TE I INNE MIEJSCA
Wracałem do domu i wtedy ją zobaczyłem. Siedziała na murku naprzeciw McDonalda, przy rozłożonym na chodniku kocyku, na którym coś wyłożyła. Miała może z sześć lat, w każdym razie nie wyglądała na więcej. A na dworze szalała jesień i był ziąb jak diabli. Przystanąłem przy niej zaciekawiony.
- Co tam masz, malutka? - zapytałem.
- Spsedaję zabawki, psze pana - odparła cichutko spod gęstej grzywki.
- Zabawki? - spytałem, życzliwie przyglądając się rzeczom na kocyku. Dopiero po chwili w tym, co tam leżało, dostrzegłem coś, czym dziecko mogłoby się bawić, choć zabawki ledwo to przypominało. Jakiś mocno zniszczony samochodzik bez jednego kółka, kilka odartych z farby żołnierzyków, lalkę, która wyglądała na taką, co się rozleci, gdy tylko weźmie się ją do ręki. Wszystko to stanowiło żałosny widok, tak cały ten straganik, jak i sama dziewczynka.
- Mogę obejrzeć? - spytałem, sięgając po autko.
- Tak, baldzo plosę - odparła grzeczniutko, wyraźnie sepleniąc.
- O, bardzo ładny - skłamałem, oglądając samochodzik z każdej strony, a tak naprawdę spoglądając ukradkiem na dziecko.
- Był mojego blata - oznajmiła smutno, a coś w jej głosie nakazywało nie drążyć tematu. - To urwane kółko tes miałam, ale chyba zgubiłam, gdy tu słam - powiedziała po chwili bardziej ożywionym głosem. - Moze pan dopasować jakieś inne, na psykład z jakiegoś dlugiego samochodziku i jesce będzie się nim mozna bawić - zachwalała mi rezolutnie swój towar jak stara handlara. - Za to kółko opuscę panu cenę.
- Naprawdę? A ile byś za niego chciała? - zapytałem.
Zaczęła się zastanawiać.
- Hm?... Hm?... - chwilę mruczała teatralnie pod noskiem, wykrzywiając groteskowo dziecięcą twarzyczkę w parodii głębokiego namysłu, i zapytała, już śmielej się na mnie patrząc: - A ile by mi pan za to zapłacił?
- Niech pomyślę... - zacząłem, dalej udając, że oglądam zabawkę. - Myślę, że takie fajowe auto jest warte nawet dwadzieścia złotych.
- Dwadzieścia?! - wykrzyknęła radośnie, ale zaraz się chyba zreflektowała, że to nie tak załatwia się handlowe negocjacje, bo jej maleńka, słodka buźka na powrót przybrała minę biznesowej profesjonalistki.
- Właśnie... Właśnie tyle za nie chcę - powiedziała z kamienną twarzyczką, choć oczy nadal błyszczały jej z ekscytacji. - Kupi pan? - dodała z nadzieją.
Udałem, że jeszcze się zastanawiam.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.