Teologia (n)a zdrowy rozum. Tom 1. Bóg - Frank J. Sheed

-
Proszę czekać

Przedmowa do nowego wydania "Trzydzieści trzy lata później"

Gdy pisałem niniejszą książkę, od ćwierćwiecza nauczałem wiary pod gołym niebem. Księża, którzy mnie i innych przysposabiali do tej działalności, należeli do szkoły św. Tomasza z Akwinu. Niemniej do pracy nad tą książką przystąpiłem po przekładzie Wyznań św. Augustyna. Toteż obydwaj ci teologowie znaleźli w niej swoje miejsce, aczkolwiek w jakiej proporcji, tego określić nie potrafię - nawet dzisiaj, po upływie jednej trzeciej stulecia, kiedy przedstawiam to nowe wydanie.

Niemniej Augustyn i Akwinata - a także ewangeliści Mateusz, Marek, Łukasz i Jan oraz apostoł Piotr - nie wpłynęli sami na kształt tej książki. Każdy jej akapit, zanim przelałem go na papier, został wypróbowany na kilkudziesięciu otwartych zgromadzeniach pod gołym niebem. Słuchacze mogli w każdej chwili odejść, gdy tylko poczuli się znudzeni, ja zaś starałem się czerpać z tego doświadczenia. Jeżeli pozostawali na miejscu, to mogli wypowiadać własne zdanie - od aprobaty, przez rozsądną krytykę, aż po kpinę i bluźnierstwo - ze swobodą, jaka zniechęca mówców znających jedynie wieżę z kości słoniowej, to znaczy swoją ambonę lub salę wykładową. Okazało się to niezmiernie pouczającym doświadczeniem. Wątpię, czy kiedykolwiek w dziejach podniesiono jakieś zarzuty przeciwko wierze, których by w nas nie miotano. W przeciwieństwie zaś do wybitnych teologów, których dzieła przyczyniły się do uformowania naszego myślenia, nie mogliśmy się oddalić i zastanawiać nad każdym zarzutem przez rok albo dwa, aby w końcu udzielić odpowiedzi na piśmie. Musieliśmy sobie jakoś radzić w danym miejscu i czasie.

W istocie lud stał się współautorem tej książki i nie zawiera ona ani jednego zdania, które nie zostałoby przezeń poprawione. Oto prawdziwe uwspółcześnienie (aggiornamento) - przeformułowanie doktryny w tym celu, aby ją uczynić nie mniej wymagającą, lecz jaśniejszą i bliższą rzeczywistym ludzkim problemom, potrzebom i sposobom rozumienia. Jeden z pierwszych recenzentów tej pracy ocenił ją całkiem przychylnie, zauważył jednak, że nie występuje w niej termin "unia hipostatyczna"1. Przypomniał mi się wtedy dawniejszy epizod. Zapytałem ongiś uczonego teologa, dlaczego znamienity starożytny myśliciel Orygenes nie został kanonizowany. "Wielkie nieba - zabrzmiała druzgocząca odpowiedź - on wierzył w apokatastazę"2. Język teologiczny jest użytecznym narzędziem dla specjalistów i nauczyłem się nim posługiwać, a później go unikać. Od specjalistów dowiadywałem się więcej, gdy przymuszałem ich do wyrażania się w zwyczajny sposób.

Świat niekatolicki nie wniósł tak dużego wkładu w niniejsze wydanie, albowiem od dziesięciu lat nie przemawiam na otwartych zgromadzeniach (to już nie na mój wiek). Niemniej katolicy - zarówno zbiorowo, jak i pojedynczo - skonfrontowali mnie z tak wieloma trudnościami, wątpliwościami i obiekcjami jak niegdyś tłumy na rogach ulic.

Pomyślmy o wszystkim, co wydarzyło się w Kościele po 1945 roku. Papież Pius XII miał jeszcze panować przez dwanaście lat i wciąż utrzymywała się dość powszechna gotowość do przyjmowania tego, co przychodzi z Rzymu. Pius XII nigdy nie zaznał - my zaś nigdy nie wyobrażaliśmy sobie - takiej wściekłej niechęci ze strony rzesz katolików, jaka wybuchła po ogłoszeniu przez Pawła VI encykliki na temat antykoncepcji3. Manifestacja tej niechęci stała się jedynie najdobitniejszym wyrazem utraty zaufania do nauki Kościoła, proces ten bowiem rozpoczął się znacznie wcześniej, w pełni zaś dał o sobie znać wtedy, gdy Jan XXIII otworzył słynne okno4.

