Rozdział 1
"NAJBOGATSZY WŁÓCZĘGA EUROPY"
Nobel - nazwisko, które chyba każdy kojarzy, ale niewielu wie coś więcej o fundatorze jednej z najbardziej prestiżowych nagród. Jego biografia jest spektakularnym przykładem nowego typu biznesmena XIX wieku, kapitalisty, którego energia, ambicja i pomysłowość nie znały granic. Nobel wymyślił dla siebie motto: "Mój dom jest moją pracą, a moja praca jest wszędzie"7.
Przez całe życie nie miał prawdziwej ojczyzny. Ten słynny Szwed opuścił swój kraj w wieku dziewięciu lat i wracał tylko na bardzo krótkie pobyty. Nie zależało mu na zachowaniu obywatelstwa. Był wyjątkowo skomplikowanym człowiekiem. Mówił płynnie po szwedzku, niemiecku, angielsku, francusku, rosyjsku i włosku, pisał sztuki teatralne i poezję po angielsku i czytał znacznie więcej niż większość wykształconych ludzi, nie wspominając o milionerach-wynalazcach.
W swoim czasie jego dynamit był najbardziej niszczycielską, ale i konstruktywną bronią, jaką kiedykolwiek wynaleziono - a w istocie - jednym z największych wynalazków stulecia. Ten sam człowiek, który ustanowił nagrodę mającą łagodzić ludzkie cierpienia, nie był pozbawiony złośliwego rysu. Lubił opowiadać znajomym o swoim planie wzniesienia wystawnej rezydencji w Paryżu, w której potencjalni samobójcy mogliby umierać w luksusowych warunkach, zamiast tonąć w zimnej, brudnej Sekwanie. "Orkiestra pierwszej klasy" grałaby tylko "najpiękniejszą muzykę"8.
Immanuel Nobel (ojciec Alfreda) - który, podobnie jak jego synowie, zawsze myślał na wielką skalę - już w wieku dwudziestu kilku lat opatentował strugarkę, prasę z dziesięcioma walcami i maszynę rotacyjną, ale nie odniósł sukcesu. Eksperymentował z kauczukiem indyjskim do zastosowań chirurgicznych i wymyślił barkę, która... zatonęła. Wynalazł pływający plecak dla żołnierzy, ale armia nie była nim zainteresowana.
Na początku XIX wieku proch strzelniczy był jedynym środkiem służącym do wysadzania milionów ton ziemi, którą trzeba było usunąć. Był jednak wysoce nieskuteczny i to skłoniło Immanuela Nobla do rozważań o materiałach wybuchowych. Dokształcił się trochę z chemii, a w 1837 roku udało mu się doprowadzić do wybuchu kilku chemikaliów. Ale wysadziły one również jego warsztat, co wystraszyło sąsiadów, więc władze zakazały dalszej pracy.
Pierwszym patentem Alfreda Nobla był licznik gazu. To, że przeszedł na materiały wybuchowe, było spowodowane głównie nową obsesją jego ojca - nie udało się wynaleźć samobieżnej torpedy, potem spekulował o szkoleniu fok do przenoszenia materiałów wybuchowych. Jednak to nitrogliceryna stała się kolejną pasją Immanuela. Pewien włoski chemik opisał nową substancję w 1847 roku, ale zrezygnował z niej, uznając za zbyt niebezpieczną.
Nikt nie potrafił znaleźć sposobu, aby posługiwać się nią w sposób kontrolowany. Alfred, chemik, został poproszony przez swoich braci o rozwiązanie tego problemu. Był rok 1859, ale dopiero w 1863 roku Nobel znalazł częściową odpowiedź: namaczanie nitrogliceryny w granulowanym proszku znacznie zwiększało siłę eksplozji. Nie zmniejszyło to jednak w istotny sposób zagrożenia związanego z jej użyciem. Już w 1865 roku Alfred dokonał swojego pierwszego ważnego odkrycia.
Wynalazł detonator. Co ciekawe, konstruktorzy bomb atomowych i wodorowych wykorzystują tę samą zasadę detonatora, która polega na tym, że niewielka ilość jednego materiału wybuchowego może zapalić inny. Odrobina piorunianu rtęci, pełniąca funkcję spłonki nitrogliceryny, sprawiła, że ten niebezpiecznie lotny związek chemiczny stał się stosunkowo bezpieczny w użyciu.
Alfred założył fabrykę w Hamburgu, aby produkować swój nowy wynalazek, który stał się światowym hitem. Jednak nitrogliceryna pozostała nieprzewidywalna, a jej użytkownicy często obchodzili się z nią lekkomyślnie, co przyniosło katastrofalne skutki. W 1865 roku pewien sprzedawca wysadził budynek w Nowym Jorku, rannych zostało osiemnaście osób. W następnym miesiącu w Bremerhaven zginęło dwadzieścia osiem osób, a ponad dwieście zostało rannych. Do kolejnej makabrycznej eksplozji doszło w Sydney w Australii.
W 1866 roku Nobel przybył do Nowego Jorku - z dwunastoma skrzynkami nitrogliceryny! - aby nadzorować swoją New York Blasting Oil Company. Tam otrzymał wiadomość o następnej katastrofie, w San Francisco, w której zginęło kilkanaście osób. Inne eksplozje w Kalifornii i Liverpoolu wkrótce przyniosły kolejnych zabitych lub rannych.
Nobel szybko opatentował swój dynamit w całej Europie i Ameryce. Zaledwie w ciągu ośmiu lat zbudował piętnaście fabryk dynamitu, oplatając nimi stary kontynent i USA. Trudno było przekonać Rosję, ponieważ zamachowcy wykorzystali dynamit do zamachu na cara. W 1870 roku, podczas wojny francusko-pruskiej, Nobel dostarczał dynamit obu stronom, dowodząc, że biznes nie zna sentymentów.
Nobel miał jeszcze przed sobą dwa ważne i niezwykle dochodowe wynalazki. W 1875 roku obniżył temperaturę zamarzania nitrogliceryny i w ten sposób wyprodukował "wybuchową żelatynę", otwierając wachlarz nowych zastosowań inżynieryjnych i wojskowych. W 1887 roku opatentował bezdymny proch zwany balistytem, wynalazek, który miał największy wpływ na wszystkie projekty broni od lat dziewięćdziesiątych XIX wieku do 1914 roku.
Ale osobisty koszt tych wynalazków był wysoki. Liczne porażki Alfreda na drodze do jego odkryć były wyśmiewane przez ojca i starszych braci. Kiedy nadszedł triumf, Immanuel obraził Alfreda, oświadczając, że to on jako pierwszy wpadł na ten udany pomysł. Co gorsza, w 1864 roku najmłodszy syn Nobla, Emil, zmarł w wieku dwudziestu jeden lat w wyniku wybuchu nitrogliceryny. Niedługo potem ojciec doznał poważnego udaru. W końcu wyzdrowiał na tyle, by zająć się dalszą działalnością.
Ostatnie lata życia Alfreda nie były spokojne. Jego gigantyczna francuska firma upadła. Nobel, jako członek zarządu, mógł zgodnie z prawem francuskim zostać pociągnięty do odpowiedzialności w pełnym zakresie swojego majątku i w ten sposób zostać unicestwiony. Zreorganizował firmę i wyszedł z tego cało. W międzyczasie trwała batalia prawna z dwoma brytyjskimi wynalazcami, którym ufał, ale którzy teraz twierdzili, że niezależnie wynaleźli balistyt Nobla pod nazwą kordytu.
Brytyjski sąd przyznał dwóm Brytyjczykom tylko symboliczne zwycięstwo, a Nobel dał wyraz swojej frustracji w satyrze zatytułowanej Patent Bacillusa. Uważany za dziwaka i szaleńca, mimo odnoszonych sukcesów nie czuł się szczęśliwy, czego dowodem jest wyznanie: "Powinienem być uduszony"9. Gdy stan jego zdrowia się pogorszył, Alfred zaczął pisać dziwne rzeczy. Jedną z nich był dramat zatytułowany Nemesis o renesansowym szlachcicu Cencim, który zmusił swoją córkę do kazirodztwa. Po śmierci Nobla rodzina próbowała zniszczyć wszystkie egzemplarze, ale trzy kopie przetrwały.
