Tangled (Tom 2). Zakręceni - Emma Chase

-
Proszę czekać

PROLOG

Kobiety stąpają po cienkim lodzie.

Cnotki.

Dziwki.

Złośnice.

Ciche myszki.

Definiowanie, kim jesteście dla świata, to nieustanne balansowanie. To wyczerpujące. Niektóre kobiety znają jednak sposób na chwilową ucieczkę od rzeczywistości. Mają wymówkę, która pozwala im powiedzieć, co tak naprawdę myślą, wybaczyć, choć dobrze wiedzą, że nie powinny, i która popycha je do oddania się tym wszystkim małym, perwersyjnym fantazjom - bez rumieńca na twarzy.

To alkohol.

Może dodać odwagi, by poświntuszyć w rozmowie i wrócić do domu z barmanem. Może zapewnić alibi. Historię, dzięki której kryjesz własny tyłek.

Przecież nie wy to zrobiłyście - byłyście zamroczone rumem Captain Morgan czy wódką Grey Goose.

Niestety, jestem w stanie wlać w siebie sporo alkoholu.

Przerąbane.

Przez te wszystkie lata, Billy'emu nie udało się upić mnie do nieprzytomności. Ani razu. Może dlatego, że miałam już praktykę w piciu. A może taka się już urodziłam.

Tak czy inaczej, trzeba sporo, by zaczęło szumieć mi w głowie, a jeszcze więcej, by mnie upić.

To właśnie dlatego kiedyś wolałam trawkę.

Była dużo bardziej efektywna.

Tak, dobrze słyszałyście - Kate Brooks, nadzwyczajny palacz zioła. Mogłabym się zaprzyjaźnić z gwiazdami rocka. Trawka dodała mi odwagi i pod jej wpływem machnęłam sobie tatuaż. Niestety to już przeszłość. Gdy zaczęłam studiować finanse, zdałam sobie sprawę, że cena, jaką mogę zapłacić za przyłapanie z nielegalnymi substancjami odurzającymi, jest bardzo wysoka.

Zatem teraz truję się wyłącznie legalnymi środkami. Głównie winem.

Pijemy je z Drew co wieczór, by się zrelaksować. A raz w tygodniu mamy wieczór specjalny - coś jak randkę. Wspólnie gotujemy. Drew jest wielkim fanem kuchni meksykańskiej.

Pijemy wtedy, jemy, rozmawiamy, po czym znów pijemy.

Dzisiaj wypiliśmy nieco więcej niż normalnie. Zatem, nawet jeśli nie jestem pijana w powszechnym rozumieniu tego słowa, mam miękkie kolana. Czuję się zrelaksowana. Brak mi zahamowań.

Zaciekawiłam was?

Świetnie.

Moje drogie, otwórzcie okna - zaczyna się robić gorąco.

Jesteśmy w łóżku.

Leżę na plecach. Drew znajduje się pomiędzy moimi nogami. Cóż, przynajmniej jego twarz.

- Uwielbiam twoją cipkę.

Jęczę, kiedy potwierdza to mokrym, skutecznym i gorliwym działaniem. Jest w tym dobry.

- Mógłbym tu, cholera, zamieszkać.

Przyspiesza i nim zdążyłybyście powiedzieć "wychłostaj mnie szpicrutą", ciągnę go za włosy i wykrzykuję jego imię.

Kilka chwil później uśmiechnięty i dumny Drew wczołguje się na mnie i przygniata swoim ciężarem. Opadłam z sił za sprawą wypitego wina oraz, oczywiście, orgazmu. Wszystko wokół jest rozmazane, zasnute mgłą przyjemności, co sprawia, że czuję się jak we śnie.

Całujemy się, a żar rozchodzący się po moim ciele niczym prąd na powrót mnie ożywia. Sprawia, że znów czuję się przytomnie.

Ośmielona alkoholem, odsuwam usta od jego warg i szepczę:

- Drew... Drew, chciałabym czegoś spróbować.

To przyciąga jego uwagę.

- Czego chcesz spróbować? - Przeciąga językiem po moim sutku.

Uśmiecham się i przygryzam wargę.

- Czegoś nowego.

Unosi głowę i patrzy na mnie spod na wpół przymkniętych powiek.

- Lubię nowe rzeczy.

Śmiejąc się, spycham go z siebie, wstaję i podchodzę do komody - po drodze wpadając na szafkę nocną.

- Przepraszam.

Otwieram górną szufladę i wyciągam dwie pary kajdanek. Delores dostała takie na poślubnym wieczorze panieńskim, ale to nie była dla niej nowość.

Nie pytajcie.

Obracam nimi na palcu. Mój seksowny powrót do łóżka zostaje zniweczony potknięciem się w dziesięciocentymetrowych szpilkach, co sprawia, że chichoczę.

Drew klęka na łóżku. W jego oczach dostrzegam pożądanie. Wygląda jak wygłodniały lew przyglądający się soczystemu stekowi, który znajduje się poza jego zasięgiem. Wyciąga rękę, by wyrwać mi kajdanki, ale go odpycham.

- Kładź się na plecy, chłoptasiu.

Wiem, co myśli. Też go słyszycie, prawda?

Mmm... Kate chce zrobić małe show. Ciekawe.

