Taki Ktoś... Czyli Ja - Łukasz Kaźmierczak

Reflow text when sidebars are open.
Patrząc na moje życie z perspektywy lat, mogę powiedzieć, że było udane. Nie, nie myślcie, że miałem lekko bo tak nie było. W sumie od samego początku miałem pod górkę. Wszystko co osiągnąłem zawdzięczam praktycznie sobie oraz kilku osobom, które spotkałem po drodze.
Zacznijmy od początku. Mam na imię Mikołaj, pochodzę z małej wioski w centralnej Polsce. Co mogę powiedzieć o swojej rodzinie to jedynie, że w domu nigdy się nie przelewało. Szczerze - panowała skrajna bieda. Matka zawsze kombinowała co zrobić, aby włożyć coś do garnka. Głodny nigdy nie chodziłem, brudny i w podartych ubraniach też nie. Rodzice pracowali zawodowo, ale jakichś kokosów nigdy nie zarabiali. Duża część budżetu szła na rachunki i utrzymanie nas - nie jestem jedynakiem, mam trójkę rodzeństwa - dwie siostry i brata, jestem najmłodszy.
Sytuacja bardzo się zmieniła kiedy ojciec stracił pracę, jak możecie się domyśleć sięgnął do kieliszka. Wtedy chodziłem do podstawówki. W domu zaczęło się piekło. Alkohol zaczął rządzić... Co dużo będę pisał, matka nie wytrzymała napięcia, popadła w depresję, bała się postawić ojcu. A on robił to, co chciał - bił ją, starszego brata też, kiedy ten mu się postawił. W sumie brat jak to się działo miał najwięcej szczęścia, bo skończył już 18 lat i niedługo po tym wyprowadził się z domu. Trafiła mu się okazja wyjazdu za granicę, więc z niej skorzystał. Zerwał kontakt z rodziną zupełnie, do pewnego momentu nie wiedziałem nawet czy nadal żyje.
Siostry - bliźniaczki - są tylko o rok ode mnie starsze,. Na szczęście mnie ani sióstr ojciec nie tykał, bał się chyba, że w szkole mogą coś zauważyć, choć... i tak cała wieś wiedziała, co się u nas w domu dzieje, w szkole też.... Niestety nasze kochane prawo jest ograniczone, dyrektor szkoły zgłaszał gdzie trzeba, że nie jest wesoło w naszym domu. Rezultat był taki, że wszystkie organy państwowe miały związane ręce, bo matka zaprzeczała wszystkiemu.
Mimo sytuacji w domu starałem się uczyć dobrze, ba nawet mi to wychodziło, byłem jednym z najlepszych uczniów w podstawówce, nauczyciele mnie chwalili, matka była dumna ze mnie, czasami nawet w nagrodę coś mi kupowała w tajemnicy przed ojcem.
W tamtych czasach byłem drobnym chłopcem. Blond włosy, niebieskie oczy, dużo osób mówiło mi, że wyglądam jak dziewczyna. Fakt, miałem wątłą sylwetkę, byłem bardzo szczuły aby nie powiedzieć, że chudy. Na szczęście później to się zmieniło, ale na chwilę obecną zostawię ten temat.
