Tappi. O Burczącym mieście i niebie bez chmur - Marcin Mortka


Reflow text when sidebars are open.
Tappi otworzył oczy.
Pierwszą rzeczą, którą ujrzał, był dach jego Chaty i kawałek nieba. Potem zauważył rosnące przy ścianie malwy, wielką beczkę na wodę oraz kilka pszczół, które właśnie przysiadły, żeby się napić, i spoglądały teraz na niego wielkimi oczami.
Zamrugał z niedowierzaniem i uświadomił sobie, że leży na ławeczce i trochę nawet zdrętwiał. Ziewnął głęboko, przeciągnął się i z ulgą powitał absolutny spokój w głowie.
- Nie wierzę - wymamrotał. - Udało mi się zdrzemnąć! - Usiadł na ławce. - Coś nieprawdopodobnego - powiedział już wyraźniej. - To początek nowej książki, a mnie udało się zdrzemnąć! Niebywałe!
Rozejrzał się w poszukiwaniu Chichotka, który na ogół wpadał do ogrodu w chwili, gdy Tappiego już morzył sen, i wyciągał go na przygody. Reniferka jednakże nie było, a ogród przepełniały te same odgłosy, co zawsze - bzyczenie owadów, ćwierkanie ptaków, cichutki szum wiatru i pomrukiwanie pomidorów, które znów się na siebie poobrażały.
- Nieźle - stwierdził wiking i raz jeszcze się przeciągnął, choć nie tak mocno, jak przed momentem, bo trochę się bał, że jeszcze od tego urośnie, a przecież wtedy uderzałby czołem we framugę drzwi Chaty. - Po drzemce zawsze mam mnóstwo energii. Coś czuję, że teraz poradzę sobie z każdą przygodą.
- Chrapałeś - oświadczyła jedna z pszczółek.
- Wcale nie - oburzył się Tappi.
- Wszystkie słyszałyśmy - powiedziała inna.
- I to tak, że aż się ziemia trzęsła - dodała kolejna z zachwytem.
- To Tappi tak chrapał? - zdziwiła się nowa pszczoła, która właśnie dołączyła do pozostałych. - Niech mnie osa pogoni, naprawdę? Wyobraźcie sobie, że połowa naszych zwiała z łąki, przekonana, że burza idzie.
- Co wy opowiadacie? - Tappi podrapał się po głowie. - Na pewno nie było aż tak źle!
- Nie, nie - pszczółki pokręciły główkami. - Było super! Wspaniałe chrapanie, cudowne! Jaka głębia! Jaka moc!
- Nabijacie się ze mnie! - Tappi zmarszczył brwi.
- Ależ nie! - zapewniły go pszczoły. - To było wspaniałe przeżycie! Opowiemy o wszystkim w ulu i podczas następnej drzemki wszystkie przylecimy posłuchać! Wyciągniemy nawet królową! Tak rzadko ma okazję gdzieś wyjść, biedulka!
- Ale się ze mnie naśmiewacie! Zaraz pójdę po packę i się z wami rozprawię! - Tappi tupnął, biorąc się pod boki.
- Po packę? - Pszczoły wytrzeszczyły oczy z oburzeniem. - Nas? My tu komplementy prawimy, a ten po packę idzie? Szlachetne pszczoły będziesz gonił jak zwykłe muchy? Toż to skandal!
Obrażone, wzbiły się do lotu i znikły jedna po drugiej za płotem.
- No co wy! - zawołał wiking. - Przecież tylko żartowałem! Słuchajcie, przecież ja nawet packi nie mam, a muchy przeganiam, grożąc im paluchem! Nie odlatujcie!
Pszczoły jednak najwyraźniej nie znały się na żartach, bo żadna z nich nie zawróciła. Tappi westchnął więc z żalem i wszedł do Chaty, gdzie na szczęście czekała na niego kolejna niespodzianka i to taka, po której natychmiast zapomniał o wcześniejszej sprzeczce. Na stole stał bowiem talerz ze stertą naleśników z serem, które od zawsze uważał za swoje ulubione.
