WPROWADZENIE - TEATR, KTÓREGO JĘZYKIEM - JEST RUCH
Problem świata, a na początek
problem ciała własnego, polega na tym, że wszystko się w nim
zawiera.
[MERLEAU-PONTY
1945/2001: 219]
W połowie minionego wieku
Maurice Merleau-Ponty w przenikliwy, acz oparty wyłącznie na uważnej
obserwacji sposób puentował to, co dziś zaczyna potwierdzać się za
sprawą empirycznych badań. Mimo wysokiego rozwoju ludzkiego umysłu,
ciało wciąż pozostaje podstawą naszego doświadczenia.
Zawsze dostrzegano, że gest lub mowa przeobrażają
ciało, ale poprzestawano na stwierdzeniu, że stanowią one
rozwinięcie lub przejaw innej mocy, myśli lub duszy. Nie widziano
tego, że aby móc wyrażać, ciało musi w ostatecznej instancji
stać się myślą lub intencją, którą dla nas znaczy [MERLEAU-PONTY 1945/2001: 218].
Jednocześnie
[...] niezależnie od tego, czy chodzi o ciało
innego, czy o moje własne ciało [podkr. T. C.], jedynym sposobem
poznania ludzkiego ciała jest jego przeżywanie, to znaczy przejmowanie
na własne konto dramatu, który je przenika, i jednoczenie się z nim
[IBIDEM: 219].
Fenomenologia wydawała
się dostrzegać to, co powraca dziś w nauce, a więc nie
tylko korporalny, lecz także ruchowy, motoryczny, albo wręcz
performatywny charakter ludzkiego poznania. W środowisku
kognitywistów nurt ten nazywa się "ucieleśnionym umysłem"
(ang. embodied mind) albo "ucieleśnionym
poznaniem" (ang. embodied cognition). Polskie
tłumaczenia nie do końca oddają sens tych terminów, nieszczęśliwie
konotując je rytualistycznie. "Ucieleśnienie umysłu" nie oznacza
bowiem "zstąpienia myśli do ciała", lecz oparcie jej istnienia
na doświadczeniu cielesnym. W tym sensie ma rację Merleau-Ponty,
mówiąc: "Ciało [w ruchu - przyp. T. C.] jest naszym ogólnym
sposobem posiadania świata" [IBIDEM:
237]. I w rzeczywistości nie ma innego, niespirytualistycznego lub
magicznego sposobu niż właśnie ten.
Jeśli uznać esencjonalność
"ciała w ruchu" za podstawę procesów poznawczych, wówczas
oczywiste się staje, że powinna ona także być w centrum
zainteresowania nauk o widowiskach. W kategoriach motorycznych mózg
jest w stanie opisać niemal wszystko, włączając w to przedmioty,
emocje, a nawet abstrakcyjne pojęcia. Moją ambicją nie jest przy
tym marginalizowanie innych środków scenicznych, gdyż w ogóle nie
podejmuję się ich porównywania. Pojmuję za to ruch jako podstawę
naszego doświadczenia w ogóle, a nie jedynie jako jedno z narzędzi
twórczych. Z drugiej strony w tańcu mamy do czynienia z ruchem
niezwykłym, stąd w naturalny sposób jemu właśnie - jako
specyficznej, widowiskowej formie sztuki - będę poświęcać
najwięcej uwagi.
Relację między ruchem
a tańcem należy doraźnie uznać za hierarchiczną: każdy taniec
jest ruchem, ale nie odwrotnie. Opisując działania performerów,
będę jednak obu terminów używać naprzemiennie, zakładając,
że z każdego ruchu, jako abstrakcyjnej wartości ludzkiej
aktywności, można uczynić taniec lub tak go widzieć - co jest
zgodne z estetyką teatru tańca ostatnich lat. Być może trafnie
byłoby zdefiniować taniec jako autoteliczną odmianę ruchu,
który zwykle ma określoną zewnętrzną przyczynę i cel[1]. Na oba te terminy będzie się też nakładał trzeci,
czyli działanie - performans[2] - oznaczające intencjonalny ruch/taniec, który
nastawiony jest na interakcję z otoczeniem, choć nie musi mieć
w tym przyczyny ani celu. Mimo że różnica między przywołanymi
terminami jest wyczuwalna, to jednak pozostaje ambiwalentna. Pisząc
więc o tańcu, będę za każdym razem starał się definiować,
jaką jego formę lub aspekt mam na myśli, gdyż np. zupełnie
inaczej ludzki mózg radzi sobie z baletem, a inaczej z kontakt
improwizacją (ang. contact improvisation)[3]. I znów - obie te formy się przenikają i ustalenia
neuropsychologów często dają się aplikować do obu wspomnianych
typów w określonym zakresie. Czynnikiem, który również będzie
istotny, jest widowiskowość, gdyż improwizacja w zamkniętym studiu
różni się od tej na scenie. Kwestia podstawowej terminologii jest
więc niezwykle wrażliwa na wybraną perspektywę, a jej rozwikłanie
wymagałoby podjęcia odrębnych, niełatwych rozważań, które
jednak nie miałyby znaczącego wpływu na proponowane przeze mnie
hipotezy.
Taneczny umysł matematyczny
Oto fascynujące pytanie: jak ewolucja
wykształciła umysł matematyczny, zdolny do udowadniania złożonych
twierdzeń i stosowania wyrafinowanych struktur matematycznych w naukach
przyrodniczych, a zarazem blisko spokrewniony z umysłami małp,
psów i ptaków?
[BROŻEK, HOHOL 2014: 10].
Zacytowane powyżej pytanie
zadali Bartosz Brożek i Mateusz Hohol w swej wnikliwej książce
Umysł matematyczny. Stała się ona inspiracją
zarówno dla tytułu, jak i wielu fragmentów niniejszej publikacji,
które w szerokiej perspektywie parafrazują rozważania przywołanych
dwóch filozofów i kognitywistów. Jakie mechanizmy wykształciła
ewolucja i które z nich pozwalają człowiekowi wykonywać
z niezwykłą precyzją wysublimowane, pełne emocji, a często
akrobatyczne ciągi ruchów w synchronizacji z innymi licznymi
tancerzami? Co sprawia, że mimo wielkiego podobieństwa naszego
mózgu do narządu naczelnych możemy, jak sądzę, za jego sprawą
doznawać głębokich przeżyć emocjonalnych i estetycznych? Co różni
taniec godowy niektórych zwierząt od choreografii współczesnego
tańca? Co różni obserwowanie lotu ptaka od podziwiania doskonałego
tancerza, który wydaje nam się latać?
Odpowiedź na powyższe
pytania wydaje się jeszcze trudniejsza, niż bywa to w przypadku
rozwiązywania problemów matematycznych. Dzieje się tak ze względu
na liminalność tańca, który będąc działaniem wymagającym
zaangażowania najwyższych ludzkich kompetencji umysłowych,
zarazem bazuje na naszej cielesności, pojmowanej także w bardzo
biologicznym sensie. Świetnie pokazują to takie techniki, jak Body
Mind Centering i niektóre metody improwizacji ruchowej, które
w rozwijaniu świadomości (ciała) tancerza posługują się
ćwiczeniami odwołującymi się do zwierzęcej motoryki[4] (fot. 1).
Fot. 1. Warsztat improwizacji z elementami Body Mind Centering prowadzony przez Iwonę
Olszowską podczas festiwalu Kalejdoskop 2013 w Białymstoku (aut. Jakub Wittchen)
Ponadto, podziwiając aktorów
teatru tańca, intuicyjnie często widzimy w nich obecność swoistego
zwierzęcego instynktu, któremu wydają się zawdzięczać swą
zręczność. Przeczucie to potwierdzają także współczesne badania
neurokognitywistyczne, wielokrotnie odwołujące się do eksperymentalnej
obserwacji zwierząt w dociekaniach na temat sensomotoryki ludzkiego
doświadczenia. Podobnie w niniejszej publikacji często będę
balansować między intelektualnymi lub filozoficznymi rozważaniami
a odwoływaniem się do empirycznych badań i doświadczeń samych
tancerzy. Mam jednak nadzieję, iż pozwoli mi to ukazać, jak niewielka
- jeśli w ogóle istnieje - jest odległość między materią
ludzkiego ciała i myśli, szczególnie w przypadku tańca. Ma to
związek z innym pytaniem zadanym przez autorów Umysłu
matematycznego: co sprawia, że matematyka jest tak niezwykle
skuteczna w opisie niemal wszystkich znanych nam zjawisk?[5] Tym razem jednak spróbuję odpowiedzieć, w myśl koncepcji
ucieleśnionego umysłu, że to ruch w czasie i przestrzeni jest medium
oraz narzędziem pozwalającym człowiekowi na poznawanie otaczającego
go świata, również w kategoriach matematycznych. W pewnym sensie
będzie to kontynuacja hipotez, jakie zaproponowali wspomniani badacze
na podstawie osiągnięć współczesnych neuronauk.
Konieczne jest wyjaśnienie
potrzeby zajmowania się teatrem ruchu i tańca w tak ryzykownej
perspektywie, jaką są badania ludzkiego mózgu. Argumentów jest wiele;
najbardziej oczywistym jest brak takich prac w polskim dyskursie naukowym
i ich stosunkowo wciąż niewielka obecność na świecie. Problem jest
jednak niebanalny, gdyż w istocie dysponujemy dość skromną wiedzą na
temat tańca. Bardzo rozwinięta jest teatrologia, zajmująca się teatrem
dramatycznym, ale i ona boryka się z kluczowym problemem dla teatru
ruchu i tańca - koniecznością nadążania za dynamicznym rozwojem
swojego przedmiotu badań. Ekspansja i rozwój wszelkich form aktywności
cielesnej, a tańca w szczególności, są niezwykle intensywne. Łączy
się to, niestety, z brakiem wieloletniej tradycji badawczej,
jaką dysponuje teatrologia i performatyka, których metody tylko
w ograniczonym stopniu są adekwatne do badania tańca. W ten sposób
tworzy się ogromny obszar pozostający poza zasięgiem współczesnej
nauki. Obecność tej tematyki w nauce jest z kolei potrzebna: po
pierwsze, coraz liczniejszej widowni, gdyż krytyka na wysokim poziomie
ułatwiłaby jej obcowanie z tańcem jako sztuką widowiskową oraz,
po drugie, reżyserom i choreografom o nieposkromionej wyobraźni,
którym np. neuroestetyka mogłaby zaoferować wsparcie w świadomym
budowaniu struktury bodźców dla widzów spektaklu. I wreszcie,
po trzecie - co będzie podkreślane w kolejnych rozdziałach -
badania z zakresu neuropsychologii i kognitywistki mogą być niezwykle
pomocne dla tancerzy i pedagogów, ponieważ wspierają przygotowawczą
pracę w studiu.
Argumenty za proponowaną
przeze mnie perspektywą patrzenia na taniec płyną także ze strony
nauki. Od momentu odkrycia neuronów lustrzanych i rozwoju koncepcji
ucieleśnionego umysłu taniec okazał się dla niej idealnym obszarem
badań [JOLA 2010: 220]. Jest tak
dzięki połączeniu w jednym działaniu umiejętności synchronizacji
z innymi osobami, przewidywania ich postępowania oraz jego imitowania
- opanowanie tych czynności jest konieczne w tańcu na bardzo
wysokim poziomie, a one same w opinii współczesnych badaczy wydają
się niezbędne także dla powstania języka i złożonych relacji
społecznych w ogóle [zob. RAMACHANDRAN
2011/2012: 138-155]. W tym sensie zrozumienie fenomenu tańca
staje się dziś kluczem do wiedzy o ludzkim poznaniu [WOHLSCHLÄGER, BEKKERING 2002: 101], a przez to
jest niezwykle istotne m.in. dla psychologii, socjologii, cybernetyki
i medycyny [CROSS 2010].
Ryzyko i liczne trudności
Podejmowanie próby
zbadania teatru ruchu i tańca w paradygmacie neurokognitywistyki
wymaga poczynienia wielu zastrzeżeń, jak słusznie zauważa Tomasz
Kubikowski:
[...] mówienie o teatrze
w kontekście naturalnym czy "biologicznym" jest obarczone
dużym ryzykiem nieporozumienia. Grozi prymitywną redukcją albo
równie prymitywnym determinizmem; albo przynajmniej - i przed
tym chciałbym się ustrzec przede wszystkim - podejrzeniami
o jedno i drugie. Obawiam się całościowej, ideologicznej
interpretacji moich przemyśleń; obawiam się zarzutów, że chce
się tu "sprowadzić" teatr do biologicznego fenomenu [KUBIKOWSKI 2004: 11].
Czynię więc podobne
zastrzeżenie: nie jest moim celem medykalizująca redukcja
doświadczenia, jakie niesie ze sobą taniec, do biologicznych
hipotez. Nie zamierzam upraszczać ani trywializować głębi przeżyć,
jakie może pociągać za sobą oglądanie spektaklu teatru tańca
lub tańca samego w sobie; nie podam żadnej holistycznej zasady
pozwalającej zrozumieć podstawy tańca. Mój cel jest inny - pragnę
jedynie znaleźć argumenty dla wyjątkowości tego doświadczenia,
choćby były one cząstkowe i spekulatywne. Mając to na uwadze,
będę zarazem bronił wszelkich prób tego typu badań, które
od czasów Darwina [RAMACHANDRAN
2011/2012: 31-36] obarczone są dość głęboko zakorzenionym brakiem
zaufania. Nawet jeśli wiedza o działaniu mózgu nigdy nie da nam
pełnego wglądu w fenomen doświadczenia estetycznego, to nie należy
jej bagatelizować, traktując jako egzotyczny dodatek do sprawdzonych
metod humanistycznych. Przemawiają za tym fakty:
Mózg człowieka składa się
z około 100 miliardów komórek nerwowych, czyli neuronów. [...]
Każdy neuron tworzy od 1000 do 10 000 połączeń z innymi
neuronami. [...] Po obliczeniu wszystkich kombinacji stanów
[aktywacji - przyp. T. C.] mózgu otrzymamy liczbę, która
może przyprawić nas o zawrót głowy - jest dużo większa niż
liczba cząstek elementarnych w znanym nam wszechświecie [IBIDEM: 37].
Chociaż estetyka posługuje
się raczej kategoriami jakościowymi, to szanse na odnalezienie choćby
części ich istoty w tej mnogości kombinacji wydają się bardzo duże,
a wiedza o działaniu mózgu i jego możliwościach jest przecież
wciąż bardzo ograniczona. Niemniej: "Powtarzam to raz jeszcze: nie
chce się tu rozwinąć żadnej wszechogarniającej "wizji" tego, na
czym polega teatr, znaleźć jego "istoty" czy "ostatecznej zasady""
[KUBIKOWSKI 2004: 12]. Nieszczere
byłoby z mojej strony w zupełności zgodzić się z autorem tej
wypowiedzi. Jak każdy badacz teatru i tańca, pragnąłbym zrozumieć
je właśnie w pełni ich złożoności. Wydaje mi się to jednak
po prostu niemożliwe. Nie można być absolutnie pewnym nawet tych
fragmentarycznych ustaleń, do których będę się odwoływał,
a już bardzo naiwnym byłoby sądzić, że współcześnie da się
zaproponować niepodważalną teorię teatru ruchu i tańca. Na drodze
spekulacji będę wszakże niekiedy proponował daleko idące wnioski
i wskazywał możliwe kierunki rozwoju omawianych badań i hipotez,
prosząc jednocześnie Czytelnika, by pamiętał, że w większości
będą one miały charakter spekulatywny.
Podjęte przeze mnie rozważania
są ponadto obarczone dużym ryzykiem niedopowiedzeń. Neuronauki
są dla mnie równie bliską dziedziną jak dla większości
kulturoznawców, zatem po niekończących się meandrach neuronauk
staram się poruszać jak najostrożniej, unikając sytuacji, w których
zredukowałbym ważny element naszego postrzegania do jednego procesu
zachodzącego w mózgu, podczas gdy wpływ nań ma dużo większa
liczba czynników. Za każdym razem więc, gdy będę się posługiwał
ustaleniami naukowców, postaram się szczegółowo wskazać, czego
dotyczą i przytaczać również inne znane mi hipotezy dotyczące
danego procesu. W większości sytuacji, dla zrozumiałości wywodu,
będę te alternatywne rozwiązania jedynie punktował, nie wyjaśniając
ich szczegółowo, lecz uściślając, jakie byłyby dla proponowanych
przeze mnie hipotez konsekwencje ich przyjęcia. Pragnienie maksymalnej
precyzji w ustalaniu zakresu dostępnej wiedzy eksperymentalnej wymuszać
będzie niekiedy dość długie, "techniczne" wyjaśnienia, które
mogą zniechęcać Czytelnika swoistą pojęciową "ezoteryką"
języka neuronauk. Większość takich uwag zostanie jednak zawarta -
w maksymalnie skróconej formie - w pierwszym rozdziale książki
(Reprezentacja).
Ze względu na niezwykle
dynamiczny rozwój neuronauk rozważania zawarte w niniejszej książce
mogą zawierać niedomówienia, odznaczać się
spekulatywnością i tymczasowością. Jestem jednak przekonany,
że moje ustalenia będą w przyszłości potwierdzane
i uszczegóławiane, na czym opieram moją aktualną próbę
ich wykorzystania w mierzeniu się z zagadnieniem teatru ruchu
i tańca. Odwołując się do słów Tomasza Kubikowskiego:
"Wreszcie zostawiam pole do dalszych dociekań: więcej ich chcę
pod koniec otworzyć, niż definitywnie zamknąć" [IBIDEM: 16].
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[1] Wymagałoby
to jednak szerokiej dyskusji kulturoznawczej i nie jest to zbyt ostry
podział.
[2] Posługuję się spolszczeniem
angielskiego terminu performance, który skojarzony
jest z produktywnością, efektywnością danej aktywności
(ang. performance - 'przedstawienie,
wykonanie').
[3] Technika pracy
z ciałem w ruchu, zainicjowana przez Steve'a Paxtona w 1972 r.,
w której podstawę stanowi fizyczna relacja dwóch poruszających się
osób, a także to, co wpływa na wzajemność ruchu ich ciał: pęd,
bezwład, grawitacja [NIEŚPIAŁOWSKA-OWCZAREK,
SŁOBODA 2013].
[4] W Polsce
najlepszym przykładem są zajęcia prowadzone przez Iwonę Olszowską,
absolwentkę Somatic Movement Education Program.
[5] Funkcje
i wzory matematyczne mogą służyć nie tylko do opisu zjawisk
przyrodniczych, lecz nawet struktury poezji czy dramatu. Por. BROŻEK, HOHOL 2014:7-8.