Układa się na plecach i unosi dłonie do słupków zagłówka. Łapię go za nadgarstki i mocuję metal. Klik. Klik.

Szarpie, obiema rękami, testując zapięcie, kiedy siadam na piętach obok niego, wzrokiem omiatając unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Nagi ideał - ciało Drew Evansa.

Piękny.

- Planujesz coś zrobić? Czy chcesz się tak tylko przyglądać całą noc?

Patrzę mu w oczy. Jego spojrzenie zachęca, wyzywa mnie, bym zaczęła, cokolwiek planuję.

Och, dam radę. Nawet w to nie wątpcie.

Z dumą unoszę podbródek i układam dłonie między jego udami. Powoli masuję jego mosznę. Przesuwam dłonią po twardym już fiucie, po czym łapię go mocno - tak jak lubi - a potem kilka razy pocieram w górę i w dół.

Pierś Drew zaczyna szybciej unosić się i opadać.

Rzeczywiście interesujące.

I zanim zapytacie, odpowiem: nie, nie zawsze kręciło mnie coś takiego. To wyzwanie. Śmiałe posunięcie.

Moje stosunki z Billym bywały dwojakie: wstydliwe lub prozaiczne. Niepewne lub rutynowe. I takie zostały do końca. Dopiero przy Drew zdałam sobie sprawę, jak bardzo się z Billym ograniczaliśmy.

W seksie i w życiu.

Dla siebie zawsze pozostaniemy Katie i Billym, niedojrzałymi, zależnymi dzieciakami. Wiecznie młodymi, jak w filmie Źródło młodości.

W pewnym momencie w moje życie wkroczył Drew Evans, otwarty i wymagający, i uwolnił namiętną kobietę, która rozwijała się we mnie od lat. Stałam się wyzwolona. Przynajmniej w łóżku. W jego łóżku.

Wypinając tyłek, pochylam się ku Drew i biorę go w usta. Ten kontakt sprawia, że się wzdryga. Alkohol musiał znieczulić mnie na tyle, że nie mam odruchu wymiotnego, wkładając go sobie całego do gardła.

I robię to. Cztery, pięć, sześć razy. Po czym patrzę Drew w oczy. Robienie loda? Faceci uwielbiają kontakt wzrokowy. Nie pytajcie dlaczego - nie mam pojęcia.

- Drew, podoba ci się, jak ssę twojego fiuta?

Lubi też świntuszyć. Właściwie niewiele jest rzeczy, których Drew nie lubi.

Oczy uciekają mu w tył.

- Cholera, tak.

Biorę się więc do roboty, dołączając do tego język.

Drew coraz szybciej oddycha, a dysząc, mówi:

- Boże, kochanie, jesteś najlepsza. Mogłabyś udzielać lekcji.

Ha - jasne! Sto jeden porad, jak lizać fiuta.

Po dwóch latach jestem ekspertką w odczytywaniu mowy ciała Drew. Zatem, gdy zaczyna unosić biodra i zaciskać w powietrzu dłonie, wiem, że jest blisko spełnienia. Jego głębokie jęki sprawiają, że niemal porzucam swój plan.

Decyduję się jednak kontynuować.

Na kilka sekund, zanim Drew osiągnie orgazm, odsuwam się. I siadam.

Drew, zaciskając mocno powieki, czeka na wybuch, który wcale nie nadchodzi.

Po chwili, zdezorientowany, otwiera oczy.

Uśmiecham się, wiedząc, że mam nad nim władzę.

Czuję się trochę jak dziwka.

Ziewam przeciągle.

- Wiesz, przez to wino naprawdę opadłam z sił. Jestem zmęczona.

- Co... co? - jęczy.

- Chyba muszę odsapnąć. Nie masz nic przeciwko, prawda?

Drew warczy:

- Kate...

Siadam na nim okrakiem, pozwalając, by jego męskość znajdowała się między moimi udami, lecz nie dając mu wejść.

- I chce mi się pić. Idę po wodę. Też chcesz?

- Kate, to nie jest śmieszne.

Oho, wkurzył się.

To straszne.

Przesuwam palcem po jego piersi.

- A ktoś się śmieje?

Szarpie kajdankami - tym razem mocniej. Kiedy nie daje rady się oswobodzić, chichoczę. Kto by przypuszczał, że drażnienie lwa może być takie zabawne?

- Spokojnie, Drew. Poleż sobie tutaj, a ja zaraz wrócę... - Wzruszam ramionami. - Kiedyś.

Pospiesznie całuję go w nos, wyskakuję z łóżka i wybiegam z pokoju, gdy krzyczy za mną.

Nie patrzcie tak na mnie; postanowiłam się z nim podroczyć. Dobrze wiecie, że na to zasługuje. Przecież nie dzieje mu się żadna krzywda, prawda?

Dumna z siebie, przechodzę korytarzem do kuchni. Gdy wchodzę na zimne płytki, dostaję gęsiej skórki. Naprawdę chce mi się pić, więc wyjmuję szklankę z szafki i nalewam zimnej wody.

Stojąc przy zlewie, biorę duży łyk i zamykam oczy, gdy chłodna ciecz spływa po moim wyschniętym gardle. Kropelka wody spływa mi z policzka na obojczyk, a później na biust.

Bez ostrzeżenia do moich pleców przywiera twarda pierś, kompletnie mnie zaskakując. Piszczę i upuszczam szklankę, która rozbija się w zlewie.

Nie wiem, jak się uwolnił, ale kajdanki zwisają mu z nadgarstków. Duże ręce oplatają mnie, nie pozwalając się ruszyć.

Drżę, gdy uwodzicielski oddech owiewa moje ucho.

- To nie było miłe, Kate. Dlatego ja też mogę być niemiły - mówi cicho. W jego głosie nie słychać złości, lecz stanowczość. To bardzo podniecające.

Łapie mnie za włosy i ciągnie, przez co, wyginając plecy w łuk, przyciskam biodra do zlewu. Szarpnięciem odchyla mi głowę na bok i całuje - zatapiając w moich ustach język, za którym nie mogę nadążyć. Pocałunek jest zaborczy. To walka o dominację.

Chwilę później Drew wchodzi we mnie i zaczyna się poruszać, podbrzuszem uderzając o mój tyłek. To ekscytujące. Jęczę, gdy zlew wbija mi się w brzuch, jednak niebyt mnie to obchodzi. Skupiam się wyłącznie na Drew, który mnie kontroluje, posiada, ujeżdża.

Chwyta mnie za rękę i nasze splecione dłonie lądują między moimi nogami. Naciskając na moje palce, zmusza mnie, bym sprawiała sobie przyjemność. Facetów kręci masturbacja. Zaczęłam rozumieć, że rozpala ich to, jak zapałka kanister benzyny.

W końcu puszcza moją dłoń, ale nie przestaję poruszać palcami, jak tego sobie życzył. Jakbym była marionetką, a Drew lalkarzem.

Wtedy on się odsuwa, zabierając z moich pleców całe ciepło. Zwalnia tempo, po czym czuję, że przesuwa dłonią w dół mojego kręgosłupa. Zaczyna ściskać i ugniatać mi pośladki, później przesuwa palcem po delikatnej skórze między nimi.

Spinam się. To dla nas nowy ląd. No przynajmniej dla mnie. Nie mam wątpliwości, że Drew był już w każdej kobiecej dziurce. Jednak dla mnie to coś nowego, więc troszkę się denerwuję.

Palcami wykonuje kilka delikatnych ruchów, aż się odprężam. Napięcie spływa z moich ramion i po raz kolejny daję się porwać intensywnej przyjemności, jakiej dostarczają mi jego biodra.

Wtedy wsuwa we mnie jeden palec.

To nie boli i nie jest nieprzyjemne. Podwójna penetracja jest jak skok ze spadochronem. By ją docenić, trzeba spróbować. Tak naprawdę nie da się tego opisać.

Chociaż spróbuję: jest zachwycająca. W zakazany, niegrzeczny sposób.

Drew powoli, w rytm pchnięć penisa, zaczyna poruszać palcem.

Ucieka mi długi, głęboki, nieskrępowany jęk. Szybciej i mocniej stymuluję łechtaczkę. Po czym dostaję zadyszki, gdy Drew rozciąga mnie nieco, robiąc miejsce na drugi palec.

Jego ruchy są niespieszną, dręczącą torturą, z powodu której mam ochotę otworzyć usta i błagać o więcej.

Więcej żaru, więcej tarcia.

Szybciej, więcej, proszę.

Drew delikatnie popycha mnie w przód. Pochylam się, moje włosy rozsypują się na dnie zlewu. I wtedy całkowicie ze mnie wychodzi - znika z mojego ciała.

Czuję ból z powodu tej straty.

Aż czuję, że mokra od moich soków główka penisa ociera się o otwór, który rozszerzył palcami.

- Drew... - zawodzę z przyjemności i jednocześnie z bólu. Jednak wszystko to jest rozkosznie przyjemne.

- Zgódź się, Kate. Jezu Chryste... proszę, zgódź się. - Jego głos jest ochrypły z pożądania. Drew mnie pragnie, więc nagle czuję, że mam nad nim władzę. Dziwne, biorąc pod uwagę naszą obecną pozycję, ale jednak to ja tu rządzę.

Równie dobrze może klęczeć u moich stóp, czekając, aż się zgodzę.

Nie myślę o tym. Nie rozważam możliwości czy ewentualnych konsekwencji. Czuję jedynie entuzjazm z powodu odkrycia tej sensacji. I poddaję się. Ufam mu.

- Tak...

Bardzo wolno Drew we mnie wchodzi. Przez chwilę czuję ból - pieczenie przy rozciąganiu - więc biorę gwałtowny wdech. Drew zatrzymuje się, aż wypuszczam powietrze. Po czym wchodzi we mnie całkowicie i się nie rusza. Przez chwilę pozwala mojemu ciału przyzwyczaić się do tego odczucia.

Przesuwa dłoń po moim biodrze, po czym wsuwa mi ją między uda. Wślizguje się pod moją dłoń i zaczyna poruszać palcami wkoło. Robi to wspaniale, zmysłowo, następnie wkłada je do środka, po czym wyciąga je i znów wsuwa, i tak w nieskończoność.

Zawsze uważałam seks analny za ostateczny pokaz dominacji. Coś, co wymaga użycia siły. Może nawet coś upokarzającego.