- To chyba najbardziej niezwykły dzień w moim życiu - stwierdził zaskoczony Tappi. - A przecież swoje przeżyłem. Kto to przygotował? Czy to aby na pewno dla mnie?
Chata skrzypnęła, by dać mu do zrozumienia, że jak najbardziej może się częstować. Wiking wzruszył więc ramionami, złapał nóż oraz widelec i zabrał się do pałaszowania. Znając swój apetyt, na wszelki wypadek odłożył porcję dla Błyskotki i Chichotka, i słusznie zrobił, bo własną pochłonął w okamgnieniu.
- Ciekawe, komu zawdzięczam tak wspaniałą ucztę - sapnął, gdy zaspokoił głód.
Chata skrzypnęła nad jego głową, informując go, że ona owszem, wie, ale się tą wiedzą nie podzieli. Tajemnicę znał jednak ktoś inny, kto Tappiego śledził od momentu, gdy ten przebudził się z drzemki. Ledwie wiking wstał znad talerza, dwie małe główki natychmiast schowały się za oknem.
- Zjadł? - szepnął ktoś cichutko.
- Wszyściuteńko - odparł inny, równie cichy głos.
- Wspaniale! Wszystko idzie zgodnie z planem!
Po tak wspaniałym - i całkiem nieoczekiwanym! - obiedzie Tappi uznał, że czas wyjść do ogrodu. Najpierw obszedł teren i przyjrzał się uważnie wszystkim grządkom. Wyrwał kilka bezczelnych chwastów, pogadał chwilę z pomidorami, które nadal się na siebie dąsały, dolał wody do poidełka, przywiązał ogórki do drewnianej ramy, a na końcu poklepał z uznaniem pierwszą dynię w tym roku. Próbował też zagadać do pszczół, ale te wciąż wydawały się obrażone. Tappi westchnął więc ciężko i stwierdził, że pora na spacer.
Okazało się to znakomitym pomysłem, bo ptaki tego popołudnia śpiewały wyjątkowo pięknie. Ich głosy układały się w symfonię tak wspaniałą, że Tappi nagle zapragnął śpiewać. Powstrzymał się jednakże w ostatniej chwili, przypomniawszy sobie, że śpiewać nadal się nie nauczył i że dotąd zazwyczaj wynikały z tego same problemy. Nucąc więc pod nosem, podskakiwał, hopsał i hopsasał, a nawet hopsiupał.
- Ale fajno - mruknął do siebie. - Ani za ciepło, ani za zimno, ptaszki śpiewają, a komary trzymają się z daleka.
Gdyby spojrzał w górę, zobaczyłby Chichotka, który siedział na gałęzi klonu i wymachiwał patykiem niczym dyrygent, a zgromadzone wokół niego ptaszki śpiewały najpiękniej, jak umiały. Zauważyłby też Błyskotkę z różdżką, zapędzającą mocno niezadowolone komary prosto do wielkiego worka. Na szczęście w górę nie patrzył, całkowicie pochłonięty spacerem, który dzięki tajemniczym zabiegom dwójki przyjaciół trwał i trwał. Przyszło mu do głowy, by może odwiedzić wiedźmę Skrzypichę, która ponoć wynalazła jakąś niezwykłą miksturę powodującą błyskawiczny wzrost, ale już po chwili zapomniał o tym pomyśle. Szedł, szedł, aż...
Aż znalazł się nad brzegiem Lodowej Zatoki.
Słońce, troszkę już ziewając, szykowało się do zachodu, dzięki czemu fale mieniły się wszelkimi odcieniami czerwieni.
- Gdybym był malarzem - stwierdził nagle wiking - stworzyłbym teraz dzieło swego życia.
- Ale musiałbyś się pospieszyć - odezwał się nowy głos. - Bo takie zachody słońca nie trwają wiecznie. Musiałbyś malować jak szalony!