Alfred, "człowiek, którego nikt nie znał", postanowił zostać również filantropem, którego nikt nie znał. Zawsze nienawidził sławy. Zdecydował się na pośmiertną hojność, aby po raz kolejny uniknąć jakiejkolwiek publicznej ingerencji w swoją prywatność. Jego testament w żadnym punkcie nie nakazuje, aby Nagrody nosiły jego imię.
"Nie jestem świadomy - przekonywał - że zasłużyłem na sławę, i nie sprawia mi przyjemności jej hałas"10. Nie ma tu mowy o hipokryzji ani fałszywej skromności, takie stwierdzenie ukazuje człowieka, który, choć miał zamiar czerpać z bogactw świata, jednocześnie nie ufał wartości wszystkich ziemskich rzeczy. Na prośbę bratanka o przekazanie informacji biograficznych odpowiedział sarkastycznie:
Alfred Nobel: jego nędzny półżywot powinien zostać zakończony przy narodzinach przez humanitarnego lekarza, gdy tylko wydał krzyk... Jedno i tylko jedno życzenie: nie zostać pochowanym żywcem. Największy grzech: nie czci Mamony11.
Był postacią pełną kontrastów. "Chciałbym móc wyprodukować substancję o tak przerażającej skuteczności zniszczenia - deklarował - że wojny stałyby się przez to całkowicie niemożliwe". Z kolei asystentowi zwierzył się: "Wprawdzie to, nad czym pracujemy, przypomina wynalazki diabła, ale są one tak interesujące jako czysto techniczne problemy i... wolne od wszelkich rozważań finansowych i handlowych, że są podwójnie fascynujące"12.
Nobel nie cieszył się najlepszym wizerunkiem publicznym. Większość jego biografów uważa, że w dużym stopniu wpłynęła na niego śmierć w Cannes jego brata Ludwiga - lub raczej pomyłkowe informacje dotyczące zgonu Alfreda. Nobel miał okazję - daną nielicznym - czytania swoich nekrologów, z których wiele nie było pochlebnych. Jedna z francuskich gazet użyła nagłówka "Handlarz śmierci nie żyje"13. Podobno oskarżenia, że wzbogacił się, wymyślając nowe sposoby zabijania i okaleczania ludzi, zmotywowały Nobla, aby pozostawić po sobie jakieś chlubne dziedzictwo.
Pewna dwoistość osobowości Alfreda nigdzie nie ujawnia się wyraźniej niż w jego testamencie. Można się jednak zastanawiać, dlaczego Nobel nie ustanowił nagród za życia. Był wystarczająco bogaty, aby to zrobić. Andrew Carnegie, który sfinansował choćby budowę słynnej Carnegie Hall, nie wspominając o powołaniu wielu różnych fundacji, głosił opinię, że: "Człowiek, który umiera... bogaty, umiera zhańbiony".
Być może pierwszy testament napisał w 1889 roku, ale ta wersja nie przetrwała. Zgodnie z jego ostatnią wolą z 1893 roku jedną piątą majątku pozostawił przyjaciołom i krewnym. Kolejne siedemnaście procent miało zostać podzielone pomiędzy Klub Szwedzki w Paryżu, towarzystwo pokojowe w Wiedniu prowadzone przez Berthę von Suttner, Sztokholmską Szkołę Wyższą i Instytut Karolinska w Sztokholmie na nagrody z fizjologii lub medycyny. Pozostała część miała trafić do Szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk na Nagrody za odkrycia intelektualne, których nie określono, oraz na Nagrodę Pokojową.
Testament z 1895 roku drastycznie ograniczył konkretne darowizny dla przyjaciół i krewnych do zaledwie jednej trzydziestej aktywów. Poprzednie zapisy dla Sztokholmskiej Szkoły Wyższej i Wiedeńskiego Towarzystwa Pokoju zostały pominięte. Po raz pierwszy uwzględniono Nagrodę za literaturę. Zamiast wcześniejszego niejasnego sformułowania o "odkryciach intelektualnych" teraz jasno wymieniona została fizyka i chemia. Największym dylematem było to, że Nobel zapisał swój majątek fundacji, która... jeszcze nie istniała. Jak można legalnie mieć nieistniejącego spadkobiercę?
Zszokowane było nie tylko społeczeństwo. Nie mniejsze zdziwienie przeżyli szwedzcy krewni Nobla, niemal całkowicie wydziedziczeni. Żadnego członka rodziny nie wyznaczono na wykonawcę testamentu. Zostali nimi - kolejne zaskoczenie - Ragnar Sohlman i Rudolf Lilljeqvist, dwaj szwedzcy inżynierowie, choć ci nie mieli żadnego doświadczenia prawniczego. Nobel ufał tylko swoim. Alfredowi udało się napisać testament, który był arcydziełem prawnych zawiłości, niejasności i pominięć.
Kolejka pretendentów do spadku była spora: krewni Nobla, kilka szwedzkich akademii, szwedzki rząd, w skład którego w tym czasie wchodził norweski parlament14 i, nie mniej ważny, rząd francuski. W istocie cała sprawa, od początku do końca, wymaga nie historyka, lecz powieściopisarza takiego jak Balzac, kogoś, kto potrafi współczująco, ale satyrycznie oddać urok bogactwa, chciwość krewnych, intrygi prawników, obsesje i fantazje uczonych i intelektualistów oraz ambicje polityków.
Na początek pytanie zasadnicze: czy Nobel był obywatelem Francji, czy Szwecji? Z pewnością nie był Francuzem ani Szwedem w żadnym powszechnym znaczeniu. Urodził się w Szwecji, ale odwiedził ją tylko na krótko po dziewiątym roku życia. Nigdy nie płacił w tym kraju podatków, co stanowiło zwyczajowy dowód bycia szwedzkim poddanym. Mieszkał we Francji prawie trzydzieści lat, ale nigdy nie ubiegał się o francuskie obywatelstwo.
Kwestia miejsca zamieszkania Nobla była kluczowa. Jeśli był rezydentem Francji, jego majątek podlegał tamtejszym, wysokim podatkom spadkowym, które mogły pochłonąć znaczną część zapisu. Prawo szwedzkie było o wiele łagodniejsze. Gdyby został uznany za Francuza, krewni mieliby większe szanse na unieważnienie testamentu. Wykonawcy ostatniej woli zmarłego chcieli, aby szwedzkie sądy orzekały w sprawie spadku.
Strategia była prosta. Dowodzono, że Nobel musiał uważać się za Szweda: spisał przecież testament w języku szwedzkim, wyznaczył szwedzkich wykonawców i wskazał szwedzkie akademie do wdrożenia testamentu. Oczywiście prawdą było, że Nobel był permanentnym wędrownikiem, nazywano go "najbogatszym włóczęgą Europy". W Paryżu spędził ćwierć wieku, lecz przebywał w wielu miejscach i to okazało się problemem w związku z jego finansowym dziedzictwem.
Na dwa lata przed śmiercią Alfred zainwestował w szwedzką fabrykę Bofors i mówił o zamieszkaniu w pobliżu. Miał tam dom, mieszkanie i trzy konie. Jak się okazało, argument ze zwierzętami był kluczowy. Zdaniem sądu, jeżeli ktoś trzyma konie, to jest to miejsce jego pobytu. Ostatecznie sąd w tej miejscowości rozstrzygnął sprawę pozytywnie. W dodatku francuski rząd sam de facto zmusił Nobla do emigracji do Włoch.
Szanse pozwu ze strony krewnych Nobla zmalały, gdy siostrzeniec Alfreda, Emanuel - syn Ludwiga Nobla, wezwał do pełnego uszanowania woli wuja. Emanuel był najbardziej wpływowym członkiem "rosyjskich" Nobli, ale w swoim oświadczeniu nie kierował się szacunkiem. Alfred po śmierci braci przejął kontrolne udziały w Nobel Brothers Naphtha Company w Baku. Emanuel chciał ją odzyskać, więc Szwedzi odsprzedali mu udziały po okazyjnej cenie.
Szwedzcy krewni nie poddawali się, wspomagani przez krajowe gazety sprzeciwiające się testamentowi. Według nich Nobel udowodnił, że nie chce mieć nic wspólnego ze Szwecją, przyznając nominacje do Nagrody Pokojowej norweskiemu parlamentowi. Twierdzono również, że jego rozrzutność w stosunku do jednostek była niemoralna, w sytuacji gdy masy Szwedów pozostawały zubożałe i głodne. Najbardziej obiecujący argument uderzał w sedno testamentu: że Nagrody nie mogą zostać przyznane, ponieważ akademie nigdy nie przyjmą tego zadania. To było realne ryzyko, bo wystarczyłoby, aby tylko jedna z placówek odmówiła, a Fundacja Nobla nie mogłaby powstać.
Testament nie miałby więc żadnego spadkobiercy i mógłby zostać uznany za nieważny. Alfred nie przewidział żadnej alternatywy. Nagrodę uratował fakt, że testament Nobla wskazał te konkretne akademie, co wciągnęło w sprawę szwedzki rząd. W 1897 roku prokurator generalny Szwecji został poinstruowany, aby pomóc utrzymać testament pod szwedzką jurysdykcją.
Był to bezprecedensowy krok prawny: uczyniono państwo półoficjalnym doradcą wykonawców testamentu Nobla i ich prawników. Nie ulega wątpliwości, że ustanowienie Nagród było wyjątkową korzyścią dla Szwecji. Dlatego - w imię interesu publicznego - krewni Nobla musieli zostać odsunięci. Ostatecznie otrzymali jedynie ułamek tego, czego się domagali. Był to pierwszy przypadek, gdy praktycznie cały olbrzymi majątek przemysłowca został przeznaczony na fundusz Nagród.
Taka decyzja była wówczas przełomowym posunięciem i spotkała się z ostrym sprzeciwem, zwłaszcza wśród innych zamożnych rodzin europejskich. Jednocześnie nowatorski charakter Nagrody nie wykluczał jej głębokiego zakorzenienia w biurokratycznych tradycjach wczesnonowożytnych towarzystw królewskich i narodowych. Nawet dziś laureaci odbierają medale z rąk monarchy, który wraz z królową przewodniczy ceremonii w roli gościa honorowego15.
7 B. Feldman, The Nobel Prize. A History of Genius, Controversy and Prestige, New York 2000, s. 25.
8 Nobel. The Man and His Prizes, red. W. Ödelberg, New York 1972, s. 36.
9 4 x Nobel, red. G. i F. Tomaszewscy, Warszawa 2002, s. 9.
10 B. Feldman, op. cit., s. 37.
11 N. Halasz, Nobel. A Biography, New York 1959, s. 179.
12 Oba cytaty w akapicie za: B. Feldman, op. cit., s. 34.
13 A. Białas, Największe kontrowersje związane z Nagrodami Nobla. Zestawiła je znana redakcja, https://www.onet.pl/informacje/adam-bialas/skandale-zwiazane-z-nagroda-nobla-ujawnia-redakcja-encyklopedii-britannica/w97sk9t,30bc1058, dostęp: 15.01.2025.
14 Unia szwedzko-norweska rozpadła się dzięki porozumieniu w 1905 roku, a obywateli norweskich zapytano nawet w referendum, czy popierają koncepcję Norwegii suwerennej.
15 J.F. English, Ekonomia prestiżu. Nagrody, wyróżnienia i wymiana wartości kulturowej, przeł. P. Czapliński, Ł. Zaremba, Warszawa 2013, s. 61-62.