Tajemnica pochodzenia życia. Nieustające kontrowersje - Charles B. Thaxton, Walter L. Bradley, Roger L. Olsen, David Klinghoffer, James Tour, Brian Miller, Guillermo Gonzalez, Jonathan Wells and Stephen C. Meyer
69.00 zł

69.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Wstęp autorów
Charles Thaxton, Walter Bradley, Roger Olsen
Tajemnica początków to książka, która musiała zostać napisana. W każdej rozwijającej się dyscyplinie naukowej mamy do czynienia z decydującą dla niej koniecznością testowania koncepcji proponowanych przez badaczy oraz poddawania rygorystycznej analizie stosowanych przez nich procedur eksperymentalnych. Nauka, która tego nie robi, jest skazana na porażkę. Tymczasem okazuje się, że koncepcji ewolucji prebiotycznej lub chemicznej nigdy wcześniej nie poddano takim rygorom. Niniejsza książka nie tylko przedstawia ich całościową krytykę, odwołując się do ustalonych zasad fizyki i chemii, lecz wprowadza także kilka nowych narzędzi analitycznych, szczególnie w rozdziałach szóstym i ósmym.
Nie twierdzimy, że naukowcy nie przedstawili dotychczas żadnej krytyki pomocnej innym badaczom zajmującym się problemem pochodzeniem życia. Przedstawiali taką krytykę i można ją znaleźć rozsianą w literaturze dotyczącej ewolucji chemicznej. Nie pojawiło się jednak jak dotąd całościowe zestawienie takich krytycznych uwag, ich starannie uporządkowane przedstawienie zbierające je w jednej publikacji pozwalającej ocenić ich łączne znaczenie. Tej istniejącej już od kilku lat potrzebie ta właśnie książka, miejmy nadzieję, pomoże zaradzić. Nie należy sądzić, że autorzy konkretnych krytycznych głosów, na których się tutaj powołujemy i których cytujemy, zgodziliby się z ogólną przedstawianą w tej książce tezą. W większości wypadków tak nie jest.
Fakt, że teoria ewolucji chemicznej nie została do tej pory poddana dogłębnej ocenie, nie oznacza, że jest fałszywa, a jedynie tyle, że nierozsądne jest budowanie na niej czegokolwiek lub jej rozszerzanie, dopóki nie będziemy pewni, że da się ją obronić. Dogłębna krytyka teorii ewolucji chemicznej ma kluczowe znaczenie, zwłaszcza że z tej koncepcji wyrasta duża część optymizmu związanego z poszukiwaniem życia w Kosmosie i poszukiwaniem inteligencji pozaziemskiej (program SETI).
Najbardziej kompetentnymi krytykami danej dyscypliny są badacze, którzy się z niej wywodzą. Bywa jednak, że świeże spojrzenie i oryginalny wkład mogą wnieść także naukowcy ze specjalistycznym wykształceniem w dziedzinach częściowo się z nią pokrywających. Poniższe rozdziały zostały napisane przez chemika (CT), materiałoznawcę (WB) i geochemika (RO). Jeśli nasza ocena teorii ewolucji chemicznej okaże się trafna, będzie to oznaczało konieczność zasadniczych zmian w badaniach nad pochodzeniem życia. Jednak nawet jeśli nasza krytyka okaże się niewystarczająca i uda się obronić scenariusz ewolucji chemicznej, być może niniejsza praca pomoże skłonić badaczy do przedstawienia bardziej klarownych i mocniejszych argumentów na jego obronę.
Autorzy chcieliby podziękować następującym wydawnictwom za zgodę na cytowanie tekstu lub reprodukcję rysunku z ich publikacji: Gordon and Breach, Science Publisher, Inc.: Lynn Margulis (ed.), Origins of Life: Proceedings of the First Conference, 1970; Simon & Schuster, Inc.: F. Hoyle, N.C. Wickramasinghe, Evolution from Space, 1981; Marcel Dekker: S.W. Fox, K. Dose, Molecular Evolution and the Origin of Life, revised edition, 1977; prof. A.E. Wilder-Smith, The Creation of Life, 1970; MIT Press: J. Neyman (ed.), The Heritage of Copernicus, 1974; American Chemical Society: S.W. Fox, K. Haxada, G. Krampitz, G. Mueller, "Chemical Engineering News", 1970, 22 June.
Chcielibyśmy podziękować w tym miejscu za pomoc, radę, krytykę i zachętę wielu naszym kolegom i przyjaciołom. Bardzo wątpliwe, czy ta książka zostałaby napisana bez ich wsparcia. Niemniej wszelkie błędy dotyczące faktów lub ich interpretacji należy przypisać wyłącznie nam. Niektóre osoby przeczytały cały maszynopis i przedstawiły do niego swoje uwagi, za co chcemy im szczególnie podziękować. Są to: Frank Green, Robert L. Herrmann, Dean Kenyon, Gordon Mills, G. Shaw, Grahame Smith, Peter Vibert i John C. Walton. Osoby, którym pragniemy podziękować za fachowe komentarze do poszczególnych rozdziałów to: Greg Bahnsen, Art Breyer, Tom Cogburn, Preston Garrison, Norman Geisler, Harry H. Gibson Jr, Charles Hummel, Glenn Morton, Francis Schaeffer, David Shotton i Hubert Yockey.
I wreszcie nasze serdeczne podziękowania kierujemy do naszych żon: Carole, Ann i Candace, które zniosły cierpliwie siedem lat badań, pisania i nanoszenia poprawek. To właśnie im, których lojalność i miłość nigdy nie osłabły, dedykujemy tę książkę.
Dallas, Teksas, Boże Narodzenie 1983 roku
C. Thaxton, W. Bradley, R. Olsen
Przedmowa
Dean H. Kenyon
Tajemnica pochodzenia życia przedstawia nową, niezwykłą analizę odwiecznej kwestii: "Jak rozpoczęło się życie na Ziemi?". Autorzy błyskotliwie i śmiało biorą na warsztat główne problemy, przed którymi stoją dziś naukowcy poszukujący początków życia. Zdają sobie doskonale sprawę z impasu panującego w obecnych badaniach teoretycznych oraz eksperymentalnych, podpowiadając, jak z niego wybrnąć. Ich argumenty są logiczne, oryginalne i przekonujące. Książka z pewnością pobudzi ożywioną dyskusję wśród naukowców i laików. Gdy profesjonaliści przeczytają tę ważną pracę, jest bardzo prawdopodobne, że badania nad pochodzeniem życia pójdą w nieco innych kierunkach.
Współczesne badania eksperymentalne dotyczące narodzin pierwszego życia na Ziemi wkraczają obecnie w czwartą dekadę, jeśli za ich początek przyjąć pionierską pracę Stanleya Millera we wczesnych latach pięćdziesiątych XX wieku. Od czasu zidentyfikowania przez Millera kilku (racemicznych) aminokwasów tworzących białka w mieszaninie gazów poddanych wyładowaniom elektrycznym przeprowadzono liczne dalsze eksperymenty idące tym samym tropem. W różnym stopniu zgodne z wymaganiami tak zwanego "paradygmatu symulacji" pozwoliły uzyskać wykrywalne ilości większości głównych rodzajów związków biochemicznych, a także różnorodne organiczne struktury mikroskopowe sugerowane jako podobne do prekursorów pierwszych żywych komórek.
Ten program badań można uznać za naturalne rozszerzenie ewolucyjnych poglądów Darwina z ubiegłego wieku. Jego celem jest znalezienie wiarygodnych mechanizmów odpowiadających zasadzie aktualizmu stojących za stopniowym spontanicznym generowaniem żywej materii ze stosunkowo prostych cząsteczek, które, jak się sądzi, występowały obficie na powierzchni prymitywnej Ziemi.
Dotychczasowe wyniki eksperymentów najwyraźniej przekonały wielu naukowców, że uda się ostatecznie znaleźć naturalistyczne wyjaśnienie powstania życia, niemniej istnieją poważne powody, aby w to wątpić. Od czasu publikacji książki Biochemical Predestination, coraz bardziej uderzała mnie pewna osobliwa cecha wielu takich eksperymentów. Nie odnoszę się tu do badań przeprowadzonych mniej lub bardziej zgodnie z oryginalną pracą Millera, chociaż istnieją mocne podstawy do krytycznej oceny także i takich badań. Mam na myśli eksperymenty projektowane w celu wyjaśnienia możliwych ścieżek syntezy prebiotycznej niektórych związków organicznych o znaczeniu biologicznym, takich jak puryny i pirymidyny lub polipeptydy.
W większości wypadków warunki eksperymentalne w takich badaniach zostały do tego stopnia sztucznie uproszczone, że nie mają praktycznie żadnego związku z jakimikolwiek rzeczywistymi procesami, które mogły zachodzić na pierwotnej Ziemi. Na przykład, jeśli ktoś chce znaleźć możliwy prebiotyczny mechanizm kondensacji wolnych aminokwasów do polipeptydów, raczej nie będzie dodawał do mieszaniny reakcyjnej cukrów lub aldehydów. Jakie jednak mamy prawdopodobieństwo tego, że aminokwasy (lub jakakolwiek inna przypuszczalna substancja prekursorowa) występujące gdziekolwiek na prymitywnej Ziemi były wolne od substancji zanieczyszczających, zarówno w roztworze, jak i w stanie stałym? Trudność polega na tym, że gdyby w roztworze były również cukry, nigdy nie doszłoby do utworzenia się polipeptydów i zamiast tego zachodziłyby zakłócające reakcje krzyżowe między aminokwasami i cukrami, dając złożony, nierozpuszczalny materiał polimerowy o bardzo wątpliwym znaczeniu dla ewolucji chemicznej. Problem potencjalnie zakłócających reakcji krzyżowych był i jest w dużej mierze ignorowany w wielu opublikowanych pracach poświęconych chemicznemu pochodzeniu życia. Możliwe implikacje takiego ignorowania zasługują na dokładne zbadanie.
Moje wątpliwości dotyczące teorii ewolucji chemicznej wzrosły także z powodu innych aspektów badań nad powstaniem życia. Jeden z nich to ogromna przepaść oddzielająca najbardziej złożone modelowe układy "protokomórkowe" wytwarzane w laboratorium od najprostszych żywych komórek. Każdy, komu jest dobrze znana ultrastrukturalna i biochemiczna złożoność na przykład rodzaju Mycoplasma, będzie miał pewnie poważne wątpliwości co do znaczenia któregokolwiek z różnych "protokołów" laboratoryjnych dla rzeczywistego powstania komórek w odległej przeszłości. Moim zdaniem możliwość zasypania tej przepaści na drodze symulacji laboratoryjnej zdarzeń chemicznych, które prawdopodobnie zachodziły na pierwotnej Ziemi, to szalenie odległa perspektywa.
Inny trudny problem dotyczy spontanicznego pochodzenia preferencji izomerów optycznych występujących powszechnie w żywej materii (występowanie w białkach tylko L-aminokwasów, w kwasach zaś nukleinowych tylko D-cukrów). Mimo ogromnego wysiłku wkładanego na przestrzeni lat w próby uporania się z tą ogromną zagadką w rzeczywistości nie jesteśmy dzisiaj bliżej jej rozwiązania, niż byliśmy 30 lat temu.
I wreszcie w tym krótkim podsumowaniu powodów moich rosnących wątpliwości dotyczących spontanicznego powstania życia na Ziemi wyłącznie w wyniku działania sił czysto chemicznych i fizycznych pojawia się problem pochodzenia informacji genetycznej, to znaczy istotnej biologicznie, w biopolimerach. Żaden dotychczas opracowany układ eksperymentalny nie dostarczył najmniejszej wskazówki podpowiadającej, w jaki sposób w prebiotycznych polinukleotydach lub polipeptydach mogły powstać biologicznie znaczące sekwencje podjednostek. Opublikowano dane empiryczne wskazujące na pewien stopień spontanicznego uporządkowania sekwencji, nic jednak nie wskazuje na to, że taka nielosowość jest biologicznie znacząca. Dopóki takie dane nie zostaną przedstawione, z pewnością nie można twierdzić, że udało się wykazać możliwość naturalnego pochodzenia życia.
W związku z tymi oraz innymi uciążliwymi problemami pojawiającymi się w badaniach nad pochodzeniem życia istnieje od kilku lat potrzeba szczegółowej, systematycznej analizy wszystkich głównych aspektów tej dziedziny. Nadszedł czas na ponowne zbadanie podstaw tych badań w taki sposób, aby były jednocześnie widoczne wszystkie najważniejsze kierunki skierowanej pod ich adresem krytyki. Tajemnica pochodzenia życia doskonale wypełnia tę potrzebę. Autorzy książki zajęli się nieomal wszystkimi wymienionymi tu problemami, a także kilkoma innymi równie istotnymi. Uważają, a ja się z nimi zgadzam, że wszystkie obecne teorie chemicznego powstania życia obarczone są podstawową wadą. I chociaż ich książka ma wydźwięk krytyczny, napisali ją z nadzieją, że przedstawiona przez nich analiza pomoże nam znaleźć lepszą teorię wyjaśniającą powstanie życia. Takie podejście jest oczywiście całkowicie zgodne z dotychczasowym rozwojem nauki.
