Później, gdy poznałem sekret dziwnej nieobecności Tappiego i reszty, okazało się, że wszystko to sprawka Chichotka. Albo Błyskotki. A w zasadzie to obojga.
Przynajmniej tak mi się wydawało.
Skomplikowane, wiem. Zacznijmy więc może od samego początku.
Otóż w pewien słoneczny poranek do Szepczącego Lasu zawitał listonosz.
Zaskoczeni? A niesłusznie! Bo mieszkańcy Szepczącego Lasu mają wielu przyjaciół w Mruczących Górach i innych magicznych krainach, a internetu w naszych bajkach nie było i nie będzie. Piszą więc do siebie listy i wysyłają paczki, a wszystkim tym zajmować się musi listonosz Ukłuć, który jest jeżem. Bardzo pracowitym jeżem, dodam, bo listów i paczek, wędrujących po magicznych krainach, jest całe mnóstwo.
Jeż sporo ma więc na głowie, ale nigdy się tym jakoś specjalnie nie przejmował. Tupta zawzięcie od krainy do krainy i ze skupieniem mamrocze pod nosem imiona adresatów. Wszyscy wiedzą, że nie można przeszkadzać Ukłuciowi, żeby ważne informacje nie pomieszały mu się w głowie.
Cóż, wszyscy z wyjątkiem Chichotka i Błyskotki.
Pewnego razu Ukłuć wędrował sobie leśną ścieżką, ciągnąc wózek, na którym kołysała się sterta paczek, i mamrotał do siebie:
- Cztery paczki dla Śmigaczki, Baśń Puchacza dla Brzuchacza, ciężka rurka dla trolla Gburka...
Wózek zatrzymał się na jakimś kamyku. Ukłuć sapnął i pociągnął mocniej.
- Co on taki ciężki dzisiaj? - mruknął. - Zaraz, na czym to ja skończyłem? Aha, w słoju płotka dla Chrobotka, nowe michy dla Skrzypichy...
Kawałek dalej jedno z kół wózka wpadło w dołek. Ukłuć westchnął ciężko, przetarł czoło i poprawił czapkę listonosza, a wtedy wydało mu się, że usłyszał czyjeś chrapanie.
- No tak - rzucił oskarżycielsko. - Ja tu ciężko pracuję, a ktoś sobie wypoczywa. Ładne rzeczy!
Spojrzał oskarżycielsko na Szepczący Las, jak zwykle soczyście zielony i beztroski, po czym raz jeszcze pociągnął za dyszel. Wózek z wysoką stertą paczek potoczył się naprzód, a jeż podjął swoją wyliczankę.
- Słój marmolady dla wilczej gromady i...
Coś szybkiego jak wiatr śmignęło nad wózkiem. Ukłuć zatrzymał się, odwrócił i poprawił czapkę.
- A to co było? - mruknął zaskoczony. - Pewnie szerszeń. A może jerzyk? Te tobym chciał kiedyś zobaczyć! Podobno to małe ptaszki, które śmigają w powietrzu zamiast tuptać z godnością. Słyszał ktoś o czymś podobnym? W głowie się nie mieści. - Ujął wózek i ruszył naprzód. - Jak to dalej szło? Pudełko dla Zosi, która o nic nie prosi i...
Nad wózkiem znów coś śmignęło, coś kolorowego. Ukłuć odwrócił się ponownie, tym razem niemalże rozzłoszczony.
- Jak tak dalej pójdzie, to wszystko zapomnę! - Tupnął. - Proszę mi tu nie fruwać! - Zacisnął oczka i wrócił do wyliczanki: - Cztery paczki dla Śmi...
- Nigdy mnie nie dogonisz! - zawołał ktoś tuż nad jego uchem.
Ukłuć otworzył oczy w porę, by ujrzeć rozpędzonego reniferka Chichotka, który odbił się od ziemi i przefrunął nad wózkiem pocztowym. Listonosz już chciał tupnąć ze złością, gdy tuż nad jego głową śmignęło coś kolorowego i furkoczącego.
