Teologia (n)a zdrowy rozum. Człowiek - Frank J. Sheed

Reflow text when sidebars are open.
Teologia (n)a zdrowy rozum Franka J. Sheeda jest jednym z najważniejszych dzieł współczesnej apologetyki. Od swojego pierwszego wydania w 1946 roku książka ta pozostaje bezkonkurencyjnym przewodnikiem dla wszystkich, którzy pragną, by ich wiara była poparta rzetelną wiedzą teologiczną.
Ze względu na obszerność tego klasycznego wykładu, zdecydowaliśmy się na publikację dzieła w trzech tomach odpowiadających głównym obszarom rozważań autora.
Tom pierwszy to intelektualne zaproszenie do poznania Boga nie jako odległej abstrakcji, lecz jako fundamentu rzeczywistości, bez którego nasz umysł skazany jest na błądzenie. Ta intelektualna podróż prowadzi czytelnika do stwierdzenia, że rzetelne myślenie o Bogu nie jest zarezerwowane dla nielicznych, ale jest obowiązkiem każdego, kto chce żyć w świecie rzeczywistym, a nie w świecie własnych wyobrażeń.
Nigdy nie osiągniemy maksimum miłości do Boga z minimalną tylko wiedzą o Nim.
W tomie drugim Frank J. Sheed kreśli mapę wszechświata - od bytów duchowych po świat materii - ukazując nierozerwalną więź wszystkiego, co istnieje, z podtrzymującą nas w istnieniu wolą Stwórcy. To tutaj odkrywamy sens historii zbawienia i rolę Kościoła jako narzędzia, przez które Chrystus wciąż ofiarowuje światu prawdę i życie.
Wszechświat i wszystko, co się w nim zawiera - łącznie z nami - są nieustannie podtrzymywane w istnieniu przez samą niezmienną wolę Boga, który chce je tak podtrzymywać.
Ostatni, trzeci tom jest analizą natury człowieka, który - choć sam sobie nie wystarcza - w zjednoczeniu z Chrystusem odkrywa swoje nadprzyrodzone dostojeństwo. Autor prowadzi nas przez meandry życia w łasce, pokazując, jak dzięki cnotom i darom Ducha Świętego możemy osiągnąć pełną harmonię z rzeczywistością i przygotować się do widzenia Boga twarzą w twarz.
Zasadniczym faktem dotyczącym człowieka jest to, że jest on capax Dei - zdolny do napełnienia się Bogiem.
Podział ten ma charakter wyłącznie edytorski. Zachowuje pierwotny układ i ciągłość wywodu autora, a zarazem pozwala wyraźniej ukazać trzy główne obszary jego rozważań.
Ta intelektualna podróż pozwoli nie tylko poznać prawdy wiary, ale przede wszystkim "zadomowić się w rzeczywistości" i odnaleźć w niej swoje właściwe miejsce.
Wydawnictwo W drodze
Pierwsza część tej książki dotyczyła Boga, a druga - historii Jego działania wśród ludzi. Zwróćmy uwagę na słowo "historia". Chrześcijaństwo to religia historyczna, której czwartym wymiarem zawsze był czas. Odgrywa on istotną rolę w stosunkach człowieka z Bogiem. Nasza relacja do Boga ma jakąś historię, jakiś kształt i przebieg, w sumie - swoją fabułę. Ogromne znaczenie ma to, kiedy dany człowiek się urodził. Nie chodzi o żaden statyczny, wyższy świat, z którym człowieka łączyłby - i mógłby jedynie łączyć - jakiś ustalony związek. Ten świat i my przeszliśmy dotąd liczne zmiany we wzajemnych odniesieniach. Rzeczy przeszłe, tak samo jak teraźniejsze, stanowią część naszej religii. Nie znać historii to nie znać religii, a nie znać religii to nie znać rzeczywistości. Fakty religii bowiem nie należą wyłącznie do niej, lecz są po prostu faktami, i to najdonioślejszymi. Przyjrzeliśmy się temu otoczeniu rzeczywistości, w którym żyjemy i z którego nie możemy w żaden sposób uciec. Skoro otoczenie jest takie, jakie jest, pozostaje nam przypatrzeć się swojemu jestestwu i życiu. Tej właśnie tematyce poświęcimy ostatnią część książki.