Przyszła ostatnia, ósma klasa podstawówki i było kilka pytań i kwestii do przemyślenia. Po pierwsze wybór szkoły średniej. Oczywiście rodzice a szczególnie ojciec chciał abym poszedł do jakiejś zawodówki, matka nie mając swojego zdania popierała ojca. Co innego mój wychowawca, to on zachęcał mnie bym poszedł do liceum z rozszerzonym programem nauczania biologii i chemii, był biologiem z wykształcenia i uczył mnie tych przedmiotów. Twierdził, że mam talent w tych dziedzinach, no fakt, szóstki u niego miałem zawsze. Co ważniejsze, ja też w tych przedmiotach czułem się jak ryba w wodzie. Problem był tylko taki, że trudno było wytłumaczyć to rodzicom, że chcę iść do ogólniaka. Podczas jednej takiej rozmowy ojciec wpadł w szał i tak mnie pobił, że wylądowałem w szpitalu ze złamaną ręką oraz dwoma żebrami. Szkoła oczywiście powiadomiła odpowiednie służby, ale matka milczała - sama wtedy oberwała. Nie chciałem wracać do domu - postawiłem sprawę jasno, że nie wrócę i już. Prosiłem dziadków, abym mógł u nich zamieszkać, ale się nie zgodzili. Nie wiedziałem, co mam robić. Było jeszcze jedno wyjście czyli mój chrzestny. Niestety nie miałem z nim kontaktu, bo odciął się od rodziny a raczej rodzina od niego - teraz wiem dlaczego, ale to nie jest w tym momencie ważne. Zwróciłem się do swojego wychowawcy pana Pawła o pomoc, bo kiedyś coś wspominał, że zna mojego wuja. Obiecał mi, że z nim pogada, bo utrzymują kontakt.
Jeszcze jak leżałem w szpitalu pojawił się Kuba - mój wujek. Opowiedziałem mu co się stało i, że nie chcę wracać do domu. Wysłuchał mnie i stwierdził, że mi pomoże.
Wujek miał wtedy 34 lata, ułożył sobie życie, zainwestował w swoje wykształcenie, był iberystą. Uczył hiszpańskiego w swojej szkole językowej i pracował jako tłumacz. Był i ba nadal jest bardzo przystojny. Brunet, oliwkowe oczy, szczupły, 190 wzrostu - dziwiło mnie wtedy, że nie ma żony ani nawet dziewczyny.
Tego samego dnia, kiedy odwiedził mnie w szpitalu, zadzwonił do mojej matki i zapowiedział, że zabiera mnie do siebie. Pół godziny później w szpitalu pojawili się rodzice i stwierdzili, że nie ma takiej opcji. Postawiłem się im otwarcie, że nie wrócę do domu i prędzej pójdę do domu dziecka, niż do nich wrócę. Zagroziłem, że pójdę nawet do sądu i opowiem o wszystkim, co się u nas w domu wyprawia. Ojciec próbował mnie przestraszyć, ale wiedziałem, że w szpitalu nie zrobi nic głupiego. Miałem rację. Kuba postawił ultimatum: rodzice mają przywieźć moje rzeczy do szpitala. Oznajmił, że stać go aby mnie utrzymać i jeżeli będzie taka potrzeba załatwi wszystko prawnie żeby mieć nade mną opiekę. Matka oczywiście tylko płakała, ale się zgodziła, powiedziała, że wyraża zgodę bym zamieszkał z wujem. Nie wiem czy widziała szansę dla mnie wyrwania się z piekła czy też bała się konsekwencji prawnych. Nie wiem tego do dnia dzisiejszego i chyba się nigdy nie dowiem.
Kuba zabrał mnie do siebie, postanowiliśmy wspólnie, że dokończę podstawówkę tam gdzie chodziłem, pan Paweł na to nalegał i w sumie ja też nie chciałem zmieniać szkoły w ostatniej klasie. Wujek mieszkał w mieście oddalonym około 10 km od mojego miejsca teraz już tylko edukacji. Dowoził mnie codziennie do szkoły i z niej zabierał, czasami jeździłem z panem Pawłem. Tak czy inaczej udało się to wszystko zorganizować tak by było dobrze.
Generalnie jak po raz pierwszy zobaczyłem mieszkanie Kuby, wujek chciał abym mówił mu po imieniu, to mi szczęka opadła. Mieszkał w nowym bloku na 3 piętrze, miał dwupokojowe mieszkanie. Pełno książek do hiszpańskiego, racja pracy i wykształcenia. Ogromny telewizor, sprzęt audio. Najbardziej jednak podobała mi się kuchnia a raczej aneks kuchenny i łazienka. Dość duża jak na blok, z wanną i prysznicem. Tego samego dnia kiedy się wprowadziłem do Kuby, zabrał mnie na zakupy. Stwierdził, że coś mi się od życia należy, więc postanowił, że kupi mi trochę ubrań i co najważniejsze musieliśmy kupić łóżko dla mnie, bo w mieszkaniu było tylko jedno. Co prawda wujek zapowiedział, że i tak jedną czy dwie noce musimy się przemęczyć i spać razem, bo musi trochę przemeblować pokój dla mnie ze względu na to, że ten pokój, który ja miałem zająć był urządzony jako gabinet.
