1.3. Teoretyczne podstawy polowania na człowieka
Oferta pracy: potrzebny analityk w dziedzinie polowania na ludzi w ramach operacji specjalnych.
Profil stanowiska: praca nad rozwijaniem innowacyjnego szkolenia przeznaczonego dla operatorów zajmujących się polowaniem na ludzi.
Wymagania wstępne: licencjat w związanej z tematyką dziedzinie. Poziom uprawnień "tajne" oraz spełnienie kryteriów do uzyskania poziomu "ściśle tajne".
Ogłoszenie opublikowane przez kontrahenta wojskowego, firmę SAIC, w 2006 roku
W 2004 roku John Lockwood uruchomił stronę internetową o nazwie Live-shot.com. Koncepcja była jednocześnie prosta i nowatorska: po zarejestrowaniu się online za kilka dolarów internauta mógł stać się "wirtualnym myśliwym". Dzięki kamerze zamontowanej na ruchomej broni palnej połączonej z wirtualnym pilotem można było bez wychodzenia z domu strzelać do żywych zwierząt wypuszczonych w tym celu na ranczu w Teksasie.
Gdy tylko inicjatywa ta stała się znana, wywołała powszechne oburzenie. Redaktor naczelny magazynu "Outdoor Life", aby dać wyraz poważnym "wątpliwościom natury etycznej", jakie budziło w nim to przedsięwzięcie, zaproponował znakomitą definicję tego, czym jest polowanie: "Dla mnie polowanie to nie tylko naciśnięcie na spust, celując w zwierzę. To całościowe doświadczenie [...], to bycie tam, na miejscu, na zewnątrz - a nie tylko naciskanie spustu przez kliknięcie myszką"[27]. Jeden z polityków z Wisconsin, odwołując się do tej definicji, nadał jej dodatkowo dość zaskakujący, ekologiczny wydźwięk: "Dla mnie polowanie to przebywanie na świeżym powietrzu [...], to jedność z naturą"[28]. Nawet szalenie konserwatywna organizacja NRA[29] wyjątkowo przyłączyła się do organizacji prozwierzęcych w tej walce i wyraziła zdecydowany sprzeciw: "Uważamy, że polowanie powinno odbywać się na świeżym powietrzu, a siedzenie przed komputerem w odległym stanie nie spełnia definicyjnych kryteriów "polowania""[30]. Pewien policjant z Houston wypowiedział się na ten temat jeszcze dosadniej: "To nie jest żadne polowanie, to morderstwo. Ktoś sobie siada przed komputerem i coś ma zginąć bez żadnego powodu"[31].
Lockwood bezskutecznie protestował: posłużył się argumentem, że jego głównym celem było umożliwienie osobom niepełnosprawnym, pasjonatom łowiectwa, oddawanie się ich ulubionej rozrywce, oraz przytoczył wypowiedź amerykańskiego żołnierza z Iraku, który dziękował mu za umożliwienie skorzystania z tak wspaniałej okazji i wyznał, że nie wie, "kiedy znów będzie mógł wybrać się na polowanie". Polowanie online zostało zakazane. Rozczarowany Lockwood próbował jeszcze zmienić profil działalności i zaproponował swoim klientom strzelanie do kartonowych tarcz z podobizną Osamy bin Ladena, ale internauci zwrócili się ku innym, jak można sądzić, znacznie bardziej ekscytującym formom rozrywki w sieci. W rezultacie ten niewielki, ale jakże obiecujący start-up zakończył swój żywot.
Niezbadane są źródła moralnego wzmożenia wśród ludzi. Podczas gdy wirtualne polowania na zwierzęta wywołały niemal powszechne oburzenie, w tym samym czasie zdalnie sterowane polowania na ludzi mogły spokojnie rozwijać się w podobnej formie i nie budziły żadnych zastrzeżeń wśród tych samych zainteresowanych podmiotów.
Wkrótce po wydarzeniach z 11 września George W. Bush ostrzegł: Stany Zjednoczone zamierzają rozpocząć nowy rodzaj wojny, która "będzie wymagać od nas międzynarodowego polowania na ludzi"[32]. To, co na pierwszy rzut oka brzmiało jak wyrazisty slogan rzucony przez teksańskiego kowboja, zostało bardzo szybko przekształcone w doktrynę państwową, wraz z odpowiednimi ekspertami, planami i bronią. W ciągu dziesięciu lat powstała niestandardowa forma usankcjonowanej przez państwo przemocy, która łączy w sobie różne cechy wojny i działań policyjnych, nie odpowiada jednak w pełni żadnej z tych rzeczywistości, a swoją koncepcyjną i praktyczną spójność czerpie z pojęcia zmilitaryzowanego polowania na ludzi.
