- 3 -
Monica przeglądała materiały śledcze dotyczące zamordowanej sześciolatki. Pomyślała, że w tej sprawie coś nie gra. Dziewczynkę znaleziono martwą rankiem w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia w piwniczce na wino w jej własnym domu, a w kuchni znajdował się trzystronicowy list z żądaniem okupu, który jej rodzice przeczytali po przebudzeniu. Tak przynajmniej utrzymywali.
Tego dnia, wczesnym rankiem, rodzice dziewczynki zadzwonili na policję, by zgłosić jej zaginięcie, a odnaleziono ją w domu kilka godzin później. Została uduszona za pomocą prowizorycznej garoty składającej się ze złamanego pędzla i plastikowego sznurka, a także uderzona tępym narzędziem w głowę. Autor listu zażądał konkretnej kwoty - miliona trzystu tysięcy koron - dokładnie takiej jak świąteczna premia jej ojca. Czy ktoś usiłował porwać dziewczynkę, lecz nie udało mu się wyprowadzić jej z domu? Jeśli sprawcą był ktoś z zewnątrz, dlaczego nie znaleziono wyraźnych śladów włamania? I dlaczego rodzice się nie obudzili?
Było sporo niejasności. Poprzednia ekipa śledcza nie rozwiała żadnej wątpliwości, jakie narosły wokół tej sprawy, zmarnowano więc dużo cennego czasu. Poza tym Wilda nie była zwyczajną anonimową dziewczynką - setki tysięcy ludzi śledziły jej codzienne życie na blogu prowadzonym przez jej matkę, Camillę, oraz w mediach społecznościowych.
Monica dopiła resztę kawy, wsiadła do samochodu i ruszyła do domu na obrzeżach Vimmerby, gdzie obecnie przebywali rodzice Wildy. Podobno użyczyli im go przyjaciele mieszkający za granicą.
Podejrzewacie o to Lassego i Camillę? O zamordowanie własnej córki?
Adwokat małżonków Axelsjö wyszedł Monice na spotkanie.
- Podejrzewamy wszystkich - odparła.
Mężczyzna pokręcił głową.
- Mylicie się - oznajmił. - Nie mam co do tego wątpliwości. Znam Lassego od czasu studiów. Cała ta sytuacja to jeden wielki koszmar. Daliśmy wam wszystko, czego chcieliście. Odciski palców, próbki pisma, próbki DNA. Przesłuchiwaliście ich w nieskończoność. Dlaczego nie skupicie się na szukaniu sprawcy zamiast ciągłego nękania tej rodziny?
- Dobrze pan wie, że robimy to, co do nas należy - odparła Monica
Po chwili z zewnątrz dobiegły czyjeś głosy, a zaraz potem do pomieszczenia wkroczyli Lars i Camilla Axelsjö. Lars miał na sobie rozpinany sweter narzucony na pogniecioną koszulę. Powieki mu ciążyły i sprawiał wrażenie wyczerpanego. Nietrudno było dostrzec, że jest niemal piętnaście lat starszy od żony. Camilla Axelsjö nie miała makijażu, a puchowy płaszcz zasłaniał resztę jej stroju, z wyjątkiem dżinsów wystających przy kostkach.
- Nazywam się Monica Eurell i właśnie przejęłam dochodzenie - podjęła komisarz. - Zapoznałam się z materiałami ze wszystkich przesłuchań, lecz mimo to chciałabym zadać jeszcze kilka pytań. Mam nadzieję, że nie mają państwo nic przeciwko temu.
Lars wydawał się spokojny i opanowany, natomiast po policzkach Camilli spływały łzy. Gdy usiadła, ukryła twarz w dłoniach.
- Jak państwo się poznali? - zapytała Monica, gdy Lars skinął przyzwalająco głową.
- Przez wspólnego znajomego, niemal dziesięć lat temu. Pobraliśmy się rok później.
- A kiedy postanowili się państwo przeprowadzić tutaj, do Vimmerby?
- Gdy urodził się Hugo, starszy brat Wildy. Dziewięć lat temu. Moja firma akurat zadebiutowała na giełdzie. Pracowałem bardzo ciężko, niemal dzień i noc. Camilla chciała, bym przekazał więcej obowiązków wspólnikom i poświęcał więcej czasu rodzinie. Kiedy trzy lata później urodziła się Wilda, postanowiłem zwolnić tempo.
- Późno zdecydowali się państwo na dzieci.
- Tak, gdy urodził się Hugo, miałem prawie pięćdziesiąt pięć lat, a Camilla czterdzieści jeden. Potem pojawiła się Wilda. Oboje byli dla nas prawdziwym błogosławieństwem.
Lars Axelsjö zapatrzył się w sufit, jakby intensywnie nad czymś się zastanawiał. Wyglądał na zmęczonego, lecz nadal trzymał się w ryzach. Jego żona cały czas siedziała skulona i zapłakana.
- To wtedy wybudowali państwo dom? - zapytała Monica.
- Tak, dokładnie. Pochodzę z tych stron i zawsze chciałem tu wrócić na stałe po założeniu rodziny.
- Ale wciąż pan pracował?
- Tak, nadal byłem odpowiedzialny za jeden z obszarów naszej działalności. Jednak wyraźnie dałem do zrozumienia wspólnikom, że nie będę pojawiał się w biurze przez cały tydzień. Część pracy wykonywałem zdalnie, z domu.
- Jak rozumiem, firma dobrze prosperuje?
Monica zapoznała się z ostatnim sprawozdaniem rocznym przedsiębiorstwa Larsa Axelsjö. Miało niemal pół miliarda obrotu i wszystko wskazywało na to, że kolejny rok będzie rekordowy.
- Tak, ale to siłą rzeczy oznacza więcej pracy, niż zakładałem.
- Czy taką premię jak teraz przed świętami otrzymuje pan co roku?
- Wszyscy szefowie operacyjni mają w swoich umowach system premiowy - wyjaśnił Lars.
- Czy tego rodzaju premia oznacza, że osoby na stanowiskach kierowniczych uczestniczą w podziale zysku, gdy firma ma duże dochody?
- Tak, można tak to ująć. Jestem zarówno wspólnikiem, jak i szefem, więc i mnie przysługuje premia. Wspólnicy niezaangażowani w bieżącą działalność dostają jedynie dywidendę.
- Więc w tym roku otrzymał pan pensję, premię i dywidendę? - podsumowała Monica. - Udany rok?
- O tak, pod względem finansowym był to najbardziej pomyślny rok w mojej karierze.
- A czym konkretnie zajmuje się pańskie przedsiębiorstwo?
- To zwyczajna, dość nudna firma informatyczna. Oferujemy outsourcing - odparł Lars. - Mamy ponad dwustu pracowników.
- A czy pani sądzi, że firma męża ma związek z tym, co spotkało Wildę?
Camilla po raz pierwszy podniosła wzrok. Jej oczy były zaczerwienione od płaczu.
- Nie wiem, nie mam pojęcia - odrzekła.
- Czy mogą mi państwo szczegółowo opowiedzieć o tym, co wydarzyło się w Wigilię i następnego ranka, kiedy natknęła się pani na list, a pan znalazł córkę.
Relacjonując najistotniejsze wydarzenia, Lars nadal sprawiał wrażenie opanowanego. Camilla potakiwała głową.
- Spędziliśmy Wigilię u naszych przyjaciół, Cronstedtów. Robiliśmy tak od kilku lat. Stało się to już właściwie tradycją, w każdym razie mieliśmy nadzieję, że tak pozostanie. Powiedziałbym, że był to zwyczajny wieczór wigilijny. Oglądanie Kaczora Donalda w telewizji, śledź, tańce wokół choinki, prezenty gwiazdkowe. Koło dziewiątej wróciliśmy samochodem do domu. Po drodze wstąpiliśmy do kilku przyjaciół, by wręczyć im prezenty. Dzieci były zmęczone, Wilda zasnęła na tylnym siedzeniu. Następnego ranka mieliśmy polecieć do Skagen. Moja siostra z mężem mają tam dom i umówiliśmy się, że spędzimy razem kilka dni pomiędzy świętami a Nowym Rokiem. Gdy dotarliśmy do domu, zaniosłem Wildę do jej pokoju, do łóżka. Cały czas spała. Camilla zajęła się synem, a ja zażyłem środek nasenny i też się położyłem.
- Od jak dawna ma pan trudności z zasypianiem?
- Od dłuższego czasu, ale to przychodzi falami. Bywa, że przez rok wszystko jest w porządku, a potem nagle problem się nasila. - Lars wziął głęboki oddech. - Następnego ranka, kiedy się obudziłem i zacząłem ubierać w sypialni, usłyszałem wołanie Camilli. Zbiegłem do kuchni, a ona trzymała ten list. Nie mogliśmy nigdzie znaleźć Wildy, więc zadzwoniliśmy na policję.
- To znaczy, że zorientowali się państwo, że coś jest nie tak, dopiero po zejściu do kuchni?
- Tak - odparł Lars.
- Chwilę wcześniej wstałam - powiedziała Camilla przez łzy. - Wildy nie było w pokoju, gdy poszłam ją obudzić. Potem znalazłam tamten... tamten...
Jej słowa przerwał szloch.
- List - dopowiedział Lars. - Wtedy mnie zawołała.
- A co robił w tym czasie Hugo?
- Spał. Obudził się dużo później - powiedziała Camilla. - Ale my przecież już to wszystko mówiliśmy. I to wiele razy.
- Spokojnie, kochanie - zwrócił się Lars do żony. - Tak wyglądają te procedury.
Zerknął na Monicę, która przytaknęła.
- Proszę mówić dalej - zachęciła.
Lars kontynuował:
- No więc... potem czekaliśmy całe przedpołudnie, aż ktoś się odezwie. Mam na myśli porywacza lub porywaczy. W domu roiło się od ludzi, wchodzili i wychodzili. Policjanci, znajomi, sąsiedzi, pastor. Trudno było się połapać, kto jest kim. A potem, gdzieś koło południa, jakiś policjant poprosił mnie i Magnusa Cronstedta, tego, u którego byliśmy poprzedniego wieczoru, żebyśmy ponownie przeszukali dom.
Ten szczegół wydał się Monice osobliwy. Patrol, który przybył na miejsce, nie przeszukał samodzielnie domu, tylko stał i czekał. Co za patałachy, pomyślała.
- Zaczęliśmy więc szukać córki jeszcze raz. Zszedłem do piwniczki i... no tak... - Lars zawiesił głos.
- Rozumiem, że to dla pana bolesne, ale to naprawdę bardzo ważne. Proszę mi wszystko opowiedzieć.
- Leżała w głębi, na samym końcu piwnicy. Akurat tam nie zajrzeliśmy, gdy szukaliśmy po raz pierwszy. Nie pamiętam, co wtedy myślałem. Zerwałem taśmę i sznurek, po czym zaniosłem ją na górę, do salonu. A tam zrozumieliśmy, że... że ona nie żyje.
- Zerwał pan taśmę z jej ust i sznurek z nadgarstków?
- Tak, zrobiłem to odruchowo. Sądziłem, że żyje. - Lars z rozpaczą spojrzał na Monicę. - Było jednak inaczej.