Wyjątkowym walorem książki jest przedstawione w rozdziale szóstym omówienie względnej wiarygodności geochemicznej różnych rodzajów eksperymentów symulacyjnych opisanych w literaturze dotyczącej biogenezy. Według mojej wiedzy to pierwsza systematyczna próba opracowania formalnych kryteriów dopuszczalnego stopnia ingerencji badacza w takie eksperymenty. Inną szczególnie przydatną zaletą książki jest szczegółowe omówienie implikacji zasad termodynamiki dla problemu biogenezy (rozdziały siódmy, ósmy i dziewiąty). W większości innych publikacji na temat chemicznego powstania życia ta istotna kwestia jest albo całkowicie pomijana, albo traktowana po macoszemu. Autorzy mogli co prawda omówić bardziej szczegółowo problem preferowania przez organizmy żywe konkretnych izomerów optycznych, jednak to niedociągnięcie tylko w niewielkim stopniu pomniejsza ogólną siłę ich argumentacji.
Jeśli krytyka autorów jest słuszna, można zapytać, dlaczego badacze biogenezy jej nie uznali lub nie uwypuklili? Podejrzewam, że jest tak po części dlatego, że wielu z nich wahałoby się, gdyby mieli opowiedzieć się za konkluzją autorów, iż jest zasadniczo nieprawdopodobne, aby materia i energia bez jakiejkolwiek pomocy mogły zorganizować się w układy żywe. Być może badacze ci obawiają się, że zaakceptowanie tego wniosku otworzyłoby drzwi przed możliwością (lub koniecznością) nadprzyrodzonego pochodzenia życia. W obliczu tej perspektywy wielu badaczy wolałoby kontynuować poszukiwania naturalistycznego wyjaśnienia powstania życia zgodnie z kierunkami wytyczonymi w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci mimo wielu poważnych trudności, których obecnie jesteśmy świadomi. Być może błąd scjentyzmu jest bardziej rozpowszechniony, niż nam się wydaje.
Założenia dotyczące powstania życia, a zwłaszcza to, że problem ostatecznie uda się rozwiązać, jeśli będziemy stosować wytrwale obecną metodologię, mogą z pewnością wpływać na to, które linie dowodów i argumentów zdecydujemy się podkreślić, a które zbagatelizujemy lub całkowicie zignorujemy. Autorzy książki przedstawili nam zasadniczo wszystkie istotne kierunki krytyki w jednym ciągłym twierdzeniu i zaprosili, byśmy się z nią zmierzyli. Wszyscy naukowcy zainteresowani problemem powstania życia powinni uważnie przestudiować tę książkę i ocenić własną pracę w świetle jej argumentów.
Dean H. Kenyon,
profesor biologii, Uniwersytet Stanowy San Francisco
Wprowadzenie
David Klinghoffer
Jak z tego, co nieożywione, wyłania się życie? Ta tajemnica wywołuje osobliwą fascynację zdolną kreować niezwykłe dzieła wyobraźni. Angielska powieściopisarka Mary Shelley wspominała, że pomysł na historię o Wiktorze Frankensteinie zrodził się w jej głowie, kiedy przysłuchiwała się rozmowom swojego męża Percy'ego Bysshe Shelleya z lordem Byronem. Było to w Szwajcarii, gdzie cała trójka spędzała wakacje latem 1816 roku, i gdzie często rozmawiano do późna w nocy, gdy minęła już "godzina duchów", o tym, "czym jest pierwiastek życia i czy można przypuszczać, że zostanie kiedykolwiek odkryty i objaśniony". Dyskutowano także "o eksperymentach doktora Darwina" (Erasmusa, dziadka Charlesa), który "za pomocą jakichś nadzwyczajnych działań wprawił [...] w samorzutny ruch" nitkę makaronu. Rozmówcy wspominali "doświadczenia z galwanizmem", czyli eksperymenty Luigiego Galvaniego demonstrujące działanie prądu elektrycznego, zastanawiając się, czy "może dałoby się wskrzesić trupa"[1]. Później, leżąc w łóżku i nie mogąc zasnąć, Mary Shelley doświadczy wizji, która stanie się zalążkiem jednej z najsłynniejszych powieści grozy.
Nie aż tak przerażające, aczkolwiek równie pomysłowe bywają scenariusze niekierowanej "ewolucji chemicznej", czyli inaczej abiogenezy, przedstawiane w podręcznikach biologii dla szkół średnich i wyższych, traktowane przez media jako ewangelia i jako takie głoszone przez wiele cieszących się autorytetem osób reprezentujących zarówno kulturę masową, jak i świat nauki. Proste eksperymenty Louisa Pasteura z początku lat sześćdziesiątych XIX wieku wykazały, że życie nie powstaje spontanicznie - ani z makaronu, ani z czegokolwiek innego. Życie zawsze bierze się z życia. Jak zatem nauka może wyjaśnić pochodzenie pierwszego życia?
Karol Darwin tak spekulował w 1871 roku w liście do Josepha Hookera: "Ale jeśli (i to - ach! - jakże wielkie jeśli!) możemy sobie wyobrazić, że gdzieś w małym ciepłym bajorku, ze wszystkimi możliwymi solami amonowymi i fosforowymi, światłem, ciepłem, elektrycznością, uformował się chemicznie związek białkowy, gotów do jeszcze bardziej skomplikowanych przemian"[2]. "Ciepłe bajorko" generujące "związki białkowe" to propozycja niezbyt daleka od ortodoksyjnych twierdzeń przedstawianych w podręcznikach, z których uczniowie i studenci dowiadują się, że kluczowe biotyczne związki chemiczne, czyli aminokwasy, zrodziły się w zupie prebiotycznej pod wpływem działania wyładowań elektrycznych w atmosferze - to taka współczesna wersja galwanizmu - jak wykazał to słynny eksperyment Millera i Ureya z 1952 roku. Także i w tym wypadku nie lada dziełem wyobraźni są różne proponowane "nadzwyczajne działania", w wyniku których te cegiełki życia połączyły się - przez nic i nikogo niekierowane - we właściwej kolejności, aby dać początek informacji biologicznej, czyli kodowi cyfrowemu DNA i RNA leżącemu u podstaw całego życia na Ziemi.
W 1969 roku Dean Kenyon, biolog z Uniwersytetu Stanowego San Francisco, w książce, która wywarła wielki wpływ, zatytułowanej Biochemical Predestination [Predestynacja biochemiczna], przedstawił najbardziej aktualną wówczas wersję teorii ewolucji chemicznej. Z czasem Kenyon całkowicie porzucił swoją teorię na rzecz tego, co później nazwano koncepcją inteligentnego projektu i w 1984 roku jego publiczne wyznanie apostazji pojawiło się w przedmowie do krótkiej, acz niezwykłej pracy The Mystery of Life's Origin: Reassessing Current Theories [Tajemnica początków. Ponowna ocena bieżących teorii], autorstwa chemika Charlesa B. Thaxtona, materiałoznawcy Waltera L. Bradleya i geochemika Rogera L. Olsena. Wydawnictwo Discovery Institute Press przedstawia z radością nową wersję książki - jej pierwotny tekst wraz z rozdziałami aktualizującymi i rozszerzającymi jej treść. Te nowe rozdziały autorstwa chemika syntezy organicznej Jamesa Toura, fizyka Briana Millera, astronoma Guillerma Gonzaleza, biologa Jonathana Wellsa i filozofa biologii Stephena Meyera, przedstawiają aktualny stan debaty zainicjowanej przez Thaxtona oraz jego dwóch kolegów w 1984 roku. Tajemnica, na którą wówczas wskazali, pozostaje wciąż nierozwiązana mimo późniejszych badań nagłaśnianych przez doniesienia medialne, które za pomocą krzykliwych nagłówków i w wypaczony sposób przedstawiają ich wyniki. Wraz z postępem nauki tajemnica ta pogłębiła się jeszcze bardziej.
Każdy, komu znana jest dzisiejsza teoria inteligentnego projektu, dostrzeże podczas lektury Tajemnicy początków znajome treści. Nie da się ukryć, że rozpoznajemy te miejsca, a mówiąc dokładniej, rozpoznajemy w nich inteligentny projekt, zanim jeszcze ten zaistniał pod tą nazwą. Aczkolwiek sformułowanie "inteligentny projekt" nie pojawia się nigdzie w pierwszym wydaniu książki, pojawiają się za to inne zwroty, osoby i motywy, czyli wszystko, do czego odwołują się współcześni teoretycy inteligentnego projektu. Jest to szczególnie widoczne w epilogu, którego autorem jest doktor Thaxton i gdzie nie ma już szczegółów technicznych, lecz mamy za to przedstawiony bezpośrednio argument za hipotezą projektu. Stephen Meyer otwarcie mówi o swoim intelektualnym długu wobec Thaxtona. W pewnym sensie pierwsze wydanie Tajemnicy początków to śmiały szkic tego, o czym będzie pisał później sam Meyer, zwłaszcza w książce Podpis w komórce. Mamy tu "zasadę aktualizmu"[3], twierdzenie, iż "teraźniejszość jest kluczem do przeszłości"[4], odwoływanie się do tego, co "wiemy z doświadczenia" w kwestii działania "obdarzonych inteligencją badaczy"[5], rolę "koncepcji stworzenia" w "powstaniu współczesnej nauki"[6], zachętę do "podążania za dowodami, dokądkolwiek prowadzą"[7], wskazanie na to, jak "określone skutki zawsze mają inteligentne przyczyny"[8], koncepcję informacji Shannona, "wyspecyfikowaną złożoność" Michaela Polanyiego[9], przedstawianie stanowiska samego Darwina jako historycznego precedensu proponowanej argumentacji, prezentowanie dochodzenia do prawdy o powstaniu życia na podobieństwo pracy detektywa próbującego rozwikłać zagadkę morderstwa oraz wiele innych zbieżności.
Moglibyśmy napisać odrębny artykuł i prześledzić w nim wpływ powyższych wątków przedstawionych przez Thaxtona, Bradleya i Olsena na samego Meyera, znajdujący odbicie w publikacjach tego ostatniego, w tym w książce Powrót hipotezy Boga[10]. Sformułowanie "hipoteza Boga", po raz pierwszy użyte przez Meyera w tytule jego artykułu z 1999 roku w czasopiśmie "Journal of Interdisciplinary Studies" pojawia się zresztą w epilogu pierwszego wydania Tajemnicy początków[11]. Thaxton posługuje się nim, kontrastując ze sobą dwa różne obszary badań, "nauki operacyjne" i "nauki o pochodzeniu" - w tych pierwszych wyklucza się z definicji rozważanie transcendentnego inteligentnego podmiotu sprawczego jako przyczyny określonych zdarzeń; w tych drugich uwzględnienie jego roli może być w rzeczywistości dopuszczalne. W Podpisie w komórce Meyer napisał później, że ta "terminologia była kłopotliwa"[12] i termin "nauki o pochodzeniu" zastąpił terminem "nauki historyczne".
Kiedy niedawno rozmawiałem z Thaxtonem, wyjaśnił mi, że termin "hipoteza Boga" był skrótem myślowym, którym posługiwali się wykładowcy na Uniwersytecie Harvarda w czasie jego studiów podoktoranckich na tej uczelni w zakresie filozofii nauki. Tym studiom zawdzięczał także inne kluczowe koncepcje inteligentnego projektu oraz nawyki myślowe. Na przykład postrzeganie Darwina jako model lub precedens dla własnych argumentów, tak jak robi to Meyer, było czymś, co Thaxton zaczerpnął od historyka nauki Reijera Hooykaasa (1906-1994), którego poznał w czasie tych studiów. "Aktualizm" to koncepcja geologa Charlesa Lyella (1797-1875), której Hooykaas poświęcił w 1963 roku osobną książkę, The Principle of Uniformity in Geology, Biology, and Theology [Zasada aktualizmu w geologii biologii i teologii]. Pojęcie informacji Shannona pochodzi od teoretyka informacji Huberta Yockeya (1916-2016), odwołującego się do teorii matematyka Claude'a Shannona (1916-2001), a termin "wyspecyfikowana złożoność", kojarzony obecnie przede wszystkim z matematykiem i zwolennikiem inteligentnego projektu Williamem Dembskim, od chemika Lesliego Orgela (1927-2007). Rada, by "podążać za dowodami tam, gdzie nas prowadzą" lub "musimy podążać za argumentami, dokądkolwiek nas prowadzą", często powtarzana przez autorów zajmujących się inteligentnym projektem, jest parafrazą słów Sokratesa z Państwa Platona. W tłumaczeniu Allana Blooma te słowa brzmią, "Dokądkolwiek argument, jak wiatr, zmierza, tam musimy iść"[13].
Inaczej mówiąc, to, na czym skupia się zainteresowanie Tajemnicy początków, wiąże się częściowo z kwestią pochodzenia jakiejś koncepcji. To, o czym piszą Meyer i Thaxton, łączy się z dociekaniami naukowymi i filozoficznymi wieku XX, XIX oraz wcześniejszych stuleci, podobnie jak inteligentny projekt łączy w szerszy sposób filozofię grecką, zwłaszcza Anaksagorasa (V wiek p.n.e.), z myśleniem kolegi, a później rywala Darwina, Alfreda Russela Wallace'a (1823-1913). Bez wdawania się w niepotrzebne szczegóły i bez zbytniego zagłębiania się w przeszłość naszkicujemy częściowo w tym wprowadzeniu bezpośrednie tło powstania książki oraz jej późniejszy wpływ na ewolucję teorii inteligentnego projektu.
