Tajemnica pochodzenia życia. Nieustające kontrowersje - Charles B. Thaxton, Walter L. Bradley, Roger L. Olsen, David Klinghoffer, James Tour, Brian Miller, Guillermo Gonzalez, Jonathan Wells and Stephen C. Meyer

Kup ebooka

69.00 zł

-
Proszę czekać

Wstęp au­to­rów

Char­les Tha­xton, Wal­ter Bra­dley, Ro­ger Ol­sen

Tajem­nica po­cząt­ków to książka, która mu­siała zo­stać na­pi­sana. W każ­dej roz­wi­ja­ją­cej się dys­cy­pli­nie na­uko­wej mamy do czy­nie­nia z de­cy­du­jącą dla niej ko­niecz­no­ścią te­sto­wa­nia kon­cep­cji pro­po­no­wa­nych przez ba­da­czy oraz pod­da­wa­nia ry­go­ry­stycz­nej ana­li­zie sto­so­wa­nych przez nich pro­ce­dur eks­pe­ry­men­tal­nych. Na­uka, która tego nie robi, jest ska­zana na po­rażkę. Tym­cza­sem oka­zuje się, że kon­cep­cji ewo­lu­cji pre­bio­tycz­nej lub che­micz­nej ni­gdy wcze­śniej nie pod­dano ta­kim ry­go­rom. Ni­niej­sza książka nie tylko przed­sta­wia ich ca­ło­ściową kry­tykę, od­wo­łu­jąc się do usta­lo­nych za­sad fi­zyki i che­mii, lecz wpro­wa­dza także kilka no­wych na­rzę­dzi ana­li­tycz­nych, szcze­gól­nie w roz­dzia­łach szó­stym i ósmym.

Nie twier­dzimy, że na­ukowcy nie przed­sta­wili do­tych­czas żad­nej kry­tyki po­moc­nej in­nym ba­da­czom zaj­mu­ją­cym się pro­ble­mem po­cho­dze­niem ży­cia. Przed­sta­wiali taką kry­tykę i można ją zna­leźć roz­sianą w li­te­ra­tu­rze do­ty­czą­cej ewo­lu­cji che­micz­nej. Nie po­ja­wiło się jed­nak jak do­tąd ca­ło­ściowe ze­sta­wie­nie ta­kich kry­tycz­nych uwag, ich sta­ran­nie upo­rząd­ko­wane przed­sta­wie­nie zbie­ra­jące je w jed­nej pu­bli­ka­cji po­zwa­la­ją­cej oce­nić ich łączne zna­cze­nie. Tej ist­nie­ją­cej już od kilku lat po­trze­bie ta wła­śnie książka, miejmy na­dzieję, po­może za­ra­dzić. Nie na­leży są­dzić, że au­to­rzy kon­kret­nych kry­tycz­nych gło­sów, na któ­rych się tu­taj po­wo­łu­jemy i któ­rych cy­tu­jemy, zgo­dzi­liby się z ogólną przed­sta­wianą w tej książce tezą. W więk­szo­ści wy­pad­ków tak nie jest.

Fakt, że teo­ria ewo­lu­cji che­micz­nej nie zo­stała do tej pory pod­dana do­głęb­nej oce­nie, nie ozna­cza, że jest fał­szywa, a je­dy­nie tyle, że nie­roz­sądne jest bu­do­wa­nie na niej cze­go­kol­wiek lub jej roz­sze­rza­nie, do­póki nie bę­dziemy pewni, że da się ją obro­nić. Do­głębna kry­tyka teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej ma klu­czowe zna­cze­nie, zwłasz­cza że z tej kon­cep­cji wy­ra­sta duża część opty­mi­zmu zwią­za­nego z po­szu­ki­wa­niem ży­cia w Ko­smo­sie i po­szu­ki­wa­niem in­te­li­gen­cji po­za­ziem­skiej (pro­gram SETI).

Naj­bar­dziej kom­pe­tent­nymi kry­ty­kami da­nej dys­cy­pliny są ba­da­cze, któ­rzy się z niej wy­wo­dzą. Bywa jed­nak, że świeże spoj­rze­nie i ory­gi­nalny wkład mogą wnieść także na­ukowcy ze spe­cja­li­stycz­nym wy­kształ­ce­niem w dzie­dzi­nach czę­ściowo się z nią po­kry­wa­ją­cych. Po­niż­sze roz­działy zo­stały na­pi­sane przez che­mika (CT), ma­te­ria­ło­znawcę (WB) i geo­che­mika (RO). Je­śli na­sza ocena teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej okaże się trafna, bę­dzie to ozna­czało ko­niecz­ność za­sad­ni­czych zmian w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia. Jed­nak na­wet je­śli na­sza kry­tyka okaże się nie­wy­star­cza­jąca i uda się obro­nić sce­na­riusz ewo­lu­cji che­micz­nej, być może ni­niej­sza praca po­może skło­nić ba­da­czy do przed­sta­wie­nia bar­dziej kla­row­nych i moc­niej­szych ar­gu­men­tów na jego obronę.

Au­to­rzy chcie­liby po­dzię­ko­wać na­stę­pu­ją­cym wy­daw­nic­twom za zgodę na cy­to­wa­nie tek­stu lub re­pro­duk­cję ry­sunku z ich pu­bli­ka­cji: Gor­don and Bre­ach, Science Pu­bli­sher, Inc.: Lynn Mar­gu­lis (ed.), Ori­gins of Life: Pro­ce­edings of the First Con­fe­rence, 1970; Si­mon & Schu­s­ter, Inc.: F. Hoyle, N.C. Wic­kra­ma­sin­ghe, Evo­lu­tion from Space, 1981; Mar­cel Dek­ker: S.W. Fox, K. Dose, Mo­le­cu­lar Evo­lu­tion and the Ori­gin of Life, re­vi­sed edi­tion, 1977; prof. A.E. Wil­der-Smith, The Cre­ation of Life, 1970; MIT Press: J. Ney­man (ed.), The He­ri­tage of Co­per­ni­cus, 1974; Ame­ri­can Che­mi­cal So­ciety: S.W. Fox, K. Ha­xada, G. Kram­pitz, G. Mu­el­ler, "Che­mi­cal En­gi­ne­ering News", 1970, 22 June.

Chcie­li­by­śmy po­dzię­ko­wać w tym miej­scu za po­moc, radę, kry­tykę i za­chętę wielu na­szym ko­le­gom i przy­ja­cio­łom. Bar­dzo wąt­pliwe, czy ta książka zo­sta­łaby na­pi­sana bez ich wspar­cia. Nie­mniej wszel­kie błędy do­ty­czące fak­tów lub ich in­ter­pre­ta­cji na­leży przy­pi­sać wy­łącz­nie nam. Nie­które osoby prze­czy­tały cały ma­szy­no­pis i przed­sta­wiły do niego swoje uwagi, za co chcemy im szcze­gól­nie po­dzię­ko­wać. Są to: Frank Green, Ro­bert L. Her­r­mann, Dean Ke­nyon, Gor­don Mills, G. Shaw, Gra­hame Smith, Pe­ter Vi­bert i John C. Wal­ton. Osoby, któ­rym pra­gniemy po­dzię­ko­wać za fa­chowe ko­men­ta­rze do po­szcze­gól­nych roz­dzia­łów to: Greg Bahn­sen, Art Breyer, Tom Cog­burn, Pre­ston Gar­ri­son, Nor­man Ge­isler, Harry H. Gib­son Jr, Char­les Hum­mel, Glenn Mor­ton, Fran­cis Scha­ef­fer, Da­vid Shot­ton i Hu­bert Yoc­key.

I wresz­cie na­sze ser­deczne po­dzię­ko­wa­nia kie­ru­jemy do na­szych żon: Ca­role, Ann i Can­dace, które znio­sły cier­pli­wie sie­dem lat ba­dań, pi­sa­nia i na­no­sze­nia po­pra­wek. To wła­śnie im, któ­rych lo­jal­ność i mi­łość ni­gdy nie osła­bły, de­dy­ku­jemy tę książkę.

Dal­las, Tek­sas, Boże Na­ro­dze­nie 1983 roku

C. Tha­xton, W. Bra­dley, R. Ol­sen

Przed­mowa

Dean H. Ke­nyon

Tajem­nica po­cho­dze­nia ży­cia przed­sta­wia nową, nie­zwy­kłą ana­lizę od­wiecz­nej kwe­stii: "Jak roz­po­częło się ży­cie na Ziemi?". Au­to­rzy bły­sko­tli­wie i śmiało biorą na warsz­tat główne pro­blemy, przed któ­rymi stoją dziś na­ukowcy po­szu­ku­jący po­cząt­ków ży­cia. Zdają so­bie do­sko­nale sprawę z im­pasu pa­nu­ją­cego w obec­nych ba­da­niach teo­re­tycz­nych oraz eks­pe­ry­men­tal­nych, pod­po­wia­da­jąc, jak z niego wy­brnąć. Ich ar­gu­menty są lo­giczne, ory­gi­nalne i prze­ko­nu­jące. Książka z pew­no­ścią po­bu­dzi oży­wioną dys­ku­sję wśród na­ukow­ców i la­ików. Gdy pro­fe­sjo­na­li­ści prze­czy­tają tę ważną pracę, jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia pójdą w nieco in­nych kie­run­kach.

Współ­cze­sne ba­da­nia eks­pe­ry­men­talne do­ty­czące na­ro­dzin pierw­szego ży­cia na Ziemi wkra­czają obec­nie w czwartą de­kadę, je­śli za ich po­czą­tek przy­jąć pio­nier­ską pracę Stan­leya Mil­lera we wcze­snych la­tach pięć­dzie­sią­tych XX wieku. Od czasu zi­den­ty­fi­ko­wa­nia przez Mil­lera kilku (ra­ce­micz­nych) ami­no­kwa­sów two­rzą­cych białka w mie­sza­ni­nie ga­zów pod­da­nych wy­ła­do­wa­niom elek­trycz­nym prze­pro­wa­dzono liczne dal­sze eks­pe­ry­menty idące tym sa­mym tro­pem. W róż­nym stop­niu zgodne z wy­ma­ga­niami tak zwa­nego "pa­ra­dyg­matu sy­mu­la­cji" po­zwo­liły uzy­skać wy­kry­walne ilo­ści więk­szo­ści głów­nych ro­dza­jów związ­ków bio­che­micz­nych, a także róż­no­rodne or­ga­niczne struk­tury mi­kro­sko­powe su­ge­ro­wane jako po­dobne do pre­kur­so­rów pierw­szych ży­wych ko­mó­rek.

Ten pro­gram ba­dań można uznać za na­tu­ralne roz­sze­rze­nie ewo­lu­cyj­nych po­glą­dów Dar­wina z ubie­głego wieku. Jego ce­lem jest zna­le­zie­nie wia­ry­god­nych me­cha­ni­zmów od­po­wia­da­ją­cych za­sa­dzie ak­tu­ali­zmu sto­ją­cych za stop­nio­wym spon­ta­nicz­nym ge­ne­ro­wa­niem ży­wej ma­te­rii ze sto­sun­kowo pro­stych czą­ste­czek, które, jak się są­dzi, wy­stę­po­wały ob­fi­cie na po­wierzchni pry­mi­tyw­nej Ziemi.

Do­tych­cza­sowe wy­niki eks­pe­ry­men­tów naj­wy­raź­niej prze­ko­nały wielu na­ukow­ców, że uda się osta­tecz­nie zna­leźć na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nie po­wsta­nia ży­cia, nie­mniej ist­nieją po­ważne po­wody, aby w to wąt­pić. Od czasu pu­bli­ka­cji książki Bio­che­mi­cal Pre­de­sti­na­tion, co­raz bar­dziej ude­rzała mnie pewna oso­bliwa ce­cha wielu ta­kich eks­pe­ry­men­tów. Nie od­no­szę się tu do ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych mniej lub bar­dziej zgod­nie z ory­gi­nalną pracą Mil­lera, cho­ciaż ist­nieją mocne pod­stawy do kry­tycz­nej oceny także i ta­kich ba­dań. Mam na my­śli eks­pe­ry­menty pro­jek­to­wane w celu wy­ja­śnie­nia moż­li­wych ście­żek syn­tezy pre­bio­tycz­nej nie­któ­rych związ­ków or­ga­nicz­nych o zna­cze­niu bio­lo­gicz­nym, ta­kich jak pu­ryny i pi­ry­mi­dyny lub po­li­pep­tydy.

W więk­szo­ści wy­pad­ków wa­runki eks­pe­ry­men­talne w ta­kich ba­da­niach zo­stały do tego stop­nia sztucz­nie uprosz­czone, że nie mają prak­tycz­nie żad­nego związku z ja­ki­mi­kol­wiek rze­czy­wi­stymi pro­ce­sami, które mo­gły za­cho­dzić na pier­wot­nej Ziemi. Na przy­kład, je­śli ktoś chce zna­leźć moż­liwy pre­bio­tyczny me­cha­nizm kon­den­sa­cji wol­nych ami­no­kwa­sów do po­li­pep­ty­dów, ra­czej nie bę­dzie do­da­wał do mie­sza­niny re­ak­cyj­nej cu­krów lub al­de­hy­dów. Ja­kie jed­nak mamy praw­do­po­do­bień­stwo tego, że ami­no­kwasy (lub ja­ka­kol­wiek inna przy­pusz­czalna sub­stan­cja pre­kur­so­rowa) wy­stę­pu­jące gdzie­kol­wiek na pry­mi­tyw­nej Ziemi były wolne od sub­stan­cji za­nie­czysz­cza­ją­cych, za­równo w roz­two­rze, jak i w sta­nie sta­łym? Trud­ność po­lega na tym, że gdyby w roz­two­rze były rów­nież cu­kry, ni­gdy nie do­szłoby do utwo­rze­nia się po­li­pep­ty­dów i za­miast tego za­cho­dzi­łyby za­kłó­ca­jące re­ak­cje krzy­żowe mię­dzy ami­no­kwa­sami i cu­krami, da­jąc zło­żony, nie­roz­pusz­czalny ma­te­riał po­li­me­rowy o bar­dzo wąt­pli­wym zna­cze­niu dla ewo­lu­cji che­micz­nej. Pro­blem po­ten­cjal­nie za­kłó­ca­ją­cych re­ak­cji krzy­żo­wych był i jest w du­żej mie­rze igno­ro­wany w wielu opu­bli­ko­wa­nych pra­cach po­świę­co­nych che­micz­nemu po­cho­dze­niu ży­cia. Moż­liwe im­pli­ka­cje ta­kiego igno­ro­wa­nia za­słu­gują na do­kładne zba­da­nie.

Moje wąt­pli­wo­ści do­ty­czące teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej wzro­sły także z po­wodu in­nych aspek­tów ba­dań nad po­wsta­niem ży­cia. Je­den z nich to ogromna prze­paść od­dzie­la­jąca naj­bar­dziej zło­żone mo­de­lowe układy "pro­to­ko­mór­kowe" wy­twa­rzane w la­bo­ra­to­rium od naj­prost­szych ży­wych ko­mó­rek. Każdy, komu jest do­brze znana ul­tra­struk­tu­ralna i bio­che­miczna zło­żo­ność na przy­kład ro­dzaju My­co­pla­sma, bę­dzie miał pew­nie po­ważne wąt­pli­wo­ści co do zna­cze­nia któ­re­go­kol­wiek z róż­nych "pro­to­ko­łów" la­bo­ra­to­ryj­nych dla rze­czy­wi­stego po­wsta­nia ko­mó­rek w od­le­głej prze­szło­ści. Moim zda­niem moż­li­wość za­sy­pa­nia tej prze­pa­ści na dro­dze sy­mu­la­cji la­bo­ra­to­ryj­nej zda­rzeń che­micz­nych, które praw­do­po­dob­nie za­cho­dziły na pier­wot­nej Ziemi, to sza­le­nie od­le­gła per­spek­tywa.

Inny trudny pro­blem do­ty­czy spon­ta­nicz­nego po­cho­dze­nia pre­fe­ren­cji izo­me­rów optycz­nych wy­stę­pu­ją­cych po­wszech­nie w ży­wej ma­te­rii (wy­stę­po­wa­nie w biał­kach tylko L-ami­no­kwa­sów, w kwa­sach zaś nu­kle­ino­wych tylko D-cu­krów). Mimo ogrom­nego wy­siłku wkła­da­nego na prze­strzeni lat w próby upo­ra­nia się z tą ogromną za­gadką w rze­czy­wi­sto­ści nie je­ste­śmy dzi­siaj bli­żej jej roz­wią­za­nia, niż by­li­śmy 30 lat temu.

I wresz­cie w tym krót­kim pod­su­mo­wa­niu po­wo­dów mo­ich ro­sną­cych wąt­pli­wo­ści do­ty­czą­cych spon­ta­nicz­nego po­wsta­nia ży­cia na Ziemi wy­łącz­nie w wy­niku dzia­ła­nia sił czy­sto che­micz­nych i fi­zycz­nych po­ja­wia się pro­blem po­cho­dze­nia in­for­ma­cji ge­ne­tycz­nej, to zna­czy istot­nej bio­lo­gicz­nie, w bio­po­li­me­rach. Ża­den do­tych­czas opra­co­wany układ eks­pe­ry­men­talny nie do­star­czył naj­mniej­szej wska­zówki pod­po­wia­da­ją­cej, w jaki spo­sób w pre­bio­tycz­nych po­li­nu­kle­oty­dach lub po­li­pep­ty­dach mo­gły po­wstać bio­lo­gicz­nie zna­czące se­kwen­cje pod­jed­no­stek. Opu­bli­ko­wano dane em­pi­ryczne wska­zu­jące na pe­wien sto­pień spon­ta­nicz­nego upo­rząd­ko­wa­nia se­kwen­cji, nic jed­nak nie wska­zuje na to, że taka nie­lo­so­wość jest bio­lo­gicz­nie zna­cząca. Do­póki ta­kie dane nie zo­staną przed­sta­wione, z pew­no­ścią nie można twier­dzić, że udało się wy­ka­zać moż­li­wość na­tu­ral­nego po­cho­dze­nia ży­cia.

W związku z tymi oraz in­nymi uciąż­li­wymi pro­ble­mami po­ja­wia­ją­cymi się w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia ist­nieje od kilku lat po­trzeba szcze­gó­ło­wej, sys­te­ma­tycz­nej ana­lizy wszyst­kich głów­nych aspek­tów tej dzie­dziny. Nad­szedł czas na po­nowne zba­da­nie pod­staw tych ba­dań w taki spo­sób, aby były jed­no­cze­śnie wi­doczne wszyst­kie naj­waż­niej­sze kie­runki skie­ro­wa­nej pod ich ad­re­sem kry­tyki. Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia do­sko­nale wy­peł­nia tę po­trzebę. Au­to­rzy książki za­jęli się nie­omal wszyst­kimi wy­mie­nio­nymi tu pro­ble­mami, a także kil­koma in­nymi rów­nie istot­nymi. Uwa­żają, a ja się z nimi zga­dzam, że wszyst­kie obecne teo­rie che­micz­nego po­wsta­nia ży­cia obar­czone są pod­sta­wową wadą. I cho­ciaż ich książka ma wy­dźwięk kry­tyczny, na­pi­sali ją z na­dzieją, że przed­sta­wiona przez nich ana­liza po­może nam zna­leźć lep­szą teo­rię wy­ja­śnia­jącą po­wsta­nie ży­cia. Ta­kie po­dej­ście jest oczy­wi­ście cał­ko­wi­cie zgodne z do­tych­cza­so­wym roz­wo­jem na­uki.

Wy­jąt­ko­wym wa­lo­rem książki jest przed­sta­wione w roz­dziale szó­stym omó­wie­nie względ­nej wia­ry­god­no­ści geo­che­micz­nej róż­nych ro­dza­jów eks­pe­ry­men­tów sy­mu­la­cyj­nych opi­sa­nych w li­te­ra­tu­rze do­ty­czą­cej bio­ge­nezy. We­dług mo­jej wie­dzy to pierw­sza sys­te­ma­tyczna próba opra­co­wa­nia for­mal­nych kry­te­riów do­pusz­czal­nego stop­nia in­ge­ren­cji ba­da­cza w ta­kie eks­pe­ry­menty. Inną szcze­gól­nie przy­datną za­letą książki jest szcze­gó­łowe omó­wie­nie im­pli­ka­cji za­sad ter­mo­dy­na­miki dla pro­blemu bio­ge­nezy (roz­działy siódmy, ósmy i dzie­wiąty). W więk­szo­ści in­nych pu­bli­ka­cji na te­mat che­micz­nego po­wsta­nia ży­cia ta istotna kwe­stia jest albo cał­ko­wi­cie po­mi­jana, albo trak­to­wana po ma­co­szemu. Au­to­rzy mo­gli co prawda omó­wić bar­dziej szcze­gó­łowo pro­blem pre­fe­ro­wa­nia przez or­ga­ni­zmy żywe kon­kret­nych izo­me­rów optycz­nych, jed­nak to nie­do­cią­gnię­cie tylko w nie­wiel­kim stop­niu po­mniej­sza ogólną siłę ich ar­gu­men­ta­cji.