Jednak wcale tak tego nie odczuwam.

To pierwotne... niezbadane... ale też piękne doświadczenie. Uświęcone.

Jakbym oddała mu dziewictwo. I chyba w jakimś stopniu tak się właśnie stało.

Pierwsza się poruszam, przyciskając do niego pośladki. Dając Drew przyzwolenie - chcąc poznać, doświadczyć tego nowego doznania. Chcąc przekroczyć ostateczną granicę. Z nim.

To bardziej niż erotyczne. Bardziej niż intymne.

Drew przyciska usta do moich pleców, całując, przeklinając i szepcząc moje imię. I wtedy to on zaczyna się poruszać. Znów przejmuje kontrolę. Wślizguje się tam i z powrotem - czule, ale w równym rytmie.

Czuję się bosko.

Przyciskam jego palce znajdujące się na mojej łechtaczce. Zaczynają drżeć mi nogi i wiem, że jestem blisko. Bardzo blisko. Jakbym wspinała się po ostrym zboczu i wiedziała, że szczyt znajduje się zaledwie kilka kroczków dalej.

Oddychamy głęboko przez rozchylone usta za każdym razem, gdy Drew porusza biodrami.

- Tak... tak... tak...

Orgazmy mężczyzn są w dziewięćdziesięciu procentach fizyczne. Łatwo im je osiągnąć, bez względu na to, gdzie krążą akurat ich myśli. Kobiety mają trudniej. Nasze orgazmy w głównej mierze zależą od naszej psychiki. Oznacza to, że jeżeli chcemy je osiągnąć, podczas seksu nie możemy myśleć o praniu czekającym w łazience czy o papierach leżących na biurku.

Właśnie dlatego to nie dłoń ani penis doprowadza mnie do spełnienia.

To głos Drew.

Przyciskając czoło do mojej łopatki, mówi:

- O Boże... o Boże... o Boże... - To takie do niego niepodobne. Brzmi jakby całkowicie się odsłonił. Obnażył psychicznie. Był wrażliwy.

Ten irytujący mężczyzna, który zawsze chce panować nad sytuacją, sam podejmuje decyzje, który nie wykonuje żadnego ruchu, nie badając uprzednio drobiazgowo problemu, przerzucając w swym niezwykłym umyśle różne scenariusze, rozważając za i przeciw - stojąc za mną, dosłownie się rozpada.

A kiedy na zmianę szepcze przekleństwa i modlitwy - spadam z krawędzi.

W czystą ekstazę.

Odchylam głowę w tył i zamykam oczy. Pod powiekami widzę gwiazdy, gdy ściskają mi się mięśnie i krzyk ucieka mi z gardła, a oszołomienie zastępuje fala rozkoszy.

Ruchy Drew stają się nierówne i pospieszne, jakby tracił rytm i kontrolę.

Chwilę później przyciąga do siebie moje biodra i trzyma je mocno, a długi, gardłowy jęk wydostaje się z jego ust.

Potem nabieramy powietrze, nadal połączeni i drżący. Wychodząc ze mnie, trzyma mnie za ramiona.

Odwraca mnie do siebie. Obejmuje moją twarz i całuje w usta. To słodki, czuły i tkliwy pocałunek. Wyraźnie kontrastujący z gwałtownym aktem przed chwilą.

Nie wiem dlaczego, ale moje oczy wypełniają się łzami.

Na twarzy Drew natychmiast maluje się niepokój.

- Dobrze się czujesz? Skrzywdziłem cię?

Uśmiecham się przez łzy, które są wyrazem szczęścia. Nigdy nie czułam się tak z nim związana.

- Nie. Cudownie się czuję. Możesz w każdej chwili być dla mnie niemiły.

Wtedy Drew też się uśmiecha. Widzę na jego twarzy ulgę i zadowolenie.

- Przyjąłem do wiadomości.

Bierze mnie w ramiona i zanosi pod prysznic. Stoimy pod ciepłym strumieniem i z czułością myjemy się nawzajem, po czym Drew owija mnie w gruby, ciepły ręcznik i zanosi do łóżka. Okrywa nas kołdrą i tuli mnie mocno, przez co czuję się ważna. Zawsze sprawia, że tak to odbieram. Jakby mnie cenił, szanował, uwielbiał.

Czy byłam obolała następnego dnia? Troszkę. Ale nie było tak źle.

Za dużo informacji? Przepraszam, chciałam pomóc. W każdym razie chodzi mi o to, że ból o poranku wart był swojej przyczyny.

Pytacie, do czego właściwie zmierzam? Dlaczego opowiadam wam o tym wszystkim? Nie chodzi tu o dobry seks. O bardzo, bardzo dobry seks, do którego nie potrzeba alkoholu. Nie chodzi też o dopasowanie, praktykę, a nawet o miłość.

Chodzi o zaufanie.

O oddanie się innej osobie i pozwolenie, by zaprowadziła was na zupełnie nowe lądy. A ja ufałam Drew. Ufałam umysłem, ciałem i sercem. Zawierzyłam mu bez reszty.

Przynajmniej wtedy.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Gdy chodziłam do szkoły, moim ulubionym przedmiotem była biologia. Najbardziej fascynowało mnie zagadnienie przeobrażania się organizmów w zupełnie nowe postacie. Jak kijanki w żabę. Lub larwy w motyla.

