nim, za­sta­na­wiam się, czy in­te­li­gent­nego pro­jektu po­winno się na­uczać w szkole. Za­gad­nie­nie, czego na­leży uczyć dzieci, do­ty­czy zu­peł­nie in­nych kwe­stii niż pod­sta­wowe za­gad­nie­nia fi­lo­zo­ficzne, które oma­wiam w roz­dziale dru­gim. Nie­mniej znaczna część de­baty na te­mat teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu bez­po­śred­nio lub po­śred­nio wiąże się z de­batą pe­da­go­giczną. Dla­tego uwa­żam, że mogę przed­sta­wić swoją opi­nię, zwłasz­cza że w tej kwe­stii mam coś istot­nego do po­wie­dze­nia.

W doj­ściu do etapu, w któ­rym mo­głem na­pi­sać tę książkę, po­mo­gło mi wiele osób, zbyt wiele, by wszyst­kie je tu­taj wy­mie­niać. Moje za­in­te­re­so­wa­nie teo­rią in­te­li­gent­nego pro­jektu wy­ło­niło się z wie­lo­let­niej pracy nad fi­lo­zo­fią fi­zyki i teo­rią praw­do­po­do­bień­stwa. Na przy­kład ar­gu­ment o pre­cy­zyj­nym do­stro­je­niu, który oma­wiam w roz­dziale trze­cim, jest opar­tym na fi­zyce pro­ba­bi­li­stycz­nym ar­gu­men­tem na rzecz ist­nie­nia Boga. Wiele osób, które wspie­rały mnie w pracy nad fi­lo­zo­fią fi­zyki i teo­rią praw­do­po­do­bień­stwa, praw­do­po­dob­nie nie bę­dzie za­do­wo­lo­nych z za­sto­so­wań, w ja­kich wy­ko­rzy­sta­łem tę pracę, w tym rów­nież mój pro­mo­tor i przy­ja­ciel Bas van Fra­as­sen, który do de­bat na­ukowo-re­li­gij­nych ma zu­peł­nie inny sto­su­nek niż ja (róż­nica ta nie spro­wa­dza się je­dy­nie do tego, że on jest te­istą, a ja ate­istą). Mimo to dzię­kuję Ba­sowi i wszyst­kim in­nym, któ­rzy przy­czy­nili się do mo­jego roz­woju in­te­lek­tu­al­nego.

Osoby, które szcze­gól­nie po­mo­gły mi przy two­rze­niu tej książki, to: Da­vid Bo­onin, Bran­den Fi­tel­son, Sandy Gold­berg, Alan Hájek, Dien Ho, Brian Kier­land, Jon Kva­nvig, Jay Lynch, Chad Moh­ler, Wes Mor­ri­ston, Al Plan­tinga, Dan Sin­gle­ton, Ka­tie Spence, Me­lissa Thomp­son i Mike Ze­rella. Szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia kie­ruję do Da­vida Bo­onina, Ala Plan­tingi oraz Mike'a Ze­relli za szcze­gó­łowe ko­men­ta­rze do ca­łego rę­ko­pisu.

Za bar­dzo po­mocne uwagi dzię­kuję także słu­cha­czom na Uni­wer­sy­te­cie Bay­lor, Uni­wer­sy­te­cie Ko­lo­rado w Bo­ul­der, w In­sty­tu­cie Tech­no­lo­gii na Flo­ry­dzie, na Uni­wer­sy­te­cie Ma­ry­land w Col­lege Park, Uni­wer­sy­te­cie Mis­so­uri w Ko­lum­bii, Uni­wer­sy­te­cie No­tre Dame, Uni­wer­sy­te­cie w To­ledo, w sto­wa­rzy­sze­niu Kon­fe­ren­cji Fi­lo­zo­fów Chrze­ści­jań­skich w As­bury Col­lege oraz na kon­fe­ren­cji To­wa­rzy­stwa Fi­lo­zo­fów Chrze­ści­jań­skich w Cum­ber­land Col­lege.

Po­wie­dziano mi, że bi­twa o teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu przy­po­mina wojnę mię­dzy dwoma obo­zami. Tą pu­bli­ka­cją chcia­łem wznieść się po­nad ten kon­flikt. Dla nie­któ­rych jest to nie do przy­ję­cia. Na przy­kład wy­bitny prze­ciw­nik teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu, któ­remu wy­sła­łem wcze­sny szkic tej książki, od­po­wie­dział na­stę­pu­jąco:

Nie­stety w tej de­ba­cie trudno utrzy­mać bez­stron­ność. To nic in­nego jak wojna kul­tu­rowa, któ­rej wy­nik bę­dzie miał ogromne kon­se­kwen­cje, dla­tego też książka - aby była rze­czy­wi­ście uży­teczna - musi jed­no­znacz­nie opo­wie­dzieć się po jed­nej stro­nie i ener­gicz­nie jej bro­nić. Rze­koma bez­stron­ność (prak­tycz­nie nie­moż­liwa) z ko­niecz­no­ści służy jed­nej stro­nie po­mimo sta­rań au­tora, aby rze­czy­wi­ście po­zo­stać bez­stron­nym.

Pro­blem w tym, że nie za­mie­rzam słu­żyć jed­nej czy dru­giej stro­nie. Moim ce­lem nie jest na­wet uży­tecz­ność tej książki. Cho­dzi mi przede wszyst­kim o jak naj­do­kład­niej­szą i naj­bar­dziej obiek­tywną ocenę ar­gu­men­tów obu stron. Je­śli to skoń­czy się słu­że­niem jed­nej stro­nie bar­dziej niż dru­giej, to zbyt­nio mnie to nie ob­cho­dzi, po­nie­waż za­mie­rzam zro­bić wszystko, co w mo­jej mocy, aby do­trzeć do prawdy. (Po­nadto uwa­żam, że du­żym uprosz­cze­niem jest twier­dze­nie, iż de­bata na te­mat teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu ma tylko dwie skrajne strony; ist­nieje bo­wiem wiele róż­nych sta­no­wisk, które można za­jąć, a ja zaj­muję jedno z nich).

Kiedy za­sta­na­wiam się, co skło­niło mnie do uczci­wego, na­wet je­śli nie­po­pu­lar­nego, po­dej­ścia do tych py­tań, to do­cho­dzę do wnio­sku, że wcze­snym źró­dłem mu­siał być po­zy­tywny wpływ matki Ce­lii Mon­ton, która nie­stety ode­szła kilka lat temu. Z pew­no­ścią nie chcia­łaby, że­bym w woj­nie kul­tu­ro­wej sta­nął jed­no­znacz­nie po jed­nej stro­nie i bro­nił jej bez względu na wszystko. Ona na­uczyła mnie, abym sta­rał się być uczciwy i współ­czu­jący, a także bym sta­rał się zro­zu­mieć, skąd po­cho­dzą i co re­pre­zen­tują inni lu­dzie. Z tego po­wodu oraz z wielu in­nych po­wo­dów de­dy­kuję jej tę książkę.

Na ko­niec mam obo­wią­zek po­dać pewne in­for­ma­cje. Ni­niej­szy ma­te­riał opiera się na pra­cach wspie­ra­nych przez Na­tio­nal Science Fo­un­da­tion w ra­mach grantu o nu­me­rze 0346934. Wszel­kie opi­nie, usta­le­nia i wnio­ski lub za­le­ce­nia wy­ra­żone w tym ma­te­riale są opi­niami au­tora i nie­ko­niecz­nie od­zwier­cie­dlają po­glądy Na­tio­nal Science Fo­un­da­tion.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki