WspomnienieWALDEMAR WOLAŃSKI
Zaklęty rumak | Euchanted Steed, Teatr Lalek Arlekin, Łódź, 1979
Fot. | Phot. Arch.
W słoneczne przedpołudnie 28 czerwca 2023 roku, na Starym Cmentarzu przy ulicy Ogrodowej w Łodzi, w jego części prawosławnej, odbył się pogrzeb zmarłego pięć dni wcześniej Stanisława Ochmańskiego (1929-2023). Ani on był prawosławny, ani w ogóle specjalnie wierzący, ale tak już w Łodzi jest, że kładą na miejsce wiecznego spoczynku nie tam, gdzie urzędowo się należy, ale tam, gdzie się leżeć powinno. A tu powód był szczególnie ważny, bo właśnie w tym miejscu spoczywała zmarła 27 lat temu jego żona - Liliana, aktorka, z którą dzielił wszystkie swoje teatralne przygody.
? Był "Ochu" - jak go nazywał jego mentor i nauczyciel Henryk Ryl - jednym z ostatnich wielkich artystów, którzy tworzyli w powojennej Polsce teatr lalek. A zaczęło się zupełnie niewinnie. Urodzony w Łodzi, wyemigrował do liceum pedagogicznego w Łowiczu, chcąc zostać nauczycielem. Tam zaczął swoje pierwsze próby z teatrem amatorskim i tam wypatrzył go twórca łódzkiego teatru Arlekin Henryk Ryl. Od razu wyczuł drzemiący w młodym adepcie pedagogiki potencjał artysty i choć z niewielkimi kłopotami, ale jednak zdołał ściągnąć go pod swój teatralny dach. Tak zaczęła się piękna i obfitująca w sukcesy ponad 70-letnia kariera teatralna Stanisława Ochmańskiego.
? Zaczynał jako adept aktorski, ale bardzo prędko dał znać o sobie jego nerw reżyserski. Pierwszą sztukę wyreżyserował w Teatrze Arlekin już w 1957 roku - była to Awantura w Pacynkowie. Jak później wspominał, nie obyło się bez kłopotów, na szczęście dyrektor Ryl czuwał w pobliżu i ratował na przykład złą widoczność przez ściągnięcie wszystkich teatralnych biurek na scenę, dzięki czemu podniesiono podłogę spektaklu o ponad 80 cm. Henryk Ryl był bardzo opiekuńczy, ale jednocześnie i bardzo zaborczy. Arlekin to w tamtym czasie jego wyłączne królestwo, nic więc dziwnego, że Stanisław Ochmański zaczął się rozglądać za samodzielnym teatrem. Czas był taki, że brakowało pasjonatów do prowadzenia teatrów, więc bez dłuższego czekania najpierw ministerstwo wskazało Szczecin, a potem zupełnie przeciwny kierunek, czyli Lublin.
? I tu zaczyna się kolejny, kwiecisty rozdział w życiu Stanisława Ochmańskiego. Przez 17 lat, od 1958 do 1974 roku, kierował Teatrem Lalek w Lublinie i można śmiało stwierdzić, że tak naprawdę to go stworzył. Z amatorskiej, właściwie nieistniejącej na kulturalnej mapie Polski trupy zbudował w pełni profesjonalny zespół teatralny, który bardzo prędko zaczął odnosić znaczące sukcesy artystyczne, współpracować z największymi artystami tamtej epoki, stał się jednym z najważniejszych ośrodków lalkarskiego życia naszego kraju. I gdy już było tak pięknie, to wtedy odezwał się do niego Henryk Ryl, któremu władza niedwuznacznie dała do zrozumienia, że powinien odejść z dyrekcji Arlekina i przekazać go komuś innemu. Jedyną osobą, na którą godził się, aby zastąpiła go w kierowaniu jego wymarzonym teatrem, był właśnie Stanisław Ochmański. I tak oto w lutym 1974 roku nastąpił powrót do Łodzi i kolejne 18 lat wytężonej i owocującej wieloma artystycznym sukcesami pracy, tym razem jako dyrektora łódzkiego Teatru Arlekin.
