Tajemnice muzealnych obrazów - Jadwiga Buczak

-
Proszę czekać

OSOBY WPLĄTANE W WYDARZENIA

RZESZÓW

Mikołaj Prosty - artysta malarz

Wojtek - kolega Mikołaja

Agata Darecka - przyrodnia siostra Mikołaja

Robert Pietruski - były chłopak Agaty

Sławomir Zawilski - podkomisarz

Marzena Rabenda - aspirant

KRAKÓW

Beata Zadziorska - przewodniczka w Muzeum Narodowym w Sukiennicach

Zdzisława Ogórek - opiekunka sali

Antoni Dudek - dyrektor muzeum

Tomasz Zaleśny - komisarz

Andrzej Murski - podkomisarz

Prof. Stefan Rozdrożny - kurator Muzeum Narodowego w Krakowie

Wojciech Zawacki - nauczyciel plastyki w liceum, dawny kolega Mikołaja

POZNAŃ

Monika Wilczek - sprzątaczka w Muzeum Narodowym w Poznaniu

Jan Krulik - dyrektor muzeum

Aleksandra Grabek - komisarz

Sylwester Markiewicz - podkomisarz

Jerzy Pączkowski (Pączek) - pracownik ochrony, emerytowany policjant

Pies (Świaduś) - świadek zbrodni

WARSZAWA

Stefan Żabczyk - dyrektor muzeum

Cezary Majcherski - nadinspektor, Szef Centralnego Biura Śledczego Policji

Felicja Znaczyńska - inspektor, Centralne Biuro Śledcze Policji

Magdalena Pędziwiatr - komisarz

Bartosz Barnaba - komisarz

Klemens Myszewicz "Myszor" - płatny morderca

Bogdan Bury "Baryłka" - kumpel Myszora

Adolf Kobrzański - szef

Dorota Maruś - świadek

Wioletta Olcha - sklepowa

ROK 2015

RZESZÓW

Był kwiecień. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Tego dnia zaczął padać śnieg mimo plusowej temperatury. Mikołaj jak zwykle zaspał. Przetarł oczy i w pierwszej chwili postanowił udawać chorego, żeby nie iść do szkoły. Przypomniał sobie jednak, że dzisiaj w planie jest wycieczka do Krakowa. Może być, pomyślał. Wprawdzie mieli zwiedzać jakieś muzeum, co ani trochę go nie interesowało, ale wyjazd mógł być spoko. Urwie się i pójdzie z kumplami "na miasto".

Zjadł trzy kanapki, które mama podsunęła mu pod nos.

- Znowu z serem? - Skrzywił się.

Kobieta, przyzwyczajona do jego narzekania, wzruszyła tylko ramionami i wcisnęła mu do plecaka drugie śniadanie zawinięte w folię.

- A kieszonkowe?

Matka z westchnieniem wysupłała pięćdziesiąt złotych.

- Tylko tyle?

- Aż tyle.

Cmoknęła syna w policzek i lekko pchnęła w stronę drzwi.

Cała klasa czekała pod szkołą na spóźnialskiego. Nie obyło się bez reprymendy ze strony nauczycielki oraz złośliwych docinków kolegów.

- Zapominacie chyba, że jesteście w klasie maturalnej. Jeżeli jest już nawet Mikołaj, to możemy ruszać. Twoje spóźnienie - zwróciła się do chłopaka - zostanie odnotowane i pamiętaj, żadnych wybryków na wycieczce. Jesteście w liceum plastycznym, więc Muzeum Narodowe w Krakowie powinno leżeć w sferze waszych zainteresowań. - Ostatnie zdanie skierowała do całej klasy.

Po dwóch godzinach w miarę spokojnej jazdy dotarli na miejsce.

KRAKÓW

Prosto z autobusu ruszyli w stronę Sukiennic. Pomysł z "urwaniem się" nie wypalił, bo nauczycielka była jak Cerber pilnujący Hadesu.

Przewodnik czekał już na nich przed wejściem i ostentacyjnie spojrzał na zegarek.

- Dziesięć minut spóźnienia - powiedział zamiast "dzień dobry" i ruszył, nie oglądając się na szkolną wycieczkę.

Mikołaj wlókł się niechętnie za wszystkimi. Prawie nie słuchał, co mówi mężczyzna. Przechodzili z sali do sali. W jednej z nich zobaczył ją. Złote włosy okalały bladą twarz. Spływały kaskadą i lśniły w blasku muzealnego oświetlenia. Chłopak nie mógł oprzeć się wrażeniu. Postać była piękna. Denerwował go tylko ten facet w kącie. Łachmaniarz jakiś.

- Te, Mikołaj, coś tak zaniemówił? - Wojtek szturchnął go łokciem.

- Ja? Nie, nic.

To jednak nie było nic.

- Zakochałeś się w obrazie czy co? Słuchajcie, nasz Mikołajek zakochał się w Ellenai!

W szkole jeszcze przez dłuższy czas koledzy dokuczali mu z tego powodu. Nie zwracał uwagi na docinki. Cały czas miał przed oczami obraz Jacka Malczewskiego Śmierć Ellenai. Nie mógł zapomnieć tej bladej twarzy i złotych włosów. Śniła mu się po nocach. Wiedział, że jeszcze się spotkają.

WARSZAWA

Agata Darecka siedziała w kącie i wplatała różową wstążkę w dziesiąty warkoczyk. Dobre zajęcie dla zrozpaczonej kobiety. Miała dwadzieścia trzy lata, rozdarte serce i mnóstwo długów.

Agata przyjechała z Rzeszowa do Warszawy za swoją wielką i jedyną miłością - Robertem Pietruskim. Początkowo myślała, że złapała Pana Boga za nogi. Przystojny, dwudziestoośmioletni absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dobrze zapowiadający się malarz. Wesoły, wprost dusza towarzystwa, zwrócił uwagę na studentkę drugiego roku. Niepozorną, cichą Agatę. Zrobiłaby dla niego wszystko. Dosłownie. Rzuciła studia, zerwała kontakt ze znajomymi. Nawet matce nie powiedziała, że wyjeżdża. Po upojnej nocy przyszła do domu, spakowała kilka osobistych rzeczy i wyszła, nie podawszy adresu. Wyjechała do stolicy, nie myśląc o zrozpaczonej rodzicielce. Odezwała się dopiero po kilku miesiącach. Chlipiąc i pociągając nosem, opowiedziała mamie o swoich kłopotach. Po drugiej stronie telefonu usłyszała ciche westchnienie.

Robert Pietruski odziedziczył po swojej babce ze strony ojca połowę bliźniaka w uroczej dzielnicy Warszawy o pogodnej nazwie Wesoła. Przeprowadził się i otworzył galerię. Razem z Agatą mieli w planie podbić świat sztuki.

Po kilku miesiącach okazało się, że ta miłość wcale nie jest taka wielka. Szczególnie ze strony Roberta, który uważał, że kocha się raz, potem drugi i trzeci. I tak pewnego słonecznego popołudnia wybył w kierunku znanym tylko sobie. Agacie zostawił upadającą galerię sztuki z oświadczeniem podpisanym przez notariusza, że cały jego dobytek plus wszystkie długi zostawia właśnie swojej - już byłej - dziewczynie.

Piękny gest. Byłby piękny, gdyby nie wierzyciele, którzy zaczęli nękać obecną właścicielkę galerii. Okazało się, że w Wesołej wcale wesoło nie jest.

***

Bez sprawdzania podpisał odbiór swoich rzeczy. Nie było tego wiele. Pasek od spodni, zegarek, portfel, sygnet i trochę gotówki. Bez słowa skierował się do wyjścia.

- Mam nadzieję, że już się nie spotkamy.

Wzruszył tylko ramionami. Bo co miał odpowiedzieć klawiszowi? Wiadomo, drugi raz taki głupi nie będzie. Teraz wiedział, jak trzeba się w życiu ustawić. Kiblował osiem lat i to była dobra szkoła. Wyszedł dwa lata wcześniej za dobre sprawowanie. Od kumpli spod celi wiele się nauczył. Miał dużo czasu, żeby opracować idealny plan. Tak, miał plan, nowe przydatne znajomości i ogromną potrzebę zemsty. Odwet musi być spektakularny. Dopracował to ze szczegółami.

Nikt na niego nie czekał. Na wspólników nie mógł liczyć, więc zamówił taksówkę. Podjechał pod swój dom. Budynek był w opłakanym stanie - ogród zarośnięty, zaniedbany. Mężczyzna pomyślał, że czeka go dużo pracy.

***

W krakowskiej willi uporczywie dzwoniła komórka, aż podskakiwała na stole. Rozespany właściciel w końcu ją namierzył i podniósł.

- Co jest, do cholery?! - Spojrzał na ścienny zegar. Była pierwsza dwadzieścia. Na wyświetlaczu zobaczył nazwisko kolegi. Odebrał. - Czego dzwonisz o tej porze? - zapytał z nieukrywaną złością.

- Nasz stary znajomy wyszedł.

- Skąd wyszedł?

- Z więzienia. Dzisiaj, nie, właściwie to już wczoraj.

Zaspany od razu się rozbudził.

- Przecież miał wyjść za dwa lata.

- Wypuścili go wcześniej.

- Odezwał się?

- Rozmawiał z Warszawiakiem.

- Czego chce?

- Powtórki.

- Co?! Mało mu?!

- Mówi, że ma wszystko opracowane w szczegółach.

- Jeszcze za tamto musi się z nami rozliczyć.

- Nie rozliczy. Twierdzi, że za te osiem lat kiblowania wszystko mu się należy. Cały urobek. A jeżeli będziemy się upominać, to zawsze może sobie przypomnieć, kto wtedy mu pomagał, i powiedzieć o tym prokuratorowi.

- Wie, że myśmy go wtedy wsypali?

- Jeżeli się dowiedział, to będzie szukał zemsty.