Jak to zwykle bywało na początku każdej książki, Tappi postanowił uciąć sobie drzemkę.
Moment nie był najlepszy, bo w ogrodzie latały właśnie pszczoły, szczęśliwe, że wreszcie mogą rozprostować skrzydełka po długich miesiącach w ciemnym ulu, a okoliczne ptaki układały akurat hymn na cześć wiosny i strasznie się przy tym kłóciły. Co gorsza, Chichotek i Błyskotka uważali, że wiosna to absolutnie nie jest pora na spanie i trzeba cieszyć się każdą jej chwilą. Tappi w zasadzie się z nimi zgadzał, ale...
- Ale właśnie zjadłem calutki talerz rosołku i drzemka to najlepszy sposób, by to uczcić - powiedział wiking sam do siebie, a Chata skrzypnęła na dowód, że się z nim zgadza.
Mimo to Tappi ostrożnie wyjrzał na zewnątrz i nasłuchiwał przez moment. Usłyszał jedynie śpiew ptaków i bzyczenie pszczół, co oznaczało, że reniferek i wróżka byli prawdopodobnie gdzieś daleko.
- Może więc chociaż tym razem dadzą mi spokój - mruknął Tappi.
Na paluszkach przekradł się do swojej ulubionej ławeczki i wyciągnął się na niej z tęsknym westchnieniem.
- Mam przed sobą całą książkę, a to oznacza mnóstwo przygód - wymamrotał, zamykając oczy. - Dobrze będzie się przed nimi zdrzemnąć. Chichotek i Błyskotka zupełnie tego nie rozumieją.
Zmarszczył brwi, bo przypomniało mu się, jak reniferek ostatnio próbował wynieść ławkę z ogrodu, by Tappi nie miał gdzie spać i zamiast tego brykał z nim po lesie, a potem, gdy w końcu wiking zdołał zasnąć, Błyskotka zaczęła mu wyrywać włosy z nosa. Na szczęście błogie wiosenne słońce sprawiło, że wszelkie nieprzyjemne wspomnienia się rozpłynęły i Tappi...
Wreszcie zasnął.
- Hej, śpisz? - zapytał jakiś głos nad jego głową.
- Tak - wymamrotał wiking, nie otwierając oczu.
- Na pewno?
- Tak.
- A mógłbyś jeszcze raz przemyśleć tę drzemkę?
- Nie - stęknął Tappi. - Bo jak zacznę myśleć, to się obudzę, a bardzo, bardzo tego nie chcę i... O, obudziłem się. Masz ci los.
Usiadł i otworzył oczy, gotów zmarszczyć brwi i ofuknąć tego, kto przeszkodził mu w tak pięknej chwili, ale... Ale nie zdołał wykrztusić ani słowa. Bo czy można nieuprzejmie odezwać się do własnej Babci?
A to istotnie ona stała przed nim i uśmiechała się promiennie. Jej srebrzyste włosy upięte były w kok, nad którym tańczyły z zachwytem motyle, a w oczach jaśniała radość.
- No wiesz? - zawołała z humorem. - Będziesz spać w tak piękny dzień, wnusiu?
- Ale ja tylko nabieram sił przed przygodami... - próbował się usprawiedliwić Tappi.
- No, chyba że tak! - zachichotała Babcia i ucałowała go w czoło.
Wiking, wciąż nie wierząc własnym oczom, poderwał się z ławki.
- Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że tu jesteś! - wykrzyknął. - Chciałem cię odwiedzić w Mruczących Górach, ale stwierdziłem, że poczekam na lato!
- A ja cię ubiegłam! - oświadczyła uradowana Babcia. - Postanowiłam, że sprawdzę, co u was słychać, i przy okazji trochę się rozerwę.
Ostatnie słowa były dla Tappiego lekkim zaskoczeniem. Przyjrzał się Babci uważnie i odkrył, że ta ma na sobie sportowe buty, krótkie spodnie i luźną bluzę.
- Chcesz się u nas rozerwać? - spytał ze zdziwieniem. - Przecież w Szepczącym Lesie zawsze panuje spokój...
- Wiosną? - Babcia uniosła lekko brwi. - Och, wnusiu, chyba za często ucinasz sobie te drzemki!
Okoliczne ptaszki, które, zdaje się, już zakończyły układanie hymnu, głośnym świergotem oznajmiły, że się zgadzają i najwyższy czas zacząć wariować.
- Poza tym nawet jeśli w istocie zapanował spokój, to ja to zmienię - dodała Babcia z energią. - Bo życie jest za krótkie na nudę.
Tappi chciał zaprotestować i wytłumaczyć, że spokój i nuda to dwie różne rzeczy, ale nieoczekiwana gościni wcale go już nie słuchała. Ściągnęła z ramion plecak i otworzyła go z rozmachem.
- Zresztą sam tylko spójrz - powiedziała, wyciągając ze środka jakiś przedmiot. - Znalazłam to po drodze. Coś mi mówi - dodała z łobuzerskim uśmiechem - że spokój nam nie grozi.
Z tymi słowami wręczyła Tappiemu największe jajo, jakie ten widział w życiu.