? Został przeprowadzony kapitalny remont budynku, wzmocniono zespół, doposażono teatr, rozpoczął się ciąg artystycznych wyjazdów festiwalowych. Gdy w 1991 roku Stanisław Ochmański postanowił przejść na emeryturę, zadecydował, by przekazać teatr mnie, gdyż zawsze uważał, że teatr to coś więcej niż instytucja. To w pewnym sensie rodzina i żeby zapewnić jej przetrwanie, trzeba wychować i namaścić swojego następcę, aby mieć pewność, że będzie kontynuował wizję swoich poprzedników. A tak właśnie zachowywał się wobec młodego reżysera, jakim wtedy byłem. Oj nie miał on ze mną łatwo. Pyskaty byłem i zadziorny, ale Ochmański miał na mnie sposób, którym zresztą świetnie posługiwał się w każdej innej sytuacji. Po prostu był superkulturalny. Przez 40 lat wspólnego bytowania nigdy nie słyszałem, żeby zaklął czy choćby podniósł głos do wysokości, no może nie krzyku, ale chociażby napomnienia. Komuś, kto miał taką kindersztubę, po prostu nie wypadało się przeciwstawić. Przy okazji jego pogrzebu scenografka Joanna Hrk przypomniała mi anegdotkę z ich jednej z ostatnich wspólnych realizacji. To były końcowe próby do Tajemnicy wesołego miasteczka. W newralgicznym momencie akcji aktor Waldemar Presia wpadał na scenę i wypowiadał kilka słów, które miały być sygnałem do wejścia z przeciwnej kulisy aktorki Marii Sowińskiej. Presia nie był w stanie zapamiętać tekstu i za każdym razem mówił coś na temat, ale nigdy słowami autora. Za każdym razem padał inny tekst i Maria Sowińska, która czekała na określoną frazę, nigdy nie mogła wejść na scenę we właściwym momencie. Wybuchła awantura i atmosfera, jak to przed premierą, zrobiła się gorąca. Wtedy Staszek wstał ze swojego reżyserskiego fotela, co już było wystarczająco niespodziewanym zachowaniem, aby wszyscy zamilkli, i z niezmąconym spokojem rzekł: "Wszyscy mają rację, proszę, idziemy dalej". I próba ponownie ruszyła z miejsca.
? Odchodził z funkcji dyrektora spełniony i w blasku chwały, ale przecież nie zerwał kontaktów z Arlekinem. Był tam częstym gościem, uczestniczył we wszystkich arlekinowych uroczystościach, wielokrotnie reżyserował nowe sztuki. Swoją ostatnią pracę reżyserską zakończył 28 maja 2016 roku, tworząc barwne i ciepłe widowisko o przygodach misia Rymcimci.
Stanisław Ochmański
Fot. | Phot. Arch. POLUNIMA
? Przez całe życie pracował na rzecz lalkarstwa. Przez siedem lat był wykładowcą wydziału lalkarskiego wrocławskiej szkoły teatralnej, potem przeniósł się do Białegostoku, gdzie w tamtejszej szkole teatralnej był w latach 80. prodziekanem wydziału reżyserii. Przez dwanaście lat był Prezydentem Polskiego Ośrodka Lalkarskiego POLUNIMA. Współpracował z największymi artystami, by wymienić Krzysztofa Pendereckiego, Kazimierza Dejmka, Zenobiusza i Rajmunda Strzeleckich, Stanisława Radwana czy Krzesimira Dębskiego. Wyreżyserował ponad sto siedemdziesiąt przedstawień w kraju i za granicą. Był laureatem wielu nagród i odznaczeń, jak na przykład Złoty Krzyż Zasługi, Kawalerski i Oficerski Krzyż Zasługi Orderu Odrodzenia Polski czy Złoty Medal "Zasłużony Kulturze - Gloria Artis". I przy tych wszystkich zaszczytach był przez cały czas niesłychanie ciepłym i skromnym człowiekiem. W młodości zaplątał się w działalność opozycyjną, nic poważnego, ale wystarczyło, żeby spędził trzy lata w kopalni, wysłany tam przez władzę ludową. Nigdy tym nie epatował, nie ubierał się w szaty męczennika. Był jednym z tych ludzi, dziś już rzadko spotykanych, dla których honor, uczciwość, lojalność nie były pustymi słowami, ale wartościami, którymi kierowali się w życiu.
? Przez ostatnie lata mocno już niedomagał na zdrowiu, właściwie nie wychodził z domu, ale przez cały czas dopytywał się, co słychać w teatrze, co dzieje się w środowisku, jak sobie radzą "jego" ludzie. Gdy miał więcej siły, żądał od córki telefonu, dzwonił do mnie, a ja opowiadałem mu wszystko ze szczegółami, trochę koloryzując, bo nie zawsze współczesność była na tyle barwna, żeby było o czym opowiadać. Ale nie mam wyrzutów sumienia, bo komu jak komu, ale jemu, po tym wszystkim, co zrobił dla polskiego lalkarstwa, należała się odrobina optymizmu.