Tappi odwrócił się z zaskoczeniem.
- Toż to ty, stary przyjacielu! - zawołał.
Tym, który przerwał monolog Tappiego, okazał się bowiem Smoczy Łeb, wyrastający wysoko nad dziobem małego, ale dzielnego okrętu, który swego czasu poniósł Tappiego i Chichotka daleko przez Szumiące Morza. Statek unosił się leniwie przy brzegu, pozwalając Smoczemu Łbowi rozkoszować się morskim wiatrem.
- Cóż takiego wyciągnęło cię znów na morze? - spytał z ciekawością Tappi, bo pamiętał, że okręt drzemał od czasu tamtej przygody w ciepłej, bezpiecznej szopie.
- Jakoś tak postanowiłem udać się na spacerek - odparł wymijająco Smoczy Łeb. - Wiesz, sporo we mnie z prawdziwego smoka i potrafię spać całe lata, ale po przebudzeniu zawsze ciągnie mnie na morze. Pamiętasz, ilu razem przygód zaznaliśmy?
Przez głowę Tappiego przemknęły wspomnienia i wiking aż się rozmarzył.
- To były czasy - westchnął. - Cóż, udanego spaceru, Smoczy Łbie! Mój, przyznam, okazał się cudowny. Hej, a co to? Błyskotka i Chichotek! Ha, tutaj jesteście!
Tappi pożegnał się szybko ze Smoczym Łbem i powiewając brodą, popędził po piasku plaży ku przyjaciołom siedzącym na kocyku. Obok nich stał koszyk, w którym z całą pewnością kryły się kolejne smakowitości.
- Cześć, Tappi! - Błyskotka i Chichotek powitali wikinga z tajemniczymi, ale niewinnymi uśmiechami. - Co tam słychać? Jak życie?
- Wspaniale! - przyznał wiking i klapnął na koc. - Zdrzemnąłem się jak rzadko kiedy, potem wtrząchnąłem cały stos wybornych naleśników, zaliczyłem niezwykły spacer i jeszcze do tego spotkałem Smoczy Łeb, który przywołał wspomnienia naszych dawnych wypraw.
Odwrócił się i spojrzał na okręt podskakujący wśród fal. Morska bryza niosła chichot rzeźby. Nie dostrzegł, jak Chichotek i Błyskotka mrugają do siebie porozumiewawczo.
- Wspaniale, wspaniale - rzekł Chichotek. - Czyli jesteś w dobrym nastroju?
- Och, znakomitym - odparł wiking. - Co macie w tym koszyku?
- Ciasteczka z miodem i orzechami oraz sok jabłkowy - powiedziała Błyskotka.
- O, to chyba jestem w nastroju lepszym od znakomitego - uznał Tappi i zatarł dłonie. - Cóż za wspaniały dzień! Dawajcie te ciasteczka!
Chichotek ostrożnie przysunął koszyk kopytkiem, a Tappi zajrzał do środka i aż sapnął z zachwytu. Reniferek mrugnął do wróżki, ona mrugnęła do niego i dała mu gestem znać, by zaczynał. Ten pokręcił głową i zrobił minę sugerującą, by to ona zabrała głos. I tak oto sobie mrugali, ponaglali się i przekazywali sobie znaki, aż Tappi uniósł głowę i zapytał ze zdziwieniem:
- A co to? Wy nie jecie?
Błyskotka i Chichotek, zaskoczeni rozwojem sytuacji, spojrzeli po sobie.
- Nooo... My jesteśmy w sumie najedzeni - bąknął reniferek.
- A ja nie lubię miodu - dodała mało przekonująco Błyskotka. - Kręcą mi się od niego włosy.
- Hej - Tappi zmrużył oczy i przyjrzał im się bacznie - jakoś dziwnie wyglądacie. Czy wy aby nie zachorowaliście?
Nad głową wikinga zafurkotały czarne skrzydła i na piasku wylądował Paplak.
- Są zdrowi jak rybki - powiedział. - Ale mają sekret. I wypaplam ci go za okruszek.
- Sekret? - zdziwił się Tappi. Spojrzał na dwójkę przyjaciół, którzy jak na komendę wywrócili oczami i spojrzeli na kruka z naganą.
- No dobra - sapnął Chichotek. - Chodzi o to, że...
- Jak by to powiedzieć... - zawahała się Błyskotka.
Nagle ptak zerwał się w powietrze i wyrzucił z siebie:
- Boonidostalidzisiajlistodtwoichrodzicówktórzymająwielkieproblemyiniewiedzielijakciotympowiedzieć!
Następnie wzbił się do lotu i po chwili zniknął nad szczytami drzew w Szepczącym Lesie.
- Co? - wykrztusił Tappi. - Co to ptaszydło wyskrzeczało?
- No i wypaplał - mruknęła Błyskotka.
- Jak to Paplak - rzekł Chichotek. - Chodzi o to, Tappi, że mamy pewną wiadomość dla ciebie. Chyba niezbyt fajną, jak nam się wydaje... Więc postanowiliśmy cię do niej dobrze przygotować.
- Aha. - Wiking zmarszczył nieco brwi. - I to dlatego nikt mi nie przerwał drzemki? I przygotował naleśniki?
- No... Wiesz, Tappi, my cię bardzo lubimy i w ogóle... - zaczął Chichotek. - I nie myśl sobie, że...
- Tak - przerwała mu niespodziewanie Błyskotka. - Chichotku, streszczajmy się, bo jeszcze się czytelnicy znudzą. Tak, Tappi. Nie przerwaliśmy ci drzemki, bo mamy ważną sprawę.
- Świetnie - westchnął wiking. - Czyli w każdej innej sytuacji już można mi przeszkodzić? Ech, wy łobuzy. Opowiadajcie więc, czego takiego się dowiedzieliście, że aż mi się daliście wyspać?
- Dziś rano przyleciał bocian Klekot z pocztą z Burczącego Miasta! - Chichotek podskoczył.
- Naprawdę? - Tappi wytrzeszczył oczy. - Przecież tam mieszkają Mama z Tatą! - Pochylił się ku przyjaciołom. - Pokażcie mi ten list! Proszę!
Błyskotka zamachała różdżką i list nagle zawisł przed nim w powietrzu, spowity w girlandy z iskierek. Wiking złapał go pospiesznie, strzepnął iskierki i przeczytał:
"Kochany Tappi!
Mamy nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku i nadal z energią troszczysz się o Szepczący Las. Trochę się już za Tobą stęskniliśmy i przyszło nam do głowy, by może Cię do nas zaprosić, tym bardziej że sporo tu ostatnio problemów. Mamy dziwne przeczucie, że zamieszkało u nas kilka stworów prosto z Twojej baśniowej krainy, z którymi kompletnie nie umiemy sobie poradzić. Niestety, prawie na pewno jeden z nich to smok - parokrotnie widzieliśmy jego ogon! - a po dachach skacze coś, co okropnie mlaska.
Jeśli znajdziesz chwilkę, zajrzyj do nas. Chętnie się dowiemy, jak się tych intruzów pozbyć!
Ściskamy Cię mocno, nasz kochany brodaczu!
Mama i Tata"
Przyznam, że trochę rozumiałem Chichotka i Błyskotkę. Gdybym to ja się dowiedział, że moim rodzicom grozi jakiś smok, przeraziłbym się, rzuciłbym wszystko i popędził im na ratunek, choć nie jestem wikingiem, a jedynie pisarzem. Nic więc dziwnego, że chcieli Tappiego do tej rozmowy przygotować, ale jego reakcja chyba ich zaskoczyła. Tappi bowiem przycisnął list do serca i roześmiał się głośno.
- Słyszeliście to? - zawołał. - Jeśli znajdziesz chwilkę... Przyszło nam do głowy, by cię zaprosić... Trochę się stęskniliśmy... Jeśli znajdziesz chwilkę, zajrzyj do nas... Kochani rodzice! Nigdy nie chcą zawracać mi głowy! A przecież jeśli ktoś potrzebuje pomocy, wystarczy, by powiedział to wprost! - Zgarnął Chichotka oraz Błyskotkę i zakręcił z nimi piruet. - Moi rodzice potrzebują pomocy! Kochany Łbie! Przybywaj! Ruszamy do Burczącego Miasta!
- Ale w liście mowa była o smoku! - zakrzyknął nieco zaskoczony Chichotek.
- I o innych stworach! - pisnęła Błyskotka. - Też paskudnych!
- No właśnie! To poważna sprawa! - dowodził reniferek.
- Załatwimy je wszystkie! - huknął Tappi i puścił się biegiem do okrętu Smoczego Łba, który zakręcał właśnie w stronę brzegu. Wiking zatrzymał się jeszcze, cofnął, złapał koszyk, a po chwili już wspinał się po burcie.
- Zabierz nas do Burczącego Miasta! - powtórzył tryumfalnie.
Och, już jesteście?
Przepraszam, ale byłem ciut zajęty. Musiałem pozmywać, wytrzepać obrus, zamieść okruchy i pościnać chwasty, które powyrastały mi wszędzie na kanapie. Błyskotka doprawdy czasami przesadza ze swoimi czarami, choć trzeba tu zaznaczyć, że to Chichotek podpowiedział jej rym. Cóż, kanapa przetrwała, a dobrą stroną jest to, że mój gabinet został teraz przyozdobiony ślicznym bukiecikiem polnych kwiatów.
Mam nadzieję, że wkrótce odwiedzą mnie znowu.
Aha, bo wy jeszcze nic nie wiecie!
Tappi, Chichotek i Błyskotka wpadli przed momentem z wizytą!
Naprawdę! Zawsze Wam opowiadam, jak bardzo lubię zaglądać do Szepczącego Lasu, ale od pewnego czasu role się odwróciły i nieraz już miałem przyjemność gościć w mych skromnych progach naszego zacnego wikinga wraz z przyjaciółmi.
Przyznam szczerze, że bardzo się z tego cieszę. Gdybym to ja mieszkał w bajkowym świecie, zrobiłbym dosłownie wszystko, by w nim pozostać. I nie zrozumcie mnie źle - kocham nasz świat i wręcz uwielbiam miejsce, w którym mieszkam, ale życie w krainie magii i radości to moje wielkie niespełnione marzenie. Wyobrażacie sobie, że moglibyście codziennie słuchać opowieści Dziadka Wodospada? Że chodzilibyście do przedszkola pani Dziewanny, pożyczalibyście książki od borsuka Niuchacza, gralibyście w piłkę ze skrzatami i zajadalibyście naleśniki w karczmie Bollego?
Ech, aż mi się ciepło na sercu robi, gdy o tym wszystkim pomyślę. Nie dziwcie się więc, że bez przerwy piszę nowe historie z Tappim, Błyskotką i Chichotkiem w rolach głównych.
Ale ta będzie inna, bo... No, już wiecie. Tappi wyruszy w najdziwniejszą podróż w swoim życiu, a ponadto... Nie mogę Wam za dużo zdradzić, ale przyznajcie szczerze - czy zastanawialiście się kiedyś, kim są rodzice Tappiego? Bo skoro poznaliśmy jego Babcię, to może pora, bym przedstawił Wam resztę rodziny?
Takie życzenie usłyszałem niedawno na spotkaniu od pewnego chłopca imieniem Julek i postanowiłem je jak najszybciej spełnić. W końcu pisarstwo to jedyny rodzaj magii, który opanowałem.
A więc wyruszamy w kolejną podróż!
Tylko... Dajcie mi dokończyć porządki, dobrze?