ROZDZIAŁ DRUGI
14.20
Sienna wjechała na miejsce parkingowe przed zmienioną witryną sklepu, w którym mieściło się biuro jej brata w centrum miasta. Nad drzwiami widniał napis: "Scott Nieruchomości Mieszkaniowe & Komercyjne".
Otworzyła drzwi samochodu w tym samym momencie, w którym na zewnątrz wyszedł brat. Spotkali się na chodniku, Bradley mocno ją do siebie przytulił. Przez chwilę tak stali, potem odsunął ją od siebie na długość ręki.
- Wszyscy dorośli - powiedział z uśmiechem. - Podejmują własne decyzje.
Odwzajemniła uśmiech.
- Tak właśnie powinno być, prawda?
- Może i tak, ale zawsze będziesz moim Karzełkiem.
- Będziesz za mną chodził i robił wszystko, co może zrobić starszy brat. Wiem, że doprowadzałam cię do szaleństwa.
- I tak ma być. Chodź, wejdźmy do środka - położył dłoń na jej ramieniu. - Na zewnątrz jest cholernie zimno.
Pierwszy raz znalazła się w jego biurze. Wnętrze było atrakcyjnym połączeniem nowoczesności z atmosferą lasów Ameryki Północnej. Koncepcję otwartej przestrzeni zakłócały komplet wypoczynkowy zaaranżowany wokół kominka gazowego, recepcja oraz trzy duże drewniane stoły robocze, na tyle duże, aby rozłożyć mapy i plany. Na błyszczących drewnianych podłogach leżały dywany w pasujących kolorach i wzorach.
Na ścianach wisiały oprawione w ramki zdjęcia i plany z projektów, które prowadziła jego firma. Wśród nich znajdowały się ekskluzywne zespoły mieszkaniowe w Madison, osiedle New Urbanism w pobliżu Belvidere w Illinois oraz projekty kurortu zaproponowane hrabstwu Door, tuż nad jeziorem Michigan.
Przez wszystkie te lata opowiadał o swojej pracy, ale ona nie zdawała sobie sprawy ze skali tych projektów.
Zerknęła na niego przez ramię. Zauważyła, że od czasu, gdy widziała go po raz ostatni, posiwiały mu włosy na skroniach.
- Są niesamowite.
- Dzięki - uśmiechnął się i stanął obok niej. - Najbardziej cieszę się z tego projektu dla hrabstwa Door. To wyłącznie moje dziecko i jednocześnie najbardziej ekspansywna i najdroższa inwestycja, jaką zaproponowałem. Właśnie jestem w trakcie pozyskiwania inwestorów.
- Świetnie się spisałeś, Brad. Jestem z ciebie naprawdę dumna.
- Nie dałbym rady bez pomocy taty.
Ich taty. Trudno uwierzyć, że nie ma go już od pięciu lat.
- Nieprawda. Wierzył w ciebie, ale osiągnąłeś to dzięki inteligencji i determinacji.
- Tak, on uwierzył we mnie jako pierwszy - nagle jego głos stał się bardziej chrapliwy. - Tęsknię za nim.
W jej oczach stanęły łzy.
- Ja też za nim tęsknię.
Brad odchrząknął.
- A co u ciebie? Zostałaś klasycznie wykształconą szefową kuchni? Le Cordon Bleu? Cholera, dziewczyno, jestem z ciebie taki dumny!
Siłą rzeczy Sienna uśmiechnęła się promiennie. Nie mogła nic na to poradzić. Po raz pierwszy w życiu naprawdę pozbyła się wątpliwości i pozwoliła się poprowadzić swojej pasji.
- Prawdę mówiąc, ja też jestem z siebie dumna.
- I dobrze. Wiem, że tata też by był.
- Te słowa wiele dla mnie znaczą, Brad. Dzięki.
- Co powiesz na filiżankę kawy?
- Boże, tak. W czasie lotu w ogóle nie spałam i teraz ledwo żyję.
Odwrócił się, ale zamarł w pół ruchu i ponownie na nią spojrzał, tym razem uważnie.
- Dlaczego nie dałaś znać, że przyjeżdżasz?
- Myślałam, że będziesz próbował mnie od tego odwieść.
Kiwnął głową, kąciki jego ust delikatnie się podniosły.
- Na pewno. Pójdę po kawę i pogadamy.
Popatrzyła za nim, po czym usiadła w wygodnym fotelu w części do prowadzenia rozmów biznesowych. Spojrzała na kominek i migoczące w nim płomienie. Ona i jej brat tak bardzo się od siebie różnili. Nic dziwnego, pomyślała. Nie dość, że miał dziesięć lat więcej i inną płeć, to jeszcze był owocem pierwszego małżeństwa ojca.
Z pewnością ciężko mu się żyło, musiał jeździć między dwoma domami. Pierwszy należał do matki, która wciąż wściekała się na byłego męża i nie tolerowała jego nowej żony, cierpiącej na urojenia prześladowcze i ciągle się leczącej.
To niesamowite, że wyszedł z tego tak stabilny emocjonalnie. Uśmiechnęła się do siebie. To samo tyczyło się jej.
Wrócił z dwoma idealnymi cappuccino i talerzem małych biscotti.
- Jak elegancko! - powiedziała zaskoczona.
- Dałem się namówić Liz na jeden z tych ekspresów, które robią za ciebie wszystko oprócz picia kawy. Pamiętam, że kiedyś taką lubiłaś.
- Nadal lubię. Dzięki.
Podał jej filiżankę, po czym zajął miejsce naprzeciwko niej. Zamilkła, zanurzyła ciastko w spienionym napoju i ugryzła kęs. Czuła, że brat ją obserwuje, że czeka. Domyślał się, że nie bez powodu przebyła tak długą drogę, z pewnością był go ciekaw.
Nie chciała mu o tym mówić, jeszcze nie teraz. W tej chwili czuła się po prostu dobrze, że po tak długim czasie wreszcie się z nim spotkała. Poza tym wiedziała, że nie pochwali jej decyzji.
Wreszcie on przerwał ciszę.
- Jak się ma Mimi?
Sienna pomyślała o babci ze strony ojca, maleńkim dynamicie, który nie akceptował żadnego "nie" ani "nie mogę" od nikogo, łącznie ze sobą. Wpływ Mimi był dokładnie tym, czego potrzebowała osiemnastoletnia wówczas Sienna.
- Naprawdę nieźle. Kazała cię pozdrowić i powiedzieć, że cię kocha.
- Będę musiał do niej zadzwonić.
- Na pewno się ucieszy.
Znów zamilkli. Sienna upiła kolejny łyk kawy, po czym przerwała ciszę.
- O której godzinie przyjdzie Liz? Nie mogę się już doczekać, jak ją zobaczę.
- Nie przyjdzie.
Pod wpływem tej szorstkiej odpowiedzi Sienna zmarszczyła czoło.
- Jest chora? Czy...
- Zostawiła mnie.
- Och, Bradley... Tak strasznie mi przykro.
- W piątą rocznicę. Nie mogła wybrać gorszego momentu, czułem się, jakby ktoś kopnął mnie brzuch.
- Kiedy u mnie byliście, wyglądaliście na takich szczęśliwych...
- Bo byliśmy szczęśliwi. Wtedy - wstał i podszedł do kominka. Stanął tyłem do niej, schował ręce do kieszeni. - Powiedziała, że nie może już znieść Viv.
Brad nigdy nie nazywał macochy inaczej niż po imieniu, bo nigdy nie myślał o niej jak o matce. Ale ponieważ Sienna ukrywała się w Anglii, to właśnie jemu przypadła rola głównego opiekuna jej matki.
Poczuła wyrzuty sumienia. Bardzo silne. Wstała i podeszła do niego, położyła dłoń na jego ręce.
- Przepraszam.
- To nie twoja wina.
- Czyżby? Gdybym ci tu pomogła...
- To mnie tata powierzył opiekę nad nią - odsunął się, Sienna opuściła rękę. - A nie tobie.
- Może to było nie w porządku?
- Nieważne, Sienno. Już po sprawie
Co nie zwalniało jej z odpowiedzialności.
- Cóż, teraz tu jestem.
- Z pewnością ucieszy się na twój widok.
- Nie rozumiesz, Brad. To nie jest wizyta. Zostaję tutaj.
- Zostajesz? - ponownie ściągnął brwi. - Na jak długo?
- Na stałe.
Spojrzał jej w oczy.
- To jakiś żart?
To pytanie ją zabolało.
- Nie. Dlaczego tak sądzisz?
- Siostra, daj spokój. Oboje wiemy, że przebywanie z matką nie jest dla ciebie zdrowe.
- Dam sobie radę.
- Liz też tak mówiła, a to nie ona była głównym obiektem urojeń Viv - spojrzał jej w oczy. - Sienno, ona nadal je ma. Wciąż wierzy, że moja matka i jej rodzina chcą ją ukarać, krzywdząc ciebie. Moi krewni "przejeżdżają" obok jej domu. "Założyli podsłuch" w jej telefonie, żeby podsłuchiwać twoje rozmowy z nią. Ciągle szuka ukrytych kamer. Mam mówić dalej?
- Nie wysilaj się. To typowe zachowania mamy.
- Na pewno dobrze to przemyślałaś?
- Oczywiście.
- Naprawdę? Bo dla mnie wcale nie jest to takie oczywiste - westchnął z frustracją. - Ale dlaczego miałoby takie być? Przecież nawet nie wiedziałem o twoim przyjeździe.
Kolejne ukłucie poczucia winy.
- Powinnam była ci powiedzieć. Teraz to rozumiem i przepraszam.
- A co z mieszkaniem? Możesz u mnie zostać, ale - znowu - byłoby miło, gdybyś mnie uprzedziła.
- Zostanę w domu.
- W domu?
- Z mamą.
Przez chwilę po prostu patrzył na nią w ten swój spokojny sposób. Potem pokręcił głową.
- Nie mówisz tego poważnie.
- Jestem śmiertelnie poważna. To moja matka i dom, w którym się wychowałam.
- Racja, to twoja matka. Ta sama, od której uciekłaś.
- Tata mnie odesłał.
- Ale się nie sprzeciwiłaś, prawda?
- Nie - zgodziła się. - Nie zrobiłam tego. Ale to było wtedy. A ja już nie jestem tamtą dziewczyną, Brad, dorosłam.
Widziała, jak brat walczy sam ze sobą. Zaczęła więc mówić dalej:
- Nie chcesz mnie tutaj?
- Jesteś moją siostrą, moim jedynym rodzeństwem. Oczywiście, że chcę mieć cię w pobliżu - zrezygnowany wypuścił powietrze. - Mimi się na to zgodziła?
- Zachęcała mnie do tego. Wiedziała, jakie to jest dla mnie ważne.
- Mówiła coś w stylu: "Jeśli się nie cofniesz, nie pójdziesz do przodu"?
- Tak.
Przeczesał włosy palcami.
- Chyba rozumiem. Ale nie możesz zaskoczyć Viv tak jak mnie. Muszę ją uprzedzić. Bo to może wywołać atak.
W przypadku jej mamy prawie wszystko mogło wywołać atak. Sienna poczuła pulsowanie w skroni przypominające ciche ostrzegawcze uderzenia bębna. Dawno go nie słyszała.
- Wydaje mi się, że atak jest nieunikniony, niezależnie od tego, czy ją uprzedzisz, czy po prostu pojawię się na progu jej domu. A fakty są takie, że wróciłam. Co mam teraz zrobić? Ukrywać się?
- Siostra, to twoja decyzja - przerwał na chwilę, potem zaczął mówić dalej. - Ale powinnaś wiedzieć o czymś jeszcze.
- O czym?
- Wznowiono śledztwo. Kilka tygodni temu.