? Odszedł spokojnie, ale tak jak olbrzymie stare drzewo, które stoi w zadumie - gdy pada złamane losem, pozostaje po nim olbrzymi wykrot i huk łamanych gałęzi. Po Stanisławie "Ochu" Ochmańskim pozostała ogromna pustka, której już nic i nikt nie zapełni. Upadło olbrzymie drzewo, dumne i piękne, jedno z ostatnich olbrzymów, a ten huk odchodzenia, który krzyczy swoją ciszą nieporównywalnie głośniej niż najgłośniejsze kanonady, będzie trwał w nas jeszcze przez długie, długie lata.
? W to czerwcowe przedpołudnie na cmentarzu wydarzyło się coś jeszcze. Gdy zakończyły się już wszystkie oficjalności i wydawało się, że przyszła pora, aby się rozejść, Albert Kurkowski, jeden z ostatnich adeptów założonego przez Staszka w Teatrze Arlekin w latach 80. studia aktorskiego, zaczął bić brawo. Początkowo wydało mi się to mocno niestosowne, ale jakby w wieloletnim teatralnym odruchu ręce same złożyły się do oklasków i za chwilę wszyscy zebrani klaskali nad Jego grobem. Ostatni aplauz, owacja na stojąco... Wiem, że sam by się uśmiechnął wobec tego stwierdzenia. I wtedy pomyślałem sobie, że tak należy żegnać ludzi teatru. Brawami. W podziękowaniu za to, co robili przez całe swoje artystyczne życie. Na końcu każdego spektaklu są zawsze oklaski. A to był wyjątkowo długi i bardzo udany spektakl.
? I tylko szkoda, że bisów już nie będzie... -
In MemoryWALDEMAR WOLAŃSKI
Tryptyk staropolski | Old Polish Triptych, Teatr Lalek im. Andersena, Lublin, 1972
Fot. | Phot. Andrzej Polakowski
The funeral of Stanisław Ochmański took place on a sunny forenoon on 28 June 2023 at the orthodox part of the Old Cemetery in Ogrodowa Street in Łódź. Ochmański (1929-2023) was neither a member of the Orthodox Church nor even a believer, but it is customary in Łódź for an eternal resting place to be located not where it is officially rightful, but where the deceased should be interred. In this case the reason was particularly important since this was the exact site of the burial of Ochmański's wife, Liliana, an actress with whom he shared all his theatrical adventures and who passed away 27 years earlier.
? "Ochu" - as he was called by Henryk Ryl, his mentor and teacher - was one of the last great artists of the post-war Polish puppet theatre. It all started rather innocently: born in Łódź, Ochmański, who wished to become a teacher, left his hometown to attend a pedagogical lycée in Łowicz. There he initiated first rehearsals at an amateur theatre and was spotted by Henryk Ryl, founder of the Arlekin theatre in Łódź. From the very onset Ryl sensed in the young enthusiast of pedagogics the potential of an artist and, overcoming slight obstacles, managed to persuade him to join his theatre. This was the beginning of the successful, brilliant, and over 70 years long theatre career of Stanisław Ochmański, who started as an enthusiast of acting; soon his zeal as director became obvious. Ochmański directed his first play - Awantura w Pacynkowie (Adventure in Pacynkowo) - at the Arlekin theatre already in 1957. Somewhat later he recalled that there had been some unavoidable problems but, fortunately, director Ryl kept watch nearby and, by way of example, prevented bad visibility by bringing all theatrical desks onto the stage, thus managing to raise the floor by more than 80 cm. Henryk Ryl was extremely caring but, simultaneously, just as possessive. At the time Arlekin remained exclusively his realm and it is not surprising that Stanisław Ochmański began to look for an independent theatre. This was a period when enthusiasts required for running a theatre were lacking, and thus without much ado the Ministry first suggested Szczecin and then an entirely opposite location, i.e. Lublin.