W 1945 roku zjawiska te jednak nie wypełzły na światło dzienne. Księża jeszcze nie uśmiechali się z rozbawieniem, widząc, jak przyjmujemy nauki i praktyki, które sami wpajali nam przez całe nasze życie. W okresie dorastania nie przywykliśmy do tego, że anioł Zwiastowania Maryi brata się ze św. Mikołajem ani że Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie Pańskie zostają wyzute z wszelkiej realności, a za strawę pozostaje nam li tylko duchowe przesłanie wydarzeń tym prawdziwszych, że nigdy nie zaistniały!

W tym samym jednak czasie działy się wielkie rzeczy. Wymieniam kilka z nich, bo każda była wyjątkowa i nie pozostała bez wpływu na to ponowne wydanie.

W 1950 roku papież Pius XII ogłosił encyklikę Humani generis5. Znalazłem w niej zdanie, które mnie dosłownie olśniło: "Przez studium świętych źródeł nauki teologiczne wciąż się odmładzają, [podczas] gdy (...) spekulacja, jeśli zaniedbuje pogłębiające badania świętego depozytu, staje się bezpłodna"6. Nie studiuję szczegółowo dokumentów papieskich, zastanawiam się jednak, czy to konkretne stwierdzenie pojawiło się kiedykolwiek przedtem. Jeżeli tak, to dlaczego przez czterdzieści lat nauczania wiary nigdy go nie napotkałem?

Z lektury Pisma Świętego czerpałem coraz więcej wartości duchowych i celnie przytaczałem cytaty biblijne na poparcie nauki katolickiej. Zastanawiając się nad określeniem "bezpłodna", w końcu zauważyłem, że doktryna i Biblia to dwa podejścia z różnych stron do jednej rzeczywistości pod przewodnictwem tego samego Ducha Świętego i że obydwa nieodzownie uzupełniają się nawzajem. Dzięki temu między innymi przebadałem istotną treść Księgi Rodzaju, napisałem na jej temat pracę Genesis Regained [Genesis odzyskana] oraz doszedłem do tego, że nauki o grzechu pierworodnym, chrzcie i Odkupieniu przestały być dla mnie bezpłodne.

Pod sam koniec życia Pius XII na zjeździe kanonistów i teologów moralnych przypomniał: chociaż zawsze wiedzieli oni o tym, że niemoc płciowa stwarza istotną przeszkodę w zjednoczeniu stanowiącym istotę związku małżeńskiego, to jednak równie zgubna w skutkach okazuje się niezdatność psychiczna, którą również należy brać pod uwagę. Spostrzeżenie to już dokonało zbawiennego przewrotu w traktowaniu cierpienia spowodowanego nieudanymi małżeństwami.

Równie przełomowym sformułowaniem posłużył się papież Jan XXIII w swoim pierwszym orędziu bożonarodzeniowym: odnosząc się do członków innych Kościołów chrześcijańskich, powiedział, że "noszą na czole imię Chrystusa"7. W ten sposób cofnął kilkaset lat wzajemnej nienawiści i otworzył drogę przynajmniej do jedności serc pomiędzy wszystkimi miłującymi naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Podczas gdy rozbłyskało nad nimi całe katolickie niebo, biskupi uczestniczący w II Soborze Watykańskim zachowywali cudowny spokój. Gdzie indziej opisałem, jak pod koniec jednej z sesji soborowych stoję przed bazyliką św. Piotra i obserwując rzekę ich dwuipółtysięcznego tłumu, podśpiewuję sobie wersy z Gilberta i Sullivana:

Biskupi w swych wielkich kapeluszach, Liczni jak koty o spiczastych uszach, Zbyt wielu naraz ich tutaj się rusza8.

Kiedy jednak usłyszałem, jak ci sami mężczyźni odśpiewują wspólnie Nicejskie wyznanie wiary, dotarło do mnie, że właśnie dzieje się coś wielkiego. Dowiodły tego dokumenty soborowe, z których przytoczę dwa.