Je­śli kry­tyka au­to­rów jest słuszna, można za­py­tać, dla­czego ba­da­cze bio­ge­nezy jej nie uznali lub nie uwy­pu­klili? Po­dej­rze­wam, że jest tak po czę­ści dla­tego, że wielu z nich wa­ha­łoby się, gdyby mieli opo­wie­dzieć się za kon­klu­zją au­to­rów, iż jest za­sad­ni­czo nie­praw­do­po­dobne, aby ma­te­ria i ener­gia bez ja­kiej­kol­wiek po­mocy mo­gły zor­ga­ni­zo­wać się w układy żywe. Być może ba­da­cze ci oba­wiają się, że za­ak­cep­to­wa­nie tego wnio­sku otwo­rzy­łoby drzwi przed moż­li­wo­ścią (lub ko­niecz­no­ścią) nad­przy­ro­dzo­nego po­cho­dze­nia ży­cia. W ob­li­czu tej per­spek­tywy wielu ba­da­czy wo­la­łoby kon­ty­nu­ować po­szu­ki­wa­nia na­tu­ra­li­stycz­nego wy­ja­śnie­nia po­wsta­nia ży­cia zgod­nie z kie­run­kami wy­ty­czo­nymi w ciągu ostat­nich kilku dzie­się­cio­leci mimo wielu po­waż­nych trud­no­ści, któ­rych obec­nie je­ste­śmy świa­domi. Być może błąd scjen­ty­zmu jest bar­dziej roz­po­wszech­niony, niż nam się wy­daje.

Za­ło­że­nia do­ty­czące po­wsta­nia ży­cia, a zwłasz­cza to, że pro­blem osta­tecz­nie uda się roz­wią­zać, je­śli bę­dziemy sto­so­wać wy­trwale obecną me­to­do­lo­gię, mogą z pew­no­ścią wpły­wać na to, które li­nie do­wo­dów i ar­gu­men­tów zde­cy­du­jemy się pod­kre­ślić, a które zba­ga­te­li­zu­jemy lub cał­ko­wi­cie zi­gno­ru­jemy. Au­to­rzy książki przed­sta­wili nam za­sad­ni­czo wszyst­kie istotne kie­runki kry­tyki w jed­nym cią­głym twier­dze­niu i za­pro­sili, by­śmy się z nią zmie­rzyli. Wszy­scy na­ukowcy za­in­te­re­so­wani pro­ble­mem po­wsta­nia ży­cia po­winni uważ­nie prze­stu­dio­wać tę książkę i oce­nić wła­sną pracę w świe­tle jej ar­gu­men­tów.

Dean H. Ke­nyon,

pro­fe­sor bio­lo­gii, Uni­wer­sy­tet Sta­nowy San Fran­ci­sco

Wpro­wa­dze­nie

Da­vid Klin­ghof­fer

Jak z tego, co nie­oży­wione, wy­ła­nia się ży­cie? Ta ta­jem­nica wy­wo­łuje oso­bliwą fa­scy­na­cję zdolną kre­ować nie­zwy­kłe dzieła wy­obraźni. An­giel­ska po­wie­ścio­pi­sarka Mary Shel­ley wspo­mi­nała, że po­mysł na hi­sto­rię o Wik­to­rze Fran­ken­ste­inie zro­dził się w jej gło­wie, kiedy przy­słu­chi­wała się roz­mo­wom swo­jego męża Percy'ego Bys­she Shel­leya z lor­dem By­ro­nem. Było to w Szwaj­ca­rii, gdzie cała trójka spę­dzała wa­ka­cje la­tem 1816 roku, i gdzie czę­sto roz­ma­wiano do późna w nocy, gdy mi­nęła już "go­dzina du­chów", o tym, "czym jest pier­wia­stek ży­cia i czy można przy­pusz­czać, że zo­sta­nie kie­dy­kol­wiek od­kryty i ob­ja­śniony". Dys­ku­to­wano także "o eks­pe­ry­men­tach dok­tora Dar­wina" (Era­smusa, dziadka Char­lesa), który "za po­mocą ja­kichś nad­zwy­czaj­nych dzia­łań wpra­wił [...] w sa­mo­rzutny ruch" nitkę ma­ka­ronu. Roz­mówcy wspo­mi­nali "do­świad­cze­nia z gal­wa­ni­zmem", czyli eks­pe­ry­menty Lu­igiego Ga­lva­niego de­mon­stru­jące dzia­ła­nie prądu elek­trycz­nego, za­sta­na­wia­jąc się, czy "może da­łoby się wskrze­sić trupa"[1]. Póź­niej, le­żąc w łóżku i nie mo­gąc za­snąć, Mary Shel­ley do­świad­czy wi­zji, która sta­nie się za­ląż­kiem jed­nej z naj­słyn­niej­szych po­wie­ści grozy.

Nie aż tak prze­ra­ża­jące, acz­kol­wiek rów­nie po­my­słowe by­wają sce­na­riu­sze nie­kie­ro­wa­nej "ewo­lu­cji che­micz­nej", czyli ina­czej abio­ge­nezy, przed­sta­wiane w pod­ręcz­ni­kach bio­lo­gii dla szkół śred­nich i wyż­szych, trak­to­wane przez me­dia jako ewan­ge­lia i jako ta­kie gło­szone przez wiele cie­szą­cych się au­to­ry­te­tem osób re­pre­zen­tu­ją­cych za­równo kul­turę ma­sową, jak i świat na­uki. Pro­ste eks­pe­ry­menty Lo­uisa Pa­steura z po­czątku lat sześć­dzie­sią­tych XIX wieku wy­ka­zały, że ży­cie nie po­wstaje spon­ta­nicz­nie - ani z ma­ka­ronu, ani z cze­go­kol­wiek in­nego. Ży­cie za­wsze bie­rze się z ży­cia. Jak za­tem na­uka może wy­ja­śnić po­cho­dze­nie pierw­szego ży­cia?

Ka­rol Dar­win tak spe­ku­lo­wał w 1871 roku w li­ście do Jo­se­pha Ho­okera: "Ale je­śli (i to - ach! - jakże wiel­kie je­śli!) mo­żemy so­bie wy­obra­zić, że gdzieś w ma­łym cie­płym ba­jorku, ze wszyst­kimi moż­li­wymi so­lami amo­no­wymi i fos­fo­ro­wymi, świa­tłem, cie­płem, elek­trycz­no­ścią, ufor­mo­wał się che­micz­nie zwią­zek biał­kowy, go­tów do jesz­cze bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych prze­mian"[2]. "Cie­płe ba­jorko" ge­ne­ru­jące "związki biał­kowe" to pro­po­zy­cja nie­zbyt da­leka od or­to­dok­syj­nych twier­dzeń przed­sta­wia­nych w pod­ręcz­ni­kach, z któ­rych ucznio­wie i stu­denci do­wia­dują się, że klu­czowe bio­tyczne związki che­miczne, czyli ami­no­kwasy, zro­dziły się w zu­pie pre­bio­tycz­nej pod wpły­wem dzia­ła­nia wy­ła­do­wań elek­trycz­nych w at­mos­fe­rze - to taka współ­cze­sna wer­sja gal­wa­ni­zmu - jak wy­ka­zał to słynny eks­pe­ry­ment Mil­lera i Ureya z 1952 roku. Także i w tym wy­padku nie lada dzie­łem wy­obraźni są różne pro­po­no­wane "nad­zwy­czajne dzia­ła­nia", w wy­niku któ­rych te ce­giełki ży­cia po­łą­czyły się - przez nic i ni­kogo nie­kie­ro­wane - we wła­ści­wej ko­lej­no­ści, aby dać po­czą­tek in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej, czyli ko­dowi cy­fro­wemu DNA i RNA le­żą­cemu u pod­staw ca­łego ży­cia na Ziemi.

W 1969 roku Dean Ke­nyon, bio­log z Uni­wer­sy­tetu Sta­no­wego San Fran­ci­sco, w książce, która wy­warła wielki wpływ, za­ty­tu­ło­wa­nej Bio­che­mi­cal Pre­de­sti­na­tion [Pre­de­sty­na­cja bio­che­miczna], przed­sta­wił naj­bar­dziej ak­tu­alną wów­czas wer­sję teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej. Z cza­sem Ke­nyon cał­ko­wi­cie po­rzu­cił swoją teo­rię na rzecz tego, co póź­niej na­zwano kon­cep­cją in­te­li­gent­nego pro­jektu i w 1984 roku jego pu­bliczne wy­zna­nie apo­sta­zji po­ja­wiło się w przed­mo­wie do krót­kiej, acz nie­zwy­kłej pracy The My­stery of Life's Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories [Ta­jem­nica po­cząt­ków. Po­nowna ocena bie­żą­cych teo­rii], au­tor­stwa che­mika Char­lesa B. Tha­xtona, ma­te­ria­ło­znawcy Wal­tera L. Bra­dleya i geo­che­mika Ro­gera L. Ol­sena. Wy­daw­nic­two Di­sco­very In­sti­tute Press przed­sta­wia z ra­do­ścią nową wer­sję książki - jej pier­wotny tekst wraz z roz­dzia­łami ak­tu­ali­zu­ją­cymi i roz­sze­rza­ją­cymi jej treść. Te nowe roz­działy au­tor­stwa che­mika syn­tezy or­ga­nicz­nej Ja­mesa To­ura, fi­zyka Briana Mil­lera, astro­noma Gu­il­lerma Gon­za­leza, bio­loga Jo­na­thana Wel­lsa i fi­lo­zofa bio­lo­gii Ste­phena Mey­era, przed­sta­wiają ak­tu­alny stan de­baty za­ini­cjo­wa­nej przez Tha­xtona oraz jego dwóch ko­le­gów w 1984 roku. Ta­jem­nica, na którą wów­czas wska­zali, po­zo­staje wciąż nie­roz­wią­zana mimo póź­niej­szych ba­dań na­gła­śnia­nych przez do­nie­sie­nia me­dialne, które za po­mocą krzy­kli­wych na­głów­ków i w wy­pa­czony spo­sób przed­sta­wiają ich wy­niki. Wraz z po­stę­pem na­uki ta­jem­nica ta po­głę­biła się jesz­cze bar­dziej.

Każdy, komu znana jest dzi­siej­sza teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu, do­strzeże pod­czas lek­tury Ta­jem­nicy po­cząt­ków zna­jome tre­ści. Nie da się ukryć, że roz­po­zna­jemy te miej­sca, a mó­wiąc do­kład­niej, roz­po­zna­jemy w nich in­te­li­gentny pro­jekt, za­nim jesz­cze ten za­ist­niał pod tą na­zwą. Acz­kol­wiek sfor­mu­ło­wa­nie "in­te­li­gentny pro­jekt" nie po­ja­wia się ni­g­dzie w pierw­szym wy­da­niu książki, po­ja­wiają się za to inne zwroty, osoby i mo­tywy, czyli wszystko, do czego od­wo­łują się współ­cze­śni teo­re­tycy in­te­li­gent­nego pro­jektu. Jest to szcze­gól­nie wi­doczne w epi­logu, któ­rego au­to­rem jest dok­tor Tha­xton i gdzie nie ma już szcze­gó­łów tech­nicz­nych, lecz mamy za to przed­sta­wiony bez­po­śred­nio ar­gu­ment za hi­po­tezą pro­jektu. Ste­phen Meyer otwar­cie mówi o swoim in­te­lek­tu­al­nym długu wo­bec Tha­xtona. W pew­nym sen­sie pierw­sze wy­da­nie Ta­jem­nicy po­cząt­ków to śmiały szkic tego, o czym bę­dzie pi­sał póź­niej sam Meyer, zwłasz­cza w książce Pod­pis w ko­mórce. Mamy tu "za­sadę ak­tu­ali­zmu"[3], twier­dze­nie, iż "te­raź­niej­szość jest klu­czem do prze­szło­ści"[4], od­wo­ły­wa­nie się do tego, co "wiemy z do­świad­cze­nia" w kwe­stii dzia­ła­nia "ob­da­rzo­nych in­te­li­gen­cją ba­da­czy"[5], rolę "kon­cep­cji stwo­rze­nia" w "po­wsta­niu współ­cze­snej na­uki"[6], za­chętę do "po­dą­ża­nia za do­wo­dami, do­kąd­kol­wiek pro­wa­dzą"[7], wska­za­nie na to, jak "okre­ślone skutki za­wsze mają in­te­li­gentne przy­czyny"[8], kon­cep­cję in­for­ma­cji Shan­nona, "wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­ność" Mi­cha­ela Po­la­ny­iego[9], przed­sta­wia­nie sta­no­wi­ska sa­mego Dar­wina jako hi­sto­rycz­nego pre­ce­densu pro­po­no­wa­nej ar­gu­men­ta­cji, pre­zen­to­wa­nie do­cho­dze­nia do prawdy o po­wsta­niu ży­cia na po­do­bień­stwo pracy de­tek­tywa pró­bu­ją­cego roz­wi­kłać za­gadkę mor­der­stwa oraz wiele in­nych zbież­no­ści.

Mo­gli­by­śmy na­pi­sać od­rębny ar­ty­kuł i prze­śle­dzić w nim wpływ po­wyż­szych wąt­ków przed­sta­wio­nych przez Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena na sa­mego Mey­era, znaj­du­jący od­bi­cie w pu­bli­ka­cjach tego ostat­niego, w tym w książce Po­wrót hi­po­tezy Boga[10]. Sfor­mu­ło­wa­nie "hi­po­teza Boga", po raz pierw­szy użyte przez Mey­era w ty­tule jego ar­ty­kułu z 1999 roku w cza­so­pi­śmie "Jo­ur­nal of In­ter­di­sci­pli­nary Stu­dies" po­ja­wia się zresztą w epi­logu pierw­szego wy­da­nia Ta­jem­nicy po­cząt­ków[11]. Tha­xton po­słu­guje się nim, kon­tra­stu­jąc ze sobą dwa różne ob­szary ba­dań, "na­uki ope­ra­cyjne" i "na­uki o po­cho­dze­niu" - w tych pierw­szych wy­klu­cza się z de­fi­ni­cji roz­wa­ża­nie trans­cen­dent­nego in­te­li­gent­nego pod­miotu spraw­czego jako przy­czyny okre­ślo­nych zda­rzeń; w tych dru­gich uwzględ­nie­nie jego roli może być w rze­czy­wi­sto­ści do­pusz­czalne. W Pod­pi­sie w ko­mórce Meyer na­pi­sał póź­niej, że ta "ter­mi­no­lo­gia była kło­po­tliwa"[12] i ter­min "na­uki o po­cho­dze­niu" za­stą­pił ter­mi­nem "na­uki hi­sto­ryczne".

Kiedy nie­dawno roz­ma­wia­łem z Tha­xto­nem, wy­ja­śnił mi, że ter­min "hi­po­teza Boga" był skró­tem my­ślo­wym, któ­rym po­słu­gi­wali się wy­kła­dowcy na Uni­wer­sy­te­cie Ha­rvarda w cza­sie jego stu­diów po­dok­to­ranc­kich na tej uczelni w za­kre­sie fi­lo­zo­fii na­uki. Tym stu­diom za­wdzię­czał także inne klu­czowe kon­cep­cje in­te­li­gent­nego pro­jektu oraz na­wyki my­ślowe. Na przy­kład po­strze­ga­nie Dar­wina jako mo­del lub pre­ce­dens dla wła­snych ar­gu­men­tów, tak jak robi to Meyer, było czymś, co Tha­xton za­czerp­nął od hi­sto­ryka na­uki Re­ijera Ho­oy­ka­asa (1906-1994), któ­rego po­znał w cza­sie tych stu­diów. "Ak­tu­alizm" to kon­cep­cja geo­loga Char­lesa Ly­ella (1797-1875), któ­rej Ho­oy­kaas po­świę­cił w 1963 roku osobną książkę, The Prin­ci­ple of Uni­for­mity in Geo­logy, Bio­logy, and The­ology [Za­sada ak­tu­ali­zmu w geo­lo­gii bio­lo­gii i teo­lo­gii]. Po­ję­cie in­for­ma­cji Shan­nona po­cho­dzi od teo­re­tyka in­for­ma­cji Hu­berta Yoc­keya (1916-2016), od­wo­łu­ją­cego się do teo­rii ma­te­ma­tyka Claude'a Shan­nona (1916-2001), a ter­min "wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność", ko­ja­rzony obec­nie przede wszyst­kim z ma­te­ma­ty­kiem i zwo­len­ni­kiem in­te­li­gent­nego pro­jektu Wil­lia­mem Demb­skim, od che­mika Le­sliego Or­gela (1927-2007). Rada, by "po­dą­żać za do­wo­dami tam, gdzie nas pro­wa­dzą" lub "mu­simy po­dą­żać za ar­gu­men­tami, do­kąd­kol­wiek nas pro­wa­dzą", czę­sto po­wta­rzana przez au­to­rów zaj­mu­ją­cych się in­te­li­gent­nym pro­jek­tem, jest pa­ra­frazą słów So­kra­tesa z Pań­stwa Pla­tona. W tłu­ma­cze­niu Al­lana Blo­oma te słowa brzmią, "Do­kąd­kol­wiek ar­gu­ment, jak wiatr, zmie­rza, tam mu­simy iść"[13].

Ina­czej mó­wiąc, to, na czym sku­pia się za­in­te­re­so­wa­nie Ta­jem­nicy po­cząt­ków, wiąże się czę­ściowo z kwe­stią po­cho­dze­nia ja­kiejś kon­cep­cji. To, o czym pi­szą Meyer i Tha­xton, łą­czy się z do­cie­ka­niami na­uko­wymi i fi­lo­zo­ficz­nymi wieku XX, XIX oraz wcze­śniej­szych stu­leci, po­dob­nie jak in­te­li­gentny pro­jekt łą­czy w szer­szy spo­sób fi­lo­zo­fię grecką, zwłasz­cza Anak­sa­go­rasa (V wiek p.n.e.), z my­śle­niem ko­legi, a póź­niej ry­wala Dar­wina, Al­freda Rus­sela Wal­lace'a (1823-1913). Bez wda­wa­nia się w nie­po­trzebne szcze­góły i bez zbyt­niego za­głę­bia­nia się w prze­szłość na­szki­cu­jemy czę­ściowo w tym wpro­wa­dze­niu bez­po­śred­nie tło po­wsta­nia książki oraz jej póź­niej­szy wpływ na ewo­lu­cję teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu.

Nie­moż­liwe jest cał­ko­wite od­dzie­le­nie ba­dań nad po­cho­dze­niem ży­cia od re­flek­sji i spe­ku­la­cji na­tury teo­lo­gicz­nej. Zwo­len­nicy ewo­lu­cji dar­wi­now­skiej przed­sta­wiają zwy­kle na po­par­cie swo­jej teo­rii ta­kie ar­gu­menty do­ty­czące Boga: "Bóg, je­śli ist­nieje (a wy­daje się, że nie ma po­wodu, aby tak są­dzić), z pew­no­ścią nie zro­biłby tego w taki spo­sób". Duża część na­szego za­in­te­re­so­wa­nia tym, jak po­wstało ży­cie, bie­rze się po­dob­nie ze świa­do­mo­ści, iż czy­sto na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nie jego po­cho­dze­nia nie jest tym, czego ocze­ki­wałby te­ista, wy­ja­śnie­nie zaś od­wo­łu­jące się do pro­jektu lub te­le­olo­gii nie jest tym, czego ocze­ki­wałby ma­te­ria­li­sta albo ate­ista. Dzi­siaj nie­któ­rzy z naj­bar­dziej pro­mi­nent­nych przed­sta­wi­cieli neo­dar­wi­ni­zmu to rów­no­cze­śnie zde­kla­ro­wani i ewan­ge­li­zu­jący ate­iści. Jest to jak naj­bar­dziej w po­rządku i fakt ten sam w so­bie nie unie­waż­nia ich my­śle­nia na­uko­wego. Nie ma więc nic szo­ku­ją­cego ani skan­da­licz­nego w tym, że po­mysł na książkę, która osta­tecz­nie uka­zała się pod ty­tu­łem Ta­jem­nica po­cząt­ków, wy­ło­nił się pod­czas spo­tka­nia grupy przy­ja­ciół i ko­le­gów zwią­za­nych z or­ga­ni­za­cją Probe Mi­ni­stries kie­ro­waną przez Jona Bu­ella i jego współ­pra­cow­nika Ja­mesa Wil­liamsa i sta­wia­jącą so­bie za cel pro­mo­wa­nie świa­to­po­glądu chrze­ści­jań­skiego. W 1981 roku Bu­ell za­ło­żył w Dal­las think tank o na­zwie Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics, pu­bli­ku­jący mię­dzy in­nymi książki o te­ma­tyce na­uko­wej, hi­sto­rycz­nej i etycz­nej. Od 2016 roku ta dzia­łal­ność wy­daw­ni­cza to im­print ofi­cyny Di­sco­very In­sti­tute Press.

Bu­ell znał współ­au­tora Ta­jem­nicy po­cząt­ków Wal­tera Bra­dleya jesz­cze z cza­sów, gdy ten był dok­to­ran­tem na Uni­wer­sy­te­cie Tek­sasu. W 1975 roku szu­kał au­tora, który na­pi­sałby wni­kliwą książkę na te­mat ewo­lu­cji i za­pro­po­no­wał ją Bra­dley­owi, wów­czas pro­fe­so­rowi na uni­wer­sy­te­cie Co­lo­rado School of Mi­nes. Bra­dley nie był za­in­te­re­so­wany tym te­ma­tem, lecz za­pro­po­no­wał w za­mian co in­nego: książkę o po­wsta­niu ży­cia. Jak po­wie­dział w wy­wia­dzie udzie­lo­nym Joh­nowi We­stowi z Di­sco­very In­sti­tute, po­dej­rze­wał, że pro­blem bio­ge­nezy może sta­no­wić "osta­teczną ba­rierę dla ca­łej tej kwe­stii ży­cia i ewo­lu­cji", "naj­trud­niej­szy krok" do­ty­czący tego, "jak za­cząć od zera" - czyli jak otrzy­mać ży­cie z nie­ży­cia[14]. Ba­da­nia do­ty­czące bio­ge­nezy mają z ko­niecz­no­ści cha­rak­ter mul­ti­dy­scy­pli­narny i sta­no­wią po­łą­cze­nie bio­lo­gii z dzie­dzi­nami, z któ­rymi po­wią­zana jest wie­dza fa­chowa Bra­dleya (ma­te­ria­ło­znaw­stwo), czyli z bio­che­mią, che­mią fi­zyczną, ki­ne­tyką che­miczną i ter­mo­dy­na­miką. "Co cie­kawe - mówi - więk­szość lu­dzi, któ­rych spo­tka­łem, a któ­rzy pra­cują jako bio­lo­dzy, rzadko może po­chwa­lić się dużą wie­dzą do­ty­czącą tego, co w moim prze­ko­na­niu sta­nowi bar­dziej fun­da­men­talną i teo­re­tyczną wie­dzę che­miczną. Dla­tego wiele z tego, co ro­bią, ma cha­rak­ter ja­ko­ściowy".