? Here began a successive, flamboyant chapter in the life of Stanisław Ochmański. For 17 years, from 1958 to 1974, he was head of Teatr Lalek in Lublin and it can be easily said that he was its real founder. Ochmański changed an amateur troupe, for all practical purposes non-existent on the cultural map of Poland, into a fully professional theatrical company, which extremely rapidly began to enjoy artistic successes, cooperated with the greatest artists of the time, and became one of the most significant puppetry centres in the country. Once things went so smoothly, he was contacted by Henryk Ryl, whom the authorities unambiguously informed that he should resign as director of Arlekin and hand the theatre company over to someone else. The only person whom Ryl approved was Stanisław Ochmański. Thus, in February 1974 the latter returned to Łódź, where dedicated the next 18 years to strenuous efforts yielding numerous artistic successes, this time as director of Teatr Arlekin.
? A major renovation of the theatre building was carried out, the troupe was enhanced, the theatre additionally equipped, and a sequence of trips to artistic festivals commenced. When in 1991 Stanisław Ochmański decided to retire he resolved to hand the theatre over to the author of this article, being always of the opinion that a theatre is much more than an institution. In a way a theatre is a family, and in order to guarantee its survival it is necessary to bring up and anoint a successor so as to be certain that he would continue the theatrical vison of his predecessors. This was precisely the way in which Ochmański treated the young director, which I was at the time. By no means an easy task - I was outspoken and brazen, but Ochmański had a solution applied brilliantly in every other situation by simply being extremely civil. In the course of forty years of our co-existence I never heard him curse or even raise his voice to the level of reprimand. It was simply unbecoming to oppose someone who was so well mannered. Upon the occasion of Ochmański's funeral stage designer Joanna Hrk recalled an anecdote about one of their last joint realisations - a rehearsal of Tajemnica wesołego miasteczka (Fun Fair Mystery). At a crucial moment actor Waldemar Presia was to dash onto the stage and utter several words which were to be a signal for actress Maria Sowińska to enter from the opposite backstage. Presia could not remember the text, and each time said something but never in the words of the author. Consequently, Sowińska, who waited for the specific phrase, could not enter at a suitable moment. A row broke out and the atmosphere, as is customary prior to premieres, became heated. At this point Staszek rose from his director's chair - already in itself unexpected behaviour on his part - and quite calmly said: "Everyone is right; please, let us go on". And the rehearsal went ahead.
Car Maksymilian | Tsar Maximilian, Teatr Lalek Arlekin, Łódź, 1985
Fot. | Phot. Arch.
? Ochmański vacated the post of director satisfied and in a blaze of glory, but never severed ties with Arlekin. He remained a frequent guest, participated in all ceremonies, frequently directed new plays, and ended his work as director on 28 May 2016, creating a colourful and tender spectacle about the adventures of Timothy Rymcimci the Teddy Bear.
? Stanisław Ochmański devoted his entire life to puppetry. He spent seven years lecturing at the puppetry faculty of the theatre school in Wrocław, and then moved to Białystok, where he was Deputy Dean of the faculty of direction at the local theatre school. For 12 years he remained President of POLUNIMA - the Polish Centre of UNIMA International Puppetry Association. Cooperated with greatest artists, to mention Krzysztof Penderecki, Kazimierz Dejmek, Zenobiusz and Rajmund Strzelecki, Stanisław Radwan or Krzesimir Dębski. Directed more than 170 spectacles at home and abroad. Winner of numerous awards and distinctions, such as the Golden Cross of Merit, the Knight's and Officer's Cross of the Order of Polonia Restituta or the Gold Medal for "Merit to Culture - Gloria Artis". Despite all these honours Ochmański remained extraordinarily genial and modest. As a young man he became involved in political opposition - by no means a grave misdemeanour but sufficient to spend three years sentenced by People's Poland to work in a coal mine. Ochmański never displayed this fact or appeared in the guise of a martyr, but remained one of those men, today rarely encountered, for whom honour, honesty, and loyalty were not empty words but values observed throughout their entire life.
? During his last years Ochmański suffered from serious health problems and, for all practical purposes, did not leave home; nonetheless, throughout this entire period he enquired about events taking place in the theatre, news concerning the milieu, and how "his" people were coping. Whenever he felt better he asked his daughter for a telephone, called me, and I told him all the news, sparing no details and slightly glossing over since reality was not always sufficiently colourful to talk about it. Nonetheless, I do not feel remorse, because he of all people deserved a dose of optimism in return for his contribution to Polish puppetry.
