Tajne służby Watykanu - Yvonnick Denoel

Kup ebooka

73.90 zł
59.12 zł (73,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wpro­wa­dze­nie

Szpie­dzy, któ­rych nie było

Nie­liczni go­ście, któ­rym dane jest wejść na trze­cie pię­tro Pa­łacu Apo­stol­skiego, mogą zna­leźć tam Se­kre­ta­riat Stanu, bi­jące serce wa­ty­kań­skiej ad­mi­ni­stra­cji. Na po­czątku pon­ty­fi­katu Jana Pawła II kręci się tu setka pra­cow­ni­ków za­trud­nio­nych w dwóch głów­nych dzia­łach: sek­cji spraw zwy­czaj­nych, od­po­wie­dzial­nej za wszyst­kie aspekty we­wnętrz­nego ży­cia Ko­ścioła, oraz pa­pie­skim cen­tral­nym biu­rze ob­sługi spraw za­gra­nicz­nych, zwa­nym także sek­cją spraw nad­zwy­czaj­nych. Ra­zem zaj­mują ja­kieś dwa­dzie­ścia prze­peł­nio­nych i za­śmie­co­nych pa­pie­rami biur, z oknami wy­cho­dzą­cymi na Dzie­dzi­niec Świę­tego Da­ma­zego. Se­kre­ta­ria­tem kie­ruje wów­czas kar­dy­nał Vil­lot, spę­dza­jący w nim nie­kiedy całą noc lub przy­naj­mniej jej część. Nowy pa­pież, Jan Pa­weł II, utrzy­mał go na sta­no­wi­sku. Wta­jem­ni­czeni wie­dzą, że do biura kar­dy­nała przy­lega ła­zienka ozdo­biona "nieco fry­wol­nymi" dzie­łami Ra­fa­ela...

Pew­nego po­ranka, pod ko­niec 1978 roku, po­ja­wia się tam dwóch męż­czyzn, aby "osza­co­wać kosz­to­rys re­no­wa­cji in­sta­la­cji elek­trycz­nej". Mi­nu­tanti (za­rządcy biura) nie do końca w to wie­rzą, gdyż nie jest rze­czą nor­malną, żeby ta­kim osob­ni­kom to­wa­rzy­szył Ca­millo Ci­bin, ale po­nie­waż ich za­da­nie po­lega na za­cho­wa­niu dys­kre­cji, po­wstrzy­mują się od ko­men­ta­rza. Ci­bin jest sze­fem Vi­gi­lanzy (Uf­fi­cio Cen­trale di Vi­gi­lanza - Cen­tralny Urząd Nad­zoru), czyli wa­ty­kań­skiej służby we­wnętrz­nej. To ma­sywny czło­wiek o si­wie­ją­cych skro­niach, nie­wy­glą­da­jący na ko­goś, kto stroi so­bie żarty czy traci czas na głup­stwa. Po­zo­staje w bez­po­śred­nim kon­tak­cie ze wszyst­kimi swymi ludźmi, ale także z ka­ra­bi­nie­rami i in­nymi wło­skimi służ­bami bez­pie­czeń­stwa. W ra­zie po­trzeby może szybko zmo­bi­li­zo­wać setki po­li­cjan­tów i za­blo­ko­wać Plac Świę­tego Pio­tra. Nie­ofi­cjal­nie jest też w cią­głej łącz­no­ści z rzym­ską ko­mórką CIA (Cen­tral In­tel­li­gence Agency - Cen­tralna Agen­cja Wy­wia­dow­cza).

Go­ście zaj­mu­jący się kosz­to­ry­sem przez ty­dzień cho­dzą od biura do biura, spraw­dza­jąc szcze­gó­łowo wszyst­kie za­ka­marki. Zja­wiają się rów­nież w biu­rze Gu­ber­na­to­ratu, struk­tury za­rzą­dza­ją­cej Pań­stwem Wa­ty­kań­skim. Do­prawdy, dużo bie­ga­niny jak na zwy­kły kosz­to­rys... Jak czę­sto się zda­rza, ję­zyki w ku­rii za­czy­nają pa­plać, aż wresz­cie po­dej­rze­nia przyj­mują kon­kretną formę - obaj oni na­leżą do wło­skich służb spe­cjal­nych. Przy­byli na żą­da­nie Ci­bina, aby spraw­dzić ewen­tu­alną obec­ność pod­słu­chu.

Ostat­niego dnia za­my­kają się z Ci­bi­nem i kar­dy­na­łem Vil­lo­tem w biu­rze tego dru­giego. Aby uzy­skać wła­ściwy efekt, za­cho­wują mil­cze­nie, po­woli wy­cią­gają z torby drobne przed­mioty i kładą je na stole kon­fe­ren­cyj­nym. Jak spo­koj­nie tłu­ma­czy Ci­bin, który naj­wy­raź­niej już wcze­śniej zo­stał o tym po­wia­do­miony, zna­le­ziono je­de­na­ście mi­kro­fo­nów.

- Te tu­taj są so­wiec­kie - wy­ja­śnia wyż­szy stop­niem. - Różne mo­dele... Nie­wąt­pli­wie umiesz­czone zo­stały w pew­nych od­stę­pach czasu, być może przez różne służby ze Wschodu.

- A po­zo­stałe?

- No tak, po­zo­stałe... No więc, Emi­nen­cjo, po­zo­stałe są ame­ry­kań­skie!

Vil­lot wciąż sie­dzi, blady i mil­czący. Z roz­tar­gnie­niem słu­cha prze­ka­zy­wa­nych przez Ci­bina wy­ja­śnień tech­nicz­nych. Trzeba po­mó­wić o tym z pa­pie­żem. Na­tych­miast.

Ma­szy­ne­ria fan­ta­zji

Na­wet dla po­tęg tego świata Wa­ty­kan po­zo­staje zna­ko­mi­tym przy­kła­dem ma­szy­ne­rii fan­ta­zji. Być może z po­wodu swo­jej sta­ro­żyt­nej hi­sto­rii, za­mi­ło­wa­nia do se­kre­tów czy nie­spo­ty­ka­nej kon­cen­tra­cji wła­dzy w rę­kach pa­pie­skich, ale także z uwagi na jego nie­zwy­kły sta­tus. Łą­czy on w so­bie wła­dzę świecką i du­chową, za­rząd nad mi­nia­tu­ro­wym pań­stwem i jedną z naj­więk­szych re­li­gii na świe­cie, li­czą­cej 1,3 mld wier­nych. Słusz­nie czy nie­słusz­nie, pa­pieże czę­sto po­są­dzani są o dys­po­no­wa­nie wy­jąt­ko­wymi wpły­wami na sprawy świa­towe. Wielu sze­fów taj­nych służb - czy to oba­wia­jąc się go, czy też mu win­szu­jąc - po­waż­nie trak­tuje Wa­ty­kan jak jedną z "wiel­kich po­tęg" wy­wia­dow­czych. "Wielka po­tęga może po­słać dzie­się­ciu, dwu­dzie­stu, a na­wet pięć­dzie­się­ciu szpie­gów do da­nego kraju, pod­czas gdy Ko­ściół w naj­mniej­szym na­wet kraju po­siada co naj­mniej kil­ku­set księży" - wy­ra­żał się z po­dzi­wem były agent służb ame­ry­kań­skich. Z ko­lei pol­ski puł­kow­nik To­masz Tu­row­ski, były szpieg ze Wschodu, tak wła­śnie z po­dzi­wem opi­sy­wał ową po­tęgę, którą w la­tach 70. miał szpie­go­wać:

Dwa razy w roku każdy pro­boszcz opi­suje sy­tu­ację w swo­jej pa­ra­fii, no­ta­bli, stan fi­nan­sów, kli­mat po­li­tyczny i sy­tu­ację spo­łeczną. Każdy dia­kon składa ra­port bi­sku­powi, który z ko­lei ra­por­tuje nun­cju­szowi apo­stol­skiemu, a ten prze­syła ra­porty do Se­kre­ta­riatu Stanu w Rzy­mie...1

Nie do końca się my­lił - każdy nun­cjusz ma do­stęp do uprzy­wi­le­jo­wa­nych źró­deł in­for­ma­cji, któ­rych za­zdro­ści mu wiele taj­nych służb. Rzecz ja­sna, bi­skupi i miej­scowi du­chowni świet­nie zdają so­bie sprawę, co się w ich kraju dzieje. Na­leży rów­nież wziąć pod uwagę księży mi­sjo­na­rzy i sio­stry za­konne, roz­miesz­czo­nych na ca­łym świe­cie, na­wet w re­gio­nach, gdzie ka­to­li­cyzm sta­nowi zni­komą mniej­szość. Wresz­cie, nun­cjusz teo­re­tycz­nie też jest cen­nym źró­dłem in­for­ma­cji w kwe­stii po­stę­po­wa­nia miej­sco­wego du­cho­wień­stwa. Kiedy pa­ra­fia­nie mają o coś pre­ten­sje do księ­dza, ze skargą zwra­cają się za­zwy­czaj do nun­cju­sza.

Ta opi­nia o wszech­obec­nej, je­śli nie wszech­moc­nej, służ­bie wy­wia­dow­czej była w XX wieku po­wszech­nie po­dzie­lana, naj­pierw za­równo przez Hi­tlera, Mus­so­li­niego, Sta­lina, jak i przez Ro­ose­velta, a póź­niej na­wet przez Re­agana i An­dro­powa. Wszy­scy ci przy­wódcy prze­zna­czali nie­pro­por­cjo­nal­nie duże środki na szpie­go­wa­nie mi­kro­sko­pij­nego Wa­ty­kanu. Ich prze­ko­na­nie w tym za­kre­sie było gro­te­skowe, co bę­dziemy mieli oka­zję wie­lo­krot­nie spraw­dzić - prze­cież więk­szość księży nie ma ze szpie­go­stwem nic wspól­nego! Ni­gdy w końcu nie byli oni do tego szko­leni. Co do za­sady kłam­stwo nie ma w prak­tyce dusz­pa­ster­skiej ra­cji bytu. Księża dzia­łają w miej­scach kultu zna­nych wszyst­kim, w bar­dzo rzu­ca­ją­cym się w oczy stroju. Je­śli wy­ja­wiane są im w trak­cie spo­wie­dzi ta­jem­nice, mają oni za­kaz ich ujaw­nia­nia.

Z dru­giej strony, trudno pod­trzy­my­wać tezę, że Wa­ty­kan ni­gdy nie zaj­mo­wał się szpie­go­wa­niem. A jed­nak ofi­cjalna wy­kład­nia Sto­licy Apo­stol­skiej jest na­stę­pu­jąca: "Wa­ty­kan nie po­siada taj­nych służb!". In­sty­tu­cjo­nal­nie tak fak­tycz­nie sprawy się mają. Są oczy­wi­ście Gwar­dia Szwaj­car­ska i żan­dar­me­ria, zaj­mu­jące się ochroną pa­pieża i bez­pie­czeń­stwem we­wnętrz­nym... i tyle. Za­tem ża­den z na­szych roz­mów­ców, róż­nych na­ro­do­wo­ści, nie był w sta­nie opi­sać or­ga­ni­za­cji służby wy­wia­dow­czej Wa­ty­kanu. Ich wie­dza ogra­ni­czała się do pra­łata zaj­mu­ją­cego się kon­tak­tami z tym czy in­nym wy­wia­dem.

Jest jed­nak bez­sporne, że w XX wieku Sto­lica Apo­stol­ska dała się vo­lens no­lens wcią­gnąć do wiel­kiej gry, jak na­zywa się tajną kon­fron­ta­cję świa­to­wych po­tęg. Wa­ty­kan sta­no­wił cel wielu ope­ra­cji w trak­cie II wojny świa­to­wej, a po­tem także zim­nej wojny. Bar­dzo ja­sno za­an­ga­żo­wał się w walkę prze­ciwko ko­mu­ni­zmowi, mi­mo­cho­dem nie­jako ak­cep­tu­jąc współ­pracę z or­ga­ni­za­cjami i oso­bami ma­ją­cymi z ka­to­li­cy­zmem nie­wiele wspól­nego. Mu­siał wal­czyć z in­fil­tra­cją za­gra­nicz­nych agen­tów, dzia­ła­niami de­sta­bi­li­za­cyj­nymi lub dez­in­for­ma­cyj­nymi, ale także wy­mie­niać się in­for­ma­cjami i do­cie­rać się z róż­nymi służ­bami spe­cjal­nymi, pro­wa­dzić ofi­cjalne ne­go­cja­cje poza ka­na­łami dy­plo­ma­tycz­nymi, fi­nan­so­wać i za­opa­try­wać nie­le­galne ru­chy, gro­ma­dzić i prze­ka­zy­wać ma­te­riały we wro­gim śro­do­wi­sku. Mu­siał też roz­wa­żać i roz­wią­zy­wać zwy­kłe sprawy kry­mi­nalne, za­bój­stwa po­li­tyczne, sprawy ko­rup­cyjne... A po­nie­waż Ko­ściół nie jest mo­no­li­tem, ale obej­muje bar­dzo zróż­ni­co­wane or­ga­ni­za­cje i ru­chy, cza­sami tra­fiały się też po­ważne kon­flikty we­wnętrzne, któ­rym trzeba było sta­wić czoło. Wszyst­kie te aspekty, wpły­wa­jące na losy Pań­stwa Ko­ściel­nego, sta­no­wią pe­wien wy­miar bez­pie­czeń­stwa w za­rzą­dza­niu Ko­ścio­łem. Wy­miar ten ist­nieje w każ­dym pań­stwie i trzeba, żeby ktoś wziął za niego od­po­wie­dzial­ność.

Skąd się wzięli "wa­ty­kań­scy szpie­dzy"?

Hi­sto­ria służb bez­pie­czeń­stwa Ko­ścioła ka­to­lic­kiego sięga głę­boko w prze­szłość, bo­wiem przy­naj­mniej do XVI wieku. We­dług licz­nych au­to­rów2, wła­ści­wym za­ło­ży­cie­lem wa­ty­kań­skiej służby wy­wia­dow­czej miał być An­to­nio Ghi­slieri - póź­niej­szy pa­pież Pius V (1566-1572). Chcąc prze­ciw­sta­wić się he­re­tyczce, kró­lo­wej An­glii Elż­bie­cie I, oraz po­przeć pre­ten­sje do tronu ka­to­liczki Ma­rii Stu­art, pa­pież Pius IV po­wie­rzył mło­demu księ­dzu Ghi­slie­riemu za­da­nie zbie­ra­nia in­for­ma­cji o wszyst­kim, co In­kwi­zy­cja by­łaby w sta­nie osą­dzić. Jego agenci wy­ka­zy­wali się w tym wielką sku­tecz­no­ścią, w pierw­szym roku wy­da­jąc 1200 ak­tów oskar­że­nia, za­koń­czo­nych dwu­stoma wy­ro­kami ska­zu­ją­cymi. W 1551 roku Ghi­slieri zo­stał awan­so­wany na ge­ne­rała In­kwi­zy­cji. Utwo­rzył wielką siatkę szpie­gów, któ­rzy prze­trzą­sali Rzym oraz in­fil­tro­wali do­mo­stwa szlachty, ta­werny, a na­wet domy pu­bliczne. Stwo­rzył tym sa­mym ob­szerny re­jestr lud­no­ści rzym­skiej, dzięki któ­remu otrzy­mał miano "pa­pieża z cie­nia". Kie­ro­wał swego ro­dzaju tajną po­li­cją, zdolną do po­rwa­nia w biały dzień każ­dego po­dej­rza­nego o he­re­zję i tor­tu­ro­wa­nia go do woli. Ghi­slieri zo­stał na­wet mia­no­wany kar­dy­na­łem przez Pawła IV. Jed­nak po śmierci pa­pieża w 1559 roku lud­ność rzym­ska zbun­to­wała się i za­częła ści­gać jego szpie­gów. Pa­łac In­kwi­zy­cji zo­stał wzięty sztur­mem przez tłum, a Ghi­slie­riemu cu­dem udało się zbiec wraz ze swymi taj­nymi ar­chi­wami. Kiedy sie­dem lat póź­niej zo­stał pa­pie­żem, nad­szedł czas na re­wanż. Na tym okre­sie od­ci­snęła piętno mo­bi­li­za­cja prze­ciwko pro­te­stanc­kiej re­for­ma­cji, a pro­fil kan­dy­data wy­da­wał się do tego za­da­nia naj­od­po­wied­niej­szy. Jako Pius V roz­bu­do­wał on służbę wy­wia­dow­czą, którą na­zwał Świę­tym Przy­mie­rzem, a jej głów­nym za­da­niem było prze­ciw­dzia­ła­nie in­try­gom "schi­zma­tyc­kiego" dworu w Lon­dy­nie.

Z bie­giem czasu rze­czy­wi­stość szpie­gow­ska, na rzecz lub prze­ciw Wa­ty­ka­nowi, ule­gała znacz­nym zmia­nom. Nie­któ­rzy współ­cze­śni au­to­rzy na­dal uży­wają ter­minu "Święte Przy­mie­rze", co sta­nowi swo­isty ana­chro­nizm. Wiek XIX jest pod tym wzglę­dem naj­le­piej nam zna­nym okre­sem, a to dzięki pra­com ame­ry­kań­skiego ba­da­cza Da­vida Alva­reza3. Był on w sta­nie współ­pra­co­wać z je­zu­itą Ro­ber­tem Gra­ha­mem, prak­ty­kiem kontr­wy­wiadu, który sam opu­bli­ko­wał kilka ar­ty­ku­łów na­uko­wych na te­mat hi­sto­rycz­nych przy­pad­ków tego zja­wi­ska. W ob­li­czu fer­mentu re­wo­lu­cji na­ro­do­wych pa­pie­stwo po­trze­bo­wało w XIX wieku sil­nej służby wy­wia­dow­czej, aby neu­tra­li­zo­wać za­gro­że­nia i spi­ski. Jej agenci in­fil­tro­wali re­wo­lu­cyjne lub na­cjo­na­li­styczne ru­chy, współ­pra­co­wali też ze służ­bami wy­wia­dow­czymi in­nych kon­ser­wa­tyw­nych re­żi­mów, ta­kich jak Kró­le­stwo Ne­apolu lub Au­stria. Szpie­go­wali rów­nież dy­sy­den­tów ko­ściel­nych.

W 1870 roku za­po­cząt­ko­wana przez Ga­ri­bal­diego re­wo­lu­cja po­zba­wiła pa­pieża Pań­stwa Ko­ściel­nego. Strata ta za­dała po­ważny cios pa­pie­skim zdol­no­ściom wy­wia­dow­czym, mię­dzy in­nymi z po­wodu osła­bie­nia sieci nun­cja­tur. Wa­ty­kań­skie służby po­li­cyjne zo­stały zre­du­ko­wane do garstki umun­du­ro­wa­nych funk­cjo­na­riu­szy. Kró­le­stwo Włoch ob­jęło Wa­ty­kan nad­zo­rem za po­mocą sieci in­for­ma­to­rów na wszyst­kich szcze­blach (słu­żą­cych, urzęd­ni­ków), ich za­da­niem było spraw­dza­nie stanu zdro­wia pa­pieża i upew­nie­nie się, że nie po­kusi się o ucieczkę. W pierw­szej ćwierci XX wieku je­dy­nymi, któ­rzy zaj­mo­wali się szpie­go­wa­niem Wa­ty­kanu, byli Włosi.

Za pon­ty­fi­katu Piusa X (1903-1914) po­wstała nowa siatka zaj­mu­jąca się szpie­go­stwem po­li­tycz­nym pod na­zwą Sa­pi­niera (So­da­li­tium Pia­num - So­da­li­cja Piu­sowa)4. Jej szef, Umberto Be­ni­gni, pro­win­cjo­nalny dzien­ni­karz i tra­dy­cjo­na­li­styczny ka­płan, zo­stał w 1906 roku mia­no­wany pod­se­kre­ta­rzem do spraw nad­zwy­czaj­nych w Se­kre­ta­ria­cie Stanu. Jego za­da­niem było po­zby­cie się z Ko­ścioła agen­tów "mo­der­ni­zmu", w celu utrzy­ma­nia tra­dy­cyj­nego po­rządku. Wer­bo­wał na wszyst­kich kon­ty­nen­tach taj­nych agen­tów - prze­chwy­ty­wał ko­re­spon­den­cję, in­wi­gi­lo­wał, ko­pio­wał ka­za­nia i wy­kłady, sło­wem - sto­so­wał wszel­kie moż­liwe spo­soby dzia­ła­nia. W po­ro­zu­mie­niu z wło­ską pocztą spraw­dzano ko­re­spon­den­cję księży i bi­sku­pów po­dej­rza­nych o po­li­tyczny lub teo­lo­giczny li­be­ra­lizm. Pro­fe­so­ro­wie na uni­wer­sy­te­tach ka­to­lic­kich tra­cili sta­no­wi­ska, księża by­wali zmu­szani do pod­po­rząd­ko­wa­nia się lub byli prze­no­szeni do od­le­głych pa­ra­fii, a na­wet za­wie­szani w obo­wiąz­kach, zaś au­to­rzy - umiesz­czani na In­dek­sie5... Do­cho­dziło na­wet do eks­ko­mu­niki naj­bar­dziej zbun­to­wa­nych. Be­ni­gni roz­snu­wał swoją sieć wszę­dzie, ośmie­la­jąc się na­wet in­fil­tro­wać Ku­rię Rzym­ską i apar­ta­menty pa­pieża. Agen­tów wer­bo­wano rów­nież w nun­cja­tu­rach.

W 1911 roku prasa li­be­ralna za­częła po­tę­piać Be­ni­gniego, który po­dał się do dy­mi­sji, ale za­ku­li­sowo kon­ty­nu­ował swoją dzia­łal­ność. Jego ruch zo­stał roz­wią­zany do­piero w 1921 roku. W Se­kre­ta­ria­cie Stanu na­stępcą Be­ni­gniego zo­stał nie­jaki mon­si­gnore Eu­ge­nio Pa­celli, który w pierw­szych roz­dzia­łach tej pracy po­jawi się pod imie­niem Piusa XII. Nie­któ­rzy au­to­rzy na­dal uży­wają ter­minu "Sa­pi­niera" w od­nie­sie­niu do dwu­dzie­sto­wiecz­nych wa­ty­kań­skich sia­tek szpie­gow­skich, co po­now­nie jest jed­nak błędne.

Pod­czas I wojny świa­to­wej oso­bi­sty szam­be­lan i po­wier­nik pa­pieża Be­ne­dykta XV - ba­war­ski ksiądz Ru­dolf Ger­lach - oka­zał się agen­tem nie­miec­kiego wy­wiadu. W okre­sie neu­tral­no­ści Włoch prze­ka­zy­wał on znaczne sumy pie­nię­dzy na wspie­ra­nie pro­pa­gandy nie­miec­kiej w sko­rum­po­wa­nej pra­sie. Wy­ko­rzy­sty­wał pa­pie­ską pocztę dy­plo­ma­tyczną do ko­re­spon­den­cji z nie­miec­kimi służ­bami. Per­spek­tywa wy­bu­chu skan­dalu do­pro­wa­dziła do za­tu­szo­wa­nia sprawy - Ger­lach zo­stał z po­wro­tem od­sta­wiony na gra­nicę szwaj­car­ską. Zo­stał też za­ocz­nie ska­zany na do­ży­wo­cie6. Ten po­cząt­kowy suk­ces nie­miec­kiego wy­wiadu nie zo­stał pod­czas II wojny świa­to­wej za­po­mniany ani przez alian­tów, nie­kiedy uwa­ża­ją­cych Piusa XII za zbyt umiar­ko­wa­nego wo­bec Hi­tlera, ani przez Niem­ców, po­dej­mu­ją­cych usilne próby jego zwer­bo­wa­nia, aby na­stęp­nie mu gro­zić...

Pod ko­niec I wojny świa­to­wej Wa­ty­kan po­zo­sta­wał nie­zbyt li­czącą się siłą w ob­sza­rze wy­wiadu. Jego wpływy za­częły ro­snąć do­piero od 1929 roku. Za­warte za rzą­dów Mus­so­li­niego trak­taty la­te­rań­skie przy­wró­ciły Sto­licy Apo­stol­skiej do­cze­sne funk­cjo­no­wa­nie - tak te­ry­to­rialne, jak i fi­nan­sowe. Prze­ko­namy się, że nie był to by­naj­mniej dar Mus­so­li­niego dla pa­pieża, lecz ra­czej po­ro­zu­mie­nie ma­jące na celu obo­pólne ko­rzy­ści. Nie­przy­pad­kowo do­piero w la­tach 1929-1930 Wa­ty­kan roz­po­czął wo­bec ko­mu­ni­stycz­nej Ro­sji dzia­ła­nia ofen­sywne, w tym tajne ope­ra­cje. Wy­cze­ku­jąca po­stawa i ostroż­ność z lat 1917-1929 nie zdo­łały po­wstrzy­mać pro­cesu ogra­ni­cza­nia wol­no­ści re­li­gij­nej w Ro­sji i prze­śla­do­wań ka­to­lic­kiego du­cho­wień­stwa. Uświa­do­mie­nie so­bie im­pasu na­stą­piło tuż przed po­now­nym po­ja­wie­niem się moż­li­wo­ści ma­newru. Lata 30. XX wieku sta­no­wią za­tem punkt wyj­ścia dla na­szej hi­sto­rii, bę­dą­cej przede wszyst­kim dzie­jami trwa­ją­cej trzy czwarte stu­le­cia walki mię­dzy Mię­dzy­na­ro­dówką Ka­to­licką a Mię­dzy­na­ro­dówką Ko­mu­ni­styczną. Z pew­no­ścią na po­czątku lat 40. walka z na­zi­zmem zaj­mo­wała miej­sce cen­tralne, zwłasz­cza kiedy po upadku Mus­so­li­niego Rzym zo­stał za­jęty przez woj­ska nie­miec­kie. Jed­nak w skali na­szej dłu­giej hi­sto­rii było to tylko tra­giczne in­ter­lu­dium, które na krótko od­wró­ciło uwagę Wa­ty­kanu od jego głów­nego celu - walki z ko­mu­ni­zmem.

Pod wie­loma wzglę­dami hi­sto­ria ta jest opo­wie­ścią o nie­rów­nej walce mię­dzy to­ta­li­tar­nym im­pe­rium z roz­bu­do­wa­nymi taj­nymi służ­bami a ma­łym pań­stwem, znacz­nie mniej do­świad­czo­nym w se­kret­nych ope­ra­cjach... Jed­nak to małe pań­stwo wy­ka­zało się zdu­mie­wa­jącą od­por­no­ścią i zna­la­zło, w oso­bie Jana Pawła II, przy­wódcę zdol­nego od­wró­cić bieg wy­da­rzeń i przy­czy­nić się do jego zwy­cię­stwa. Do­dać na­leży - nie­za­prze­czal­nego zwy­cię­stwa, osią­gnię­tego jed­nak kosz­tem po­waż­nych kom­pro­mi­sów, po­zo­sta­wia­ją­cego po so­bie także za­trute dzie­dzic­two...

Wa­ty­kan - in­struk­cja uży­cia

Skoro zna­cze­nie i rola wy­wiadu róż­nią się w za­leż­no­ści od pa­pieża, a w Wa­ty­ka­nie nie ma sta­łej i skon­so­li­do­wa­nej służby wy­wia­dow­czej, to jak za­tem zi­den­ty­fi­ko­wać tych, któ­rzy oka­zjo­nal­nie lub re­gu­lar­nie zaj­mują się szpie­go­stwem? Przede wszyst­kim na­leży po­jąć rolę pa­pieża i or­ga­ni­za­cję Ku­rii. Ter­min "Ku­ria" po­cho­dzi ze sta­ro­żyt­nego Rzymu, gdzie ozna­czał sie­dzibę Se­natu. Pa­pieże w śre­dnio­wie­czu utrzy­my­wali dwór zło­żony z kil­ku­set du­chow­nych i kil­ku­dzie­się­ciu pra­ła­tów, rów­nież na­zy­wany Ku­rią. Na­zwa ta po­zo­stała na okre­śle­nie wła­dzy i ad­mi­ni­stra­cji Wa­ty­kanu. Ści­śle rzecz uj­mu­jąc, Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim w imie­niu pa­pieża rzą­dzi Sto­lica Apo­stol­ska, a nie Wa­ty­kan, czyli miej­sce, w któ­rym się ona mie­ści. W po­wszech­nym uży­ciu oba okre­śle­nia sto­suje się jed­nak wy­mien­nie.

Pa­pież jest bi­sku­pem Rzymu. De­le­guje bez­po­śred­nie za­rzą­dza­nie swoją die­ce­zją wi­ka­riu­szowi. Jest też naj­wyż­szym zwierzch­ni­kiem i pra­wo­dawcą Ko­ścioła. Okre­śla po­li­tykę, dok­trynę teo­lo­giczną i li­tur­gię, mia­nuje bi­sku­pów, de­cy­duje o wy­ko­rzy­sta­niu środ­ków cha­ry­ta­tyw­nych, za­rzą­dza fi­nan­sami, per­so­ne­lem, edu­ka­cją re­li­gijną itd. Dla świata ze­wnętrz­nego jest rzecz­ni­kiem Ko­ścioła, sze­fem dy­plo­ma­cji i roz­mówcą w dia­logu z in­nymi re­li­giami. Pa­pież jest jed­no­cze­śnie po­li­ty­kiem, dy­plo­matą, teo­lo­giem, me­ne­dże­rem, gwiazdą me­dialną i au­to­ry­te­tem mo­ral­nym. O tym, na czym się skupi, de­cy­dują oko­licz­no­ści. Tak się też składa, że w XX wieku wielu pa­pieży chciało lub mu­siało być ści­śle za­an­ga­żo­wa­nych w dzia­łal­ność wy­wia­dow­czą i tajne ope­ra­cje. Ku­ria jest na­rzę­dziem biu­ro­kra­tycz­nym, za któ­rego po­śred­nic­twem za­rzą­dza się Sto­licą Apo­stol­ską. Je­zu­ici mają wła­sną ku­rię do za­rzą­dza­nia swoim za­ko­nem. Współ­cze­sna wa­ty­kań­ska Ku­ria składa się z Se­kre­ta­riatu Stanu, dzie­wię­ciu kon­gre­ga­cji, trzech try­bu­na­łów, je­de­na­stu rad i róż­nych wy­spe­cja­li­zo­wa­nych urzę­dów. W od­nie­sie­niu do do­wol­nego ro­dzaju de­par­ta­mentu lub kon­gre­ga­cji używa się cza­sami okre­śle­nia "dy­ka­ste­ria".

Praw­dzi­wym cen­trum Wa­ty­kanu jest Se­kre­ta­riat Stanu (około 120 osób). Sta­nowi on wła­dzę cen­tralną, spra­wuje bo­wiem zwierzch­nic­two nad wszyst­kimi in­nymi. Se­kre­tarz stanu przy­naj­mniej raz dzien­nie spo­tyka się z pa­pie­żem i przed­kłada mu wszyst­kie pilne sprawy. Pełni za­tem rolę fil­tra, ale także łącz­nika. Jak już wi­dzie­li­śmy, pierw­sza sek­cja, nad­zo­ro­wana przez za­stępcę, kie­ruje spra­wami we­wnętrz­nymi Ko­ścioła. Jest ona po­dzie­lona na biura spe­cja­li­zu­jące się w po­szcze­gól­nych ję­zy­kach. Druga sek­cja mo­ni­to­ruje re­la­cje z pań­stwami. Jest zor­ga­ni­zo­wana w biura re­gio­nalne. Świa­tła palą się tam do póź­nych go­dzin wie­czor­nych, zwłasz­cza w tych ga­bi­ne­tach, które pra­cują bez­po­śred­nio z pa­pie­żem. Po­miesz­cze­nia są urzą­dzone po spar­tań­sku, zbu­do­wane po II woj­nie świa­to­wej nad po­łu­dniowo-za­chod­nim skrzy­dłem re­ne­san­so­wego bu­dynku, w któ­rym mie­ści się pa­pie­ska re­zy­den­cja. Pra­cow­nicy za­pew­niają ob­sługę pa­pie­skiego se­kre­ta­riatu, po­ma­gają mu w przy­go­to­wy­wa­niu i tłu­ma­cze­niu jego pu­blicz­nych prze­mó­wień oraz po­dej­mują się wszyst­kich zle­co­nych im przez niego mi­sji spe­cjal­nych. Od cza­sów Piusa XII Se­kre­ta­riat stał się swo­istą su­per­a­gen­cją, nad­zo­ru­jącą i kon­tro­lu­jącą wszyst­kie dy­ka­ste­rie.

Ku­ria to sys­tem, w któ­rym wszystko jest spójne, a nie­któ­rzy urzęd­nicy na­leżą jed­no­cze­śnie do kilku biur i za­sia­dają w swo­ich ko­mi­sjach. W la­tach 80. w Wa­ty­ka­nie na stałe miesz­kało 450 osób, w tym mniej niż 300 oby­wa­teli Sto­licy Apo­stol­skiej. W Wa­ty­ka­nie pra­co­wało łącz­nie 4 tys. osób: ad­mi­ni­stra­to­rów, bi­blio­te­ka­rzy, rze­mieśl­ni­ków, ogrod­ni­ków, kie­row­ców itp. Kon­gre­ga­cje to ko­mi­sje kar­dy­na­łów, do któ­rych od So­boru Wa­ty­kań­skiego II do­łą­czono kilku do­ko­op­to­wa­nych bi­sku­pów. Zbie­rają się one raz w ty­go­dniu w celu omó­wie­nia bie­żą­cych spraw.

Księża pra­cu­jący w Ku­rii po­sia­dają wyż­sze wy­kształ­ce­nie i czę­sto po­słu­gują się kil­koma ję­zy­kami. Prze­cho­dzą jed­nak z jed­nego sta­no­wi­ska na dru­gie nie tyle ze względu na wie­dzę spe­cja­li­styczną, co dzięki ich lo­jal­no­ści, z po­wodu ko­ściel­nych ko­rzeni lub ukła­dów z prze­ło­żo­nym. Nie po­winno za­tem dzi­wić, że księża po­wo­ły­wani na sta­no­wi­ska kie­row­ni­cze nie mają żad­nego przy­go­to­wa­nia do no­wych za­dań. Nie po­winno też dzi­wić, że księża bez do­świad­cze­nia w służ­bie wy­wia­dow­czej po­dej­mują się ry­zy­kow­nych ope­ra­cji. Ten brak spe­cja­li­za­cji (dziś już w mniej­szym stop­niu wi­doczny) jest źró­dłem za­równo siły, jak i sła­bo­ści.

Po­mimo umię­dzy­na­ro­do­wie­nia Ku­rii, za­po­cząt­ko­wa­nego przez Pawła VI, a kon­ty­nu­owa­nego przez Jana Pawła II, wpływ Wło­chów wciąż jest bar­dzo wi­doczny. Zaj­mują oni na pe­łen etat wiele klu­czo­wych sta­no­wisk. Wło­ski po­zo­staje głów­nym ję­zy­kiem ro­bo­czym. Wspólna wiara i po­boż­ność nie wy­klu­czają pew­nej skłon­no­ści do sia­nia po­gło­sek, a na­wet in­tryg - wszy­scy uwiel­biają wy­mie­niać się plot­kami o tym, co dzieje się w pa­łacu, o re­la­cjach pa­pieża z jego oto­cze­niem, a także zga­dy­wać, kto na ja­kie sta­no­wi­sko zo­sta­nie po­wo­łany. Ale praw­dziwe se­krety, zwłasz­cza te fi­nan­sowe, są do­brze strze­żone. A naj­bliż­sze oto­cze­nie pa­pieża (za­zwy­czaj) stara się nie pa­plać bez umiaru.

W ko­lej­no­ści hie­rar­chii, naj­waż­niej­szą kon­gre­ga­cją jest Kon­gre­ga­cja Na­uki Wiary (do 1908 roku na­zy­wana Świętą In­kwi­zy­cją), któ­rej ce­lem za­wsze było usu­wa­nie he­re­ty­ków i która w związku z tym, w pew­nych okre­sach, peł­niła funk­cję wy­wiadu we­wnętrz­nego. Jed­no­cze­śnie siła jej od­dzia­ły­wa­nia wy­daje się w XX wieku bar­dziej ogra­ni­czona niż w prze­szło­ści: spro­wa­dza się "tylko" do udzie­le­nia na­gany, zmu­sze­nia do mil­cze­nia lub eks­ko­mu­ni­ko­wa­nia, choć zgod­nie z czę­sto nie­ja­snymi pro­ce­du­rami. Wy­bitni teo­lo­go­wie, tacy jak Te­il­hard de Char­din i Hans Küng, do­świad­czyli tego oso­bi­ście. Każdy spo­rzą­dzony przez Ku­rię do­ku­ment, ma­jący im­pli­ka­cje dok­try­nalne, przed roz­po­wszech­nie­niem musi zo­stać przez tę kon­gre­ga­cję za­twier­dzony.

Kon­gre­ga­cja ds. Ko­ścio­łów Wschod­nich (lub Wschodu) zaj­muje w okre­sie zim­nej wojny szcze­gólną po­zy­cję. Kon­gre­ga­cja ds. Bi­sku­pów za­rzą­dza mia­no­wa­niem i nad­zo­rem hie­rar­chów. Kon­gre­ga­cja ds. Ewan­ge­li­za­cji Na­ro­dów nad­zo­ruje za­kony mi­syjne. Kon­gre­ga­cja ds. Du­cho­wień­stwa jest od­po­wie­dzialna za for­ma­cję i dys­cy­plinę du­chow­nych.

So­bór Wa­ty­kań­ski II do­dał do ist­nie­ją­cych struk­tur nowe ko­mórki, zwane nie­kiedy "nową Ku­rią", które czę­sto są ne­ga­tyw­nie po­strze­gane przez star­sze dy­ka­ste­rie, ze względu na ich kosz­tow­ność i no­wo­cze­sność dzia­ła­nia. Spo­sób, w jaki pa­pież wy­ko­rzy­stuje Ku­rię, zmie­nia się wraz z ko­lej­nymi pon­ty­fi­ka­tami. Opo­wia­da­jąc się za sil­nym przy­wódz­twem, Ku­ria w rze­czy­wi­sto­ści dą­żyła do po­więk­sza­nia wła­snej wła­dzy. Ścią­gnęła przez to na sie­bie znaczne nie­za­do­wo­le­nie bi­sku­pów i kar­dy­na­łów, wy­ra­żone pod­czas So­boru Wa­ty­kań­skiego II, który przy­znał im swo­bodę wy­po­wie­dzi. Ku­rię kry­ty­kuje się do dzi­siaj mię­dzy in­nymi za śla­ma­zar­ność, non­sza­lan­cję i nie­zna­jo­mość lo­kal­nych wa­run­ków.

Od XVI wieku nun­cju­sze (am­ba­sa­do­ro­wie) dzia­łają w imie­niu Wa­ty­kanu w kon­tak­tach z lo­kal­nymi rzą­dami i ko­ścio­łami. Więk­szość nun­cju­szy to ab­sol­wenci Pa­pie­skiej Aka­de­mii Ko­ściel­nej, eli­tar­nej szkoły za­ło­żo­nej na po­czątku XVIII wieku. W przy­padku braku nun­cju­sza, cza­sami wy­sy­łany jest de­le­gat apo­stol­ski. Wresz­cie, oka­zjo­nal­nie, rolę po­li­tyczną lub dy­plo­ma­tyczną od­gry­wają nie­które za­kony. Nun­cju­sze re­pre­zen­tują pa­pieża wo­bec ob­cych rzą­dów i lo­kal­nego du­cho­wień­stwa. Cza­sami są po­strze­gani przez lo­kalną hie­rar­chię jako pa­pie­scy wy­wia­dowcy, któ­rych za­da­niem jest szpie­go­wa­nie i spi­sko­wa­nie za ich ple­cami. W 1945 roku Sto­lica Apo­stol­ska utrzy­my­wała peł­no­wy­mia­rowe sto­sunki dy­plo­ma­tyczne z 41 pań­stwami i była re­pre­zen­to­wana przez de­le­ga­tów apo­stol­skich w 20 in­nych. W 2018 roku utrzy­my­wała 183 re­pre­zen­ta­cje dy­plo­ma­tyczne.

Wy­wiad - ile dy­wi­zji?

Czy ma­jąc już ogólny ob­raz struk­tury Sto­licy Apo­stol­skiej, je­ste­śmy w sta­nie usta­lić, kto od­po­wiada za wy­wiad? Mo­żemy po­mi­nąć Gwar­dię Szwaj­car­ską, któ­rej je­dy­nym za­da­niem jest bez­po­śred­nia ochrona pa­pieża. Dzieli się z nią tym za­da­niem Vi­gi­lanza, ma­jąca jed­nak znacz­nie szer­szy za­kres obo­wiąz­ków. Wy­wo­dzi się z pa­pie­skiej żan­dar­me­rii, utwo­rzo­nej jesz­cze w XIX wieku. Li­czy około 120 agen­tów o sze­ro­kim za­kre­sie za­dań - pa­tro­luje Wa­ty­kan i spraw­dza do­ku­menty go­ści, utrzy­muje bli­ską łącz­ność z wło­ską po­li­cją oraz pro­wa­dzi śledz­twa w spra­wie kra­dzieży, wła­mań i in­nych prze­stępstw. W la­tach 70. w ob­li­czu na­ra­sta­ją­cej liczby ata­ków i gróźb fi­zycz­nych wo­bec pa­pieża zor­ga­ni­zo­wano bry­gadę funk­cjo­na­riu­szy w cy­wilu. Na te­re­nie Wa­ty­kanu Vi­gi­lanza może aresz­to­wać po­dej­rza­nych i po­sta­wić ich przed są­dem. Sto­lica Apo­stol­ska może sama są­dzić spraw­ców prze­stępstw po­peł­nio­nych w Wa­ty­ka­nie, ale może rów­nież zwró­cić się do Włoch o to samo w jej imie­niu. W prak­tyce, jak to zresztą stwier­dzimy, Vi­gi­lanza wy­ko­nuje za­da­nia bar­dziej ofi­cjalne. Cza­sami prze­pro­wa­dza pod­słu­chy i pro­wa­dzi śledz­twa w spra­wie po­dej­rza­nych osób. In­sty­tu­cja ta pod­lega bez­po­śred­nio se­kre­ta­rzowi stanu, co for­mal­nie czyni go sze­fem wy­wiadu.

Teo­re­tycz­nie se­kre­tarz stanu sku­pia w swo­ich rę­kach in­for­ma­cje wy­wia­dow­cze prze­sy­łane przez nun­cja­tury, do­cho­dze­nia pro­wa­dzone przez Vi­gi­lanzę, a także sieci nie­ofi­cjal­nych emi­sa­riu­szy dzia­ła­ją­cych pod jego zwierzch­nic­twem. Sta­nowi to pierw­szy krąg pod­le­ga­jący bez­po­śred­niej kon­troli. Ist­nieje też drugi, znacz­nie szer­szy krąg, w któ­rym dzia­łają osoby po­wią­zane albo z za­ko­nami (je­zu­ici7, do­mi­ni­ka­nie, fran­cisz­ka­nie itp.), albo z now­szymi ru­chami świec­kimi (Opus Dei, Le­gio­ni­ści Chry­stusa, Ko­mu­nia i Wy­zwo­le­nie, Sant'Egi­dio itp.), a na­wet z cha­ry­ta­tyw­nymi or­ga­ni­za­cjami po­za­rzą­do­wymi, sto­wa­rzy­sze­niami, ka­to­lic­kimi think tan­kami itd. Choć bar­dzo się od sie­bie róż­nią, wszyst­kie łą­czy pra­gnie­nie po­mocy Ko­ścio­łowi, udo­stęp­nia­nia swo­ich sieci do dys­kret­nych dzia­łań, o któ­rych Wa­ty­kan może twier­dzić, że nic o nich nie wie. Ich ak­tyw­ność może być ko­or­dy­no­wana przez daną in­sty­tu­cję lub przez pra­łata ku­rial­nego, ale bar­dzo rzadko Se­kre­ta­riat zaj­muje się nimi bez­po­śred­nio, po­nie­waż nie są one zo­bo­wią­zane do dzia­ła­nia na prośbę Sto­licy Apo­stol­skiej. Od czasu do czasu te małe grupy lub sieci sa­mo­dziel­nie po­dej­mują ini­cja­tywy, które za­ska­kują na­wet Wa­ty­kan. Cza­sami są na­po­mniane, a cza­sami po­zwala im się dzia­łać na wła­sne ry­zyko.

Zda­rza się rów­nież, że pa­pież za­rzą­dza pew­nymi spra­wami i mi­sjami w spo­sób bez­po­średni, naj­czę­ściej za po­śred­nic­twem swo­jego oso­bi­stego se­kre­ta­rza - jego zna­cze­nie nie było do­tych­czas wy­star­cza­jąco do­ce­niane, choć oczy­wi­ście róż­niło się w za­leż­no­ści od pon­ty­fi­katu. Oso­bi­sty se­kre­tarz ści­śle współ­pra­cuje z pa­pie­żem, ma wgląd we wszyst­kie do­ku­menty, które prze­cho­dzą przez jego biurko, oraz uczest­ni­czy w wielu au­dien­cjach. Może jed­nak rów­nież nie­zau­wa­żony wy­je­chać na kilka dni z dys­kretną mi­sją. Mało znany opi­nii pu­blicz­nej, nie jest na­ra­żony na duże ry­zyko wy­kry­cia.

Tezą tej książki jest za­ło­że­nie, że to pa­pież, świa­do­mie lub nie­świa­do­mie, de­fi­niuje w trak­cie swo­jego pon­ty­fi­katu rolę wy­wiadu i taj­nych ope­ra­cji. Dla­tego wy­wiad może ule­gać w ciągu kilku lat znacz­nym prze­obra­że­niom. Ale główni agenci nie zni­kają - po pro­stu wra­cają do kie­row­ni­czej lub dusz­pa­ster­skiej dzia­łal­no­ści, cze­ka­jąc na swoją re­ak­ty­wa­cję. Nie­któ­rzy na­wet dys­kret­nie kon­ty­nu­ują swoją ak­tyw­ność, prze­ko­nani, że pra­cują na wiel­kość Ko­ścioła. Przede wszyst­kim jed­nak, od lat 30. do 80. XX wieku, to walka z ko­mu­ni­zmem sta­no­wiła nad­rzędny im­pe­ra­tyw, gó­ru­jący nad wszyst­kimi in­nymi, uspra­wie­dli­wia­jący wiele eks­ce­sów oraz wy­stęp­ków prze­ciwko mo­ral­no­ści...

Za­tem, w okre­sach naj­więk­szej in­ten­syw­no­ści dzia­łań, liczba "wa­ty­kań­skich szpie­gów" sięga nie dzie­sią­tek, lecz se­tek ty­sięcy. Czy dys­po­nu­jąc taką siatką, można dzia­łać wśród głów­nych sił wy­wia­dow­czych i wpły­wać na bieg hi­sto­rii? Czy można oprzeć się dzia­ła­niom walca taj­nych służb bloku ko­mu­ni­stycz­nego i za­cho­wać au­to­no­mię w ob­li­czu ame­ry­kań­skiego gi­ganta wy­wiadu? To główne py­ta­nie ni­niej­szego śledz­twa, które skupi się za­równo na szpie­gu­ją­cych Wa­ty­kan, jak i na księ­żach, któ­rzy z nimi wal­czą lub pro­wa­dzą tajne ope­ra­cje.

Ni­niej­sza opo­wieść uka­zuje du­chow­nych i szpie­gów (cza­sem jedną i tę samą osobę), bez żad­nego z góry przy­ję­tego za­miaru ich po­tę­pie­nia lub glo­ry­fi­ko­wa­nia. Nie jest to w isto­cie nar­ra­cja re­li­gijna. Jej ko­rze­nie tkwią w hi­sto­rii po­li­tycz­nej i geo­po­li­tycz­nej XX wieku, a nie­kiedy w hi­sto­rii Włoch. Jest to jed­nak rów­nież hi­sto­ria bar­dzo ludzka, gdzie za­ska­ku­jąco czę­sto prze­wi­jają się zdrady, ofiary, zimne kal­ku­la­cje, pod­stępne układy, kom­pro­misy, a cza­sem i mor­der­stwa. Prze­ka­zuje jed­nak tylko nie­wielki frag­ment hi­sto­rii Ko­ścioła. Nie zaj­muje się ży­ciem dusz­pa­ster­skim, de­ba­tami teo­lo­gicz­nymi ani hi­sto­rią in­sty­tu­cjo­nalną, za­tem po­mija prze­wa­ża­jącą więk­szość du­chow­nych i ich dzia­ła­nia. Jej je­dy­nym ce­lem jest rzu­ce­nie świa­tła na mało znany wy­miar hi­sto­rii współ­cze­snej, z któ­rym na­le­ża­łoby się obec­nie zmie­rzyć.

I

PA­CELLI

1

Pa­pież na kry­zy­sowe czasy

"Wresz­cie ten stary upar­ciuch umarł!" - wy­rwało się Mus­so­li­niemu w roz­mo­wie ze swoim zię­ciem, hra­bią Ciano, na wieść o śmierci pa­pieża Piusa XI. W swo­ich dzien­ni­kach Ciano daje świa­dec­two obo­jęt­no­ści dyk­ta­tora wo­bec zbli­ża­ją­cego się kon­klawe, ma­ją­cego wska­zać na­stępcę pa­pieża Rat­tiego: "Kon­klawe w naj­mniej­szym stop­niu go nie in­te­re­suje. Je­śli nowy pa­pież bę­dzie Wło­chem, to do­brze. Je­śli bę­dzie ob­co­kra­jow­cem, to jesz­cze le­piej"1.

Rzecz ja­sna, przy­go­to­wu­jąc się do wojny w Eu­ro­pie, Mus­so­lini i Hi­tler uda­wali obo­jęt­ność, ale w rze­czy­wi­sto­ści uważ­nie śle­dzili wy­da­rze­nia roz­gry­wa­jące się w Wa­ty­ka­nie. Fa­szy­stow­ski przy­wódca był do tego do­sko­nale przy­go­to­wany... Wło­skie służby wy­wia­dow­cze od dawna przo­do­wały w in­wi­gi­la­cji Wa­ty­kanu2. Obej­mo­wała ona spraw­dza­nie ko­re­spon­den­cji prze­cho­dzą­cej przez wło­ską pocztę. Po­li­cja Włoch pod­słu­chi­wała rów­nież li­nie te­le­fo­niczne bie­gnące wzdłuż mu­rów Wa­ty­kanu oraz pry­watne li­nie pra­ła­tów i wy­so­kich rangą urzęd­ni­ków re­zy­du­ją­cych w Rzy­mie. Pod­czas ne­go­cja­cji trak­ta­tów la­te­rań­skich w 1929 roku po­zwo­liło to Mus­so­li­niemu przej­rzeć dzia­ła­nia swo­jego roz­mówcy i okre­ślić, które pro­po­zy­cje były dla pa­pieża ak­cep­to­walne. Temu dość sku­tecz­nemu in­wi­gi­lo­wa­niu to­wa­rzy­szyła cią­gła re­kru­ta­cja agen­tów: urzęd­ni­ków wa­ty­kań­skich ni­skiego szcze­bla, dzien­ni­ka­rzy i przed­się­bior­czych ary­sto­kra­tów, pra­gną­cych do­ro­bić na czarno.

Wielu in­for­ma­to­rów było jed­nak nie­wia­ry­god­nych lub bez­pro­duk­tyw­nych. Na przy­kład "Agent 96", czyli mon­si­gnore En­rico Pucci, był swego ro­dzaju nie­ofi­cjal­nym rzecz­ni­kiem Sto­licy Apo­stol­skiej. Re­gu­lar­nie pu­bli­ko­wał biu­le­tyn o dzia­łal­no­ści Wa­ty­kanu i pra­co­wał dla róż­nych ga­zet jako eks­pert. Wi­dy­wano go, jak krę­cił się po biu­rach Se­kre­ta­riatu Stanu, z Gwar­dią Szwaj­car­ską, w ka­wiar­niach, acz­kol­wiek z dość mier­nym skut­kiem. Zo­stał zwer­bo­wany w 1927 roku przez wło­ską po­li­cję, któ­rej prze­ka­zy­wał po­gło­ski o zdro­wiu pa­pieża, plotki z Se­kre­ta­riatu Stanu itp. Swoje naj­waż­niej­sze ra­porty wy­sy­łał bez­po­śred­nio do biura Mus­so­li­niego... i do­ra­biał na boku, od­sprze­da­jąc swoje in­for­ma­cje kilku za­gra­nicz­nym am­ba­sa­dom! Nie­wąt­pli­wie chro­niony przez ja­kie­goś mon­si­gnore wyż­szego rangą (po­nie­waż w Wa­ty­ka­nie każdy musi być lo­jalny wo­bec ja­kiejś emi­nen­cji), po woj­nie Pucci wciąż po­zo­stał ak­tywny...

Inny in­for­ma­tor, tym ra­zem świecki, pra­co­wał w ko­mórce szy­frów: Sta­ni­slas Ca­te­rini do­star­czył fa­szy­stow­skiej po­li­cji po­li­tycz­nej OVRA3 (Or­ga­niz­za­zione Vo­lon­ta­ria per la Re­pres­sione dell'An­ti­fa­sci­smo - Ochot­ni­cza Or­ga­ni­za­cja do Zwal­cza­nia An­ty­fa­szy­zmu) in­for­ma­cje o taj­nych ko­dach Sto­licy Apo­stol­skiej. W 1931 roku zo­stał zde­ma­sko­wany i zwol­niony. Więk­szość pa­pie­skich żan­dar­mów była w rze­czy­wi­sto­ści re­kru­to­wana spo­śród wło­skich sił po­li­cyj­nych i utrzy­my­wała ze swo­imi by­łymi ko­le­gami czę­ste kon­takty, choćby po to, by pod­czas po­dróży pa­pieża or­ga­ni­zo­wać jego ochronę. Ła­two było za­tem tę żan­dar­me­rię in­fil­tro­wać. W 1939 roku do­wódz­two nad pa­pie­ską żan­dar­me­rią ob­jął agent OVRA Ni­co­las Ca­noli. Po­now­nie spo­tkał się ze swym sta­rym to­wa­rzy­szem, Gio­van­nim Fa­zio, sze­fem sek­cji spe­cjal­nej żan­dar­me­rii. Ten fa­szy­stow­ski bo­jow­nik do­wo­dził ma­łym od­dzia­łem cy­wil­nym wło­skiej żan­dar­me­rii, od­da­nym do dys­po­zy­cji Wa­ty­kanu. Bra­ko­wało mu jed­nak roz­wagi, co jest u szpie­gów klu­czo­wym grze­chem. Po zde­ma­sko­wa­niu zo­stał w 1942 roku zwol­niony.

W trak­cie wojny żan­dar­me­ria miała za­tem moż­li­wość mo­ni­to­ro­wa­nia dzia­łań de­le­ga­cji dy­plo­ma­tycz­nych oko­pa­nych we­wnątrz Pań­stwa Wa­ty­kań­skiego. Więk­szość dy­plo­ma­tów za­kwa­te­ro­wano w tej sa­mej re­zy­den­cji. Pa­pie­scy żan­darmi dys­kret­nie wpusz­czali do niej agen­tów OVRA, któ­rych na­stęp­nie prze­ku­pieni słu­żący eskor­to­wali do opusz­czo­nych biur dy­plo­ma­tów. Tam mo­gli oni otwie­rać sejfy i fo­to­gra­fo­wać do­ku­menty oraz księgi szy­frów.

