Teatr - Jolanta Knitter-Zakrzewska

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 1

Pokój. Meblościanka z telewizorem. Stół. Cztery krzesła. Przy zielonej kanapie stoi wysoka lampa z abażurem. W oknie wiszą firanki z falbaną i zasłony z zielonego aksamitu.

Ona

Kochasz mnie?

On

Tak.

Ona

Czyli chcesz, żebym u ciebie zamieszkała?

On

E... nie...

Ona

Kochasz mnie czy nie?

On

Tak.

Ona

Czyli mam się wprowadzić, tak?!

On

No... tak...

Ona

Kiedy?

On

Wprowadź się, choćby dzisiaj!

Ona

Dobrze, tylko trochę tu trzeba będzie zmienić.

On

A zmieniaj!

Ona

Wyrzucimy ten abażur, firany, zasłony i dywan, trzeba się wyzwolić, te rzeczy tamują przepływ energii. Trzeba się wyzwolić z tych kajdan dawnej mody i dużo więcej, tu chodzi o dużo więcej, trzeba się wyzwolić z kajdan kościoła, dekalogu, dać energii swobodnie płynąć!

On

E...

Ona

Zobaczysz, będziemy cudownie mieszkać. Magicznie!

On

E...

Ona

Urządzimy za tydzień galę prezentów, które dostaniemy od znajomych na parapetówce.

On

Co to ta gala...prezentów?

Ona

Zobaczysz!

Scena 2

Ten sam pokój, ale zamiast firan w oknie jest czarna roleta, nie ma zasłon, lampy z abażurem, sofy. Zamiast meblościanki na ścianie wisi wielki telewizor. Zamiast kanapy na środku pokoju leży biały materac, nad nim wiszą dzwonki Feng-Shui.

On

A co tu się stało, w tym pokoju?!

Ona

O co ci chodzi?

On

Co tu się stało?! Tu jest dziwnie! Wszędzie wiszą jakieś dzwonki, co to jest?!

Ona

To nie są jakieś dzwonki. To Feng shui. Równowaga. Harmonia. Zespolenie pierwiastka żeńskiego i męskiego, czerń i biel...

On

O czym ty mówisz, gdzie jest moja sofa?!

Ona

O co ci chodzi? Chcesz awantury?! Chcesz się nade mną znęcać psychicznie?! Chcesz mi coś zarzucić?! To ja sobie żyły wypruwam, żeby ten pokój doprowadzić do ładu, a ty... ty... (płacze)

On

No, już dobrze, nie płacz. Niech tak będzie, jak ci się tak podoba.

Ona

Zaraz przyjdą goście. Usiądź po turecku na materacu i czekaj.

(pukanie do drzwi)

Ona

Proszę!

Wchodzi koleżanka i kolega

Koleżanka

Ale piękne mieszkanie. To dla was prezent.

Ona

O, jakie piękne dzwonki. Dziękuję!

Kolega

A to ode mnie.

On

O, dobre wino, dziękuję.

Ona

Zaraz odbędzie się Gala Prezentów.

Koleżanka

O, nie mogę się doczekać, cudownie!

Scena 3

Ona

A teraz zapraszam wszystkich na uroczystą Galę Prezentów!

Ona wyjmuje z pudełek markowe prezenty i pokazuje wszystkim.

Ona

wyjmuje z pudełka zegar

To dostaliśmy od mojej mamusi do nowego mieszkania. To jest zegar ścienny marki "Boski".

Koleżanka i Kolega biją brawo.

Ona wyjmuje dzwonki Feng shui z kolejnego pudełka

Ona

A to są dzwonki marki "China"

Kolega i Koleżanka bija brawo.

Ona

Wyjmuje czarny koc z trzeciego pudełka

A to od tatusia koc kaszmirowy marki "Gucio"

Kolega i Koleżanka biją brawo.

On

(wychodzi na środek pokoju, głową zahacza o dzwonki, które spadają na podłogę).

A to jest wino i ja się teraz muszę napić! Koniec gali!

Ona

Kochanie, co ty wyprawiasz, niszczysz moje przyjęcie!

On

Wynoście się wszyscy razem z tymi dzwonkami!!!

Ona

No, wiesz?! Jak możesz?!

Ona, kolega i koleżanka wychodzą. On zostaje sam w pokoju. Pije wino z butelki.

Scena 4

Pokój wygląda jak dawniej. Meblościanka, stół, zielona kanapa, w oknie wiszą firanki i zasłony. Przy łóżku stoi lampa z abażurem. On siedzi na sofie. Ogląda telewizję.

Ona

wchodzi do pokoju.

Postanowiłam jednak do ciebie wrócić. Widzę, że zmieniłeś wystrój pokoju, popracujemy nad tym jeszcze.

On

Nie chcę żadnych dzwonków!

Ona

Wszystko będzie dobrze. Popracujemy nad tym, żebyś się uspokoił.

On

(krzyczy)

Ale ja jestem spokojny!!!!

Ona

rozwiesza dzwonki Feng shui

Muzyka dzwonków cię uspokoi. Ten dźwięk daje znać, że przekraczasz granice.

On

Ja przekraczam granice?! To... ty...

Ona

Nie zaczynaj znowu!

On milknie, siada na kanapie. Chowa głowę w dłoniach.

Ona rozwiesza dzwonki.

Scena 5

On

Zaprosiłem cię tutaj, bo chcę porozmawiać póki jej nie ma.

Kolega

Ostatnio na gali prezentów byłeś nerwowy, coś się między wami nie układa?

On

Układa?! Chłopie! Jesteśmy puzzlami z zupełnie innych układanek, tu się nic nie nie da ułożyć! Ona jest jak wampir. Wysysa ze mnie energię. Jestem przygnębiony. Jestem zmęczony. Nie chce mi się wracać po pracy do własnego domu, w którym wiszą jakieś dzwonki!

Kolega

Wampir? Ona jest jak wampir?

On

Tak. Właśnie tak!

Kolega

Oglądałeś filmy o wampirach?

On

Tak.

Kolega

No, to wiesz, co robić!

On

Ale co?! Kołek, trumna? Aż tak...

Kolega

Nie! Nie aż tak! Czosnek! Wampiry boją się czosnku! Wystarczy kilka ząbków czosnku i wampir ucieka!

On

Tak? Myślisz, że to wystarczy?

Kolega

Jestem pewien!

Scena 6

On siedzi na kanapie. Wchodzi do pokoju ona.

Ona

Co tu tak śmierdzi strasznie?!

On

O co ci chodzi?

Ona

Tu śmierdzi! Co to za zapach?!

On

Nic nie czuję. Jadłem tylko kanapkę z jednym ząbkiem czosnku.

Ona

Czosnek?! To czosnek tak śmierdzi! Moje perfumy kosztowały tysiąc złotych, a ty marnujesz mój zapach przez śmierdzący czosnek! Moja noga nigdy tu już nie postanie!

Ona wychodzi trzaskając za sobą drzwiami. On bierze do ręki telefon. Dzwoni.

On

Stary, dziękuję, udało się, faktycznie to wampirzyca, wystarczył ząbek czosnku, żeby zniknęła. Jestem uwolniony!

Scena 1

Głos mężczyzny w ciemności - recytuje wiersz Jana Brzechwy

"Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek, A na tym stoliczku pleciony koszyczek,

W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek, A na tym robaczku zielony kubraczek. Powiada robaczek: "I dziadek, i babka, I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka, A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta! Mam chęć na befsztyczek!" I poszedł do miasta. Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru, Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru. Są w barach - wiadomo - zwyczaje utarte: Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę, A w karcie - okropność! - przyznacie to sami: Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, Duszone są jabłka, pieczone są jabłka i z jabłek szarlotka, i placek, i babka! No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek? Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek."

Światło. Reflektor skierowany jest na elegancki pokój. Kanapa, czerwony stolik kawowy, puszysty biały dywan. Na kanapie siedzą dwie kobiety - Ona i Koleżanka.

Koleżanka

Porobiło się z tym twoim mężem Romkiem. Z nim miałaś wszystko... A teraz nie wiadomo w ogóle czy wróci i co z jego firmą?

Ona

Działalność musiał zamknąć. Wątpię, żeby postawił jeszcze kiedykolwiek firmę na nogi. O ile w ogóle sam zdoła stanąć na nogi.

Koleżanka

I co ty teraz zrobisz, Elwirka, no, co? Będziesz musiała pójść wreszcie do pracy!

Ona

Jak to - wreszcie?! A mało w domu miałam pracy?! A poza tym do jakiej pracy miałabym pójść? Po szkole od razu wyszłam za mąż za Romka. Miał tyle kasy, że nie musiałam szukać etatu! Mogłam się zająć domem. Wychowałam trzy koty, cztery psy, chomika i kawię domową. Ile ja miałam przy nich sprzątania! A ty mi mówisz, że ja nie pracowałam?! Poszłabym może do biura, kawy bym się tam napiła...

Koleżanka

W biurze chyba poszukują osób z doświadczeniem trochę większym niż parzenie kawy i zakupy na allegro. Ale mówisz, że sprzątałaś, do takiej pracy, to chętnie przyjmują, nie będziesz miała problemu ze znalezieniem zajęcia.

Ona

Ja miałabym sprzątać?! Czy ja jestem sprzątaczką?! Wiesz ile kosztowały moje paznokcie z hybrydowym lakierem?! Na pewno nie będę sprzątaczką!

Koleżanka

To może w McDonaldzie znajdziesz zatrudnienie. Tam cały czas kogoś potrzebują.

Ona

Miałabym stać przy garach?! Przy tym tłuszczu, frytkach, przy tych pobrudzonych ketchupem tacach? Ty chyba zwariowałaś!

Koleżanka

To co ty teraz zrobisz Elwira, ten apartament dużo kosztuje. Może goi sprzedasz?

Ona

Nie mogę, bo to Romka jest...

Koleżanka

To, co ty zamierzasz, nie da się żyć bez kasy.

Ona

Wynajmę pokój.

Koleżanka

Ale to trochę za mało będzie...

Ona

Na początek wystarczy!

Koleżanka

Powodzenia ci życzę, Elwirka. Ja już muszę lecieć, pa!

Koleżanka wstaje i wychodzi. Gaśnie światło.

Scena 2

W tle widać sielankowy obrazek. Niewielki dom stojący wśród pól.

On

Piaszczysta droga, porośnięta suchymi od słońca trawami, rumiankiem i skrzypem, biegła niedbale, niby od niechcenia, jakby namalowana ręką rozleniwionego artysty, pomiędzy polami pełnymi żółtych kwiatów rzepaku i wysokich, ciemnozielonych łodyg kukurydzy. Mój rodzinny dom leżał na skraju tej drogi, wiodącej nagle gwałtownie w dół, aż do zielonej, bujnej, malowniczej doliny z niewielkim rozlewiskiem, które w letnie dni spowijała gdzieniegdzie biała błona i wysoki tatarak, w którym kumkały żaby, a wieczorami głośno grały świerszcze. Piękne to było miejsce szczególnie na wakacje, na parne lipcowe dni, na długie sierpniowe wieczory, ale nudne, a mnie ciągnęło do świata, ruchu, zgiełku, neonów, klubów, nieskromnych kobiet, które potrafiły podkreślić swoją atrakcyjność, do fruwania w przestworzach nad niespokojnymi falami morza, kiedy na paralotni wznosiłem się coraz wyżej i wyżej.

Zawsze mnie korciło, żeby wyrwać się z Łówcza Górnego, malowniczo położonej, ale sennej i małej wsi kaszubskiej, do większego miasta. Od zawsze wiedziałem, że na mnie - na Rafała Kowalskiego - czekał gdzieś tam inny, wielki, ciekawy, fascynujący, pozbawiony nudy świat. Rodzice, szczególnie ojciec liczył na to, że przejmę po nim prowadzenie gospodarstwa i rozbujam jeszcze bardziej uprawę kukurydzy. Mama marzyła, że ożenię się ze spokojną Marią, córką sąsiadów, ale moje marzenia nie dotyczyły ani kukurydzy, ani spokojnej dziewczyny, która marzy tylko o tym, żeby wyjść za mąż i urodzić czwórkę dzieci. Interesowałem się elektroniką i sportami ekstremalnymi, a kobieta mojego życia musiałaby być atrakcyjna, silna, ciekawa. Rodzice musieli się pogodzić z tym, że ja czyli najstarszy syn, wyjeżdża na stałe do Gdyni i przerzucić swoje nadzieje na mojego młodszego brata.