Wstęp
WSTĘP
Na początku XX wieku wciąż narastał antagonizm niemiecko-rosyjski.
Związane sojuszem z Austro-Węgrami Niemcy, popierały, kosztem rosyjskich
interesów, bałkańskie aspiracje monarchii naddunajskiej. Sami Niemcy,
angażując się militarnie, gospodarczo i politycznie w zachowanie
integralności terytorialnej i modernizację Turcji, wkroczyli na obszar
tradycyjnej ekspansji Rosji. Te animozje podsycała prasa szowinistyczna
w obu krajach, oskarżająca się wzajemnie o nieliczenie się z interesami
drugiej strony i ukryte zamiary. Coraz częściej oswajano się z myślą o nieuchronności konfliktu militarnego słowiańskiej Rosji z teutońskimi
Niemcami.
Wojna z Japonią boleśnie obnażyła bolączki państwa carów, w tym stan jej
sił zbrojnych. Szczególnie dotkliwe braki występowały w ciężkiej
artylerii polowej, środkach transportowych i łączności. Nie starczało
również bardziej prozaicznego wyposażenia - menażek, manierek, saperek,
uprzęży dla koni itd. Stan twierdz oraz stopień zaawansowania budowy
strategicznych kolei w zachodniej części kraju pozostawiał wiele do
życzenia. Nie znaleziono funduszy na okresowe szkolenia rezerwistów i dokończenie reformy mundurowej. Brakowało oficerów niższych szczebli, a oficerów rezerwy w zasadzie nie było. Szwankowało ich wyszkolenie.
Po klęsce na Dalekim Wschodzie oraz porażce dyplomatycznej w bośniackim
kryzysie aneksyjnym z przełomu lat 1908/1909 (wbrew stanowisku Rosji i ze wsparciem Niemiec Austro-Węgry formalnie anektowały administrowaną od
trzydziestu lat Bośnię i Hercegowinę) rozpoczęto w Rosji szeroko
zakrojone reformy wojskowe pod kierownictwem nowego ministra wojny,
którym w marcu 1909 r. został Władymir Suchomlinow. Od podstaw stworzył
on centralne służby kwatermistrzowskie. Okazało się to lepsze, niż
pozostawienie zaopatrzenia w gestii poszczególnych korpusów. Od 1909 r.
wszystkie jednostki liniowe otrzymały nowoczesne działa tzw.
putiłowki. Zaczęto wprowadzać także do służby lekkie moździerze Kruppa
i Schneider-Cresota oraz testować przydatność różnych typów ciężkiej
artylerii polowej m.in. haubic 150 mm i dział polowych 107 mm. Zakup
zagranicznego sprzętu warunkowano zgodą na wdrożenie go do produkcji w rosyjskich zakładach zbrojeniowych, do czego najbardziej skłonni byli
Francuzi.
Co równie istotne, zrewidowano istniejące plany mobilizacyjne, cofając
tereny koncentracji armii rosyjskiej z linii rzek
Niemen-Biebrza-Narew-Wisła-Wieprz na linię wyznaczoną przez twierdze
Grodno-Brześć-Kowel, a więc za Bug. Podjęcie tej decyzji nie było łatwe,
gdyż kosztem olbrzymich nakładów finansowych od dziesięcioleci
rozbudowywano i wyposażano w artylerię twierdze w Królestwie Polskim
m.in. forty na linii Bobru i Narwi (w tym Osowiec), Modlin
(Neogieorgijewsk), pierścień fortów wokół Warszawy czy twierdzę Dęblin
(Iwanogród). Z powodu postępu technologicznego, zwłaszcza w ciężkiej
artylerii, powyższe fortyfikacje na początku XX wieku stały się
przestarzałe. Paradoksalnie, ostatnie prace nad siecią fortów wokół
Warszawy wykonywano jeszcze w 1909 r.
Korzyści wynikające z tej decyzji były jednak znaczne. Uniezależniano
sukces mobilizacji i koncentracji armii rosyjskiej w trójkącie
Narew-Wisła-Wieprz od wytrzymałości powyższych twierdz, które broniłyby
powolnej koncentracji wojsk carskich. Odbierano Niemcom możliwość
rozbicia ich w nagłym ataku od północy przez Niemców z Prus Wschodnich i z południa z Galicji przez Austro-Węgrów w kierunku na Siedlce.
Koncentracja poza linią Narwi pozwalała na to, że formacje rosyjskie
byłyby silniejsze i lepiej przygotowane do walki. Przyjęcie tego
wariantu utrudniało jednak, jeśli nie uniemożliwiało, podjęcie szybkich
działań zaczepnych na lewym brzegu Wisły poprzez uderzenie wzdłuż
górnego biegu tej rzeki na Gdańsk i odcięcie przez to Prus Wschodnich,
bądź podjęcie bezpośredniego marszu na Berlin. Uderzało to w tradycyjnie
myślące, związane z członkami carskiej rodziny wpływowe elity, którym
nie mieściło się w głowie porzucenie całego pasa fortyfikacji i oddanie
w pierwszej fazie wojny całego Królestwa Polskiego, wraz z jak zawsze
negatywnie nastawionymi do państwa rosyjskiego i z założenia
podejrzanymi politycznie Polakami. Zaniepokojenia nie kryli również
Francuzi, obawiający się, czy ta zmiana nie opóźni momentu, w którym
armia rosyjska będzie gotowa do działań zaczepnych. Co więcej,
Suchomlinow wcale nie myślał rozbudowywać twierdz, za którymi dokonać
się miała koncentracja, jak chociażby Brześcia, chcąc, jak miała pokazać
niedaleka przyszłość, słusznie przeznaczyć całe dostępne środki na armię
operującą w polu.
Już w 1906 r. skrócono zasadniczą służbę wojskową z 6 do odpowiednio 3
lat w piechocie i 4 lat w innych formacjach. Skutkowało to większym
poborem rekruta co rok oraz mniejszą średnią wieku żołnierzy w służbie
czynnej. Po jej zakończeniu przez 7 lat pozostawało się w rezerwie
pierwszej klasy, przez lata do ukończenia 43 roku życia w rezerwie
drugiej klasy. Około połowy potencjalnych poborowych było corocznie
zwalnianych z różnych względów z odbywania zasadniczej służby wojskowej.
Byli oni zobowiązani do służby w milicji (opołoczenie). Jej pierwsza
kategoria służyła do wzmocnienia armii stałej, a druga, złożona ze
starszych roczników, tworzyła oddziały niebojowe.
Za czasów Suchomlinowa znalazły się pieniądze na ćwiczenia i powoływanie
pod broń rezerwistów. Naprzykład w przededniu wybuchu wojny bałkańskiej
we wrześniu 1912 r. przeprowadzono wielkie manewry z udziałem powołanych
rezerwistów i żołnierzy służby czynnej, których na tę okazję
przetrzymano nieco dłużej w szeregach. Uczestniczyło w nich bagatela 250
tys. żołnierzy. Zdymisjonowano także co bardziej niekompetentnych
oficerów. Zgodnie z decyzją Dumy, która w czerwcu 1914 r. przyjęła tzw.
"wielki plan", reformy miały się zakończyć w 1917 r., wraz z wyposażeniem piechoty w ciężką artylerię polową. W roku wybuchu wojny
wydatki na wojska lądowe miały wynosić 324 mln dolarów, a łącznie
obronność pochłaniała 6,3% budżetu państwa. Poza tym parlament rosyjski
miał tendencję raczej do wzrostu, niż ograniczania wydatków
wojskowych1.
W czasie pokoju kraj podzielony był na 12 okręgów wojskowych
(petersburski, wileński, warszawski, kijowski, odeski, moskiewski,
kazański, kaukaski, turkiestański, omski, irkucki i przyamurski). Na
armię składało się 37 korpusów: gwardyjski, grenadierski, regularne (od
I do XXV), kaukaskie (I-III), turkiestańskie (I-II) i syberyjskie (I-V
). W ich skład wchodziło łącznie 236 pułków piechoty, z czego 12
gwardyjskich i 16 grenadierskich, każdy po około 4 tys. ludzi. Pułki
gwardii nosiły nazwy, grenadierów były numerowane, a liniowe numerowane
i nazywane. Z kolei pułki syberyjskie i turkmeńskie nazywano
strzeleckimi. Pułk piechoty składał się z czterech batalionów po cztery
kompanie plus kompanii karabinów maszynowych (8 sztuk). Kompania
piechoty na etacie wojennym liczyła 240 ludzi i 4-5 oficerów. Typowa
dywizja piechoty składała się z dwóch brygad, każda po dwa
czterobatalionowe pułki. Do tego dochodziło sześć ośmiodziałowych
baterii armat polowych kalibru 76,2 mm wz. 1902 Putiłow (razem 48
sztuk). Na szczeblu korpusu, poza dwiema dywizjami piechoty był dywizjon
lekkich haubic (dwie sześciodziałowe baterie), batalion saperów i pułk
kozaków. W trakcie mobilizacji sformowano dodatkowo 35 dywizji rezerwy
(numeracja od 53 do 84, a w przypadku wojsk syberyjskich od 12 do 14).
Ich organizacja była taka sama jak regularnych, tylko były uzbrojone w starsze działa. Standardowym wyposażeniem piechoty był karabin
Mosin-Nagant wz. 1891 kalibru 7,62 mm z pięcionabojowym magazynkiem
oraz karabin maszynowy Maxim wz. 1910 kaliber 7,62 mm.
W 1914 r. Rosjanie posiadali największe formacje kawaleryjskie ze
wszystkich państw walczących. Składały się one z czterech rodzajów
jazdy, a mianowicie gwardyjskiej, liniowej, kozaków i tzw. "obcych". W 1914 r. było 20 pułków dragońskich, 17 ułańskich i 18 huzarskich, nie
licząc kozaków. W trakcie mobilizacji sformowano z nich 24 dywizje i 11
samodzielnych brygad kawalerii. W skład dywizji wchodziły dwie brygady,
każda po dwa pułki (po pułku dragonów i ułanów w jednej, a huzarów i kozaków w drugiej). Do tego dochodziła kompania karabinów maszynowych i dwie baterie po osiem dział. Kozacy dzielili się na dwie kategorie:
stepowych (dońskich, syberyjskich, orenburskich, uralskich,
astrachańskich, zabajkalskich, semiretyńskich, amurskich) oraz
kaukaskich (kubańskich i tereckich). Największą grupę stanowili kozacy
dońscy. W czasie pokoju utrzymywane były tylko pułki kozackie pierwszej
kategorii. Oddziały obce stanowili ochotnicy wywodzący się z poddanych
cara wyznających islam. Podobnie jak we wszystkich armiach tego okresu
główną siłę pociągową stanowiły konie. W 1914 r. w armii rosyjskiej było
zaledwie 418 mechanicznych pojazdów transportowych i 259 samochodów
osobowych. W chwili wybuchu Rosjanie dysponowali także 320 samolotami.
Liczebność całej armii rosyjskiej bezpośrednio przed mobilizacją
wynosiła 1 423 000, a po jej zakończeniu miała wzrosnąć do 5 milionów.
Była to największa armia świata2.
Skala reform podjętych po 1909 r. była ogromna i budziła zaniepokojenie
potencjalnych wrogów carskiej Rosji. Pod koniec 1910 r. pruski sztab
generalny oceniał, że reorganizacja armii rosyjskiej uczyniła z niej
bardziej jednorodną strukturę, lepiej nasyconą w artylerię o krzywej
trajektorii lotu pocisku i oddziały techniczne. Gdy w lipcu 1912 r.
kanclerz Bethmann-Hollweg powrócił z oficjalnej wizyty w państwie carów,
znajdował się pod takim wrażeniem zachodzących tam reform, że wyrażał
wątpliwość, czy aby w swym rodzinnym majątku w Brandenburgii, sadzić
nowe drzewa owocowe, gdyż zanim przyniosą one pierwsze owoce znajdzie
się on prawdopodobnie w rosyjskich rękach!3
Rosyjska armia jednak nie była wolna od wielu mankamentów. Wciąż
brakowało wystarczającej liczby materiału wojennego. Aż jedną trzecią
rekrutów stanowili analfabeci, zaś 2/3 oficerów nie miało przeszkolenia
technicznego. Wiele do życzenia pozostawiała infrastruktura transportowa
- sieć linii kolejowych była zbyt rzadka i zbudowana z tanich,
nietrwałych, materiałów. Szyny kolejowe były zbyt lekkie, podkłady
niezbyt umocnione, brakowało przejazdów i zbiorników z wodą. Używano
lokomotyw na trzy rodzaje paliwa (węgiel, drewno i olej). To wszystko
powodowało, że przeciętny skład wojskowy nie mógł przejechać dziennie
więcej niż 360 km. Europejska Rosja w porównaniu z Niemcami miała aż
dwunastokrotnie rzadszą sieć kolejową w przeliczeniu na 10 tys.
mieszkańców. Sprawną mobilizację utrudniała dodatkowo polityka
narodowościowa. Obowiązywała zasada, że w każdej formacji 3/4 stanowić
mieli Słowianie, a połowę etniczni Rosjanie. Zatem aby dotrzeć do swych
jednostek zmobilizowani żołnierze musieli pokonać nieraz wiele setek
kilometrów. Nie udało się także wyplenić w armii plagi
korupcji4.
Armia niemiecka, opromieniona sławą wojen zjednoczeniowych z lat
1864-1871, miała opinię najlepszej na świecie. Przed pierwszą wojną
światową w zasadzie nie istniała jednak jednolita "armia niemiecka", ale
cztery oddzielne, a mianowicie: pruska, bawarska, wirtemberska i saska.
Największa oczywiście była pruska, zaś druga pod względem liczebności
(wystawiała trzy korpusy) - bawarska. Konstytucyjnie zagwarantowano tej
ostatniej zakres niezależności: w Monachium istniało odrębne
ministerstwo wojny i sztab generalny, zaś polityka kadrowa pozostawała w gestii bawarskiego monarchy. Mniejsze uprawnienia miały także odrębne
armie wirtemberska i saska. Rekruci z innych państw wchodzących w skład
Rzeszy Niemieckiej służyli w wojsku pruskim. W czasie wojny nad
wszystkimi czterema armiami władzę obejmował Cesarz Niemiecki -
każdorazowo król pruski.
Pobór odbywał się w 24 okręgach korpuśnych poza gwardią, do służby w której rekrutowano z całego kraju. Wszyscy mężczyźni powyżej 17 roku
życia podlegali dwuletniej obowiązkowej służbie wojskowej. W jednostkach
kawalerii i artylerii trwała ona o rok dłużej. Przez następne 7 lat
pozostawało się w rezerwie, a potem przechodziło do landwehry, do służby
w której było się zobligowanym do 40 roku życia. Przez następne pięć lat
podlegało się landsturmowi. Do wojska powoływano jednak corocznie nieco
ponad 50% ewentualnych poborowych. Ze względów politycznych preferowano
rekrutów ze wsi i małych miast, z uwagi na ich bardziej zachowawcze
poglądy polityczne w porównaniu z młodzieżą ze środowisk robotniczych,
często sympatyzującej z socjaldemokracją. Wśród żołnierzy w zasadzie
całkowicie wyeliminowano analfabetyzm. W 1914 r. było 25 korpusów (w tym
jeden gwardyjski), w skład których wchodziło 217 pułków
piechoty5.
W pruskim korpusie oficerskim panował duch kastowości i dominowali
junkrzy lub osoby ze środowisk mieszczańskich, akceptujące konserwatywny
światopogląd. żydom i osobom o liberalnych poglądach wstęp w szeregi
oficerskie był wzbroniony. W 1913 r. wśród oficerów sztabowych szlachta
stanowiła 87% w kawalerii, 48% w piechocie i 41% w artylerii. Specjalna
więź łączyła oficerów z królem pruskim. W 1914 r. w Niemczech było 120
tys. oficerów rezerwy i 33 tys. zawodowych. Oficerowie rezerwy
pochodzili zazwyczaj z rodzin mieszczańskich. W celu uzyskania tego
bardzo pożądanego stopnia trzeba było pozostać w wojsku na ochotnika rok
dłużej i zdać specjalny egzamin oficerski6.
Napięta sytuacja w Europie (kryzys marokański, wojny bałkańskie) zmusiła
Niemcy do zwiększenia nakładów na armię i wzmożenia przygotowań na
wypadek wojny. W latach 1910-1914 budżet wojsk lądowych podniesiono z 204 mln do 422 mln dolarów. Na obronę Niemcy wydawali przy tym zaledwie
4,6% dochodu państwa. W końcu w 1913 r. Reichstag dał środki na
największe po 1870 r. podwyższenie pokojowego etatu armii, który wynosić
miał 850 tys. Kolejne 21 milionów marek przeznaczono na unowocześnienie
fortyfikacji znajdujących się na wschodniej granicy. Dokonano wymiany
starej kadry na nową, która efektywniej sprawdziłaby się na wojnie,
m.in. na pruskiego ministra wojny powołano Ericha von Falkenhayna w miejsce Josiasa von Heeringena. Zwiększono pokojowe stany batalionu z 640 na 732 ludzi, co miało przyspieszyć mobilizację. Przeprowadzano
więcej manewrów i powiększono rezerwy złota. W celu mobilizacji opinii
publicznej powołano do życia Stowarzyszenie Obronne (Wehrverein).
Niemcy, podobnie jak i inne armie, testowali nowy kolor mundurów.
Pierwsze testy z kolorem "polowej szarości" (feldgrau) przeprowadzano
od 1907 r. Wypadły one pozytywnie i nowy kolor munduru został
zaakceptowany w lutym 1910 r. Natychmiast rozpoczęło się jego wdrażanie.
Niemiecka dywizja piechoty składała się z dwóch brygad, każda po dwa
trzybatalionowe pułki. Na szczeblu dywizji była brygada artylerii (2
pułki po 2 dywizjony po 3 sześciodziałowe baterie - łącznie 72 działa, z czego 18 haubic polowych 105 mm), batalion saperów i (sic!) pułk
kawalerii. W dywizjach rezerwowych występował za to tylko jeden pułk
artylerii, w którym nie było haubic. W momencie wybuchu wojny Niemcy
dysponowali 11 dywizjami kawalerii, każda z nich podzielona na dwie
brygady po pięć pułków. Na pułk składało się pięć szwadronów, każdy po 4
oficerów oraz 163 podoficerów i żołnierzy. Jednak jeden ze szwadronów
(tzw. zakładowy) zawsze pozostawał w garnizonie. Każdy pułk kawalerii
miał swój oddział łączności i saperów. Etat dywizji wynosił 5200 ludzi.
Poza jazdą w dywizji był batalion strzelców (jäger), kompania
karabinów maszynowych (6 sztuk) i pułk artylerii konnej (3
czterodziałowe baterie). Do dywizji przydzielano także po kompanii lub
po dwie cyklistów7.
Standardowym karabinem był Mauser wz. 1898 kalibru 7,92 mm o skutecznym zasięgu do 2000 metrów, zaś podstawowym działem polowym
armata L.23 Krupp wz. 1896 kalibru 77 mm o zasięgu 8500 metrów. Ta
ostatnia była znacznie gorsza od np. jej francuskiego odpowiednika
działa polowego wz. 1897 kalibru 75 mm. W chwili wybuchu wojny Niemcy
mieli 5086 sztuk tego działa pięciu różnych typów. Jego szybkostrzelność
wynosiła do pięciu pocisków na minutę. Z kolei podstawowa lekka haubica
polowa, będąca już na poziomie dywizji, miała kaliber 105 mm, zaś
haubice korpuśne, 150 mm. W chwili wybuchu wojny artyleria piesza
podzielona była na 24 pułki, po jednym w każdym korpusie. Na pułk
składały się dwa bataliony po cztery baterie. Baterie liczyły 6 dział
polowych, bądź 4 haubice. Baterie artylerii polowej były słabsze -
liczyły 4 działa, 4 oficerów, 133 podoficerów i żołnierzy, 180 koni i 4
wozy amunicyjne. W 1914 r. w Niemczech było łącznie 669 batalionów
piechoty, 550 szwadronów, 642 baterii polowych, 400 baterii pieszych i 150 kompanii saperów.
Porównując siłę ognia niemieckiej i rosyjskiej dywizji piechoty, ta
pierwsza miała wyraźną przewagę, gdyż dysponowała 72 działami (w tym 18
lekkimi haubicami), a rosyjska tylko 48 działami polowymi. Na szczeblu
korpusu Niemcy dysponowali dodatkowo 16 ciężkimi haubicami, podczas gdy
Rosjanie mieli zaledwie 12 lekkich haubic. Rosyjska dywizja piechoty
liczyła za to 20 tys. ludzi, dysponujących 32 karabinami maszynowymi,
podczas gdy niemiecka - 17 tys. i 24 karabiny maszynowe. Biorąc pod
uwagę dywizję kawalerii, przewaga w ludziach była po stronie niemieckiej
(5200 do 4500). Liczba dział była taka sama (po 12), a Rosjanie mieli 8
karabinów maszynowych, czyli o dwie sztuki więcej niż Niemcy.
Putiłowki miały większy zasięg od dział Kruppa o około 2 km. Osiągi
maximów używanych przez Rosjan i Niemców były natomiast zbliżone.
Rosjanie używali Maxima Sokołowa wz. 1910, który wystrzeliwał około
500-600 pocisków kalibru 7,62 mm. Karabin ten chłodzony był wodą.
Początkowo ustawiony był na trójnogu, potem montowano go na
charakterystycznym wózku z przednią płytą (ta ostatnia nie zawsze była
montowana). Niemiecki Maxim wz. 1908 różnił się w zasadzie tylko
kalibrem używanych pocisków - 7,92 mm. Ustawiano go na czworonożnej
podstawie, z reguły bez płyty ochronnej. Oba karabiny maszynowe ładowane
były z taśmy, zawierającej 250 naboi. W wyniku doświadczeń wyniesionych
z wojny z Japonią, Rosjanie dysponowali praktyczniejszymi i lepiej
dostosowanymi do warunków realnego pola walki kuchniami polowymi i wozami amunicyjnymi piechoty (dwu- a nie czterokołowymi). Reasumując, ze
względu na większe nasycenie artylerią, lepsze wyszkolenie, dowodzenie,
mobilność i łączność, dwie niemieckie dywizje piechoty odpowiadały trzem
rosyjskim. Pięć rosyjskich dywizji kawalerii odpowiadało sile ognia
jednej niemieckiej dywizji piechoty, a jedna dywizja - sile ognia dwóch
niemieckich batalionów8.
W obu opisywanych armiach preferowano taktykę ofensywną, bez względu na
straty w ludziach. Piechota rozwinięta w gęstą tyralierę, po krótkim
przygotowaniu ogniowym i wsparciu artylerii, miała wyprzeć przeciwnika z zajmowanych pozycji. Symbolizowało to powiedzenie o przewadze bagnetu
nad karabinem. Z kolei kawaleria miała dokonywać głębokich zagonów
kawaleryjskich na tyły nieprzyjaciela. Po doświadczeniach wojny burskiej
i japońsko-rosyjskiej szkolono ją też do walki spieszonej. Powszechnie
uważano, że wojna rozstrzygnie się w pierwszych tygodniach i wygra ją
strona, która okaże się większym zdecydowaniem i szybkością uderzenia.
Zgodnie z francusko-rosyjską konwencją wojskową z sierpnia 1892 r. i późniejszymi ustaleniami konferencji międzysztabowych, Rosjanie mieli
rzucić przeciwko Niemcom co najmniej 800 tys. żołnierzy. Reszta sił
rosyjskich uderzyć miała na Galicję, na odcinku między środkową Wisłą a granicą z Rumunią. W 1912 r. na corocznej konferencji ustalono, że
Rosjanie już w 15 dniu po ogłoszeniu mobilizacji ruszą znad Narwi w kierunku na Olsztyn (w przypadku gdyby Niemcy bronili Prus Wschodnich),
lub uderzą na Poznań (jeśli Niemcy przeprowadzą koncentrację w Wielkopolsce). Jednak w rzeczywistości wynegocjowany termin ten był
bardzo wyśrubowany i po jego upływie w pełni gotowa do użycia mogła być
jedynie 1/3 sił (co prawda ten pierwszy rzut stanowiły najlepsze
oddziały), zaś kolejne 1/3 za następne 8 dni, a ostatni rzut aż za 17
dób. Rosyjski Departament Mobilizacji przewidywał, że armia będzie
gotowa do wyruszenia w pole dopiero w 21 dniu mobilizacji.
Tymczasem sprawna mobilizacja pozwalała armii niemieckiej na zwiększenie
swej siły trzykrotnie w ciągu zaledwie kilku dni. Niemcy od kilku dekad
kładli bowiem nacisk na rozbudowę strategicznych linii kolejowych,
zwłaszcza na terenach przygranicznych, co miało usprawnić mobilizację i koncentrację armii w rejonach wyjściowych. Już Helmuth Moltke starszy
wzywał: "Nie budujcie więcej twierdz, budujcie koleje". Wtórował mu
później Alfred Schlieffen twierdząc: "Dziś nie pyta się tylko o liczbę
batalionów przeciwnika. Zadaje się także pytanie: Jaka jest długość jego
linii kolejowych?"
Po obu stronach w pierwszych dniach wojny odnotowywano wysokie morale.
Na wieść o wypowiedzeniu wojny Rosji przez Niemcy w dniu 1 sierpnia 1914
r., po ulicach miast spacerowały tłumy wyśpiewujące patriotyczne pieśni
i trzymające portrety władców. Co ciekawe, zarówno niemiecka, jak i rosyjska opinia publiczna były święcie przekonane, że ich państwa toczą
wojnę obronną, narzuconą przez drugą stronę. Uśmiechnięci rekruci,
otoczeni przez rozradowany tłum, ciągnęli w stronę koszar, a później
dworców, skąd w bojowych nastrojach odjeżdżali w nieznane. Na ulicach
przystrojonych we flagi państwowe, przed kioskami z gazetami i słupami
ogłoszeniowymi zbierali się ludzie, żywo dyskutujący o bieżących
wypadkach. Grały orkiestry wojskowe, biły dzwony w kościołach, w górę
leciały modne wówczas słomkowe kapelusze-panamy, a obcy sobie ludzie
rzucali się sobie w objęcia. Rekrutów i rezerwistów żegnały radosne
tłumy. Podekscytowane młode kobiety rozdawały przyszłym bohaterom napoje
i papierosy, a czasem nawet ... oddawały się w całości, łamiąc zasady
sztywnej wiktoriańskiej moralności. Wszędzie główną siłą fali
hurrapatriotyzmu i gorączki wojennej była młodzież. Wszyscy liczyli na
krótką i zwycięską kampanię9.
Na ziemiach polskich odnotowywano podobne reakcje. Ku zdziwieniu
urzędników państw zaborczych, mobilizacja szła sprawniej niż oczekiwano,
do armii zaborczych zgłaszali się ochotnicy, a politycy różnych opcji
wzywali do pełnej lojalności i współpracy z organami państwowymi.
Rosyjskie władze wojskowe uznały nawet za wskazane oficjalnie
podziękować mieszkańcom Królestwa Polskiego za wzorowo przeprowadzoną
mobilizację. Jak odnotowała w swych dziennikach księżna Maria Lubomirska
przebywająca w pierwszych dniach sierpnia 1914 r. w Warszawie:
"Naprzeciwko pałacu Krasińskiego tłumy ludzi. Odbywa się pobór -
ochotnicy idą raźnie, jeno zawodzą żony, a Żydówki wydają biblijne jęki.
Wielka tu panuje lojalność, bo na Niemca nienawiść okrutna (...) Wieczorem
szły pod naszymi oknami liczne oddziały wojska, długim korowodem.
Towarzyszył im tłum entuzjastyczny, krzyczący hurra!!! Niech żyje armia!
Cała ulica drżała zapałem. Wstrząsający był to widok w tę gwiaździstą
noc. Gdzież mary przeszłości? Czy Kościuszkę dreszcz w grobie nie
przeszywa? (...) Dziwny ten entuzjazm dla Rosji! Moim zdaniem - przesadny.
Jest więcej wolontariuszy niż potrzeba"10. Z drugiej strony
wyczuwalny był strach o najbliższych. Jak zapisała to w swym dzienniku
pod datą 2 sierpnia mieszkająca w Warszawie zubożała szlachcianka Janina
Gajewska: "W całym mieście odbywają się sceny rozpaczy, z powodu poboru
do wojska ojców, mężów, braci. W kościele dzisiaj połowa kobiet miała
zapłakane oczy. Księża pocieszali z ambon."11 "Idą wciąż całe
łańcuchy wagonów towarowych, pełne żołnierzy, krzyczących przechodniom
pożegnania, koni smutnych i armat"12 - odnotowała w dzienniku pod
datą 6 sierpnia 1914 r. Zofia Nałkowska. Zdaniem pisarki w tych dniach
panowała wokół niej atmosfera strachu i rozpaczy. Arcybiskup warszawski
Aleksander Kakowski narzekał z kolei na masowe bratanie się Polaków z Rosjanami. Bojkotowani do tej pory towarzysko carscy oficerowie po
wybuchu wojny bez żenady przyjmowani byli na polskich salonach, a młode
Polki pobierały się w cerkwiach z ukochanymi Rosjanami spieszącymi na
front. Z okazji pierwszych zwycięstw w Galicji w warszawskich kościołach
odprawiano msze dziękczynne. Nikt nie myślał o nowym
powstaniu13. Nie bez znaczenia dla tych nastrojów było
bestialskie zniszczenie Kalisza przez Niemców dosłownie w pierwszych
dniach wojny i pamięć o dekadach bezwzględnego wynaradawiania Polaków w Wielkopolsce, na Pomorzu i Śląsku. W zaborze pruskim było podobnie.
Według relacji galicyjskiego polityka Władysława Leopolda Jaworskiego:
"O Poznańskim powiem krótko: synowie tej ziemi biją się bohatersko w armii niemieckiej, politycy wyrzekli się dobrowolnie wielkiej roli,
którą w tej wojnie mogli odegrać"14.
Po wybuchu wojny społeczeństwa stron wojujących ogarnęła mania
szpiegowska. W Niemczech obawiano się, że rzekomi szpiedzy rosyjscy i francuscy zatruwają bakteriami tyfusu i cholery studnie. Przez kraj
miały jechać z Francji do Rosji ciężarówki wypełnione złotem.
Kilkakrotnie dochodziło do zatrzymania podejrzanych pojazdów, budowy
zapór na drogach i ostrzału własnych samochodów, które nie chciały się
zatrzymać na pierwsze wezwanie. Ginęli w tym niewinni ludzie. Rozpoczęło
się istne polowanie na cudzoziemców. W dniu 3 sierpnia w Berlinie na
Placu Poczdamskim w ciągu pół godziny tłum ujął aż czterech "rosyjskich
szpiegów". Prasa w północnych Niemczech przestrzegała, aby nie mylić
Rosjan z obywatelami państw neutralnych - Duńczykami i Szwedami. Z kolei
w Rosji w strefie przygranicznej poważnie ograniczono ruch samochodów
osobowych. Po obu stronach deportowano, internowano bądź poddano
nadzorowi policyjnemu obywateli wrogiego państwa15.
Wizerunek wroga po obu stronach kształtowano na długo przed wybuchem
wojny. Typowy obraz Rosjanina w propagandzie państw centralnych tworzył
pijany, niedożywiony, obszarpany, brudny, brodaty i zawszony prostak o niszczycielskich pobudkach i azjatyckich rysach, wróg wszelkiej
cywilizacji. Do jego stałych atrybutów należała butelka lub beczułka z wódką, czerwony nos i pejcz - symbol autorytarnego ustroju. Straszono,
że niemiecką ziemię najedzie wataha na półazjatyckich, spitych kozaków,
którzy będą niszczyć niemiecką kulturę. Z kolei Niemcy w rosyjskiej
propagandzie jawili się jako zbrodniczy militaryści i podżegacze
wojenni, wręcz robactwo (odniesienie do Prusaków), chcące zalać
matkę-Rosję. Germanów przedstawiano jako wrogów całego świata
słowiańskiego, gnębiących wraz z Austro-Węgrami Czechów i Serbów oraz
stawiających tamę uprawnionym aspiracjom politycznym Rosji na Bałkanach
i Bliskim Wschodzie. Odwołując się do głębokiej religijności szerokich
warstw rosyjskiego chłopstwa, samego Wilhelma II prezentowano jako
antychrysta, wroga wszelkiego rodzaju ludzkiego.
Na koniec wstępu winien jestem jeszcze kilka uwag. W pracy stosuję
terminologię polską z podanymi w nawiasach nazwami miejscowymi,
obowiązującymi w omawianym okresie. W przypadku nazw miejscowych w obecnym okręgu kaliningradzkim stosuję wyłącznie nazewnictwo niemieckie,
chyba że istnieją powszechnie używane polskie odpowiedniki (Tylża,
Gąbin, Stołupiany, Frydland, Królewiec, etc.). Od tych zasad zrobiłem
jeden świadomy wyjątek. Z racji ugruntowania w historiografii światowej
nazwy Tannenberg zrezygnowałem z używania sztucznej, w takim kontekście,
nazwy bitwa pod Stębarkiem. Wszystkie tłumaczenia tekstów źródłowych są
mojego autorstwa albo zostały zaczerpnięte z książki Bolesława
Zawadzkiego. W tym ostatnim przypadku, dla większej przejrzystości
tekstu, pozwoliłem sobie na uwspółcześnienie, brzmiącego dziś nieco
archaicznie przekładu i podanie polskich wersji nazw miejscowych.
Chciałbym też podziękować mojemu przyjacielowi, Maćkowi Kowalczykowi, za
pomoc w wykonaniu map i niepozbawioną odrobiny właściwego Mu sarkazmu
krytykę części tekstu. Moje wyrazy wdzięczności należą się również
Profesorowi Jarosławowi Centkowi, który na potrzeby drugiego wydania tej
książki podzielił się ze mną zebranymi przez siebie źródłami. Dzięki
Jarku!
Pierwsze starcia
PIERWSZE STARCIA
Zgodnie z planem Schlieffena na początku sierpnia 1914 r. armia
niemiecka skoncentrowała się na zachodnich rubieżach państwa w celu
wykonania potężnego uderzenia poprzez Belgię i północną Francję, z zamiarem zajęcia Paryża w ciągu sześciu tygodni od rozpoczęcia wojny. Na
froncie wschodnim pozostawiono poza formacjami landwehry jedynie 8.
Armię stacjonującą w Prusach Wschodnich. Na jej czele stanął
dotychczasowy generalny inspektor 1. Armii z Gdańska gen. płk.
Maximilian von Prittwitz und Gaffron. Był to typ dworaka, zawdzięczający
swą karierę przychylności cesarza. Jego szefem sztabu został gen. mjr
graf Georg von Waldersee, dotychczas służący w służbach
kwatermistrzowskich Sztabu Generalnego. Pierwszym oficerem sztabu,
odpowiedzialnym za operacje mianowano gen. Maxa von Hoffmanna. Dowództwo
armii zebrało się w Poznaniu, a 8 sierpnia przeniosło się do Malborka.
Do obrony wschodnich rubieży państwa wyznaczono zaledwie 9 dywizji
piechoty (z czego 5 rezerwowych). Miały być one gotowe do użycia w 11
dniu mobilizacji tj. 12 sierpnia. Dla tych formacji określono
następujące miejsca koncentracji: korpus landwehry - po dywizji
naprzeciwko Częstochowy i Kalisza, 6. brygada landwehry - Gniezno, 3. DP
rezerwowa - Inowrocław (Hohensalza), 70. brygada landwehry - Jabłonowo
Pomorskie, XVII Korpus z Gdańska - Iława (Deutsch Eylau), XX Korpus z Olsztyna - Olsztyn, I Korpus rezerwowy - Nordenburg, I Korpus z Królewca
- Gąbin (Gumbinnen), 1. Dywizja Kawalerii z Królewca - także Gąbin oraz
2. brygada landwehry - Tylża. Poza tym Prittwitz mógł liczyć na posiłki
z twierdz Poznań, Toruń, Królewiec (po około dywizji) oraz Wrocław i Grudziądz (po około brygadzie). Z tych formacji tylko 3 regularne
korpusy armijne (I, XVII i XX), 3 dywizje rezerwowe i dywizja kawalerii
były przeznaczone do operacji w polu. Już 10 sierpnia, nieniepokojone
zbytnio przez rosyjską kawalerię, powyższe wojska skoncentrowały się na
wyznaczonych pozycjach16.
Natomiast dwie rosyjskie armie wyznaczone do inwazji Prus Wschodnich
koncentrowały się na następujących pozycjach. 1. Armia, zwana także
Armią Wileńską lub Armią Niemeńską zbierała się na zachód od Niemna
pomiędzy Kownem a Grodnem. W jej skład wchodziły korpusy III, IV i XX
oraz pięć i pół dywizji kawalerii. W późniejszym okresie dołączyć miały
korpusy XVII i gwardii. Część powyższych jednostek w pierwszym roku po
wybuchu wojny zabezpieczała wybrzeże Bałtyku. Rosjanie liczyli się
bowiem z możliwością niemieckiej inwazji lub poważnych działań
dywersyjnych ze strony morza. Niemcy posiadali bowiem przewagę nad flotą
rosyjską, a po oddaniu kilka tygodni wcześniej pogłębionego kanału
kilońskiego mogli bez zakłóceń przerzucać na Bałtyk swą flotę z baz nad
Morzem Północnym. Niewiadomą była również postawa Szwecji, która mogła
przyłączyć się do Niemiec, aby odzyskać utraconą w 1815 r. na rzecz
Rosji Finlandię. Z kolei, z powodu zamknięcia przez Duńczyków cieśnin,
Brytyjczycy nie mogli wysłać Rosjanom wsparcia. Wyznaczony na dowódcę
Armii Niemeńskiej Paweł Rennenkampf należał do doświadczonych oficerów.
Urodzony w 1854 r., wywodził się z rodziny bałtyckich Niemców. Od 19.
roku życia służył w armii. Po ukończeniu Mikołajewskiej Akademii
Wojskowej został przydzielony do sztabu generalnego. Miał za sobą także
udział w tłumieniu powstania bokserów (gdzie Chińczycy ochrzcili go
mianem "generał Tygrys") oraz kampanię mandżurską. Podczas tej ostatniej
Japończycy wyznaczyli nawet nagrodę 200 tys. rubli za jego pojmanie. Po
1905 r. tłumił rewolucję na Syberii. W ostatnich latach przed wybuchem
Wielkiej Wojny piastował funkcję dowódcy wileńskiego okręgu wojskowego i uchodził za wybitny talent wojskowy.
Z kolei 2. Armia (zwana też Armią Narwiańską lub Warszawską) pod
dowództwem gen. Aleksandra Samsonowa otrzymała rozkaz koncentracji na
linii Biebrzy i Narwi, pomiędzy Grodnem a terenami leżącymi na
południowy zachód od Łomży. Od zachodu rejon koncentracji ubezpieczała
Wisła i twierdza w Modlinie. Poza działaniami ofensywnymi wymierzonymi
przeciw Prusom Wschodnim, Armia Warszawska stanowiła osłonę dla Warszawy
i wojsk rosyjskich operujących przeciwko Austro-Węgrom w Galicji. W jej
skład wchodziły korpusy II, XIII, XV, XXIII oraz 4., 6. i 15. dywizje
kawalerii. Nie była to formacja spójna. Aleksander Samsonow był sześć
lat młodszy od Rennenkampfa. W armii służył od 18. roku życia. Przeszedł
kampanię turecką 1877-1878, po czym ukończył Mikołajewską Akademię
Wojskową. Po wojnie japońsko-rosyjskiej, w której także przyszło mu
uczestniczyć, w latach 1906-1909 pełnił funkcję szefa sztabu
warszawskiego okręgu wojskowego, po czym został gubernatorem
Turkmenistanu17. Jego sztab był niezgrany. Większość
oficerów sztabowych pochodziła co prawda z warszawskiego okręgu
wojskowego. Byli to jednak ci, dla których zabrakło stanowisk w dowództwie Frontu Północno-Zachodniego. Oficerowie pochodzący z innych
okręgów, a przydzieleni do służby w sztabie 2. Armii, o swym przydziale
dowiedzieli się dopiero w rozkazie mobilizacyjnym, więc nie mieli czasu
na odpowiednie przygotowanie. Między oficerami panowała czasem otwarta
wrogość. Na przykład Samsonow uważany był za człowieka Suchomlinowa,
podczas gdy jego szef sztabu gen. Pokrowski uchodził za zadeklarowanego
wroga ministra wojny. Z powodu swej nerwowości Pokrowski zwany był przez
swych podwładnych "szalonym mułłą".
Obu powyższym armiom wyznaczono zadanie inwazji Prus Wschodnich. Po
rozbiciu bądź wyparciu za Wisłę wojsk niemieckich, miały one, wraz z nowo powstającą w rejonie Warszawy 9. Armią, uderzyć w kierunku Berlina.
Rosjanie szacowali, że na wschodzie Niemcy pozostawią zaledwie 5-6
korpusów, wliczając w to jednostki rezerwowe i landwehrę. Obie rosyjskie
armie stanąć miały na pozycjach wyjściowych w 14 dniu po rozpoczęciu
mobilizacji, czyli 13 sierpnia. Na dowódcę Frontu Północno-Zachodniego,
odpowiedzialnego za koordynację operacji 1. i 2. Armii rosyjskiej
wyznaczono szefa sztabu generalnego w latach 1911-1913, a potem dowódcę
warszawskiego okręgu wojskowego, sześćdziesięciojednoletniego gen.
Jakowa Żylińskiego. Zdawał on sobie sprawę z konieczności podjęcia
szybkiej ofensywy i podtrzymał zobowiązanie do przekroczenia niemieckiej
granicy już 16. dnia po rozpoczęciu generalnej mobilizacji. Jego szefem
sztabu został uchodzący za znawcę armii niemieckiej gen. Oranowski.
Kwaterę dowództwa Frontu Północno-Zachodniego ulokowano w Wołkowysku,
gdzie przecinały się linie kolejowe Białystok-Barnowicze i Siedlce-Połock.
Teren przyszłej bitwy sprzyjał obrońcom. Jeziora mazurskie i kompleksy
leśne utrudniały penetrację rejonów koncentracji Niemców i zmuszały
armie rosyjskie do podziału sił i uderzenia oddzielnie z terenów
leżących na północ i zachód od wielkich jezior mazurskich. Z powodu
licznych przeszkód terenowych (lasy, jeziora, rzeki, pagórki) trudno
było Rosjanom rozwinąć całość sił i w pełni wykorzystać swą przewagę
liczebną. Siły atakujące od południa dodatkowo były rozdzielone krętymi,
zabagnionymi, płynącymi południkowo rzekami i korzystać musiały z niewielkiej sieci dróg. Występowało tam sporo podmokłych łąk. Obszar
północnej Kongresówki, przez który miała przemaszerować przed
rozpoczęciem właściwej inwazji Armia Warszawska, stanowiły zacofane
gospodarczo, słabo zaludnione lesiste tereny, pokryte rzadką siecią,
głównie piaszczystych, dróg. W jej pasie działania znajdowały się tylko
dwie odnogi kolejowe (przez Mławę i twierdzę Osowiec) biegnące do
granicy z Niemcami, więc koncentracji wojsk w niewielkim stopniu
pomagała kolej. Był to efekt rosyjskiej doktryny obronnej, która celowo
zakazywała rozbudowy linii kolejowych w bezpośredniej bliskości granicy,
aby utrudniać tym nieprzyjacielowi ewentualną inwazję. Sprzyjało to
obronie, zdecydowanie jednak utrudniało działania ofensywne. Po
przekroczeniu samej granicy Rosjanie nie mogli skorzystać z kolei
niemieckich, gdyż te miały inny rozstaw torów i brakowało im
odpowiedniego taboru - Niemcy zdążyli bowiem ewakuować większość
pociągów. Z porzuconych wagonów udało się stworzyć zaledwie trzy składy,
ale i tak brakowało lokomotyw. Planowano ściągnąć tam tabor Kolei
Warszawsko-Wiedeńskiej, która, jako jedyna w Rosji, miała europejski
rozstaw szyn. Lecz do tego potrzeba było czasu. To wszystko utrudniało
komunikację i manewrowość. Z kolei Niemcy dysponowali w Prusach
Wschodnich gęstą siecią połączeń, ułatwiającą przegrupowanie
wojsk18.
Jako pierwsza do działań zaczepnych przeszła Armia Wileńska. Już 12
sierpnia część oddziałów kawalerii 1. Armii przekroczyło granicę z Prusami Wschodnimi. Po niewielkich utarczkach z patrolami cyklistów
kawalerzyści z 1. dywizji jazdy gen. Gurko wkroczyli m.in. do Olecka
(Marggrabowa). Na wojska inwazyjne, które po zabraniu z poczty
niewysłanych listów i telegramów i zniszczeniu urządzeń pocztowych,
telefonicznych i telegraficznych wycofały się na wschód, z okien z zaciekawieniem spoglądali mieszkańcy miasteczka. Przez kolejnych pięć
dni wciąż toczyły się niebyt intensywne utarczki patroli kawaleryjskich.
Ku radości Niemców nie spełniły się wizje zalania Prus Wschodnich przez
nową falę "Hunów". Rosjanie, choć mieli w kawalerii przewagę 5:1,
pozostawali pasywni, ograniczając swą aktywność do strefy przygranicznej
i nie przeprowadzali głębokich rajdów, które mogłyby zakłócić
koncentrację i łączność, uniemożliwić zajęcie dogodnych stanowisk do
obrony czy wreszcie uniemożliwić Niemcom dokończenie żniw. Do wybuchu
wojny i generalnej mobilizacji doszło bowiem podczas intensywnych prac
polowych. 130 000 robotników rolnych z Prus Wschodnich dostało powołanie
do wojska, landwehry bądź landsturmu. Na szczęście przebywający tu jak
co roku pracownicy sezonowi z Rosji nie wyrażali pragnienia wyjazdu. W żniwach pomagała również ludność z miast m.in. uczniowie starszych klas.
Sprzyjała temu również słoneczna pogoda. Z zagrożonej prowincji
rozpoczęto równocześnie ewakuację bydła i koni w głąb Rzeszy. Pierwsze
wolne w tym celu składy kolejowe dostępne były jednak dopiero po
zakończeniu mobilizacji i koncentracji wojska, czyli od połowy sierpnia.
Część mieszkańców strefy przygranicznej już wówczas postanowiła uciec na
zachód. Patrole rosyjskie w niektórych opuszczonych domach leżących
bezpośrednio w strefie przygranicznej zastawali jeszcze ciepłe posiłki,
zaś w oborach przywiązane bydło19.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki