ROZDZIAŁ 3. "Zaczarowana altana"
*
Emilia weszła z tarasu do salonu i ze zdumieniem stwierdziła, że w tym samym momencie pojawił się w nim Wojtek wraz z towarzyszącym mu Arturem. Charakterystyczne, sterczące włosy o barwie słomy nie zmieniały swego wyglądu od ostatniego razu, gdy miała okazję spotkać tego szczupłego, niewysokiego mężczyznę. Znała go od dwóch lat, jednak szybko stał się dla niej kimś bardzo bliskim, ponieważ jego humor zawsze poprawiał jej nastrój.
- Cześć, Wojtuś. - rzekła ze zdumieniem, ale uśmiech zawitał na jej ustach.
- Cześć, Milko. - uśmiechnął się do niej, tak samo, jak zawsze.
- Jak to się stało, że nie słyszałam, kiedy przyjechałeś? - zapytała, podchodząc do niego i pozwalając się przytulić.
Uścisk, jak zawsze mocny, wydusił z niej ostatnie tchnienie.
- A, widzisz, żono mego przyjaciela, ja poruszam się, jak duch! - odpowiedział, śmiejąc się.
Emilia jedynie zdobyła się na subtelny uśmiech, zerkając nieznacznie na męża, po czym zaproponowała gościowi coś do picia i udała się do kuchni. Tymczasem Artur zabrał Wojtka ze sobą do gabinetu, by omówić problem. Kiedy jednak drzwi zamknęły się za nimi, przybysz zwrócił się do gospodarza.
- Z Emilką jest wszystko w porządku? - zapytał z troską - Jakaś nie obecna się wydaje...
- Wszystko jest w porządku. - uśmiechnął się do niego Artur, wciąż jednak pamiętając o rozmowie, jaką dwa dni wcześniej przeprowadził z żoną nad brzegiem jeziora - Ciągle pisze swoją powieść i myślami jest blisko niej, stąd to zamyślenie. - ciągnął, nie będąc jednak pewnym własnych słów.
- Aha. - z ulgą stwierdził Wojtek - To zabieramy się do pracy.
Artur wszedł na stronę internetową, którą projektował, a która nie spełniła oczekiwań zleceniodawcy. Na samą myśl o tym serce podeszło mu do gardła, ponieważ podczas tych kilku lat jego współpracy z Wojtkiem nigdy jeszcze mu się to nie zdarzyło. Dlatego tak wielkim szokiem było dla niego cofnięcie owego projektu.
- Nie przejmuj się, stary. - Wojtek, wyczuwając nienajlepszy nastrój przyjaciela, poklepał go po ramieniu, wpatrując się w ekran monitora - Ta kobieta jest po prostu nieobliczalna. - ciągnął - Spotkałem się z nią tydzień temu.
- Wtedy ci powiedziała, że ta strona jest do niczego? - zapytał sarkastycznie Artur.
- Przestań, nie jest do niczego. - zaprotestował Wojtek - Trzeba ją tylko poprawić. Poinformowała mnie kilka dni wcześniej przez telefon. Umówiliśmy się na spotkanie, na którym miała mi wszystko wyjaśnić.
- Dlaczego wtedy nie dałeś mi znać? - zapytał brunet, patrząc uważnie na przyjaciela.
- Miałeś inne zlecenia. - odpowiedział mu - Znam cię, Artur, ciebie i twoja dumę. I wiem, że nie zrobiłbyś projektowanej teraz strony tak, jak należy, bo za dużo myślałbyś, co schrzaniłeś we wcześniejszym zleceniu.
- Nie przesadzaj. - obruszył się - I co ci powiedziała na spotkaniu? - zapytał, wracając do głównego wątku.
- Wyobraź sobie, że ta stara baba, której nikt nie chciał za żonę, przystawiała się do mnie!
- No, co ty! - roześmiał się Artur i ponownie spojrzał na szatyna, ciesząc się jednocześnie, że on sam nie musiał mieć kontaktu z tego typu ludźmi.
- Usiadła obok mnie i zaczęła mnie głaskać po przedramieniu, prawie że gruchając: "Pan, panie Wojtku, na pewno naprawi to wszystko. Mam zaufanie do pańskich umiejętności."
- Umiejętności, powiadasz? - ironicznym głosem odezwał się Artur, zerkając na przyjaciela i równie ironiczny uśmiech rozkwitł na jego ustach.
- Na niej raczej nie chciałbym wypróbowywać swoich umiejętności. - stwierdził z niesmakiem Wojtek, na co Artur jedynie się roześmiał.
W tej samej chwili drzwi do gabinetu otworzyły się i stanęła w nich Emilia. Wojtek wziął od niej wysoki kufel chłodnego napoju z lodem, dziękując za uratowanie życia, po czym ponownie podszedł do Artura.
- Kochanie, chcesz coś do picia? - zapytała męża.
- Nie, skarbie, mam tu swoją wodę. - Artur uśmiechnął się do niej ciepło.
Zawsze zabierał ze sobą do gabinetu kilka butelek wody mineralnej, by, w razie potrzeby, nie przerywać pracy, lecz na miejscu czegokolwiek się napić.
- Dobra, chłopie, zabieramy się za robotę. - odezwał się Wojtek po wypiciu jednym haustem połowy napoju - Pani M. nie podobała się ta ramka. - wskazał na ekranie zieloną ramkę jednego ze zdjęć - Twierdzi, że zbyt rzuca się w oczy, a ona ma tylko podkreślać piękno tych zdjęć.
Artur spojrzał na przyjaciela, unosząc jedną brew, po czym zerknął na stojącą za jego krzesłem żonę i pokręcił głową. Z jego ust nie wydobyło się ani jedno słowo krytyki pod adresem zleceniodawcy, choć w głębi duszy gniotły go bluźniercze wiązanki.
- Coś jeszcze? - zapytał tyko.
- Rozdzielczość niektórych zdjęć jej nie odpowiada. Zapisz, których.
- Tak ci powiedziała? - zdziwił się.
- Nie, tak wywnioskowałem z tego, co mi tłumaczyła.
- Aha, dobra. - zaśmiał się pod nosem i zanotował numery zdjęć wklejonych na stronę internetową, zapisując też kolejne rzeczy do poprawy.
Kiedy Wojtek zakończył swoje wywody, Artur włączył opcję narzędzi i zabrał się za pierwsze poprawki. Współpracownik przyglądał się poczynaniom młodszego od siebie mężczyzny, ale po chwili zajął się obserwowaniem jego ledwo co poślubionej żony.
Emilia, która nigdy nie mogła się nadziwić, jak szybko w gabinecie męża powstawał bałagan, po raz kolejny zbierała z drewnianej posadzki pogięte kartki, które, zamiast wylądować w koszu obok biurka, walały się gdzieś obok. Doskonale pamiętała początkowy okres ich małżeństwa, kiedy Artur potrafił zostawić na podłodze ogryzki jabłek czy skorupki słonecznika. Sprzątała po nim, lecz za każdym razem prawiła mu kazania na temat czystości i któregoś dnia to się po prostu skończyło. Nie naciskała go, jedynie prosiła i powtarzała, co dało widocznie efekty.
Wojtek jednak o tym nie wiedział i, przyglądając się jej, zaczął marszczyć brwi. W końcu wyrwało mu się:
- Artur, czy Milka jest twoją żoną czy sprzątaczką?
Brunet spojrzał na przyjaciela ze zdumieniem nie bardzo widząc, o co mu chodziło.
- Że co? - spytał.
Emilia roześmiała się i podjęła wątek.
- Wojtek, nie przesadzaj. Po prostu nie mogę patrzeć na ten bałagan. Podejrzewam, że gdybym znalazła to wszystko u ciebie w domu, też bym sprzątnęła. Ja to robię zupełnie odruchowo.
- Skąd ty wynalazłeś takie złoto? - Wojtek zwrócił się do przyjaciela, który w końcu też się roześmiał.
- To już nie jest ważne. - odpowiedział mu - Drugiej takiej nie znajdziesz. - roześmiał się.
- Dobra, dobra. Już ty się tak nie wymądrzaj. Lepiej zabierz się za te poprawki. - rzekł, po czym zwrócił się do Emilii - Widziałaś go, jaki mądrala?