Zaczynają jako takie stworzenie, a kończą jako zupełnie inne. Zmieniają się nie do poznania.

Każdy, patrząc na motyla, myśli, jaki piękny. Jednak nikt nie zdaje sobie sprawy, przez co musiał przejść, by stać tym, czym jest. Kiedy gąsienica buduje kokon, nie wie, co się dzieje. Nie rozumie nadchodzącej przemiany.

Myśli, że umiera. Wydaje jej się, że świat się kończy.

Metamorfoza jest bolesna. Przerażająca, niezbadana. Dopiero po przemianie gąsieniczka zdaje sobie sprawę, że było warto.

Ponieważ teraz może latać.

Właśnie tak się teraz czuję. Silniejsza niż byłam dotychczas.

Myślicie, że wcześniej byłam twarda?

Głuptasy. Niektóre moje zachowania były brawurą. Inne fasadą.

Radzenie sobie z Drew Evansem jest jak pływanie na jednej z tych zdradzieckich fal tuż przy plaży. Jest przytłaczająca. Mimo że ze wszystkich sił człowiek próbuje za nią nadążyć, ona i tak go stłamsi, pozostawiając za sobą z ustami pełnymi piasku.

Zatem musiałam udawać twardzielkę.

Ale nie muszę już dłużej udawać, ponieważ teraz jestem jak granit. Nieprzenikniona. Całkowicie.

Zapytajcie kogokolwiek, kto przeżył mocne trzęsienie ziemi lub pożar domu, który zabiera wszystko, co istotne. Nieoczekiwana katastrofa zmienia.

Opłakuję swoje dawne ja. Swoje stare życie. To, które planowałam dzielić z Drew na zawsze.

Jestem taka zdezorientowana. Przepraszam - zacznijmy raz jeszcze.

Widzicie tę kobietę? Siedzącą na huśtawce na pustym placu zabaw?

To ja - Kate Brooks.

Właściwie nie do końca. Przynajmniej nie ta Kate Brooks, którą pamiętacie. Jak już mówiłam - teraz jestem inna.

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego tu jestem, dlaczego wróciłam do Greenville w Ohio, i to sama. Ściśle rzecz biorąc, nie jestem sama. Ale do tego jeszcze dojdziemy.

Powód mojego pobytu w Greenville jest prosty. Nie mogłam znieść Nowego Jorku. Ani jednego dnia dłużej. Nie po tym wszystkim.

A Drew?

Został tam. Prawdopodobnie walczy z niekończącym się kacem. A może nadal jest pijany. Kto to może wiedzieć? Nie skupiajmy się na nim za bardzo. Ma atrakcyjną striptizerkę, która się nim zajmuje.

Tak, powiedziałam: striptizerkę. Przynajmniej mam nadzieję, że to striptizerka. Równie dobrze mogłaby być prostytutką.

Myślałyście, że pogalopujemy z Drew w kierunku zachodzącego słońca? Że będziemy żyli długo i szczęśliwie? Witajcie w klubie. Najwyraźniej bajka może trwać najdłużej dwa lata.

Nie sprawdzajcie tytułu książki. To właściwa opowieść. To nadal historia Drew i Kate. Tylko odwrócona. Zakręcona. Witaj w Krainie Oz, Toto. To strasznie popieprzone miejsce.

No co? Myślicie, że mówię jak Drew? Tak właśnie twierdzi Delores - że zaraził mnie swoją niewyparzoną gębą. Nazywa to mowa-Drew. Najwyraźniej po dwóch latach zdążyłam ją przejąć.

Ale widzę, że zastanawiacie się, co takiego się stało. Słyszę, jak mówicie: "Byliście tacy zakochani", "Byliście dla siebie stworzeni". Prosicie, bym opowiedziała, co się zmieniło. Albo jeszcze lepiej - o striptizerce.

W każdy razie - możecie wierzyć lub nie - problemem nie była inna kobieta. Przynajmniej nie na początku. Drew nie ściemniał, gdy mówił, że pragnie tylko mnie. Bo pragnął. I nadal tak jest.

Tyle, że teraz nie chce nas.

Nadal nie rozumiecie? Pewnie dlatego, że nie opowiadam tego jak należy. Powinnam zacząć od początku. Widzicie, w zeszłym tygodniu dowiedziałam się...

Nie, czekajcie. Tak też się nie uda. Jeśli macie zrozumieć moją sytuację, muszę cofnąć się jeszcze dalej.

Nasz koniec zaczął się jakiś miesiąc temu. Rozpocznę od tej chwili.

Pięć tygodni wcześniej

- Cholera jasna, wygląda na to, że mamy umowę!

Kim jest facet w kowbojskim kapeluszu, siedzący naprzeciwko mnie w sali konferencyjnej i podpisujący stos dokumentów? To Jackson Howard senior. A młodsza wersja w czarnym kapeluszu siedząca obok niego? To Jack junior. Są farmerami, hodowcami bydła. Właścicielami największego ranczo w Ameryce Północnej i właśnie kupili najbardziej zaawansowaną technologię śledzenia GPS w kraju. Pewnie zadajecie sobie pytanie, dlaczego dwaj bogaci biznesmeni przemierzają całe Stany, by rozwijać swoje imperium?

Ponieważ chcą być najlepsi, pracować z najlepszymi. A tu najlepsza jestem ja.

Chociaż może powinnam powiedzieć "my".

Drew odbiera od niego podpisaną umowę.

- Jasne, Jack. Na twoim miejscu zacząłbym szukać jachtu nadającego się do podróży służbowych. Kiedy wpłyną zyski, twój księgowy zechce odpisać od podatku coś naprawdę dużego.

Kate i Drew.

Drużyna marzeń spółki Evans, Reinhart i Fisher.

John Evans, ojciec Drew z pewnością wiedział, co robi, kiedy polecił nam razem pracować. Uwielbia o tym przypominać. Twierdzi, że wiedział, iż będziemy niepokonanym zespołem - no chyba że sami się pozabijamy. Najwyraźniej jednak John gotów był zaryzykować. Oczywiście nie wiedział, że wszystko między nami skończy się w taki sposób, ale... i tak na nas postawił. Widzicie, po kim Drew ma charakter, prawda?

Wchodzi Erin z płaszczami naszych klientów. Patrzy na Drew i stuka palcami w zegarek. Drew dyskretnie kiwa głową.

- Chodźmy to uczcić, zabawić się za wszystkie czasy! Zobaczymy, czy wy, miastowi, dotrzymacie kroku komuś takiemu jak ja - mówi Jackson Howard. Nawet jeśli dobiega siedemdziesiątki, ma energię dwudziestolatka. Podejrzewam, że ma też w zanadrzu więcej niż jedną historyjkę o ujeżdżaniu byka.

Otwieram usta, by przystać na jego propozycję, ale Drew mi przerywa:

- Z przyjemnością Jack, ale niestety mamy z Kate zaplanowane spotkanie. Na dole czeka samochód, który obwiezie was po najlepszych lokalach w mieście. Bawcie się dobrze i oczywiście transport macie na nasz koszt.

Wstają, a Jack uchyla kapelusza.

- Cholernie miło z twojej strony, synu.

- Proszę bardzo.

Idą do drzwi, ale Jack junior odwraca się do mnie i podaje mi wizytówkę.

- Naprawdę dobrze mi się z panią pracowało, pani Brooks. Gdyby zawitała pani w nasze strony, z chęcią bym panią oprowadził. Mam przeczucie, że Teksas by się pani spodobał. Być może nawet zdecydowałaby się pani zapuścić tam korzenie.

Tak, zdecydowanie na mnie leci. Pewnie myślicie, że to kiepski podryw. Jeszcze dwa lata temu sama bym tak pomyślała. Jednak Drew powiedział mi wtedy, że to się często zdarza. Biznesmeni tacy właśnie są, zarozumiali i obślizgli. Tak jakby musieli tacy być.

Właśnie dlatego ta branża jest na trzecim miejscu w statystykach dotyczących niewierności. Wyprzedzają ją tylko zawodowi kierowcy i policjanci. Długie godziny pracy, częste podróże, zdrada staje się niemal nieunikniona. A właściwie to jest przesądzona.

Tak właśnie zaczął się mój związek z Drew, pamiętacie?

Jednak Jack junior nie jest typowym kolesiem, który się do mnie zaleca. Wydaje się szczery. Słodki. Zatem w ramach uprzejmości, wyciągam rękę, by przyjąć jego wizytówkę, i się uśmiecham.

Jednak Drew jest szybszy.

- Z przyjemnością skorzystamy z zaproszenia. Wprawdzie nie mamy wiele interesów na południu, ale kiedy następnym razem coś nas tam zagna, obiecujemy, że się odezwiemy. - Stara się brzmieć profesjonalnie, nie zdradzać emocji. Jednak mówi to przez zaciśnięte zęby. Pewnie, że się uśmiecha, ale widziałyście kiedyś Władcę pierścieni? Gollum też się uśmiechał. Tuż przed ugryzieniem gościa, który trzymał jego "ssskarb".

Drew jest zaborczy. Taki jest, i już. Matthew opowiedział mi kiedyś pewną historyjkę. Pierwszego dnia, gdy miał iść do przedszkola, mama kupiła mu pudełko na kanapki. Z Yodą. Kiedy się bawili, Drew nie wypuszczał z rąk tego pudełka, ponieważ obawiał się, że ktoś może mu je zabrać. Lub zniszczyć. Musiał upłynąć tydzień, zanim Matthew przekonał go, że nic takiego się nie stanie - albo że wybiją zęby każdemu, kto spróbuje.

W takich chwilach dokładnie wiem, jak czuło się tamto pudełko.

Uśmiecham się serdecznie do Jacka juniora, a ten uchyla kapelusza. Po czym obaj z ojcem wychodzą.

Kiedy tylko drzwi się za nimi zamykają, Drew drze na kawałeczki wizytówkę.

- Palant.

Szturcham go w ramię.

- Przestań. Był miły.

Drew zerka na mnie spode łba.

- Naprawdę myślisz, że ukochane dziecko traktora i snopowiązałki było miłe? Serio? - Stawia krok w moją stronę.

- Tak, serio.