Bra­dley tym­cza­sem chciał unik­nąć spe­ku­la­cji ja­ko­ścio­wych. Roz­mowy i za­ję­cia aka­de­mic­kie, które pro­wa­dził, do­ty­czące za­gad­nie­nia po­cząt­ków ży­cia, w tym wy­kład go­ścinny z 1974 roku za­ty­tu­ło­wany Ter­mo­dy­na­mika a po­wsta­nie ży­cia, który wy­gło­sił na Uni­wer­sy­te­cie Sta­no­wym Ko­lo­rado, prze­ko­nały go, że tra­fił na coś in­te­re­su­ją­cego. Jedna z pod­sta­wo­wych kwe­stii, czyli at­mos­fera wcze­snej Ziemi, wy­ma­gała pod­szko­le­nia się w in­nej dzie­dzi­nie, a mia­no­wi­cie geo­che­mii. Dla­tego za­pro­sił do współ­pracy dru­giego współ­au­tora, Ro­gera Ol­sena wów­czas dok­to­ranta geo­che­mii w Co­lo­rado School of Mi­nes. "Nie­które z kon­cep­cji do­ty­czą­cych tego, w co lu­dzie chcie­liby wie­rzyć na te­mat abio­ge­nezy, za­leżą w bar­dzo du­żym stop­niu od po­cząt­ko­wego składu at­mos­fery Ziemi" - wspo­mina Bra­dley swoje ów­cze­sne prze­my­śle­nia. "Je­śli na przy­kład bę­dzie za dużo tlenu, nie ma już żad­nej na­dziei". Ba­da­nia Ol­sena mo­gły rzu­cić świa­tło na tę kwe­stię. "Ro­ger do­szedł do wnio­sku, że ni­gdy nie mie­li­śmy na Ziemi at­mos­fery re­duk­cyj­nej", jak za­kła­dał to eks­pe­ry­ment Mil­lera-Ureya i które to za­ło­że­nie miało "ze­rowe szanse praw­do­po­do­bień­stwa". At­mos­fera utle­nia­jąca ozna­czała za­gładę dla do­mnie­ma­nych che­micz­nych pre­kur­so­rów ży­cia.

Bra­dley i Ol­sen pra­co­wali nad pierw­szą wer­sją książki do­ty­czą­cej po­wsta­nia ży­cia już od sze­ściu mie­sięcy, gdy do Dal­las z Bo­stonu prze­pro­wa­dził się Char­les Tha­xton, który miał za sobą stu­dia po­dok­to­ranc­kie na Uni­wer­sy­cie Ha­rvarda (z hi­sto­rii na­uki) i na Uni­wer­sy­te­cie Bran­de­isa (z bio­lo­gii mo­le­ku­lar­nej). W epi­logu książki Ta­jem­nica po­cząt­ków znaj­dziemy jego krótką, acz in­try­gu­jącą wzmiankę au­to­bio­gra­ficzną bę­dącą świa­dec­twem jego wła­snego do­świad­cze­nia: "Kiedy prosi się nas o roz­wa­że­nie "nie­stan­dar­do­wych" lub "dziw­nych" kon­cep­cji, ta­kich jak spe­cjalne stwo­rze­nie - po­dob­nie jak au­to­rów tej książki za­le­d­wie kilka lat temu - re­agują tak, jak opi­suje to cy­to­wany wcze­śniej [Da­vid] Bohm. Ta re­ak­cja to "gwał­towny wstrząs". Co wię­cej, "[ten] pro­ces [...] bywa bo­le­sny (i rze­czy­wi­ście taki był dla jed­nego z au­to­rów tej pracy), ale dą­że­nie do prawdy za­wsze było i jest oku­pione trud­no­ściami i nie­jed­no­krot­nie wy­sta­wiało lu­dzi na nie­chęć i szy­kany oto­cze­nia".

Tha­xton, wpro­wa­dzony w wiarę przez matkę, prze­szedł na stu­diach okres nie­wiary. Wy­da­wało mu się, że wie­dza na­ukowa nie prze­wi­duje żad­nej roli dla ja­kie­goś bytu bo­skiego. Po raz pierw­szy za­głę­bił się w pro­blem abio­ge­nezy, gdy po li­cen­cja­cie za­czął stu­dio­wać che­mię fi­zyczną na Uni­wer­sy­te­cie Sta­no­wym Iowa. Wcze­śniej są­dził, że che­mia w pełni wy­ja­śnia po­wsta­nie ży­cia, lecz to za­ło­że­nie oka­zało się zbyt pro­ste. Ból i wstrząs, o któ­rych wspo­mi­nał w książce, to po pierw­sze po­czu­cie, że zdra­dził wła­sną matkę, a po dru­gie po­czu­cie, że zdra­dził tych, któ­rzy uwa­żali go za god­nego sza­cunku ma­te­ria­li­stę.

Po prze­pro­wadzce do Dal­las wraz z żoną i pierw­szym sy­nem na­wią­zał współ­pracę z Jo­nem Bu­el­lem. Był ko­niec 1975 roku i - jak Tha­xton po­wie­dział Joh­nowi We­stowi w wy­wia­dzie - "Bu­ell przy­szedł pew­nego dnia i po­ka­zał mi przy­nie­siony ze sobą ma­szy­no­pis"[15]. Była to praca Wal­tera Bra­dleya i Ro­gera Ol­sena, pierw­sza wer­sja tego, co miało stać się Ta­jem­nicą po­cząt­ków. "Prze­czy­ta­łem go - mówi Tha­xton - i moją pierw­szą re­ak­cją było: to rze­czy­wi­ście jest in­te­re­su­jące. Ale dla­czego tu tak mało che­mii?". Zgło­sił to za­strze­że­nie Bu­el­lowi, który za­pro­sił go na spo­tka­nie z Bra­dleyem i Ol­se­nem w Col­lege Sta­tion w Tek­sa­sie, do­kąd w tym cza­sie Bra­dley prze­niósł się, by pro­wa­dzić za­ję­cia na Te­xas A&M Uni­ver­sity. Gdy roz­ma­wiali u Bra­dleya w domu o książce, a Bu­ell za­chę­cił Tha­xtona do po­dzie­le­nia się swo­imi za­strze­że­niami co do braku che­mii, Bra­dley i Ol­sen ode­zwali się nie­mal jed­no­cze­śnie: "Skoro sam je­steś che­mi­kiem, to o tym na­pisz".

I Tha­xton tak wła­śnie zro­bił. Bra­dley mu­siał sku­pić się na za­ję­ciach na uczelni, a dok­tor Ol­sen prze­szedł do pry­wat­nego prze­my­słu, Tha­xton zaś, jako świeżo do­ko­op­to­wany do przed­się­wzię­cia, miał czas na dal­szą pracę nad książką. "Mu­sia­łem się wiele na­uczyć i zro­bi­łem to - mówi. - Dniem i nocą przez ty­go­dnie i mie­siące, tak że osta­tecz­nie mi­nęło kilka lat, za­nim wszystko zo­stało ukoń­czone". Ol­sen na­pi­sał o at­mos­fe­rze wcze­snej Ziemi w roz­dziale pią­tym (Wcze­sna Zie­mia i jej at­mos­fera), Bra­dley zaś na­pi­sał roz­działy siódmy, ósmy i dzie­wiąty (Ter­mo­dy­na­mika ukła­dów ży­wych, Ter­mo­dy­na­mika a po­wsta­nie ży­cia i Wy­szcze­gól­nie­nie spo­sobu wy­ko­na­nia pracy). "Póź­niej - jak mó­wił Bra­dley - Tha­xton na­pi­sał więk­szość po­zo­sta­łej czę­ści książki, w tym epi­log, który wy­cho­dzi poza dys­ku­sję czy­sto na­ukową i na któ­rym sku­piła się więk­szość ata­ków po jej pu­bli­ka­cji.

Jed­nym z pro­ble­mów z książką było to, że po­szcze­gólne roz­działy re­pre­zen­to­wały od­mienne głosy, inne ter­mi­no­lo­gie i różne spo­soby ar­gu­men­ta­cji. Jak wspo­mina Tha­xton, na­le­żało ją grun­tow­nie prze­re­da­go­wać, aby przy­po­mi­nała "książkę na­ukową, a nie pod­ręcz­nik dla in­ży­nie­rów". Dla­tego "prze­pra­co­wa­łem cały tekst, za­czą­łem od zera, po pro­stu za­czą­łem od nowa. Prze­szli­śmy przez ten pro­ces co naj­mniej dwa lub trzy razy". W 1978 roku go­towy ma­szy­no­pis wy­słano do re­cen­zji na­uko­wej kil­ku­na­stu na­ukow­com - część z nich była przy­chylna jej twier­dze­niom, inni nie.

Jed­nym z wy­bit­nych na­ukow­ców spe­cja­li­zu­ją­cych się w ba­da­niach nad bio­ge­nezą, któ­rego za­mie­rzano po­pro­sić o zda­nie, był Dean Ke­nyon. Za­kła­dano, że od­rzuci przed­sta­wiane w niej tezy, na pewno jed­nak od­nie­sie się do niej uczci­wie. Tha­xton i Ke­nyon na­wią­zali w 1981 roku ko­re­spon­den­cję i ten drugi, prze­czy­taw­szy ma­szy­no­pis, do tego stop­nia się za­in­te­re­so­wał, że za­pro­sił Bu­ella i Tha­xtona do sie­bie. Po­le­cieli za­tem na spo­tka­nie do San Fran­ci­sco. Tha­xton nie wie­dział wów­czas, że Ke­nyon pry­wat­nie za­czął wąt­pić we wła­sną teo­rię ewo­lu­cji che­micz­nej.

"Żo­łą­dek pod­cho­dził mi do gar­dła, gdy sie­dzie­li­śmy tego dnia w ga­bi­ne­cie Ke­ny­ona na jego uczelni - wspo­mina Tha­xton. - Pa­mię­tam, że za­py­ta­łem go, co są­dzi o książce". Ke­nyon w od­po­wie­dzi spoj­rzał na niego srogo, po czym uśmiech­nął się i po­wie­dział: "Moim zda­niem jest świetna". To ośmie­liło Tha­xtona, który nie tylko chciał po­znać zda­nie Ke­ny­ona na te­mat ich pracy, ale też za­mie­rzał po­pro­sić go o na­pi­sa­nie przed­mowy. Po­sta­no­wił go wy­son­do­wać. "Może w ta­kim ra­zie na­pi­sałby pan do niej przed­mowę?" - spy­tał, na co Ke­nyon od­parł: "Li­czy­łem na to, że pan mnie o to po­prosi".

W opi­nii hi­sto­ryka Ro­nalda Num­bersa, przed­sta­wio­nej w pracy The Cre­atio­ni­sts, wkład Ke­ny­ona, czo­ło­wego teo­re­tyka bio­ge­nezy "wy­zna­ją­cego, że nie wie­rzy już w na­tu­ra­li­styczną ewo­lu­cję", był "naj­bar­dziej ude­rza­jącą ce­chą ich książki"[16]. Ke­nyon na­pi­sał: "Gdy pro­fe­sjo­na­li­ści prze­czy­tają tę ważną pu­bli­ka­cję, jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia pójdą w nieco in­nych kie­run­kach". Pod­su­mo­wuje ją na­to­miast na­stę­pu­jąco: "Wszy­scy na­ukowcy za­in­te­re­so­wani pro­ble­mem po­wsta­nia ży­cia po­winni uważ­nie prze­stu­dio­wać tę książkę i oce­nić wła­sną pracę w świe­tle jej ar­gu­men­tów"[17]. Au­to­rzy Ta­jem­nicy po­cząt­ków nie mo­gli wy­ma­rzyć so­bie lep­szych słów po­par­cia.

Po za­koń­cze­niu etapu re­cen­zo­wa­nia i wpro­wa­dze­niu nie­zbęd­nych po­pra­wek nad­szedł czas na po­szu­ki­wa­nie wy­dawcy. Za­da­nie to przy­pa­dło Jo­nowi Bu­el­lowi. Ce­lem było do­tar­cie do od­biorcy nie­my­ślą­cego o świe­cie ka­te­go­riami re­li­gij­nymi, na co zresztą wska­zuje ję­zyk książki. Jak wspo­mina Tha­xton, na­le­żało bez­względ­nie uni­kać wszyst­kiego, co miało cho­ciażby naj­mniej­szy wy­dźwięk "re­li­gijny" i do­daje: "Chcie­li­śmy mieć pew­ność, że nie gło­simy ka­zań".

Zna­le­zie­nie wy­dawcy nie było jed­nak sprawą pro­stą. Wów­czas, po­dob­nie jak dzi­siaj, naj­lżej­sza wzmianka o "kre­acjo­ni­zmie" wy­star­czyła, by nie­któ­rzy za­czy­nali zgrzy­tać zę­bami, mimo że książka Tha­xtona bez wąt­pie­nia nie wspie­rała kre­acjo­ni­zmu w jego naj­bar­dziej pre­cy­zyj­nym zna­cze­niu jako wy­ko­rzy­sty­wa­nia na­uki do wspie­ra­nia do­słow­nego ro­zu­mie­nia Bi­blii. Z pew­no­ścią nie po­mo­gło i to, że w tym cza­sie, czyli w 1981 roku, Sąd Naj­wyż­szy roz­pa­try­wał istotną sprawę do­ty­czącą "kre­acjo­ni­zmu na­uko­wego" - McLean vs. Ar­kan­sas Bo­ard of Edu­ca­tion. Roz­strzy­gnięto ją w stycz­niu 1982 roku, stwier­dza­jąc, że na­ucza­nie kre­acjo­ni­zmu w szko­łach pu­blicz­nych na­ru­sza za­pis w pierw­szej po­prawce kon­sty­tu­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

W re­zul­ta­cie, gdy koń­czył się 1982 rok, Bu­ell wciąż szu­kał wy­dawcy. Cor­nell Uni­ver­sity Press i MIT Press wy­ra­ziły wstępne za­in­te­re­so­wa­nie, przy czym re­zul­tat koń­cowy, jak wspo­mina Tha­xton, był "nie­mal iden­tyczny". W tym pierw­szym wy­daw­nic­twie dwóch we­wnętrz­nych re­cen­zen­tów prze­czy­tało książkę i wy­dało sprzeczne opi­nie, za i prze­ciw. Po­pro­szono więc trze­ciego, wy­bit­nego na­ukowca. Tha­xton za­sta­na­wia się, czy nie był to cza­sem Carl Sa­gan. Eric Hal­pern, re­dak­tor zaj­mu­jący się na­by­wa­niem no­wych ty­tu­łów, prze­ka­zał Bu­el­lowi złe wie­ści, in­for­mu­jąc go: "Jak pan zo­ba­czy, ra­port nie daje nam pod­staw do po­zy­tyw­nej re­ko­men­da­cji dla na­szego kie­row­nic­twa wy­działu"[18]. Ów "nie­zdra­dza­jący toż­sa­mo­ści au­tora" ra­port jest rze­czy­wi­ście ką­śliwy i gromi książkę za jej "po­wierz­chowne" ar­gu­menty, acz­kol­wiek in­te­re­su­jące jest to, że po­ka­zuje rów­no­cze­śnie, jak nie­wiele zmie­niło się w ciągu ostat­nich 40 lat w kon­wen­cjo­nal­nym my­śle­niu o po­wsta­niu ży­cia. Ano­ni­mowy re­cen­zent z Cor­nell Uni­ver­sity Press nie kryje swo­jej iry­ta­cji: "To, że nie udało się jak do­tąd utwo­rzyć w la­bo­ra­to­rium ży­wej ko­mórki, wcale nie zna­czy, że mamy re­zy­gno­wać z ta­kich sta­rań". Na­ukowcy po­wta­rzają to samo dzi­siaj nie­mal ta­kimi sa­mymi sło­wami. Na przy­kład astro­nom Abra­ham Loeb z Ha­rvardu na blogu cza­so­pi­sma "Scien­ti­fic Ame­ri­can" roz­waża w 2019 roku per­spek­tywy "wy­pro­du­ko­wa­nia syn­te­tycz­nego ży­cia z pro­stych sub­stan­cji che­micz­nych" w la­bo­ra­to­rium, przy­zna­jąc rów­no­cze­śnie, że "na­wet je­śli od­rzu­cimy te per­spek­tywy jako nie­re­alne przy tech­nice, którą obec­nie dys­po­nu­jemy, inna cy­wi­li­za­cja, mi­liardy lat bar­dziej za­awan­so­wana tech­nicz­nie niż na­sza, mo­gła to zro­bić"[19].

Tha­xton od­pi­sał Hal­per­nowi na pa­pie­rze fir­mo­wym Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics, że cho­ciaż od wy­dawcy uni­wer­sy­tec­kiego na­leży oczy­wi­ście ocze­ki­wać fa­cho­wej re­cen­zji, "to jed­nak trudno wy­zbyć się od­czu­cia, że na­sze sta­no­wi­sko zo­stało wy­pa­czone przez ko­goś, kto czuje się za­gro­żony kry­tyką przed­sta­wioną" w książce. Do­dał po­nadto, że prze­słał książkę wraz z po­chleb­nymi opi­niami "zna­nych na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się ewo­lu­cją che­miczną" - che­mika syn­tezy or­ga­nicz­nej Gor­dona Shawa z Uni­ver­sity of Brad­ford w Wiel­kiej Bry­ta­nii, a także De­ana Ke­ny­ona. Re­cen­zent od­rzu­cił ma­szy­no­pis jako "kom­pletne prze­kła­ma­nie" po­zba­wione ory­gi­nal­no­ści i zro­zu­mie­nia, tym­cza­sem Ke­nyon okre­ślił książkę jako "jedną z naj­lep­szych kry­tycz­nych ana­liz po­wsta­nia ży­cia, ja­kie do tej pory czy­ta­łem". Tha­xton za­py­tał, dla­czego Hal­perna nie zdzi­wiła wy­raźna roz­bież­ność po­glą­dów: "Pro­szę za­sta­no­wić się nad tym, co wy­nika z za­rzu­tów Pań­stwa czy­tel­nika. Przy­ję­cie jego twier­dze­nia, że przed­sta­wi­li­śmy płytką kry­tykę, na którą już wie­lo­krot­nie od­po­wia­dano, równa się przy­pi­sa­niu czy­tel­ni­kom, któ­rych opi­nie do­łą­czy­li­śmy do pro­spektu książki, braku umie­jęt­no­ści re­cen­zenc­kich do tego stop­nia, że nie po­tra­fią do­strzec po­wierz­chow­nej kry­tyki. A są to znani na­ukowcy".

Do li­stu do Hal­perna z wy­daw­nic­twa Cor­nell Uni­ver­sity Press Tha­xton do­łą­czył nie­za­leżną opi­nię re­dak­tora wy­daw­nic­twa MIT Press, który był "en­tu­zja­stycz­nie na­sta­wiony" do książki, ale stra­cił pracę, po­nie­waż MIT Press zre­du­ko­wało swój dział po­świę­cony na­ukom przy­rod­ni­czym. Ów re­dak­tor, Gra­hame J.C. Smith, szcze­gól­nie chwa­lił omó­wie­nie przez Wal­tera Bra­dleya za­gad­nień ter­mo­dy­na­micz­nych. Te roz­działy były "tak do­bre, że reszta książki mo­głaby zo­stać tak zre­da­go­wana, aby była z nimi spójna"[20]. Szcze­gól­nie po­do­bał mu się roz­dział ósmy, w jego prze­ko­na­niu "na­prawdę do­sko­nały" i "świetny!". Za­warł po­nadto w swo­jej opi­nii wiele po­moc­nych su­ge­stii re­dak­cyj­nych i uwag kry­tycz­nych.

Tha­xton po­pro­sił Hal­perna o po­nowne roz­wa­że­nie moż­li­wo­ści opu­bli­ko­wa­nia książki, ale Hal­pern w osta­tecz­nej od­po­wie­dzi z 23 grud­nia 1982 roku grzecz­nie od­mó­wił. Ze względu na ostry sprze­ciw ukry­wa­ją­cego swoją toż­sa­mość "wy­bit­nego ba­da­cza w dzie­dzi­nie ewo­lu­cji che­micz­nej" mu­siałby szu­kać do­dat­ko­wego wspar­cia u na­ukow­ców z Cor­nell Uni­ver­sity, a nie chciał iść tą drogą.

