Tajemnica pokoju numer 18
Wgabinecie naczelnika Urzędu Śledczego zabrzmiał dzwonek telefoniczny.
- Tu mówi dyżurny przodownik podolskiego cyrkułu. Przed chwilą otrzymaliśmy wiadomość, że w hotelu Bellevue w jednym z pokojów, znaleziono trupa zamordowanego mężczyzny. Z polecenia pana komisarza melduję o tym panu naczelnikowi.
- W tej chwili jedziemy na miejsce zbrodni - odpowiedział naczelnik Rudoj, wieszając słuchawkę.
W czasie tej rozmowy byłem w gabinecie naczelnika i z jego odpowiedzi, jasne było, że popełnione zostało morderstwo, toteż oczekiwałem od niego bliższych wiadomości.
- Każ pan podać konie i ubieraj się pan - odezwał się naczelnik, zwracając się do mnie. - Pojedziemy razem do hotelu Bellevue, gdzie popełnione zostało morderstwo. Weź pan ze sobą jednego z wywiadowców i daj pan natychmiast znać prokuratorowi i doktorowi sądowemu o wypadku.
Dziesięć minut później, jechaliśmy już do hotelu Bellevue.
W pokoju numer 18 na pierwszym piętrze, znaleźliśmy zamordowanego mężczyznę w podeszłym wieku. Miał on brzytwą poderżnięte gardło. Cała twarz była zalana krwią i nie można było rozpoznać nawet rysów twarzy. Sądząc z małej siwej brody należało przypuszczać, że zamordowany był mężczyzną w podeszłym wieku. Leżał on na pół rozebrany. Na stole stała butelka od wina, dwa kieliszki, talerzyki deserowe i dwa noże owocowe. Na jednym z talerzyków leżały łupiny od gruszek. Pokój, w którym znajdował się zamordowany, był bardzo elegancko umeblowany i cała podłoga pokryta była puszystym dywanem. Przy pokoju był mały przedpokój, gdzie wisiało futro zamordowanego oraz miękki pilśniowy kapelusz, w kącie zaś stał parasol z rączką ze słoniowej kości oraz kalosze z literami "W. S". Na nocnym stoliku koło łóżka, które całe było we krwi, leżały okulary w złotej oprawie, złoty zegarek z masywną złotą dewizką oraz portmonetka z sześćdziesięciu rublami w papierkach i w złocie. Jasne wobec tego było, że nie jest to morderstwo na tle rabunkowym. W kieszeniach nie znaleźliśmy żadnych dokumentów ani papierów, które by stwierdziły tożsamość zamordowanego. W międzyczasie przyjechali prokurator i doktor sądowy, który zajął się dokonaniem oględzin trupa.
- Sądząc z prowizorycznych oględzin - odezwał się doktor - nieboszczyk napadnięty został we śnie i silnym pociągnięciem brzytwy po gardle zamordowany, przy czym morderca, czy też mordercy z nienawiścią już po śmierci zmasakrowali tąże brzytwą twarz ofiary.