W 2001 roku Donald Rumsfeld był przekonany, że "techniki stosowane przez Izraelczyków wobec Palestyńczyków można po prostu wykorzystać na znacznie szerszą skalę"[33]. Miał na myśli przede wszystkim programy "precyzyjnie ukierunkowanych zabójstw", których istnienie państwo Izrael właśnie wtedy oficjalnie potwierdziło. Ponieważ terytoria okupowane stały się, jak wyjaśnia Eyal Weizman, "największym na świecie laboratorium dla powietrznych tanatotaktyk"[34], nie jest żadnym zaskoczeniem, że zaczęły one być produktem eksportowym.
Pozostał jednak pewien problem: "Jak przeorganizować Departament Obrony, aby ten mógł zająć się polowaniem na ludzi? Oczywiste jest, że obecnie nie jesteśmy do tego odpowiednio przygotowani" - przyznał Rumsfeld w 2002 roku[35]. Na początku XXI wieku amerykańskie siły zbrojne nie były gotowe do skutecznego wykonywania na skalę globalną zadań, które zazwyczaj powierza się policji na terenie kraju, takich jak zidentyfikowanie, wytropienie, zlokalizowanie i zatrzymanie poszukiwanej osoby - a w rzeczywistości fizyczne wyeliminowanie podejrzanego.
Na poziomie krajowym nie wszyscy wysocy stopniem wojskowi, którym przedstawiono te nowe propozycje, przyjęli je z entuzjazmem: "wielu z nich, jak relacjonował wówczas Seymour Hersh, obawiało się, że proponowany rodzaj operacji - nazwany przez doradcę Pentagonu "prewencyjnym polowaniem na ludzi" - może przerodzić się w nowy "program Phoenix"" - od nazwy ponurego i tajnego zarazem programu zabójstw i tortur, który niegdyś zastosowano w Wietnamie[36].
Trudność dotyczyła oczywiście również innych kwestii, w tym podstawy prawnej do przeprowadzania tych hybrydowych operacji, będących swoistym enfant terrible - przedziwnym połączeniem działań policyjnych i wojskowych, wojny i polowania, co zarówno z punktu widzenia samej teorii wojny, jak i prawa międzynarodowego przypomina niezwykle wyszukane pojęciowe potworki. Ale do tej kwestii jeszcze wrócimy.
Tak czy inaczej, należało zająć się zdefiniowaniem i narzuceniem nowej strategicznej doktryny. Naukowcy pracowali nad sformułowaniem "teoretycznych zasad polowania na ludzi"[37], które miały służyć jako ramy owych operacji. George A. Crawford podsumował je w raporcie opublikowanym w 2009 roku przez Uniwersytet Połączonych Operacji Specjalnych (Joint Special Operations University). Tekst ten, mający na celu "uczynienie polowania na ludzi jedną z podstaw strategii Stanów Zjednoczonych"[38], wzywał w szczególności do utworzenia "krajowej agencji ds. polowań na ludzi"[39], instrumentu niezbędnego do "powołania sił, które w przyszłości będą prowadziły polowania na ludzi"[40].
Współczesna doktryna wojny rozumianej jako polowanie zrywa całkowicie z modelem wojny konwencjonalnej opartej na koncepcji frontu, szyku liniowego i bezpośredniej konfrontacji z wrogiem. W 1916 roku generał Pershing rozpoczął szeroko zakrojoną ofensywę wojskową w Meksyku, aby pojmać rewolucjonistę Pancho Villę. Ta zmasowana operacja wojskowa zakończyła się całkowitym fiaskiem. Amerykańscy stratedzy, którzy przytaczają ten historyczny precedens jako negatywny przykład, uważają, że należy zamienić bieguny miejscami: w obliczu "asymetrycznych zagrożeń" ze strony małych, mobilnych grup składających się z "pozapaństwowych podmiotów" trzeba wykorzystywać niewielkie, elastyczne jednostki składające się z ludzi albo, co byłoby jeszcze lepsze, ze zdalnie sterowanych urządzeń, zgodnie z logiką precyzyjnie ukierunkowanych ataków.