1. Na temat różnic doktrynalnych między katolikami a prawosławnymi:

Otóż na Wschodzie i na Zachodzie w badaniach nad prawdą objawioną zastosowano różne metody i środki w celu poznania i wyznawania prawd Bożych. Nic więc dziwnego, że niektóre aspekty objawionej tajemnicy bywają czasami stosowniej ujmowane i jaśniej przedstawiane u jednych niż u drugich, tak że trzeba stwierdzić, iż owe odmienne sformułowania teologiczne nierzadko raczej się wzajemnie uzupełniają niż przeciwstawiają9.

Bez wątpienia wyrażono się w sposób niesłychanie delikatny. Chociaż zaś wspólnoty protestanckie nie są wobec nas postrzegane na równi z Kościołem prawosławnym, to jednak trudno byłoby znaleźć jakąkolwiek wcześniejszą wypowiedź choćby trochę zbliżoną do następującej: "Wszystko, co łaska Ducha Świętego sprawia w braciach odłączonych, może posłużyć również do naszego zbudowania"10. Był to krok dalej w stosunku do tego, do czego ja sam doszedłem - po napisaniu tej książki, ale przed soborem - mianowicie że owe Kościoły wykonują ważną pracę dla Chrystusa: skoro bowiem z rozmaitych powodów miliony chrześcijan nie przyjmą od Kościoła katolickiego niczego, nawet Chrystusa, to wspaniale, że trafia On do nich dzięki Kościołom, których naprawdę chętnie słuchają.

2. Na temat świeckich:

Wyświęceni pasterze (...) nie po to zostali ustanowieni przez Chrystusa, aby wziąć na samych siebie całe zbawcze posłannictwo Chrystusa w stosunku do świata, lecz (...) ich szczytnym zadaniem jest tak sprawować opiekę pasterską nad wiernymi i tak uznawać ich posługi i charyzmaty, żeby wszyscy oni pracowali zgodnie, każdy na swój sposób, dla wspólnego dzieła11.Ludzie świeccy są powołani szczególnie do tego, aby sprawiać, że Kościół okaże się obecny i aktywny w takich miejscach i w takich okolicznościach, w których jedynie przy ich pomocy może on stać się solą ziemi12.

Ludzie świeccy (dziewięćdziesiąt, a może dziewięćdziesiąt dziewięć procent Kościoła?) zostają nareszcie wezwani do wzięcia udziału w zbawieniu świata, to znaczy w dopomaganiu każdemu przedstawicielowi rodzaju ludzkiego, by przyjął owoce zrodzone dla ludzkości ze śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Takie właśnie prawo i zobowiązanie spoczęły na każdym chrześcijaninie mocą sakramentu bierzmowania; same z siebie nie zapewniają one jednak środków potrzebnych do wykonania dzieła. W ciągu stuleci uczyniono bardzo mało, aby odpowiednio wyposażyć chrześcijan, i niewiele robi się także dzisiaj. Przysposobienie udzielane członkom poszczególnych grup katolickich bywa wręcz żałosne, niczym posyłanie w bój żołnierzy z drewnianymi mieczami i miniaturkami pistoletów. Sobór zwołał nas wszystkich na wojnę, której nigdy nie przerywa rozejm - wojnę między myśleniem Chrystusowym a myśleniem świata. George Bernard Shaw nie widziałby się po stronie Chrystusa, a mimo to jego ocena sytuacji okazuje się całkiem trafna: "Wojna klasowa przyszłości będzie wojną klas intelektualnych, a zdobyczą staną się dusze dzieci".

Ażeby walczyć skutecznie, musimy zaangażować swoje umysły w badanie jednego i drugiego sposobu myślenia biorącego udział w tej wojnie - przede wszystkim myślenia Chrystusowego, ale też światowego. Co do pierwszego z nich, to św. Paweł Apostoł pozostawił nam zdanie: "My przecież mamy umysł Chrystusowy"13 (1 Kor 2,16) - "umysł", po grecku nous, to znaczy ten pierwiastek, którym poznajemy14. Musimy stale przebywać mentalnie w tym samym świecie co Chrystus. Nikt z nas na ziemi, nawet św. Paweł, nie może w nim żyć w takiej pełni jak Chrystus; mimo to możemy badać ten świat, wnikać w niego i nieustannie w nim wzrastać.