- Akurat! Dogonię cię! - zakrzyknęło latające maleństwo dziewczęcym głosem. - Oszukiwałeś na starcie!
- Wcale nie!
- A właśnie że tak!
Na oczach zaskoczonego jeża Ukłucia reniferek zawrócił, odbił się od ziemi i po raz drugi przeskoczył nad stertą paczek. Kopytkiem zawadził o jedną z tych na samej górze i niespodziewanie cały stos zaczął się chwiać. Chichotek jednak tego nie zauważył, wylądował zgrabnie kilka kroków dalej i się odwrócił.
- Widzisz, Błyskotko? Fruwam równie dobrze jak ty!
- Ale oszukujesz! - Wróżka zwana Błyskotką wzbiła się wysoko ku słońcu i zakreśliła pętlę w powietrzu.
- Wcale nie! - Chichotek tupnął. - Nie mam skrzydeł, więc muszę sobie zapewnić lepszą pozycję startową!
- A ja wciąż twierdzę, że oszukujesz! - Błyskotka wycelowała różdżką w renifera. - I za karę zmienię te twoje różki w marchewki! Już wymyśliłam zaklęcie!
- Na pewno zapomniałaś! - wrzasnął Chichotek.
- A właśnie że nie!
W tym momencie jeż Ukłuć nie wytrzymał.
- Cicho bądźcie! - zawołał, zaciskając piąstki. - Idźcie się bawić gdzieś indziej! Bo wszystko przez was zapomnę!
Ale wróżka Błyskotka już pędziła prosto na Chichotka i celowała w niego różdżką, a jej czerwona pelerynka łopotała na wietrze.
- Ja ci pokażę! - wydzierała się.
- Nieeee! - wrzasnął Chichotek i rzucił się do ucieczki.
W rzeczywistości renifer Chichotek i wróżka Błyskotka przyjaźnili się i żadne z nich nie umiałoby zrobić drugiemu krzywdy. Ich zabawa byłaby więc całkiem niegroźna, gdyby się troszeczkę nie zapomnieli i nie rozzłościli jeża Ukłucia. Oczywiście oboje zrozumieli swój błąd, ale nastąpiło to niestety za późno...
Błyskotka przemknęła obok sterty paczek z taką prędkością, że ta znów się zachwiała, tym razem bardziej niż przed chwilą, i zaczęła się rozsypywać.
- Moje paczuszki!!! - jęknął Ukłuć i rzucił się naprzód, by ratować cenne przesyłki.
Skoczył zwinnie, obrócił się w locie na plecy i złapał spadającą paczkę, a po niej drugą, trzecią, czwartą... Lecz wtedy zabrakło mu łapek. Wózek zaś przechylił się do tyłu i reszta paczek osunęła się prosto na listonosza, który zniknął pod nimi.
Wszystkie okoliczne ptaszki natychmiast przestały śpiewać, a przelatujący w pobliżu wietrzyk przysiadł na gałęzi, zaciekawiony katastrofą. Zapadła cisza tak głęboka, że Chichotek wyraźnie usłyszał wesoły, perlisty śmiech wróżki.
- W tym nie ma nic śmiesznego - wymamrotał, patrząc na stertę paczek.
- Wiem - bąknęła Błyskotka i otarła oczy.
- To czemu się śmiejesz? - Reniferek spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Wcale się nie śmieję - burknęła wróżka. - A w każdym razie już nie. Poza tym chyba mamy ważniejszy problem.
- Oj, mamy. - Chichotek już dopadł do sterty. - Musimy natychmiast odkopać listonosza Ukłucia.
Złapał pierwszą paczuszkę rogami i wrzucił ją na wózek, Błyskotka z furkotem skrzydełek podniosła drugą. W mig dokopali się do jeża i pomogli mu usiąść, a ten zamrugał i potrząsnął łebkiem, aż spadła z niego czapka listonosza.
- Nic ci nie jest? - zapytała z troską wróżka Błyskotka.
- Przepraszam za ten bałagan - powiedział Chichotek. - Trochę przesadziliśmy z zabawą.
- Przesadziliście? - Jeż wydawał się roztargniony. - Nie, nie, wszystko... wszystko w porządku... - Zerwał się nagle i zamachał łapkami. - Jest... lepiej niż kiedykolwiek wcześniej!
I niespodziewanie zerwał się do biegu, po czym zniknął między drzewami.
- Eee... - bąknął Chichotek. - Co mu się stało? Oberwał paczką w głowę?
- Możliwe. - Błyskotka zmarszczyła brwi. - Ale wiesz co?
Rozejrzała się.
- Mam dziwne wrażenie, że ktoś tu chyba rzucił czar. Tylko... po co?
- Możesz mieć rację - zgodził się Chichotek. - Wiesz, co wypadałoby teraz zrobić?
Błyskotka pokiwała główką.
- Chyba trzeba opowiedzieć o wszystkim Tappiemu.
Zostawmy więc na razie naszych kochanych łobuzów i sprawdźmy, cóż takiego porabiał właśnie Tappi. Otóż dzielny wiking był niezwykle zajęty - pochylał się nad grządką z ogórkami i łaskotał jednego po drugim, bo od tego robiły się bardziej zielone. Nad ogródkiem rozbrzmiewał chóralny rechot ogórków, a Tappi śmiał się razem z nimi. Dlatego też w pierwszej chwili nie zauważył, że ktoś wybiega z lasu i pędzi prosto na niego.
- Cicho, cicho, ogóreczki - poprosił i przyłożył palec do ust.
Warzywa grzecznie umilkły, a Tappi wytężył wzrok, by po chwili rozpoznać biegnącego listonosza. Jeż nie miał co prawda czapki i, co do niego niepodobne, zawzięcie machał łapkami, ale wszystko inne się zgadzało.
- Skąd ten pośpiech, drogi Ukłuciu? - zawołał Tappi, podchodząc do płotu. - Przesyłka ekspresowa czy co?
- Żadnych... przesyłek... - wysapał Ukłuć. - Muszę... pędzić!
- A czemuż to? - zdziwił się Tappi.
- Jestem... jerzyk! - rzucił pospiesznie Ukłuć i popędził dalej, nie przestając machać łapkami.
- Jeżyk? No wiem... - rzekł niepewnie Tappi. I zaraz coś przyszło mu do głowy. - Hej, ty chyba nie masz na myśli tego ptaszka, jerzyka?
W pierwszej chwili chciał pobiec za listonoszem i wytłumaczyć mu różnicę, ale szybko zrozumiał, że nie ma szans go dogonić. Ukłuć najwyraźniej już zrozumiał, że machanie łapkami nie przynosi żadnego efektu, bo skulił się i poturlał naprzód pod postacią kolczastej kulki.
- Muszę... pędzić! - poniosło się po lesie.
Ogórki znów zaczęły chichotać, ale posłusznie umilkły, gdy Tappi ponownie przyłożył palec do ust.
- Różne dziwne rzeczy widziałem - wymamrotał wiking - ale czegoś takiego jeszcze nie!
Wtedy z lasu wybiegł Chichotek, nad nim leciała wróżka Błyskotka. Oboje mieli nietęgie miny i wiking zaczął się domyślać, że dwoje urwisów najprawdopodobniej ma jakiś udział w owym dziwnym zdarzeniu. Wziął się pod boki i spojrzał pytająco na przyjaciół.
- Znowu nabroiliście?
- Znowu? - pisnął Chichotek. - Jak to znowu?
- To byłby dopiero pierwszy raz w tym tygodniu - broniła się Błyskotka. - I to zupełnie przez przypadek!
- Aha, czyli zgadłem. - Wiking westchnął. - Dobra, opowiadajcie. Co się tym razem stało?
I Chichotek z Błyskotką streścili Tappiemu niedawne wydarzenia.