W przeciwieństwie do klasycznej definicji Clausewitza wojna nie jest już postrzegana w swojej podstawowej strukturze jako pojedynek. Paradygmatem nie są dwaj ścierający się ze sobą zawodnicy, ale coś zupełnie innego: jest myśliwy, który się zbliża, i ofiara, która ucieka lub się ukrywa. Zasady gry nie są już dla nich takie same: "W rywalizacji między dwoma walczącymi wrogami celem jest wygranie bitwy poprzez doprowadzenie do porażki przeciwnika - obaj walczący muszą zmierzyć się ze sobą, aby wygrać. Scenariusz polowania na człowieka różni się tym, że strategia każdego z graczy jest inna. Uciekinier stara się uniknąć schwytania, podczas gdy ten, kto go ściga, chce go dogonić i schwytać - myśliwy dąży do starcia, aby wygrać, podczas gdy uciekający musi umknąć, aby zwyciężyć"[41]. Relacja między wrogami sprowadza się zatem, podobnie jak w zabawie w chowanego, do "rywalizacji między tymi, którzy się chowają, a tymi, którzy szukają"[42].
Podstawowym zadaniem nie jest już unieruchomienie wroga, ale jego zidentyfikowanie i zlokalizowanie. Wymaga to przeprowadzenia całego szeregu działań detekcyjnych. Sztuka współczesnego tropienia opiera się na szerokim wykorzystaniu nowych technologii, łączących monitoring prowadzony z powietrza, przechwytywanie sygnałów i mapowanie. Zawód "łowcy ludzi" doczekał się dziś nawet specyficznego technokratycznego żargonu: "Topografia powiązań jest rozszerzeniem powszechnie stosowanej analizy sieci społecznościowych (Social Network Analysis, SNA), wykorzystywanej do tworzenia osobowego profilu o wysokiej wartości (High Value Individual, HVI). Topografia powiązań mapuje fora społecznościowe lub środowiska, które łączą poszczególne jednostki"[43].
Zgodnie z tym modelem przeciwnik nie jest już postrzegany jako ogniwo w hierarchicznej strukturze dowodzenia, lecz bardziej jako węzeł lub tzw. node umieszczony w sieciach społecznościowych. Zgodnie z koncepcją wojny sieciocentrycznej (Network Centric Warfare, NCW) i operacji opartych na efektach (Effects-Based Operations, EBO) zakłada się, że skuteczne uderzenie w kluczowe "węzły" (nodes) sieci wroga może doprowadzić do jej dezorganizacji do tego stopnia, że zostanie ona niemal całkowicie zniszczona. Twórcy tej metodologii twierdzą, że "zaatakowanie jednego kluczowego węzła [...] wywołuje skutki drugorzędne, trzeciorzędne, n-tego stopnia i skutki te można dokładnie wyliczyć"[44]. I właśnie na przeświadczeniu o skuteczności takiego wyliczenia opiera się polityka zapobiegawczej eliminacji, której głównym narzędziem są śmiercionośne drony bojowe. Strategia wojskowego polowania na ludzi ma bowiem charakter przede wszystkim prewencyjny. Chodzi tu nie tyle o reagowanie na konkretne ataki, ile o zapobieganie pojawieniu się nowych zagrożeń poprzez wczesne eliminowanie ich potencjalnych sprawców: "wykrywanie, powstrzymywanie, rozbijanie i izolowanie sieci, zanim będą one mogły wyrządzić szkodę"[45]. I to niezależnie od jakiegokolwiek bezpośredniego, nadchodzącego zagrożenia[46].
Racjonalność polityczna stanowiąca podstawę tego typu praktyk opiera się na logice konieczności chronienia społeczeństwa, a jej klasycznym narzędziem są środki bezpieczeństwa, "których celem nie jest karanie, a jedynie zapewnienie społeczeństwu ochrony przed zagrożeniem, jakie stanowi obecność niebezpiecznych osób w tymże społeczeństwie"[47]. W tej logice zapewniania bezpieczeństwa, opartej na prewencyjnym eliminowaniu niebezpiecznych osób, "wojna" przybiera formę szeroko zakrojonych kampanii polegających na pozasądowych egzekucjach. Predator czy Reaper - drapieżne ptaki i anioły śmierci - jak widać, nawet same nazwy dronów pasują do tych zamiarów wręcz idealnie.