Tym, który ko­or­dy­no­wał wło­skie szpie­go­stwo w Wa­ty­ka­nie i miał do­stęp do bli­skiego oto­cze­nia Mus­so­li­niego, był Ar­turo Boc­chini. W 1933 roku zo­stał mia­no­wany sze­fem OVRA i wszyst­kich taj­nych służb. To uczy­niło go jed­nym z naj­po­tęż­niej­szych lu­dzi w re­żi­mie fa­szy­stow­skim. Był wło­skim od­po­wied­ni­kiem Him­m­lera, który z ko­lei po­dobno wzo­ro­wał się na jego dzia­ła­niach, aby zor­ga­ni­zo­wać Ge­stapo (Ge­he­ime Sta­at­spo­li­zei - Tajna Po­li­cja Pań­stwowa). Jed­nak jego współ­cze­śni bio­gra­fo­wie przy­pi­sują mu swego ro­dzaju hu­ma­ni­ta­ryzm, pod wpły­wem któ­rego miał ła­go­dzić środki sto­so­wane przez Niem­ców4. Zmarł pod ko­niec 1940 roku. W jego po­grze­bie uczest­ni­czyli za­stępca Him­m­lera, ge­ne­rał Karl Wolff, oraz Re­in­hard Hey­drich.

Z jed­nej strony, nie na­leży prze­ce­niać zna­cze­nia wpły­wów Wa­ty­kanu. Se­kre­ta­riat Stanu to struk­tura pła­ska, z nie­wielką liczbą szcze­bli hie­rar­chicz­nych. Na­wet mię­dzy urzę­dami kul­ty­wuje się tam za­mi­ło­wa­nie do ta­jem­nic. De­pe­sze i ra­porty szybko tra­fiały do rąk dwóch ów­cze­snych za­stęp­ców se­kre­ta­rza: Tar­di­niego (sprawy za­gra­niczne) i Mon­ti­niego (sprawy zwy­kłe). Obaj czy­tali wszystko i w ra­zie po­trzeby przy­go­to­wy­wali od­po­wie­dzi. Se­kre­tarz stanu Ma­glione oso­bi­ście zaj­mo­wał się naj­bar­dziej wraż­liwą do­ku­men­ta­cją. Po jego śmierci w sierp­niu 1944 roku Pius XII nie zde­cy­do­wał się go za­stą­pić. Li­sta osób zaj­mu­ją­cych się naj­bar­dziej wraż­li­wymi do­ku­men­tami jest za­tem bar­dzo krótka.

Z dru­giej strony, Wa­ty­kan także po­sia­dał cenne źró­dło in­for­ma­cji z sa­mego cen­trum fa­szy­stow­skiego re­żimu. Fran­ce­sco Ba­bu­scio Rizzo był "do­radcą am­ba­sady wło­skiej przy Sto­licy Apo­stol­skiej". Był też przy­ja­cie­lem Tar­di­niego i prze­ka­zy­wał Se­kre­ta­ria­towi Stanu do­ku­menty co do za­sady za­strze­żone dla Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych. Aby nie zdra­dzić swego źró­dła, ad­mi­ni­stra­cja wa­ty­kań­ska dbała o to, by nie ujaw­niać ich po­cho­dze­nia. Nie wia­domo, czy dzia­łał z wła­snej ini­cja­tywy, czy na po­le­ce­nie prze­ło­żo­nego. W każ­dym ra­zie prze­cieki te miały miej­sce bez zgody mi­ni­stra.

Se­kre­ta­riat czer­pał in­for­ma­cje nie tylko z wła­snej sieci dy­plo­ma­tycz­nej, lecz także od dy­plo­ma­tów akre­dy­to­wa­nych w Wa­ty­ka­nie. A po­nie­waż nie po­sia­dał on wła­snego urzędu pocz­to­wego, po przy­stą­pie­niu Włoch do wojny pa­pież przy­jął ofertę szwaj­car­skiego Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych, aby prze­ka­zy­wać wa­ty­kań­ską ko­re­spon­den­cję dy­plo­ma­tyczną w tam­tej­szej po­czcie. Póź­niej Se­kre­ta­riat ko­rzy­stał rów­nież z usług bry­tyj­skich (w przy­padku ko­re­spon­den­cji kie­ro­wa­nej na ob­szary im­pe­rium ko­lo­nial­nego) i ame­ry­kań­skich (obec­nie już wia­domo, że FBI [Fe­de­ral Bu­reau of In­ve­sti­ga­tion - Fe­de­ralne Biuro Śled­cze] wy­ko­rzy­sty­wało to do ko­pio­wa­nia wia­do­mo­ści). Włosi ze swej strony na­dal otwie­rali ko­re­spon­den­cję, je­śli tylko mieli ku temu oka­zję. Jed­nak szy­fro­wane kody Wa­ty­kanu (uspraw­nione w 1940 roku) oka­zały się bar­dziej od­porne niż inne.

Niemcy mieli mniej­sze moż­li­wo­ści śle­dze­nia wy­da­rzeń w Wa­ty­ka­nie i gro­ma­dze­nia in­for­ma­cji o kon­klawe. Ta­ras Bo­ro­daj­ke­wycz, in­for­ma­tor SD (Si­cher­he­its­dienst - Służba Bez­pie­czeń­stwa [Re­ichs­füh­rera SS]), istot­nie zo­stał wy­słany do mo­ni­to­ro­wa­nia sy­tu­acji na miej­scu, ale żad­nych przy­dat­nych in­for­ma­cji nie do­star­czył. Niemcy, mniej za­zna­jo­mieni z rzym­ską spe­cy­fiką, mieli trud­no­ści z oceną war­to­ści po­ten­cjal­nych źró­deł. Pe­wien oszust za­ofe­ro­wał na­wet am­ba­sa­dzie do­pro­wa­dze­nie do wy­boru pro­nie­miec­kiego kan­dy­data w za­mian za 3 mln ma­rek (!). Hi­tler od­mó­wił...

1 marca 1939 roku 62 kar­dy­na­łów ze­brało się w ta­jem­nicy na kon­klawe, które miało być naj­krót­szym prze­pro­wa­dzo­nym w pierw­szej po­ło­wie XX wieku - wy­star­czyły tylko trzy tury gło­so­wa­nia. Eu­ge­nio Pa­celli, se­kre­tarz stanu i ka­mer­ling (ten, który spra­wuje wła­dzę w okre­sie sede va­cante), na­tych­miast zna­lazł się wśród fa­wo­ry­tów. Świad­czą o nim jego umie­jęt­no­ści dy­plo­ma­tyczne - nie spo­tkał się z otwar­tym sprze­ci­wem ze strony głów­nych eu­ro­pej­skich mo­carstw. Bę­dąc nie­miec­ko­ję­zycz­nym Wło­chem, za­warł kon­kor­daty we Wło­szech i Niem­czech i za­wsze po­wstrzy­my­wał się od po­tę­pia­nia re­żi­mów fa­szy­stow­skiego i na­zi­stow­skiego. Po­ten­cjal­nie mo­gło to za­tem skło­nić ku niemu pań­stwa Osi. Był też zna­nym an­ty­ko­mu­ni­stą, wy­soko ce­nio­nym przez po­przed­niego pa­pieża, i nie ukry­wał przed Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią swo­jej kry­tyki dyk­ta­tur. Dla­tego po­parły go ich mi­ni­ster­stwa spraw za­gra­nicz­nych, fran­cu­skie Quai d'Or­say i bry­tyj­skie Fo­re­ign Of­fice. Krótko mó­wiąc, każdy wi­dział w nim to, co chciał zo­ba­czyć. W Ko­ściele sta­no­wi­sko Pa­cel­lego było rów­nie jed­no­czące, zwłasz­cza że obie­cy­wał on mia­no­wać se­kre­ta­rzem stanu kar­dy­nała Ma­glio­nego, swo­jego naj­po­waż­niej­szego ry­wala. Aby zro­zu­mieć ten suk­ces, trzeba przyj­rzeć się jego nie­mal nie­ska­zi­tel­nej ka­rie­rze.

Te­mat bły­sko­tliwy i ści­śle chro­niony

Uro­dzony w 1876 roku Eu­ge­nio Pa­celli roz­po­czął swoją ka­rierę ko­ścielną pod naj­lep­szym z moż­li­wych pa­tro­na­tów. Ro­dzina Pa­cel­lich jest utoż­sa­miana z "czarną szlachtą", czyli rzym­sko­ka­to­licką ary­sto­kra­cją o skłon­no­ściach kontr­re­wo­lu­cyj­nych. Dzia­dek Eu­ge­nia, Mar­can­to­nio Pa­celli, był świec­kim praw­ni­kiem pa­pie­skim, ab­sol­wen­tem prawa ka­no­nicz­nego, który z ini­cja­tywy Piusa IX zo­stał mia­no­wany pod­se­kre­ta­rzem stanu w Mi­ni­ster­stwie Spraw We­wnętrz­nych. Na tym sta­no­wi­sku z po­wo­dze­niem pro­wa­dził po­lo­wa­nie na wło­skich re­wo­lu­cjo­ni­stów, co za­pew­niło mu ty­tuł szla­checki. Był rów­nież jed­nym z za­ło­ży­cieli wa­ty­kań­skiego dzien­nika "L'Osse­rva­tore Ro­mano".

Ku­zyn mło­dego Eu­ge­nia, Er­ne­sto Pa­celli, był do­radcą fi­nan­so­wym pa­pieża Le­ona XIII. W 1880 roku wraz z in­nymi człon­kami ka­to­lic­kiej szlachty za­ło­żył Banco di Roma, któ­rego był dy­rek­to­rem aż do wy­bu­chu wojny. Er­ne­sto, przy­ja­ciel kilku wło­skich mi­ni­strów, po­mógł zła­go­dzić na­pię­cia mię­dzy Wa­ty­ka­nem a rzą­dem wło­skim. Po­mimo nie­chęci pa­pieża do fi­nan­sów, prze­ko­nał go rów­nież do na­by­cia udzia­łów w kilku ban­kach re­gio­nal­nych, aby za­pew­nić ka­to­li­kom bez­pieczną przy­stań dla ich pie­nię­dzy. W 1913 roku dy­wi­dendy z Banco di Roma sta­no­wiły po­łowę do­cho­dów Wa­ty­kanu. Ten dzia­ła­jący za ku­li­sami fi­nan­si­sta ode­grał klu­czową rolę w od­zy­ska­niu przez Ko­ściół czę­ści ma­jątku utra­co­nego przy oka­zji roz­wią­za­nia Pań­stwa Ko­ściel­nego oraz w ne­go­cja­cjach trak­ta­tów la­te­rań­skich z 1929 roku. Z cza­sem jed­nak jego wpływy osła­bły. Z ko­lei jego trzej sy­no­wie od­gry­wali za pon­ty­fi­katu ich wuja Piusa XII dys­kretną, ale co­raz waż­niej­szą rolę w fi­nan­sach Wa­ty­kanu.

Młody Eu­ge­nio zdo­był wy­kształ­ce­nie w li­ceum, a na­stęp­nie w se­mi­na­rium Col­le­gio Ca­pra­nica, co sta­no­wiło obo­wiąz­kowy etap dla przy­szłych emi­nen­cji ku­rial­nych. Ze wzglę­dów zdro­wot­nych, wbrew zwy­cza­jowi, po­zwo­lono mu za­miesz­kać z ro­dziną - znak, że jego fa­mi­lia miała w Wa­ty­ka­nie wpły­wo­wych przy­ja­ciół. Świę­ce­nia ka­płań­skie przy­jął w wieku 24 lat. W 1901 roku, wspie­rany sil­nymi re­ko­men­da­cjami, wstą­pił jako uczeń do rzym­skiej kon­gre­ga­cji i wkrótce zo­stał skie­ro­wany do Se­kre­ta­riatu Stanu, gdzie po­wie­rzono mu za­da­nie od­czy­ty­wa­nia za­szy­fro­wa­nych te­le­gra­mów. Ma­jąc za­le­d­wie 25 lat, zo­stał wy­słany do Lon­dynu do no­wego króla Edwarda VII z kon­do­len­cjami pa­pieża po śmierci kró­lo­wej Wik­to­rii. W 1903 roku zo­stał sze­fem biura (mi­nu­tante), od­po­wie­dzial­nym za spo­rzą­dza­nie te­le­gra­mów dla Se­kre­ta­riatu Stanu. Zo­stał za­tem wy­szko­lony i ufor­mo­wany w sa­mym sercu wa­ty­kań­skiej ma­chiny, w miej­scu, gdzie za­pa­dają naj­waż­niej­sze de­cy­zje.

W 1906 roku współ­pra­co­wał z od­po­wie­dzial­nym za sprawy dy­plo­ma­tyczne Pie­tro Ga­spar­rim w szcze­gól­nie draż­li­wej kwe­stii roz­działu Ko­ścioła od pań­stwa fran­cu­skiego. Sto­lica Apo­stol­ska ze­rwała ustawy dy­plo­ma­tyczne z Fran­cją w 1904 roku, ale za­cho­wała w Pa­ryżu taj­nego agenta, mon­si­gnore Carlo Mon­ta­gni­niego, "do wszyst­kiego, co po­trzeba bę­dzie Sto­licy Apo­stol­skiej". Mon­ta­gnini zo­stał ob­jęty nad­zo­rem fran­cu­skiej po­li­cji i wy­da­lony z kraju, w re­ak­cji na opu­bli­ko­wa­nie an­ty­re­pu­bli­kań­skiego pam­fletu przez pew­nego pa­ry­skiego księ­dza. Jego ar­chiwa wy­cie­kły z ini­cja­tywy Cle­men­ceau do pa­ry­skiej prasy, co do­pro­wa­dziło do wiel­kiego skan­dalu.

Eu­ge­nio, mia­no­wany w 1914 roku se­kre­ta­rzem, brał udział w ne­go­cjo­wa­niu kon­kor­datu z Ser­bią, co sta­no­wiło jego chrzest bo­jowy na polu dy­plo­ma­cji. Jego ka­riera za­wo­dowa prze­bie­gała w na­pię­tej at­mos­fe­rze - Wa­ty­kan na­zna­czony był wów­czas ra­dy­kal­nym an­ty­mo­der­ni­zmem, który prze­ja­wiał się w jaw­nym szpie­go­wa­niu per­so­nelu ko­ściel­nego. Pa­pież miał do dys­po­zy­cji fa­na­tycz­nego, od­da­nego spra­wie czy­stek pra­łata: mon­si­gnore Umberto Be­ni­gni był ofi­cjal­nie za­stępcą se­kre­ta­rza Kon­gre­ga­cji do Nad­zwy­czaj­nych Spraw Ko­ściel­nych... ale za ku­li­sami kie­ro­wał tajną or­ga­ni­za­cją So­da­li­tium Pia­num (wspo­mnianą już Sa­pi­nierą). Jed­nym z jego ce­lów był młody pra­łat Ron­calli, przy­szły pa­pież Jan XXIII, który ży­wił głę­boką nie­uf­ność w sto­sunku do wa­ty­kań­skich sia­tek szpie­gow­skich.

Je­śli Pa­celli prze­trwał tę nową formę in­kwi­zy­cji bez szwanku, to dla­tego, że uwa­żano go za wia­ry­god­nego i jest mało praw­do­po­dobne, aby po­dej­rze­wano go o li­be­ra­lizm5. Nie­któ­rzy ko­men­ta­to­rzy idą da­lej i za­sta­na­wiają się, czy młody Pa­celli nie na­le­żał do So­da­li­tium Pia­num. Bra­kuje co prawda ar­chi­wów, które mo­głyby osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć tę kwe­stię, ale ko­re­spon­den­cja szefa tej siatki w Bel­gii6 na to jed­nak wska­zuje... Hi­po­teza ta z pew­no­ścią wy­ja­śnia­łaby póź­niej­sze za­mi­ło­wa­nie Piusa XII do in­tryg i taj­nych dzia­łań. W każ­dym ra­zie, po śmierci Piusa X w 1914 roku at­mos­fera zmie­niła się wraz z no­wym pa­pie­żem Be­ne­dyk­tem XV, który mia­no­wał se­kre­ta­rzem stanu kar­dy­nała Ga­spar­riego, men­tora Pa­cel­lego. Be­ni­gni, za­nim wstą­pił do OVRA, kon­ty­nu­ował swoją dzia­łal­ność pry­wat­nie, jed­nak nie wy­daje się, aby wy­rzą­dził on pod­czas wojny wiele szkód, po­nie­waż Ku­ria od­su­nęła go na bok.

I Pa­celli zo­stał... na­stępcą kon­tro­wer­syj­nego mon­si­gnore Be­ni­gniego! Prze­pro­wa­dził trans­for­ma­cję spraw­nie i sub­tel­nie zdy­stan­so­wał się od ul­tra­kon­ser­wa­ty­stów, któ­rych nowy pa­pież już tak nie ce­nił.

Uko­ro­no­wa­niem jego ka­riery w Se­kre­ta­ria­cie było mia­no­wa­nie Pa­cel­lego wio­sną 1917 roku nun­cju­szem w Ba­wa­rii, z re­zy­den­cją w Mo­na­chium7. Szczu­pły, o bla­dej ce­rze, dys­po­nu­jący ma­je­sta­tyczną po­stawą re­ne­san­so­wego księ­cia, wy­warł silne wra­że­nie na nie­miec­kich wyż­szych sfe­rach. Pewna fe­lie­to­nistka, cy­to­wana przez Ma­rie Le­vant, opi­sała go na­stę­pu­jąco: "O asce­tycz­nej po­sta­wie, jego rysy przy­wo­dzą na myśl pro­fil wy­rzeź­biony na an­tycz­nej ka­mei, a z rzadka tylko cień prze­lot­nego uśmie­chu twarz tę oży­wia".

Po re­wo­lu­cji Związku Spar­ta­kusa w 1920 roku pod­jęto de­cy­zję o otwar­ciu nun­cja­tury w Ber­li­nie, ale Pa­celli po­zo­stał w obu nun­cja­tu­rach do 1925 roku, wy­star­cza­jąco długo, aby sfi­na­li­zo­wać ne­go­cja­cje w spra­wie kon­kor­datu z Ba­wa­rią. Sto­lica Apo­stol­ska była pierw­szą obcą po­tęgą, z którą młoda nie­miecka re­pu­blika na­wią­zała sto­sunki dy­plo­ma­tyczne. W związku z tym Pa­celli, po­mimo swego mło­dego wieku, zo­stał dzie­ka­nem kor­pusu dy­plo­ma­tycz­nego. Po za­war­ciu kon­kor­datu ba­war­skiego jego głów­nym za­da­niem było wy­ne­go­cjo­wa­nie, w skom­pli­ko­wa­nych re­aliach okresu po­wo­jen­nego, no­wego sta­tusu Ko­ścioła ka­to­lic­kiego w Niem­czech.

Wa­ty­kan ostro kry­ty­ko­wał spo­sób, w jaki w 1918 roku zwy­cięzcy po­trak­to­wali Niemcy. Kie­ro­wana przez Ga­spar­riego dy­plo­ma­cja wa­ty­kań­ska wnio­sko­wała o zmniej­sze­nie kwoty re­pa­ra­cji na­ło­żo­nych na ten po­ko­nany na­ród (20 mld ma­rek w zło­cie). Po­li­tyka ta czy­niła przed­sta­wi­ciela Wa­ty­kanu w Ber­li­nie przy­ja­cie­lem Nie­miec, zwłasz­cza że Sto­lica Apo­stol­ska po­pie­rała in­te­gral­ność te­ry­to­rialną Rze­szy. W za­mian za po­par­cie Wa­ty­kan li­czył na kon­kretne po­stępy w kwe­stii sta­tusu i przy­wi­le­jów in­sty­tu­cji ko­ściel­nych. Pa­celli był zde­cy­do­wany jesz­cze przed wszyst­kim in­nym sfi­na­li­zo­wać ba­war­skie ne­go­cja­cje. Warto pa­mię­tać, że ka­to­li­cyzm w Ba­wa­rii był i na­dal jest w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści bar­dziej tra­dy­cyjny i fun­da­men­ta­li­styczny niż w po­zo­sta­łej czę­ści kraju.

W 1922 roku zmarł Be­ne­dykt XV, a jego na­stępcą zo­stał uczony kar­dy­nał Ratti, który ob­jął tron pa­pie­ski pod imie­niem Pius XI i po­zo­sta­wił Ga­spar­riego na sta­no­wi­sku. W 1923 roku w od­we­cie za nie­pła­ce­nie re­pa­ra­cji wo­jen­nych woj­ska fran­cu­sko-bel­gij­skie za­jęły Za­głę­bie Ruhry. Wspie­rały ru­chy se­pa­ra­ty­styczne. W Mo­na­chium, w marcu 1924 roku, Pa­celli uzy­skał dla Ko­ścioła bar­dzo ko­rzystne po­ro­zu­mie­nie (swo­boda ob­sa­dza­nia bi­skupstw, hojne pań­stwowe wspar­cie fi­nan­sowe dla Ko­ścioła ka­to­lic­kiego, obo­wiąz­kowe na­ucza­nie re­li­gii w szko­łach itp.). Na­stęp­nie prze­niósł się na cztery lata do Ber­lina i za­gwa­ran­to­wał kon­kor­dat z Pru­sami, co w 1929 roku przy­nio­sło mu ka­pe­lusz kar­dy­nal­ski. Lata spę­dzone w Mo­na­chium były za­tem dla roz­woju przy­szłego pa­pieża prze­ło­mowe. To wła­śnie w tym okre­sie ten dość nie­ufny w uspo­so­bie­niu czło­wiek po­znał osoby ma­jące two­rzyć pierw­szy krąg wta­jem­ni­czo­nych, któ­remu po­wie­rzone miały być naj­de­li­kat­niej­sze sprawy.

Bli­ski krąg

W Mo­na­chium Pa­celli po­znał ko­goś, kto zo­stał jego se­kre­ta­rzem i ode­grał pod­czas jego pon­ty­fi­katu klu­czową rolę. Nie­wy­soki ast­ma­tyczny Ba­war­czyk, je­zu­ita Ro­bert Le­iber, po­cząt­kowo uczył Pa­cel­lego ję­zyka nie­miec­kiego, za­nim stał się jed­nym z jego naj­bliż­szych do­rad­ców. Jego za­da­nia były i za­wsze już po­zo­staną nie­ja­sne - nie po­ja­wiał się w ofi­cjal­nym gra­fiku, ale czy­tał nie­mal wszystko, co tra­fiało na biurko jego szefa i wi­dy­wał się z nim kilka razy dzien­nie. Ni­komu się nie zwie­rzał. Fe­lix Mor­lion, ksiądz i pra­cu­jący dla Ame­ry­ka­nów agent wy­wiadu, opi­sał w cza­sie wojny ojca Le­ibera jako czło­wieka do taj­nych za­dań, jego nie­po­wo­dze­nia można było w ra­zie po­trzeby zde­men­to­wać, po­nie­waż nie pia­sto­wał on w Wa­ty­ka­nie żad­nego ofi­cjal­nego sta­no­wi­ska. Nie­wątp­li­wie to za po­śred­nic­twem Le­ibera Pa­celli po­znał i do­ce­nił ge­ne­rała je­zu­itów Wło­dzi­mie­rza Le­dó­chow­skiego i na­wią­zał z nim so­jusz. Uro­dzony w pol­skiej ro­dzi­nie ary­sto­kra­tycz­nej ska­za­nej na ze­sła­nie przez cara jesz­cze w XIX wieku, Wło­dzi­mierz był bra­tan­kiem kar­dy­nała Mie­czy­sława Le­dó­chow­skiego, który był pre­fek­tem Kon­gre­ga­cji Krze­wie­nia Wiary. On sam zo­stał w 1915 roku wy­brany na prze­ło­żo­nego ge­ne­ral­nego je­zu­itów. Je­den z jego współ­braci, wy­słany z mi­sją do Ro­sji, opi­sał go na­stę­pu­jąco:

Był ni­skim i wą­tłym męż­czy­zną o szczu­płej asce­tycz­nej twa­rzy, za­pad­nię­tych po­licz­kach, wy­so­kim czole i naj­by­strzej­szych oczach, ja­kie kie­dy­kol­wiek wi­dzia­łem. Mó­wił bar­dzo sta­now­czo i nie­mal szorstko, a jed­no­cze­śnie był bar­dzo uprzej­mym, zna­ko­mi­tym roz­mówcą8.

To jemu wła­śnie Pius XI po­wie­rzył utwo­rze­nie Pa­pie­skiego In­sty­tutu Wschod­niego i ro­syj­sko­ję­zycz­nego Col­le­gium Rus­si­cum. Mó­wiło się tam po ro­syj­sku, a stu­denci ubie­rali się jak księża pra­wo­sławni. Przy­szli księża mi­sjo­na­rze kształ­cili się tam, by z na­ra­że­niem ży­cia sze­rzyć wiarę ka­to­licką mię­dzy mo­rzami Bał­tyc­kim a Czar­nym.

Bę­dąc kon­ser­wa­ty­stą i za­go­rza­łym an­ty­ko­mu­ni­stą, w li­ście z 1934 roku do wszyst­kich je­zu­itów Le­dó­chow­ski za­sy­gna­li­zo­wał nie­ustę­pliwą walkę z no­wo­cze­snym ate­izmem. Wśród jego agen­tów byli osia­dły w Zu­ry­chu Nie­miec Karl Stark, kie­ru­jący siatką dzia­ła­jącą w Niem­czech i Fran­cji, oraz fran­cu­ski ksiądz Jo­seph Le­dit, który po­dró­żo­wał do ZSRS (Zwią­zek So­cja­li­stycz­nych Re­pu­blik So­wiec­kich) i bu­do­wał swoją siatkę w kra­jach Wschodu, z osob­nym sze­fem w każ­dym z nich. We Fran­cji na we­zwa­nie od­po­wie­dział je­zu­ita Jo­seph Ro­binne, two­rząc we wrze­śniu 1934 roku biuro Uni­tas. Kiedy Pa­celli zo­stał se­kre­ta­rzem stanu, wie­dział już, że je­zu­ici są jedną z tych sił, na któ­rych może po­le­gać.

W cza­sie peł­nie­nia funk­cji nun­cja­tor­skiej Pa­celli na­wią­zał także nie­ocze­ki­waną przy­jaźń z młodą nie­miecką za­kon­nicą, sio­strą Pas­ca­liną Leh­nert, młod­szą od niego o osiem­na­ście lat. Po­znał ją pod­czas po­bytu w domu opieki dla du­chow­nych Stella Ma­ris w Ror­schach w Al­pach szwaj­car­skich, gdzie pra­co­wała. Zo­stała jego go­spo­dy­nią w po­sel­stwie w Mo­na­chium i miesz­kała z nim aż do śmierci. To, że Pa­celli mógł ją za­trud­nić, bio­rąc pod uwagę prze­pisy ko­ścielne, było nie­spo­ty­kane. Ogło­szony przez Be­ne­dykta XV Ko­deks Prawa Ka­no­nicz­nego na­ka­zy­wał wszyst­kim du­chow­nym uni­ka­nie wspól­nego za­miesz­ki­wa­nia z ko­bie­tami, któ­rych obec­ność mo­głaby wzbu­dzić po­dej­rze­nia, i pre­fe­ro­wa­nie ko­goś z ro­dziny lub star­szej ko­biety o "cno­tli­wych oby­cza­jach". Hi­sto­ria sio­stry Pas­ca­liny wy­wo­łała w Ko­ściele, a tym bar­dziej poza jego struk­tu­rami, wiele dys­ku­sji i kon­tro­wer­sji. Jed­nak ich re­la­cja ni­gdy nie wy­da­wała się skan­da­liczna - gdyby tak było, wro­go­wie Pa­cel­lego, a na­stęp­nie za­gra­niczne służby wy­wia­dow­cze, z pew­no­ścią by ten fakt wy­ko­rzy­stali. Z dru­giej strony, szorstka na­tura za­kon­nicy i do­mnie­many wpływ na "jej" emi­nen­cję nie­uchron­nie pod­sy­cały fan­ta­zje i osta­tecz­nie przy­nio­sły jej pod ko­niec ży­cia przy­do­mek po­pessa (pa­pie­życa)9, co było już mocną prze­sadą. Choć jej świa­dec­two winno się za­wsze roz­pa­try­wać w kon­tek­ście in­nych źró­deł, nie­kiedy ofe­ruje ona uni­ka­towy wgląd w pry­watne ży­cie przy­szłego pa­pieża.

To dzięki niej znane są nam tra­giczne wy­da­rze­nia z 1919 roku, które ukształ­to­wały cha­rak­ter Pa­cel­lego - w lu­tym tłumy ko­mu­ni­stów za­jęły sztur­mem Mo­na­chium i pro­kla­mo­wały nową Ba­war­ską Re­pu­blikę Rad. Pra­wie wszy­scy dy­plo­maci ucie­kli. Per­so­nel nun­cja­tury też zo­stał ewa­ku­owany. Na miej­scu po­zo­stali tylko Pa­celli, Pas­ca­lina i Ro­bert Le­iber. W kwiet­niu 1919 roku bol­sze­wicy za­jęli sztur­mem także ich bu­dy­nek. Pod gra­dem kul szyby roz­sy­py­wały się w drobny mak. Gdy na­past­nicy wy­wa­żali cięż­kie drzwi wej­ściowe, Pa­celli ze szczytu scho­dów sta­wił im czoła, a sio­stra Pas­ca­lina stała u jego boku. Po­mimo obelg, oboje po­sta­wili się wro­giemu tłu­mowi, szu­ka­ją­cemu pie­nię­dzy i żyw­no­ści, co do któ­rych ukry­wa­nia po­dej­rze­wał pra­łata. Wła­dze ko­mu­ni­styczne chciały, aby nun­cjusz opu­ścił mia­sto. Kilka dni póź­niej uzbro­jona i umun­du­ro­wana Czer­wona Gwar­dia, a za nią roz­wście­czony tłum, po­now­nie wkro­czyli do nun­cja­tury. Czego kon­kret­nie żą­dali? Przy­je­chali, żeby skon­fi­sko­wać jego sa­mo­chód! Nun­cjusz ka­zał otwo­rzyć ga­raż... ale sa­mo­chód nie chciał od­pa­lić. Wielu au­to­rów uważa, że od tych wy­da­rzeń wziął po­czą­tek za­cie­kły an­ty­ko­mu­nizm Pa­cel­lego. Tak czy ina­czej, nie­wąt­pli­wie wzmoc­niły one jego pre­stiż w sa­mym Rzy­mie. Re­pu­blika długo nie prze­trwała. Już 3 maja zo­stała oba­lona przez Fre­ikorps, a na jej miej­sce po­wo­łano rząd tym­cza­sowy pod przy­wódz­twem ge­ne­rała Lu­den­dorffa, szefa wojsk nie­miec­kich z cza­sów wojny.

Jest jesz­cze jedna aneg­dota przy­to­czona przez sio­strę Pas­ca­linę10, tym ra­zem nie­spraw­dzalna - Mo­na­chium to mia­sto, w któ­rym Adolf Hi­tler roz­po­czął swoją drogę do wła­dzy, bu­du­jąc swój ruch na ży­znym pod­gle­biu kry­zysu go­spo­dar­czego. Rze­komo pew­nego wie­czoru młody Adolf Hi­tler, wciąż sto­sun­kowo mało znany, sta­wił się w re­zy­den­cji ar­cy­bi­skupa Pa­cel­lego wraz z li­stem po­le­ca­ją­cym od Lu­den­dorffa, w któ­rym ten za­chwa­lał jego od­wagę jako ka­prala z cza­sów, kiedy słu­żył on pod jego do­wódz­twem. Hi­tler przed­sta­wił się jako an­ty­ko­mu­ni­styczny krzy­żo­wiec. Ocza­ro­wany nim Pa­celli po­dobno wrę­czył mu (znowu we­dług sio­stry Pas­ca­liny) pewną sumę pie­nię­dzy na wspar­cie jego sprawy. Spo­tka­nie to, je­śli rze­czy­wi­ście miało miej­sce, oczy­wi­ście nie ozna­cza, że Pa­celli stał się tym sa­mym pro­na­zi­stow­ski.

Do tego oso­bli­wego tan­demu utwo­rzo­nego przez Le­ibera i sio­strę Pas­ca­linę wkrótce miała do­łą­czyć trze­cia osoba. W 1911 roku przy­był do Rzymu młody Ame­ry­ka­nin Fran­cis Spel­l­man, bę­dący świeżo po stu­diach na Uni­wer­sy­te­cie For­dham w No­wym Jorku. Pra­gnął zo­stać ka­pła­nem, ale w prze­ci­wień­stwie do jemu po­dob­nych, wy­brał na swoje se­mi­na­rium pre­sti­żowe ko­le­gium ame­ry­kań­skie w Rzy­mie, po­ło­żone w uro­kli­wej dziel­nicy Via dell'Umilta. Jego ko­le­dzy szybko zdali so­bie sprawę, że był jed­nym z naj­bar­dziej am­bit­nych se­mi­na­rzy­stów - da­wał się za­uwa­żyć (i kry­ty­ko­wać) przez swoją skłon­ność do pod­cho­dze­nia i przy­mi­la­nia się do każ­dego mon­si­gnore, na któ­rego się na­tknął. Młody czło­wiek pra­gnął zro­zu­mieć me­cha­ni­zmy wła­dzy w Wa­ty­ka­nie - ko­te­rie, ry­wa­li­za­cje i nie­ofi­cjalne przy­jaź­nie wkrótce prze­stały mieć przed nim ta­jem­nice11.

Po otrzy­ma­niu świę­ceń ka­płań­skich Spel­l­man zo­stał w 1916 roku wy­słany do Bo­stonu, do die­ce­zji pod­le­ga­ją­cej wpły­wo­wemu kar­dy­na­łowi O'Con­nel­lowi. Ten ostatni jed­nak nie to­le­ro­wał ni­kogo, kto szu­kał roz­głosu. Szybko na­brał nie­chęci do Spel­l­mana i przez dzie­więć lat nie szczę­dził mu upo­ko­rzeń. Spell­man zno­sił wszyst­kie te afronty, ak­cep­to­wał swoją pańsz­czy­znę, by na ko­niec zo­stać we­zwa­nym do Rzymu i do­łą­czyć do ze­społu w Se­kre­ta­ria­cie Stanu. Tam po­świę­cił całą swoją ener­gię roz­wi­ja­niu wła­snej sieci kon­tak­tów. Po­cząt­kowo zaj­mo­wał mało eks­po­no­wane sta­no­wi­sko tłu­ma­cza, ale zo­stał też asy­sten­tem Edwarda He­arna, ko­mi­sa­rza eu­ro­pej­skiego Ry­ce­rzy Ko­lumba. Ten mało znany opi­nii pu­blicz­nej za­kon ry­cer­ski skła­dał się z bo­ga­tych ka­to­li­ków, któ­rzy na ca­łym świe­cie zbie­rali fun­du­sze na fi­nan­so­wa­nie dzia­łal­no­ści Ko­ścioła. Jed­nak w 1925 roku fi­nanse Sto­licy Apo­stol­skiej były w fa­tal­nym sta­nie. Za­nu­rzyw­szy się w świe­cie, o któ­rym do­tąd nie miał po­ję­cia, Spel­l­man szybko zdał so­bie sprawę, że od­na­lazł swoje po­wo­ła­nie - miał zo­stać fi­nan­si­stą Wa­ty­kanu i czło­wie­kiem do taj­nych mi­sji. Jego szef He­arn wpro­wa­dził go w krąg fi­nan­si­stów i biz­nes­me­nów, któ­rych pod­jął się me­to­dycz­nie po­zy­ski­wać.

Spel­l­man dbał o uwagę za­moż­nych go­ści Wa­ty­kanu. Opie­ko­wał się ame­ry­kań­skimi oso­bi­sto­ściami ze świata po­li­tyki, ba­wią­cymi prze­jaz­dem w Rzy­mie, ko­rzy­sta­jąc z sieci in­for­ma­to­rów w luk­su­so­wych ho­te­lach - por­tie­rów, któ­rzy za­wczasu uprze­dzali go o przy­by­ciu dy­gni­ta­rzy. Re­gu­lar­nie uczest­ni­czył w au­dien­cjach pa­pie­skich i bę­dąc uta­len­to­wa­nym fo­to­gra­fem, pro­po­no­wał uwiecz­nie­nie tych wy­da­rzeń na kli­szach. Da­wało mu to moż­li­wość po­now­nego spo­tka­nia się z za­moż­nymi go­śćmi, aby ob­da­ro­wać ich swo­imi zdję­ciami i ewen­tu­al­nie opro­wa­dzić po mie­ście. Stał się w ten spo­sób nie­za­stą­piony w wą­skim gro­nie bo­ga­tych ka­to­li­ków ame­ry­kań­skich, któ­rzy w rzym­skich krę­gach ary­sto­kra­tycz­nych spę­dzali zimy. Spel­l­man za­przy­jaź­nił się z Ni­cho­la­sem i Ge­ne­vieve Brady, ame­ry­kań­skimi ma­gna­tami ro­bót pu­blicz­nych. Pani Brady po­lu­biła mło­dego księ­dza i stała się jego pierw­szą me­ce­na­ską, fi­nan­su­jąc jego utrzy­ma­nie i za­pra­sza­jąc go na spo­tka­nia miej­sco­wej śmie­tanki to­wa­rzy­skiej.

To pierw­sze do­ko­na­nie Spel­l­mana przy­nio­sło mu przy­chyl­ność se­kre­ta­rza stanu Ga­spar­riego. Młody ksiądz za­su­ge­ro­wał panu Brady'emu, aby po­da­ro­wał kar­dy­na­łowi... li­mu­zynę! Wkrótce po­tem Brady zo­stał ka­wa­le­rem Or­deru Naj­wyż­szego Chry­stusa, a jego żona zo­stała pa­pie­ską księżną. Hi­sto­ria ta obie­gła cały Wa­ty­kan i nie­uchron­nie do­tarła do uszu Piusa XI. Pa­pież wy­ra­ził się gło­śno w obec­no­ści mło­dego mi­nu­tante, że jego se­kre­tarz stanu miał za­iste wiel­kie szczę­ście... In­for­ma­cja po­szła w świat. Spel­l­man zwró­cił się na­stęp­nie do in­nego bo­ga­tego Ame­ry­ka­nina z pro­po­zy­cją, aby po­da­ro­wał Jego Świą­to­bli­wo­ści nie mniej niż... trzy sa­mo­chody! W ten spo­sób przy­wra­cano wła­ściwą hie­rar­chię12.

Za­wiść więk­szo­ści księży w Se­kre­ta­ria­cie Stanu spra­wiła, że Spel­l­man szybko stał się dla swo­ich prze­ło­żo­nych nie­za­stą­piony. W 1926 roku był już ty­tu­ło­wany "mon­si­gnore". Pius XI nadał mu przy­do­mek "mon­si­gnore Cenny". Jego styl ży­cia i ma­ją­tek ro­sły wy­kład­ni­czo, do tego stop­nia, że w 1929 roku ku­pił ak­cje hol­ly­wo­odz­kiego stu­dia War­ner za 54 tys. do­la­rów. Udało mu się przy­ćmić swego szefa He­arna, któ­rego za­stą­pił hra­bia En­rico Ga­le­azzi, wa­ty­kań­ski urzęd­nik bę­dący te­raz jego po­wier­ni­kiem. Spel­l­man bacz­nie ob­ser­wo­wał w Wa­ty­ka­nie wszystko i wszyst­kich. Pie­lę­gno­wał przy­jaźń ze wscho­dzącą gwiazdą, nun­cju­szem w Ber­li­nie, mon­si­gnore Pa­cel­lim. W tym celu umie­jęt­nie wkradł się w ła­ski sio­stry Pas­ca­liny, która sama miała nie­wielu so­jusz­ni­ków w Wa­ty­ka­nie. Kiedy Pa­celli zo­stał pa­pie­żem, Spel­l­man do­łą­czył do jego naj­bliż­szego kręgu za­ufa­nych.

W epi­cen­trum wła­dzy

W 1929 roku sprawy na­brały tempa. Brat Eu­ge­nia, praw­nik i do­radca wa­ty­kań­ski Fran­ce­sco Pa­celli, był głów­nym łącz­ni­kiem mię­dzy pa­pie­żem a fa­szy­stow­skim re­żi­mem. Utrzy­my­wał bli­skie kon­takty oso­bi­ste z Mus­so­li­nim, in­for­mu­jąc go o wy­da­rze­niach w Wa­ty­ka­nie, a pa­pieża - o pla­nach wło­skiego rządu. Jego wpływy nie po­do­bały się od­po­wie­dzial­nym za Se­kre­ta­riat oso­bom, które czuły się mar­gi­na­li­zo­wane.

11 lu­tego w Pa­łacu La­te­rań­skim Mus­so­lini i se­kre­tarz stanu Ga­sparri pod­pi­sali po­ro­zu­mie­nie. Skła­dało się ono z trzech czę­ści. Wy­ne­go­cjo­wany przez dy­plo­ma­tów trak­tat za­koń­czył "kwe­stię rzym­ską", uzna­jąc zwierzch­nic­two Sto­licy Apo­stol­skiej nad Wa­ty­ka­nem, a także nad róż­nymi pod­le­ga­ją­cymi jej bu­dyn­kami w Rzy­mie oraz re­zy­den­cją Ca­stel Gan­dolfo. Kon­kor­dat uczy­nił pa­pieża osobą "świętą i nie­ty­kalną", równą mo­nar­chom wy­wo­dzą­cym się z prawa Bo­żego. W za­mian Wa­ty­kan uznał su­we­renną wła­dzę dy­na­stii sa­baudz­kiej nad Kró­le­stwem Włoch. Część fi­nan­sowa przy­znała pa­pie­żowi jako re­kom­pen­satę za anek­to­wane te­ry­to­ria od­szko­do­wa­nie w wy­so­ko­ści 750 mln li­rów oraz ob­li­ga­cje opro­cen­to­wane na 5% ka­pi­tału w wy­so­ko­ści mi­liarda li­rów. Sta­no­wiło to rów­no­war­tość pra­wie 1,5 mld dzi­siej­szych do­la­rów.

Wresz­cie kon­kor­dat uczy­nił ka­to­li­cyzm re­li­gią pań­stwową, gwa­ran­tu­jąc au­to­no­mię i ochronę re­li­gii ka­to­lic­kiej - mał­żeń­stwo ko­ścielne miało mieć wy­miar cy­wilny, a w szko­łach miano na­uczać re­li­gii.

Mus­so­lini po­trze­bo­wał mo­ral­nego au­to­ry­tetu pa­pieża w celu wzmoc­nie­nia swego re­żimu. Wkrótce po doj­ściu do wła­dzy odło­żył więc na bok an­ty­re­li­gijną re­to­rykę, aby za­bie­gać o względy Wa­ty­kanu. Zgo­dził się ra­to­wać Banco di Roma, który wów­czas po­grą­żał się w kry­zy­sie - w przy­padku jego ban­kruc­twa Wa­ty­ka­nowi gro­ziła utrata ka­pi­tału. W za­mian Ko­ściół zo­bo­wią­zał się do za­prze­sta­nia fi­nan­so­wa­nia Wło­skiej Par­tii Lu­do­wej i ka­to­lic­kich związ­ków za­wo­do­wych.

Rok póź­niej, już po re­zy­gna­cji Ga­spar­riego, Eu­ge­nio Pa­celli zo­stał no­wym se­kre­ta­rzem stanu. De­cy­du­jącą rolę w no­mi­na­cji ode­grał jego brat Fran­ce­sco.

Jego oso­bo­wość od­po­wia­dała pro­fi­lowi, ja­kiego po­szu­ki­wał Pius XI - po­wścią­gliwy i dys­kretny, skru­pu­latny, bar­dzo pra­co­wity... Jego do­świad­cze­nie w ne­go­cja­cjach kon­kor­da­to­wych, przy­jaź­nie za­warte za­równo wśród in­te­gry­stów, jak i "li­be­ra­łów" po­wo­do­wały, że sta­wał się nie­za­stą­piony.

Sta­no­wi­sko se­kre­ta­rza stanu, rów­no­rzędne z funk­cją pre­miera, po­zwa­lało na spon­ta­niczne za­wie­ra­nie wielu zna­jo­mo­ści i po­sze­rza­nie sieci kon­tak­tów. Hra­bia Della Torre, re­dak­tor na­czelny "L'Osse­rva­tore Ro­mano", stał się jed­nym z in­for­ma­to­rów przy­szłego Piusa XII. Na­le­żał do grona osób bli­skich wła­dzy, któ­rych to­wa­rzy­stwo ce­nili bę­dący na sta­no­wi­sku w Rzy­mie dy­plo­maci, aby im prze­ka­zy­wać praw­dziwe lub fał­szywe in­for­ma­cje. No­wego se­kre­ta­rza stanu cze­kało kilka de­li­kat­nych spraw. Pierw­szym po­wo­dem do nie­po­koju był fakt, że sto­sunki z re­żi­mem Mus­so­li­niego da­le­kie były od uło­żo­nych, tak jak obie­cy­wały trak­taty la­te­rań­skie. W cen­trum sporu znaj­do­wała się Ak­cja Ka­to­licka i inne ka­to­lic­kie or­ga­ni­za­cje, pod­da­wane cią­głym ata­kom i za­stra­sza­niu przez re­żim i jego po­plecz­ni­ków. W 1931 roku Pius XI za­mie­rzał od­po­wie­dzieć en­cy­kliką (Non ab­biamo bi­so­gno - Nie po­trze­bu­jemy), aby po­tę­pić to­ta­li­tarne rosz­cze­nia re­żimu do edu­ka­cji mło­dzieży. Jej pu­bli­ka­cja we Wło­szech miała jed­nak zo­stać za­blo­ko­wana przez służby spe­cjalne Duce.

Spel­l­man zna­lazł wtedy oka­zję do wy­ko­na­nia swo­jej pierw­szej "taj­nej mi­sji" dla Se­kre­ta­riatu Stanu. Pa­celli zle­cił mu do­star­cze­nie an­giel­skiego tłu­ma­cze­nia en­cy­kliki do biura As­so­cia­ted Press w Pa­ryżu. Spel­l­man był ob­ser­wo­wany w po­ciągu przez tajną po­li­cję, która nie od­wa­żyła się jed­nak go aresz­to­wać. Hi­sto­ria pa­pie­skiego wy­słan­nika zmu­szo­nego do po­ta­jem­nego prze­kro­cze­nia gra­nicy w celu opu­bli­ko­wa­nia en­cy­kliki tra­fiła na pierw­sze strony ga­zet na ca­łym świe­cie, zna­cząco pod­no­sząc pre­stiż Spel­l­mana. Mimo wszyst­kich agen­tów, któ­rzy zin­fil­tro­wali Wa­ty­kan, fa­szy­stow­skie służby wy­wia­dow­cze nie były w sta­nie prze­wi­dzieć tego na­głego ru­chu. Mus­so­lini są­dził, że jest in­for­mo­wany o każ­dym po­su­nię­ciu pa­pieża, był za­tem en­cy­kliką za­sko­czony i wście­kły na swoje służby. Pa­celli wkro­czył wtedy do ak­cji i ode­grał rolę pa­cy­fi­sty - wy­ne­go­cjo­wał z re­żi­mem mo­zolny kom­pro­mis, po­zwa­la­jący krę­gom mło­dzieży dys­kret­nie kon­ty­nu­ować swoją dzia­łal­ność. Obie strony były za­in­te­re­so­wane utrzy­ma­niem po­ro­zu­mień la­te­rań­skich.

Drugą prio­ry­te­tową sprawą były sto­sunki z so­wiecką Ro­sją. Re­wo­lu­cja bol­sze­wicka za­dała ro­syj­skiemu ka­to­li­cy­zmowi do­tkliwy cios. 23 stycz­nia 1918 roku de­kre­tem Rady Ko­mi­sa­rzy Lu­do­wych za­ka­zano na­ucza­nia re­li­gii, znie­siono sub­wen­cje dla świą­tyń i za­ka­zano przyj­mo­wa­nia dat­ków od wier­nych. Kilka mie­sięcy póź­niej ma­ją­tek ro­syj­skiej Cer­kwi zo­stał zna­cjo­na­li­zo­wany. Jed­nak po klę­sce Nie­miec w 1918 roku ko­mu­ni­styczna Ro­sja zna­la­zła się bez so­jusz­nika na Za­cho­dzie. Fran­cja i Wielka Bry­ta­nia wsparły dzia­ła­nia Bia­łych prze­ciwko re­żi­mowi ko­mu­ni­stycz­nemu, jak rów­nież wojnę Po­la­ków prze­ciw Ro­sji.

Do­świad­czona fer­men­tem re­wo­lu­cyj­nym oraz we­wnętrz­nymi i ze­wnętrz­nymi woj­nami Ro­sja pra­gnęła spo­koju. Le­nin wpro­wa­dził NEP (No­waja Eko­no­mi­cze­sjaka Po­li­tika - Nowa Po­li­tyka Eko­no­miczna), pod­pi­sał umowę han­dlową z Wielką Bry­ta­nią i wy­cią­gnął rękę na zgodę do Nie­miec i Wa­ty­kanu.

Obiek­tyw­nie rzecz uj­mu­jąc, pa­pież Be­ne­dykt XV miał w chro­nie­niu wiary ka­to­lic­kiej w Ro­sji in­te­res.

W marcu 1922 roku osią­gnięto po­ro­zu­mie­nie w spra­wie pa­pie­skiej mi­sji hu­ma­ni­tar­nej. W tym sa­mym roku trak­tat w Ra­pallo umoż­li­wił wzno­wie­nie sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych mię­dzy ZSRS a Re­pu­bliką We­imar­ską. Oba pań­stwa na­wią­zały tajną współ­pracę woj­skową, co z ko­lei za­nie­po­ko­iło Fran­cję. Uto­ro­wało to drogę do ne­go­cja­cji mię­dzy Mo­skwą a Rzy­mem. Od­były się one w Ber­li­nie, a ich or­ga­ni­za­cją kie­ro­wał Eu­ge­nio Pa­celli, tam­tej­szy nun­cjusz apo­stol­ski. Spo­tka­nia zmie­niły się jed­nak w za­bawę w głu­chy te­le­fon.

Sta­no­wiło to tym sa­mym przy­zwo­le­nie na prze­śla­do­wa­nia, jak przy­znał przy­szły pa­pież w li­ście z końca 1927 roku:

Złu­dze­niem by­łoby ży­wić na­dzieję na osią­gnię­cie po­ro­zu­mie­nia z obec­nym rzą­dem w Mo­skwie, któ­rego je­dy­nym ce­lem jest znisz­cze­nie w tym nie­szczę­snym i uci­ska­nym kraju wszel­kiej wiary. [...] Cho­ciaż nikt nie może dziś prze­wi­dzieć, kiedy i jak upad­nie ten ohydny bol­sze­wicki re­żim13.

Roz­cza­ro­wany Pa­celli przy­jął więc po­stawę bar­dziej agre­sywną... ale trzeba było jesz­cze mieć do tego środki.

Wa­ty­ka­nowi bra­ko­wało źró­deł in­for­ma­cji o Ro­sji: bi­skupi byli wię­zieni lub prze­by­wali na ze­sła­niu, a księża po­zo­sta­wali pod ści­słym nad­zo­rem. Cen­zura pocz­towa unie­moż­li­wiała nor­malną ko­mu­ni­ka­cję z Rzy­mem. Wielu księży aresz­to­wa­nych przez wła­dze so­wiec­kie tra­fiło do wię­zie­nia na Wy­spach So­ło­wiec­kich. Tak na­prawdę był to klasz­tor za­ło­żony około 1420 roku, po­ło­żony na wy­spie na Mo­rzu Bia­łym. Więź­nio­wie pra­co­wali tam głów­nie przy wy­rę­bie drewna. Od po­czątku lat 20. XX wieku w wię­zie­niu tym prze­trzy­my­wano pierw­szych de­por­to­wa­nych księży - tak ka­to­lic­kich, jak i pra­wo­sław­nych. La­tem 1928 roku kilku więź­niów cu­dem ucie­kło pod­czas sztormu na tra­twie, uży­wa­jąc swo­ich płasz­czy jako ża­gli. Po czte­rech dniach na mo­rzu ura­to­wał ich i za­brał do An­glii nor­we­ski sta­tek. Wkrótce po­tem byli więź­nio­wie opu­bli­ko­wali książkę opi­su­jącą ich ge­hennę pod ty­tu­łem Wy­spa tor­tur i śmierci. W od­po­wie­dzi wła­dze so­wiec­kie na­tych­miast wy­słały na Wy­spy So­ło­wiec­kie ofi­cjal­nego pi­sa­rza re­żimu, Gor­kiego, aby na­pi­sał na te­mat tego "wzor­co­wego wię­zie­nia" po­chlebny re­por­taż14.

Dla­tego za prio­ry­tet uznano utwo­rze­nie taj­nej or­ga­ni­za­cji. Ko­nieczne było mia­no­wa­nie bi­sku­pów, aby za­pew­nić pra­wo­witą wła­dzę i struk­turę Ko­ścioła. W po­ło­wie XIX wieku, w okre­sie prze­śla­do­wań ka­to­li­cy­zmu przez ca­rów, żeby za­stą­pić uwię­zio­nych du­chow­nych, Wa­ty­kan wy­sy­łał do Ro­sji księży prze­bra­nych za ulicz­nych sprze­daw­ców. Dla­czego by tak nie zro­bić tego po­now­nie? Je­sie­nią 1925 roku, w okre­sie względ­nej od­wilży, Pius XI wy­słał fran­cu­skiego je­zu­itę Mi­chela d'Her­bi­gny do Związku So­wiec­kiego w po­dróż ba­daw­czą na za­pro­sze­nie ro­syj­skiego pra­wo­sław­nego pra­łata. We­dług jego re­la­cji z po­dróży15, sy­tu­acja była jesz­cze po­waż­niej­sza niż kto­kol­wiek mógłby przy­pusz­czać.

21 kwiet­nia 1926 roku w Mo­skwie, przed wscho­dem słońca, do bu­dynku nie­wiel­kiego Ko­ścioła Świę­tego Lu­dwika od Fran­cu­zów, ukry­tego w cie­niu Łu­bianki, sie­dziby [O]GPU ([Ob­je­di­nion­noje] Go­su­dar­stwien­noje Po­li­ti­cze­skoje Upraw­le­nije - [Zjed­no­czony] Pań­stwowy Za­rząd Po­li­tyczny) wśli­zgnęli się ja­cyś nie­zna­jomi. Wśród nich był wy­soki męż­czy­zna, który zgro­ma­dzo­nym przed­sta­wił się jako d'Her­bi­gny. Był on taj­nym wy­słan­ni­kiem pa­pieża Piusa XI, który po­wró­cił, aby usta­no­wić se­kretną hie­rar­chię Ko­ścioła ka­to­lic­kiego w Ro­sji. Tuż przed wy­jaz­dem otrzy­mał sa­krę bi­sku­pią od Pa­cel­lego, aby mógł mia­no­wać ko­lej­nych bi­sku­pów. Na miej­scu nie było jed­nak tłumu kan­dy­da­tów.

Jed­nym z nich był oj­ciec Pie Eu­g?ne Ne­veu, na sta­no­wi­sku w Za­głę­biu Do­niec­kim, który słu­żył w Ro­sji od 1907 roku jako ka­pe­lan wspól­noty fran­cu­skich i bel­gij­skich in­ży­nie­rów gór­ni­czych. Po­mimo re­wo­lu­cji z 1917 roku, która po­zbyła się in­ży­nie­rów, po­zo­stał tam, by z od­wagą i prze­bie­gło­ścią sta­wiać czoła po­li­cyj­nym prze­śla­do­wa­niom - od­po­wia­dał za­tem pro­fi­lowi nie­jaw­nego bi­skupa. Po­pro­szono więc am­ba­sa­dora fran­cu­skiego o we­zwa­nie pod ja­kimś pre­tek­stem Ne­veu do Mo­skwy. Le­d­wie do­tarł do Ko­ścioła Świę­tego Lu­dwika od Fran­cu­zów, a Ne­veu już do­wie­dział się, że ma zo­stać pierw­szym nie­jaw­nym bi­sku­pem i zo­sta­nie na­tych­miast wy­świę­cony. D'Her­bi­gny oba­wiał się jed­nak jego wy­da­le­nia, gdyby jego dzia­łal­ność zo­stała wy­kryta.

Mimo tego udał się wraz z Ne­veu do Char­kowa, a póź­niej już sam do Ode­ssy, Ki­jowa i Le­nin­gradu, gdzie bez pro­ble­mów udzie­lił sa­kry czte­rem bi­sku­pom. Nie­stety, na­wet w tam­tych he­ro­icz­nych cza­sach tajne ope­ra­cje były dzia­łal­no­ścią wy­ma­ga­jącą pod­sta­wo­wego prze­szko­le­nia i so­lid­nej dozy sza­leń­stwa. Naj­wy­raź­niej jed­nego i dru­giego mu bra­ko­wało. Od mo­mentu jego przy­by­cia do Mo­skwy GPU miało go na ce­low­niku, nad­zo­ro­wało i po­zwa­lało mu swo­bod­nie dzia­łać po to tylko, aby wy­kryć całą siatkę. Po jego wy­jeź­dzie po­li­cja za­częła nie­jaw­nych bi­sku­pów wy­ła­py­wać. Na wol­no­ści po­zo­stał tylko bi­skup Ne­veu, naj­wi­docz­niej­szy i naj­le­piej - dzięki swemu fran­cu­skiemu oby­wa­tel­stwu - chro­niony. Mógł on je­dy­nie przez am­ba­sadę fran­cu­ską po­in­for­mo­wać ojca d'Her­bi­gny o ka­ta­stro­fie. Nie wy­cią­ga­jąc żad­nych wnio­sków z tej po­rażki, Wa­ty­kan wy­słał go w trze­cią po­dróż - rów­nie ści­śle nad­zo­ro­waną i tak samo da­remną.

W 1933 roku Fri­son, ostatni ka­to­licki bi­skup w ZSRS, prze­by­wa­jąc już w aresz­cie do­mo­wym, zo­stał oskar­żony o de­mo­ra­li­za­cję nie­let­nich. Oskar­że­nia o nie­mo­ral­ność były wów­czas ulu­bioną tak­tyką GPU. Po chwili re­flek­sji mon­si­gnore Fri­son był osta­tecz­nie są­dzony pod za­rzu­tem szpie­go­stwa na rzecz Nie­miec. Oj­ciec Braun do­no­sił, że zo­stał stra­cony w czerwcu 1937 roku. W la­tach 1917-1939 aresz­to­wano pra­wie ty­siąc ka­to­lic­kich księży miesz­ka­ją­cych na te­ry­to­rium Ro­sji. Więk­szość z nich zmarła w wię­zie­niach, obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych lub przy pra­cach przy­mu­so­wych. Wszyst­kie in­sty­tu­cje re­li­gijne zo­stały za­mknięte. Pu­bli­ka­cje o cha­rak­te­rze re­li­gij­nym zo­stały za­ka­zane.

Sam fakt, że udało mu się ze­brać in­for­ma­cje w te­re­nie, na­wią­zać kon­takty i po­wró­cić ży­wym, przy­nio­sło d'Her­bi­gny'emu znaczne uzna­nie Se­kre­ta­riatu Stanu. W 1930 roku zo­stał mia­no­wany prze­wod­ni­czą­cym ko­mi­sji do spraw Ro­sji, zwa­nej Pro Rus­sia, i za­jął sta­no­wi­sko pre­fekta kon­gre­ga­cji. Jed­nak awans ten przy­spo­rzył mu rów­nież w Ku­rii po­tęż­nych nie­przy­ja­ciół.

GPU wy­słało do Pa­ryża i Rzymu swo­ich szpie­gów. Po­dej­rze­wano ich o in­fil­tra­cję ko­mi­sji Pro Rus­sia. 28 marca 1930 roku Ne­veu na­pi­sał: "W Mo­skwie mówi się, że nasi de­tek­tywi pró­bo­wali prze­jąć ar­chiwa ko­mi­sji na rzecz Ro­sji". "La Croix" z 28 kwiet­nia utrzy­my­wał jed­nak, że po­gło­ska ta jest bez­pod­stawna. W Rzy­mie wo­kół d'Her­bi­gny'ego byli szpie­dzy. W li­sto­pa­dzie 1932 roku w Wa­ty­ka­nie wy­bu­chła afera Ale­xan­dre'a Deub­nera. Był on sy­nem ka­to­lic­kiego mę­czen­nika, księ­dza Je­ana Deub­nera16, w la­tach 1923-1932 wię­zio­nego, a na­stęp­nie w 1936 roku za­mor­do­wa­nego. Jego sio­stra wy­szła za mąż za syna Klary Ze­tkin, jed­nej z czo­ło­wych po­staci re­wo­lu­cji bol­sze­wic­kiej. Uro­dzony w 1899 roku Alek­san­der otrzy­mał u asump­cjo­ni­stów wy­kształ­ce­nie du­chowne i w 1926 roku przy­jął świę­ce­nia ka­płań­skie. Po­wie­rzono mu po­sługę dusz­pa­ster­ską wśród ro­syj­skich ka­to­li­ków w Ni­cei i Can­nes. Z uwagi na nie­sta­bilny tem­pe­ra­ment, po­cząt­kowo przy­łą­czył się do Ko­ścioła pra­wo­sław­nego, na­stęp­nie wy­ra­ził skru­chę i jako pen­ni­tent sta­wił się w Rzy­mie. D'Her­bi­gny zle­cił mu pracę tłu­ma­cza. Deub­ner zo­stał szybko oskar­żony o agen­turę na rzecz GPU i o za­bra­nie do­ku­men­tów mo­gą­cych po­słu­żyć do aresz­to­wa­nia księży w ZSRS. W Pol­sce sprawę wy­ol­brzy­miono, aby d'Her­bi­gny'ego zdys­kre­dy­to­wać. Oj­ciec Le­dó­chow­ski, wszech­władny ge­ne­rał je­zu­itów, ży­wił co­raz więk­szą nie­chęć do tego księ­dza, który w ad­mi­ni­stra­cji je­zu­ic­kiej spy­chał go w cień i miał do­stęp do ucha sa­mego pa­pieża.

So­wiec­kie służby wy­wia­dow­cze przy­go­to­wały - lub wy­ko­rzy­stały - prze­ciwko niemu "sprawę z ko­bietą", która miała do­pro­wa­dzić do jego upadku. Le­dó­chow­ski wy­ko­rzy­stał tę oka­zję i do­pro­wa­dził do jego usu­nię­cia do klasz­toru, nie da­jąc mu re­al­nej moż­li­wo­ści obrony przed pa­pie­żem17. Czy dał się zwieść so­wiec­kiej dez­in­for­ma­cji, czy też wy­ko­rzy­stał skan­dal, by usu­nąć d'Her­bi­gny'ego, któ­rego uznał za zbyt nie­roz­waż­nego w sto­sunku do pia­sto­wa­nego sta­no­wi­ska? Tak czy ina­czej, Le­dó­chow­ski po­ru­szył rów­nież in­nymi pion­kami, ta­kimi jak oj­ciec Jo­seph Le­dit, który to­wa­rzy­szył d'Her­bi­gny'emu w dro­dze do ZSRS. Wy­ko­rzy­sty­wał też po­ten­cjalne so­ju­sze spoza struk­tur Ko­ścioła.

Przy­kła­dowo, ist­niało EIA (En­tente In­ter­na­tio­nale An­ti­com­mu­ni­ste - Mię­dzy­na­ro­dowe Po­ro­zu­mie­nie An­ty­ko­mu­ni­styczne), ro­dzaj anty-III Mię­dzy­na­ro­dówki, za­ło­żone przez pro­te­stanc­kiego praw­nika z Ge­newy, Théo­dore'a Au­berta, i ro­syj­skiego ze­słańca, na­czel­nego le­ka­rza woj­sko­wego Geo­r­ges'a Lo­dy­gen­skiego. W la­tach 20. i 30. Au­bert wy­róż­nił się w "spra­wie Con­ra­diego", w któ­rej do­pro­wa­dził do unie­win­nie­nia mor­dercy ra­dziec­kiego de­le­gata na kon­fe­ren­cji w Lo­zan­nie w maju 1923 roku (co do­pro­wa­dziło do po­waż­nego in­cy­dentu dy­plo­ma­tycz­nego z Mo­skwą). Opro­mie­niony swoim zwy­cię­stwem, Au­bert stwo­rzył w Pa­ryżu or­ga­ni­za­cję mię­dzy­na­ro­dową ma­jącą na celu zjed­no­cze­nie wszyst­kich "eu­ro­pej­skich pa­trio­tów" w walce z Ko­min­ter­nem (Kom­mu­ni­sti­czje­skij In­ter­na­cio­nał - Mię­dzy­na­ro­dówka Ko­mu­ni­styczna). Za­ko­rze­nione na po­czątku w pro­te­stan­ty­zmie, EIA stop­niowo zbli­żało się co­raz bar­dziej do ka­to­li­cy­zmu.

Pod ko­niec 1929 roku Sto­lica Apo­stol­ska za­ostrzyła swoje sta­no­wi­sko wo­bec ZSRS. Droga do zbli­że­nia z Ku­rią po­zo­sta­wała wciąż jed­nak otwarta. Za­cho­wu­jąc ostroż­ność, Wa­ty­kan nie prze­ka­zy­wał ni­czego bez­po­śred­nio i pre­fe­ro­wał ko­rzy­sta­nie ze świec­kich po­śred­ni­ków. Związ­kowe skrzy­dło EIA, a mia­no­wi­cie MTCR (Mo­uve­ment des Tra­va­il­leurs Chrétiens Rus­ses - Ro­syj­ski Chrze­ści­jań­ski Ruch Ro­bot­ni­czy), za­pro­po­no­wało wy­sy­ła­nie przez gra­nicę fiń­ską pa­czek do ZSRS, z wy­ko­rzy­sta­niem po­śred­nic­twa za­przy­jaź­nio­nych ma­ry­na­rzy.

Po­cząw­szy od 1933 roku EIA i jego ko­re­spon­denci utwo­rzyli nie­for­malną, in­spi­ro­waną re­li­gią ko­mi­sję Pro Deo, któ­rej prze­wo­dził Ro­sja­nin Geo­r­ges Lo­dy­gen­sky. Ko­mi­sja ta, skła­da­jąca się po równo z osób świec­kich i du­chow­nych trzech wy­znań chrze­ści­jań­skich - ka­to­lic­kiego, pro­te­stanc­kiego i pra­wo­sław­nego - opra­co­wała pro­gram po­mocy wier­nym w Ro­sji (prze­sy­ła­nie ikon i tek­stów, za po­śred­nic­twem ra­dia) oraz za­fun­do­wała so­bie am­ba­sa­do­rów. Roz­po­częła rów­nież nie­ofi­cjalną współ­pracę z je­zu­itami, bę­dą­cymi z ko­mu­ni­zmem na se­kret­nej sto­pie wo­jen­nej.

Le­dó­chow­ski wi­dział w Lo­dy­gen­skim bar­dziej po­moc­nika niż peł­no­praw­nego part­nera. W 1936 roku As­so­cia­ted Press ogło­siła, że Wa­ty­kan two­rzy mię­dzy­na­ro­dową or­ga­ni­za­cję zrze­sza­jącą ka­to­li­ków i pro­te­stan­tów, opartą na ist­nie­ją­cych w po­szcze­gól­nych pań­stwach ko­mi­te­tach Pro Deo. Wy­wo­łało to wście­kłość Se­kre­ta­riatu Stanu, który po­czuł się zmu­szony do wy­da­nia de­menti, wy­ja­śnia­jąc, że Pro Deo jest or­ga­ni­za­cją świecką dzia­ła­jącą z wła­snej ini­cja­tywy. Mo­sty zo­stały wów­czas ofi­cjal­nie spa­lone... ale je­zu­ici zdo­łali już za­bez­pie­czyć dla tego ru­chu naj­przy­dat­niej­sze kon­takty18.

Po afe­rze d'Her­bi­gny'ego spra­wu­jący już wła­dzę ab­so­lutną Sta­lin uznał Ko­ściół za nie­bez­pieczny i na­dal uważ­nie kon­tro­lo­wał sy­tu­ację. W la­tach 30. i 40. XX wieku ro­syj­skie służby wy­wia­dow­cze po­strze­gały pa­pie­stwo jako cen­trum do­wo­dze­nia mię­dzy­na­ro­do­wej siatki szpie­gow­skiej, któ­rej ce­lem jest kon­tro­wa­nie dzia­łań Mię­dzy­na­ro­dówki Ko­mu­ni­stycz­nej.

W la­tach 30. XX wieku trze­cim istot­nym pro­ble­mem dla Se­kre­ta­riatu były Niemcy i sta­wiany w re­la­cjach z nimi cel w po­staci na­ro­do­wego kon­kor­datu. Znany ze swo­ich nie­miec­kich sym­pa­tii Pa­celli wy­da­wał się wła­ści­wym czło­wie­kiem do tego za­da­nia, ze względu na po­wią­za­nia, ja­kie na­wią­zał z eli­tami tego kraju, a zwłasz­cza z przy­wód­cami par­tii ka­to­lic­kiej. Po ob­ję­ciu wła­dzy w stycz­niu 1933 roku Hi­tler po­le­cił swo­jemu wi­ce­kanc­le­rzowi von Pa­pe­nowi roz­po­czę­cie roz­mów z li­de­rem Chrze­ści­jań­skiej Par­tii Cen­trum, ar­cy­bi­sku­pem Ka­asem, w celu wy­ne­go­cjo­wa­nia wa­run­ków kon­kor­datu. Na tym eta­pie Hi­tler po­trze­bo­wał pa­pieża do le­gi­ty­mi­za­cji swo­jego re­żimu, tak jak przed nim Mus­so­lini... Pa­pież i jego se­kre­tarz stanu, za­śle­pieni an­ty­mark­si­stow­ską pro­pa­gandą Füh­rera, wpa­dli w jego pu­łapkę i za­ak­cep­to­wali za­sadę "od­po­li­tycz­nie­nia" nie­miec­kiego du­cho­wień­stwa w za­mian za kon­kor­dat, który tym bar­dziej miał się oka­zać hojny, im mniej miał być prze­strze­gany. Praw­do­po­dob­nie na­dal obaj wie­rzyli, że kon­ser­wa­ty­ści będą w sta­nie utrzy­mać Hi­tlera w ry­zach, aby stop­niowo nor­ma­li­zo­wać re­żim, skoro nie skon­so­li­do­wał on jesz­cze w pełni swej wła­dzy. Sprawa zo­stała szybko za­ła­twiona, a 20 lipca 1933 roku miała miej­sce ce­re­mo­nia pod­pi­sa­nia trak­tatu. Cen­trum i Ba­war­ska Par­tia Ka­to­licka na­tych­miast ule­gły sa­mo­roz­wią­za­niu. Nie­miec­kich ka­to­li­ków za­pew­niono o zgod­no­ści ich wiary z na­ro­do­wym so­cja­li­zmem. Wraz z uci­sze­niem du­cho­wień­stwa Hi­tler miał w tej kwe­stii wolną rękę. Pod­czas "nocy dłu­gich noży" w czerwcu 1934 roku przy­wódcy ka­to­liccy zo­stali wy­mor­do­wani. Praw­dziwa kam­pa­nia prze­śla­do­wań miała być skie­ro­wana prze­ciwko dy­gni­ta­rzom Ko­ścioła i ka­to­lic­kim or­ga­ni­za­cjom.

Mimo ra­ty­fi­ka­cji kon­kor­datu we wrze­śniu 1933 roku, nie osła­bła kry­tyka ze strony nie­za­leż­nych pra­ła­tów. Ar­cy­bi­skup Mo­na­chium, kar­dy­nał von Faul­ha­ber, wy­gło­sił se­rię ka­zań an­ty­hi­tle­row­skich. Był uwa­żany przez sztab Him­m­lera za "du­cho­wego przy­wódcę ka­to­lic­kiego oporu wo­bec na­ro­do­wo­so­cja­li­stycz­nego pań­stwa". Kar­dy­nał zo­stał po­tę­piony przez or­gan par­tii na­ro­do­wo­so­cja­li­stycz­nej "Völ­ki­scher Be­obach­ter" jako przy­wódca "ośrodka roz­pu­sty i ko­rup­cji"19. Nie mógł też li­czyć na jed­no­gło­śne po­par­cie. W okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym w Ku­rii pa­no­szyły się bar­dzo zróż­ni­co­wane nurty. Na dru­gim po­li­tycz­nym bie­gu­nie Au­striak Alois Hu­dal, rek­tor ko­ścioła nie­miec­kiego Santa Ma­ria dell'Anima w Rzy­mie, był bli­ski ideom na­zi­stow­skim, które uwa­żał za zgodne z na­uką Ko­ścioła. W 1936 roku opu­bli­ko­wał książkę Pod­stawy na­ro­do­wego so­cja­li­zmu, która wy­wo­łała w Ku­rii skan­dal.

Na po­czątku 1937 roku pa­pież pra­gnął za­jąć zde­cy­do­wane sta­no­wi­sko prze­ciwko bru­tal­nym dzia­ła­niom skie­ro­wa­nym ku or­ga­ni­za­cjom ka­to­lic­kim i kam­pa­niom pra­so­wym prze­ciw Sto­licy Apo­stol­skiej. Na­pię­cia mię­dzy Ber­li­nem a Rzy­mem były tak duże, że pa­pież mógł stra­cić twarz. W stycz­niu w Rzy­mie zor­ga­ni­zo­wano tajną kon­fe­ren­cję, na któ­rej spo­tkali się wy­soko po­sta­wieni pra­łaci z Nie­miec.

Po­mimo po­gar­sza­ją­cego się stanu zdro­wia Pius XI był zde­ter­mi­no­wany i po­sta­no­wił po­ta­jem­nie na­pi­sać en­cy­klikę prze­ciwko na­zi­zmowi. Je­dy­nym jego współ­pra­cow­ni­kiem, który pra­co­wał z nim nad tym do­ku­men­tem, był Pa­celli. En­cy­klika Mit Bren­nen­der Sorge (Z pa­lącą tro­ską), da­to­wana na 14 marca, zo­stała po­ta­jem­nie wy­dru­ko­wana i ro­ze­słana za po­mocą ku­rie­rów prze­miesz­cza­ją­cych się poza dro­gami pu­blicz­nymi w celu omi­nię­cia po­li­cyj­nych po­ste­run­ków kon­tro­l­nych, aby bez­po­śred­nio do­star­czyć go 26 nie­miec­kim bi­sku­pom. Aby unik­nąć wszel­kiej cen­zury, tekst miał być od­czy­tany w ca­łych Niem­czech pod­czas na­bo­żeń­stwa 22 marca. Ton wy­po­wie­dzi był dość umiar­ko­wany, ale jego treść sta­no­wiła bar­dzo zde­cy­do­wane po­tę­pie­nie na­ru­szeń kon­kor­datu i wska­zy­wała na nie­zgod­ność ide­olo­gii na­ro­do­wego so­cja­li­zmu z ka­to­lic­kimi war­to­ściami.

Ak­cja spo­wo­do­wała ogromne za­sko­cze­nie i wście­kłość re­żimu! Ge­stapo na­tych­miast skon­fi­sko­wało wszyst­kie eg­zem­pla­rze en­cy­kliki. Hi­tler w prze­mó­wie­niu pierw­szo­ma­jo­wym oświad­czył, że nie bę­dzie to­le­ro­wał żad­nego kwe­stio­no­wa­nia swo­jej wła­dzy. Go­eb­bels na­ka­zał druk pro­pa­gan­do­wej bro­szury po­tę­pia­ją­cej fi­nan­sowe i sek­su­alne skan­dale Wa­ty­kanu. Prze­kaz był ja­sny - na­le­żało pod­wa­żyć wi­ze­ru­nek Ko­ścioła. Już w 1935 roku wsz­częto kilka pro­ce­sów i kam­pa­nii pra­so­wych prze­ciwko za­ko­nom oskar­żo­nym o prze­stęp­stwa fi­nan­sowe; in­we­sto­wały one w końcu swoje ak­tywa w ob­li­ga­cje rządu Sta­nów Zjed­no­czo­nych, co sta­no­wiło na­ru­sze­nie za­kazu wy­wozu ka­pi­tału. W maju pro­ces sióstr od Świę­tego Win­cen­tego a Paulo w Ko­lo­nii tra­fił na pierw­sze strony ga­zet - ujaw­niono, że za­kon­nice rze­komo prze­my­cały z kraju pliki bank­no­tów, ukryte pod swymi ha­bi­tami.

Pro­cesy tego ro­dzaju koń­czyły się wy­so­kimi grzyw­nami, a na­wet wy­ro­kiem pracy przy­mu­so­wej dla sio­stry Wer­nery, se­kre­tarki pro­win­cji za­konu. Na­stęp­nego roku wy­bu­chła jesz­cze bar­dziej że­nu­jąca kam­pa­nia pra­sowa wo­kół pro­cesu w Ko­blen­cji, w któ­rym 276 fran­cisz­ka­nów zo­stało oskar­żo­nych o "skan­da­licz­nie nie­mo­ralne po­stę­po­wa­nia". Styg­ma­ty­zo­wano ho­mo­sek­su­alizm za­kon­ni­ków, oskar­ża­jąc ich o akty pe­do­fi­lii wo­bec po­wie­rzo­nych ich opiece dzieci. Pro­ces od­był się rów­nie szybko, jak te, które to­czyły się w tym sa­mym cza­sie w Mo­skwie. Wy­daje się, że po­łą­czono w tej spra­wie kilka osob­nych zda­rzeń.

W 1937 roku po­wró­cono do po­stę­po­wań pro­ce­so­wych. W Niem­czech aresz­to­wano 1,1 tys. księży, z któ­rych 304 de­por­to­wano do Da­chau. W oczach na­zi­stów sprawa Ko­ścioła ka­to­lic­kiego nie była już je­dy­nie kwe­stią bez­pie­czeń­stwa we­wnętrz­nego, ale stała się aferą mię­dzy­na­ro­dową, którą na­le­żało ści­śle kon­tro­lo­wać. Nie­miec­kie służby wy­wia­dow­cze, po­dob­nie jak ich ro­syj­skie od­po­wied­niki, były prze­ko­nane, że pa­pież stoi na czele roz­le­głej siatki wy­wia­dow­czej roz­cią­gnię­tej na cały świat. Po­strze­gały one Ko­ściół jako ogromną tajną or­ga­ni­za­cję, w któ­rej każdy przed­sta­wi­ciel od­gry­wał swoją par­tię w or­kie­strze dy­ry­go­wa­nej przez Wa­ty­kan. Za naj­nie­bez­piecz­niej­sze uwa­żano za­kony, zwłasz­cza je­zu­itów.

19 marca, kilka dni po Mit Bren­nen­der Sorge, Pius XI pod­pi­sał nową en­cy­klikę Di­vini Re­demp­to­ris (Bo­ski Od­ku­pi­ciel), tym ra­zem po­tę­pia­jąc ate­istyczny ko­mu­nizm. Miał to być spo­sób na tym­cza­sowe zrów­no­wa­że­nie szali po­przez od­rzu­ce­nie za jed­nym za­ma­chem obu to­ta­li­ta­ry­zmów.

W na­stęp­nym roku nad­cią­gnęły ciemne chmury. W 1938 roku Au­stria zna­la­zła się pod oku­pa­cją nie­miecką; w li­sto­pa­dzie "noc krysz­ta­łowa" dała nie­miec­kiej lud­no­ści ży­dow­skiej od­czuć grozę an­ty­se­mic­kiej hi­ste­rii (spa­lono 119 sy­na­gog, zgi­nęła po­nad setka osób, a 20 tys. de­por­to­wano). Pius XI odło­żył wów­czas na bok wszel­kie dy­plo­ma­tyczne względy i otwar­cie po­tę­pił an­ty­se­micką po­li­tykę na­zi­stów. Na po­czątku 1939 roku współ­pra­co­wał z pew­nym ame­ry­kań­skim je­zu­itą nad nową en­cy­kliką. Wieść o niej do­tarła do nie­miec­kiego du­cho­wień­stwa. Na­zi­stow­skie służby spe­cjalne miały jed­nak czas na zwer­bo­wa­nie wśród miej­sco­wego kleru in­for­ma­to­rów.

Ze wszyst­kich stron kon­fliktu II wojny świa­to­wej na­zi­stow­skie Niemcy nie­wąt­pli­wie miały naj­wię­cej kon­ku­ru­ją­cych ze sobą służb wy­wia­dow­czych - można je było zna­leźć w Mi­ni­ster­stwie Lot­nic­twa, Ma­ry­narce Wo­jen­nej, Mi­ni­ster­stwie Spraw Za­gra­nicz­nych... i oczy­wi­ście w We­hr­mach­cie i SS (Schutz­staf­fel - Szta­fety Ochronne [NSDAP]). Dzia­łal­ność an­ty­wa­ty­kań­ska nie była przez to bar­dziej sko­or­dy­no­wana niż prze­ciwko in­nym. Niech względy Füh­rera po­zy­ska naj­lep­szy!

Już w 1933 roku SD utwo­rzyła nie­wielką jed­nostkę szpie­gow­ską do zwal­cza­nia re­li­gii, prze­nie­sioną w 1934 roku do Ber­lina i prze­jętą przez Al­berta Har­tla, usu­nię­tego ze stanu du­chow­nego by­łego księ­dza, który nie miał opo­rów przed do­no­sze­niem na swo­ich prze­ło­żo­nych. Z każdą nową no­mi­na­cją bi­skupa lub kar­dy­nała jego ze­spół zbie­rał wy­ma­gane przez mi­ni­ster­stwo lub par­tię in­for­ma­cje. Naj­cen­niej­szym na­byt­kiem był Jo­seph Roth, rów­nież usu­nięty ze stanu du­chow­nego były ksiądz, ocie­ra­jący się o Hi­tlera jesz­cze przed jego doj­ściem do wła­dzy.

Ze­spół Har­tla re­kru­to­wał agen­tów spo­śród du­cho­wień­stwa, wy­ko­rzy­stu­jąc sła­bo­ści nie­któ­rych księży po­dat­nych na szan­taż lub po pro­stu za­stra­sza­nych za­wo­alo­waną groźbą re­pre­sji. We­dług Har­tla, ar­cy­bi­skup Fry­burga Kon­rad Gröber współ­pra­co­wał z SS, oba­wia­jąc się ujaw­nie­nia jego związku z ży­dow­ską ko­chanką.

Zgod­nie z po­wo­jen­nymi prze­słu­cha­niami Har­tla, jego de­par­ta­ment zwer­bo­wał we wszyst­kich die­ce­zjach od 20 do 30 in­for­ma­to­rów, co w skali Nie­miec nie jest liczbą po­wa­la­jącą. Co wię­cej, je­śli opie­rać się na upo­mnie­niach wy­sy­ła­nych przez prze­ło­żo­nych, agenci ci do­star­czyli nie­wiele istot­nych in­for­ma­cji - mal­tre­to­wani księża pró­bo­wali przede wszyst­kim wy­plą­tać się z kło­po­tów, prze­ka­zu­jąc try­wialne in­for­ma­cje okra­szone gar­ścią po­gło­sek20.

Dla Har­tla o wiele cen­niej­sze było po­zy­ska­nie w nun­cja­tu­rze w Ber­li­nie in­for­ma­tora, który otrzy­my­wał wszyst­kie ra­porty od nie­miec­kich bi­sku­pów - był nim praw­do­po­dob­nie oj­ciec We­rhun, do­radca nun­cju­sza Or­se­nigo. Hartl w końcu za­rzu­cił sieć na uni­wer­sy­tety ka­to­lic­kie. Zwer­bo­wał przede wszyst­kim pro­fe­sora z Wy­działu Teo­lo­gicz­nego w Pa­der­born, księ­dza Jo­sefa Mey­era, który zgo­dził się na­pi­sać pracę do­wo­dzącą tezy, że eu­ta­na­zja nie­peł­no­spraw­nych nie jest sprzeczna z my­ślą teo­lo­giczną (!).

Aby uzu­peł­nić swoje do­chody, jed­no­cze­śnie od­da­jąc się po­ży­tecz­nej służ­bie, Hartl pu­bli­ko­wał pod pseu­do­ni­mem dzieła o gwał­tow­nie an­ty­ka­to­lic­kiej wy­mo­wie, które zy­skały pewne uzna­nie.

Jego gwiazda nie świe­ciła jed­nak długo. W 1939 roku jego służba, SD, zo­stała po­łą­czona z Ge­stapo, na któ­rego czele sta­nął He­in­rich Mül­ler, do­wo­dzący już wła­sną ko­mórką do mo­ni­to­ro­wa­nia du­chow­nych, kie­ro­waną przez SS-Sturm­ban­n­füh­rera Eri­cha Ro­tha. Mül­ler nie ce­nił Har­tla, uwa­ża­jąc jego ra­porty za zbyt in­te­lek­tu­alne. Hartl znany był z licz­nych ro­man­sów z przed­sta­wi­ciel­kami per­so­nelu żeń­skiego RSHA (Re­ichs­si­cher­he­it­shaup­tamt - Główny Urząd Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy), usu­nięty ze stanu du­chow­nego były ksiądz bez­myśl­nie chwa­lił się nimi przed swymi ko­le­gami. Prze­kro­czył gra­nicę, czy­niąc agre­sywne za­loty w po­ciągu do atrak­cyj­nej ko­biety... która oka­zała się mał­żonką wy­so­kiej rangi dy­gni­ta­rza SS. Wów­czas to zo­stał prze­nie­siony na Ukra­inę.

Nie zwa­ża­jąc na nie­po­wo­dze­nia, nie­miec­kie służby wy­wia­dow­cze po­znały oko­licz­no­ści po­wsta­nia en­cy­kliki Hu­mani ge­ne­ris uni­tas (O jed­no­ści rasy ludz­kiej), wła­śnie dzięki swoim in­for­ma­to­rom wśród nie­miec­kiego du­cho­wień­stwa. Pierw­szy szkic tego tek­stu zo­stał prze­słany przez pa­pieża do prze­ło­żo­nego ge­ne­ral­nego je­zu­itów, ojca Wło­dzi­mie­rza Le­dó­chow­skiego, który po­wie­rzył jego re­cen­zję re­dak­to­rowi na­czel­nemu je­zu­ic­kiej ga­zety "La Ci­vilta Cat­to­lica", ojcu En­rico Ro­sie. Naj­bar­dziej po­ru­sza­ją­cym aspek­tem tej sprawy było to, że Rosa był wów­czas znany ze swo­ich po­glą­dów an­ty­se­mic­kich! A bio­rąc pod uwagę wi­docz­nie po­gar­sza­jący się stan zdro­wia pa­pieża, można co naj­wy­żej stwier­dzić, że oj­ciec Rosa nie spie­szył się z za­koń­cze­niem swo­jego za­da­nia. Jest cał­kiem moż­liwe, że Le­dó­chow­ski chciał wy­świad­czyć przy­sługę swo­jemu przy­ja­cie­lowi Pa­cel­lemu, który był jed­nym z fa­wo­ry­tów do ob­ję­cia po Piu­sie XI tronu Świę­tego Pio­tra. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że po opu­bli­ko­wa­niu en­cy­klika ta trwale nad­wy­rę­ży­łaby sto­sunki mię­dzy Ko­ścio­łem a na­zi­stow­skim re­żi­mem, czego se­kre­tarz stanu nie pra­gnął. Wy­daje się, że po śmierci pa­pieża Rat­tiego Pa­celli szybko po­sta­rał się, by bru­liony en­cy­kliki znik­nęły i prze­pa­dły w mro­kach wa­ty­kań­skich ar­chi­wów, a może też zro­biono to, aby wyjść na­prze­ciw jego ocze­ki­wa­niom.

Po­zy­cja Pa­cel­lego w struk­tu­rach Ko­ścioła, nie­za­chwiane za­ufa­nie, ja­kim ob­da­rzył go Pius XI, jego po­zy­cja ka­mer­linga i do­świad­cze­nie dy­plo­ma­tyczne, wszyst­kie te czyn­niki do­pro­wa­dziły do tego, że bez­pro­ble­mowo zo­stał wy­brany w trze­ciej tu­rze kon­klawe. Kry­zys po­li­tyczny wy­ło­nił po­li­tycz­nego pa­pieża. Kar­dy­na­ło­wie wy­brali Pa­cel­lego, uwa­ża­jąc go za uta­len­to­wa­nego i do­świad­czo­nego dy­plo­matę. Mó­wił więk­szą liczbą ję­zy­ków niż któ­ry­kol­wiek z jego po­przed­ni­ków. Nie ozna­cza to jed­nak, że nie miał wad - był osobą skrytą i nie­śmiałą, żeby nie rzec, wręcz bo­jaź­liwą. Wo­bec swego oto­cze­nia oka­zy­wał silne emo­cje. Jego tem­pe­ra­ment gra­ni­czył nie­kiedy z pa­ra­noją. Przed za­twier­dze­niem tego czy in­nego urzęd­nika wa­ty­kań­skiego, zle­cał prze­pro­wa­dze­nie w jego spra­wie śledz­twa. Był też pierw­szym pa­pie­żem, który ob­jął in­wi­gi­la­cją część Wa­ty­kanu. Już w pierw­szych dniach swo­jego pon­ty­fi­katu po­sta­no­wił wy­po­sa­żyć swoją bi­blio­tekę, w któ­rej przyj­mo­wał zna­mie­ni­tych go­ści, w sys­tem re­je­stro­wa­nia dźwięku. Na­wet Se­kre­ta­riat nie był o tym po­in­for­mo­wany... Wie­dzieli o tym tylko dy­rek­tor Ra­dia Wa­ty­kań­skiego, oj­ciec Le­iber, a także garstka tech­ni­ków. Ci ostatni pra­co­wali w przed­sionku przy­le­ga­ją­cym do bi­blio­teki. In­sta­la­cję mi­kro­fo­nów prze­pro­wa­dził wy­na­lazca te­le­grafu bez­prze­wo­do­wego, Gu­glielmo Mar­coni, który już w 1931 roku zbu­do­wał wa­ty­kań­ską cen­tralę te­le­fo­niczną i na­wią­zał po­łą­cze­nie ra­diowe z let­nią pa­pie­ską re­zy­den­cją w Ca­stel Gan­dolfo21.

Le­dwo zo­stał wy­brany, a już Pius XII sta­nął w ob­li­czu mar­szu ku woj­nie; za­ję­cie Cze­cho­sło­wa­cji przez Hi­tlera skło­niło Fran­cu­zów i Bry­tyj­czy­ków do po­rzu­ce­nia po­li­tyki ustępstw i za­ofe­ro­wa­nia po­mocy za­gro­żo­nym agre­sją pań­stwom. Pius XII opo­wia­dał się za próbą no­wego po­jed­na­nia z Hi­tle­rem - uwa­żał się bo­wiem za "pa­pieża po­koju".

Bez po­wia­do­mie­nia reszty Ku­rii, Ro­bert Le­iber zo­stał upo­waż­niony do na­wią­zy­wa­nia kon­tak­tów, na­wet tych naj­bar­dziej ry­zy­kow­nych. I tak spo­tkał się z po­dej­rza­nym han­dla­rzem sprzętu woj­sko­wego, do­stawcą Trze­ciej Rze­szy, szwedz­kim prze­my­słow­cem Bir­ge­rem Dah­le­ru­sem. Od jego do­staw, za­ka­za­nych przez zwy­cięz­ców z 1918 roku, za­leżna była Luft­waffe. Dah­le­rus uzy­skał zgodę Göringa na wy­jazd do Lon­dynu w celu omó­wie­nia po­koju w opar­ciu o wło­sko-wa­ty­kań­ski plan. Ale gdy Göring ra­por­to­wał o tym Hi­tle­rowi, An­glia wła­śnie wy­po­wie­działa wojnę...22

Już 5 maja 1939 roku Pius XII za­pro­po­no­wał głów­nym rzą­dom zor­ga­ni­zo­wa­nie kon­fe­ren­cji po­ko­jo­wej. Ini­cja­tywa ta spo­tkała się z nie­wiel­kim po­par­ciem. Bę­dąc prag­ma­ty­kiem, pa­pież uwa­żał, że nie ma in­nego wy­boru, jak tylko z Hi­tle­rem współ­pra­co­wać, skoro był on u wła­dzy. Jego umiar­ko­wa­nie wo­bec re­żimu na­zi­stow­skiego iry­to­wało fran­cu­skie i bry­tyj­skie służby spe­cjalne... a na­wet nie­któ­rych pra­ła­tów.

Koniec darmowego fragmentu. Reszta treści w pełnej wersji książki.

Ty­tuł ory­gi­nału: Les Espions du Va­ti­can

? Édi­tions No­uveau Monde, 2021-24

Pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Le­ster Li­te­rary Agency

Co­py­ri­ght ? 2024 by Yvon­nick De­noël

Co­py­ri­ght ? Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o., 2026

Co­py­ri­ght ? for the Po­lish trans­la­tion by Ar­tur Fo­ryt, 2026

Re­dak­torka na­by­wa­jąca

Pau­lina Sur­niak

Re­dak­torzy pro­wa­dzący

Ma­rek Da­ro­szew­ski, Agata Łu­gow­ska

Mar­ke­ting i pro­mo­cja

Agata Gać, Ka­ta­rzyna Schin­kel-Bar­ba­rzak

Re­dak­cja

Anna Bo­land

Ko­rekta

Marta Sa­ła­pata-Do­skocz, Agnieszka Czap­czyk

Skład i ła­ma­nie

Ma­te­usz Cze­kała - cze­kala.net.pl

Pro­jekt okładki i strony ty­tu­łowe

Magda Bloch

Fo­to­gra­fia na okładce

An­to­nio Ma­siello | Getty Ima­ges

Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie.

ISBN 978-83-69003-18-4

Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o.

ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań

tel.: 61 853-99-10

re­dak­cja@wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl

www.wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl