Sara
Moja żona jest psychologiem. Leczy ludzi słowem. Przychodzą do niej klienci i zwierzają się ze swoich emocjonalnych frustracji, kłopotów, które ich przerastają, lęków, traum. Osobiście nie wyobrażam sobie pójścia do jakiejś obcej osoby, by opowiadać jej o najmroczniejszych zakamarkach swojej duszy. Do takich spraw najlepszy jest przyjaciel albo profesjonalny lekarz duszy - ksiądz i konfesjonał. Tego nauczyła mnie przed laty moja siostra Anna i dzięki temu wyszedłem z nałogu. Pamiętam swoją spowiedź po wielu, wielu latach, kiedy z trudem znajdowałem słowa: "u spowiedzi ostatni raz byłem dwadzieścia lat temu. W tym czasie ciągle rozpamiętywałem śmierć żony i piłem, ile wlezie." Zrobiłem przerwę, nie wiedząc, co powiedzieć jeszcze, a wtedy ksiądz, konkretny i zdecydowany zapytał: "coś jeszcze?" "Nie." - odparłem po prostu. "Człowieku; zostaw to wszystko. Jeśli robisz coś złego, to po krótkim, iluzorycznym szczęściu, będziesz nieustannie przeżywał piekło. Zło jest łatwiejsze, nie wymaga starań. Szatan mówi ci tylko jedno - rób, co chcesz. Bóg - ma aż dziesięć wymagań. Dekalog utrzymuje człowieka w pionie, w dyscyplinie. Co wybierasz? Wybór to sztuka życia. Wybór należy do ciebie. Droga dobra jest jedna - wiedzie do Ewangelii. Co teraz robisz ze swoim życiem? Grzebiesz się w przeszłości, w czymś, czego już nie ma i chlejesz zamiast się modlić! Przestań. Zakończ to. Wstań! Idziemy dalej!" To krótkie, stanowcze - idziemy dalej - postawiło mnie na nogi. Oczywiście nie było łatwo, to był początek powrotu do zdrowia, ale był. A kiedy znowu poczułem się silny, w moim życiu pojawiła się Sara. Najdroższa, najukochańsza kobieta, która została moją żoną. Sara na temat psychologii, mimo wykonywanego zawodu, ma podobne zdanie do mnie, ale jak mówi - nie każdy potrafi wierzyć, dlatego potrzebny jest psycholog. Martwi mnie jednak fakt, że Sara tak bardzo angażuje się w problemy swoich klientów, jakby, mimo przygotowania do zawodu, wiedzy, wykształcenia, mądrości, gdzieś w środku była małą dziewczynką, która chce wszystkich przytulić i pocieszyć; gubi dystans. Ostatnio wraca z poradni zmęczona, zamyślona, pełna troski, więcej jej tam zostaje, a coraz mniej jej w domu. Nie chciała jednak o niczym opowiadać, aż w końcu, któregoś wieczoru, kiedy Julek już spał i siedzieliśmy we dwoje w salonie na sofie, poprosiła:
- Sprawdź jednego człowieka, czy był notowany, czym się zajmuje, proszę, to dla mnie ważne, intuicja podpowiada mi, że coś jest nie tak...
- To twój klient?
- Niezupełnie. Opowiedziała mi o nim jedna z moich klientek.
- Nie mogę kogoś śledzić, sprawdzać, podejrzewać, tylko dlatego, że intuicja ci podpowiada, że ta osoba nie jest w porządku... - Sara mnie nieustannie zaskakiwała. Kiedyś nawet nie dopuściłbym do głosu intuicji, nie pomyślałbym nawet o niej, ale przy Sarze, coraz częściej, w głębi ducha, przyznawałem jej rację, że intuicja to faktycznie głos, którego warto czasem posłuchać, ale właśnie - czasem - jeśli są jeszcze jakieś materialne, rzeczywiste ku temu przesłanki. A tu? Miałem śledzić faceta, tylko dlatego, że poskarżyła się na niego jakaś klientka?!
- Wiesz, co wybitny filozof Henri Bergson pisał o intuicji? - zapytała Sara.
Nie znałem się na filozofii. Nigdy nie słyszałem nawet o żadnym Bergsonie.
- Nie mam pojęcia, ale pewnie mi powiesz... - ironizowałem.
- Bergson twierdził i ja się z nim zgadzam, że intuicja jest źródłem poznania. Wiedza człowieka jest głębsza i prawdziwsza, jeśli oprzemy ją na intuicji. Intuicja to wiedza, czerpana z wewnątrz. Dzięki niej zyskujemy pewność, jeszcze zanim ujrzymy dowód.
- Hmmm...
- Zgadzasz się? - ucieszyła się Sara.
Czy z Sarą można było się nie zgadzać?