Teoria drzewa wiśni - Richard Pink, Rox Pink

Kup ebooka

34.99 zł
31.49 zł (26,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Drzewko, które nie chciało kwitnąć

Rox

Dawno, dawno temu w naszym ogrodzie rosło sobie drzewko, które nie chciało kwitnąć.

- Kotku... to cholerne drzewo nie kwitnie.

Była połowa kwietnia. Właśnie wprowadziliśmy się do nowego domu. Na każdym kroku piętrzyły się pudła, dopominając się rozpakowania. Po domu kręcił się Peter, uroczy starszy pan zajmujący się malowaniem ścian. Pracując, pogwizdywał pod nosem i usiłował nie wpadać na Jacka. Jack był hydraulikiem i właśnie tkwił po łokcie w rurze odpływowej, zajęty remontem jednej z naszych toalet.

Rzecz jasna wszystko miało być gotowe na dzień przeprowadzki. Ale za cholerę nam to nie wyszło. Wylądowaliśmy w środku remontowego armagedonu, z na wpół pomalowanymi ścianami, bez wykładzin i bez kibelka. Nie tak sobie wymarzyłam wprowadzanie się do mojego pierwszego własnego domu. Miało pachnieć chlebem i być pięknie jak z Pinteresta. Miałam zostać przeniesiona przez próg. Tymczasem zamiast wnoszenia przez próg nastąpiło wynoszenie, i to nie mnie, tylko sfatygowanej, uświnionej muszli klozetowej, pamiętającej lata osiemdziesiąte zeszłego stulecia.

Wiadomo powszechnie, że przeprowadzka do nowego domu to jeden z najbardziej wymagających momentów w życiu. Na liście życiowych turbostresów wysoko plasuje się też na przykład rozwód (pozdrawiam w tym miejscu mojego współautora, Richa, który zdołał jakoś przeżyć dwa). Do trzydziestego dziewiątego roku życia udawało mi się skutecznie unikać kupna domu. Ściślej rzecz biorąc, moje kiepskie możliwości kredytowe, niestabilne związki i ciągłe zmiany pracy unikały tego za mnie. Jak wiele innych rzeczy w moim życiu, bycie ogarniętą dorosłą osobą odłożyłam na później. Ale w końcu wykonałam ten śmiały krok. Teraz zaś czułam powiew grozy na myśl o horrendalnych ratach, a w powietrzu naszego nowego domu wisiało napięcie, które można by było kroić nożem. Gdybyśmy mieli jakiś nóż. Lecz wszystkie noże leżały schowane w którymś z nierozpakowanych kartonów podpisanych "kuchnia".

Ja jednak miałam na głowie coś ważniejszego niż jakieś tam pudła. Trzeba było zająć się drzewkiem w ogródku.

Żadna ze mnie ogrodniczka. Ale Google podpowiedział mi, że wprowadziliśmy się tu w środku pory kwitnienia wiśni, opisywanego jako "cudowny, krótkotrwały wysyp bujnego różowego kwiecia, zupełnie odmieniający krajobraz i uznawany za symbol odnowy i siły życia, a zarazem jego ulotnej natury". Może to kwestia interpretacji, ale jak dla mnie to brzmi pretensjonalnie. Prawie jakby Google szyderczo naśmiewał się z mojego drzewka, które wyglądało, jakby przeimprezowało lata dziewięćdziesiąte w towarzystwie Kate Moss. Rachityczne, suche... Najpewniej martwe.

Kuknęłam do ogrodu sąsiadów przez jedną z wielu dziur w ogrodzeniu. Fontanna. Idealnie przystrzyżony trawnik. A w tym wszystkim zasrana wiśnia, piękna jak z żurnala, godna nagrody czasopisma ogrodniczego. Cała w kwiatach! Na ten widok opis z Google'a nagle przestał wydawać mi się egzaltowany. W zasadzie idealnie pasował do tego widoku. Królewskie bogactwo kwiatów, coś pięknego. Po prostu majestat. Gałęzie poruszane wietrzykiem, delikatne płatki wirujące na wietrze, opadające w swym tańcu na trawnik. Wstrętne małe gnojki.