W ósmej klasie odkrywałem dopiero swoją seksualność. Masturbację odkryłem już wcześniej, ale zauważyłem, że jak mówiąc delikatnie się zabawiam to myślę o facetach, a nie o dziewczynach. Wtedy byłem tym trochę zestresowany, sądziłem, że to taki okres czy coś, teraz już wiem, że jestem gejem. Bałem się, że jak będę spał z wujkiem, to mi stanie, a stawał mi zawsze wieczorem i rano. Był to dla mnie stres. Jednak wyjścia nie było, gdzieś musiałem spać.
Tak jak pisałem wcześniej Kuba był bardzo przystojny. Tego dnia kiedy przyszedł do mnie do szpitala strasznie mi się spodobał, zarówno zachowanie w stosunku do mnie jak i fizycznie jako mężczyzna. Tym bardziej mój stres był większy skoro mieliśmy spać razem.
Po zakupach pierwszego dnia, gdy zamieszkałem u niego, wujek zrobił obiad. Gadaliśmy dużo, w końcu nie widzieliśmy się kupę lat. Wypytywał mnie o moje życie i opowiadał o swoim. Miałem ochotę zapytać dlaczego odciął się od rodziny, ale stwierdziłem, że nie będę wścibski. Przyjdzie czas na taką rozmowę. Miło się rozmawiało i nadszedł wieczór. Wujas stwierdził, że już pora na spanie. Wygonił mnie do łazienki, wziąłem prysznic, przebrałem się w spodenki do spania i koszulkę. W tym czasie Kubuś przegotował mi kołdrę, i poduszki, które kupił dla mnie. Kuba poszedł do łazienki się myć, ja w tym czasie się położyłem. Swoim zwyczajem wziąłem książkę aby trochę poczytać przed snem. Za moment Kuba wszedł do sypialni w samych bokserkach... o ja, jaki widok: jego klata ładnie owłosiona, brzuch tak samo - sam nie wiem co mi się stało, ale mi stanął, dobrze, że byłem pod kołdrą. Generalnie Kuba był cały owłosiony, nogi i ręce też pokrywały czarne włosy.
- No Młody z reguły śpię jak mnie bozia stworzyła - zaczął mówić wujek, śmiejąc się przy tym - ale w obecnej sytuacji bokserek nie zdejmę, choć pewnie mamy to samo....
Ja się cały zaczerwieniłem a Kuba się tylko śmiał. Nie wiedziałem co powiedzieć, wzrok poleciał mi mimowolnie na jego bokserki, wyobraźnia zaczęła działać.
- Spokojnie młody, ja się prześpię na kanapie jednak aby cię nie krępować - stwierdził Kuba. Powiedz czy rozmawiałeś z matką o bezpiecznym seksie? Głupie pytanie oczywiście, że nie. Jesteś w takim wieku, że to musimy nadrobić. Masturbację już pewnie odkryłeś?
- Kuba ... - zacząłem się jąkać -... eeee... no odkryłem ...
- Spoko ja byłem mniej więcej w twoim wieku jak zacząłem, no wiesz. Jak cię krępuję to powiedz.
- Nie spoko... ale wiesz... no bo nie wiem jak mam ... podobasz mi się ... - palnąłem.
- Spoko, ale powiedz mi czy dziewczyny też ci się podobają fizycznie?
- O co pytasz?
- No czy już może uprawiałeś seks? Czy jak się masturbujesz to myślisz o facetach czy dziewczynach? Wybacz pytania ale jak powiedziałeś, że ci się podobam - taka czysta moja ciekawość.
- Ostatnio to raczej o facetach... - odpowiedziałem i spaliłem buraka.
- Rozumiem... - opowiedział Kuba - wiesz czemu rodzina zerwała ze mną kontakt, powiedział ci ktoś coś na ten temat?
- Nie - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Wypieli się na mnie, gdy im powiedziałem, że jestem gejem - wyznanie wuja zbiło mnie z nóg, Kuba to chyba zauważył - spokojnie Młody...
- Nie spoko - przewałem Kubie - wiesz nie myślałem o tym nigdy ale ja chyba też wolę facetów, te fantazje... - muszę powiedzieć, że kutas mi pękał z bólu.
- Mikołaj jak jesteś gejem to spoko, ale o tym będziesz wiedział dokładnie za jakieś dwa lata, teraz to może być tylko fascynacja męskim ciałem, w twoim wieku jest to całkiem normalne i nie świadczy o orientacji.
Praktycznie nie spałem tej nocy, myślałem o tym co powiedział mi Kuba, że jest gejem, i że cała rodzina się na niego wypięła. Następnego ranka jakby nigdy nic wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie Kuba odwiózł mnie do szkoły. Przez dłuższy czas nie wracaliśmy do tego tematu.
Do końca roku szkolnego było co raz bliżej. Rozmawiałem klika razy z moim wychowawcą na temat wyboru kierunku szkoły, jak pisałem wcześniej namawiał mnie na kierunek biologiczno-chemiczny. Kuba stwierdził natomiast, że powinienem iść do takiej szkoły do jakiej naprawdę chcę iść i posłuchać w tym temacie samego siebie. Tak naprawdę nie wiedziałem, co będę chciał robić w przyszłości, lubiłem nauki przyrodnicze, matematykę - postanowiłem, że posłucham rady pana Pawła. Jak się okazało to był wybór idealny.
Odskoczmy na chwilę od tego co było po maturze. Skupię się trochę na sobie a raczej na swoim dojrzewaniu i poznawaniu kim jestem - w sensie orientacji seksualnej. Jak pisałem, jestem blondynem o niebieskich oczach. W podstawówce byłem bardzo szczupły a nawet można powiedzieć, że flakowaty. W liceum się to zmieniło. Miałem fajnego pana od wychowania fizycznego, miał na imię Kostek. Nie wiem coś mnie do niego ciągnęło, fajnie podchodził do uczniów, do każdego praktycznie indywidualnie. Zupełnie łamał stereotyp nauczyciela wuefu. Zaszczepił we mnie chęć pracy nad samym sobą. Wyrzeźbiłem sobie ciało, ładna klatka, którą zaczęły porastać jasne włoski, dużo włosków. Podobało mi się to. Nadal byłem szczupły, ale miałem już fajny wyrzeźbiony sześciopak. Zmieniłem się. Na twarzy zacząłem nosić lekki zarost. Byłem też dość wysoki: prawie 185 cm wzrostu. Normalne w naszej rodzinie. Mogłem się podobać. Nie będąc skromnym byłem fajnym ciachem, jak się patrzyłem w lustro.
Oczywiście nie tylko mój wygląd się zmienił, po akcji Kuby i Pawła w kuchni wiedziałem już praktycznie, że jestem gejem.
Przed wspomnianym zdarzeniem oczywiście bardziej podobali mi się koledzy. Bardziej zwracałem uwagę na męskie ciała. Jak już mieszkałem u Kuby czasami kupowałem sobie pisemka, no wiecie, takie dla dorosłych. Pewnego dnia, kiedy poszedłem do kiosku w wiadomym celu, z głupia frant przeczytałem źle tytuł jednego z magazynów. Zamiast "On i On" przeczytałem "Ona i On", oczywiście je kupiłem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wróciłem do domu i je wyjąłem z foli. Otwieram a tam całujący się faceci. Strasznie mnie to podnieciło. Zacząłem przeglądać i im dalej w las, tym więcej grzybów. Czytając opowiadanka zacząłem się mega podniecać, nie muszę tłumaczyć co każdy zdrowy chłopak robi w takiej sytuacji, szczególnie czytając tego typu czasopisma.
Po akcji w kuchni chłopaków jak już pisałem, wiedziałem a raczej czułem, że jestem homoseksualny. W szatni przed wychowaniem fizycznym podziwiałem ciała kolegów. Fantazjowałem o nich. Moje fantazje też skupiały się na Kostku. Kiedyś widziałem go bez koszulki na boisku, jak było już ciepło, grał z nami w piłkę i zdjął wtedy koszulkę. Generalnie to był jego pierwszy rok pracy jako nauczyciel, był dopiero co po studiach. Miał 24 lata, był wysoki, na moje oko około dwa metry, brunet o zielonych oczach. Klatę sobie golił a na szczupłym brzuchu miał wąski pasek ciemnych włosków prowadzących do spodenek, w których też odznaczał się spory penis. Jak pisałem miałem z nim kilka fantazji. Opowiem wam jedną z nich...
"Był to piątek po południu, zostałem w szkole aby poćwiczyć na atlasie, Kostek miał wtedy zajęcia SKSu z siatkówki, był trenerem szkolnej drużyny.
Zostawałem wtedy, bo wiedziałem, że będę miał dostęp do szkolnej siłowni. Po intensywnym treningu poszedłem do szatni pod prysznic, nie zamknąłem drzwi, szum wody i ciepło prysznica sprawiły, że zaczął się budzić do życia mój penis - jak mówił Kuba nie tylko wzrost mamy duży, fakt, mogę się pod tym podpisać. Zacząłem sobie lekko ruszać skórką. Nagle słyszę czyjś głos:
- No, no co ja widzę, czy to tak ładnie robić takie rzeczy w szkole - odwróciłem się i zobaczyłem Kostka.
- Panie profesorze - wydukałem
- Cicho... Nic nie mów... rób tak dalej.. tylko poczekaj...
Kostek zamknął drzwi od szatni i przyszedł do mnie pod prysznic. Wyobraźnia działała, wyobrażałem sobie, że jego penis jest duży i gruby a jego jajka wielkie, resztę ciała widziałem.
Zaczęliśmy się całować namiętnie, jego ręce jeździły po całym moim ciele, zaczął schodzić co raz niżej i niżej, całował moją szyję, uszy, sutki. O ja... jak by to była prawda. Wyobrażałem sobie, że klęknął przede mną i zaczął mi ssać, a mój penis był napięty do granic wytrzymałości. Oczywiście w swoich marzeniach nie zostawałem mu dłuższy, też mu ssałem, całowałem. Zawsze kończyliśmy sobie w ustach"
Tak naprawdę kończyłem na swój brzuch dużą salwą spermy... Teraz już się nie krępowałem iść do łazienki i umyć... Wujek z Pawłem starali się mnie nie zawstydzać, ale nie raz na korytarzu spotykaliśmy się w dość dziwnych sytuacjach... zdarzało się, że nawet nago, ale to jak miałem już 17 lat. No cóż trzech gejów pod jednym dachem. Wbrew waszym oczekiwaniom czy fantazjom nigdy z wujkiem ani z Pawłem seksu nie miałem. Wujek mi się podobał, ale to wujek a Paweł to facet wujka, traktowałem go jak rodzinę, bo dla mnie był rodziną.
Wracając do tematu. Coraz bardziej chciałem przeżyć swój pierwszy raz, zacząłem szukać kogoś na portalach randkowych dla gejów. Założyłem konto na fellow i planet romeo. Zdziwiłem się ile jest profili w mojej okolicy. Nawet Kubuś i Paweł mieli wspólne konto. Dla żartów napisałem do nich. Co mi się dostało jak się dowiedzieli, że jaja sobie z nich robię.
- I czego ty Młody szukasz na pedalskich portalach - zażartował wujek
- Chłopa - odpowiedziałem
- Do łóżka. Nie zaprzeczaj, też byłem w twoim wieku.
Dostałem wtedy pogadankę dość poważną, oczywiście o bezpiecznym seksie, o wszystkich możliwych chorobach przenoszonych drogą płciową. Biolog w domu. Ja tak na dobrą sprawę wszystko to już wiedziałem, już wtedy podjąłem decyzję co chcę studiować i wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na jakieś niebezpieczne akcje. Oprócz instrukcji jak bzykać się bezpiecznie, dostałem też lekcję jak się spotykać, gdzie, że nie wolno nigdy stać w umówionym miejscu, obserwować, czasami się trochę spóźnić. Kuba postawił mi jedno ultimatum wtedy, że jak się z kimś umówię, to on chce znać imię tego faceta, nick na portalu, gdzie się umawiamy i, o której będę w domu. Powiedział też, że w miarę możliwości mam się z nim kontaktować smsami nawet krótkim, ale ma wiedzieć, że jestem bezpieczny. Rozumiałem go, o niego nie miał się kto troszczyć.
Pisałem z kilkoma osobami, nawet z kilkoma z Warszawy, fajnie pisało mi się z takim jednym Fabianem, wrócę do niego jeszcze. W tym momencie ktoś inny się pojawił na horyzoncie. Miał na imię Marcin, miał 21 lat, niższy ode mnie, też blondyn. Spotkaliśmy się na pizzę, fajnie się gadało. Mieszkał niedaleko mojego miasteczka, miał auto, więc nie było problemu. Zaczęliśmy się spotykać, ja byłem w nim coraz bardziej zakochany. Nie zauważyłem wtedy jednej rzeczy. Nie ważne w tym momencie. Pewnego razu umówiliśmy się na noc, pojechaliśmy do jakiegoś motelu, pragnąłem się z nim kochać. Ta noc była wspaniała, do pewnego momentu. Wzięliśmy razem prysznic, wtedy widziałem go pierwszy raz nago. Miał fajne ciało, może nie był modelem, ale wtedy jeszcze był dla mnie ideałem. Jego penis nie był za duży, ale też dla mnie idealny. Całowaliśmy się biorąc prysznic, nasze penisy stały, ocierały się o siebie, pieściliśmy się. Marcin złapał mnie za przyrodzenie poruszał parę razem ręką i eksplodowałem. Boże jak było mi dobrze, umyliśmy się, wytarliśmy, przeszliśmy do łóżka. Mój penis mimo tego, że 10 minut wcześniej eksplodował, stał jak głupi. Całowałem Marcina tak namiętnie jak tylko umiałem, lizałem jego sutki, złapałem go za jego sztywnego członka. Zacząłem go całować po główce, widziałem, że mojemu kochankowi zrobiło się dobrze, powtórzyłem to. Ciało Marcina przeszedł dreszcz. Zacząłem go ssać, bardzo tego pragnąłem, po kliku minutach Marcin do mnie powiedział
- Przestań, chcę cię posiąść.
- Co masz na myśli... anal? Wiesz ja nigdy tego nie robiłem
- Mówiłeś mi, chcę być twoim pierwszym. Chcesz?
- Tak - opowiedziałem i pocałowałem go mocno.
Przewrócił mnie na brzuch, zaczął całować po szyi, schodził co raz niżej, po linii kręgosłupa. Był coraz niżej i niżej, zaczął całować mnie po pośladkach, rozchylił je zaczął mnie tam lizać. Przeżycie niezapomniane, przyjemność jeszcze większa, nie ma nic milszego na świecie niż rimming. Wsadził powoli jeden palec, syknąłem z bólu, ale po chwili zrobiło mi się dobrze.
- Wejdź we mnie wyszeptałem i podałem mu prezerwatywę
- Chcę bez...
- Nie ma opcji tylko w gumce, to jest mój pierwszy raz.
- Dobrze
Założył sobie gumkę na penisa, odwrócił mnie na plecy, uniósł nogi do góry i zaczął we mnie wchodzić. Bolało jak cholera, podniecenie jednak wzięło górę. Zrobiło mi się błogo. Wchodził we mnie coraz głębiej, jego ruchy stały się szybsze. Mnie było coraz lepiej. Po paru minutach doznałem mega orgazmu, odpłynąłem w inny świat, zatraciłem się w przyjemności, eksplodowałem i fizycznie i emocjonalnie. Marcin się wygiął, wrzasnął w rozkoszy, trysnął, czułem jak jego penis pulsuje. Doszedł, opadł na mnie i pocałował mnie w usta.
Leżeliśmy dłuższą chwilę bez ruchu, nic nie mówiliśmy. Nagle Marcin do mnie powiedział czy mogę podać mu telefon. Traf chciał, że w tym momencie kiedy go miałem w ręku zadzwonił, na wyświetlaczu pojawił się napis "Kochanie". Nie zastanawiając się odebrałem, usłyszałem żeński głos
- Halo, kim pan jest?
- Ja kochankiem Marcina a pani?
- Jego żoną.
- Dla pani wiadomości Marcin właśnie mnie wyruchał i panią chyba też
Nie widziałem co robię, nie odezwałem się do niego. Ubrałem się i wybiegłem z pokoju, płakałem, zapłakany zadzwoniłem do Pawła, bo Kuba tego dnia był w Madrycie, powiedziałem mu żeby po mnie przyjechał. Czekałem na chłodzie prawie godzinę, ryczałem jak małe dziecko, chciałem umrzeć. Jednym słowem świat mi się zawalił. Gdy Paweł się pojawił wsiadłem do samochodu, całą drogę do domu byłem roztrzęsiony, czułem się jak szmata, nie mogłem się powstrzymać. Paweł nie pytał, próbował mnie uspokoić, pocieszyć. Dopiero w domu powiedziałem co się stało. Stwierdził, że zabije skurwiela i mnie przytulił. Dał mi jakąś tabletkę na uspokojenie, usnąłem po niej. Rankiem jednak wszystko wróciło. Wszystko mnie bolało, czułem się jak ofiara gwałtu. Niestety czasu nie mogłem cofnąć. Wziąłem się za naukę i ciężką pracę.
W całej tej sytuacji pomógł mi Fabian, jest w moim wieku. Mimo, że wtedy osobiście się nie znaliśmy zostaliśmy przyjaciółmi. Fajnie nam się pisało i gadało na Skypie. Jednak to jeszcze nie moment aby więcej o nim pisać. Przyjdzie na to pora już wkrótce.
Przez jakiś czas jeszcze cierpiałem, ale nauczyłem się jednego, aby nie ufać ślepo ludziom i bardziej na siebie uważać. Nadeszła matura, jak pisałem wcześniej była to tylko formalność, bo uczelnię i kierunek już wybrałem.
Po powrocie do Warszawy pierwszą osobą jaka chciała się dowiedzieć jak było u wujka, był Fabian. Opowiedziałem mu o spotkaniu z mamą i pogodzeniu się z rodziną. Popłakał się jak to on, ja byłem szczęśliwy z obrotu sprawy. Zaczął się drugi semestr, nauki coraz więcej. Miewałem momenty zawahania, jednak się nie poddawałem. Marek jak zapowiedział, przyjeżdżał do Warszawy, był u mnie średnio raz w miesiącu, czasami częściej. Często pomagał mi w nauce, jednak w większości czasu nie było go w mieszkaniu. Jak mówił miał jakieś sprawy do pozałatwiania albo spędzał czas ze znajomymi. Powiem wam szczerze, że czas spędzony z Markiem był dla mnie wspaniały. Łapałem się na tym, że w pewnych momentach mi go brakowało. Gadałem z nim o różnych sprawach, czasami o niczym, czasami o nauce. Kiedy nie było go przy mnie tęskniłem za jego głosem i głębią jego oczu. Kiedyś opowiedziałem o tym Fabianowi.
- Mikołaj, wiesz, że ode mnie usłyszysz prawdę - powiedział - Ty jesteś w nim zakochany.
- Przestań pierdolić głupoty, lubię go...
- Tylko nie mów "ale"...
- Fabian, jak mogę go kochać.
- Tęsknisz za nim jak go nie ma, chcesz spędzać z nim czas, lubisz jak przyjeżdża i po za tym odtrącasz każdego faceta, jakiego ci znajduję.
- No ten ostatni argument naprawdę do mnie trafia.
- Może trafiać, może nie trafiać, jak sobie chcesz. Ja wiem jedno. Kochasz Marka i będziesz się katował.
Miał rację, choć ja tej myśli nie dopuszczałem do siebie. Zakochałem się w nim, z każdym dniem i z każdym jego przyjazdem coraz bardziej. Nie mogłem mu powiedzieć o tym, że go kocham, mało o nim wiedziałem. Bałem się jak może zareagować, pewnie by mnie wyśmiał i stwierdził, że mam się wyprowadzić. Wolałem go kochać skrycie i przebywać z nim, niż stracić go na zawsze. Czułem też, że jestem mu bliski w jakimś sensie. Czasami mnie to bolało i to bardzo, wiele razy złapałem się na tym, że chciałem go pocałować, przytulić. Zawsze po takich sytuacjach płakałem, skrycie, nikt nie mógł zobaczyć moich łez. Nikt, poza Fabianem oczywiście. Raz nie wytrzymałem i podczas takiej rozmowy wybuchłem histerycznym płaczem.
- Weź, jak cię kopnę - skwitował Fabian - mówiłem ci, że będziesz się katował i cierpiał.
- Co ja mam robić? - szlochałem
- Powiedz mu...
- No chyba ogłupiałeś - wybuchłem - wtedy już stracę go na zawsze.
- Może to i lepiej, nie katuj się stary, zwariujesz.
- Nie mogę mu powiedzieć, znienawidzi mnie a ja tego nie wytrzymam.
- Jak chcesz, no chodź tutaj... - mimo, że Fabian nie podzielał mojego zdania, przytulił mnie i pozwolił wypłakać na swoim ramieniu.
Nadszedł maj, ładna pogoda. Ja oczywiście uczyłem się jak najęty. Pozwalało mi to choć trochę zapomnieć o Marku. Terapia krótkotrwała, bo uczucie wybuchało jak wulkan za każdym razem, kiedy przyjeżdżał. Pod koniec miesiąca Marek zadzwonił, że przyjedzie, ale będzie w mieszkaniu tylko na chwilę. Mówił coś wtedy, że jego znajomy robi jakąś imprezę i spędzi cały weekend u niego bo będzie jeszcze kilkoro znajomych.
Łaziłem smutny kilka dni, liczyłem chociaż na to, że parę godzin spędzę z Markiem. Nie uciekło to uwadze mojemu przyjacielowi.
- Słuchaj kochany - zaczął Fabian - w sobotę jest fajna impreza w Toro....
- O nie, nie mam nastroju...
- Będą dziewczyny, Max, ty też się rozerwiesz.
- Już to widzę jak się świetnie bawię.
- Zawsze tak mówisz a zawsze bawisz się wyśmienicie.
Miał rację, zawsze kiedy mnie wyciągał do klubu, bawiłem się świetnie.
- Słuchaj, jaka impreza jest w Toro? Na stronie nic nie widziałem. - zapytałem
- No wiesz impreza jest ...
- Co się motasz?
- No powiem ci tak... poznałem jakiś czas temu fajnego faceta...
- I mi nic nie powiedziałeś? A po za tym co ma to wspólnego z imprezą w klubie?
- No nic ci nie mówiłem, bo nie wiedziałem czy coś z tego wyjdzie a teraz...
- Wiesz co, ja ci mówię o wszystkim a ty nawet nie powiedziałeś mi, że kogoś poznałeś - oburzyłem się na niego
- Oj nie fochaj się już. Nie chciałem zapeszać. Teraz wiem, że to coś bardziej trwałego. Zaprosił mnie na swoje urodziny, robi je w Toro i chce abym poznał jego znajomych.
- E, no to chyba ja tam nie pasuję?! Nie sądzisz?
- No właśnie Oskar powiedział, że też chce poznać moich znajomych.