1. Poznać otoczenie
W sumie można je scharakteryzować z pomocą trzech postaci działających i czterech wydarzeń. Postaciami są Bóg, Adam, Jezus Chrystus. Wszyscy oni są w nas na różny sposób obecni i jeżeli ich nie zrozumiemy, to nie zrozumiemy siebie. Wydarzeniami są stworzenie świata, upadek człowieka, Odkupienie i Sąd Ostateczny. Znając to otoczenie, wiemy, gdzie jesteśmy, czym jesteśmy i po co istniejemy. Znając całość, potrafimy określić swoje miejsce w niej oraz ustalić swój związek z wszystkimi jej składnikami. Nie możemy w żaden sposób zmienić otoczenia, gdyż jest ono rzeczywistością. Nie możemy też z niego uciec - nie mamy dokąd, poza nim bowiem nie istnieje nic. Jedyne, co leży w naszej gestii, to duchowa postawa, jaką przyjmiemy wobec rzeczywistości. Żaden pomniejszy wybór, którego możemy dokonać, nigdy nie stanie się równie ważny jak ta fundamentalna postawa.
Jakie możliwości stoją przed nami otworem? Zasadniczo trzy. Możemy starać się zrozumieć rzeczywistość - otoczenie, w którym się znajdujemy - i żyć z nią w harmonii. Możemy też zrozumieć otoczenie i buntować się przeciwko niemu - to znaczy buntować się przeciw rzeczywistości, a cóż mogłoby być marniejszego? Wreszcie możemy ignorować otoczenie i albo tworzyć własne - wybierając te składniki, które nam mentalnie lub emocjonalnie odpowiadają - albo działać poza wszelkim otoczeniem.
Dojrzałość nakazuje dokonać pierwszego wyboru spośród wyżej wymienionych. Polega ona na gotowości do zaakceptowania rzeczywistości i do współpracy z nią, a nie wierzgania przeciwko niej. Pamiętać należy, że rzeczywistość przez nas akceptowana nie oznacza każdej sytuacji, która się po prostu zdarza i którą moglibyśmy zmienić, lecz jedynie szerokie ramy rzeczywistości, zgodnie z wolą Bożą pozostające takie, a nie inne.
Istniejemy we wszechświecie. Zarówno my, jak i on zostaliśmy stworzeni przez Boga i w każdej chwili jesteśmy podtrzymywani przez Niego w istnieniu. Wchodzimy w życie urodzeni w Adamie i uwikłani w skutki jego upadku. Zostaliśmy nakierowani ku nadprzyrodzonemu przeznaczeniu i możemy je osiągnąć tylko dzięki temu, że wejdziemy w życie nadprzyrodzone przez odrodzenie w Jezusie, naszym Odkupicielu. Jesteśmy w pełni sobą - to znaczy możemy być tym wszystkim, czym mamy być, oraz czynić to wszystko, co mamy czynić - jedynie jako członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa. To są niepodważalne fakty nas dotyczące, a nieznajomość któregokolwiek z nich równa się zafałszowaniu całości. Jakkolwiek zechcemy się do nich ustosunkować, ich niedostrzeganie skutkuje tylko niewiedzą, błędem i gęstymi ciemnościami.
2. Teolog i powieściopisarz
W owych ciemnościach nie możemy się do niczego odnieść we właściwy sposób. Na przykład socjolog nie zajmuje się bezpośrednio odniesieniem ludzi do Boga, lecz wzajemnymi stosunkami ludzkimi. To samo po większej części dotyczy powieściopisarza. W rzeczywistości jednak ludzie są związani z Bogiem: upadli w Adamie, odkupieni przez Chrystusa, w drodze do nieba bądź do piekła. Jeżeli zaś socjolog lub powieściopisarz o tym nie wie, to nie zna ludzi, a więc nie zna się na swoim fachu. Nawet jeżeli coś widzi, to nie widzi tego prawidłowo.
Nasza epoka bardzo wybrednie traktuje powieści, zwłaszcza pod względem ich realności. Powiadamy, że powieść jest sztuczna - i tym samym z miejsca ją potępiamy - kiedy postacie są nierzeczywiste. Mimo to nikt nie zdaje się brać pod uwagę, że nierzeczywisty jest świat, w którym żyje. Pisarz tkwi w absurdalnym położeniu: ustanawia prawa dla swoich bohaterów we wszechświecie, którego nie stworzył, a do tego absurdu zostaje przymuszony po prostu dlatego, że nie zna praw rzeczywistego wszechświata. Bez tej wiedzy - niezależnie od głębi swojego wglądu w ludzkie charaktery, namiętności, pobudki lub ich brak - pozostaje skazany na nierealność. Dzieła sztuki nie tworzy się po to, aby zilustrować jakieś prawo moralne, tak jak nie buduje się katedry w celu zobrazowania praw mechaniki. Jeżeli jednak budowniczy zlekceważy prawa mechaniki, katedra wykaże swoją nierealność, zawalając się. Jeżeli zaś artysta ignoruje prawo moralne, jego utwór na dłuższą metę okaże się tak samo nierealny.