- O nie, tak nie będzie! - wyrwało mi się, zanim zdążyłam się połapać, co mówię. - Popatrz na tamto drzewo! PATRZ TAM! Co to ma być! - zasypałam gradem wyrzutów nędzną parodię w naszym ogrodzie. - Co to ma być w ogóle! Masz się ogarnąć! Mówię, kurna, poważnie... jazda kwitnąć, bo skończysz w kontenerze na podjeździe, osobiście cię stąd wywlekę!

Miałam ochotę kopnąć w pień. Moja kipiąca złością i oskarżeniami tyrada, teoretycznie mająca chyba zmotywować nieszczęsną roślinę, była raczej, hmm, dość radykalna. - Leniwcu jeden, tak się bawić nie będziemy...

- Kotku...

- Co?

- Czy ty serio wrzeszczysz na drzewo?

W drzwiach, z gigantycznym pudłem jakichś gratów (niewątpliwie moich) w ramionach, stała miłość mego życia.

- Zgadza się.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu i bynajmniej nie wyglądał na zdziwionego.

- Wiesz co, rozpakuję te graty i przyjdę rzucić okiem.

Uderzyło mnie w tym momencie, jak on mi się strasznie podoba. Kiedy nasz związek się zaczął i byliśmy na etapie sześciogodzinnych maratonów nocnych rozmów przez telefon i radosnych igraszek na tylnym siedzeniu auta - tak, śmiało można powiedzieć, że wtedy szalenie się sobie podobaliśmy. Ale jak wie każdy, kto był w długoletnim związku, taka chemia nie trwa wiecznie. I chwała Bogu. Nie można się było na niczym skupić (a infekcje dróg moczowych były szalenie upierdliwe). Po wielu wspólnych latach namiętność ewoluuje i zmienia się w coś innego. Nie jest to już dziki płomień, lecz raczej powolny, spokojny, stabilny żar (który jednak, w przeciwieństwie do infekcji, nie wywołuje pieczenia). Bliskość, przytulaski, przyjaźń. Ale czasem się zdarza, że ten dawny płomień rozgorzeje na nowo. Właśnie tak zadziałały teraz na mnie te słowa: "rozpakuję te graty i przyjdę rzucić okiem".

Przez chwilę rozważałam, czy nie ulec impulsowi - pójść za nim na górę i ochrzcić naszą nową sypialnię w naszym nowym domu. Taka tam fantazyjka erotyczna dziewczyny pod czterdziestkę. Ale przypomniało mi się, że są przecież Peter i Jack. Może jutro.

- No dobra, kotku. Co tam? - Wolny od pudła stał obok i podwijał rękawy. Przyszedł obadać, dlaczego małżonka tak wrzeszczy na drzewo.

- Wiśnia nie chce kwitnąć. Sprawdziłam w Google'u i teraz jest pora kwitnienia. I powinno być magicznie. A wiśnia sąsiadów... sam zobacz.

- Stwierdziłaś, że jak się na nią wydrzesz, to zakwitnie?

- A ty masz jakiś lepszy cholerny pomysł?

Kilka minut szperania w Google'u i Pan Logiczny przedstawił plan.

- O kurde. Serio piszą, że wiśnie to znane lenie, a darcie na nie papy, choć w pewnych kręgach uznawane za kontrowersyjne, jest skutecznym środkiem zaradczym. - Zamilkł na chwilę, zadowolony z dowcipu, co mnie natychmiast wkurzyło. - A tak na poważnie, najpewniej jest kilka czynników w środowisku życia tej rośliny, które naruszają jej dobrostan. Jak je ogarniemy, wiśnia będzie kwitła jak malowana.

- Jakich czynników?