Osta­tecz­nie Bu­ell i Tha­xton zde­cy­do­wali się na cie­szące się re­nomą i obecne od dawna na rynku no­wo­jor­skie wy­daw­nic­two Phi­lo­so­phi­cal Li­brary, które cho­ciaż nie­bę­dące ofi­cyną uni­wer­sy­tecką ani ści­śle na­ukową, mo­gło po­chwa­lić się im­po­nu­jącą li­stą au­to­rów, wśród któ­rych było wielu wy­bit­nych na­ukow­ców. Jego na­kła­dem uka­zał się zbiór tek­stów Al­berta Ein­ste­ina Out of My La­ter Years (1950), a po­nadto książki Wer­nera He­isen­berga, Maxa Plancka, Jean-Paula Sar­tre'a, Si­mone de Be­au­voir, a na­wet Ka­rola Dar­wina, nie li­cząc prac wielu lau­re­atów Na­grody No­bla[21]. Wy­daw­nic­two zgo­dziło się także na to, aby or­ga­ni­za­cja Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics pro­mo­wała książkę. Phi­lo­so­phi­cal Li­brary nie było utoż­sa­miane z re­li­gią i tym sa­mym sta­no­wiło wła­ściwy wy­bór, je­śli praca miała do­trzeć do od­bior­ców ze świata na­uki. Jej dru­gie wy­da­nie zo­stało opu­bli­ko­wane przez wy­daw­nic­two Le­wis and Stan­ley w Dal­las. Jak mówi Tha­xton, ten krok zo­stał po­dyk­to­wany tym, że po pro­stu "mo­żemy zro­bić wszystko znacz­nie szyb­ciej, bez opóź­nień, cze­ka­nia i tak da­lej".

Nie tylko Ke­nyon wy­po­wia­dał się po­zy­tyw­nie o książce. Na tyl­nej okładce znaj­dziemy po­chlebne opi­nie Ro­berta Ja­strowa z God­dard In­sti­tute for Space Stu­dies, agendy NASA ("bar­dzo do­brze prze­my­ślana i kla­rowna ana­liza"), oraz od jed­nego z naj­bar­dziej zna­nych ba­da­czy bio­ge­nezy, che­mika Ro­berta Sha­piro z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego ("istotny wkład w ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia [...], zbie­ra­jący w ca­łość naj­waż­niej­sze ar­gu­menty na­ukowe, po­ka­zu­jące nie­ade­kwat­ność obec­nych teo­rii, [acz­kol­wiek] nie po­dzie­lam jej osta­tecz­nych wnio­sków fi­lo­zo­ficz­nych"). Dwa lata póź­niej, w 1986 roku, Sha­piro opu­bli­ko­wał wła­sną książkę po­świę­coną temu sa­memu za­gad­nie­niu - Ori­gins: A Skep­tic's Gu­ide to the Cre­ation of Life on Earth [Po­wsta­nie ży­cia na Ziemi. Prze­wod­nik scep­tyka].

Przy­ję­cie Ta­jem­nicy po­cząt­ków przez na­ukow­ców po­maga wy­ja­śnić im­puls, któ­rego do­star­czyła książka dla ro­dzą­cego się ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu. Po­cząt­kowo nie było z ich strony żad­nej re­ak­cji, co nie­po­ko­iło au­to­rów. "Za­pa­no­wała mar­twa ci­sza" - wspo­mina Tha­xton. Nikt nic nie po­wie­dział. By­łem bar­dzo przy­gnę­biony i roz­cza­ro­wany. To było tak, jakby rzu­cić ka­mień w wodę, ale na po­wierzchni nie by­łoby żad­nej zmarszczki. Nic. Żad­nego efektu". Wy­dawca do­dał im otu­chy. "Nie na­leży się tym przej­mo­wać - mó­wił. - Taka książka po­trze­buje roku, by zo­stała za­uwa­żona".

Cze­kali za­tem. A i my mo­żemy za­trzy­mać się na chwilę, żeby przy­po­mnieć so­bie, jak ina­czej wy­glą­dał wów­czas świat dla scep­ty­ków ewo­lu­cji, za­równo che­micz­nej, jak i bio­lo­gicz­nej. W 1984 roku nie ist­niał jesz­cze cały wa­chlarz środ­ków wy­ko­rzy­sty­wa­nych dziś do za­stra­sza­nia dy­sy­den­tów. Nie było pro­fe­so­rów ewo­lu­cji spe­ku­lu­ją­cych na swo­ich blo­gach na te­mat ma­ją­cych się uka­zać ksią­żek i ura­bia­ją­cych od­bior­ców, na­sta­wia­jąc ich ne­ga­tyw­nie do no­wych idei. Nie było też ano­ni­mo­wych dar­wi­ni­stów za­miesz­cza­ją­cych na Ama­zo­nie pło­mienne re­cen­zje ksią­żek, któ­rych nie ku­pili, a tym bar­dziej nie prze­czy­tali. Każdy pi­sał pod wła­snym na­zwi­skiem i po­dob­nie znani z na­zwi­ska re­dak­to­rzy kon­tro­lo­wali pu­bli­ka­cję tek­stów, bio­rąc tym sa­mym na sie­bie od­po­wie­dzial­ność za to, co się uka­zy­wało. Do­brze było żyć w cza­sach przed in­ter­ne­tem. Za­in­te­re­so­wa­nie za­gad­nie­niem mu­siało bu­do­wać się or­ga­nicz­nie i uczci­wiej, przez ma­szy­no­pisy oraz ma­te­riały dru­ko­wane prze­sy­łane pocztą. Do­dat­kową ko­rzy­ścią było i to, że nie ist­niała jesz­cze Wi­ki­pe­dia two­rzona i re­da­go­wana przez nie­znane szer­szemu gronu osoby czę­sto dzia­ła­jące pod wy­myśl­nymi pseu­do­ni­mami i roz­po­wszech­nia­jące błędne in­for­ma­cje na każdy kon­tro­wer­syjny te­mat, dy­żu­ru­jąc dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na dobę, sie­dem dni w ty­go­dniu, go­towe w każ­dej chwili, aby po­ło­żyć tamę czy­imś szcze­rym sta­ra­niom ma­ją­cym na celu ko­rektę błęd­nych in­for­ma­cji. W 2017 roku wśród na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się in­te­li­gent­nym pro­jek­tem, któ­rym re­dak­to­rzy Wi­ki­pe­dii usu­nęli lub wy­ma­zali wpro­wa­dzone przez nich ha­sła do Wi­ki­pe­dii, zna­lazł się także Wal­ter Bra­dley. Na­wet współ­za­ło­ży­ciel Wi­ki­pe­dii, Larry San­ger, uznał po­dej­ście tej en­cy­klo­pe­dii do in­te­li­gent­nego pro­jektu za "od­ra­ża­jąco stron­ni­cze"[22].

Czy po­wyż­sze re­flek­sje to nie­istotna dy­gre­sja? W żad­nym ra­zie. Wspo­mi­nam o tym, po­nie­waż po­mimo bu­dzą­cej iry­ta­cję ko­re­spon­den­cji z wy­daw­nic­twem Cor­nell Uni­ver­sity Press, re­ak­cja na­ukow­ców spe­cja­li­zu­ją­cych się w bio­ge­ne­zie na Ta­jem­nicę po­cząt­ków robi wra­że­nie, je­śli wziąć pod uwagę, jak sto­sun­kowo zre­lak­so­wany, je­śli na­wet nie­ko­niecz­nie otwarty na nowe po­glądy, był ów­cze­sny na­ukowy es­ta­bli­sh­ment. W rze­czy sa­mej słowa wy­dawcy o tym, że trzeba po­cze­kać rok, oka­zały się trafne. "Tak wła­śnie się stało - mówi Tha­xton. - Kiedy za­częły po­ja­wiać się re­cen­zje książki, wy­sy­pały się jak z rę­kawa".

Jed­nym z naj­bar­dziej zna­czą­cych gło­sów była opi­nia bio­che­mika Sid­neya W. Foxa z Uni­wer­sy­tetu Miami, czo­ło­wego ba­da­cza po­wsta­nia ży­cia, któ­rego Tha­xton na­zywa "pro­pa­gan­dy­stą" na­tu­ra­li­stycz­nej in­ter­pre­ta­cji abio­ge­nezy. W swo­jej kpią­cej re­cen­zji z czerwca 1985 roku opu­bli­ko­wa­nej w cza­so­pi­śmie "The Qu­ar­terly Re­view of Bio­logy" za­uważa, że ża­den z au­to­rów książki "nie po­ja­wia się w czter­na­stym wy­da­niu Ame­ri­can Men and Wo­men of Science"[23]. Można jed­nak także usły­szeć w tej re­cen­zji nutę po­wścią­gli­wego sza­cunku: "au­to­rzy Ta­jem­nicy po­cząt­ków z mocą przed­sta­wiają ar­gu­menty an­ty­ewo­lu­cyjne"[24].

Jak wspo­mina Tha­xton, Fox był "bar­dziej zna­czący niż na po­czątku Stan­ley Mil­ler [ten z eks­pe­ry­mentu Mil­lera-Ureya] jako pro­pa­ga­tor wszyst­kich ma­te­ria­łów do­ty­czą­cych po­wsta­nia ży­cia w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych i tak da­lej. W póź­nych la­tach pięć­dzie­sią­tych i wcze­snych la­tach sześć­dzie­sią­tych za roz­po­wszech­nia­niem po­glą­dów na­tu­ra­li­stycz­nych stał Sid­ney Fox. Wszę­dzie. Cały czas". Tak więc po­mimo zgryź­li­wego tonu re­cen­zji, za­szczy­tem było to, że w ogóle za­uwa­żył książkę. I cho­ciaż Fox wy­tyka au­to­rom, że stoją bar­dzo ni­sko w hie­rar­chii na­uko­wej, Tha­xton stwier­dza, że jak na iro­nię, coś go z nim łą­czy, po­nie­waż prze­jął po nim jego dawny ga­bi­net na Uni­wer­sy­te­cie Sta­no­wym Iowa z cza­sów, gdy Fox był tam dok­to­ran­tem. "Mu­sia­łem go po­sprzą­tać i wy­nieść stam­tąd wiele jego rze­czy" - wspo­mina Tha­xton.

Re­cen­zja za­miesz­czona w nu­me­rze cza­so­pi­sma "Yale Jo­ur­nal of Bio­logy and Me­di­cine" z sierp­nia 1985 roku to zu­peł­nie inna hi­sto­ria. Pro­fe­sor Ja­mes F. Je­kel z Yale School of Me­di­cine ser­decz­nie po­gra­tu­lo­wał au­to­rom. "Dla wszyst­kich przyj­mu­ją­cych wy­godne za­ło­że­nie, że na­ukowe pro­blemy abio­ge­nezy są w więk­szo­ści roz­wią­zane, ta książka bę­dzie praw­dziwą nie­spo­dzianką" - stwier­dził, a na­stęp­nie pod­su­mo­wał: "Książka jako ca­łość bu­rzy bez­tro­ski spo­kój osób ak­cep­tu­ją­cych obecne teo­rie abio­ge­nezy. Jest do­brze na­pi­sana i cho­ciaż w wielu miej­scach tech­niczna, to jed­nak więk­szość tre­ści jest zro­zu­miała dla po­sia­da­ją­cego od­po­wied­nią wie­dzę la­ika". Na końcu pro­fe­sor Je­kel stwier­dza, że "jest zde­cy­do­wa­nie godna po­le­ce­nia każ­demu za­in­te­re­so­wa­nemu pro­ble­mem po­cząt­ków związ­ków che­micz­nych i ży­cia"[25].

Fa­scy­nu­jąca, bo nie­jed­no­znaczna była re­ak­cja wy­bit­nego na­ukowca z Uni­wer­sy­tetu Yale, bio­fi­zyka Ha­rolda J. Mo­ro­witza. Mo­ro­witz ze­zna­wał w spra­wie McLean vs. Ar­kan­sas Bo­ard of Edu­ca­tion w 1981 roku i w żad­nym ra­zie nie był przy­jaź­nie na­sta­wiony do kon­cep­cji, którą z cza­sem za­częto na­zy­wać in­te­li­gent­nym pro­jek­tem, za­uwa­ża­jąc w 2005 roku w cza­so­pi­śmie "Chro­nicle of Hi­gher Edu­ca­tion", że "tylko kre­acjo­ni­ści po­pie­rają teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu"[26]. Jak czy­tamy w jego ne­kro­logu opu­bli­ko­wa­nym na ła­mach dzien­nika "New York Ti­mes" w 2016 roku "był naj­bar­dziej znany z za­sto­so­wa­nia teo­rii ter­mo­dy­na­miki w bio­lo­gii", ba­da­jąc, w jaki spo­sób "dzia­ła­nie ener­gii prze­pły­wa­ją­cej przez układ wpływa na jego or­ga­ni­za­cję"[27]. Był za­tem kom­pe­tentny, żeby oce­nić część Ta­jem­nicy po­cząt­ków au­tor­stwa Wal­tera Bra­dleya do­ty­czącą tego za­gad­nie­nia. Kilka lat po opu­bli­ko­wa­niu książki Char­les Tha­xton miał szczę­ście przed­sta­wić ją oso­bi­ście na­uko­wej sła­wie, którą był dok­tor Mo­ro­witz. "Skon­tak­to­wa­łem się z nim póź­niej, by spy­tać, czy ją prze­czy­tał - mówi Tha­xton. - Po­my­śla­łem, że to bę­dzie świetny spo­sób, by do­wie­dzieć się, co my­śli o roz­dzia­łach, które na­pi­sał Bra­dley. Ale nie po­wie­dzia­łem mu, że wła­śnie to mnie in­te­re­suje".

Mo­ro­witz spo­rzą­dził dwu­stro­ni­cową pry­watną re­cen­zję[28]. Od­rzu­cił epi­log jako "fi­lo­zo­ficz­nie na­iwny" i "fi­lo­zo­ficz­nie nie­spra­wie­dliwy", za­uwa­ża­jąc, że brak w nim ja­kiej­kol­wiek wzmianki o Ber­ke­leyu i Spi­no­zie. Co się jed­nak ty­czyło pod­staw na­uko­wych książki, stwier­dził, że sta­nowi "bar­dzo zna­czący wy­si­łek", przed­sta­wia "na­ukowo uży­teczną kry­tykę bar­dzo ob­szer­nej li­te­ra­tury, a "au­to­rom z pew­no­ścią udało się po­ka­zać, że je­ste­śmy bar­dzo da­leko od prze­ko­nu­ją­cego, we­ry­fi­ko­wal­nego eks­pe­ry­men­tal­nie zro­zu­mie­nia, w jaki spo­sób mo­gło po­wstać coś tak zło­żo­nego, jak naj­prost­sze współ­cze­sne ko­mórki". Jed­nakże "za­ło­że­nie, że pro­blem leży poza gra­ni­cami moż­li­wo­ści współ­cze­snych nauk przy­rod­ni­czych, wy­daje się przed­wcze­sne".

W re­cen­zji bra­ko­wało od­nie­sie­nia do jed­nej rze­czy, co było dziwne, bio­rąc pod uwagę spe­cja­li­za­cję na­ukową Mo­ro­witza. Tha­xton po­szu­kał spo­sob­no­ści, by za­py­tać go o to te­le­fo­nicz­nie: "Jedno mnie in­try­guje. Wy­po­wie­dział pan kilka po­zy­tyw­nych uwag o na­szej książce. A rów­no­cze­śnie jako osoba wy­stę­pu­jąca w roli eks­perta od ter­mo­dy­na­miki pod­czas po­stę­po­wa­nia są­do­wego McLean vs. Ar­kan­sas Bo­ard of Edu­ca­tion nie od­niósł się pan w ża­den spo­sób do tego, co pi­szemy o ter­mo­dy­na­mice w Ta­jem­nicy po­cząt­ków. Czy mogę wie­dzieć dla­czego?". Jak wspo­mina Tha­xton, po dru­giej stro­nie "na­stą­piła długa, bar­dzo długa ci­sza. Za­nie­po­ko­iłem się. Ci­sza trwała i trwała, więc wresz­cie spy­ta­łem: "Czy pan tam na­dal jest?". Mo­ro­witz od­parł: "Tak. Wciąż my­ślę". A ja na to: "Czy w ta­kim ra­zie od­po­wie pan na moje py­ta­nie?". Wów­czas Mo­ro­witz po­wie­dział: "Nie było tam ni­czego, do czego mo­głem się przy­cze­pić, więc do ni­czego się nie od­nio­słem"". Mo­ro­witz jest do dziś uwa­żany za mi­strza w walce z "nie­wła­ści­wym wy­ko­rzy­sta­niem dru­giej za­sady ter­mo­dy­na­miki", jak uj­muje to lob­bu­jące na rzecz teo­rii Dar­wina ame­ry­kań­skie sto­wa­rzy­sze­nie Na­tio­nal Cen­ter for Science Edu­ca­tion[29]. Jed­nakże Tha­xton wy­ciąga z od­po­wie­dzi Mo­ro­witza oczy­wi­sty wnio­sek: "To zna­czy, że zgo­dził się z tym, co po­wie­dział Bra­dley. Prawda?". Na to wy­gląda.

Od in­nych na­ukow­ców re­pre­zen­tu­ją­cych dzie­dziny, w ob­rę­bie któ­rych po­ru­sza się książka, na­pły­nęły bar­dziej jed­no­znaczne po­chwały[30]. "To na­prawdę ge­nialna rzecz", na­pi­sał che­mik i ba­dacz po­wsta­nia ży­cia Clif­ford Mat­thews z Uni­wer­sy­tetu Il­li­nois. "Do­sko­nała po­nowna ocena pro­blemu; bar­dzo uczciwe po­dej­ście nie­bę­dące po­le­miką". Bio­log mo­le­ku­larny Jay Roth z Uni­wer­sy­tetu Con­nec­ti­cut był także "pod wiel­kim wra­że­niem" i na­zwał Ta­jem­nicę po­cząt­ków "fa­scy­nu­jącą pracą na­ukową". Che­mik Wal­ter Thor­son z Uni­wer­sy­tetu Al­berty po­chwa­lił ją jako "wspa­niałą książkę" przed­sta­wia­jącą "bar­dzo do­pra­co­waną i na­ukową ar­gu­men­ta­cję". Fi­zyk Gra­ham Gut­sche z Aka­de­mii Ma­ry­narki Wo­jen­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych na­pi­sał, że jest "zna­ko­mita!", do­da­jąc "wy­ko­rzy­sta­łem przed­sta­wione w niej in­for­ma­cje na mo­ich za­ję­ciach". Po­dob­nych opi­nii było wię­cej.

Jak można się było spo­dzie­wać, po­ja­wiły się także ataki na rze­komy "kre­acjo­nizm" książki, ale rów­no­cze­śnie ri­po­sty na nie ze strony wy­bit­nych ba­da­czy. Cza­so­pi­smo "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" po­wie­rzyło za­da­nie jej zre­cen­zo­wa­nia che­mi­kowi Ri­char­dowi Lem­mo­nowi z Law­rence Ber­ke­ley Na­tio­nal La­bo­ra­tory. "To obec­nie naj­bar­dziej po­czytne cza­so­pi­smo wśród osób zaj­mu­ją­cych się in­ży­nie­rią che­miczną i che­mią z ca­łego świata" - mówi Wal­ter Bra­dley. "Za­zwy­czaj jed­nak pu­bli­kuje ar­ty­kuły o no­wych osią­gnię­ciach w na­uce, che­mii i in­ży­nie­rii che­micz­nej, a także o rze­czach zwią­za­nych z prze­my­słem i tak da­lej. To zna­czy, że ma bar­dzo, bar­dzo sze­ro­kie grono od­bior­ców". Re­cen­zja Lem­mona w nu­me­rze z 1 lipca 1985 roku za­czyna się od stwier­dze­nia: "Je­dyne osoby, któ­rym mogę po­le­cić książkę The My­stery of Life's Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories, to nie­wielki uła­mek czy­tel­ni­ków C&EN bę­dą­cych re­li­gij­nymi kre­acjo­ni­stami. To rów­no­cze­śnie te same osoby, które za­zwy­czaj pi­szą li­sty do re­dak­cji, ile­kroć po­ja­wia się co­kol­wiek do­ty­czą­cego kre­acjo­ni­zmu. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na skargi do­ty­czące tej re­cen­zji i aby po­móc ich au­to­rom, pod­kre­ślam, że je­stem agno­sty­kiem i je­stem z tego dumny"[31].

Za­ty­tu­ło­waw­szy swoją re­cen­zję Po­wsta­nie ży­cia i czyn­nik nad­przy­ro­dzony, Lem­mon wy­klina au­to­rów książki jako "kre­acjo­ni­stów" for­su­ją­cych "kre­acjo­nizm". Naj­lep­szy chyba jest w re­cen­zji Lem­mona cy­tat z H.L. Menc­kena: "Gdyby to było moż­liwe, na­uka na­tych­miast wy­ja­śni­łaby po­wsta­nie ży­cia na Ziemi - i są wszel­kie po­wody, by są­dzić, że uczyni to w nie­da­le­kiej przy­szło­ści". Menc­ken na­pi­sał te słowa w 1930 roku; dzi­siaj, 90 lat póź­niej, wciąż je­ste­śmy w tym sa­mym miej­scu.

W kilku ko­lej­nych nu­me­rach cza­so­pi­sma czy­tel­nicy pro­te­sto­wali prze­ciwko sty­lowi i tre­ści re­cen­zji Lem­mona. Mi­chael A. Be­il­stein z Uni­wer­sy­tetu Sta­no­wego Ore­gonu na­pi­sał, że prze­czy­tał książkę i "nie zna­lazł w niej nic z gruntu nie­nau­ko­wego", prze­ciw­nie, sta­nowi ona "do­sko­nałą pre­zen­ta­cję" pro­ble­mów w tej dzie­dzi­nie i "uza­sad­nione wy­zwa­nie" dla ba­da­czy[32]. W tym sa­mym nu­me­rze Eu­gene C. McKan­nan z Mar­shall Space Fli­ght Cen­ter, agendy NASA, ob­li­czył, że "57 pro­cent re­cen­zji do­ty­czy oso­bi­stych prze­ko­nań re­cen­zenta - a nie książki" i wy­punk­to­wał "błędne koło w ro­zu­mo­wa­niu" Lem­mona, od­wo­łu­ją­cego się do Menc­kena, Geo­rge'a Ber­narda Shawa "i są­dów fe­de­ral­nych, z któ­rych ża­den nie miał do za­ofe­ro­wa­nia żad­nych no­wych da­nych"[33]. Do naj­bar­dziej zna­czą­cych re­plik na­leży za­li­czyć tę au­tor­stwa ko­legi Lem­mona z Uni­wer­sy­tetu Ka­li­for­nij­skiego Ber­ke­ley, Henry'ego F. Scha­ef­fera III, także che­mika, który wy­ra­ził ubo­le­wa­nie z po­wodu "po­wierz­chow­nej re­cen­zji", do­da­jąc, że także "prze­czy­tał książkę i uznał ją za­równo za in­te­re­su­jącą, jak i pro­wo­ku­jącą"[34]. Za­uwa­żył, że jej au­to­rzy "nie są "kre­acjo­ni­stami" w sen­sie spo­pu­la­ry­zo­wa­nym przez ostat­nie sprawy są­dowe". Od tam­tej pory Scha­ef­fer stał się sławny i na Wi­ki­pe­dii prze­czy­tamy o nim jako "jed­nym z naj­czę­ściej cy­to­wa­nych che­mi­ków na świe­cie"[35]. Jest także sy­gna­ta­riu­szem "Na­uko­wego sprze­ciwu wo­bec dar­wi­ni­zmu", ini­cja­tywy Di­sco­very In­sti­tute[36]. Gdy prze­niósł się na Uni­wer­sy­tet Geo­r­gii do Athens, za­pro­sił Char­lesa Tha­xtona na spo­tka­nie z kil­koma stu­den­tami i pro­fe­so­rami. "A za­tem oka­zuje się, że ja­kaś zła re­cen­zja nie jest do końca zła", mówi Tha­xton[37].

Istot­nie, za sprawą za­równo książki, jak i jej od­bioru, Tha­xton i Bra­dley stali się po­szu­ki­wa­nymi mów­cami za­pra­sza­nymi przez uczel­nie oraz inne in­sty­tu­cje. Bra­dley mówi: "Spo­śród 20 naj­lep­szych uni­wer­sy­te­tów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wy­gło­si­łem wy­kłady na 18 z nich" i wy­mie­nia Uni­wer­sy­tet Ha­rvarda, Uni­wer­sy­tet Yale, Mas­sa­chu­setts In­sti­tute of Tech­no­logy, Cor­nell Uni­ver­sity, Uni­wer­sy­tet Pen­syl­wa­nii, Uni­wer­sy­tet Stan­forda, Uni­wer­sy­tet Ka­li­for­nij­ski Los An­ge­les, Uni­wer­sy­tet Ka­li­for­nij­ski San Diego, Uni­wer­sy­tet Tek­sasu i inne uczel­nie. Te­ma­tyka jego wy­stą­pień to po­wsta­nie ży­cia, a także po­wsta­nie Wszech­świata. Wspo­mina, że na Uni­wer­sy­te­cie Ka­li­for­nij­skim Ber­ke­ley słu­chało go pra­wie dwa ty­siące osób. Z ko­lei w Bal­ti­more zda­rzyło się mu uczest­ni­czyć w pu­blicz­nej dys­ku­sji z Ro­ber­tem Sha­piro, che­mi­kiem z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego i scep­ty­kiem w kwe­stii nad­przy­ro­dzo­nego po­cho­dze­nia ży­cia. Sha­piro, cho­ciaż ate­ista, był na­sta­wiony przy­jaź­nie do książki. Jak wspo­mina Bra­dley, z góry prze­pro­sił słu­cha­czy: "To nie bę­dzie zbyt do­bra dys­ku­sja, po­nie­waż prze­czy­ta­łem książkę, którą na­pi­sał dok­tor Bra­dley i jego ko­le­dzy. I zga­dzam się z nią w około 90 pro­cen­tach".

Wi­zytę i wy­kład Tha­xtona na Uni­wer­sy­te­cie Prin­ce­ton w 1988 roku opi­suje "po­ufny ra­port" Jona Bu­ella. Cho­ciaż Bu­ell prosi: "był­bym wdzięczny za po­moc w ochro­nie ano­ni­mo­wo­ści róż­nych wspo­mnia­nych osób", to jed­nak pi­sze o pry­wat­nych spo­tka­niach "za­ini­cjo­wa­nych" przez ab­sol­wenta Prin­ce­ton Tho­masa Wo­odwarda i z ra­do­ścią od­no­to­wuje, że "lu­dzie z wy­działu nauk przy­rod­ni­czych za­pro­sili Char­lesa z wy­kła­dem, po­nie­waż prze­czy­tali Ta­jem­nicę po­cząt­ków (któ­rej Char­les jest głów­nym au­to­rem) i zgo­dzili się z jego sta­no­wi­skiem!". Spo­śród wy­kła­dow­ców tego wy­działu na pu­blicz­nym wy­kła­dzie Tha­xtona w Wo­odrow Wil­son School, bę­dą­cej czę­ścią Uni­wer­sy­tetu Prin­ce­ton, był mię­dzy in­nymi "Fre­eman Dy­son uwa­żany przez wielu za czo­ło­wego fi­zyka na świe­cie - "Al­berta Ein­ste­ina" końca XX wieku"[38]. Wo­odward wspo­mina: "Uczest­ni­czyło w nim cał­kiem spore grono pro­fe­so­rów nauk ści­słych i in­ży­nie­rii, z wy­dzia­łów che­mii, fi­zyki, geo­lo­gii, in­ży­nie­rii che­micz­nej"[39].

Tha­xton i Bra­dley opi­sują kon­fe­ren­cje do­ty­czące pro­ble­ma­tyki po­wsta­nia ży­cia, w któ­rych w tam­tym cza­sie uczest­ni­czyli, w tym za­mkniętą kon­fe­ren­cję tylko dla wy­bra­nych - Gor­don Re­se­arch Con­fe­rence. Na tej kon­fe­ren­cji, która od­była się w New Hamp­shire, Tha­xton od­był pa­miętną roz­mowę z Ja­me­sem Fer­ri­sem, re­dak­to­rem waż­nego cza­so­pi­sma na­uko­wego "Ori­gins of Life and Evo­lu­tion of Bio­sphe­res". "Fer­ris był che­mi­kiem eks­pe­ry­men­tal­nym za­trud­nio­nym w Rens­se­laer Po­ly­tech­nic In­sti­tute. Wy­sła­łem mu pocztą eg­zem­plarz książki, a póź­niej spo­tka­łem się z nim na kon­fe­ren­cji w New Hamp­shire, gdzie za­py­ta­łem, czy ma ja­kieś uwagi po lek­tu­rze. O ile pa­mię­tam, po­wie­dział coś w stylu: "Twoja książka jest zbyt cho­ler­nie wy­ra­fi­no­wana che­micz­nie, by wspie­rać tych kre­acjo­ni­stów". Do­dał, że uważa, że wiele rze­czy, które po­wie­dzie­li­śmy, jest cał­kiem słusz­nych, ale że ca­łość pro­wa­dzi w złym kie­runku". To zna­czy w kie­runku in­te­li­gent­nego pro­jektu.

Je­śli chcie­li­by­śmy zmie­rzyć wpływ, jaki wy­warła książka, to istotne zna­cze­nie dla przy­szło­ści ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu miała jedna kon­fe­ren­cja, na któ­rej prze­ma­wiał Tha­xton, ani za­mknięta, ani dla wy­bra­nych osób. Było to w Dal­las, mógł przyjść każdy, kto chciał, na­wet przy­pad­kowo ja­kiś młody geo­fi­zyk z branży naf­to­wej, nie­ma­jący lep­szych pla­nów na week­end. W swo­jej książce z 2009 roku Pod­pis w ko­mórce. DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu, Ste­phen Meyer za­pi­suje datę 10 lu­tego 1985 roku, so­botę, po­nie­waż to, co usły­szał, "zmie­niło bieg mo­jego ży­cia za­wo­do­wego. Pod ko­niec tego roku przy­go­to­wy­wa­łem się do prze­nie­sie­nia na Uni­wer­sy­tet w Cam­bridge w An­glii, czę­ściowo po to, aby zba­dać py­ta­nia, z któ­rymi się skon­fron­to­wa­łem tam­tego lu­to­wego dnia"[40]. Jego trzy książki, Pod­pis w ko­mórce, Wąt­pli­wość Dar­wina oraz Po­wrót hi­po­tezy Boga[41], od­dają hołd pracy Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena.

Meyer nie miałby oka­zji po­znać oso­bi­ście Tha­xtona, gdyby nie wziął udziału w in­nym wy­kła­dzie zor­ga­ni­zo­wa­nym na So­uthern Me­tho­dist Uni­ver­sity. Pre­le­gen­tem był Owen Gin­ge­rich, astro­fi­zyk z Ha­rvardu, wy­kład zaś do­ty­czył Wiel­kiego Wy­bu­chu i tego, co ten fakt pod­po­wiada nam w kwe­stii ce­lo­wo­ści Boga. Meyer do­wie­dział się, że Gin­ge­rich bę­dzie miał wy­kład na ten sam te­mat na­stęp­nego dnia, pod­czas kon­fe­ren­cji w słyn­nym ho­telu Hil­ton w Dal­las, i że dru­gim pre­le­gen­tem bę­dzie astro­nom z Ca­li­for­nia In­sti­tute of Tech­no­logy Al­lan San­dage. Za­in­try­go­wany za­gad­nie­niem, po­sta­no­wił się tam wy­brać.

W kon­fe­ren­cji brali udział te­iści i ate­iści, pre­zen­tu­jąc po­glądy na te­mat tego, co w epi­logu Ta­jem­nicy po­cząt­ków na­zwano na­ukową "hi­po­tezą Boga". Od­był się rów­nież pa­nel dys­ku­syjny na te­mat po­wsta­nia ży­cia. W skład pa­nelu wcho­dzili Dean Ke­nyon, przed­sta­wia­jący swoje po­wody od­rzu­ce­nia na­uko­wej teo­rii nie­kie­ro­wa­nej abio­ge­nezy, któ­rej był wcze­śniej­szym orę­dow­ni­kiem, oraz Char­les Tha­xton ar­gu­men­tu­jący, że dane, któ­rymi dys­po­nują na­ukowcy, wska­zują na ja­kąś "in­te­li­gentną przy­czynę" sto­jącą za pierw­szym ży­ciem. Meyer pi­sze w Pod­pi­sie w ko­mórce: "Inni na­ukowcy z pa­nelu stali się de­fen­sywni i wro­dzy. Dok­tor Rus­sell Do­olit­tle z Uni­wer­sy­tetu Ka­li­for­nij­skiego w San Diego za­su­ge­ro­wał, że je­śli trzej au­to­rzy nie byli za­do­wo­leni z po­stępu eks­pe­ry­men­tów do­ty­czą­cych bio­ge­nezy, po­winni sami "je zro­bić""[42].

Meyer do­wie­dział, się, że Tha­xton rów­nież mieszka w Dal­las i w ten spo­sób za­wią­zała się ich zna­jo­mość. "Za­dzwo­ni­łem do niego, a on za­pro­po­no­wał spo­tka­nie. Za­czę­li­śmy re­gu­lar­nie się wi­dy­wać i roz­ma­wiać, czę­sto długo po go­dzi­nach pracy"[43]. Mey­era ude­rzyła "ra­dy­kalna teza [Tha­xtona] gło­sząca, że in­te­li­gentną przy­czynę można uznać za bez­sprzeczną hi­po­tezę na­ukową o po­wsta­niu ży­cia"[44]. To twier­dze­nie - uzna­jące ist­nie­nie "cy­fro­wej in­for­ma­cji" za­ko­do­wa­nej w DNA i po­zwa­la­jące wnio­sko­wać na tej pod­sta­wie o au­to­rze kodu - ko­re­spon­do­wało po­nie­kąd z ów­cze­sną pracą za­wo­dową Mey­era opie­ra­jącą się na tech­nice ob­ra­zo­wa­nia kom­pu­te­ro­wego - za­ko­do­wa­nej in­for­ma­cji cy­fro­wej, nie­zmien­nie pro­wa­dzą­cej do au­tora lub au­to­rów - po­zwa­la­ją­cej zlo­ka­li­zo­wać złoża ropy naf­to­wej ukryte w głębi Ziemi. Zro­zu­mie­nie po­cho­dze­nia in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej i próba od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czy musi mieć swo­jego au­tora, stało się od tam­tej pory te­ma­tem ba­dań Mey­era i po­zo­staje nim do dzi­siaj.

Ka­riera Mey­era jako fi­lo­zofa na­uki i zwo­len­nika in­te­li­gent­nego pro­jektu roz­po­częła się od wy­słu­cha­nia Ke­ny­ona i Tha­xtona. Na­to­miast inny czo­łowy teo­re­tyk in­te­li­gent­nego pro­jektu, ma­te­ma­tyk i fi­lo­zof Wil­liam Demb­ski, już wcze­śniej do­szedł do wnio­sków zgod­nych z ar­gu­men­ta­cją Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena. Książka "po­ja­wiła się na li­ście mo­ich lek­tur do­ty­czą­cych ewo­lu­cji i stwo­rze­nia pod ko­niec lat osiem­dzie­sią­tych", po­wie­dział mi Demb­ski[45]. "To było, jesz­cze za­nim po­zna­łem ko­go­kol­wiek z ro­dzą­cego się ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu. By­łem świeżo upie­czo­nym dok­to­rem ma­te­ma­tyki i chcia­łem przy­wró­cić do ży­cia ar­gu­ment prze­ma­wia­jący za za­pro­jek­to­wa­niem przy­rody przez od­wo­ła­nie się do teo­rii praw­do­po­do­bień­stwa. Po­sze­dłem do bi­blio­teki pu­blicz­nej w Evan­ston w sta­nie Il­li­nois, wy­po­ży­czy­łem książkę i prze­czy­ta­łem ją. Się­gną­łem po nią, bę­dąc już wcze­śniej prze­ko­nany, że pro­cesy czy­sto che­miczne, któ­rym by­łaby pod­dana nie­oży­wiona ma­te­ria, nie by­łyby zdolne zor­ga­ni­zo­wać ni­czego, co za­słu­gi­wa­łoby na miano ży­wej formy. Ta książka do­wo­dziła tego jesz­cze do­bit­niej, de­mon­stru­jąc szcze­gó­łowo i aż do bólu nie­ade­kwat­ność sto­cha­stycz­nych i me­cha­ni­stycz­nych re­ak­cji che­micz­nych jako pro­po­no­wa­nych przy­czyn po­wsta­nia ży­cia".

Pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych Demb­ski miał do­łą­czyć do Bu­ella jako re­dak­tor na­ukowy sto­wa­rzy­sze­nia Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics. Uznaje Ta­jem­nicę po­cząt­ków za "prze­ło­mową" nie tylko ze względu na jej ar­gu­men­ta­cję na­ukową ("jej kry­tyka ewo­lu­cji che­micz­nej nie stra­ciła na ak­tu­al­no­ści"), ale także ze względu na to, że "wdarła się na nie­re­li­gijny ry­nek aka­de­micki". Demb­ski, po­dob­nie jak Meyer, od­daje książce na­leżne jej uzna­nie: "Cho­ciaż zwy­kle mówi się, że pierw­szą pu­bli­ka­cją na te­mat in­te­li­gent­nego pro­jektu wy­daną przez po­ważne wy­daw­nic­two aka­de­mic­kie była moja praca The De­sign In­fe­rence, która uka­zała się na­kła­dem Cam­bridge Uni­ver­sity Press w 1998 roku[46], można po­wie­dzieć, że pierw­sza była Ta­jem­nica po­cząt­ków, jako książka przy­go­to­wu­jąca grunt pod in­te­li­gentny pro­jekt, i to już 14 lat wcze­śniej!".

Wśród zwo­len­ni­ków in­te­li­gent­nego pro­jektu wła­śnie Meyer i Demb­ski wy­róż­niają się tym, że mieli naj­bliż­szy oso­bi­sty kon­takt z Char­le­sem Tha­xto­nem lub Jo­nem Bu­el­lem. Sły­sza­łem, jak Paul Nel­son, fi­lo­zof bio­lo­gii z Di­sco­very In­sti­tute, mó­wił pu­blicz­nie o swo­jej przy­jaźni z Wal­te­rem Bra­dleyem, który był dla niego men­to­rem. Z ko­lei bio­che­mik Mi­chael Behe, au­tor Czar­nej skrzynki Dar­wina[47] i in­nych ksią­żek, prze­czy­tał Ta­jem­nicę po­cząt­ków w 1992 roku i po­wie­dział mi: "Była to pierw­sza książka, z którą się ze­tkną­łem, przed­sta­wia­jąca ar­gu­menty za ce­lo­wym pro­jek­tem ży­cia - przy­naj­mniej u jego po­cząt­ków. To bar­dzo wzmoc­niło moje wła­sne prze­ko­na­nie, że pro­jekt sięga znacz­nie głę­biej w bio­lo­gię"[48]. Fi­zyk z Di­sco­very In­sti­tute, Brian Mil­ler, wspo­mina: "Prze­czy­ta­łem tę książkę pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych, kiedy zma­ga­łem się z py­ta­niem, czy je­stem pro­duk­tem śle­pych sił przy­rody, czy dzie­łem Stwórcy. Książka wy­ka­zała, że ży­cie nie mo­gło po­wstać w wy­niku nie­ukie­run­ko­wa­nych pro­ce­sów na­tu­ral­nych, co skie­ro­wało mnie z po­wro­tem w stronę wiary w Stwórcę, a tym sa­mym w kie­runku in­te­li­gent­nego pro­jektu[49].

"Ich książka za­po­cząt­ko­wała za­in­te­re­so­wa­nie teo­rią in­te­li­gent­nego pro­jektu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych - pi­sał Ste­phen Meyer - in­spi­ru­jąc po­ko­le­nie młod­szych na­ukow­ców"[50]. Cza­sami cho­dzi o coś wię­cej niż tylko in­spi­ra­cja. Tha­xton pa­mięta, jak w 1985 roku za­dzwo­nił do niego roz­darty we­wnętrz­nie dok­to­rant an­tro­po­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Il­li­nois, by ła­mią­cym się gło­sem wy­ra­zić mu swą wdzięcz­ność. Książka dała mu in­te­lek­tu­alne przy­zwo­le­nie na to, aby wie­rzyć, że ży­cie ludz­kie i całe ży­cie wy­pływa z ja­kie­goś in­te­li­gent­nego źró­dła. W ro­dzą­cym ko­ro­zję du­chową kon­tek­ście współ­cze­snego śro­do­wi­ska aka­de­mic­kiego ta­kie przy­zwo­le­nie na wiarę to nie­mała rzecz. "I to wła­śnie stu­dent an­tro­po­lo­gii - mówi Tha­xton. - Nie bio­ge­nezy ani cze­goś po­dob­nego, lecz wła­śnie an­tro­po­lo­gii. Wzru­szony tłu­ma­czył mi, że dzięki lek­tu­rze na­szej książki udało się mu zro­zu­mieć, w jaki spo­sób mógłby da­lej po­zo­stać na uczelni i kon­ty­nu­ować dok­to­rat".

W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak, po­dob­nie jak praca Dar­wina O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków, Ta­jem­nica po­cząt­ków Tha­xtona wy­warła bez wąt­pie­nia naj­więk­szy i naj­szer­szy wpływ na nie­zli­czone rze­sze lu­dzi, któ­rzy ni­gdy jej nie czy­tali i być może ni­gdy o niej nie sły­szeli. Tak jest z wie­loma wpły­wo­wymi książ­kami, z god­nymi uwagi wy­jąt­kami, ta­kimi jak Bi­blia. Jak już wspo­mi­na­łem, w Ta­jem­nicy po­cząt­ków ani razu nie pada sfor­mu­ło­wa­nie "in­te­li­gentny pro­jekt". Jed­nak fakt, że ter­min ten jest dzi­siaj w po­wszech­nym uży­ciu, można w du­żej mie­rze przy­pi­sać Char­le­sowi Tha­xto­nowi, Wal­te­rowi Bra­dley­owi i Ro­ge­rowi Ol­se­nowi. Ile­kroć ja­kiś zna­czący in­te­lek­tu­ali­sta, od ate­istycz­nego fi­lo­zofa z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego Tho­masa Na­gela[51] po in­for­ma­tyka z Yale i po­li­hi­stora Da­vida Ge­lern­tera[52], że­gna się z dar­wi­now­skim na­tu­ra­li­zmem po lek­tu­rze Mey­era oraz in­nych au­to­rów, sta­nowi to do­wód uzna­nia dla twór­ców ta­kich ksią­żek.

Ist­nieje jed­nak znacz­nie po­waż­niej­szy pro­blem niż opi­nie in­te­lek­tu­ali­stów. Ja­mes Tour, che­mik z Uni­wer­sy­tetu Rice spe­cja­li­zu­jący się w syn­te­zie or­ga­nicz­nej, który wniósł istotny wkład do tego wy­da­nia książki, jest obec­nie na­ukow­cem gło­śno i bez ogró­dek ob­na­ża­ją­cym bzdur­ność ple­nią­cych się na­głów­ków w me­diach do­ty­czą­cych ba­dań nad po­cho­dze­niem ży­cia, ta­kich jak Od­na­le­ziono po­czą­tek ży­cia[53] lub Zdu­mie­wa­jące od­kry­cie może sta­no­wić klucz do po­cząt­ków ży­cia[54], które, co gor­sza, są bez­tro­sko sto­so­wane w ko­mu­ni­ka­tach pra­so­wych uni­wer­sy­te­tów i in­sty­tu­cji ba­daw­czych przy­pusz­czal­nie za­twier­dza­nych przez sa­mych na­ukow­ców pro­wa­dzą­cych ba­da­nia. Nie są­dzę, by kto­kol­wiek ce­lowo chciał oszu­kać opi­nię pu­bliczną. Nie­mniej tak pre­zen­to­wane wy­niki, jak wska­zuje Tour, wpro­wa­dzają po­waż­nie w błąd opi­nię pu­bliczną. Ta­kich jak Tour jest nie­wielu i spo­ty­kają go z tego po­wodu szy­kany. To, że głosy tego ro­dzaju sły­chać rzadko, sta­nowi po­ważny pro­blem. Można to na­zwać za­nie­dba­niem, nie­za­bie­ra­niem głosu, gdy trzeba, nie­pro­te­sto­wa­niem, gdy jest to ko­nieczne. Każda z tych moż­li­wo­ści wcho­dzi w grę.

Ta dez­in­for­ma­cja me­dialna jest dla wielu prze­szkodą, da­jąc fał­szywy ob­raz od­po­wie­dzi na osta­teczne py­ta­nie. Au­to­rzy tej książki za­po­cząt­ko­wali obronę prawdy. Dla zwy­kłych, bez­i­mien­nych lu­dzi, któ­rzy zy­skali na­dzieję, że za za­słoną bru­tal­nej fi­zycz­nej eg­zy­sten­cji kryje się cel, który można roz­po­znać w po­wsta­niu ży­cia, zna­cze­nie tej książki jest prze­ogromne.

Wstęp do dru­giego wy­da­nia książki

Ro­bert J. Marks, John West

W 1984 roku trzech od­waż­nych na­ukow­ców - Char­les Tha­xton, Wal­ter Bra­dley i Ro­ger Ol­sen - przed­sta­wiło po­nowną, wni­kliwą ocenę ów­cze­snych teo­rii na­uko­wych do­ty­czą­cych po­wsta­nia ży­cia i opu­bli­ko­wało ją w wy­daw­nic­twie Phi­lo­so­phi­cal Li­brary (w któ­rym pu­bli­ko­wali swoje prace także Al­bert Ein­stein, Wer­ner He­isen­berg, Max Planck oraz wielu in­nych wy­bit­nych na­ukow­ców i my­śli­cieli). Książka Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia rzu­ciła wy­zwa­nie ów­cze­snej or­to­dok­sji na­uko­wej i wy­wo­łała znaczne za­in­te­re­so­wa­nie ba­da­czy. Ro­bert Ja­strow, wie­lo­letni współ­pra­cow­nik NASA, przy­jął ją z uzna­niem jako "bar­dzo do­brze prze­my­ślaną i kla­rowną ana­lizę" pro­blemu, na­to­miast Ro­bert Sha­piro, pro­fe­sor che­mii na Uni­wer­sy­te­cie No­wo­jor­skim, chwa­lił ją jako "istotny wkład w ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia".

Główna teza książki była za­ska­ku­jąca - obecne po­dej­ścia do pro­blemu po­wsta­nia ży­cia to ciąg ko­lo­sal­nych po­ra­żek i dla­tego na­leży po­now­nie prze­my­śleć ca­łość za­gad­nie­nia. Jak ujęli to au­to­rzy:

Mamy tu do czy­nie­nia z za­sad­ni­czą trud­no­ścią. Od­nosi się ona w rów­nym stop­niu do już od­rzu­co­nych, obec­nych i moż­li­wych przy­szłych mo­deli ewo­lu­cji che­micz­nej. Uwa­żamy, że sto­imy przed ta­kim sa­mym pro­ble­mem jak ten, z któ­rym zma­gał się śre­dnio­wieczny al­che­mik po­sta­wiony przed za­da­niem prze­miany mie­dzi w złoto. [...] Nie można zro­bić złota z mie­dzi, ja­błek z po­ma­rań­czy ani uzy­skać in­for­ma­cji z ujem­nej en­tro­pii ter­micz­nej. Nie wy­daje się, by ist­niały ja­kie­kol­wiek pod­stawy fi­zyczne do po­wszech­nie i mil­cząco przyj­mo­wa­nego za­ło­że­nia, iż układ otwarty to wy­star­cza­jące wy­tłu­ma­cze­nie zło­żo­no­ści ży­cia.

Pod ko­niec książki au­to­rzy za­su­ge­ro­wali, że po­wsta­nie ży­cia mo­gło wy­ma­gać tego, co fi­lo­zof Mi­chael Po­la­nyi na­zwał "głę­boką in­ter­wen­cją in­for­ma­cyjną", lub tego, co sami na­zwali "in­te­li­gentną przy­czyną". Więk­szość ów­cze­snych na­ukow­ców nie chciała przy­jąć do wia­do­mo­ści tej re­wo­lu­cyj­nej pro­po­zy­cji, nie­mniej słowa au­to­rów za­in­spi­ro­wały nowe po­ko­le­nie na­ukow­ców i ba­da­czy, któ­rzy po­świę­cili się po­szu­ki­wa­niu do­wo­dów na ist­nie­nie ce­lo­wo­ści i in­te­li­gent­nego pro­jektu w ca­łej przy­ro­dzie.

Pu­bli­ku­jąc po­now­nie książkę Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia z oka­zji trzy­dzie­stej pią­tej rocz­nicy jej pierw­szego wy­da­nia, chcemy tym sa­mym wy­ra­zić uzna­nie dla zna­czą­cego osią­gnię­cia jej twór­ców, a rów­no­cze­śnie po­dzię­ko­wać za ogromny trud Jo­nowi Bu­el­lowi z Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics, który po­mógł urze­czy­wist­nić nasz za­miar. Wpro­wa­dze­nie au­tor­stwa Da­vida Klin­ghof­fera przed­sta­wia ku­lisy jej po­wsta­wa­nia oraz wpływ, jaki wy­warła na wielu lu­dzi. Pier­wotny tekst zo­stał nie­znacz­nie zak­tu­ali­zo­wany. Fakt, że ko­nieczny był je­dy­nie drobny re­tusz, jest świa­dec­twem skru­pu­lat­no­ści au­to­rów i trwa­łej na­tury do­strze­żo­nego przez nich pro­blemu w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia.

Pierw­szą część ni­niej­szej pu­bli­ka­cji sta­nowi ory­gi­nalny tekst książki Ta­jemnca po­cho­dze­nia ży­cia, acz­kol­wiek jej ce­lem jest coś wię­cej niż tylko uzna­nie w ten spo­sób hi­sto­rycz­nego zna­cze­nia pracy Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena. Na drugą bo­wiem część, za­ty­tu­ło­waną "Ak­tu­alny stan dys­ku­sji", skła­dają się nowe roz­działy przy­glą­da­jące się obec­nej sy­tu­acji w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia, któ­rych au­to­rami są: che­mik Ja­mes Tour z Rice Uni­ver­sity, fi­zyk Brian Mil­ler, astro­nom Gu­il­lermo Gon­za­lez, bio­log Jo­na­than Wells i fi­lo­zof na­uki Ste­phen C. Meyer. Dla wszyst­kich pra­gną­cych po­znać le­piej nie tylko hi­sto­rię dą­że­nia na­uki do zro­zu­mie­nia po­wsta­nia ży­cia, ale także to, co dzi­siaj na ten te­mat są­dzą ba­da­cze, książka bę­dzie nie­oce­nio­nym prze­wod­ni­kiem.

Chcie­li­by­śmy po­dzię­ko­wać wielu oso­bom, które przy­czy­niły się do no­wej edy­cji, w szcze­gól­no­ści Char­le­sowi Gar­ne­rowi z Uni­wer­sy­tetu Mem­phis, który przej­rzał tekst pierw­szego wy­da­nia pod ką­tem ko­niecz­nych ak­tu­ali­za­cji; Mike'owi Perry'emu z In­kling Bo­oks, który ją za­pro­jek­to­wał i zin­dek­so­wał; Bria­nowi Gage'owi z pra­cowni Pipe & Ta­bor, który za­pro­jek­to­wał okładkę i opra­co­wał gra­ficz­nie ry­sunki, ta­bele oraz rów­na­nia; Iwa­nowi San­djaji, który ze­ska­no­wał ory­gi­nalny tekst i prze­kon­wer­to­wał go do for­matu cy­fro­wego; Ca­me­ro­nowi Wy­bro­wowi i Aman­dzie Witt, któ­rzy za­trosz­czyli się o re­dak­cję i ko­rektę; i rzecz ja­sna sa­mym au­to­rom jej pierw­szego wy­da­nia - Char­le­sowi Tha­xto­nowi, Wal­te­rowi Bra­dley­owi i Ro­ge­rowi Ol­se­nowi - a także au­to­rom no­wych roz­dzia­łów po­miesz­czo­nych w tym wy­da­niu. Na ko­niec pra­gniemy wy­ra­zić wdzięcz­ność za fi­nan­so­wa­nie i wspar­cie ze strony Wal­ter Bra­dley Cen­ter for Na­tu­ral and Ar­ti­fi­cial In­tel­li­gence, czę­ści Di­sco­very In­sti­tute, bez po­mocy któ­rego ta nowa książka nie zo­sta­łaby opu­bli­ko­wana.

Ro­bert J. Marks, PhD,

dy­rek­tor Wal­ter Bra­dley Cen­ter for Na­tu­ral and Ar­ti­fi­cial In­tel­li­gence,

Di­sco­very In­sti­tute

John G. West, PhD,

wi­ce­pre­zes Di­sco­very In­sti­tute

gru­dzień 2019

Do­tych­czas w se­rii uka­zały się:

Jo­na­than Wells

Ikony ewo­lu­cji.

Na­uka czy mit?

Phil­lip E. John­son

Dar­win przed są­dem

Mi­chael J. Behe

Czarna skrzynka Dar­wina.

Bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu

Mi­chael J. Behe

Gra­nica ewo­lu­cji.

W po­szu­ki­wa­niu ogra­ni­czeń dar­wi­ni­zmu

Jo­na­than Wells

Zom­bie-na­uka.

Jesz­cze wię­cej ikon ewo­lu­cji

Gu­il­lermo Gon­za­les

Jay W. Ri­chards

Wy­jąt­kowa pla­neta.

Dla­czego na­sze po­ło­że­nie w ko­smo­sie umoż­li­wia od­kry­cia na­ukowe

Wil­liam A. Demb­ski

Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie.

Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw

Mi­chael Den­ton

Kry­zys teo­rii ewo­lu­cji

Do­uglas Axe

Nie­pod­wa­żalne.

Jak bio­lo­gia po­twier­dza na­szą in­tu­icję, że ży­cie jest za­pro­jek­to­wane

Mi­chael Den­ton

Teo­ria ewo­lu­cji.

Kry­zysu ciąg dal­szy

Ste­phen C. Meyer

Pod­pis w ko­mórce.

DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu

Ste­phen C. Meyer

Wąt­pli­wość Dar­wina.

Kam­bryj­ska eks­plo­zja ży­cia jako świa­dec­two in­te­li­gent­nego pro­jektu

Wil­liam A. Demb­ski

Nic za darmo.

Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja

Jo­na­than Wells

Mit śmie­cio­wego DNA

Gra­nville Se­well

Na po­czątku

Eseje o teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu

Mi­chael J. Behe

De­wo­lu­cja

Od­kry­cia na­ukowe do­ty­czące DNA wy­zwa­niem dla dar­wi­ni­zmu

Pod re­dak­cjąDa­vida Klin­ghof­fera

Kon­tro­wer­syjny pod­pis

Od­po­wiedź na kry­tykę książki Pod­pis w ko­mórce

Mar­cos Eber­lin

Da­le­ko­wzrocz­ność

Jak bio­che­mia uka­zuje plan i ce­lo­wość ży­cia

Mi­chael J. Den­ton

Prze­zna­cze­nie na­tury

Co prawa bio­lo­gii mó­wią o na­szym miej­scu we Wszech­świe­cie

Eric Cas­sell

Al­go­rytmy zwie­rząt

Ewo­lu­cja a ta­jem­nica za­dzi­wia­ją­cych in­stynk­tów

Mi­chael J. Behe

Pu­łapka na Dar­wina

Mi­chael J. Behe od­po­wiada kry­ty­kom

Pod re­dak­cją Da­vida Klin­ghof­fera

Spór o Wąt­pli­wość Dar­wina Kon­tro­wer­sja na­ukowa, któ­rej nie spo­sób za­prze­czyć

Przy­pisy

Wpro­wa­dze­nie
[1] M. Shel­ley, Fran­ken­stein, czyli współ­cze­sny Pro­me­te­usz, tłum. M. Płaza, Wy­daw­nic­two Ve­sper, Czer­wo­nak 2013, s. 273-274.
[2] List Ka­rola Dar­wina do Jo­se­pha D. Ho­okera z 1 lu­tego 1871, w: J. We­iner, Hi­po­tezy o po­wsta­niu i wcze­snej ewo­lu­cji ży­cia, "Ko­smos. Pro­blemy nauk bio­lo­gicz­nych" 2009, t. 58, nr 3-4, s. 501.
[3] C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, Ta­jem­nica po­cząt­ków. Dla­czego wciąż nie wiemy, jak po­wstało ży­cie, tłum. A. Go­mola, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2023, roz­działy 1, 2 i 3.
[4] Tamże, roz­działy 12 i 17 (cz. III).
[5] Tamże, roz­dział 17 (cz. III).
[6] Tamże, roz­dział 12.
[7] Tamże, roz­dział 17 (cz. III).
[8] Tamże, roz­dział 17 (cz. III).
[9] Tamże.
[10] S.C. Meyer, Po­wrót hi­po­tezy Boga. Trzy od­kry­cia na­ukowe ujaw­nia­jące ce­lo­wość Wszech­świata, tłum. A. Go­mola, Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022 (przyp. tłum.).
[11] C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, Ta­jem­nica po­cząt­ków, roz­dział 12.
[12] S.C. Meyer, Pod­pis w ko­mórce. DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu, tłum. J. Cho­jak-Koź­niew­ska, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021, s. 39.
[13] The Re­pu­blic of Plato, 394d, trans. A. Bloom, 2nd ed., Ba­sic Bo­oks, New York 1991, s. 73. [W wer­sji pol­skiej ten cy­tat brzmi: "Któ­rędy nas myśl po­nie­sie niby wiatr, tam­tędy so­bie idźmy"; Pla­ton, Pań­stwo, tłum. W. Wi­twicki, Wy­daw­nic­two An­tyk, Kęty 2003, s. 91 - przyp. tłum.].
[14] O ile nie za­zna­czono ina­czej, wszyst­kie cy­taty wy­po­wie­dzi Wal­tera Bra­dleya po­cho­dzą z na­gra­nego wy­wiadu prze­pro­wa­dzo­nego przez Johna We­sta 5 marca 2019 roku.
[15] O ile nie za­zna­czono ina­czej, wszyst­kie cy­taty wy­po­wie­dzi Char­lesa Tha­xtona po­cho­dzą z na­gra­nego wy­wiadu prze­pro­wa­dzo­nego przez Johna We­sta 15 marca 2019 roku.
[16] R.L. Num­bers, The Cre­atio­ni­sts: From Scien­ti­fic Cre­atio­nism to In­tel­li­gent De­sign, Ha­rvard Uni­ver­sity Press, Cam­bridge, MA 2006, s. 373-374.
[17] C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, Ta­jem­nica po­cząt­ków, Przed­mowa.
[18] Całą ko­re­spon­den­cję z Cor­nell Uni­ver­sity Press prze­ka­zał mi Char­les Tha­xton.
[19] A. Loeb, When Lab Expe­ri­ments Carry The­olo­gi­cal Im­pli­ca­tions, "Scien­ti­fic Ame­ri­can" 2019, April 22, https://blogs.scien­ti­fi­ca­me­ri­can.com/ob­se­rva­tions/when-lab-expe­ri­ments-carry-the­olo­gi­cal-im­pli­ca­tions/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[20] Ko­re­spon­den­cję z Gra­ha­mem J.C. Smi­them prze­ka­zał mi Char­les Tha­xton.
[21] Zob. http://www.phi­lo­so­phi­cal­li­brary.com/phi­lo­so­phi­cal-li­brary-au­thors/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[22] Zob. D. Klin­ghof­fer, Wi­ki­pe­dia Co-Fo­un­der Bla­sts "Ap­pal­lin­gly Bia­sed" Wi­ki­pe­dia En­try on In­tel­li­gent De­sign, "Evo­lu­tion News & Science To­day" 2017, De­cem­ber 12, https://evo­lu­tion­news.org/2017/12/wi­ki­pe­dia-co-fo­un­der-calls-wi­ki­pe­dia-en­try-on-in­tel­li­gent-de­sign-ap­pal­lin­gly-bia­sed/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[23] S.W. Fox, Bey­ond the Po­wer of Science?, "The Qu­ar­terly Re­view of Bio­logy" 1985, Vol. 60, No. 2, s. 193-195.
[24] Tamże.
[25] J.F. Je­kel, The My­stery of Life's Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories, "The Yale Jo­ur­nal of Bio­logy and Me­di­cine" 1985, Vol. 58, Is­sue 4, s. 407-408.
[26] H. Mo­ro­witz, R. Ha­zen, J. Tre­fil, In­tel­li­gent De­sign Has No Place in the Science Cur­ri­cu­lum, "The Chro­nicle of Hi­gher Edu­ca­tion" 2005, Sep­tem­ber 2, https://www.chro­nicle.com/ar­ticle/In­tel­li­gent-De­sign-Has-No/31763 [do­stęp: 11 VII 2023].
[27] S. Ro­berts, Ha­rold Mo­ro­witz, 88, Bio­phy­si­cist, Dies; Tac­kled Enig­mas Big and Small, "New York Ti­mes" 2016, April 1, https://www.ny­ti­mes.com/2016/04/02/science/ha­rold-mo­ro­witz-bio­phy­si­cist-who-tac­kled-enig­mas-big-and-small-dies-at-88.html [do­stęp: 11 VII 2023].
[28] Ko­re­spon­den­cję z Ha­rol­dem J. Mo­ro­wit­zem prze­ka­zał mi Char­les Tha­xton.
[29] Zob. Ha­rold Mo­ro­witz Dies, https://ncse.com/news/2016/04/ha­rold-mo­ro­witz­dies-0016998 [do­stęp: 11 VII 2023].
[30] Cy­taty w tym aka­pi­cie po­cho­dzą z ko­re­spon­den­cji do­star­czo­nej mi przez Char­lesa Tha­xtona.
[31] R.M. Lem­mon, Life's Ori­gin and the Su­per­na­tu­ral, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, July 1.
[32] M.A. Be­il­stein, More on life's ori­gin, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, Au­gust 26.
[33] E.C. McKan­nan, More on life's ori­gin, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, Au­gust 26.
[34] H.F. Scha­ef­fer III, My­stery of life's ori­gin, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, Au­gust 12.
[35] Zob. https://en.wi­ki­pe­dia.org/wiki/Hen­ry_F._Scha­efe­r_III [do­stęp: 17 IX 2019].
[36] Zob. https://www.di­sco­very.org/m/2019/02/A-Scien­ti­fic-Dis­sent-from-Dar­wi­nism-List-020419.pdf [do­stęp: 17 IX 2019].
[37] Ko­re­spon­den­cję z Char­le­sem Tha­xto­nem prze­ka­zał mi John West.
[38] Po­ufny ra­port do­ty­czący wy­jazdu do Uni­wer­sy­tetu Prin­ce­ton Jona Bu­ella prze­ka­zany mi przez Pam Ba­iley z Di­sco­very In­sti­tute w Dal­las.
[39] Ko­re­spon­den­cja z Tho­ma­sem Wo­odwar­dem.
[40] S.C. Meyer, Pod­pis w ko­mórce, s. 35.
[41] S.C. Meyer, Wąt­pli­wość Dar­wina. Kam­bryj­ska eks­plo­zja ży­cia jako świa­dec­two in­te­li­gent­nego pro­jektu, tłum. A. Ba­ra­now­ski, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021; tenże, Po­wrót hi­po­tezy Boga.
[42] S.C. Meyer, Pod­pis w ko­mórce, s. 36.
[43] Tamże, s. 37.
[44] Tamże, s. 38 [wy­róż­nie­nie au­tora].
[45] Ko­re­spon­den­cja z Wil­lia­mem Demb­skim.
[46] Wy­da­nie pol­skie: W.A. Demb­ski, Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw, tłum. Z. Ko­ściuk, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021 (przyp. tłum.).
[47] M. Behe, Czarna skrzynka Dar­wina: bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu, tłum. D. Sa­gan, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2020 (przyp. tłum.).
[48] Ko­re­spon­den­cja z Mi­cha­elem Be­hem.
[49] Ko­re­spon­den­cja z Bria­nem Mil­le­rem.
[50] S.C. Meyer, A Scien­ti­fic Hi­story and Phi­lo­so­phi­cal De­fense of the The­ory of In­tel­li­gent De­sign, "Re­li­gion - Staat - Ge­sel­l­schaft: Jo­ur­nal for the Study of Be­liefs and Worl­dviews" 2008, Vol. 7, s. 10, https://www.di­sco­very.org/a/7471/ [do­stęp: 17 IX 2019].
[51] T. Na­gel, Bo­oks of the Year, "Ti­mes Li­te­rary Sup­ple­ment" 2009, No­vem­ber 27, https://www.the-tls.co.uk/ar­tic­les/pu­blic/tho­mas-na­gel-and-ste­phen-c-mey­ers-si­gna­tu­rein- the-cell/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[52] D. Ge­lern­ter, Gi­ving Up Dar­win, "Cla­re­mont Re­view of Bo­oks" 2019, Vol. 19, No. 2, s. 104-109.
[53] S. Con­nor, Fo­und: the ori­gin of life, "The In­de­pen­dent" 2009, May 14, https://www. in­de­pen­dent.co.uk/news/science/fo­und-the-ori­gin-of-life-1684584.html [do­stęp: 11 VII 2023].
[54] M. We­hner, Ama­zing di­sco­very may hold key to the ori­gins of life, "New York Post" 2017, No­vem­ber 7, https://ny­post.com/2017/11/07/ama­zing-di­sco­very-may-hold-key-to­le­ar­ning- how-life-on-earth-be­gan/ [do­stęp: 11 VII 2023].
Roz­dział 1
[1] J.D. Wat­son, F.H.C. Crick, Mo­le­cu­lar Struc­ture of Nuc­leic Acids: A Struc­ture for De­oxy­ri­bose Nuc­leic Acid, "Na­ture" 1953, Vol. 171, s. 737-738, doi:10.1038/171737a0.
[2] S.L. Mil­ler, A Pro­duc­tion of Amino Acids Un­der Po­ssi­ble Pri­mi­tive Earth Con­di­tions, "Science" 1953, Vol. 117, s. 528-529, doi:10.1126/science.117.3046.528.
[3] Sze­kely M., ?X174 Se­qu­en­ced, "Na­ture" 1977, Vol. 265, No. 5596, s. 685; F. San­ger et al., Nuc­le­otide Se­qu­ence of Bac­te­rio­phage ?X174 DNA, "Na­ture" 1977, Vol. 265, No. 5596, s. 687-695, doi:10.1038/265687a0.
[4] Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion. A Sym­po­sium Held at the Wi­star In­sti­tute of Ana­tomy and Bio­logy, April 25 and 26, 1966, eds. P.S. Mo­or­head, M.M. Ka­plan, Wi­star In­sti­tute Press, Phi­la­del­phia 1967.
[5] Cyt. za: R. Bern­hard, He­resy in the Halls of Bio­logy: Ma­the­ma­ti­cians Qu­estion Dar­wi­nism, "Scien­ti­fic Re­se­arch" 1967, Vol. 2, No. 11, s. 59.
[6] Cyt. za: Sum­mary Di­scus­sion, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 100.
[7] M. Eden, In­a­de­qu­acies of Neo-Dar­wi­nian Evo­lu­tion as a Scien­ti­fic The­ory, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 109.
[8] P. Me­da­war, Re­marks by the Cha­ir­man, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. xi.
[9] M.P. Schüt­zen­ber­ger, Al­go­ri­thms and the Neo-Dar­wi­nian The­ory of Evo­lu­tion, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 73 [wy­róż­nie­nie au­tora].
[10] C.H. Wad­ding­ton, Di­scus­sion [of] Pa­per by Dr. Schüt­zen­ber­ger, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 75-80.
[11] I. Pri­go­gine, G. Ni­co­lis, A. Ba­bloy­antz, Ther­mo­dy­na­mics of Evo­lu­tion, "Phy­sics To­day" 1972, Vol. 25, No. 11, s. 23-28, doi:10.1063/1.3071090.
[12] M. Po­la­nyi, Life's Ir­re­du­ci­ble Struc­ture, "Science" 1968, Vol. 160, No. 3834, s. 1308.
[13] S.L. Mil­ler, The First La­bo­ra­tory Syn­the­sis of Or­ga­nic Com­po­unds un­der Pri­mi­tive Earth Con­di­tions, w: The He­ri­tage of Co­per­ni­cus, ed. Je­rzy Ney­man, The MIT Press, Cam­bridge, MA 1974, s. 228.
[14] H. Klein, Space Cut is Fe­ared If Vi­king Do­esn't Di­sco­ver Life on Mars, "The New York Ti­mes" 1976, July 6, s. 15, https://www.ny­time s.com/1976/07/0 6/arc hi­ves/space-cut-is­fe­ared-if-vi­king-do­esnt-di­sco­ver-life-on-mars.htm l?se­ar­chRe­sult­Po­si­tion=1 [do­stęp: 11 VII 2023].
[15] K. Bie­mann et al., The Se­arch for Or­ga­nic Sub­stan­ces and Inor­ga­nic Vo­la­tile Com­po­unds in the Sur­face of Mars, "Jo­ur­nal of Geo­phy­si­cal Re­se­arch" 1977, Vol. 82, No. 28, s. 4641- 4658, doi:10.1029/JS082i­028p04 641.
[16] D. Gold­smith, T. Owen, The Se­arch for Life in the Uni­verse, Ben­ja­min/Cum­mings, Menlo Park, CA 1980, s. 106.
[17] D.C. Ca­tling, J.F. Ka­sting, At­mo­sphe­ric Evo­lu­tion on In­ha­bi­ted and Li­fe­less Worlds, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 2017, Kin­dle edi­tion, Ta­ble 14.4, s. 405.
[18] H.R. Post, Scien­ti­fic The­ories - H.R. Post gi­ves the third talk on "tra­di­tion and the new", "The Li­ste­ner" 1966, Vol. LXXV, No. 1924, s. 197.
[19] G.G. Simp­son, The Non­pre­va­lence of Hu­ma­no­ids, "Science" 1964, Vol. 143, No. 3608, s. 769-775, doi:10.1126/science.143.360 8.769 [wy­róż­nie­nie zgod­nie z ory­gi­na­łem cy­tatu].
[20] Ano­ni­mowy au­tor, What Fu­ture for Bio­ge­ne­sis?, "Na­ture" 1967, Vol. 216, No. 5116, s. 635, doi:10.1038/216635a0.
[21] D.H. Ke­nyon, G. Ste­in­man, Bio­che­mi­cal Pre­de­sti­na­tion, McGraw-Hill, New York 1969, s. 30.
[22] K.R. Pop­per, Droga do wie­dzy. Do­my­sły i re­fu­ta­cje, tłum. S. Am­ster­dam­ski, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 1999.