Zasadniczo z tej racji teolog uznaje współczesną powieść za chaotyczną. Temu, kto uchwycił kształt rzeczywistości, najbardziej podniosła, najpoważniejsza, najwierniej napisana powieść współczesna wyda się równie groteskowa i fantastyczna jak Alicja w Krainie Czarów. To arcydzieło ma ewidentnie fikcyjny charakter przez to, że zostaje w nim zniesione prawo przyczynowości. Jednak ten brak związku między przyczyną a skutkiem pozostaje na poziomie najbardziej powierzchownej spośród przyczyn wtórnych. Pomyślmy, jaki musi powstać zamęt, jeżeli pierwsza przyczyna pozostaje w ogóle nieznana. Groteskowość nie słabnie przez to, że ignoruje się bardziej fundamentalną przyczynę. Staje się ona jedynie mniej oczywista, rozum bowiem utracił łączność ze swoimi głębokimi pokładami.
Jeżeli jednak teolog odrzuca świat powieściopisarza jako bezkształtny, to powieściopisarz odrzuca świat teologa jako bezkrwisty i bezcielesny. Ten kontrargument warto rozważyć, gdyż zwraca on uwagę na realne niebezpieczeństwo, które zagraża studiującemu ostateczną rzeczywistość. Faktycznie zachodzi obawa, że zajmując się sprawami tak odległymi od codziennego doświadczenia, człowiek zacznie je traktować jako abstrakcje. W takim wypadku nasze filozofowanie przerodziłoby się w ćwiczenia z odpowiedniego uporządkowania owych abstrakcji, z właściwego ujmowania kształtu rzeczywistości. Tymczasem wszechświat nie jest po prostu obiektem mającym kształt, ale jest czymś sam w sobie. Problem leży w tym, że studiujący - przynajmniej w swoich czasach studenckich - musi w dużej mierze podporządkować się egzaminom, one zaś niemal zawsze dotyczą kształtu. Trudno byłoby wymyślić egzaminy przydatne do sprawdzenia, jak realna jest dla człowieka rzeczywistość. Można mieć mniej szczegółową wiedzę o wszelkich relacjach łączących różnorakie składniki rzeczywistości, a mimo to znać ją lepiej. Ktoś, kto nigdy nie słyszał o pewnych subtelniejszych prawdach, może mieć znacznie lepszy wgląd w rzeczywistość dzięki intensywności swojego pojmowania. Znajomość wszystkich szczegółów schematu rzeczywistości jest ze wszech miar cenna, ale nie wtedy, gdy rzeczywistość występuje w umyśle wyłącznie jako schemat. Nie wolno nam nigdy mylić złożoności z głębią.
Dlatego nasze badanie powiązań między rzeczami należy równoważyć coraz większą zażyłością z samym ich bytem. Musimy zatem badać stworzenie: nie sam proces - przejście od nicości do czegoś za sprawą wszechmocy Bożej - lecz wynik tego procesu, stworzony wszechświat. Badając go, nabędziemy lepszej wiedzy nie tylko o nim, lecz także o Bogu, który go stworzył. To zaś znowu nie w znaczeniu już omówionym - że mianowicie o każdym twórcy dowiadujemy się czegoś na podstawie jego dokonań - lecz w mniej oczywistym sensie: przez badanie bytu stworzonego uzyskujemy znajomość bytu, którą możemy wnieść do swoich badań nad bytem niestworzonym.
Teolog, który zajmowałby się wyłącznie Bogiem, mógłby sobie o Nim wyrobić raczej nikłe pojęcie. Pierwszą prawdą o Bogu jest to, że On istnieje. Im więcej to dla nas znaczy, tym bogatsza nasza wiedza o Nim. Albowiem początek naszej znajomości istnienia, byt skończony, leży na wyciągnięcie ręki, dostępny nam bezpośrednio. Jest on tylko cieniem bytu nieskończonego, ale i cień pada ogromny, kiedy rzuca go byt nieskończony. Ograniczony język nie pozwala wyrazić całej naszej wiedzy, niemniej lepszego nie mamy i nie możemy nim wzgardzić bez szkody. Tak samo byt skończony jest niedostatecznym odbiciem bytu nieskończonego, lecz stanowi najlepszy dla nas punkt wyjścia i może dostarczyć obfitego plonu poznania.