- Hm... trzeba sprawdzić, czy drzewko w ogóle żyje. Czy nic go nie podtruwa. Przyciąć. Ogarnąć, czy ma odpowiednią ilość światła i wody. Czy wszystko w porządku z systemem korzeniowym. Czy gleba jest okej. No i już. I będzie kwitło.

Przez chwilę gapiliśmy się na drzewko w milczeniu.

- Jezu - powiedziałam w końcu, kręcąc głową. - Żeby to było takie proste i dla nas, ludzi!

Uwaga, spojler: jesteś takim drzewem

Rich

Ta książka nie jest poradnikiem ogrodniczym. Jeśli ktoś oczekuje po niej instrukcji przycinania gałęzi lub wskazówek, jak dobrze zrobić kompost, srodze się zawiedzie.

Rzecz w tym, że tytułowa wiśnia to... ty. Ta książeczka jest niejako współczesną przypowieścią. Nie taką tradycyjną, o synach marnotrawnych, dobrych samarytanach czy zagubionych owcach. To przypowieść nowego typu. Taka, w której pojawia się niezbyt stabilna psychicznie pani pod czterdziestkę i usiłuje ożywić martwe drzewo. Sporo tu przekleństw, przesadnego uzewnętrzniania się i - miejmy nadzieję - co nieco powodów do śmiechu.

Prawda jest taka, że drzewko w naszym ogrodzie nie było uszkodzone, wadliwe ani leniwe. Ewidentnie coś w środowisku hamowało jego kwitnienie. Drzewa z natury kwitną w porze kwitnienia. Jeśli tak się nie dzieje, musi być po temu jakiś powód. Jakaś przeszkoda. Dotarcie do sedna problemu i usunięcie tejże przeszkody powinny sprawę załatwić.

Przypomina mi się świetny cytat, na który natknąłem się kiedyś w pewnej książce (no dobra, to pewnie był raczej mem na Instagramie, ale to nie odbiera wartości tym słowom):

Kiedy kwiat nie chce zakwitnąć, trzeba zmienić coś w jego środowisku, poprawić warunki, a nie kwiat. (Alexander den Heijer).

To brzmi niezmiernie przekonująco i jest intuicyjnie zrozumiałe, czyż nie? Tak samo rzecz się miała z naszym drzewkiem. Nawrzeszczenie nań i chęć skopania mu pnia nie mogły wnieść nic dobrego (choć w danym momencie mogło się to wydawać bardzo kuszące). Obwinianie, zawstydzanie, krzyk czy zadawanie bólu to nie są rozwiązania. Należy zadbać o pewne konkretne aspekty praktyczne - glebę, stan korzeni, odżywienie, otoczenie i być może pozbycie się szkodników.

Tu mam do ciebie pytanie: ile razy zdarzyło ci się odsądzać siebie od czci i wiary, zarzucając sobie lenistwo i paskudny charakter, i zadręczać się pytaniem: co jest ze mną nie tak? Ile razy, gdy coś nie wyszło z twoich życiowych planów, pociągnęło to za sobą lawinę samooskarżeń, jakby była to kwestia wad i niedostatków twojego charakteru?

Gdy mowa o roślinach, nie mamy problemu ze zrozumieniem, że to środowisko - a nie roślinę - trzeba poprawić, aby roślina zakwitła.

Gdy mowa o nas samych...? Przyjęcie takiej optyki wydaje się prawie niewykonalne.

Jesteśmy silnie zaprogramowani na obwinianie samych siebie za swą niemożność kwitnienia (darujcie, proszę, tak częste używanie słowa "kwitnienie"; koniec końców, to jest współczesna przypowieść oparta właśnie na tej metaforze). "Kwitnienie" dla każdego może oznaczać coś innego - spełnienie jakiegoś marzenia, odnalezienie sensu życia, zakochanie się na dobre i na trwałe, rodzicielstwo, napisanie książki. Chodzi o to, by żyć jak najpełniej i wykorzystywać własny potencjał.