? Stanisław Ochmański departed peacefully, like a massive ancient tree - once it tumbles broken by fate it leaves behind an enormous felled trunk and the crash of shattered branches. Stanisław "Ochu" Ochmański will bequeath a crater which no one and nothing will ever fill. A colossal, proud, and magnificent tree has fallen - one of the last giants, and the thunder of its departure, whose silence resounds incomparably louder than the most deafening cannonade, will reverberate within us for years to come.
? Something else occurred at the cemetery on that June forenoon. Once all the formalities ended and it appeared that it was time to leave Albert Kurkowski, one of the last students of the actors' studio established by Staszek in the 1980s at Teatr Arlekin, began to applaud. At first I found this greatly inappropriate, but in an apparently perennial theatrical reaction my hands folded on their own and a moment later all those gathered clapped while standing over His grave. A last applause, a standing ovation... I realise that that he would have smiled hearing it. And then I thought that this is a suitable way of saying farewell to theatre people - thanking them for their entire diligent artistic life. Every spectacle always ends with applause. And this was an exceptionally long and extremely successful spectacle.
? What a pity that there will be no encores... -
Tymoteusz wśród ptaków | Timothy among Birds, Teatr Lalek im. Andersena, Lublin, 1973
Fot. | Phot. Andrzej Polakowski
REDAKTOR NACZELNA |EDITOR : Lucyna Kozień
KOLEGIUM REDAKCYJNE |EDITORIAL COMMITTEE : Tadeusz Kornaś, Lucyna Kozień, Agata Kucińska, Karol Suszczyński, Marzenna Wiśniewska, Marek Waszkiel
WSPÓŁPRACA REDAKCYJNA |EDITORIAL COOPERATION : Małgorzata Słonka
TŁUMACZENIE |TRANSLATIONS : Aleksandra Rodzińska-Chojnowska (s. | p. 4, 11, 29, 45, 59, 68), Katarzyna Siergiej (s. | p. 20, 37, 51)
PROJEKT TYPOGRAFICZNY | TYPOGRAPHIC DESIGN : Piotr eL
WYDAWCA | PUBLISHER : Polski Ośrodek Lalkarski POLUNIMA, ul. K. Kalinowskiego 1, 15-875 Białystok, Instytut Książki, ul. Z. Wróblewskiego 6, 31-148 Kraków, Dział Wydawnictw Instytutu Książki, ul. J. Parandowskiego 19, 01-699 Warszawa
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Nr 4 (154) 2023 "Teatru Lalek" ukazał się ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Issue 4 (154) 2023 of "Teatr Lalek" was published thanks to the funds of the Ministry of Culture and National Heritage
ADRES REDAKCJI | ADDRESS : POLUNIMA, ul. K. Kalinowskiego 1, 15-875 Białystok
TEL. | PHONE: +48 85 742 50 31 w. 128 (biuro POLUNIMA), +48 504 171 795 (redakcja)
E-MAIL : lucynakozien2@gmail.com, redakcja.teatrlalek@gmail.com
http : www.polunima.pl, www.teatrlalek-pismo.pl
SPRZEDAŻ PROWADZĄ | SALES LEAD : Salony EMPiK na terenie całego kraju | EMPiK salerooms nationwide
www.sklep.instytutksiazki.pl, www.e-kiosk.pl, www.nexto.pl, www.egazety.pl, www.virtualo.pl
Dział Wydawnictw Instytutu Książki, ul. J. Parandowskiego 19, 01-699 Warszawa
TEL./FAKS | PHONE/FAX : +48 22 697 05 34, czasopisma@instytutksiazki.pl
PRENUMERATA KRAJOWA | NATIONAL SUBSCRIPTION Instytut Książki (50 zł rocznie | annually)
NUMER KONTA | account number: 81 1130 1150 0012 1269 2720 0001
OKŁADKA, SKŁAD | COVER, TYPESETTING : Mirosław Baca
DRUK | PRINTED BY : Sindruk, Opole
NAKŁAD |CIRCULATION : 700 egz. | copies
ISSN 0239-667X
Cena 15 zł (VAT 8%)
OKŁADKA | COVER : I Romans | Romance, Natalia Sakowicz Maciej Stobierski
II AVAT?RA, Duda Paiva Company & Illusionary Rockaz Company, Holandia | The Netherlands Steven Tips
III 95 lat | years - Teatr Baj, Warszawa
Wydawca przyjmuje zamówienia na zamieszczanie w piśmie reklam. | The publisher accepts offers for insertion of advertisements.