Roz­dział 1

Kry­zys w che­mii po­cząt­ków ży­cia

W 1953 roku po­ja­wiły się dwa nie­zmier­nie ważne do­nie­sie­nia na­ukowe, które zy­skały z cza­sem sze­roką ak­cep­ta­cję ba­da­czy. Pierw­szym był za­pro­po­no­wany przez Ja­mesa Wat­sona i Fran­cisa Cricka mo­del po­dwój­nej he­lisy kwasu de­ok­sy­ry­bo­nu­kle­ino­wego, czyli DNA[1]. Zgod­nie z ich słyn­nym dzi­siaj mo­de­lem in­for­ma­cja dzie­dziczna jest prze­ka­zy­wana z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie za po­mocą pro­stego kodu ukry­tego w se­kwen­cji okre­ślo­nych skład­ni­ków czą­steczki DNA. Wcze­śniej są­dzono, że spek­ta­ku­larna róż­no­rod­ność ży­cia wy­nika po czę­ści z od­po­wia­da­ją­cej jej róż­no­rod­no­ści ma­te­riału znaj­du­ją­cego się w ją­drze ko­mór­ko­wym. Crick i Wat­son do­ko­nali prze­łomu, od­kry­wa­jąc kon­kretny klucz do róż­no­rod­no­ści ży­cia. Była nim nie­zwy­kle zło­żona, ale upo­rząd­ko­wana ar­chi­tek­tura czą­steczki DNA. Obaj ba­da­cze usta­lili, że w ten "zwój ży­cia" jest wpi­sany pe­wien kod, co za­owo­co­wało zna­czą­cym po­stę­pem w na­szym ro­zu­mie­niu nie­zwy­kłej struk­tury ży­cia.

Jak na iro­nię, nie­mal w tym sa­mym cza­sie uka­zał się inny ra­port, au­tor­stwa Stan­leya Mil­lera, sta­no­wiący wspar­cie eks­pe­ry­men­talne dla tego, co za­czy­nało ja­wić się jako co­raz bar­dziej oczy­wi­sta sprzecz­ność[2]. Wy­niki ba­dań Mil­lera miały sta­no­wić ar­gu­ment za neo­dar­wi­now­ską teo­rią ewo­lu­cji pre­bio­tycz­nej, zgod­nie z którą nie­wia­ry­godna zło­żo­ność or­ga­ni­za­cji mo­le­ku­lar­nej ży­wych ko­mó­rek mia­łaby się w ja­kiś spo­sób wy­ło­nić ni mniej, ni wię­cej, tylko z pro­stych związ­ków che­micz­nych wcho­dzą­cych w przy­pad­kowe re­ak­cje w pier­wot­nym ziem­skim oce­anie.

W 1953 roku nie­wielu ba­da­czy przej­mo­wało się trud­no­ścią po­go­dze­nia od­kry­cia Cricka i Wat­sona z jed­nej strony z wy­ni­kami eks­pe­ry­mentu Mil­lera z dru­giej. Moż­liwe zresztą, że nikt jej jesz­cze nie do­strze­gał. Crick i Wat­son zaj­mo­wali się prze­cież struk­turą ży­cia, a Mil­ler jego po­wsta­niem. Więk­szość ob­ser­wa­to­rów ży­wiła ab­so­lutne prze­ko­na­nie, że te dwa po­dej­ścia ba­daw­cze osta­tecz­nie się zbie­gną. Suk­ces eks­pe­ry­men­talny bę­dą­cego wów­czas w mło­dym wieku Mil­lera był wła­śnie tym, czego ocze­ki­wano zgod­nie z ogólną teo­rią ewo­lu­cji. Nie­za­leż­nie od tego, czy mamy do czy­nie­nia z dar­wi­now­ską, neo­dar­wi­now­ską czy jesz­cze inną teo­rią ewo­lu­cji, wy­raź­nie jest wy­ma­gany ewo­lu­cyjny wstęp do bio­lo­gicz­nej fazy ewo­lu­cji. Ewo­lu­cja che­miczna za­tem to pre­bio­lo­giczna faza ewo­lu­cji, w któ­rej po­wstały naj­wcze­śniej­sze or­ga­ni­zmy żywe. Te brze­mienne w skutki na­ro­dziny ży­cia były wy­ni­kiem zmien­no­ści sił przy­rody od­dzia­łu­ją­cych w dłu­gich okre­sach - do ty­siąca mi­lio­nów lat, a może dłu­żej - na ma­te­rię nie­oży­wioną.

W ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat, ja­kie upły­nęły od do­nie­sień Mil­lera oraz Cricka i Wat­sona, po­ja­wiły się jed­nak sy­gnały, że w kró­le­stwie bio­lo­gii nie wszystko wy­gląda tak ró­żowo. Mamy dzi­siaj znacz­nie głęb­szą świa­do­mość nie­sły­cha­nej zło­żo­no­ści ma­kro­czą­ste­czek ta­kich jak białka i kwasy nu­kle­inowe. Lep­sze zro­zu­mie­nie tych zło­żo­no­ści zro­dziło przy­pusz­cze­nia, że me­cha­nizm DNA może być bar­dziej skom­pli­ko­wany, or­ga­ni­za­cja mo­le­ku­larna zaś bar­dziej za­wiła i bo­gat­sza w in­for­ma­cję, niż wcze­śniej są­dzono[3].

Im­po­nu­jącą zło­żo­ność bia­łek, kwa­sów nu­kle­ino­wych oraz in­nych czą­ste­czek bio­lo­gicz­nych ob­ser­wuje się obec­nie w przy­ro­dzie tylko w or­ga­ni­zmach ży­wych. Je­śli nie za­kła­damy, że taka zło­żo­ność była za­wsze obecna w nie­skoń­cze­nie sta­rym Wszech­świe­cie, mu­siał ist­nieć w prze­szło­ści czas, kiedy ży­cie po­ja­wiło się de novo z po­zba­wio­nej ży­cia, bier­nej ma­te­rii. W jaki spo­sób jed­nak zwy­kłe wza­jemne od­dzia­ły­wa­nie pro­stych związ­ków che­micz­nych w pier­wot­nym oce­anie mo­gło wy­two­rzyć ży­cie, tak jak je dzi­siaj ro­zu­miemy? Oto jest py­ta­nie. Do­strze­gane znaki nie wróżą do­brze stan­dar­do­wym od­po­wie­dziom, zaś nie­któ­rzy ba­da­cze su­ge­rują, że dwa wspo­mniane po­dej­ścia ni­gdy nie da­dzą się po­go­dzić.

Rola przy­padku od­cho­dzi w nie­byt

Przez ko­lejne kil­ka­na­ście lat w my­śli na­uko­wej za­szły istotne zmiany i w 1966 roku w Fi­la­del­fii od­było się sym­po­zjum zor­ga­ni­zo­wane przez Wi­star In­sti­tute, ma­jące na celu pod­kre­śle­nie ich zna­cze­nia[4]. Wła­śnie tam po raz pierw­szy po­ja­wiły się oznaki nad­cho­dzą­cego kry­zysu. Uczest­nicy sym­po­zjum ze­brali się, aby prze­dys­ku­to­wać neo­dar­wi­now­ską teo­rię ewo­lu­cji. Jed­nym z wnio­sków była ko­niecz­ność - jak wy­ra­ził to Mur­ray Eden z Mas­sa­chu­setts In­sti­tute of Tech­no­logy - "zde­gra­do­wa­nia po­ję­cia przy­pad­ko­wo­ści" w teo­riach po­wsta­nia ży­cia "do nie­wiel­kiej i nie­istot­nej roli"[5]. Wnio­sek ten opie­rał się na teo­rii praw­do­po­do­bień­stwa przed­sta­wia­ją­cej na grun­cie ma­te­ma­tyki moż­li­wość przy­pad­ko­wego utwo­rze­nia się wy­soce zło­żo­nej struk­tury mo­le­ku­lar­nej po­trzeb­nej do ży­cia. Wy­ko­rzy­stu­jąc bar­dzo szyb­kie kom­pu­tery, stwo­rzono pro­gramy sy­mu­lu­jące trwa­jący mi­liardy lat pro­ces oparty na neo­dar­wi­now­skim mo­delu ewo­lu­cji. Wy­niki tych sy­mu­la­cji po­ka­zały, że zło­żo­ność świata bio­che­micz­nego nie mo­głaby się wy­ło­nić wsku­tek przy­padku, na­wet gdyby ten pro­ces cią­gnął się przez 10 mi­liar­dów lat. Wnio­sek Edena, na­wet je­śli nie­po­ko­jący, był ra­cjo­nalny.

Inni uczest­nicy sym­po­zjum wy­ra­zili po­dobne po­glądy na te­mat przy­padku lub przy­pad­ko­wo­ści. V.F. We­iskopf za­uwa­żył, iż "można po­dej­rze­wać, że wciąż nam bra­kuje cze­goś istot­nego [w na­szych teo­riach bio­ge­nezy]"[6]. Eden wy­su­nął przy­pusz­cze­nie, że bra­ku­ją­cym ele­men­tem w ukła­dance po­wsta­nia ży­cia są "nowe prawa"[7]. Prze­wod­ni­czący sym­po­zjum bio­log i no­bli­sta sir Pe­ter Me­da­war otwie­ra­jąc je, po­wie­dział: "Ob­ser­wu­jemy dość po­wszechne po­czu­cie nie­za­do­wo­le­nia z tego, co za­częto uwa­żać za ak­cep­to­waną teo­rię ewo­lu­cji w świe­cie an­glo­ję­zycz­nym, czyli z tak zwa­nej teo­rii neo­dar­wi­now­skiej"[8]. Jed­nak praw­dziwą skalę roz­wi­ja­ją­cego się kry­zysu przed­sta­wił Mar­cel Schut­zen­ber­ger z Uni­wer­sy­tetu Pa­ry­skiego, wy­ra­ża­jąc prze­ko­na­nie, że pro­blemu po­wsta­nia ży­cia "nie da się roz­wią­zać w ra­mach obec­nej kon­cep­cji bio­lo­gii"[9].

Te ko­men­ta­rze od­zwier­cie­dlają bez­sil­ność przy­padku jako twór­czego me­cha­ni­zmu da­ją­cego po­czą­tek ży­ciu. Nie wszy­scy jed­nak pod­pi­sy­wali się pod tym wnio­skiem. Nie­któ­rzy uczest­nicy sym­po­zjum, na przy­kład C.H. Wad­ding­ton, od­rzu­cali go, twier­dząc, że pro­ble­mem było wa­dliwe opro­gra­mo­wa­nie za­sto­so­wane w sy­mu­la­cji kom­pu­te­ro­wej, a nie przy­pa­dek[10]. Sta­no­wi­sko Wad­ding­tona ilu­struje pod­sta­wowy dy­le­mat za­wsze to­wa­rzy­szący ob­li­cza­niu praw­do­po­do­bień­stwa. W przy­padku ta­kich ob­li­czeń trzeba naj­pierw za­ło­żyć praw­do­po­dobny ciąg re­ak­cji che­micz­nych lub zda­rzeń, a na­stęp­nie ob­li­czyć jego praw­do­po­do­bień­stwo, li­cząc na to, że uzy­skany wy­nik bę­dzie przy­naj­mniej w przy­bli­żony spo­sób przed­sta­wiał praw­do­po­do­bień­stwo rze­czy­wi­stego prze­biegu wy­pad­ków. Pro­blem w tym, że ist­nieje duża nie­pew­ność co do rze­czy­wi­stego ciągu re­ak­cji che­micz­nych, a mó­wiąc kró­cej, ścieżki che­micz­nej ma­ją­cej pro­wa­dzić do roz­woju ży­cia. W kon­se­kwen­cji ob­li­cze­nia wska­zu­jące na skrajne nie­praw­do­po­do­bień­stwo przy­pad­ko­wego po­wsta­nia ży­cia na­ukowcy przyj­mo­wali jako mało zna­czące.

Ta­kie kal­ku­la­cje praw­do­po­do­bień­stwa zo­stały jed­nak obec­nie uzu­peł­nione przez bar­dziej de­fi­ni­tywny ro­dzaj ob­li­czeń nie­wy­ma­ga­ją­cych zna­jo­mo­ści szcze­gó­ło­wego pro­cesu lub do­kład­nej ścieżki zda­rzeń pro­wa­dzą­cych do po­wsta­nia ży­cia. Ostat­nie po­stępy do­ty­czące za­sto­so­wa­nia pierw­szego i dru­giego prawa ter­mo­dy­na­miki do ukła­dów ży­wych do­star­czają pod­staw do tych ob­li­czeń. Dzięki nim można ob­li­czyć do­kładne praw­do­po­do­bień­stwo spon­ta­nicz­nej syn­tezy zło­żo­nych związ­ków che­micz­nych bez względu na ścieżkę, która do­pro­wa­dziła do ich po­wsta­nia. Je­dyne, czego po­trze­bu­jemy, to in­for­ma­cja o po­cząt­ko­wym upo­rząd­ko­wa­niu che­micz­nym i zło­żo­nym upo­rząd­ko­wa­niu tych związ­ków w or­ga­ni­zmach ży­wych. Te ob­li­cze­nia ter­mo­dy­na­miczne zga­dzają się co do rzędu wiel­ko­ści z wcze­śniej­szymi ob­li­cze­niami praw­do­po­do­bień­stwa za­leż­nymi od ścieżki po­wsta­wa­nia ta­kich związ­ków. Na przy­kład nie­któ­rzy ba­da­cze, w tym uho­no­ro­wany Na­grodą No­bla fi­zy­ko­che­mik Ilya Pri­go­gine, wy­ko­rzy­stali ob­li­cze­nia oparte na ter­mo­dy­na­mice rów­no­wa­go­wej, aby wy­ka­zać moż­liwe praw­do­po­do­bień­stwo spon­ta­nicz­nych na­ro­dzin ży­cia. Pri­go­gine i jego ze­spół uj­mują to na­stę­pu­jąco:

Praw­do­po­do­bień­stwo tego, że w zwy­kłych tem­pe­ra­tu­rach zbie­rze się ma­kro­sko­powa liczba czą­ste­czek, da­jąc po­czą­tek wy­soce upo­rząd­ko­wa­nej struk­tu­rze i sko­or­dy­no­wa­nym funk­cjom cha­rak­te­ry­zu­ją­cym or­ga­ni­zmy żywe jest bli­skie zeru. Kon­cep­cja spon­ta­nicz­nych na­ro­dzin ży­cia w jej obec­nej po­staci jest za­tem wy­soce nie­praw­do­po­dobna na­wet w skali mi­liar­dów lat trwa­nia ewo­lu­cji pre­bio­tycz­nej[11].

Zgod­ność za­cho­dząca mię­dzy dwoma ro­dza­jami ob­li­czeń praw­do­po­do­bień­stwa wzmo­gła ro­snącą świa­do­mość kry­zysu w che­mii po­cząt­ków ży­cia.

Pre­de­sty­na­cja bio­che­miczna

Z po­wodu ro­sną­cego roz­cza­ro­wa­nia rolą przy­padku w póź­nych la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych za­czął zy­ski­wać po­pu­lar­ność po­gląd, że ży­cie było w ja­kiś spo­sób re­zul­ta­tem dzia­ła­nia praw przy­rody w bar­dzo dłu­gim okre­sie. Do li­te­ra­tury na­uko­wej we­szły ta­kie ter­miny, jak "ukie­run­ko­wany przy­pa­dek" i "pre­de­sty­na­cja bio­che­miczna", ma­jące wska­zy­wać, że ży­cie było w ja­kiś spo­sób wy­ni­kiem nie­od­łącz­nych wła­ści­wo­ści ma­te­rii. Ob­fite ko­rzy­sta­nie z tych ter­mi­nów ozna­cza zmianę my­śle­nia. Wielu ba­da­czy uważa, że w po­wsta­niu zło­żo­nych struk­tur mo­le­ku­lar­nych ży­cia zna­czącą rolę ode­grały wła­ści­wo­ści wią­za­nia ato­mów. Inni, w tym Mi­chael Po­la­nyi, su­ge­rują jed­nak, że gdyby za rze­czy­wi­stą struk­turę DNA, włą­cza­jąc w to roz­kład za­sad nu­kle­oty­do­wych, od­po­wia­dały wła­ści­wo­ści wią­za­nia ato­mo­wego, "wów­czas taka czą­steczka DNA nie mia­łaby żad­nej za­war­to­ści in­for­ma­cyj­nej. Jej po­do­bień­stwo do kodu ule­głoby za­tar­ciu z po­wodu przy­tła­cza­ją­cej re­dun­dan­cji"[12]. Tak więc ta­jem­nica kry­jąca się za po­cho­dze­niem ży­cia wciąż po­zo­staje nie­od­kryta po­mimo nie­wzru­szo­nej pew­no­ści nie­któ­rych na­ukow­ców, że je­ste­śmy bli­sko jej roz­wią­za­nia. Po­ka­zują to rów­nież wy­niki ba­dań ame­ry­kań­skiego pro­gramu eks­plo­ra­cji ko­smosu.

W 1974 roku Stan­ley Mil­ler, który nie usta­wał w sta­ra­niach, by osa­dzić współ­cze­sne ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia na so­lid­nych pod­sta­wach eks­pe­ry­men­tal­nych, stwier­dził:

Je­ste­śmy pewni, że pod­sta­wowe pro­cesy [ewo­lu­cji che­micz­nej] zo­stały zi­den­ty­fi­ko­wane po­praw­nie; do tego stop­nia pewni, że wy­daje się nie­uchronne, iż po­dobny pro­ces za­szedł na wielu in­nych pla­ne­tach Układu Sło­necz­nego [...]. Je­ste­śmy na tyle pewni na­szych idei do­ty­czą­cych bio­ge­nezy, że w 1976 roku wy­ślemy na Marsa sta­tek ko­smiczny, który wy­lą­duje na po­wierzchni pla­nety i któ­rego głów­nym ce­lem bę­dzie po­szu­ki­wa­nie ży­wych or­ga­ni­zmów[13].

W 1976 roku, w przeded­niu pierw­szego uda­nego lą­do­wa­nia na Mar­sie, główny bio­log NASA, Ha­rold P. Klein, wy­ja­śnił, że je­śli na­sze teo­rie do­ty­czące po­wsta­nia ży­cia są słuszne, po­win­ni­śmy zna­leźć po­twier­dza­jące je dane em­pi­ryczne na Mar­sie[14]. Teo­rie, o któ­rych mó­wił, za­kła­dały dzia­ła­nie ta­kich sa­mych nie­ubła­ga­nych sił che­mii i fi­zyki nie tylko na Ziemi, lecz także na We­nus, Mar­sie i nie­zli­czo­nych in­nych pla­ne­tach w ca­łym Ko­smo­sie. I cho­ciaż nie­wielu na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się ba­da­niami Ko­smosu spo­dzie­wało się zna­leźć ży­cie na Mar­sie, pa­no­wała po­wszechna zgoda co do tego, że uda się tam na­tra­fić na or­ga­niczne związki che­miczne od­po­wia­da­jące ja­kie­muś eta­powi for­mo­wa­nia się ży­cia. Rzecz ja­sna, koszt wy­sła­nia lą­dow­nika na Marsa był zna­czą­cym opo­wie­dze­niem się za tą pew­no­ścią i nada­rzała się istotna oka­zja, by zna­leźć dla niej po­twier­dze­nie. Jed­nakże eks­pe­ry­menty do­ty­czące po­wsta­nia ży­cia przy­nio­sły roz­cza­ro­wa­nie, gdyż skład che­miczny Marsa wska­zy­wał na wa­runki śro­do­wi­skowe nie­ko­rzystne dla ewo­lu­cji che­micz­nej.

W szcze­gó­ło­wym ra­por­cie z ana­lizy da­nych z Marsa opu­bli­ko­wa­nym w cza­so­pi­śmie "Jo­ur­nal of Geo­phy­si­cal Re­se­arch" stwier­dzono, że "wy­niki ana­lizy or­ga­nicz­nej [...] nie po­winny sta­no­wić za­chęty dla osób ma­ją­cych na­dzieję na zna­le­zie­nie ży­cia na Mar­sie"[15].

Rów­nież wy­niki prze­lotu Voy­agera I obok Jo­wi­sza (1979) i Sa­turna (1980) oraz póź­niej­szej mi­sji Cas­sini-Huy­gens na Sa­turna nie mo­gły na­peł­niać opty­mi­zmem wszyst­kich ma­ją­cych na­dzieję na od­kry­cie w Ko­smo­sie ży­cia in­nego niż ziem­skie[16]. Po­cząt­kowo są­dzono, że bar­dziej przy­ja­zny dla ży­cia może być je­den z księ­ży­ców Sa­turna, Ty­tan. Dzi­siaj wy­daje się, że Ty­tan jest zimny i mar­twy, a jego at­mos­fera to 94 pro­cent azotu, 6 pro­cent me­tanu i 0,1 pro­cent wo­doru[17].

Kło­po­tliwą i nie­roz­strzy­gniętą kwe­stią jest nie tylko to, czy słuszne są za­strze­że­nia zgło­szone pod­czas sym­po­zjum zor­ga­ni­zo­wa­nego przez Wi­star In­sti­tute w 1966 roku, ale - je­śli brać pod uwagę wy­niki ba­dań, któ­rymi obec­nie dys­po­nu­jemy - czy ist­nieją po­wody do opty­mi­zmu, co do za­sad­no­ści "ukie­run­ko­wa­nego przy­padku" jako wy­ja­śnie­nia po­wsta­nia ży­cia. Dla­czego nie spraw­dziły się na­sze ocze­ki­wa­nia do­ty­czące zna­le­zie­nia ży­cia naj­pierw na Księ­życu, po­tem na We­nus, Mar­sie, Jo­wi­szu, a te­raz na Sa­tur­nie i jego księ­życu, Ty­ta­nie?

Nie spo­sób za­prze­czyć, że przed­sta­wia­nie bio­ge­nezy w ka­te­go­riach "czy­stego przy­padku" opiera się wy­łącz­nie na wie­rze. Nur­tu­jąca nas obec­nie trud­ność po­lega na tym, że rów­nież zmo­dy­fi­ko­wana wer­sja tego sta­no­wi­ska w po­staci "ukie­run­ko­wa­nego przy­padku" nie ra­dzi so­bie zbyt do­brze. Mu­simy za­dać so­bie py­ta­nie, czy w na­szym ro­zu­mie­niu ewo­lu­cji che­micz­nej nie kryje się ja­kaś ułom­ność - ułom­ność na tak pod­sta­wo­wym po­zio­mie, że nie do obrony staje się za­równo teo­ria "czy­stego przy­padku" jak i teo­ria "kie­ro­wa­nego przy­padku".

Taka ułom­ność do­ty­cząca ro­zu­mie­nia po­cząt­ków ży­cia nie musi wcale na­pa­wać pe­sy­mi­zmem. Fi­lo­zof na­uki He­inz R. Post w po­ucza­ją­cym ar­ty­kule wska­zuje, że może nas ona w rze­czy­wi­sto­ści do­pro­wa­dzić do no­wej, lep­szej teo­rii, je­śli tylko na­uczymy się roz­szy­fro­wy­wać pły­nące z niej wska­zówki. Post pi­sze:

Naj­lepsi ba­da­cze [w od­nie­sie­niu do teo­rii na­uko­wej] to ci, któ­rzy są mi­strzami w za­uwa­ża­niu pęk­nięć, ano­ma­lii w ist­nie­ją­cej struk­tu­rze sta­rej teo­rii - nie nie­zgod­no­ści z (no­wymi) da­nymi eks­pe­ry­men­tal­nymi, ale ano­ma­lii w ob­rę­bie sa­mej teo­rii. Te pęk­nię­cia są bar­dzo sil­nymi wska­zów­kami su­ge­ru­ją­cymi struk­turę no­wej teo­rii: wnio­sku­jemy nie­jako na­turę no­wej - trój­wy­mia­ro­wego zwie­rzę­cia z jego dwu­wy­mia­ro­wych śla­dów. To ślady no­wej teo­rii skry­wa­jące się w sta­rej teo­rii[18].

Tak więc na ra­zie twier­dzimy, że we wszyst­kich obec­nych teo­riach bio­ge­nezy ry­suje się ja­kieś pęk­nię­cie. Jego kon­tury na­kre­ślimy w głów­nej czę­ści książki, co, jak mamy na­dzieję, po­może nam le­piej zro­zu­mieć jego ge­nezę.

Re­kon­struk­cje spe­ku­la­tywne

Za­nim jed­nak do tego przej­dziemy, warto za­sta­no­wić się, jak ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia mają się do na­uki. Bo prze­cież gdy po­wsta­wało ży­cie, nie było przy tym żad­nych ob­ser­wa­to­rów. Zda­niem nie­któ­rych dla­tego wła­śnie py­tań o jego po­czą­tek nie na­leży trak­to­wać jako upraw­nio­nych do­cie­kań na­uko­wych. Geo­rge Gay­lord Simp­son za­uwa­żył przy in­nej oka­zji, iż:

nie­od­łącz­nym ele­men­tem każ­dej ak­cep­to­wal­nej de­fi­ni­cji na­uki jest to, że twier­dzeń, któ­rych nie da się zwe­ry­fi­ko­wać ob­ser­wa­cyj­nie, nie spo­sób w rze­czy­wi­sto­ści uznać za mó­wiące o czym­kol­wiek - a przy­naj­mniej nie spo­sób uznać ich za na­ukę[19].

To przede wszyst­kim z po­wodu braku moż­li­wo­ści ob­ser­wa­cyj­nego po­twier­dze­nia teo­rii na­uka nie może do­star­czyć żad­nej em­pi­rycz­nej wie­dzy o po­wsta­niu ży­cia i może je­dy­nie su­ge­ro­wać praw­do­po­dobne sce­na­riu­sze bę­dące próbą re­kon­struk­cji zda­rzeń, które do­pro­wa­dziły do jego po­ja­wie­nia się na Ziemi.

Siła nauk przy­rod­ni­czych leży w tym, że po­tra­fią wy­ja­śniać i prze­wi­dy­wać różne zja­wi­ska na pod­sta­wie ich ob­ser­wo­wal­nych i po­wta­rza­ją­cych się wy­stą­pień i zgod­nie ze zna­nymi pra­wami. Na­uka na­to­miast wy­jąt­kowo kiep­sko ra­dzi so­bie z ba­da­niem zda­rzeń wy­jąt­ko­wych i nie­po­wta­rzal­nych. Ko­men­tu­jąc to ogra­ni­cze­nie na­uki wpi­sane w jej istotę, w cza­so­pi­śmie "Na­ture" za­uwa­żono:

Ba­da­cze przed­sta­wia­jący hi­po­tezy do­ty­czące bio­ge­nezy nie mają siłą rze­czy moż­li­wo­ści opar­cia ich na so­lid­nym fun­da­men­cie, co w znacz­nym stop­niu wy­ja­śnia, dla­czego ta dzie­dzina na­uki jest tak czę­sto trak­to­wana z dużą po­dejrz­li­wo­ścią. To pro­wa­dzi do mno­że­nia się spe­ku­la­cji, by­wało że dość sza­lo­nych. Nie­które próby wy­ja­śnie­nia po­wsta­nia ży­cia na Ziemi, jak­kol­wiek po­my­słowe, miały wię­cej wspól­nego z fan­ta­zjami li­te­rac­kimi, a znacz­nie mniej z wnio­sko­wa­niem teo­re­tycz­nym, które można skon­fron­to­wać z do­wo­dami ob­ser­wa­cyj­nymi tego czy in­nego ro­dzaju[20].

Zga­dza się, na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nia bio­ge­nezy opie­rają się na spe­ku­la­cji. Ale czy to od razu zna­czy, że ta­kie do­cie­ka­nia nie mają żad­nej mocy ani war­to­ści? Tę samą kry­tykę można od­nieść do każ­dej próby re­kon­struk­cji jed­no­ra­zo­wych zda­rzeń z prze­szło­ści. Nie po­wstrzy­muje to jed­nak Sco­tland Yardu ani FBI od wy­ko­rzy­sty­wa­nia, nie­jed­no­krot­nie ze spek­ta­ku­lar­nym po­wo­dze­niem, kry­mi­na­li­styki w celu usta­le­nia sprawcy ja­kie­goś prze­stęp­stwa, w któ­rym nic nie wy­daje się oczy­wi­ste. Plamy krwi i od­ci­ski pal­ców to dane śled­czych sta­no­wiące w są­dzie do­wody po­szla­kowe. Nie opo­wia­dają wła­snej hi­sto­rii, więc na­leży je do­pa­so­wać do ja­kie­goś spe­ku­la­tyw­nego, ale wia­ry­god­nego sce­na­riu­sza i zre­kon­stru­ować w ten spo­sób to, co zda­rzyło się w prze­szło­ści. Taki sce­na­riusz jest jed­nak tylko spe­ku­la­cją i bez względu na to, jak bar­dzo jest prze­ko­nu­jący, prawda kry­jąca się za pla­mami krwi i od­ci­skami pal­ców może być zu­peł­nie inna od tego, co twier­dzą śled­czy. Z tego po­wodu ile­kroć ława przy­się­głych uznaje ko­goś win­nym na pod­sta­wie po­szlak, nie można mó­wić o cał­ko­wi­tej pew­no­ści. Mimo to ława przy­się­głych i w ta­kich przy­pad­kach wy­ro­kuje o czy­jejś wi­nie i trzeba je­dy­nie, aby można jej było do­wieść po­nad wszelką wąt­pli­wość. W tym wła­śnie kryje się war­tość spe­ku­la­tyw­nej re­kon­struk­cji ja­kie­goś prze­szłego zda­rze­nia. Taki spe­ku­la­tywny sce­na­riusz może cza­sami skło­nić oskar­żo­nego do przy­zna­nia się do winy lub po­zwoli ujaw­nić no­wych świad­ków, jed­nak jego pod­sta­wowa war­tość po­lega na tym, że zręczny praw­nik po­trafi dzięki niemu prze­ko­nu­jąco przed­sta­wić całą sprawę ła­wie przy­się­głych, która musi ją osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć.

Ba­da­nie ewo­lu­cji che­micz­nej jest ude­rza­jąco po­dobne do kry­mi­na­li­styki. Zgod­nie z tym, co głosi ak­tu­alizm, ży­cie po­ja­wiło się w wy­niku pro­ce­sów, które mo­żemy ob­ser­wo­wać także dzi­siaj i dla­tego liczni ba­da­cze in­for­mują nas o ob­ser­wa­cjach la­bo­ra­to­ryj­nych oraz eks­pe­ry­men­tach ma­ją­cych ich zda­niem sta­no­wić po­szlaki wspie­ra­jące na­tu­ra­li­styczny sce­na­riusz na­ro­dzin ży­cia. Na­wet je­śli przyj­mują oni, że wa­runki pa­nu­jące na wcze­snej Ziemi róż­niły się od dzi­siej­szych, za­kła­dają rów­no­cze­śnie iden­tycz­ność pro­ce­sów za­cho­dzą­cych w przy­ro­dzie. Zgod­nie z tą lo­giką, je­śli uda się nam od­two­rzyć ta­kie wa­runki la­bo­ra­to­ryj­nie, po­win­ni­śmy ocze­ki­wać po­ja­wie­nia się zmian, ja­kie za­szły wów­czas. Na tym opie­rają się sy­mu­la­cje pre­bio­tyczne opi­sy­wane w li­te­ra­tu­rze na­uko­wej do­ty­czą­cej ewo­lu­cji che­micz­nej.

"W tym za­ło­że­niu [ak­tu­ali­zmu] przyj­muje się mil­cząco wy­móg, iż w cza­sie po­wsta­wa­nia ży­cia nie "wkro­czył w przy­rodę" ża­den nad­przy­ro­dzony byt spraw­czy, by ode­grać w tam­tej chwili klu­czową rolę, a na­stęp­nie wy­co­fać się z hi­sto­rii"[21]. (Prawdę mó­wiąc, to za­ło­że­nie wy­maga je­dy­nie przy­ję­cia tego, że w cza­sie po­wsta­nia ży­cia lub od chwili jego na­ro­dzin nie do­szło do ja­kiejś in­te­li­gent­nej - ce­lo­wej - in­ter­wen­cji lub ma­ni­pu­la­cji w od­nie­sie­niu do dzia­ła­nia sił przy­rody. Twórcy teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej uznają jej spe­ku­la­tywny cha­rak­ter, przed­sta­wiają jed­nak rów­no­cze­śnie bar­dzo praw­do­po­dobny sce­na­riusz po­wsta­nia ży­cia. Zga­dzamy się, że próby ta­kich re­kon­struk­cji mają war­tość na­ukową i nie na­leży ich z góry od­rzu­cać.

Co wię­cej, nie ma więk­szego zna­cze­nia, co przyj­miemy za źró­dło na­szych po­cząt­ko­wych za­ło­żeń. Mamy pełne prawo wy­wo­dzić na­sze przy­pusz­cze­nia do­ty­czące wa­run­ków pa­nu­ją­cych na wcze­snej Ziemi z wnio­sko­wa­nia re­tro­spek­tyw­nego wy­cho­dzą­cego od wa­run­ków obec­nych, z in­tu­icji czy na­wet z ja­kiejś świę­tej księgi. Kry­te­rium na­uko­wo­ści jest je­dy­nie to, czy ten spe­ku­la­tywny sce­na­riusz od­po­wiada do­stęp­nym nam da­nym i czy jest wia­ry­godny. W tym miej­scu na­leży się pewne wy­ja­śnie­nie. Zgod­nie ze znaną pop­pe­row­ską de­fi­ni­cją teo­rię uznaje się za na­ukową, je­śli można ją zwe­ry­fi­ko­wać eks­pe­ry­men­tal­nie, od­wo­łu­jąc się do ob­ser­wo­wal­nych i po­wta­rzal­nych zja­wisk[22]. Na tej pod­sta­wie teo­ria względ­no­ści, teo­ria ato­mowa, teo­ria kwan­towa, teo­ria mó­wiąca, że nie­które cho­roby są wy­wo­ły­wane przez za­razki, zo­stały uznane za na­ukowe. Po­nie­waż wszyst­kie te teo­rie wy­pra­co­wane przez na­ukę zaj­mują się róż­nymi aspek­tami dzia­ła­nia Wszech­świata, mo­żemy je na­zwać teo­riami ope­ra­cyj­nymi na­uki. I dla­tego chcemy pod­kre­ślić w tym miej­scu róż­nicę mię­dzy teo­riami ope­ra­cyj­nymi a teo­riami do­ty­czą­cymi po­cho­dze­nia cze­goś, na przy­kład po­cho­dze­nia ży­cia. Co prawda, na pod­sta­wie da­nych ze­bra­nych w eks­pe­ry­men­tach la­bo­ra­to­ryj­nych mo­żemy te­sto­wać różne spe­ku­la­tywne sce­na­riu­sze po­wsta­nia ży­cia, nie jest jed­nak moż­liwe prze­te­sto­wa­nie tych mo­deli w od­nie­sie­niu do rze­czy­wi­stego zda­rze­nia, o któ­rym tu mowa. Ta­kie sce­na­riu­sze mu­szą więc po­zo­stać na za­wsze spe­ku­la­cjami, a nie wie­dzą. Nie ma po pro­stu spo­sobu na to, by do­wie­dzieć się, czy wy­niki tych eks­pe­ry­men­tów mó­wią co­kol­wiek o tym, jak po­wstało ży­cie. W sen­sie ści­słym te spe­ku­la­tywne re­kon­struk­cje nie są fal­sy­fi­ko­walne i mogą być je­dy­nie oce­nione jako praw­do­po­dobne lub nie­praw­do­po­dobne. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak, po­dob­nie jak w przy­padku spe­ku­la­tyw­nych sce­na­riu­szy przed­sta­wia­nych w sali są­do­wej, brak moż­li­wo­ści uzna­nia sce­na­riu­sza za nie­wia­ry­godny wspiera jego wia­ry­god­ność i zwięk­sza moż­li­wość tego, że re­kon­struk­cja ma au­ten­tyczną war­tość wy­ja­śnia­jącą i jest praw­dziwa.

Książka ta jest w du­żej mie­rze po­świę­cona oce­nie spe­ku­la­tyw­nych sce­na­riu­szy ewo­lu­cji che­micz­nej w świe­tle obec­nych, istot­nych dla niej da­nych. Roz­dział drugi to krótki opis hi­sto­rii i sta­tusu teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej. W roz­dziale trze­cim do­ko­namy prze­glądu re­pre­zen­ta­tyw­nych eks­pe­ry­men­tów sy­mu­lu­ją­cych zda­rze­nia che­miczne na po­zio­mie mo­no­meru. Roz­dział czwarty roz­po­czyna główną część książki bę­dącą kry­tyką ist­nie­ją­cych teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej.

Na­szym zda­niem teo­rie ewo­lu­cji che­micz­nej ma­jące wy­ja­śnić po­czą­tek ży­cia prze­cho­dzą obec­nie kry­zys. Czy­tel­nik zro­zu­mie, dla­czego tak twier­dzimy, po lek­tu­rze ca­łej książki. Ale ostrze­gamy! Na­wet je­śli na­sze twier­dze­nia są choćby tylko czę­ściowo słuszne, ozna­cza to, że teo­rie ewo­lu­cji che­micz­nej czeka kilka zna­czą­cych zmian. A je­śli okaże się, że mamy ra­cję w znacz­nym stop­niu, wów­czas... Na ra­zie jed­nak zaj­mijmy się te­ma­tem, który in­te­re­suje nas w pierw­szej ko­lej­no­ści.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki