Daleko, daleko stąd, w przytulnej Chacie gdzieś w Szepczącym Lesie mieszkał wiking o imieniu Tappi. Być może już go znasz. Jeśli tak, to wiesz, że jest to rosły jegomość z bujną, nie zawsze uczesaną brodą i tubalnym głosem, ale mimo to nikt się go nie boi. Roześmiane oczy Tappiego od razu budzą sympatię, a jego uśmiech jest tak ciepły, że potrafi topić lód. Dzięki niemu ma wielu przyjaciół, a najbliżsi z nich to nieco lekkomyślny renifer Chichotek oraz gadatliwy kruk Paplak.
A co z dziećmi? Czy Tappi się z nimi przyjaźni? Oczywiście! Dzieci to idealni towarzysze - szybko zapominają o smutkach, uwielbiają zabawę i głośny śmiech, a do tego przepadają za smacznymi ciastkami i gorącą czekoladą. Tappi nie mógłby sobie wymarzyć lepszej ekipy.
A tak przy okazji - wspomniano, że Tappi to wiking. Czy wiesz, kim byli wikingowie? To ludzie z dalekiej Północy, którzy żyli przed wiekami. Wiosną, gdy lód ustępował, wodowali swoje statki i wyruszali na dalekie wyprawy. Odkrywali nowe lądy, zakładali osady, handlowali, walczyli i zdobywali skarby. Jesienią wracali do swoich domów, by opowiadać rodzinom o przygodach. Wśród nich nie brakowało złych ludzi, ale Tappi do nich nie należał. Łączyła go z innymi wikingami jedynie miłość do morza i tęsknota za przygodami, która zawsze budziła się pod koniec zimy.
Nic więc dziwnego, że jednego z pierwszych dni wiosny, niedługo po ślubie olbrzyma Głabrzycha z wiedźmą Skrzypichą, Tappi wraz z Chichotkiem przyszli nad brzeg Lodowej Zatoki. Słońce złociło się na niebie, za dalekimi górami dzikie wichry układały się do wiosennego snu, a wokół zielenił się rozbudzony po zimie las. Dzień był tak piękny i tak ciepły, że Lodowa Zatoka aż zaczęła się wstydzić swojej nazwy. Tappi miał wielką ochotę dodać jej otuchy, kiedy nagle usłyszał stukanie młotków.
- Hej, to Sigurd i Haste przy pracy! - zawołał zaskoczony. - Zaczęli budowę statku beze mnie!
- Chodźmy do nich! - zaproponował Chichotek.
Pomachali Zatoce na pożegnanie i ruszyli dalej, gdzie na brzegu myśliwy Haste i kowal Sigurd, których poznaliście podczas rozprawy ze złym jarlem Surkolem, raźno stukali młotkami. Wokół nich piętrzyły się stosy desek.
- Hej, Tappi! - rzekł Haste. - Czekamy na ciebie od rana.
- Uznałem, że nie ma sensu dłużej zwlekać - dodał Sigurd. - Gdzie się podziewałeś?
- W domu! - odparł za Tappiego Chichotek. - Myślicie, że łatwo usmażyć górę naleśników i potem ją zjeść?
Jak zapewne wiecie, dla Tappiego spożycie obfitego śniadania to jedna z najważniejszych życiowych zasad.
- Wcale nie zjadłem wszystkiego! - oburzył się Tappi, lekko zarumieniony. - Tylko połowę. Resztę przyniosłem wam!
Wręczył przyjaciołom koszyk pełen placków, po czym zakasał rękawy i chwycił za młotek.
- Jedzcie, a ja już zabieram się do pracy! - oznajmił z zapałem. - Od czego zaczynamy?
- Przywieźliśmy deski od kupca Pasibrzucha - wyjaśnił Sigurd, delektując się naleśnikiem. - Najpierw je wyrównamy, potem przytniemy i zaczniemy zbijać. Będziesz miał najwspanialszy statek na świecie!
- Hej, Szumiące Morza! Przybywamy! - zakrzyknął gromko Tappi i z radości wycałował każdą deskę. Dopiero wtedy dostrzegł markotną minę Chichotka.
- Tappi... - zaczął renifer. - Czy my naprawdę musimy budować akurat statek? Nie mogłaby to być... na przykład stajenka dla reniferów?
Tappi zamarł, a Haste i Sigurd przestali jeść i wpatrywali się w zasmuconego zwierzaka.
- Jak to? - zdziwił się Haste. - Zawsze myślałem, że renifery lubią podróże.
- Lubią, ale na własnych nogach - odparł Chichotek. - I najlepiej po spokojnych krainach. Ale z Tappim to niemożliwe! - westchnął. - Nie dość, że zawsze wędrujemy aż po horyzont, to jeszcze trafiamy na smoki, olbrzymy, trolle i inne licha. Pływamy, skaczemy, fruwamy, turlamy się... Zwariować można! Renifery takich rzeczy nie robią!