Niemożliwe jest całkowite oddzielenie badań nad pochodzeniem życia od refleksji i spekulacji natury teologicznej. Zwolennicy ewolucji darwinowskiej przedstawiają zwykle na poparcie swojej teorii takie argumenty dotyczące Boga: "Bóg, jeśli istnieje (a wydaje się, że nie ma powodu, aby tak sądzić), z pewnością nie zrobiłby tego w taki sposób". Duża część naszego zainteresowania tym, jak powstało życie, bierze się podobnie ze świadomości, iż czysto naturalistyczne wyjaśnienie jego pochodzenia nie jest tym, czego oczekiwałby teista, wyjaśnienie zaś odwołujące się do projektu lub teleologii nie jest tym, czego oczekiwałby materialista albo ateista. Dzisiaj niektórzy z najbardziej prominentnych przedstawicieli neodarwinizmu to równocześnie zdeklarowani i ewangelizujący ateiści. Jest to jak najbardziej w porządku i fakt ten sam w sobie nie unieważnia ich myślenia naukowego. Nie ma więc nic szokującego ani skandalicznego w tym, że pomysł na książkę, która ostatecznie ukazała się pod tytułem Tajemnica początków, wyłonił się podczas spotkania grupy przyjaciół i kolegów związanych z organizacją Probe Ministries kierowaną przez Jona Buella i jego współpracownika Jamesa Williamsa i stawiającą sobie za cel promowanie światopoglądu chrześcijańskiego. W 1981 roku Buell założył w Dallas think tank o nazwie Foundation for Thought and Ethics, publikujący między innymi książki o tematyce naukowej, historycznej i etycznej. Od 2016 roku ta działalność wydawnicza to imprint oficyny Discovery Institute Press.
Buell znał współautora Tajemnicy początków Waltera Bradleya jeszcze z czasów, gdy ten był doktorantem na Uniwersytecie Teksasu. W 1975 roku szukał autora, który napisałby wnikliwą książkę na temat ewolucji i zaproponował ją Bradleyowi, wówczas profesorowi na uniwersytecie Colorado School of Mines. Bradley nie był zainteresowany tym tematem, lecz zaproponował w zamian co innego: książkę o powstaniu życia. Jak powiedział w wywiadzie udzielonym Johnowi Westowi z Discovery Institute, podejrzewał, że problem biogenezy może stanowić "ostateczną barierę dla całej tej kwestii życia i ewolucji", "najtrudniejszy krok" dotyczący tego, "jak zacząć od zera" - czyli jak otrzymać życie z nieżycia[14]. Badania dotyczące biogenezy mają z konieczności charakter multidyscyplinarny i stanowią połączenie biologii z dziedzinami, z którymi powiązana jest wiedza fachowa Bradleya (materiałoznawstwo), czyli z biochemią, chemią fizyczną, kinetyką chemiczną i termodynamiką. "Co ciekawe - mówi - większość ludzi, których spotkałem, a którzy pracują jako biolodzy, rzadko może pochwalić się dużą wiedzą dotyczącą tego, co w moim przekonaniu stanowi bardziej fundamentalną i teoretyczną wiedzę chemiczną. Dlatego wiele z tego, co robią, ma charakter jakościowy".
Bradley tymczasem chciał uniknąć spekulacji jakościowych. Rozmowy i zajęcia akademickie, które prowadził, dotyczące zagadnienia początków życia, w tym wykład gościnny z 1974 roku zatytułowany Termodynamika a powstanie życia, który wygłosił na Uniwersytecie Stanowym Kolorado, przekonały go, że trafił na coś interesującego. Jedna z podstawowych kwestii, czyli atmosfera wczesnej Ziemi, wymagała podszkolenia się w innej dziedzinie, a mianowicie geochemii. Dlatego zaprosił do współpracy drugiego współautora, Rogera Olsena wówczas doktoranta geochemii w Colorado School of Mines. "Niektóre z koncepcji dotyczących tego, w co ludzie chcieliby wierzyć na temat abiogenezy, zależą w bardzo dużym stopniu od początkowego składu atmosfery Ziemi" - wspomina Bradley swoje ówczesne przemyślenia. "Jeśli na przykład będzie za dużo tlenu, nie ma już żadnej nadziei". Badania Olsena mogły rzucić światło na tę kwestię. "Roger doszedł do wniosku, że nigdy nie mieliśmy na Ziemi atmosfery redukcyjnej", jak zakładał to eksperyment Millera-Ureya i które to założenie miało "zerowe szanse prawdopodobieństwa". Atmosfera utleniająca oznaczała zagładę dla domniemanych chemicznych prekursorów życia.
Bradley i Olsen pracowali nad pierwszą wersją książki dotyczącej powstania życia już od sześciu miesięcy, gdy do Dallas z Bostonu przeprowadził się Charles Thaxton, który miał za sobą studia podoktoranckie na Uniwersycie Harvarda (z historii nauki) i na Uniwersytecie Brandeisa (z biologii molekularnej). W epilogu książki Tajemnica początków znajdziemy jego krótką, acz intrygującą wzmiankę autobiograficzną będącą świadectwem jego własnego doświadczenia: "Kiedy prosi się nas o rozważenie "niestandardowych" lub "dziwnych" koncepcji, takich jak specjalne stworzenie - podobnie jak autorów tej książki zaledwie kilka lat temu - reagują tak, jak opisuje to cytowany wcześniej [David] Bohm. Ta reakcja to "gwałtowny wstrząs". Co więcej, "[ten] proces [...] bywa bolesny (i rzeczywiście taki był dla jednego z autorów tej pracy), ale dążenie do prawdy zawsze było i jest okupione trudnościami i niejednokrotnie wystawiało ludzi na niechęć i szykany otoczenia".
Thaxton, wprowadzony w wiarę przez matkę, przeszedł na studiach okres niewiary. Wydawało mu się, że wiedza naukowa nie przewiduje żadnej roli dla jakiegoś bytu boskiego. Po raz pierwszy zagłębił się w problem abiogenezy, gdy po licencjacie zaczął studiować chemię fizyczną na Uniwersytecie Stanowym Iowa. Wcześniej sądził, że chemia w pełni wyjaśnia powstanie życia, lecz to założenie okazało się zbyt proste. Ból i wstrząs, o których wspominał w książce, to po pierwsze poczucie, że zdradził własną matkę, a po drugie poczucie, że zdradził tych, którzy uważali go za godnego szacunku materialistę.
Po przeprowadzce do Dallas wraz z żoną i pierwszym synem nawiązał współpracę z Jonem Buellem. Był koniec 1975 roku i - jak Thaxton powiedział Johnowi Westowi w wywiadzie - "Buell przyszedł pewnego dnia i pokazał mi przyniesiony ze sobą maszynopis"[15]. Była to praca Waltera Bradleya i Rogera Olsena, pierwsza wersja tego, co miało stać się Tajemnicą początków. "Przeczytałem go - mówi Thaxton - i moją pierwszą reakcją było: to rzeczywiście jest interesujące. Ale dlaczego tu tak mało chemii?". Zgłosił to zastrzeżenie Buellowi, który zaprosił go na spotkanie z Bradleyem i Olsenem w College Station w Teksasie, dokąd w tym czasie Bradley przeniósł się, by prowadzić zajęcia na Texas A&M University. Gdy rozmawiali u Bradleya w domu o książce, a Buell zachęcił Thaxtona do podzielenia się swoimi zastrzeżeniami co do braku chemii, Bradley i Olsen odezwali się niemal jednocześnie: "Skoro sam jesteś chemikiem, to o tym napisz".
I Thaxton tak właśnie zrobił. Bradley musiał skupić się na zajęciach na uczelni, a doktor Olsen przeszedł do prywatnego przemysłu, Thaxton zaś, jako świeżo dokooptowany do przedsięwzięcia, miał czas na dalszą pracę nad książką. "Musiałem się wiele nauczyć i zrobiłem to - mówi. - Dniem i nocą przez tygodnie i miesiące, tak że ostatecznie minęło kilka lat, zanim wszystko zostało ukończone". Olsen napisał o atmosferze wczesnej Ziemi w rozdziale piątym (Wczesna Ziemia i jej atmosfera), Bradley zaś napisał rozdziały siódmy, ósmy i dziewiąty (Termodynamika układów żywych, Termodynamika a powstanie życia i Wyszczególnienie sposobu wykonania pracy). "Później - jak mówił Bradley - Thaxton napisał większość pozostałej części książki, w tym epilog, który wychodzi poza dyskusję czysto naukową i na którym skupiła się większość ataków po jej publikacji.
Jednym z problemów z książką było to, że poszczególne rozdziały reprezentowały odmienne głosy, inne terminologie i różne sposoby argumentacji. Jak wspomina Thaxton, należało ją gruntownie przeredagować, aby przypominała "książkę naukową, a nie podręcznik dla inżynierów". Dlatego "przepracowałem cały tekst, zacząłem od zera, po prostu zacząłem od nowa. Przeszliśmy przez ten proces co najmniej dwa lub trzy razy". W 1978 roku gotowy maszynopis wysłano do recenzji naukowej kilkunastu naukowcom - część z nich była przychylna jej twierdzeniom, inni nie.
Jednym z wybitnych naukowców specjalizujących się w badaniach nad biogenezą, którego zamierzano poprosić o zdanie, był Dean Kenyon. Zakładano, że odrzuci przedstawiane w niej tezy, na pewno jednak odniesie się do niej uczciwie. Thaxton i Kenyon nawiązali w 1981 roku korespondencję i ten drugi, przeczytawszy maszynopis, do tego stopnia się zainteresował, że zaprosił Buella i Thaxtona do siebie. Polecieli zatem na spotkanie do San Francisco. Thaxton nie wiedział wówczas, że Kenyon prywatnie zaczął wątpić we własną teorię ewolucji chemicznej.
"Żołądek podchodził mi do gardła, gdy siedzieliśmy tego dnia w gabinecie Kenyona na jego uczelni - wspomina Thaxton. - Pamiętam, że zapytałem go, co sądzi o książce". Kenyon w odpowiedzi spojrzał na niego srogo, po czym uśmiechnął się i powiedział: "Moim zdaniem jest świetna". To ośmieliło Thaxtona, który nie tylko chciał poznać zdanie Kenyona na temat ich pracy, ale też zamierzał poprosić go o napisanie przedmowy. Postanowił go wysondować. "Może w takim razie napisałby pan do niej przedmowę?" - spytał, na co Kenyon odparł: "Liczyłem na to, że pan mnie o to poprosi".
W opinii historyka Ronalda Numbersa, przedstawionej w pracy The Creationists, wkład Kenyona, czołowego teoretyka biogenezy "wyznającego, że nie wierzy już w naturalistyczną ewolucję", był "najbardziej uderzającą cechą ich książki"[16]. Kenyon napisał: "Gdy profesjonaliści przeczytają tę ważną publikację, jest bardzo prawdopodobne, że badania nad pochodzeniem życia pójdą w nieco innych kierunkach". Podsumowuje ją natomiast następująco: "Wszyscy naukowcy zainteresowani problemem powstania życia powinni uważnie przestudiować tę książkę i ocenić własną pracę w świetle jej argumentów"[17]. Autorzy Tajemnicy początków nie mogli wymarzyć sobie lepszych słów poparcia.
Po zakończeniu etapu recenzowania i wprowadzeniu niezbędnych poprawek nadszedł czas na poszukiwanie wydawcy. Zadanie to przypadło Jonowi Buellowi. Celem było dotarcie do odbiorcy niemyślącego o świecie kategoriami religijnymi, na co zresztą wskazuje język książki. Jak wspomina Thaxton, należało bezwzględnie unikać wszystkiego, co miało chociażby najmniejszy wydźwięk "religijny" i dodaje: "Chcieliśmy mieć pewność, że nie głosimy kazań".
Znalezienie wydawcy nie było jednak sprawą prostą. Wówczas, podobnie jak dzisiaj, najlżejsza wzmianka o "kreacjonizmie" wystarczyła, by niektórzy zaczynali zgrzytać zębami, mimo że książka Thaxtona bez wątpienia nie wspierała kreacjonizmu w jego najbardziej precyzyjnym znaczeniu jako wykorzystywania nauki do wspierania dosłownego rozumienia Biblii. Z pewnością nie pomogło i to, że w tym czasie, czyli w 1981 roku, Sąd Najwyższy rozpatrywał istotną sprawę dotyczącą "kreacjonizmu naukowego" - McLean vs. Arkansas Board of Education. Rozstrzygnięto ją w styczniu 1982 roku, stwierdzając, że nauczanie kreacjonizmu w szkołach publicznych narusza zapis w pierwszej poprawce konstytucji Stanów Zjednoczonych.
W rezultacie, gdy kończył się 1982 rok, Buell wciąż szukał wydawcy. Cornell University Press i MIT Press wyraziły wstępne zainteresowanie, przy czym rezultat końcowy, jak wspomina Thaxton, był "niemal identyczny". W tym pierwszym wydawnictwie dwóch wewnętrznych recenzentów przeczytało książkę i wydało sprzeczne opinie, za i przeciw. Poproszono więc trzeciego, wybitnego naukowca. Thaxton zastanawia się, czy nie był to czasem Carl Sagan. Eric Halpern, redaktor zajmujący się nabywaniem nowych tytułów, przekazał Buellowi złe wieści, informując go: "Jak pan zobaczy, raport nie daje nam podstaw do pozytywnej rekomendacji dla naszego kierownictwa wydziału"[18]. Ów "niezdradzający tożsamości autora" raport jest rzeczywiście kąśliwy i gromi książkę za jej "powierzchowne" argumenty, aczkolwiek interesujące jest to, że pokazuje równocześnie, jak niewiele zmieniło się w ciągu ostatnich 40 lat w konwencjonalnym myśleniu o powstaniu życia. Anonimowy recenzent z Cornell University Press nie kryje swojej irytacji: "To, że nie udało się jak dotąd utworzyć w laboratorium żywej komórki, wcale nie znaczy, że mamy rezygnować z takich starań". Naukowcy powtarzają to samo dzisiaj niemal takimi samymi słowami. Na przykład astronom Abraham Loeb z Harvardu na blogu czasopisma "Scientific American" rozważa w 2019 roku perspektywy "wyprodukowania syntetycznego życia z prostych substancji chemicznych" w laboratorium, przyznając równocześnie, że "nawet jeśli odrzucimy te perspektywy jako nierealne przy technice, którą obecnie dysponujemy, inna cywilizacja, miliardy lat bardziej zaawansowana technicznie niż nasza, mogła to zrobić"[19].