Naiwnością byłoby sądzić, że możemy na to przeznaczyć tyle swojego wolnego czasu, ile uda nam się bez trudu zaoszczędzić. Apostoł Paweł doceniłby słowa Josepha Rudyarda Kiplinga: "Od wojny nie ma zwolnienia!"15. Jeżeli nie przypisujemy temu takiej wagi, to równie dobrze możemy stać z boku, podczas gdy inni będą walczyli o dusze dzieci.

Teologia (n)a zdrowy rozum powstała najpierw jako elementarny podręcznik dla świeckich, którzy podejmują owo wezwanie. Stanowiła minimum wyposażenia, podstawowe przysposobienie. Niniejsza reedycja uwzględnia nowe warunki, w których toczy się walka.

Niektóre z nich zostały już wskazane. Nie wspomniano jednak jeszcze o istotnej różnicy w samej liczbie istot ludzkich, które obie strony wojny umysłów mają nadzieję zdobyć.

W 1945 roku świat w większości nie zdawał sobie sprawy z żadnego zagrożenia dla samej ludzkości. Hitler nie żył i można było kontynuować postęp, który - jak wierzono - uległ na krótko zahamowaniu przez narodowych socjalistów niemieckich. Ludzie na ogół zdawali się podzielać pogląd, który wypowiedział pastor Dietrich Bonhoeffer - nim został stracony z rozkazu Hitlera - że świat osiągnął dojrzałość. Fakt, że idea dojrzałości rodzaju ludzkiego przetrwała wojnę, że przetrwała nagłe nastanie pokoju, jest niewątpliwie ostatecznym tryumfem myślenia życzeniowego.

Jaki bowiem stan dojrzałości osiągnęła ludzkość? Kilka milionów Żydów spalonych w krematoriach Hitlera, co najmniej sto tysięcy Japończyków zabitych przez Amerykanów dwiema bombami atomowymi, rzeź Rosjan prowadzona nieustannie przez Stalina z krótkimi tylko przerwami, masakra ludności w Indonezji, Wietnamie, Ugandzie, miliony istnień ludzkich uśmierconych w łonach matek, które zapłaciły za ich zamordowanie.

Znaleźliby się chętni do usprawiedliwiania jednej czy drugiej z owych krwawych jatek. Nie wydają się one wszakże przyczyniać do dojrzałości. Żyjemy w najkrwawszym okresie dziejów. Celniej ujął to II Sobór Watykański: "Nadszedł decydujący moment w procesie dojrzewania całej rodziny ludzkiej"16. Ludzie zaczynają nie tyle kwestionować dojrzałość ludzkości, ile zastanawiać się nad tym, czy aby coś nie poszło źle. Czynniki niszczące oddziałują nazbyt powszechnie i długotrwale.

Jak pamiętamy, Jezus ulitował się nad masą ludzi, "gdyż byli udręczeni i porzuceni jak owce, które nie mają pasterza" (Mt 9,36)17. Do którego z narodów nie dałoby się przynajmniej po części odnieść tej diagnozy? Zewsząd słychać żałobliwe głosy: "tak dalej być nie może" (ale kto to zatrzyma?) i "coś trzeba z tym zrobić" (ale kto ma zrobić?). Ludzie tracą ducha, gdyż ich życie z dnia na dzień staje się coraz bardziej skomplikowane i trudniejsze do ogarnięcia.

Dwustuletnie nadzieje na to, że jakichś rozwiązań dostarczy nauka, spełzły na niczym. Nauka potrafi nam powiedzieć coraz więcej o życiu, lecz wcale nie wyjaśnia, na czym ono polega: dlaczego istniejemy (dlaczego istnieje cokolwiek), dokąd zmierzamy, w jaki sposób się tam dostaniemy. Na ten temat niczego nam też nie powiedzą nasi rządzący; większość z nich w ogóle nie zdaje sobie sprawy z fundamentalnego znaczenia tych pytań dla ich działalności ani nawet z faktu, że sami mają z tym coś wspólnego. Wszelako zarządzanie istotami ludzkimi bez rozpoznania, kim one są i po co żyją, to przepis na katastrofę.

Odpowiedzi zna Chrystus, a zniechęcony świat jest bardziej skłonny do słuchania niż świat wczorajszy - tak pewny swojej dojrzałości. To jedna z różnic dzielących nasze czasy od 1945 roku, która powinna działać całkowicie na naszą korzyść. Mimo to chrześcijanie, jakkolwiek świadomi duchowej roli Chrystusa dla nich samych, wydają się nie bardziej od innych świadomi Jego znaczenia dla konstrukcji ludzkiego życia na ziemi.