Cała trójka wybuchła serdecznym śmiechem.
- Owszem, Chichotku, zwykłe renifery tego nie robią - przyznał Sigurd. - Ale ty przecież jesteś niezwykły!
- A poza tym Tappi bez twoich pomysłów nie dałby sobie rady! - dodał Haste. - Musi mieć kogoś, kto go wesprze.
- Nie martw się, szybko wrócimy - zapewnił wiking. - Lato nad Lodową Zatoką jest zbyt piękne, by je przegapić.
Pocieszony Chichotek westchnął ciężko.
- No dobra - zgodził się w końcu. - To w czym mogę pomóc?
Przy budowie statku znalazło się zajęcie nawet dla małego renifera. Przez godzinę wbijał kopytkami gwoździe, ale szybko się znudził i zaczął brykać po plaży. Na jego miejsce przyszli inni pomocnicy. Niedźwiedź Brzuchacz, najsilniejszy w całym Szepczącym Lesie, nosił najcięższe deski, bóbr Chrobotek, niezrównany stolarz, precyzyjnie je przycinał, a wiewiórka Śmigaczka wypełniała szczeliny. Z kolei kruk Paplak, siedząc na gałęzi, doradzał z powagą, przeplatając swoje rady najnowszymi plotkami z Szepczącego Lasu.
Później pojawił się olbrzym Głabrzych, który przytaszczył nowy zapas drewna, a potem przyleciała na miotle wiedźma Skrzypicha i ugotowała pyszną polewkę. Przybył nawet kupiec Pasibrzuch, który co prawda sam do pracy się nie garnął, ale podarował pracującym gwoździe, liny i materiał na żagiel. Tym sposobem pod koniec dnia statek był gotowy. Wspólnymi siłami Tappi i przyjaciele zsunęli go do wody, po czym zaklaskali, gdy zakołysał się na falach Lodowej Zatoki.
Tappi z dumą przyglądał się okrętowi.
- Wspaniała robota! - ocenił. - Może będzie trochę ciasno, ale damy radę.
- To nie wszystko - powiedział Sigurd. Haste zbliżył się z rzeźbą smoczego łba pod pachą.
- Na dziobie wikińskiego statku zawsze powinien być smoczy łeb, prawda? Ty, Tappi, masz wielkie serce i mnóstwo odwagi, ale na żeglowaniu jakoś specjalnie się nie znasz. Wykonaliśmy więc dla ciebie taki magiczny, który wskaże drogę i pomoże, gdy napotkasz trudności.
Trzymana przez Hastego rzeźba przypominająca smoczy łeb nagle mrugnęła do Tappiego.
- Ode mnie dostajesz łuk, z którego zawsze trafisz do celu - dodał Haste. - Wiem, że nie jesteś myśliwym, ale podczas morskich podróży taka broń może się przydać.
Tappi podziękował za podarunki, po chwili jednak spojrzał na nich z niepokojem.
- Zaraz... To znaczy, że nie płyniecie ze mną?
- Niestety nie - westchnął Sigurd. - Mam kuźnię i mnóstwo pracy.
- A ja muszę wrócić do Dębinki - stwierdził Haste. - Kto będzie dbał o jedzenie i chronił moich przyjaciół?
Tappi westchnął ciężko, ale zaraz się uśmiechnął.
- Na pewno jeszcze się zobaczymy, prawda?
- Oczywiście! Obiecujemy! - odpowiedzieli Sigurd i Haste.
- To może zaśpiewamy na pożegnanie? - zaproponował Tappi.
- Nie, nie, tylko nie to! - zaprotestował Sigurd. - Chcesz, żeby z gór zeszła lawina?
- Albo żeby zwierzęta pouciekały z lasów? - dodał Haste. - Lepiej rozpalmy ognisko i urządźmy sobie pożegnalną ucztę.
Tego wieczoru drzewa w Szepczącym Lesie przyglądały się wysokim płomieniom przy Chacie i słuchały historii, które Haste, Sigurd i Paplak snuli o dalekich krajach. Tappi zaś siedział zadumany i słuchał. W głębi serca czuł, że będzie tęsknić za Chatą i Szepczącym Lasem, ale z drugiej strony wiedział, że jego głód przygody rośnie z każdą chwilą i że w końcu mu ulegnie.
Dalekie podróże bywają niebezpieczne, pomyślał, kładąc się do łóżka. Ale skoro mam tak wspaniały okręt i Chichotka u boku, to czy może mi się stać coś złego?
Pocieszony tą myślą, zasnął głęboko. Rano zjadł solidne śniadanie, pożegnał się z przyjaciółmi i Szepczącym Lasem, wziął Chichotka pod pachę i odpłynął ku Szumiącym Morzom.
Chcesz wiedzieć, co wydarzyło się potem? Przewróć kartkę.