Thaxton odpisał Halpernowi na papierze firmowym Foundation for Thought and Ethics, że chociaż od wydawcy uniwersyteckiego należy oczywiście oczekiwać fachowej recenzji, "to jednak trudno wyzbyć się odczucia, że nasze stanowisko zostało wypaczone przez kogoś, kto czuje się zagrożony krytyką przedstawioną" w książce. Dodał ponadto, że przesłał książkę wraz z pochlebnymi opiniami "znanych naukowców zajmujących się ewolucją chemiczną" - chemika syntezy organicznej Gordona Shawa z University of Bradford w Wielkiej Brytanii, a także Deana Kenyona. Recenzent odrzucił maszynopis jako "kompletne przekłamanie" pozbawione oryginalności i zrozumienia, tymczasem Kenyon określił książkę jako "jedną z najlepszych krytycznych analiz powstania życia, jakie do tej pory czytałem". Thaxton zapytał, dlaczego Halperna nie zdziwiła wyraźna rozbieżność poglądów: "Proszę zastanowić się nad tym, co wynika z zarzutów Państwa czytelnika. Przyjęcie jego twierdzenia, że przedstawiliśmy płytką krytykę, na którą już wielokrotnie odpowiadano, równa się przypisaniu czytelnikom, których opinie dołączyliśmy do prospektu książki, braku umiejętności recenzenckich do tego stopnia, że nie potrafią dostrzec powierzchownej krytyki. A są to znani naukowcy".
Do listu do Halperna z wydawnictwa Cornell University Press Thaxton dołączył niezależną opinię redaktora wydawnictwa MIT Press, który był "entuzjastycznie nastawiony" do książki, ale stracił pracę, ponieważ MIT Press zredukowało swój dział poświęcony naukom przyrodniczym. Ów redaktor, Grahame J.C. Smith, szczególnie chwalił omówienie przez Waltera Bradleya zagadnień termodynamicznych. Te rozdziały były "tak dobre, że reszta książki mogłaby zostać tak zredagowana, aby była z nimi spójna"[20]. Szczególnie podobał mu się rozdział ósmy, w jego przekonaniu "naprawdę doskonały" i "świetny!". Zawarł ponadto w swojej opinii wiele pomocnych sugestii redakcyjnych i uwag krytycznych.
Thaxton poprosił Halperna o ponowne rozważenie możliwości opublikowania książki, ale Halpern w ostatecznej odpowiedzi z 23 grudnia 1982 roku grzecznie odmówił. Ze względu na ostry sprzeciw ukrywającego swoją tożsamość "wybitnego badacza w dziedzinie ewolucji chemicznej" musiałby szukać dodatkowego wsparcia u naukowców z Cornell University, a nie chciał iść tą drogą.
Ostatecznie Buell i Thaxton zdecydowali się na cieszące się renomą i obecne od dawna na rynku nowojorskie wydawnictwo Philosophical Library, które chociaż niebędące oficyną uniwersytecką ani ściśle naukową, mogło pochwalić się imponującą listą autorów, wśród których było wielu wybitnych naukowców. Jego nakładem ukazał się zbiór tekstów Alberta Einsteina Out of My Later Years (1950), a ponadto książki Wernera Heisenberga, Maxa Plancka, Jean-Paula Sartre'a, Simone de Beauvoir, a nawet Karola Darwina, nie licząc prac wielu laureatów Nagrody Nobla[21]. Wydawnictwo zgodziło się także na to, aby organizacja Foundation for Thought and Ethics promowała książkę. Philosophical Library nie było utożsamiane z religią i tym samym stanowiło właściwy wybór, jeśli praca miała dotrzeć do odbiorców ze świata nauki. Jej drugie wydanie zostało opublikowane przez wydawnictwo Lewis and Stanley w Dallas. Jak mówi Thaxton, ten krok został podyktowany tym, że po prostu "możemy zrobić wszystko znacznie szybciej, bez opóźnień, czekania i tak dalej".
Nie tylko Kenyon wypowiadał się pozytywnie o książce. Na tylnej okładce znajdziemy pochlebne opinie Roberta Jastrowa z Goddard Institute for Space Studies, agendy NASA ("bardzo dobrze przemyślana i klarowna analiza"), oraz od jednego z najbardziej znanych badaczy biogenezy, chemika Roberta Shapiro z Uniwersytetu Nowojorskiego ("istotny wkład w badania nad pochodzeniem życia [...], zbierający w całość najważniejsze argumenty naukowe, pokazujące nieadekwatność obecnych teorii, [aczkolwiek] nie podzielam jej ostatecznych wniosków filozoficznych"). Dwa lata później, w 1986 roku, Shapiro opublikował własną książkę poświęconą temu samemu zagadnieniu - Origins: A Skeptic's Guide to the Creation of Life on Earth [Powstanie życia na Ziemi. Przewodnik sceptyka].
Przyjęcie Tajemnicy początków przez naukowców pomaga wyjaśnić impuls, którego dostarczyła książka dla rodzącego się ruchu inteligentnego projektu. Początkowo nie było z ich strony żadnej reakcji, co niepokoiło autorów. "Zapanowała martwa cisza" - wspomina Thaxton. Nikt nic nie powiedział. Byłem bardzo przygnębiony i rozczarowany. To było tak, jakby rzucić kamień w wodę, ale na powierzchni nie byłoby żadnej zmarszczki. Nic. Żadnego efektu". Wydawca dodał im otuchy. "Nie należy się tym przejmować - mówił. - Taka książka potrzebuje roku, by została zauważona".
Czekali zatem. A i my możemy zatrzymać się na chwilę, żeby przypomnieć sobie, jak inaczej wyglądał wówczas świat dla sceptyków ewolucji, zarówno chemicznej, jak i biologicznej. W 1984 roku nie istniał jeszcze cały wachlarz środków wykorzystywanych dziś do zastraszania dysydentów. Nie było profesorów ewolucji spekulujących na swoich blogach na temat mających się ukazać książek i urabiających odbiorców, nastawiając ich negatywnie do nowych idei. Nie było też anonimowych darwinistów zamieszczających na Amazonie płomienne recenzje książek, których nie kupili, a tym bardziej nie przeczytali. Każdy pisał pod własnym nazwiskiem i podobnie znani z nazwiska redaktorzy kontrolowali publikację tekstów, biorąc tym samym na siebie odpowiedzialność za to, co się ukazywało. Dobrze było żyć w czasach przed internetem. Zainteresowanie zagadnieniem musiało budować się organicznie i uczciwiej, przez maszynopisy oraz materiały drukowane przesyłane pocztą. Dodatkową korzyścią było i to, że nie istniała jeszcze Wikipedia tworzona i redagowana przez nieznane szerszemu gronu osoby często działające pod wymyślnymi pseudonimami i rozpowszechniające błędne informacje na każdy kontrowersyjny temat, dyżurując dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, gotowe w każdej chwili, aby położyć tamę czyimś szczerym staraniom mającym na celu korektę błędnych informacji. W 2017 roku wśród naukowców zajmujących się inteligentnym projektem, którym redaktorzy Wikipedii usunęli lub wymazali wprowadzone przez nich hasła do Wikipedii, znalazł się także Walter Bradley. Nawet współzałożyciel Wikipedii, Larry Sanger, uznał podejście tej encyklopedii do inteligentnego projektu za "odrażająco stronnicze"[22].
Czy powyższe refleksje to nieistotna dygresja? W żadnym razie. Wspominam o tym, ponieważ pomimo budzącej irytację korespondencji z wydawnictwem Cornell University Press, reakcja naukowców specjalizujących się w biogenezie na Tajemnicę początków robi wrażenie, jeśli wziąć pod uwagę, jak stosunkowo zrelaksowany, jeśli nawet niekoniecznie otwarty na nowe poglądy, był ówczesny naukowy establishment. W rzeczy samej słowa wydawcy o tym, że trzeba poczekać rok, okazały się trafne. "Tak właśnie się stało - mówi Thaxton. - Kiedy zaczęły pojawiać się recenzje książki, wysypały się jak z rękawa".
Jednym z najbardziej znaczących głosów była opinia biochemika Sidneya W. Foxa z Uniwersytetu Miami, czołowego badacza powstania życia, którego Thaxton nazywa "propagandystą" naturalistycznej interpretacji abiogenezy. W swojej kpiącej recenzji z czerwca 1985 roku opublikowanej w czasopiśmie "The Quarterly Review of Biology" zauważa, że żaden z autorów książki "nie pojawia się w czternastym wydaniu American Men and Women of Science"[23]. Można jednak także usłyszeć w tej recenzji nutę powściągliwego szacunku: "autorzy Tajemnicy początków z mocą przedstawiają argumenty antyewolucyjne"[24].
Jak wspomina Thaxton, Fox był "bardziej znaczący niż na początku Stanley Miller [ten z eksperymentu Millera-Ureya] jako propagator wszystkich materiałów dotyczących powstania życia w podręcznikach szkolnych i tak dalej. W późnych latach pięćdziesiątych i wczesnych latach sześćdziesiątych za rozpowszechnianiem poglądów naturalistycznych stał Sidney Fox. Wszędzie. Cały czas". Tak więc pomimo zgryźliwego tonu recenzji, zaszczytem było to, że w ogóle zauważył książkę. I chociaż Fox wytyka autorom, że stoją bardzo nisko w hierarchii naukowej, Thaxton stwierdza, że jak na ironię, coś go z nim łączy, ponieważ przejął po nim jego dawny gabinet na Uniwersytecie Stanowym Iowa z czasów, gdy Fox był tam doktorantem. "Musiałem go posprzątać i wynieść stamtąd wiele jego rzeczy" - wspomina Thaxton.
Recenzja zamieszczona w numerze czasopisma "Yale Journal of Biology and Medicine" z sierpnia 1985 roku to zupełnie inna historia. Profesor James F. Jekel z Yale School of Medicine serdecznie pogratulował autorom. "Dla wszystkich przyjmujących wygodne założenie, że naukowe problemy abiogenezy są w większości rozwiązane, ta książka będzie prawdziwą niespodzianką" - stwierdził, a następnie podsumował: "Książka jako całość burzy beztroski spokój osób akceptujących obecne teorie abiogenezy. Jest dobrze napisana i chociaż w wielu miejscach techniczna, to jednak większość treści jest zrozumiała dla posiadającego odpowiednią wiedzę laika". Na końcu profesor Jekel stwierdza, że "jest zdecydowanie godna polecenia każdemu zainteresowanemu problemem początków związków chemicznych i życia"[25].
Fascynująca, bo niejednoznaczna była reakcja wybitnego naukowca z Uniwersytetu Yale, biofizyka Harolda J. Morowitza. Morowitz zeznawał w sprawie McLean vs. Arkansas Board of Education w 1981 roku i w żadnym razie nie był przyjaźnie nastawiony do koncepcji, którą z czasem zaczęto nazywać inteligentnym projektem, zauważając w 2005 roku w czasopiśmie "Chronicle of Higher Education", że "tylko kreacjoniści popierają teorię inteligentnego projektu"[26]. Jak czytamy w jego nekrologu opublikowanym na łamach dziennika "New York Times" w 2016 roku "był najbardziej znany z zastosowania teorii termodynamiki w biologii", badając, w jaki sposób "działanie energii przepływającej przez układ wpływa na jego organizację"[27]. Był zatem kompetentny, żeby ocenić część Tajemnicy początków autorstwa Waltera Bradleya dotyczącą tego zagadnienia. Kilka lat po opublikowaniu książki Charles Thaxton miał szczęście przedstawić ją osobiście naukowej sławie, którą był doktor Morowitz. "Skontaktowałem się z nim później, by spytać, czy ją przeczytał - mówi Thaxton. - Pomyślałem, że to będzie świetny sposób, by dowiedzieć się, co myśli o rozdziałach, które napisał Bradley. Ale nie powiedziałem mu, że właśnie to mnie interesuje".
Morowitz sporządził dwustronicową prywatną recenzję[28]. Odrzucił epilog jako "filozoficznie naiwny" i "filozoficznie niesprawiedliwy", zauważając, że brak w nim jakiejkolwiek wzmianki o Berkeleyu i Spinozie. Co się jednak tyczyło podstaw naukowych książki, stwierdził, że stanowi "bardzo znaczący wysiłek", przedstawia "naukowo użyteczną krytykę bardzo obszernej literatury, a "autorom z pewnością udało się pokazać, że jesteśmy bardzo daleko od przekonującego, weryfikowalnego eksperymentalnie zrozumienia, w jaki sposób mogło powstać coś tak złożonego, jak najprostsze współczesne komórki". Jednakże "założenie, że problem leży poza granicami możliwości współczesnych nauk przyrodniczych, wydaje się przedwczesne".