Kiedy życie nie układa się po naszej myśli, a marzenia się nie spełniają, kiedy borykamy się z ciężarem uzależnienia, cierpienia, nieszczęśliwej relacji... Gdy nie udaje nam się znaleźć upragnionej miłości czy wnosić własnego pozytywnego wkładu w rzeczywistość, zwracamy się przeciw sobie. Dowalamy sobie. Obwiniamy się. Dorabiamy do tego filozofię własnego nieudacznictwa.

"Jestem chodzącą porażką".

"Takim jak ja się w życiu nie udaje".

"Nie zasługuję na spełnienie moich marzeń".

To wszystko są kłamstwa. A jednak w taki właśnie niedoskonały sposób człowiek często tłumaczy sobie, dlaczego jego życie nie ułożyło się tak, jak by chciał. Masz w ręce tę książkę, co znaczy, że prawdopodobnie czujesz potrzebę odblokowania czegoś w sobie. Wykorzystania pełni swojego potencjału. Odnalezienia szczęścia. Zarazem pewna część ciebie porzuciła już nadzieję, że to kiedykolwiek ma szansę się wydarzyć.

Wyobraźmy sobie na chwilę, że drzewo w naszym ogrodzie jest świadome. Że ma zdolność wyciągnięcia swej gałęzistej szyi nad płotem do ogrodu sąsiadów. Że widzi tam to drugie drzewo obsypane bujnym kwieciem. Że spogląda smutno na własne biedne, nędzne, bezkwietne gałązki. Że myśli: "Czemu nie wyglądam jak tamto? Co jest ze mną nie tak?". Takie porównanie się z drzewem sąsiadów wystarczyłoby, by uruchomić wstyd i smutek z powodu własnego marnego stanu.

Wiśnia mogłaby jednak do woli ronić żywiczne łzy i napinać się, chcąc upodobnić się do pięknego drzewka sąsiadów. Nawet najostrzejsze samooskarżenia nie rozwiązują bazowego problemu. Nie poprawiają warunków glebowych. Nie uzdrawiają korzeni, gałęzi, nie usuwają faktycznych przeszkód. Drzewo potrzebuje ogrodniczej troski. Kogoś rozumiejącego, jakie warunki są mu potrzebne, by zakwitnąć. Kogoś, kto przeanalizuje, co się dzieje. Wprowadzi niezbędne zmiany. I już, i kwita. Czy może raczej powinienem powiedzieć: za-kwita? (darujcie).

Uwaga, spojler: jesteś takim drzewem.

Uwaga, kolejny spojler: jesteś również ogrodnikiem.

Jeśli tkwisz w martwym punkcie, jeśli masz poczucie, że wszyscy umieją w życie lepiej... jeśli nie udaje ci się stworzyć sobie fajnej, wymarzonej rzeczywistości... wiedz: to nie jest twoja wina. Jest wysoce prawdopodobne, że - jeśli wziąć pod uwagę warunki w twoim środowisku (zarówno w przeszłości, jak i obecnie) - jesteś w dokładnie takiej sytuacji, jakiej można się było spodziewać.

To, co postrzegasz jako osobistą porażkę, jest prostą, logiczną konsekwencją.

Jesteś efektem konkretnego życia i konkretnych przeżyć.

Ukształtowały cię doświadczenia i środowisko.

Na szczęście środowisko można zmienić. Jesteś żywym organizmem. Niczym drzewo wiśniowe, człowiek jest stworzony, by kwitnąć... jeśli są po temu odpowiednie warunki.

Ta książka ma pomóc ci określić, jakie to warunki. Wraz z Rox zabieramy cię w epicką podróż, by pokazać, jak przywracamy nasze drzewko do życia. Przeprowadzimy cię przez siedem logicznych kroków procesu pozbywania się wszystkiego, co zawadza i utrudnia. Każde z nas opowie tu swoją historię. Ci, którzy czytali inne nasze książki lub obserwują nas w mediach społecznościowych, wiedzą, że oboje sięgnęliśmy dna. W naszych historiach jest przemoc, żałoba, uzależnienia, rozwody i całe mnóstwo innych rzeczy, a mimo wszystko jesteśmy dziś w jasnym miejscu. Zarówno w życiu zawodowym, jak i w domu, każde z nas jest obecnie bardzo szczęśliwe.