To nie wszystko. Jak widzieliśmy, zachodzi jeszcze jedna różnica między tamtymi czasami a teraźniejszością - niepewność pośród chrześcijan, także katolików, co do tego, ile możemy wiedzieć o Chrystusie i Jego nauczaniu. W latach sześćdziesiątych XX wieku przez długi czas ogarniało nas przykre wrażenie, że każdy fragment Pisma Świętego znaczy co innego, niż się wydaje, wskutek czego samo Pismo okazywało się zarazem niezbędne i nieprzeniknione.

Tamten koszmar się skończył, przynajmniej w zasadniczej mierze. Atmosfera się oczyszcza. Na przykład dużo uwagi poświęcono temu, jak słowa zmieniają swoje znaczenie z upływem wieków. Wprawdzie jakieś zdanie może się wydawać zupełnie jasne, lecz skąd mamy wiedzieć, co ono rzeczywiście znaczyło dla człowieka, który je napisał dwa lub trzy tysiące lat temu?

Gdy minie pierwszy szok, dostrzegamy parę czynników równoważących. Po pierwsze, zmiany nie sięgają aż tak głęboko, jak to przedstawiano. Wciąż potrafimy zrozumieć, o czym nam mówią Homer i Herodot, Jeremiasz i Amos - na pewno nie wszystko, ale wystarczająco dużo, by nas wzbogacić: to byli ludzie tacy jak my i tacy również są ci, o których pisali - tyle że zanadto podobni do nas, zbyt często, tak często, że aż rażąco. Możemy spotkać samych siebie - nie zawsze z przyjemnością - na kartach obydwu Testamentów.

Dla człowieka, który wierzy w natchniony charakter Pisma Świętego, jeszcze ważniejszy okazuje się drugi czynnik. Owszem, chcemy wiedzieć, o czym nam mówią Jeremiasz, Amos, Mateusz, Paweł i wszyscy pozostali; bardziej jednak liczy się i stanowi o sensie naszej lektury to, co mówi nam Duch Święty. On zaś posługuje się swoimi sposobami, zarówno dzisiaj, jak i w każdym innym czasie. Jego osobiste przesłanie do poszczególnych czytelników to niezmienny fakt, ale to, co chce On przekazać całej ludzkości, to rzecz jeszcze pewniejsza.

Całkiem niezależnie od zmian językowych i różnic cywilizacyjnych pozostaje w mocy ta prosta prawidłowość, że nie da się tak dobrać słów, by ktoś pomysłowy nie wydobył z nich sensu niezamierzonego przez autora.

Byłoby to czystym szaleństwem, gdyby Bóg dał swoje objawienie i nie zapewnił żadnych sposobów jego przechowania. Chrystus nie pozostawił swojego nauczania bez pieczy - powierzył je mężczyznom, których wyszkolił. Mają je przekazywać wszystkim ludziom aż po kres czasów, On zaś będzie im w tym dziele towarzyszył. Kiedy rodził się Kościół, apostoł Piotr uprzedzał, że żadne proroctwo biblijne nie jest przeznaczone do prywatnego objaśniania (zob. 2 P 1,20-21). To samo powiada ojciec Benoit, dominikanin: "Tylko publiczny autorytet kierowany przez Boga może bezbłędnie objaśniać publiczne orędzie objawione przez Boga".

Uczeni wykonują znakomitą pracę nad rzeczywistym tekstem Pisma Świętego, a Kościół ich potrzebuje. Co się tyczy ustalenia sensu, to komentatorzy bez ustanku przedstawiają swoje pomysły, którymi zapełniają się biblioteki świata. Jeżeli jednak zabraknie autorytetu do ich badania, przesiewania, porównywania ze źródłowym objawieniem oraz przekazywania milionom ludzi, do których Chrystus kierował swoje orędzie - to jedynie powiększą one religijny zamęt i nie wniosą światła w sferę świecką.

Drobna uwaga osobista:

W okresie dzielącym pierwsze wydanie od nowego zaszły w Kościele duże zmiany. Nie należą one jednak zasadniczo do dziedziny teologii, której dotyczy ta książka. Poprawki i uzupełnienia, które naniosłem, wynikają raczej z rozwoju mojego myślenia. Nie żyje się przez trzydzieści trzy lata w zastoju.

Jeżeli zaś chodzi o zdrowy rozum, to nie zaszło nic, co zmniejszyłoby moje oddanie dla niego oraz moją świadomość, jak trudno go zdobyć. Pozostaje on dla mnie odległą nadzieją i celem dążeń. Cudownie byłoby umrzeć zdrowym na umyśle.

F.J.S.

Przypisy

1 Chrystologiczny termin "unia hipostatyczna" oznacza zjednoczenie dwóch natur - boskiej i ludzkiej - w jednej osobie Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego. (Wszystkie przypisy, jeżeli nie podano inaczej, pochodzą od tłumacza).

2 "Apokatastaza" - termin z zakresu eschatologii (działu filozofii i teologii poświęconego sprawom ostatecznym), oznaczający m.in. odnowę wszechświata i przyprowadzenie całego stworzenia do ponownej jedności ze Stwórcą u kresu czasów, a w szerszym sensie także nawrócenie i zbawienie wszystkich istot rozumnych (potocznie: idea "pustego piekła").

3 Chodzi o Encyklikę Ojca Świętego Pawła VI "Humanae vitae" o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego z 25 lipca 1968 r., która wywołała rozliczne kontrowersje i zaciekłe polemiki w kręgach katolickich.

4 Według obiegowej anegdoty, "kiedy Jan XXIII wszedł po raz pierwszy do apartamentów papieskich, to od razu otworzył okno, mówiąc: "Wpuśćmy trochę świeżego powietrza"" (Przewietrzył Kościół. Abp Wesoły wspomina Jana XXIII, "Rzeczpospolita", 18 kwietnia 2014 r.). Słowa te - przypisywane papieżowi i traktowane później jako zapowiedź oraz symbol zwołanego przezeń II Soboru Watykańskiego, który odbywał się w latach 1962-1965 - mają jednak niepewną atrybucję (por. S. Kabel, Catholic fact check: Pope John XXIII and fresh air, 19 kwietnia 2020 r., https://sharonkabel.com/post/windows/).

5 Pius XII, Encyklika "Humani generis" o pewnych fałszywych poglądach zagrażających podstawom nauki katolickiej, 12 sierpnia 1950 r.

6 Tamże, 3, https://biblia.wiara.pl/doc/423146.ENCYKLIKA-HUMANIGENERIS/4).

7 Jan XXIII, Orędzie radiowe do całego świata z okazji Bożego Narodzenia, 23 grudnia 1958 r., 4, https://www.vatican.va/content/john-xxiii/it/speeches/1958/documents/hf_j-xxiii_spe_19581223_natale.html.

8 Fragment drugiego aktu popularnej operetki Gondolierzy albo król Baratarii z 1889 r. (muzyka: Arthur Seymour Sullivan, libretto: William Schwenck Gilbert).

9 Sobór Watykański II, Dekret o ekumenizmie "Unitatis redintegratio", 17, w: tegoż, Konstytucje, dekrety, deklaracje. Tekst polski. Nowe tłumaczenie, Pallottinum, Poznań 2012, s. 205.

10 Tamże, 4, s. 198.

11 Tenże, Konstytucja dogmatyczna o Kościele "Lumen gentium", 30, w: tegoż, Konstytucje, dekrety, deklaracje, dz. cyt., s. 134.

12 Tamże, 33, s. 136.

13 Dosłowne tłumaczenie z oryginału greckiego; w polskich wersjach Nowego Testamentu występują odmienne przekłady powyższego wersetu.

14 Grecki rzeczownik nous ma wiele znaczeń odnoszących się do władz, cech i aktów umysłowych: umysł, rozum, myśl(enie), rozsądek, pojętność, postanowienie, zamiar itp.

15 "There's no discharge in the war!" - wers zamykający każdą z ośmiu strof wiersza Boots (Buty) z tomu The Five Nations (Pięć narodów, 1903) angielskiego poety i prozaika J.R. Kiplinga (1865-1936).

16 Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym "Gaudium et spes", 77, w: tegoż, Konstytucje, dekrety, deklaracje, dz. cyt., s. 593.

17 Cytaty biblijne za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Najnowszy przekład z języków oryginalnych z komentarzem, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2020.