Tak zostaliśmy stworzeni. Jak przygotować dzieci do zmierzenia się ze współczesnymi wyzwaniami moralnymi - Leila Miller,Trent Horn

Kup ebooka

44.90 zł
35.00 zł (26,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

PRO­WA­DZIĆ DZIECI DO NIEBA

Jest taki stary dow­cip, który do­brze pa­suje do mo­jej sy­tu­acji:

"Za­nim wy­szłam za mąż, mia­łam osiem teo­rii na te­mat wy­cho­wy­wa­nia dzieci; te­raz mam ośmioro dzieci i zero teo­rii".

Kiedy wiele lat temu za­pi­sa­łam swoje pierw­sze dziecko do wspa­nia­łej ka­to­lic­kiej szkoły pod­sta­wo­wej, by­łam za­chwy­cona wszyst­kimi wie­lo­dziet­nymi ro­dzi­nami, które tam spo­tka­łam. Pa­mię­tam, że pew­nego dnia zo­ba­czy­łam matkę ośmiorga dzieci, która przy­szła na kam­pus szkolny z wszyst­kimi swo­imi po­cie­chami. Naj­młod­sze miało dwa lata, było bose i ubru­dzone wo­kół ust ma­słem orze­cho­wym. Jako młoda mama z wyż­szo­ścią po­my­śla­łam, że bez względu na to, ile będę miała dzieci, ni­gdy nie po­zwolę na coś ta­kiego.

Te­raz po­kła­dam się ze śmie­chu, kiedy my­ślę o wszyst­kich chwi­lach, gdy moja ósemka dzieci cho­dziła na bo­saka i z brud­nymi twa­rzami!

Dzielę się tym, po­nie­waż ro­zu­miem, że by­cie ro­dzi­cem to ciężka praca, a ja nie mam żad­nych spe­cjal­nych czy ma­gicz­nych ro­dzi­ciel­skich teo­rii wy­cho­waw­czych do za­ofe­ro­wa­nia. To, co mam, to wska­zówki Chry­stusa, Jego Ko­ścioła i świa­dec­two świę­tych, a także in­nych do­sko­na­łych na­uczy­cieli - po­kory i do­świad­cze­nia. Sza­nuję to, że ro­dzice znają swoje dzieci le­piej niż kto­kol­wiek inny, i chcę po pro­stu dać za­równo im, jak i każ­demu, kto ma kon­takt z mło­dymi ludźmi (cio­ciom, wuj­kom, dziad­kom, a na­wet dusz­pa­ste­rzom mło­dzieży), kilka na­rzę­dzi, które po­mo­gły mi re­ali­zo­wać po­wo­ła­nie ka­to­lic­kiej matki ma­ją­cej na­dzieję na wy­cho­wa­nie świę­tych.

PRZY­JA­CIEL, RO­DZIC,A MOŻE PRZY­JA­ZNY RO­DZIC?

Gdy wy­cho­wu­jemy dzieci, mu­simy uni­kać dwóch skraj­no­ści: po­stawy ro­dzi­ców per­mi­syw­nych, któ­rzy po­mi­jają za­sady, by być "przy­ja­ciółmi" dziecka, oraz po­stawy ro­dzi­ców au­to­ry­tar­nych, któ­rzy miaż­dżą swoje dziecko su­ro­wymi za­sa­dami. (Jak na iro­nię te różne style wy­cho­wa­nia czę­sto pro­wa­dzą do tego sa­mego skutku - ukształ­to­wa­nia dziecka, które ma ni­ską sa­mo­ocenę i do­ko­nuje w ży­ciu złych wy­bo­rów).

Le­piej jest być ro­dzi­cem au­to­ry­ta­tyw­nym.

W prze­ci­wień­stwie do po­dej­ścia ro­dzi­ców per­mi­syw­nych (któ­rych dzia­ła­nia wy­ni­kają ze stra­chu lub z lek­ce­wa­żą­cego sto­sunku) nie je­ste­śmy je­dy­nie "przy­ja­ciółmi" na­szego dziecka i w ra­zie po­trzeby usta­na­wiamy za­sady. Wiemy z Bi­blii, że: "wszel­kie kar­ce­nie na ra­zie nie wy­daje się ra­do­sne, ale smutne, po­tem jed­nak przy­nosi tym, któ­rzy go do­świad­czyli, błogi plon spra­wie­dli­wo­ści" (Hbr 12,11)[1]. Jed­nak w od­róż­nie­niu od ro­dzi­ców au­to­ry­tar­nych (któ­rzy dzia­łają w gnie­wie lub z po­czu­cia dumy) nie wpa­jamy na­szym dzie­ciom za­sad po­przez sto­so­wa­nie su­ro­wych i do­tkli­wych kar - wów­czas by nami gar­dziły lub się nas bały. Po­stę­pu­jemy zgod­nie z za­le­ce­niem Świę­tego Pawła: "Nie po­bu­dzaj­cie do gniewu wa­szych dzieci, lecz wy­cho­wuj­cie je, sto­su­jąc kar­ce­nie i na­po­mi­na­nie Pań­skie" (Ef 6,4).

Jedno z ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych na stu­den­tach wy­ka­zało, że ci z nich, któ­rzy mieli per­mi­syw­nych lub au­to­ry­tar­nych ro­dzi­ców, szu­kali rady u swo­ich ró­wie­śni­ków, na­to­miast ci, któ­rzy mieli ro­dzi­ców au­to­ry­ta­tyw­nych, czę­ściej ra­dzili się mamy i taty[2]. Przy­po­mina mi to pewną sy­tu­ację, gdy ja­dłam lunch z uro­czą na­sto­let­nią córką swo­jej przy­ja­ciółki, która po­wie­działa, że kiedy chciała po­znać zna­cze­nie ter­minu sek­su­al­nego, który usły­szała, od razu zwró­ciła się do swo­jej życz­li­wej mamy. Ona udzie­liła córce ja­snej od­po­wie­dzi, umiesz­cza­jąc ją w kon­tek­ście na­ucza­nia Ko­ścioła, a dziew­czyna była za­do­wo­lona.

"Moja mama za­wsze mówi mi prawdę - po­wie­działa wtedy - i ni­gdy nie po­my­śla­ła­bym, żeby pójść do ko­le­ża­nek z klasy lub przy­ja­ciół z ta­kim py­ta­niem".

Chcemy, żeby wła­śnie tak mó­wiły o nas na­sze dzieci, a pro­wa­dzi do tego by­cie ro­dzi­cem, który ma au­to­ry­tet. Moje dzieci za­wsze przy­cho­dziły do mnie z trud­nymi py­ta­niami mo­ral­nymi wła­śnie dla­tego, że wie­działy, iż nie będę ich za­wsty­dzać, udzie­lać wy­mi­ja­ją­cych pseu­do­od­po­wie­dzi czy mil­cząco apro­bo­wać nie­mo­ral­no­ści. Jed­nak to, co mó­wię, za­wsze jest do­sto­so­wane do bie­żą­cego etapu ich roz­woju.

EDU­KA­CJA CZY IN­DOK­TRY­NA­CJA?

Ro­dzice per­mi­sywni mogą uwa­żać, że "in­dok­try­no­wa­nie" ich dzieci jest nie­wła­ściwe. Mogą twier­dzić, że dziecko po­winno mieć swo­bodę de­cy­do­wa­nia o róż­nych kwe­stiach mo­ral­nych. Ale słowo in­dok­try­no­wać do­słow­nie ozna­cza "uczyć" i na­wet per­mi­sywni ro­dzice in­dok­try­nują swoje dzieci, aby ce­niły to­le­ran­cję, otwar­tość umy­słu i współ­czu­cie dla in­nych. Za­tem py­ta­nie nie brzmi: "Czy bę­dziesz in­dok­try­no­wał swoje dzieci?", ale: "Ja­kimi ide­ami bę­dziesz je in­dok­try­no­wał?".

STWO­RZENI DO PRZYJ­MO­WA­NIA

Każdy, kto uczy dziecko, po­wi­nien wziąć pod uwagę tę mą­drość Świę­tego To­ma­sza z Akwinu: "[...] co­kol­wiek bywa w czymś przyj­mo­wane, jest w nim przyj­mo­wane na spo­sób przyj­mu­ją­cego"[3].

Je­śli na­le­jesz wody do szklanki, to utwo­rzy ona słup. Je­śli na­le­jesz wody na ta­lerz, utwo­rzy ona ta­flę. Nie można uzy­skać słupa wody na ta­le­rzu, po­nie­waż ta­lerz nie jest stwo­rzony do for­mo­wa­nia płynu w ten spo­sób. Po­dob­nie jest z "wle­wa­niem" wie­dzy i prawdy w umysł dziecka.

Mózg dziecka może od­bie­rać tylko to, do czego zo­stał stwo­rzony, a w miarę roz­woju mło­dego czło­wieka bar­dzo się zmie­nia. Naj­mniej­sze dzieci (ma­lu­chy i przed­szko­laki) ro­zu­mieją do­bro i zło jako unik­nię­cie kary lub otrzy­ma­nie na­grody. Gdy stają się star­sze (szkoła pod­sta­wowa), ro­zu­mieją po­ję­cia mo­ralne ta­kie jak "uczci­wość" czy "spra­wie­dli­wość" (po­myśl, jak sprze­ci­wiają się prze­ciwko "nie­spra­wie­dli­wym" za­sa­dom).

W "okre­sie nie­win­no­ści" (zwa­nym rów­nież "okre­sem la­ten­cji"), który ma miej­sce przed doj­rze­wa­niem, umysł dziecka nie jest przy­go­to­wany do od­bie­ra­nia ob­ra­zo­wych lub wy­raź­nych prawd na te­mat trud­nych kwe­stii mo­ral­nych, zwłasz­cza do­ty­czą­cych sek­su­al­no­ści. Dla­tego też do­ku­ment Pa­pie­skiej Rady ds. Ro­dziny Ludzka płcio­wość: prawda i zna­cze­nie[4] mówi o okre­sie przed doj­rze­wa­niem:

Ten okres po­koju i po­gody nie po­wi­nien ni­gdy ulec za­kłó­ce­niu przez zbędne in­for­ma­cje sek­su­alne. Za­nim na­stąpi wy­raźny roz­wój fi­zyczny płcio­wo­ści, jest rze­czą nor­malną, że za­in­te­re­so­wa­nia dziecka kie­rują się ku in­nym aspek­tom ży­cia [...]. By nie za­kłó­cać tego do­nio­słego na­tu­ral­nego okresu wzro­stu, trzeba, by ro­dzice wie­dzieli o tym, że ostrożna for­ma­cja do mi­ło­ści czy­stej w tym okre­sie po­winna mieć cha­rak­ter po­średni, przy­go­to­wu­jąc do doj­rza­ło­ści płcio­wej, gdy bę­dzie ko­nieczna in­for­ma­cja bez­po­śred­nia[5].

W dal­szej czę­ści tej książki po­ka­żemy, jak wy­ja­śniać te te­maty ma­łym dzie­ciom, je­śli się na nie na­tkną. Wy­ja­śnimy rów­nież, jak roz­ma­wiać ze "star­szymi dziećmi" (zwy­kle tymi, które we­szły już w okres doj­rze­wa­nia), go­to­wymi usły­szeć od nas o tych spra­wach. "Nie ob­ja­wia­jąc lęku czy też ob­se­syj­nej tro­ski - wska­zuje wspo­mniany do­ku­ment - ro­dzice nie mogą jed­nak do­pusz­czać, żeby ich in­ter­wen­cje były pa­ra­li­żo­wane przez tchó­rzo­stwo i wy­god­nic­two"[6]. Za­miast tego:

W spo­sób po­zy­tywny i roz­tropny [wy­róż­nie­nie zgodne z ory­gi­na­łem cy­tatu] ro­dzice po­winni re­ali­zo­wać to, o czym uczyli Oj­co­wie So­boru Wa­ty­kań­skiego II: "Mło­dych winno się przede wszyst­kim na ło­nie sa­mej ro­dziny [wy­róż­nie­nie zgodne z ory­gi­na­łem cy­tatu] od­po­wied­nio i w sto­sow­nym cza­sie po­uczać o god­no­ści, za­da­niu i dziele mi­ło­ści mał­żeń­skiej, aby na­uczeni sza­cunku dla czy­sto­ści, mo­gli przejść we wła­ści­wym wieku od uczci­wego na­rze­czeń­stwa do mał­żeń­stwa"[7].

W od­po­wie­dziach da­wa­nych na py­ta­nia dzieci [wy­róż­nie­nie zgodne z ory­gi­na­łem cy­tatu] ro­dzice po­winni przed­sta­wić do­brze uza­sad­nione ar­gu­menty na te­mat wiel­kiej war­to­ści czy­sto­ści i uka­zać sła­bość in­te­lek­tu­alną i ludzką teo­rii, które in­spi­rują za­cho­wa­nia per­mi­sywne i he­do­ni­styczne; po­winni od­po­wia­dać w spo­sób ja­sny, nie przy­pi­su­jąc zbyt­niego zna­cze­nia pro­ble­mom pa­to­lo­gii sek­su­al­nej [...][8].

NAJ­GOR­SZA RZECZ NA ŚWIE­CIE

By­cie sa­mo­dzielną do­ro­słą osobą ozna­cza nie tylko po­sia­da­nie pracy i zdol­no­ści zbi­lan­so­wa­nia bu­dżetu. Je­śli twoje dziecko nie roz­wi­nie tych umie­jęt­no­ści w do­ro­słym ży­ciu, może w końcu tra­fić do ad­wo­kata z wnio­skiem o ban­kruc­two - co bę­dzie bar­dzo przy­kre, ale nie jest naj­gor­szą rze­czą na świe­cie.

Go­rzej, gdy twoje dziecko staje się do­ro­słe i nie zna róż­nicy mię­dzy do­brem a złem. Albo - je­żeli ją zna - nie jest wy­star­cza­jąco doj­rzałe i nie ma do­sta­tecz­nej siły woli, aby wy­brać to, co jest do­bre. Je­śli na­sze dzieci nie są pod tym wzglę­dem roz­wi­nięte, mogą zo­stać od­dzie­lone od Boga na całą wiecz­ność, i to jest ta naj­gor­sza rzecz na świe­cie.

Co więc po­wstrzy­muje tak wielu ro­dzi­ców przed na­ucze­niem swo­ich dzieci tych waż­nych prawd o do­bru i złu? Cóż, nie­któ­rzy mogą być skrę­po­wani swoim daw­nym (lub obec­nym) sty­lem ży­cia i nie chcą po­dej­mo­wać tego te­matu w oba­wie, że zo­staną uznani za hi­po­kry­tów. Inni mogą nie chcieć kon­fron­ta­cji ze swo­imi dziećmi, ma­jąc na­dzieję, że je­śli będą po pro­stu "mili" lub bierni, to wszystko samo się ułoży. Albo my­ślą, że wy­star­czy zwy­czaj­nie stwier­dzić: "W to wła­śnie wie­rzymy!" lub "Nie ro­bimy tego!", po­nie­waż nie wie­dzą, jak po­dzie­lić się ra­cjo­nal­nymi pod­sta­wami swo­ich prze­ko­nań.

Je­śli ist­nieje ja­kaś jedna pod­sta­wowa prawda, którą od­kry­łam, gdy wy­cho­wy­wa­łam na­sto­lat­ków, brzmi ona na­stę­pu­jąco: one za­ak­cep­tują i przyjmą świa­to­po­gląd, który ma dla nich sens - na­wet je­śli ten świa­to­po­gląd jest trudny do za­sto­so­wa­nia w prak­tyce w na­szej kul­tu­rze. Są "stwo­rzone do przyj­mo­wa­nia" nie tylko za­sad czy na­ucza­nia Ko­ścioła, ale także uza­sad­nień, które te na­uki wspie­rają. I, dzięki Bogu, te uza­sad­nie­nia mogą być do­sto­so­wane do po­ziomu roz­woju każ­dego dziecka, po­nie­waż są oparte na uni­wer­sal­nej za­sa­dzie zwa­nej pra­wem na­tu­ral­nym.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PO­WÓD NA­PI­SA­NIA TEJ KSIĄŻKI

Nie­kiedy może się wy­da­wać, że ży­jemy w oso­bli­wym, rów­no­le­głym Wszech­świe­cie. Do­bro jest złem, góra jest do­łem, męż­czyźni są ko­bie­tami (i od­wrot­nie). Nie­któ­rzy ka­to­liccy ro­dzice na­wet nie zdają so­bie sprawy, że na­sza kul­tura roz­ma­gne­so­wała ich kom­pas mo­ralny, inni zaś, mimo że do­strze­gają błędy kul­tu­rowe, nie wie­dzą, jak je wy­tłu­ma­czyć swoim dzie­ciom.

I wła­śnie z tego po­wodu zro­dził się po­mysł na na­pi­sa­nie tej książki.

Jedno z nas jest oj­cem dwóch ma­łych chłop­ców. Zaj­muje się kwe­stiami mo­ral­nymi od po­nad de­kady, dys­ku­tuje ze słu­cha­czami w trak­cie pro­gra­mów ra­dio­wych emi­to­wa­nych na żywo i cały czas usi­łuje wy­ja­śnić im ka­to­lic­kie na­uki.

Dru­gie z nas jest matką ośmiorga dzieci i bab­cią kil­korga ko­lej­nych. Od pra­wie trzy­dzie­stu lat sto­suje w prak­tyce za­sady prawa na­tu­ral­nego, aby uczyć swoje dzieci i wnuki wiel­kiej mą­dro­ści Ko­ścioła zwią­za­nej z kwe­stiami mo­ral­nymi. W ostat­nich la­tach jest do­radcą i udziela rów­nież wspar­cia za­tro­ska­nym ka­to­lic­kim ro­dzi­com.

Wspól­nie zde­cy­do­wa­li­śmy, że naj­lep­szym spo­so­bem na przy­go­to­wa­nie ro­dzi­ców (i in­nych osób, któ­rym za­leży na kształ­to­wa­niu swo­ich dzieci na ka­to­li­ków) bę­dzie na­pi­sa­nie pu­bli­ka­cji, która prze­każe prawdę w świe­tle na­by­tego do­świad­cze­nia. Na­sza książka łą­czy wie­dzę Trenta wy­ni­ka­jącą z pro­wa­dze­nia ba­dań i dys­ku­sji nad oma­wia­nymi kwe­stiami z do­świad­cze­niem Le­ili jako ro­dzica i ka­to­lic­kiej blo­gerki.

Na ko­lej­nych stro­nach przyj­rzymy się pro­ce­sowi roz­woju dziecka oraz przed­sta­wimy krót­kie wy­ja­śnie­nie, w jaki spo­sób wy­ko­rzy­stać prawo na­tu­ralne do zro­zu­mie­nia kwe­stii mo­ral­nych. Na­stęp­nie po­dej­miemy roz­wa­ża­nia na te­mat dzie­się­ciu naj­trud­niej­szych za­gad­nień mo­ral­nych na­szych cza­sów, w szcze­gól­no­ści tych, które do­ty­czą uży­wa­nia i nad­uży­wa­nia ludz­kiej sek­su­al­no­ści.

Każ­demu z tych dzie­się­ciu za­gad­nień mo­ral­nych po­świę­cony jest osobny roz­dział, który składa się z trzech czę­ści. Pierw­sza za­wiera wy­ja­śnie­nie do­ty­czące tego, czego Ko­ściół ka­to­licki na­ucza w da­nej kwe­stii. Ko­lejna po­świę­cona jest temu, jak roz­ma­wiać z dziećmi w wieku przed­szkol­nym na po­dany te­mat. Koń­cowa część za­wiera wska­zówki co do tego, jak roz­ma­wiać o da­nym za­gad­nie­niu z na­sto­lat­kami.

Tych kilka roz­dzia­łów w żad­nym wy­padku nie wy­czer­puje po­szcze­gól­nych te­ma­tów. Mu­sie­li­śmy odło­żyć wiele in­te­re­su­ją­cych spraw. Wszak te nie­ła­twe kwe­stie mo­ralne są istotne i zło­żone. Jed­nak za­sady le­żące u ich pod­staw są za­sad­ni­czo pro­ste, a ta książka daje wam prak­tyczne i przy­datne na­rzę­dzia do tego, aby zro­zu­mieć te re­guły i istotę oma­wia­nych za­gad­nień, a na­stęp­nie po­znać spo­sób, w jaki na­leży prze­ka­zać wie­dzę na ich te­mat swoim dzie­ciom. Na­wet je­śli wa­sze po­cie­chy są już do­ro­słe lub je­śli ma­cie kon­takt z dziećmi jako cio­cia, wu­jek, dzia­dek, przy­ja­ciel lub dusz­pa­sterz mło­dzieży, wie­rzymy, że wska­zówki za­warte w tej książce zna­cząco po­pra­wią sku­tecz­ność wa­szych roz­mów.

Zde­cy­do­wa­li­śmy rów­nież, że aby na­sze ob­ja­śnie­nia miały cha­rak­ter prak­tyczny i były ła­twe do za­sto­so­wa­nia, książka bę­dzie na­pi­sana z punktu wi­dze­nia Le­ili jako ka­to­lic­kiego ro­dzica, na­to­miast przed­sta­wiane wy­ja­śnie­nia i ar­gu­menty będą za­wie­rać usta­le­nia i prze­my­śle­nia Trenta.

I na ko­niec pa­mię­taj­cie, że nasz Pan dał nam święty Ko­ściół, przez który udziela ła­ski, prawdy i mą­dro­ści. Wie­rzymy, że kiedy zo­sta­nie­cie wy­po­sa­żeni we wła­ściwe zro­zu­mie­nie i słowa, wa­sze dzieci rów­nież będą przy­go­to­wane do tego, aby wie­rzyć, żyć i za­cho­wy­wać wiarę na­wet w tych mo­ral­nie po­gma­twa­nych cza­sach.