Ta opowieść o przywróceniu drzewku życia ma trzy wymiary. Jest o nas. O naszym drzewku. I, na co mamy szczerą nadzieję, o tobie.

Oto Teoria drzewa wiśni: dzięki niej zrozumiesz, że zmiany wprowadzone w twoim środowisku to klucz do zmiany twojego życia.

Droga ogrodnika

Rox

Witaj na ogrodniczej ścieżce... Sięgasz po tę książkę, czując, że życie ma do zaoferowania coś więcej. Że również i ty masz do zaoferowania coś więcej. Gdyby tylko udało się ci dojść do sedna problemu i odkryć, co konkretnie, do jasnej cholery, jest nie tak.

Masz piękne marzenia i plany na życie. Jednak z upływem lat stopniowo uznajesz je za nierealne, bo czas mija i nic się nie zmienia. Zaczynasz czuć, że pora pogodzić się z rzeczywistością: po prostu to wymarzone, piękne życie nie jest ci przeznaczone. Ale... gdzieś pośród tej kurzawy, w całym tym miotaniu się, wciąż błyska iskierka nadziei. Jakaś część ciebie wciąż myśli, że może jednak twój czas kwitnienia nadejdzie.

W głębi serca być może nawet znasz prawdę. Nie jesteś popsuta, nie jesteś wybrakowany. Twoje życie nie jest porażką. Nie jest jeszcze za późno. Są ci pisane wspaniałe chwile, życie, o którym w najśmielszych snach nawet nie marzysz. Ale... coś nie chce zaskoczyć, prawda? Pomimo lat starań zawsze kończysz w tym samym miejscu, jakby wciągała cię z powrotem niewidzialna siła.

Najwyższa pora odkryć, co to za siła.

Musisz spojrzeć na swoje korzenie. Odkryć, co cię być może zatruwa. Sprawdzić, czy masz dość światła. Przyciąć te fragmenty, które już dawno obumarły. Dopilnować, by gleba była odpowiednia. W trakcie tej podróży stopniowo odkryjesz wszystkie aspekty, poprzez które twoje środowisko na ciebie oddziałuje i uniemożliwia ci rozwój.

Teoretycznie jest to poradnik samorozwoju. Nie będziemy jednak opowiadać tu, że warto "pokochać siebie" oraz "myśleć pozytywnie". Te wyświechtane frazesy brzmią może i ładnie, ale niczego nie zmieniają na dłuższą metę. Zaprosimy cię natomiast do skrupulatnego przyjrzenia się swojemu życiu i jego dogłębnej analizy w celu określenia, co, u diabła, bruździ ci w rozwoju. Do sięgnięcia w głąb, do tych części twojej historii, które być może tkwią zakopane głęboko pod powierzchnią. Do odkrycia, co trzyma cię w miejscu. A potem do wprowadzenia trudnych zmian, koniecznych, by naprawić każdy obszar twojego życia.

To nie jest łatwe. Trzeba śmiałości i determinacji, by podjąć się trudu ocalenia własnego życia. Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy: bycie naraz drzewem i ogrodnikiem to zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo. Błogosławieństwo dlatego, że można zmienić to, co niesprzyjające. Przekleństwo zaś, bo człowiek sam musi podjąć się tego trudu i zdobyć się na odwagę. Od ciebie zależy, jak będzie wyglądał kolejny sezon twojego życia.