W recenzji brakowało odniesienia do jednej rzeczy, co było dziwne, biorąc pod uwagę specjalizację naukową Morowitza. Thaxton poszukał sposobności, by zapytać go o to telefonicznie: "Jedno mnie intryguje. Wypowiedział pan kilka pozytywnych uwag o naszej książce. A równocześnie jako osoba występująca w roli eksperta od termodynamiki podczas postępowania sądowego McLean vs. Arkansas Board of Education nie odniósł się pan w żaden sposób do tego, co piszemy o termodynamice w Tajemnicy początków. Czy mogę wiedzieć dlaczego?". Jak wspomina Thaxton, po drugiej stronie "nastąpiła długa, bardzo długa cisza. Zaniepokoiłem się. Cisza trwała i trwała, więc wreszcie spytałem: "Czy pan tam nadal jest?". Morowitz odparł: "Tak. Wciąż myślę". A ja na to: "Czy w takim razie odpowie pan na moje pytanie?". Wówczas Morowitz powiedział: "Nie było tam niczego, do czego mogłem się przyczepić, więc do niczego się nie odniosłem"". Morowitz jest do dziś uważany za mistrza w walce z "niewłaściwym wykorzystaniem drugiej zasady termodynamiki", jak ujmuje to lobbujące na rzecz teorii Darwina amerykańskie stowarzyszenie National Center for Science Education[29]. Jednakże Thaxton wyciąga z odpowiedzi Morowitza oczywisty wniosek: "To znaczy, że zgodził się z tym, co powiedział Bradley. Prawda?". Na to wygląda.
Od innych naukowców reprezentujących dziedziny, w obrębie których porusza się książka, napłynęły bardziej jednoznaczne pochwały[30]. "To naprawdę genialna rzecz", napisał chemik i badacz powstania życia Clifford Matthews z Uniwersytetu Illinois. "Doskonała ponowna ocena problemu; bardzo uczciwe podejście niebędące polemiką". Biolog molekularny Jay Roth z Uniwersytetu Connecticut był także "pod wielkim wrażeniem" i nazwał Tajemnicę początków "fascynującą pracą naukową". Chemik Walter Thorson z Uniwersytetu Alberty pochwalił ją jako "wspaniałą książkę" przedstawiającą "bardzo dopracowaną i naukową argumentację". Fizyk Graham Gutsche z Akademii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych napisał, że jest "znakomita!", dodając "wykorzystałem przedstawione w niej informacje na moich zajęciach". Podobnych opinii było więcej.
Jak można się było spodziewać, pojawiły się także ataki na rzekomy "kreacjonizm" książki, ale równocześnie riposty na nie ze strony wybitnych badaczy. Czasopismo "Chemical & Engineering News" powierzyło zadanie jej zrecenzowania chemikowi Richardowi Lemmonowi z Lawrence Berkeley National Laboratory. "To obecnie najbardziej poczytne czasopismo wśród osób zajmujących się inżynierią chemiczną i chemią z całego świata" - mówi Walter Bradley. "Zazwyczaj jednak publikuje artykuły o nowych osiągnięciach w nauce, chemii i inżynierii chemicznej, a także o rzeczach związanych z przemysłem i tak dalej. To znaczy, że ma bardzo, bardzo szerokie grono odbiorców". Recenzja Lemmona w numerze z 1 lipca 1985 roku zaczyna się od stwierdzenia: "Jedyne osoby, którym mogę polecić książkę The Mystery of Life's Origin: Reassessing Current Theories, to niewielki ułamek czytelników C&EN będących religijnymi kreacjonistami. To równocześnie te same osoby, które zazwyczaj piszą listy do redakcji, ilekroć pojawia się cokolwiek dotyczącego kreacjonizmu. Z niecierpliwością czekam na skargi dotyczące tej recenzji i aby pomóc ich autorom, podkreślam, że jestem agnostykiem i jestem z tego dumny"[31].
Zatytułowawszy swoją recenzję Powstanie życia i czynnik nadprzyrodzony, Lemmon wyklina autorów książki jako "kreacjonistów" forsujących "kreacjonizm". Najlepszy chyba jest w recenzji Lemmona cytat z H.L. Menckena: "Gdyby to było możliwe, nauka natychmiast wyjaśniłaby powstanie życia na Ziemi - i są wszelkie powody, by sądzić, że uczyni to w niedalekiej przyszłości". Mencken napisał te słowa w 1930 roku; dzisiaj, 90 lat później, wciąż jesteśmy w tym samym miejscu.
W kilku kolejnych numerach czasopisma czytelnicy protestowali przeciwko stylowi i treści recenzji Lemmona. Michael A. Beilstein z Uniwersytetu Stanowego Oregonu napisał, że przeczytał książkę i "nie znalazł w niej nic z gruntu nienaukowego", przeciwnie, stanowi ona "doskonałą prezentację" problemów w tej dziedzinie i "uzasadnione wyzwanie" dla badaczy[32]. W tym samym numerze Eugene C. McKannan z Marshall Space Flight Center, agendy NASA, obliczył, że "57 procent recenzji dotyczy osobistych przekonań recenzenta - a nie książki" i wypunktował "błędne koło w rozumowaniu" Lemmona, odwołującego się do Menckena, George'a Bernarda Shawa "i sądów federalnych, z których żaden nie miał do zaoferowania żadnych nowych danych"[33]. Do najbardziej znaczących replik należy zaliczyć tę autorstwa kolegi Lemmona z Uniwersytetu Kalifornijskiego Berkeley, Henry'ego F. Schaeffera III, także chemika, który wyraził ubolewanie z powodu "powierzchownej recenzji", dodając, że także "przeczytał książkę i uznał ją zarówno za interesującą, jak i prowokującą"[34]. Zauważył, że jej autorzy "nie są "kreacjonistami" w sensie spopularyzowanym przez ostatnie sprawy sądowe". Od tamtej pory Schaeffer stał się sławny i na Wikipedii przeczytamy o nim jako "jednym z najczęściej cytowanych chemików na świecie"[35]. Jest także sygnatariuszem "Naukowego sprzeciwu wobec darwinizmu", inicjatywy Discovery Institute[36]. Gdy przeniósł się na Uniwersytet Georgii do Athens, zaprosił Charlesa Thaxtona na spotkanie z kilkoma studentami i profesorami. "A zatem okazuje się, że jakaś zła recenzja nie jest do końca zła", mówi Thaxton[37].
Istotnie, za sprawą zarówno książki, jak i jej odbioru, Thaxton i Bradley stali się poszukiwanymi mówcami zapraszanymi przez uczelnie oraz inne instytucje. Bradley mówi: "Spośród 20 najlepszych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych wygłosiłem wykłady na 18 z nich" i wymienia Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet Yale, Massachusetts Institute of Technology, Cornell University, Uniwersytet Pensylwanii, Uniwersytet Stanforda, Uniwersytet Kalifornijski Los Angeles, Uniwersytet Kalifornijski San Diego, Uniwersytet Teksasu i inne uczelnie. Tematyka jego wystąpień to powstanie życia, a także powstanie Wszechświata. Wspomina, że na Uniwersytecie Kalifornijskim Berkeley słuchało go prawie dwa tysiące osób. Z kolei w Baltimore zdarzyło się mu uczestniczyć w publicznej dyskusji z Robertem Shapiro, chemikiem z Uniwersytetu Nowojorskiego i sceptykiem w kwestii nadprzyrodzonego pochodzenia życia. Shapiro, chociaż ateista, był nastawiony przyjaźnie do książki. Jak wspomina Bradley, z góry przeprosił słuchaczy: "To nie będzie zbyt dobra dyskusja, ponieważ przeczytałem książkę, którą napisał doktor Bradley i jego koledzy. I zgadzam się z nią w około 90 procentach".
Wizytę i wykład Thaxtona na Uniwersytecie Princeton w 1988 roku opisuje "poufny raport" Jona Buella. Chociaż Buell prosi: "byłbym wdzięczny za pomoc w ochronie anonimowości różnych wspomnianych osób", to jednak pisze o prywatnych spotkaniach "zainicjowanych" przez absolwenta Princeton Thomasa Woodwarda i z radością odnotowuje, że "ludzie z wydziału nauk przyrodniczych zaprosili Charlesa z wykładem, ponieważ przeczytali Tajemnicę początków (której Charles jest głównym autorem) i zgodzili się z jego stanowiskiem!". Spośród wykładowców tego wydziału na publicznym wykładzie Thaxtona w Woodrow Wilson School, będącej częścią Uniwersytetu Princeton, był między innymi "Freeman Dyson uważany przez wielu za czołowego fizyka na świecie - "Alberta Einsteina" końca XX wieku"[38]. Woodward wspomina: "Uczestniczyło w nim całkiem spore grono profesorów nauk ścisłych i inżynierii, z wydziałów chemii, fizyki, geologii, inżynierii chemicznej"[39].
Thaxton i Bradley opisują konferencje dotyczące problematyki powstania życia, w których w tamtym czasie uczestniczyli, w tym zamkniętą konferencję tylko dla wybranych - Gordon Research Conference. Na tej konferencji, która odbyła się w New Hampshire, Thaxton odbył pamiętną rozmowę z Jamesem Ferrisem, redaktorem ważnego czasopisma naukowego "Origins of Life and Evolution of Biospheres". "Ferris był chemikiem eksperymentalnym zatrudnionym w Rensselaer Polytechnic Institute. Wysłałem mu pocztą egzemplarz książki, a później spotkałem się z nim na konferencji w New Hampshire, gdzie zapytałem, czy ma jakieś uwagi po lekturze. O ile pamiętam, powiedział coś w stylu: "Twoja książka jest zbyt cholernie wyrafinowana chemicznie, by wspierać tych kreacjonistów". Dodał, że uważa, że wiele rzeczy, które powiedzieliśmy, jest całkiem słusznych, ale że całość prowadzi w złym kierunku". To znaczy w kierunku inteligentnego projektu.
Jeśli chcielibyśmy zmierzyć wpływ, jaki wywarła książka, to istotne znaczenie dla przyszłości ruchu inteligentnego projektu miała jedna konferencja, na której przemawiał Thaxton, ani zamknięta, ani dla wybranych osób. Było to w Dallas, mógł przyjść każdy, kto chciał, nawet przypadkowo jakiś młody geofizyk z branży naftowej, niemający lepszych planów na weekend. W swojej książce z 2009 roku Podpis w komórce. DNA i świadectwa inteligentnego projektu, Stephen Meyer zapisuje datę 10 lutego 1985 roku, sobotę, ponieważ to, co usłyszał, "zmieniło bieg mojego życia zawodowego. Pod koniec tego roku przygotowywałem się do przeniesienia na Uniwersytet w Cambridge w Anglii, częściowo po to, aby zbadać pytania, z którymi się skonfrontowałem tamtego lutowego dnia"[40]. Jego trzy książki, Podpis w komórce, Wątpliwość Darwina oraz Powrót hipotezy Boga[41], oddają hołd pracy Thaxtona, Bradleya i Olsena.
Meyer nie miałby okazji poznać osobiście Thaxtona, gdyby nie wziął udziału w innym wykładzie zorganizowanym na Southern Methodist University. Prelegentem był Owen Gingerich, astrofizyk z Harvardu, wykład zaś dotyczył Wielkiego Wybuchu i tego, co ten fakt podpowiada nam w kwestii celowości Boga. Meyer dowiedział się, że Gingerich będzie miał wykład na ten sam temat następnego dnia, podczas konferencji w słynnym hotelu Hilton w Dallas, i że drugim prelegentem będzie astronom z California Institute of Technology Allan Sandage. Zaintrygowany zagadnieniem, postanowił się tam wybrać.
W konferencji brali udział teiści i ateiści, prezentując poglądy na temat tego, co w epilogu Tajemnicy początków nazwano naukową "hipotezą Boga". Odbył się również panel dyskusyjny na temat powstania życia. W skład panelu wchodzili Dean Kenyon, przedstawiający swoje powody odrzucenia naukowej teorii niekierowanej abiogenezy, której był wcześniejszym orędownikiem, oraz Charles Thaxton argumentujący, że dane, którymi dysponują naukowcy, wskazują na jakąś "inteligentną przyczynę" stojącą za pierwszym życiem. Meyer pisze w Podpisie w komórce: "Inni naukowcy z panelu stali się defensywni i wrodzy. Doktor Russell Doolittle z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego zasugerował, że jeśli trzej autorzy nie byli zadowoleni z postępu eksperymentów dotyczących biogenezy, powinni sami "je zrobić""[42].
Meyer dowiedział, się, że Thaxton również mieszka w Dallas i w ten sposób zawiązała się ich znajomość. "Zadzwoniłem do niego, a on zaproponował spotkanie. Zaczęliśmy regularnie się widywać i rozmawiać, często długo po godzinach pracy"[43]. Meyera uderzyła "radykalna teza [Thaxtona] głosząca, że inteligentną przyczynę można uznać za bezsprzeczną hipotezę naukową o powstaniu życia"[44]. To twierdzenie - uznające istnienie "cyfrowej informacji" zakodowanej w DNA i pozwalające wnioskować na tej podstawie o autorze kodu - korespondowało poniekąd z ówczesną pracą zawodową Meyera opierającą się na technice obrazowania komputerowego - zakodowanej informacji cyfrowej, niezmiennie prowadzącej do autora lub autorów - pozwalającej zlokalizować złoża ropy naftowej ukryte w głębi Ziemi. Zrozumienie pochodzenia informacji biologicznej i próba odpowiedzi na pytanie, czy musi mieć swojego autora, stało się od tamtej pory tematem badań Meyera i pozostaje nim do dzisiaj.
Kariera Meyera jako filozofa nauki i zwolennika inteligentnego projektu rozpoczęła się od wysłuchania Kenyona i Thaxtona. Natomiast inny czołowy teoretyk inteligentnego projektu, matematyk i filozof William Dembski, już wcześniej doszedł do wniosków zgodnych z argumentacją Thaxtona, Bradleya i Olsena. Książka "pojawiła się na liście moich lektur dotyczących ewolucji i stworzenia pod koniec lat osiemdziesiątych", powiedział mi Dembski[45]. "To było, jeszcze zanim poznałem kogokolwiek z rodzącego się ruchu inteligentnego projektu. Byłem świeżo upieczonym doktorem matematyki i chciałem przywrócić do życia argument przemawiający za zaprojektowaniem przyrody przez odwołanie się do teorii prawdopodobieństwa. Poszedłem do biblioteki publicznej w Evanston w stanie Illinois, wypożyczyłem książkę i przeczytałem ją. Sięgnąłem po nią, będąc już wcześniej przekonany, że procesy czysto chemiczne, którym byłaby poddana nieożywiona materia, nie byłyby zdolne zorganizować niczego, co zasługiwałoby na miano żywej formy. Ta książka dowodziła tego jeszcze dobitniej, demonstrując szczegółowo i aż do bólu nieadekwatność stochastycznych i mechanistycznych reakcji chemicznych jako proponowanych przyczyn powstania życia".
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Dembski miał dołączyć do Buella jako redaktor naukowy stowarzyszenia Foundation for Thought and Ethics. Uznaje Tajemnicę początków za "przełomową" nie tylko ze względu na jej argumentację naukową ("jej krytyka ewolucji chemicznej nie straciła na aktualności"), ale także ze względu na to, że "wdarła się na niereligijny rynek akademicki". Dembski, podobnie jak Meyer, oddaje książce należne jej uznanie: "Chociaż zwykle mówi się, że pierwszą publikacją na temat inteligentnego projektu wydaną przez poważne wydawnictwo akademickie była moja praca The Design Inference, która ukazała się nakładem Cambridge University Press w 1998 roku[46], można powiedzieć, że pierwsza była Tajemnica początków, jako książka przygotowująca grunt pod inteligentny projekt, i to już 14 lat wcześniej!".
Wśród zwolenników inteligentnego projektu właśnie Meyer i Dembski wyróżniają się tym, że mieli najbliższy osobisty kontakt z Charlesem Thaxtonem lub Jonem Buellem. Słyszałem, jak Paul Nelson, filozof biologii z Discovery Institute, mówił publicznie o swojej przyjaźni z Walterem Bradleyem, który był dla niego mentorem. Z kolei biochemik Michael Behe, autor Czarnej skrzynki Darwina[47] i innych książek, przeczytał Tajemnicę początków w 1992 roku i powiedział mi: "Była to pierwsza książka, z którą się zetknąłem, przedstawiająca argumenty za celowym projektem życia - przynajmniej u jego początków. To bardzo wzmocniło moje własne przekonanie, że projekt sięga znacznie głębiej w biologię"[48]. Fizyk z Discovery Institute, Brian Miller, wspomina: "Przeczytałem tę książkę pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy zmagałem się z pytaniem, czy jestem produktem ślepych sił przyrody, czy dziełem Stwórcy. Książka wykazała, że życie nie mogło powstać w wyniku nieukierunkowanych procesów naturalnych, co skierowało mnie z powrotem w stronę wiary w Stwórcę, a tym samym w kierunku inteligentnego projektu[49].
"Ich książka zapoczątkowała zainteresowanie teorią inteligentnego projektu w Stanach Zjednoczonych - pisał Stephen Meyer - inspirując pokolenie młodszych naukowców"[50]. Czasami chodzi o coś więcej niż tylko inspiracja. Thaxton pamięta, jak w 1985 roku zadzwonił do niego rozdarty wewnętrznie doktorant antropologii na Uniwersytecie Illinois, by łamiącym się głosem wyrazić mu swą wdzięczność. Książka dała mu intelektualne przyzwolenie na to, aby wierzyć, że życie ludzkie i całe życie wypływa z jakiegoś inteligentnego źródła. W rodzącym korozję duchową kontekście współczesnego środowiska akademickiego takie przyzwolenie na wiarę to niemała rzecz. "I to właśnie student antropologii - mówi Thaxton. - Nie biogenezy ani czegoś podobnego, lecz właśnie antropologii. Wzruszony tłumaczył mi, że dzięki lekturze naszej książki udało się mu zrozumieć, w jaki sposób mógłby dalej pozostać na uczelni i kontynuować doktorat".
W rzeczywistości jednak, podobnie jak praca Darwina O powstawaniu gatunków, Tajemnica początków Thaxtona wywarła bez wątpienia największy i najszerszy wpływ na niezliczone rzesze ludzi, którzy nigdy jej nie czytali i być może nigdy o niej nie słyszeli. Tak jest z wieloma wpływowymi książkami, z godnymi uwagi wyjątkami, takimi jak Biblia. Jak już wspominałem, w Tajemnicy początków ani razu nie pada sformułowanie "inteligentny projekt". Jednak fakt, że termin ten jest dzisiaj w powszechnym użyciu, można w dużej mierze przypisać Charlesowi Thaxtonowi, Walterowi Bradleyowi i Rogerowi Olsenowi. Ilekroć jakiś znaczący intelektualista, od ateistycznego filozofa z Uniwersytetu Nowojorskiego Thomasa Nagela[51] po informatyka z Yale i polihistora Davida Gelerntera[52], żegna się z darwinowskim naturalizmem po lekturze Meyera oraz innych autorów, stanowi to dowód uznania dla twórców takich książek.
Istnieje jednak znacznie poważniejszy problem niż opinie intelektualistów. James Tour, chemik z Uniwersytetu Rice specjalizujący się w syntezie organicznej, który wniósł istotny wkład do tego wydania książki, jest obecnie naukowcem głośno i bez ogródek obnażającym bzdurność pleniących się nagłówków w mediach dotyczących badań nad pochodzeniem życia, takich jak Odnaleziono początek życia[53] lub Zdumiewające odkrycie może stanowić klucz do początków życia[54], które, co gorsza, są beztrosko stosowane w komunikatach prasowych uniwersytetów i instytucji badawczych przypuszczalnie zatwierdzanych przez samych naukowców prowadzących badania. Nie sądzę, by ktokolwiek celowo chciał oszukać opinię publiczną. Niemniej tak prezentowane wyniki, jak wskazuje Tour, wprowadzają poważnie w błąd opinię publiczną. Takich jak Tour jest niewielu i spotykają go z tego powodu szykany. To, że głosy tego rodzaju słychać rzadko, stanowi poważny problem. Można to nazwać zaniedbaniem, niezabieraniem głosu, gdy trzeba, nieprotestowaniem, gdy jest to konieczne. Każda z tych możliwości wchodzi w grę.
Ta dezinformacja medialna jest dla wielu przeszkodą, dając fałszywy obraz odpowiedzi na ostateczne pytanie. Autorzy tej książki zapoczątkowali obronę prawdy. Dla zwykłych, bezimiennych ludzi, którzy zyskali nadzieję, że za zasłoną brutalnej fizycznej egzystencji kryje się cel, który można rozpoznać w powstaniu życia, znaczenie tej książki jest przeogromne.
Wstęp do drugiego wydania książki
Robert J. Marks, John West
W 1984 roku trzech odważnych naukowców - Charles Thaxton, Walter Bradley i Roger Olsen - przedstawiło ponowną, wnikliwą ocenę ówczesnych teorii naukowych dotyczących powstania życia i opublikowało ją w wydawnictwie Philosophical Library (w którym publikowali swoje prace także Albert Einstein, Werner Heisenberg, Max Planck oraz wielu innych wybitnych naukowców i myślicieli). Książka Tajemnica pochodzenia życia rzuciła wyzwanie ówczesnej ortodoksji naukowej i wywołała znaczne zainteresowanie badaczy. Robert Jastrow, wieloletni współpracownik NASA, przyjął ją z uznaniem jako "bardzo dobrze przemyślaną i klarowną analizę" problemu, natomiast Robert Shapiro, profesor chemii na Uniwersytecie Nowojorskim, chwalił ją jako "istotny wkład w badania nad pochodzeniem życia".
Główna teza książki była zaskakująca - obecne podejścia do problemu powstania życia to ciąg kolosalnych porażek i dlatego należy ponownie przemyśleć całość zagadnienia. Jak ujęli to autorzy:
Mamy tu do czynienia z zasadniczą trudnością. Odnosi się ona w równym stopniu do już odrzuconych, obecnych i możliwych przyszłych modeli ewolucji chemicznej. Uważamy, że stoimy przed takim samym problemem jak ten, z którym zmagał się średniowieczny alchemik postawiony przed zadaniem przemiany miedzi w złoto. [...] Nie można zrobić złota z miedzi, jabłek z pomarańczy ani uzyskać informacji z ujemnej entropii termicznej. Nie wydaje się, by istniały jakiekolwiek podstawy fizyczne do powszechnie i milcząco przyjmowanego założenia, iż układ otwarty to wystarczające wytłumaczenie złożoności życia.
Pod koniec książki autorzy zasugerowali, że powstanie życia mogło wymagać tego, co filozof Michael Polanyi nazwał "głęboką interwencją informacyjną", lub tego, co sami nazwali "inteligentną przyczyną". Większość ówczesnych naukowców nie chciała przyjąć do wiadomości tej rewolucyjnej propozycji, niemniej słowa autorów zainspirowały nowe pokolenie naukowców i badaczy, którzy poświęcili się poszukiwaniu dowodów na istnienie celowości i inteligentnego projektu w całej przyrodzie.
Publikując ponownie książkę Tajemnica pochodzenia życia z okazji trzydziestej piątej rocznicy jej pierwszego wydania, chcemy tym samym wyrazić uznanie dla znaczącego osiągnięcia jej twórców, a równocześnie podziękować za ogromny trud Jonowi Buellowi z Foundation for Thought and Ethics, który pomógł urzeczywistnić nasz zamiar. Wprowadzenie autorstwa Davida Klinghoffera przedstawia kulisy jej powstawania oraz wpływ, jaki wywarła na wielu ludzi. Pierwotny tekst został nieznacznie zaktualizowany. Fakt, że konieczny był jedynie drobny retusz, jest świadectwem skrupulatności autorów i trwałej natury dostrzeżonego przez nich problemu w badaniach nad pochodzeniem życia.
Pierwszą część niniejszej publikacji stanowi oryginalny tekst książki Tajemnca pochodzenia życia, aczkolwiek jej celem jest coś więcej niż tylko uznanie w ten sposób historycznego znaczenia pracy Thaxtona, Bradleya i Olsena. Na drugą bowiem część, zatytułowaną "Aktualny stan dyskusji", składają się nowe rozdziały przyglądające się obecnej sytuacji w badaniach nad pochodzeniem życia, których autorami są: chemik James Tour z Rice University, fizyk Brian Miller, astronom Guillermo Gonzalez, biolog Jonathan Wells i filozof nauki Stephen C. Meyer. Dla wszystkich pragnących poznać lepiej nie tylko historię dążenia nauki do zrozumienia powstania życia, ale także to, co dzisiaj na ten temat sądzą badacze, książka będzie nieocenionym przewodnikiem.
Chcielibyśmy podziękować wielu osobom, które przyczyniły się do nowej edycji, w szczególności Charlesowi Garnerowi z Uniwersytetu Memphis, który przejrzał tekst pierwszego wydania pod kątem koniecznych aktualizacji; Mike'owi Perry'emu z Inkling Books, który ją zaprojektował i zindeksował; Brianowi Gage'owi z pracowni Pipe & Tabor, który zaprojektował okładkę i opracował graficznie rysunki, tabele oraz równania; Iwanowi Sandjaji, który zeskanował oryginalny tekst i przekonwertował go do formatu cyfrowego; Cameronowi Wybrowowi i Amandzie Witt, którzy zatroszczyli się o redakcję i korektę; i rzecz jasna samym autorom jej pierwszego wydania - Charlesowi Thaxtonowi, Walterowi Bradleyowi i Rogerowi Olsenowi - a także autorom nowych rozdziałów pomieszczonych w tym wydaniu. Na koniec pragniemy wyrazić wdzięczność za finansowanie i wsparcie ze strony Walter Bradley Center for Natural and Artificial Intelligence, części Discovery Institute, bez pomocy którego ta nowa książka nie zostałaby opublikowana.
Robert J. Marks, PhD,
dyrektor Walter Bradley Center for Natural and Artificial Intelligence,
Discovery Institute
John G. West, PhD,
wiceprezes Discovery Institute
grudzień 2019
Dotychczas w serii ukazały się:
Jonathan Wells
Ikony ewolucji.
Nauka czy mit?
Phillip E. Johnson
Darwin przed sądem
Michael J. Behe
Czarna skrzynka Darwina.
Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu
Michael J. Behe
Granica ewolucji.
W poszukiwaniu ograniczeń darwinizmu
Jonathan Wells
Zombie-nauka.
Jeszcze więcej ikon ewolucji
Guillermo Gonzales
Jay W. Richards
Wyjątkowa planeta.
Dlaczego nasze położenie w kosmosie umożliwia odkrycia naukowe
William A. Dembski
Wnioskowanie o projekcie.
Wykluczenie przypadku metodą małych prawdopodobieństw
Michael Denton
Kryzys teorii ewolucji
Douglas Axe
Niepodważalne.
Jak biologia potwierdza naszą intuicję, że życie jest zaprojektowane
Michael Denton
Teoria ewolucji.
Kryzysu ciąg dalszy
Stephen C. Meyer
Podpis w komórce.
DNA i świadectwa inteligentnego projektu
Stephen C. Meyer
Wątpliwość Darwina.
Kambryjska eksplozja życia jako świadectwo inteligentnego projektu
William A. Dembski
Nic za darmo.
Dlaczego przyczyną wyspecyfikowanej złożoności musi być inteligencja
Jonathan Wells
Mit śmieciowego DNA
Granville Sewell
Na początku
Eseje o teorii inteligentnego projektu
Michael J. Behe
Dewolucja
Odkrycia naukowe dotyczące DNA wyzwaniem dla darwinizmu
Pod redakcjąDavida Klinghoffera
Kontrowersyjny podpis
Odpowiedź na krytykę książki Podpis w komórce
Marcos Eberlin
Dalekowzroczność
Jak biochemia ukazuje plan i celowość życia
Michael J. Denton
Przeznaczenie natury
Co prawa biologii mówią o naszym miejscu we Wszechświecie
Eric Cassell
Algorytmy zwierząt
Ewolucja a tajemnica zadziwiających instynktów
Michael J. Behe
Pułapka na Darwina
Michael J. Behe odpowiada krytykom
Pod redakcją Davida Klinghoffera
Spór o Wątpliwość Darwina Kontrowersja naukowa, której nie sposób zaprzeczyć
Przypisy
Rozdział 1
Kryzys w chemii początków życia
W 1953 roku pojawiły się dwa niezmiernie ważne doniesienia naukowe, które zyskały z czasem szeroką akceptację badaczy. Pierwszym był zaproponowany przez Jamesa Watsona i Francisa Cricka model podwójnej helisy kwasu deoksyrybonukleinowego, czyli DNA[1]. Zgodnie z ich słynnym dzisiaj modelem informacja dziedziczna jest przekazywana z pokolenia na pokolenie za pomocą prostego kodu ukrytego w sekwencji określonych składników cząsteczki DNA. Wcześniej sądzono, że spektakularna różnorodność życia wynika po części z odpowiadającej jej różnorodności materiału znajdującego się w jądrze komórkowym. Crick i Watson dokonali przełomu, odkrywając konkretny klucz do różnorodności życia. Była nim niezwykle złożona, ale uporządkowana architektura cząsteczki DNA. Obaj badacze ustalili, że w ten "zwój życia" jest wpisany pewien kod, co zaowocowało znaczącym postępem w naszym rozumieniu niezwykłej struktury życia.
Jak na ironię, niemal w tym samym czasie ukazał się inny raport, autorstwa Stanleya Millera, stanowiący wsparcie eksperymentalne dla tego, co zaczynało jawić się jako coraz bardziej oczywista sprzeczność[2]. Wyniki badań Millera miały stanowić argument za neodarwinowską teorią ewolucji prebiotycznej, zgodnie z którą niewiarygodna złożoność organizacji molekularnej żywych komórek miałaby się w jakiś sposób wyłonić ni mniej, ni więcej, tylko z prostych związków chemicznych wchodzących w przypadkowe reakcje w pierwotnym ziemskim oceanie.
W 1953 roku niewielu badaczy przejmowało się trudnością pogodzenia odkrycia Cricka i Watsona z jednej strony z wynikami eksperymentu Millera z drugiej. Możliwe zresztą, że nikt jej jeszcze nie dostrzegał. Crick i Watson zajmowali się przecież strukturą życia, a Miller jego powstaniem. Większość obserwatorów żywiła absolutne przekonanie, że te dwa podejścia badawcze ostatecznie się zbiegną. Sukces eksperymentalny będącego wówczas w młodym wieku Millera był właśnie tym, czego oczekiwano zgodnie z ogólną teorią ewolucji. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z darwinowską, neodarwinowską czy jeszcze inną teorią ewolucji, wyraźnie jest wymagany ewolucyjny wstęp do biologicznej fazy ewolucji. Ewolucja chemiczna zatem to prebiologiczna faza ewolucji, w której powstały najwcześniejsze organizmy żywe. Te brzemienne w skutki narodziny życia były wynikiem zmienności sił przyrody oddziałujących w długich okresach - do tysiąca milionów lat, a może dłużej - na materię nieożywioną.
W ciągu kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od doniesień Millera oraz Cricka i Watsona, pojawiły się jednak sygnały, że w królestwie biologii nie wszystko wygląda tak różowo. Mamy dzisiaj znacznie głębszą świadomość niesłychanej złożoności makrocząsteczek takich jak białka i kwasy nukleinowe. Lepsze zrozumienie tych złożoności zrodziło przypuszczenia, że mechanizm DNA może być bardziej skomplikowany, organizacja molekularna zaś bardziej zawiła i bogatsza w informację, niż wcześniej sądzono[3].
Imponującą złożoność białek, kwasów nukleinowych oraz innych cząsteczek biologicznych obserwuje się obecnie w przyrodzie tylko w organizmach żywych. Jeśli nie zakładamy, że taka złożoność była zawsze obecna w nieskończenie starym Wszechświecie, musiał istnieć w przeszłości czas, kiedy życie pojawiło się de novo z pozbawionej życia, biernej materii. W jaki sposób jednak zwykłe wzajemne oddziaływanie prostych związków chemicznych w pierwotnym oceanie mogło wytworzyć życie, tak jak je dzisiaj rozumiemy? Oto jest pytanie. Dostrzegane znaki nie wróżą dobrze standardowym odpowiedziom, zaś niektórzy badacze sugerują, że dwa wspomniane podejścia nigdy nie dadzą się pogodzić.
Rola przypadku odchodzi w niebyt
Przez kolejne kilkanaście lat w myśli naukowej zaszły istotne zmiany i w 1966 roku w Filadelfii odbyło się sympozjum zorganizowane przez Wistar Institute, mające na celu podkreślenie ich znaczenia[4]. Właśnie tam po raz pierwszy pojawiły się oznaki nadchodzącego kryzysu. Uczestnicy sympozjum zebrali się, aby przedyskutować neodarwinowską teorię ewolucji. Jednym z wniosków była konieczność - jak wyraził to Murray Eden z Massachusetts Institute of Technology - "zdegradowania pojęcia przypadkowości" w teoriach powstania życia "do niewielkiej i nieistotnej roli"[5]. Wniosek ten opierał się na teorii prawdopodobieństwa przedstawiającej na gruncie matematyki możliwość przypadkowego utworzenia się wysoce złożonej struktury molekularnej potrzebnej do życia. Wykorzystując bardzo szybkie komputery, stworzono programy symulujące trwający miliardy lat proces oparty na neodarwinowskim modelu ewolucji. Wyniki tych symulacji pokazały, że złożoność świata biochemicznego nie mogłaby się wyłonić wskutek przypadku, nawet gdyby ten proces ciągnął się przez 10 miliardów lat. Wniosek Edena, nawet jeśli niepokojący, był racjonalny.
Inni uczestnicy sympozjum wyrazili podobne poglądy na temat przypadku lub przypadkowości. V.F. Weiskopf zauważył, iż "można podejrzewać, że wciąż nam brakuje czegoś istotnego [w naszych teoriach biogenezy]"[6]. Eden wysunął przypuszczenie, że brakującym elementem w układance powstania życia są "nowe prawa"[7]. Przewodniczący sympozjum biolog i noblista sir Peter Medawar otwierając je, powiedział: "Obserwujemy dość powszechne poczucie niezadowolenia z tego, co zaczęto uważać za akceptowaną teorię ewolucji w świecie anglojęzycznym, czyli z tak zwanej teorii neodarwinowskiej"[8]. Jednak prawdziwą skalę rozwijającego się kryzysu przedstawił Marcel Schutzenberger z Uniwersytetu Paryskiego, wyrażając przekonanie, że problemu powstania życia "nie da się rozwiązać w ramach obecnej koncepcji biologii"[9].
Te komentarze odzwierciedlają bezsilność przypadku jako twórczego mechanizmu dającego początek życiu. Nie wszyscy jednak podpisywali się pod tym wnioskiem. Niektórzy uczestnicy sympozjum, na przykład C.H. Waddington, odrzucali go, twierdząc, że problemem było wadliwe oprogramowanie zastosowane w symulacji komputerowej, a nie przypadek[10]. Stanowisko Waddingtona ilustruje podstawowy dylemat zawsze towarzyszący obliczaniu prawdopodobieństwa. W przypadku takich obliczeń trzeba najpierw założyć prawdopodobny ciąg reakcji chemicznych lub zdarzeń, a następnie obliczyć jego prawdopodobieństwo, licząc na to, że uzyskany wynik będzie przynajmniej w przybliżony sposób przedstawiał prawdopodobieństwo rzeczywistego przebiegu wypadków. Problem w tym, że istnieje duża niepewność co do rzeczywistego ciągu reakcji chemicznych, a mówiąc krócej, ścieżki chemicznej mającej prowadzić do rozwoju życia. W konsekwencji obliczenia wskazujące na skrajne nieprawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia naukowcy przyjmowali jako mało znaczące.
Takie kalkulacje prawdopodobieństwa zostały jednak obecnie uzupełnione przez bardziej definitywny rodzaj obliczeń niewymagających znajomości szczegółowego procesu lub dokładnej ścieżki zdarzeń prowadzących do powstania życia. Ostatnie postępy dotyczące zastosowania pierwszego i drugiego prawa termodynamiki do układów żywych dostarczają podstaw do tych obliczeń. Dzięki nim można obliczyć dokładne prawdopodobieństwo spontanicznej syntezy złożonych związków chemicznych bez względu na ścieżkę, która doprowadziła do ich powstania. Jedyne, czego potrzebujemy, to informacja o początkowym uporządkowaniu chemicznym i złożonym uporządkowaniu tych związków w organizmach żywych. Te obliczenia termodynamiczne zgadzają się co do rzędu wielkości z wcześniejszymi obliczeniami prawdopodobieństwa zależnymi od ścieżki powstawania takich związków. Na przykład niektórzy badacze, w tym uhonorowany Nagrodą Nobla fizykochemik Ilya Prigogine, wykorzystali obliczenia oparte na termodynamice równowagowej, aby wykazać możliwe prawdopodobieństwo spontanicznych narodzin życia. Prigogine i jego zespół ujmują to następująco:
Prawdopodobieństwo tego, że w zwykłych temperaturach zbierze się makroskopowa liczba cząsteczek, dając początek wysoce uporządkowanej strukturze i skoordynowanym funkcjom charakteryzującym organizmy żywe jest bliskie zeru. Koncepcja spontanicznych narodzin życia w jej obecnej postaci jest zatem wysoce nieprawdopodobna nawet w skali miliardów lat trwania ewolucji prebiotycznej[11].
Zgodność zachodząca między dwoma rodzajami obliczeń prawdopodobieństwa wzmogła rosnącą świadomość kryzysu w chemii początków życia.
Predestynacja biochemiczna
Z powodu rosnącego rozczarowania rolą przypadku w późnych latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zaczął zyskiwać popularność pogląd, że życie było w jakiś sposób rezultatem działania praw przyrody w bardzo długim okresie. Do literatury naukowej weszły takie terminy, jak "ukierunkowany przypadek" i "predestynacja biochemiczna", mające wskazywać, że życie było w jakiś sposób wynikiem nieodłącznych właściwości materii. Obfite korzystanie z tych terminów oznacza zmianę myślenia. Wielu badaczy uważa, że w powstaniu złożonych struktur molekularnych życia znaczącą rolę odegrały właściwości wiązania atomów. Inni, w tym Michael Polanyi, sugerują jednak, że gdyby za rzeczywistą strukturę DNA, włączając w to rozkład zasad nukleotydowych, odpowiadały właściwości wiązania atomowego, "wówczas taka cząsteczka DNA nie miałaby żadnej zawartości informacyjnej. Jej podobieństwo do kodu uległoby zatarciu z powodu przytłaczającej redundancji"[12]. Tak więc tajemnica kryjąca się za pochodzeniem życia wciąż pozostaje nieodkryta pomimo niewzruszonej pewności niektórych naukowców, że jesteśmy blisko jej rozwiązania. Pokazują to również wyniki badań amerykańskiego programu eksploracji kosmosu.
W 1974 roku Stanley Miller, który nie ustawał w staraniach, by osadzić współczesne badania nad pochodzeniem życia na solidnych podstawach eksperymentalnych, stwierdził:
Jesteśmy pewni, że podstawowe procesy [ewolucji chemicznej] zostały zidentyfikowane poprawnie; do tego stopnia pewni, że wydaje się nieuchronne, iż podobny proces zaszedł na wielu innych planetach Układu Słonecznego [...]. Jesteśmy na tyle pewni naszych idei dotyczących biogenezy, że w 1976 roku wyślemy na Marsa statek kosmiczny, który wyląduje na powierzchni planety i którego głównym celem będzie poszukiwanie żywych organizmów[13].
W 1976 roku, w przededniu pierwszego udanego lądowania na Marsie, główny biolog NASA, Harold P. Klein, wyjaśnił, że jeśli nasze teorie dotyczące powstania życia są słuszne, powinniśmy znaleźć potwierdzające je dane empiryczne na Marsie[14]. Teorie, o których mówił, zakładały działanie takich samych nieubłaganych sił chemii i fizyki nie tylko na Ziemi, lecz także na Wenus, Marsie i niezliczonych innych planetach w całym Kosmosie. I chociaż niewielu naukowców zajmujących się badaniami Kosmosu spodziewało się znaleźć życie na Marsie, panowała powszechna zgoda co do tego, że uda się tam natrafić na organiczne związki chemiczne odpowiadające jakiemuś etapowi formowania się życia. Rzecz jasna, koszt wysłania lądownika na Marsa był znaczącym opowiedzeniem się za tą pewnością i nadarzała się istotna okazja, by znaleźć dla niej potwierdzenie. Jednakże eksperymenty dotyczące powstania życia przyniosły rozczarowanie, gdyż skład chemiczny Marsa wskazywał na warunki środowiskowe niekorzystne dla ewolucji chemicznej.
W szczegółowym raporcie z analizy danych z Marsa opublikowanym w czasopiśmie "Journal of Geophysical Research" stwierdzono, że "wyniki analizy organicznej [...] nie powinny stanowić zachęty dla osób mających nadzieję na znalezienie życia na Marsie"[15].
Również wyniki przelotu Voyagera I obok Jowisza (1979) i Saturna (1980) oraz późniejszej misji Cassini-Huygens na Saturna nie mogły napełniać optymizmem wszystkich mających nadzieję na odkrycie w Kosmosie życia innego niż ziemskie[16]. Początkowo sądzono, że bardziej przyjazny dla życia może być jeden z księżyców Saturna, Tytan. Dzisiaj wydaje się, że Tytan jest zimny i martwy, a jego atmosfera to 94 procent azotu, 6 procent metanu i 0,1 procent wodoru[17].
Kłopotliwą i nierozstrzygniętą kwestią jest nie tylko to, czy słuszne są zastrzeżenia zgłoszone podczas sympozjum zorganizowanego przez Wistar Institute w 1966 roku, ale - jeśli brać pod uwagę wyniki badań, którymi obecnie dysponujemy - czy istnieją powody do optymizmu, co do zasadności "ukierunkowanego przypadku" jako wyjaśnienia powstania życia. Dlaczego nie sprawdziły się nasze oczekiwania dotyczące znalezienia życia najpierw na Księżycu, potem na Wenus, Marsie, Jowiszu, a teraz na Saturnie i jego księżycu, Tytanie?
Nie sposób zaprzeczyć, że przedstawianie biogenezy w kategoriach "czystego przypadku" opiera się wyłącznie na wierze. Nurtująca nas obecnie trudność polega na tym, że również zmodyfikowana wersja tego stanowiska w postaci "ukierunkowanego przypadku" nie radzi sobie zbyt dobrze. Musimy zadać sobie pytanie, czy w naszym rozumieniu ewolucji chemicznej nie kryje się jakaś ułomność - ułomność na tak podstawowym poziomie, że nie do obrony staje się zarówno teoria "czystego przypadku" jak i teoria "kierowanego przypadku".
Taka ułomność dotycząca rozumienia początków życia nie musi wcale napawać pesymizmem. Filozof nauki Heinz R. Post w pouczającym artykule wskazuje, że może nas ona w rzeczywistości doprowadzić do nowej, lepszej teorii, jeśli tylko nauczymy się rozszyfrowywać płynące z niej wskazówki. Post pisze:
Najlepsi badacze [w odniesieniu do teorii naukowej] to ci, którzy są mistrzami w zauważaniu pęknięć, anomalii w istniejącej strukturze starej teorii - nie niezgodności z (nowymi) danymi eksperymentalnymi, ale anomalii w obrębie samej teorii. Te pęknięcia są bardzo silnymi wskazówkami sugerującymi strukturę nowej teorii: wnioskujemy niejako naturę nowej - trójwymiarowego zwierzęcia z jego dwuwymiarowych śladów. To ślady nowej teorii skrywające się w starej teorii[18].
Tak więc na razie twierdzimy, że we wszystkich obecnych teoriach biogenezy rysuje się jakieś pęknięcie. Jego kontury nakreślimy w głównej części książki, co, jak mamy nadzieję, pomoże nam lepiej zrozumieć jego genezę.
Rekonstrukcje spekulatywne
Zanim jednak do tego przejdziemy, warto zastanowić się, jak badania nad pochodzeniem życia mają się do nauki. Bo przecież gdy powstawało życie, nie było przy tym żadnych obserwatorów. Zdaniem niektórych dlatego właśnie pytań o jego początek nie należy traktować jako uprawnionych dociekań naukowych. George Gaylord Simpson zauważył przy innej okazji, iż:
nieodłącznym elementem każdej akceptowalnej definicji nauki jest to, że twierdzeń, których nie da się zweryfikować obserwacyjnie, nie sposób w rzeczywistości uznać za mówiące o czymkolwiek - a przynajmniej nie sposób uznać ich za naukę[19].
To przede wszystkim z powodu braku możliwości obserwacyjnego potwierdzenia teorii nauka nie może dostarczyć żadnej empirycznej wiedzy o powstaniu życia i może jedynie sugerować prawdopodobne scenariusze będące próbą rekonstrukcji zdarzeń, które doprowadziły do jego pojawienia się na Ziemi.
Siła nauk przyrodniczych leży w tym, że potrafią wyjaśniać i przewidywać różne zjawiska na podstawie ich obserwowalnych i powtarzających się wystąpień i zgodnie ze znanymi prawami. Nauka natomiast wyjątkowo kiepsko radzi sobie z badaniem zdarzeń wyjątkowych i niepowtarzalnych. Komentując to ograniczenie nauki wpisane w jej istotę, w czasopiśmie "Nature" zauważono:
Badacze przedstawiający hipotezy dotyczące biogenezy nie mają siłą rzeczy możliwości oparcia ich na solidnym fundamencie, co w znacznym stopniu wyjaśnia, dlaczego ta dziedzina nauki jest tak często traktowana z dużą podejrzliwością. To prowadzi do mnożenia się spekulacji, bywało że dość szalonych. Niektóre próby wyjaśnienia powstania życia na Ziemi, jakkolwiek pomysłowe, miały więcej wspólnego z fantazjami literackimi, a znacznie mniej z wnioskowaniem teoretycznym, które można skonfrontować z dowodami obserwacyjnymi tego czy innego rodzaju[20].
Zgadza się, naturalistyczne wyjaśnienia biogenezy opierają się na spekulacji. Ale czy to od razu znaczy, że takie dociekania nie mają żadnej mocy ani wartości? Tę samą krytykę można odnieść do każdej próby rekonstrukcji jednorazowych zdarzeń z przeszłości. Nie powstrzymuje to jednak Scotland Yardu ani FBI od wykorzystywania, niejednokrotnie ze spektakularnym powodzeniem, kryminalistyki w celu ustalenia sprawcy jakiegoś przestępstwa, w którym nic nie wydaje się oczywiste. Plamy krwi i odciski palców to dane śledczych stanowiące w sądzie dowody poszlakowe. Nie opowiadają własnej historii, więc należy je dopasować do jakiegoś spekulatywnego, ale wiarygodnego scenariusza i zrekonstruować w ten sposób to, co zdarzyło się w przeszłości. Taki scenariusz jest jednak tylko spekulacją i bez względu na to, jak bardzo jest przekonujący, prawda kryjąca się za plamami krwi i odciskami palców może być zupełnie inna od tego, co twierdzą śledczy. Z tego powodu ilekroć ława przysięgłych uznaje kogoś winnym na podstawie poszlak, nie można mówić o całkowitej pewności. Mimo to ława przysięgłych i w takich przypadkach wyrokuje o czyjejś winie i trzeba jedynie, aby można jej było dowieść ponad wszelką wątpliwość. W tym właśnie kryje się wartość spekulatywnej rekonstrukcji jakiegoś przeszłego zdarzenia. Taki spekulatywny scenariusz może czasami skłonić oskarżonego do przyznania się do winy lub pozwoli ujawnić nowych świadków, jednak jego podstawowa wartość polega na tym, że zręczny prawnik potrafi dzięki niemu przekonująco przedstawić całą sprawę ławie przysięgłych, która musi ją ostatecznie rozstrzygnąć.
Badanie ewolucji chemicznej jest uderzająco podobne do kryminalistyki. Zgodnie z tym, co głosi aktualizm, życie pojawiło się w wyniku procesów, które możemy obserwować także dzisiaj i dlatego liczni badacze informują nas o obserwacjach laboratoryjnych oraz eksperymentach mających ich zdaniem stanowić poszlaki wspierające naturalistyczny scenariusz narodzin życia. Nawet jeśli przyjmują oni, że warunki panujące na wczesnej Ziemi różniły się od dzisiejszych, zakładają równocześnie identyczność procesów zachodzących w przyrodzie. Zgodnie z tą logiką, jeśli uda się nam odtworzyć takie warunki laboratoryjnie, powinniśmy oczekiwać pojawienia się zmian, jakie zaszły wówczas. Na tym opierają się symulacje prebiotyczne opisywane w literaturze naukowej dotyczącej ewolucji chemicznej.
"W tym założeniu [aktualizmu] przyjmuje się milcząco wymóg, iż w czasie powstawania życia nie "wkroczył w przyrodę" żaden nadprzyrodzony byt sprawczy, by odegrać w tamtej chwili kluczową rolę, a następnie wycofać się z historii"[21]. (Prawdę mówiąc, to założenie wymaga jedynie przyjęcia tego, że w czasie powstania życia lub od chwili jego narodzin nie doszło do jakiejś inteligentnej - celowej - interwencji lub manipulacji w odniesieniu do działania sił przyrody. Twórcy teorii ewolucji chemicznej uznają jej spekulatywny charakter, przedstawiają jednak równocześnie bardzo prawdopodobny scenariusz powstania życia. Zgadzamy się, że próby takich rekonstrukcji mają wartość naukową i nie należy ich z góry odrzucać.
Co więcej, nie ma większego znaczenia, co przyjmiemy za źródło naszych początkowych założeń. Mamy pełne prawo wywodzić nasze przypuszczenia dotyczące warunków panujących na wczesnej Ziemi z wnioskowania retrospektywnego wychodzącego od warunków obecnych, z intuicji czy nawet z jakiejś świętej księgi. Kryterium naukowości jest jedynie to, czy ten spekulatywny scenariusz odpowiada dostępnym nam danym i czy jest wiarygodny. W tym miejscu należy się pewne wyjaśnienie. Zgodnie ze znaną popperowską definicją teorię uznaje się za naukową, jeśli można ją zweryfikować eksperymentalnie, odwołując się do obserwowalnych i powtarzalnych zjawisk[22]. Na tej podstawie teoria względności, teoria atomowa, teoria kwantowa, teoria mówiąca, że niektóre choroby są wywoływane przez zarazki, zostały uznane za naukowe. Ponieważ wszystkie te teorie wypracowane przez naukę zajmują się różnymi aspektami działania Wszechświata, możemy je nazwać teoriami operacyjnymi nauki. I dlatego chcemy podkreślić w tym miejscu różnicę między teoriami operacyjnymi a teoriami dotyczącymi pochodzenia czegoś, na przykład pochodzenia życia. Co prawda, na podstawie danych zebranych w eksperymentach laboratoryjnych możemy testować różne spekulatywne scenariusze powstania życia, nie jest jednak możliwe przetestowanie tych modeli w odniesieniu do rzeczywistego zdarzenia, o którym tu mowa. Takie scenariusze muszą więc pozostać na zawsze spekulacjami, a nie wiedzą. Nie ma po prostu sposobu na to, by dowiedzieć się, czy wyniki tych eksperymentów mówią cokolwiek o tym, jak powstało życie. W sensie ścisłym te spekulatywne rekonstrukcje nie są falsyfikowalne i mogą być jedynie ocenione jako prawdopodobne lub nieprawdopodobne. W rzeczywistości jednak, podobnie jak w przypadku spekulatywnych scenariuszy przedstawianych w sali sądowej, brak możliwości uznania scenariusza za niewiarygodny wspiera jego wiarygodność i zwiększa możliwość tego, że rekonstrukcja ma autentyczną wartość wyjaśniającą i jest prawdziwa.
Książka ta jest w dużej mierze poświęcona ocenie spekulatywnych scenariuszy ewolucji chemicznej w świetle obecnych, istotnych dla niej danych. Rozdział drugi to krótki opis historii i statusu teorii ewolucji chemicznej. W rozdziale trzecim dokonamy przeglądu reprezentatywnych eksperymentów symulujących zdarzenia chemiczne na poziomie monomeru. Rozdział czwarty rozpoczyna główną część książki będącą krytyką istniejących teorii ewolucji chemicznej.
Naszym zdaniem teorie ewolucji chemicznej mające wyjaśnić początek życia przechodzą obecnie kryzys. Czytelnik zrozumie, dlaczego tak twierdzimy, po lekturze całej książki. Ale ostrzegamy! Nawet jeśli nasze twierdzenia są choćby tylko częściowo słuszne, oznacza to, że teorie ewolucji chemicznej czeka kilka znaczących zmian. A jeśli okaże się, że mamy rację w znacznym stopniu, wówczas... Na razie jednak zajmijmy się tematem, który interesuje nas w pierwszej kolejności.