Tęcza nad Wrocławiem. A Ostrów Tumski pachniał mi miłością - Ola Maj
24.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Kiedy Marta Łopian wprowadzała się domu studenckiego Alcatraz przy ul. Reja we Wrocławiu, nie przypuszczała, jak trudnym wyzwaniem będzie dla niej mieszkanie w takim przybytku. Już sama nazwa potrafiła postawić włosy na głowie, o ile oczywiście ktoś oglądał kultowy film o tym więzieniu i wiedział, o co chodzi. Ona akurat oglądała. I to kilka razy. Ostatecznie brała jednak nazwę akademika jako dobry żart (co w polskim systemie edukacji bywało rzadkością!) i tym akurat najmniej się przejmowała.
Właśnie zaczynała studia na Politechnice, więc zakładała, że wbrew napisowi "Alcatraz" na ścianie, akademik nie będzie więzieniem, ba - wręcz przeciwnie! Czuła pozytywne wibracje na samą myśl, że wreszcie wyrwała się z domu, a dokładniej, z jednej z tych wsi w lubuskiem, w której nawet nie było za wiele psów, żeby mogły szczekać tyłkami.
Bardziej niż więziennych klimatów Marta bała się nowych współlokatorek. Kiedy jesteś ukrywającą się przed wszystkimi lesbijką, wstępne pytanka typu " A jak ma na imię twój chłopak ?", " My planujemy ślub w czerwcu, a wy ?" - zawsze stanowią wyzwanie.
Wychodzisz z domu z solidnym postanowieniem, że już nigdy więcej nie będziesz się przed nikim ukrywać, a potem zderzasz się ze ścianą. Co o tobie pomyślą? Co powiedzą? Czy atmosfera w pokoju nie zrobi się kwaśna, jak się przyznasz? Czy będą oczyma wyobraźni widzieć, jak rzucasz się na nie w nocy? Harpia nienasycona seksualnie? Ludzie wciąż jeszcze tak patrzą. Jesteś hetero - spoko. Jesteś homo - pewnie rzucasz się na każdą babę. Szkoda gadać.
W każdym razie Marta skłamała już pierwszego dnia, a potem kolejnego i kolejnego. Niby rozstała się z chłopakiem z liceum, niby nie idzie na imprezę na korytarzu, bo się uczy, nie będzie się lizać z palantami itd. Marta nie była lesbijką z wielkiego miasta, która miała w nosie to, co myślą o niej inni. Bała się wszystkiego i nikomu nie chciała podpaść. Zero pewności siebie, przebojowość na poziomie podłogi i to tej z niższej kondygnacji, asertywność też ledwo ledwo. Oddychała z ulgą dopiero w piątki. W piątki jej dwie współlokatorki wyjeżdżały na weekend do domów, a ona zostawała w pokoju sama. Wreszcie mogła odetchnąć i nie musiała się stresować. Nie musiała ważyć każdego słowa, żeby kłamstwa jej się nie porypały.
Za dziewczynami zamknęły się drzwi, więc podeszła do okna i czekała, aż zobaczy je na ulicy. Zarejestrowała, że poszły w kierunku przystanku tramwajowego. Była wolna!
- Uff. Wreszcie! - powiedziała sama do siebie.
Uśmiechnęła się i popatrzyła prosto w słońce odbijające się od ścian tutejszych kamienic. Ładna okolica, nie centrum, ale ładna.
Mimowolnie przeniosła wzrok na drugie piętro budynku znajdującego się dokładnie naprzeciwko Alcatraz. Od jakiegoś czasu ukradkiem zerkała w to okno. Mieszkała tam interesująca para, która od czasu do czasu mocniej skupiała jej uwagę. Szczupła, ładna kobieta, możliwe, że koło trzydziestki i jej facet, dość dobrze zbudowany. Mąż? Partner? Tego nie wiedziała. Lubili kochać się przy świetle, jakby celowo nie dbali o zaciągnięcie zasłon. Marty nie kręcił jednak sam fakt podziwiania ich niespecjalnie skrywanego seksu, ale to, w jaki sposób zachowywała się wtedy kobieta. Jakby wiedziała, że ludzie z akademika ją obserwują. Jakby tego chciała.
Dwa tygodnie wcześniej była świadkiem dziwnej sytuacji, jednej z tych, które wywołują gęsią skórkę podniecenia. Wspomniana para kochała się na położonym na podłodze materacu. Biała pościel, fotel w rogu, stary zegar na ścianie. Na zewnątrz było już ciemno, a oni mieli zapalone światło i kotłowali się ze sobą bez opamiętania. On leżał na plecach, ona siedziała na nim. Był weekend, współlokatorek nie było, więc Marta po prostu stała i na to patrzyła.
Podziwiała plecy tej kobiety i zastanawiała się, czy sama potrafiłaby się ruszać w łóżku tak, jak ona. Elastyczna, giętka i przy tym tak naturalnie miękka w ruchach. Cholernie jej się to podobało.