Chcemy też doprecyzować, czego możesz oczekiwać. Nie będzie tak, że przeczytasz tę książkę i wszystko czarodziejsko się odmieni. Jest to po prostu pierwszy krok na drodze do lepszego życia. Praktyczny poradnik. Ale to do ciebie będzie należała decyzja, by podjąć jakieś działania w oparciu o jego treść. My nie możemy zrobić tego za ciebie.

Przedstawimy tu siedem obszarów do diagnozy. Zaprosimy cię do zostania ogrodnikiem swego własnego życia. Ale to potrwa i nie będzie łatwe. Będzie trzeba poświęcić tej sprawie mnóstwo czasu i wysiłku. Ile konkretnie czasu - to będzie zależało od tego, co odkryjesz, analizując swoje środowisko. Zarówno u mnie, jak i u Richa proces całkowitej przemiany zajął wiele lat.

W kolejnych krokach opisujemy, jak te zmiany wyglądały w przypadku każdego z nas. Twoja ścieżka będzie oczywiście inna, ale mamy najszczerszą nadzieję, że nasze opowiadane tak otwarcie (niekiedy zbyt otwarcie!) historie o tym, jak każde z nas wzrastało, staną się dla ciebie zachętą. Że przeczytawszy to, pomyślisz: "No dobra, skoro ta dwójka patentowanych debili dała radę, ja też dam radę".

W świecie szybkich rozwiązań nie jest łatwo proponować podejście, w którym mogą minąć całe lata, zanim nadejdzie pora bujnego kwitnienia. Przyjmijmy teoretycznie, że od wymarzonego życia dzieli cię pięć lat. To wydaje się wiecznością. Rozumiemy to. Pozytyw jest taki: po tych pięciu latach pracy i wzrostu resztę życia spędzisz, żyjąc tak, jak zawsze ci się marzyło. Czy to nie byłoby warte swojej ceny? Według nas tak.

Ten proces jest inwestycją na resztę twojego życia. Odwalisz teraz tę ciężką robotę, by móc się cieszyć owocami swego działania w kolejnych latach. Nie wspominając o tym, co przekazujemy następnemu pokoleniu, stając się najlepszą wersją siebie. Dając przykład własnym rozwojem, uczymy swoje dzieci (albo bratanków, siostrzenice, dzieci przyjaciół), jaką moc ma ciężka praca i jakie może przynosić korzyści.

Może być tak, że upłyną lata, zanim rozkwitniesz. Ale po drodze wydarzy się mnóstwo niezwykłych rzeczy. Od pierwszej chwili, w której nadasz priorytet stworzeniu sobie zdrowego otoczenia i zaczniesz wprowadzać potrzebne zmiany, w twoim życiu otworzy się przestrzeń na dobro. Wielu z nas skupia się na konkretnym osiągnięciu, na ostatecznym rezultacie, ale tak naprawdę to podróż do tego docelowego miejsca nas zmienia.

To będzie ciężki temat, może najcięższy w życiu. Ale, kurna, po prostu nie ma innej opcji.

Zrób to dla przyszłej wersji siebie.

Zrób to ze względu na marzenia, które nosisz w sobie od dziecka.

Zrób to dla innych, których życie to odmieni.

Zrób to dla swojej przyszłej rodziny.

Zatem... czy jesteś gotów ruszyć drogą ogrodnika?

Czy jesteś gotowa spojrzeć na swoje życie z ciekawością zamiast krytyki?

Czy jesteś gotów przeanalizować swoje środowisko i zaniechać obwiniania się o swoje niepowodzenia?

Czy jesteś gotowa zanurkować w odmęty swojej przeszłości i teraźniejszości?

Czy jesteś gotów odkryć, co cię nie puszcza dalej?

Czy jesteś gotowa dokonać koniecznych zmian, by zmienić swoje życie?

Czy jesteście gotowi zakwitnąć?

Jeśli odpowiedź na którekolwiek z powyższych pytań jest twierdząca, czas zakasać rękawy. Chwycić za szpadel. I zabrać się, kurna, do tej ogrodniczej roboty. Życie czeka.