Drew zaczyna mówić z południowym akcentem:

- Może powinienem kupić sobie ochraniacze na spodnie. I kowbojski kapelusz. - Po czym mówi już normalnie: - Albo jeszcze lepiej, tobie też kupię. Będę mógł być dzikim ogierem, a ty będziesz odważną kowbojką, która będzie mnie ujeżdżać.

Najśmieszniejsze jest to, że on wcale nie żartuje.

Kręcę głową i śmieję się.

- Co to za tajemnicze spotkanie, na które się wybieramy? Nie mamy przecież nic w kalendarzu.

Drew się szczerzy.

- Mamy być na lotnisku. - Wyciąga z kieszeni dwa bilety lotnicze. Pierwszej klasy. Do Cabo San Lucas - meksykańskiego kurortu.

Przyspiesza mi oddech.

- Cabo?

Oczy Drew błyszczą.

- Niespodzianka.

W ciągu dwóch ostatnich lat podróżowałam więcej niż przez całe życie - widziałam już kwitnące wiśnie w Japonii, krystalicznie czystą wodę w Portugalii... Wszystko, co Drew już widział, wszystkie te miejsca, które wcześniej odwiedził. Miejsca, którymi chciał się ze mną podzielić.

Spoglądam uważniej na bilety i marszczę brwi.

- Drew, mamy odlot za trzy godziny. Nie zdążę się spakować.

Z garderoby wyciąga dwie walizki.

- Jak to dobrze, że mam tutaj te maleństwa.

Obejmuję go za szyję i ściskam.

- Jesteś najlepszym chłopakiem na świecie.

Uśmiecha się łobuzersko tym swoim uśmieszkiem, przez który jednocześnie ma się ochotę go pocałować i dać mu klapsa.

- Wiem.

Hotel jest oszałamiający. Taki widok z okien oglądałam tylko na pocztówkach. Mamy apartament na ostatnim piętrze. Jak Richard Gere w Pretty Woman, Drew wybiera wyłącznie wszystko co najlepsze.

Jest późno, gdy docieramy na miejsce, ale po drzemce w samolocie oboje mamy sporo energii. I jesteśmy głodni.

Ostatnio wszystkie linie lotnicze tną koszty, nawet w pierwszej klasie. Kanapki być może są darmowe, ale to wcale nie oznacza, że jadalne.

Drew idzie pod prysznic, a ja się rozpakowuję. Dlaczego nie bierzemy razem prysznica? Naprawdę muszę na to odpowiadać?

Rozkładam walizki na łóżku i otwieram je. Większość mężczyzn patrzy na pustą walizkę jak na jakieś równanie fizyczne - mogą się tak gapić godzinami, lecz nadal nie mają cholernego pojęcia, co z tym fantem zrobić.

Jednak nie Drew.

On jest panem "Pomyślałem o Wszystkim".

Spakował większość rzeczy, o których nie pomyślałby mężczyzna. Mam wszystko, czego potrzebuję, by mieć fajne i przyjemne wakacje. Prócz bielizny. W obu walizkach nie ma ani jednej pary majtek. I nie dlatego, że nie potrafię ich znaleźć.

Mój facet ma poważny uraz do majtek. Jeśliby to od niego zależało - oboje cały czas chodzilibyśmy w stroju Adama i Ewy - oczywiście bez listków figowych.

Spakował mi jednak resztę potrzebnych rzeczy. Dezodorant, maszynkę do golenia, kosmetyki do makijażu, tabletki antykoncepcyjne, balsam do ciała, resztę antybiotyku na zapalenie ucha, którego nabawiłam się w zeszłym tygodniu, krem pod oczy i tak dalej, i tak dalej.

Zatrzymajmy się na momencik przy lekach. Mam kilku klientów z branży farmaceutycznej. Te firmy mają specjalne działy, których zadaniem jest pisanie.

Pytacie: pisanie czego? Widziałyście ulotki o lekach, prawda? Te zawierające listę skutków ubocznych i proponowane działanie w przypadku ich wystąpienia? Te, gdzie przeważnie piszą: "może wywołać uczucie senności", "nie ma wpływu na prowadzenie pojazdów", "natychmiast skontaktuj się z lekarzem", bla, bla, bla...

Większość z nas otwiera kartonowe pudełeczko, wyjmuje z niego tabletki i wywala resztę do kosza. Większość tak robi... chociaż nie powinniśmy. Nie będę was zanudzać. Powiem tylko: przeczytajcie ulotkę, nie pożałujecie.

A teraz wróćmy do Meksyku.

Drew wychodzi z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, co sprawia, że zapominam o rozpakowywaniu walizek. Wiecie, że niektórzy faceci lubią pogapić się na cycki, inni na tyłki i tak dalej, prawda? Kobiety mają tak samo. Ja też mam fetysz. Podobają mi się męskie przedramiona. Jest w nich coś... seksownego. Są bardzo, bardzo męskie.

Drew ma najładniejsze przedramiona, jakie w życiu widziałam. Pięknie ukształtowane i opalone. Nie są zbyt umięśnione i zbyt szczupłe, nie są też za bardzo owłosione.

Odwija ręcznik z bioder i zaczyna się wycierać. Jestem pewna, że się ślinię.

Chociaż, mimo wszystko, wolę patrzeć na tyłek.

- Wiesz, że niegrzecznie jest tak się gapić?

Unoszę wzrok.

Drew się uśmiecha, więc podchodzę do niego powoli - jak pantera zbliżająca się do ofiary.

- Teraz też?

Drew oblizuje usta.

- Zdecydowanie.

Kropla wody spływa mu po mostku. Też nagle jesteście spragnione, prawda?

- Cóż, nie chciałabym być nieuprzejma.

- Broń Boże.

W chwili, kiedy planuję pochylić się i zlizać tę kroplę, burczy mi w brzuchu. I to głośno.

Burrrrr...

Drew się śmieje.

- Może powinienem cię najpierw nakarmić. Do tego, co planuję, będziesz potrzebowała energii.

Przygryzam wargę.

- Zaplanowałeś coś?

- Dla ciebie? Zawsze coś planuję. - Odwraca mnie i klepie w tyłek. - A teraz wpakuj tę apetyczną pupcię pod prysznic, żebyśmy mogli wyjść. Im szybciej zjemy, tym szybciej będziemy mogli tu wrócić i pieprzyć się aż do świtu.

Tak naprawdę Drew nie chciał być taki wulgarny.

No dobra - macie rację - pewnie chciał.

Godzinę później idziemy na obiad. Drew zaskoczył mnie nową sukienką - białą, z koronką, bez ramiączek, z lamówką, która powiewa tuż nad kolanami.

Rozpuściłam pofalowane włosy, bo wiem, że to uwielbia.

Wracając do mojego chłopaka - nie mogę oderwać od niego oczu. Włożył beżowe spodnie i śnieżnobiałą koszulę, której rękawy podwinął, i nie dopiął kilku guzików przy szyi. Wygląda bosko.

Wchodzimy do restauracji.

Zawsze uważałam kulturę latynoską za interesującą. Muzykę, ludzi, ich energię, pasję, lekkość.

Wszystkie te słowa dokładnie opisują miejsce, w którym się znajdujemy. W restauracji panuje półmrok - jedyne światło płynie ze świec ustawionych na stolikach i migotliwych lampek na suficie. Pulsujący rytm dochodzi z narożnika sali, gdzie gra zespół kilku muzyków.

Drew po hiszpańsku prosi o stolik dla dwojga.

Tak - zna hiszpański. I francuski. Uczy się japońskiego. Myślałyście, że ma seksowny głos? Możecie mi zaufać, póki nie usłyszycie, jak szepcze sprośności w innym języku, nie będziecie wiedzieć, co to znaczy seksowny głos.

Idziemy za czarnowłosą krępą kelnerką.

Rozejrzyjcie się. Widzicie, jak spoglądają na Drew kobiety, gdy tylko przekroczył próg restauracji? Jak taksują go wzrokiem, jak wyzywająco na niego patrzą?

Zawsze to zauważam.

Jednak Drew nigdy. Ponieważ na nie patrzy. Nie poświęca im żadnej uwagi.

Jeśli faceci myślą, że gapienie się na inną kobietę nie boli, są w błędzie. Kobiety nie odbierają tego jako delektowania się widokiem. Myślą, że mężczyzna je porównuje i zaraz wytknie im ich wady. A to boli. Jak zacięcie kartką papieru w oko.

Wiem, że Drew, gdyby chciał, mógłby mieć każdą kobietę - modelkę z Beverly Hills, dziedziczkę fortuny z Park Avenue. Jednak wybrał mnie. Walczył o mnie. Kiedy wychodzimy gdzieś razem, Drew bardzo podbudowuje moją pewność siebie. Ponieważ jestem jedyną kobietą, na którą spogląda.

Siadamy i przeglądamy menu.

- Proszę, wytłumacz mi raz jeszcze, jakim cudem udało ci się ukończyć studia i nie nauczyć się prawidłowo pić tequili?

Śmieję się.

- W liceum urządzaliśmy ogniska. - Spałyście kiedyś z głową opartą na pustej butelce po wodzie mineralnej zamiast poduszki? To wcale nie jest fajne. - Pewnego razu chłopaki pili tequilę i Billy połknął robaka. Miał halucynacje. Tego samego dnia w szkole na biologii uczyliśmy się anatomii płazów i Billy'emu wydawało się, że jest żabą i że Delores próbuje zrobić mu sekcję. Uciekł do lasu i trzy godziny zajęło nam, zanim go znaleźliśmy z językiem w kałuży. Od tamtego czasu unikałam tequili.

Drew kręci głową.

- To tylko potwierdza, co już wiedziałem. Billy Warren jest i zawsze był kompletnym debilem.

Jestem przyzwyczajona do wyzwisk Drew pod adresem Billy'ego. A w tym konkretnym przypadku wcale nie mija się z prawdą.

Mówię więc tylko:

- Jeśli nie każesz mi połknąć robaka, mogę spróbować.

Jego spojrzenie promienieje, wygląda jak dzieciak z sklepie rowerowym.

- Wiesz, co to oznacza?

- Co?

Porusza zabawnie brwiami.

- Nauczę cię, jak się pije tequilę prosto z ciała.

SPIS TREŚCI

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

PROLOG

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

ROZDZIAŁ SZESNASTY

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

EPILOG

PODZIĘKOWANIA

ZAPOWIEDŹ

O AUTORCE

Reklama 1

Reklama 2

Reklama 3

Karta redakcyjna