PROLOG - ZNALEZIENIE ZWŁOK
MILLE
SIERPIEŃ 2014
Komisarz Piotr Malina słyszał dzwonek telefonu, ale nie reagował, przekonany, że to sen. Naciągnął głębiej kołdrę, a gdy wreszcie nastała cisza, ponownie oddał się w objęcia Morfeusza.
Po kilkunastu minutach znowu coś usłyszał. Tym razem głośne, tępe uderzenia, jakby gdzieś w oddali, przez które przedzierały się piskliwe krzyki. Potrzebował chwili, żeby zorientować się, że ktoś wali w jego drzwi. Niepewnie usiadł na łóżku, przetarł oczy, przyzwyczajając wzrok do ciemności, i spojrzał na wyświetlacz komórki. Była trzecia w nocy. Miał trzy nieodebrane połączenia.
Nagle łoskot ustał, a wraz z nim ucichły jazgoczące krzyki - jakby dziecka albo kobiety. Lekko skołowany, wyświetlił historię połączeń, ale wtedy usłyszał, jak ktoś uderza w okienną szybę. W mieszkaniu rozległo się metaliczno-szklane echo.
- Co, do cholery! - Zerwał się i doskoczył do okna.
Zaświecił komórką. Po drugiej stronie zobaczył przerażone twarze dwóch młodych mężczyzn. Ich wielkie oczy i trzęsące się brody nie zwiastowały niczego dobrego. Otworzył okno.
- Jędruś, powariowaliście? Pali się czy co?
- Szybko... - Drobny blondyn w ogromnych okularach niewiele mógł z siebie wydusić. - Szybko!
- Co się stało? - Malina nerwowo przygładził sterczącą grzywkę. - Powiedzcie coś!
- Bo my... poszliśmy... wiesz... no, na ryby... - dukał Jędruś. - Tam, na mostek, gdzie zawsze łowimy...
- Aa... - Policjant machnął ręką i ziewnął przeciągle. Chłopcy, jak wołano na parę dwudziestokilkulatków, odkąd odkryli nowe hobby, byli pośmiewiskiem w Mille. Nie mieli pojęcia o wędkarstwie, nigdy nic nie złapali, ale wciąż ochoczo "moczyli kij". - Ukradli wam wędkę? - Mężczyzna zaczął się śmiać. - Czy może rybka nie przeżyła? - rzucił z ironią.
- Nie przeżyła... - powtórzył szeptem Dyzio, drugi z pary.
- Bo my... najpierw zobaczyliśmy w wodzie coś czerwonego, takie jakby przyczepione do krzaków, ciuch jakiś czy coś. Ale potem okazało się, że tam jest trup. Prawdziwy! Ona nie żyje... Piotrunia, myśmy trupa znaleźli. - Jędrusiem wstrząsnęły drgawki. - Prawdziwego trupa!
- Jeszcze tego nam tu brakowało - syknął komisarz, nagle całkiem już rozbudzony. - Jakbyśmy za mało cyrków mieli. Kogo znaleźliście?! - Komisarz natychmiast się obudził i przestał demonstracyjnie ziewać.
- Fuj... ona wyglądała naprawdę okropnie... Ale my jej nie dotykaliśmy! Okropność! - Jędruś się skrzywił, jakby miał dostać torsji. - Malina, no chodź szybko. Zaraz całe Mille wstanie!
- Czekajcie tu, zaraz wyjdę.
Komisarz zamknął okno i nerwowo rozejrzał się po pokoju. Sierpniowe noce były wyjątkowo ciepłe, więc spał w samych bokserkach. Pospiesznie włożył wczorajszą, nieco wygniecioną koszulę i dżinsy. Zrezygnował z szukania czystych skarpetek. Chociaż nie był to pierwszy trup w jego karierze, nie mógł pozwolić, by ktoś kręcił się przed nim na miejscu zbrodni. Pierwsze oględziny zawsze były najważniejsze.
Czuł wyraźny przypływ adrenaliny. Od początku przeczuwał, że to wszystko źle się skończy.
Dyzio i Jędruś stali pod drzwiami domu Maliny - w zasięgu promienia czujnika, tak by lampka nad wejściem nie zgasła. Bali się ciemności, która w Mille była czymś naturalnym. Latarnie stały tylko na rynku, lecz i one zwykle były wyłączone; noc spowijała miasto czernią niczym żałobnym szalem. W napięciu czekali, aż policjant skończy się ubierać, pójdą razem nad rzekę i wreszcie ten mały glina profesjonalnie zajmie się sprawą. Chcieliby jak najszybciej zapomnieć o tym, co zobaczyli.
Nagle Jędruś zaczął pociągać nosem; mimo szczerych chęci nie zdołał powstrzymać płaczu.
- Nie denerwuj się... - Dyzio próbował go pocieszyć, choć i jemu drżał głos. - Malina zaraz wszystkim się zajmie.
- Boże, jakie to straszne... Okropny widok... Na początku myślałem, że to krew... - Jędruś połykał łzy. - Jak poświeciłeś latarką, to jakby taka rzeka krwi się wylała... normalnie... tak mi się skojarzyło...
- Wiem, ten trup wygląda jak duch jakiś albo zjawa. Ten czerwony ciuch nieźle nas wystraszył. No, nie bój się już... Dyzio podszedł bliżej. - Malina, szybciej! - Chłopak krzyknął w stronę drzwi, które wreszcie się uchyliły.
- Nigdy więcej nie założę tych purpurowych dresów od ciebie... coś okropnego... - Jędruś skulił się i zacisnął powieki.
- Chłopaki, nie czas na rozmowy o fatałaszkach. Idziemy! - Malina zatrzasnął drzwi, a potem poświecił latarką z telefonu w oczy chłopaków, jakby górne światło mu nie wystarczyło: - To kim jest ta w czerwonym?