Tajemnica pochodzenia życia. Nieustające kontrowersje - Charles B. Thaxton, Walter L. Bradley, Roger L. Olsen, David Klinghoffer, James Tour, Brian Miller, Guillermo Gonzalez, Jonathan Wells and Stephen C. Meyer

Kup ebooka

69.00 zł
54.06 zł (41,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp au­to­rów

Char­les Tha­xton, Wal­ter Bra­dley, Ro­ger Ol­sen

Tajem­nica po­cząt­ków to książka, która mu­siała zo­stać na­pi­sana. W każ­dej roz­wi­ja­ją­cej się dys­cy­pli­nie na­uko­wej mamy do czy­nie­nia z de­cy­du­jącą dla niej ko­niecz­no­ścią te­sto­wa­nia kon­cep­cji pro­po­no­wa­nych przez ba­da­czy oraz pod­da­wa­nia ry­go­ry­stycz­nej ana­li­zie sto­so­wa­nych przez nich pro­ce­dur eks­pe­ry­men­tal­nych. Na­uka, która tego nie robi, jest ska­zana na po­rażkę. Tym­cza­sem oka­zuje się, że kon­cep­cji ewo­lu­cji pre­bio­tycz­nej lub che­micz­nej ni­gdy wcze­śniej nie pod­dano ta­kim ry­go­rom. Ni­niej­sza książka nie tylko przed­sta­wia ich ca­ło­ściową kry­tykę, od­wo­łu­jąc się do usta­lo­nych za­sad fi­zyki i che­mii, lecz wpro­wa­dza także kilka no­wych na­rzę­dzi ana­li­tycz­nych, szcze­gól­nie w roz­dzia­łach szó­stym i ósmym.

Nie twier­dzimy, że na­ukowcy nie przed­sta­wili do­tych­czas żad­nej kry­tyki po­moc­nej in­nym ba­da­czom zaj­mu­ją­cym się pro­ble­mem po­cho­dze­niem ży­cia. Przed­sta­wiali taką kry­tykę i można ją zna­leźć roz­sianą w li­te­ra­tu­rze do­ty­czą­cej ewo­lu­cji che­micz­nej. Nie po­ja­wiło się jed­nak jak do­tąd ca­ło­ściowe ze­sta­wie­nie ta­kich kry­tycz­nych uwag, ich sta­ran­nie upo­rząd­ko­wane przed­sta­wie­nie zbie­ra­jące je w jed­nej pu­bli­ka­cji po­zwa­la­ją­cej oce­nić ich łączne zna­cze­nie. Tej ist­nie­ją­cej już od kilku lat po­trze­bie ta wła­śnie książka, miejmy na­dzieję, po­może za­ra­dzić. Nie na­leży są­dzić, że au­to­rzy kon­kret­nych kry­tycz­nych gło­sów, na któ­rych się tu­taj po­wo­łu­jemy i któ­rych cy­tu­jemy, zgo­dzi­liby się z ogólną przed­sta­wianą w tej książce tezą. W więk­szo­ści wy­pad­ków tak nie jest.

Fakt, że teo­ria ewo­lu­cji che­micz­nej nie zo­stała do tej pory pod­dana do­głęb­nej oce­nie, nie ozna­cza, że jest fał­szywa, a je­dy­nie tyle, że nie­roz­sądne jest bu­do­wa­nie na niej cze­go­kol­wiek lub jej roz­sze­rza­nie, do­póki nie bę­dziemy pewni, że da się ją obro­nić. Do­głębna kry­tyka teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej ma klu­czowe zna­cze­nie, zwłasz­cza że z tej kon­cep­cji wy­ra­sta duża część opty­mi­zmu zwią­za­nego z po­szu­ki­wa­niem ży­cia w Ko­smo­sie i po­szu­ki­wa­niem in­te­li­gen­cji po­za­ziem­skiej (pro­gram SETI).

Naj­bar­dziej kom­pe­tent­nymi kry­ty­kami da­nej dys­cy­pliny są ba­da­cze, któ­rzy się z niej wy­wo­dzą. Bywa jed­nak, że świeże spoj­rze­nie i ory­gi­nalny wkład mogą wnieść także na­ukowcy ze spe­cja­li­stycz­nym wy­kształ­ce­niem w dzie­dzi­nach czę­ściowo się z nią po­kry­wa­ją­cych. Po­niż­sze roz­działy zo­stały na­pi­sane przez che­mika (CT), ma­te­ria­ło­znawcę (WB) i geo­che­mika (RO). Je­śli na­sza ocena teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej okaże się trafna, bę­dzie to ozna­czało ko­niecz­ność za­sad­ni­czych zmian w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia. Jed­nak na­wet je­śli na­sza kry­tyka okaże się nie­wy­star­cza­jąca i uda się obro­nić sce­na­riusz ewo­lu­cji che­micz­nej, być może ni­niej­sza praca po­może skło­nić ba­da­czy do przed­sta­wie­nia bar­dziej kla­row­nych i moc­niej­szych ar­gu­men­tów na jego obronę.

Au­to­rzy chcie­liby po­dzię­ko­wać na­stę­pu­ją­cym wy­daw­nic­twom za zgodę na cy­to­wa­nie tek­stu lub re­pro­duk­cję ry­sunku z ich pu­bli­ka­cji: Gor­don and Bre­ach, Science Pu­bli­sher, Inc.: Lynn Mar­gu­lis (ed.), Ori­gins of Life: Pro­ce­edings of the First Con­fe­rence, 1970; Si­mon & Schu­s­ter, Inc.: F. Hoyle, N.C. Wic­kra­ma­sin­ghe, Evo­lu­tion from Space, 1981; Mar­cel Dek­ker: S.W. Fox, K. Dose, Mo­le­cu­lar Evo­lu­tion and the Ori­gin of Life, re­vi­sed edi­tion, 1977; prof. A.E. Wil­der-Smith, The Cre­ation of Life, 1970; MIT Press: J. Ney­man (ed.), The He­ri­tage of Co­per­ni­cus, 1974; Ame­ri­can Che­mi­cal So­ciety: S.W. Fox, K. Ha­xada, G. Kram­pitz, G. Mu­el­ler, "Che­mi­cal En­gi­ne­ering News", 1970, 22 June.

Chcie­li­by­śmy po­dzię­ko­wać w tym miej­scu za po­moc, radę, kry­tykę i za­chętę wielu na­szym ko­le­gom i przy­ja­cio­łom. Bar­dzo wąt­pliwe, czy ta książka zo­sta­łaby na­pi­sana bez ich wspar­cia. Nie­mniej wszel­kie błędy do­ty­czące fak­tów lub ich in­ter­pre­ta­cji na­leży przy­pi­sać wy­łącz­nie nam. Nie­które osoby prze­czy­tały cały ma­szy­no­pis i przed­sta­wiły do niego swoje uwagi, za co chcemy im szcze­gól­nie po­dzię­ko­wać. Są to: Frank Green, Ro­bert L. Her­r­mann, Dean Ke­nyon, Gor­don Mills, G. Shaw, Gra­hame Smith, Pe­ter Vi­bert i John C. Wal­ton. Osoby, któ­rym pra­gniemy po­dzię­ko­wać za fa­chowe ko­men­ta­rze do po­szcze­gól­nych roz­dzia­łów to: Greg Bahn­sen, Art Breyer, Tom Cog­burn, Pre­ston Gar­ri­son, Nor­man Ge­isler, Harry H. Gib­son Jr, Char­les Hum­mel, Glenn Mor­ton, Fran­cis Scha­ef­fer, Da­vid Shot­ton i Hu­bert Yoc­key.

I wresz­cie na­sze ser­deczne po­dzię­ko­wa­nia kie­ru­jemy do na­szych żon: Ca­role, Ann i Can­dace, które znio­sły cier­pli­wie sie­dem lat ba­dań, pi­sa­nia i na­no­sze­nia po­pra­wek. To wła­śnie im, któ­rych lo­jal­ność i mi­łość ni­gdy nie osła­bły, de­dy­ku­jemy tę książkę.

Dal­las, Tek­sas, Boże Na­ro­dze­nie 1983 roku

C. Tha­xton, W. Bra­dley, R. Ol­sen

Przed­mowa

Dean H. Ke­nyon

Tajem­nica po­cho­dze­nia ży­cia przed­sta­wia nową, nie­zwy­kłą ana­lizę od­wiecz­nej kwe­stii: "Jak roz­po­częło się ży­cie na Ziemi?". Au­to­rzy bły­sko­tli­wie i śmiało biorą na warsz­tat główne pro­blemy, przed któ­rymi stoją dziś na­ukowcy po­szu­ku­jący po­cząt­ków ży­cia. Zdają so­bie do­sko­nale sprawę z im­pasu pa­nu­ją­cego w obec­nych ba­da­niach teo­re­tycz­nych oraz eks­pe­ry­men­tal­nych, pod­po­wia­da­jąc, jak z niego wy­brnąć. Ich ar­gu­menty są lo­giczne, ory­gi­nalne i prze­ko­nu­jące. Książka z pew­no­ścią po­bu­dzi oży­wioną dys­ku­sję wśród na­ukow­ców i la­ików. Gdy pro­fe­sjo­na­li­ści prze­czy­tają tę ważną pracę, jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia pójdą w nieco in­nych kie­run­kach.

Współ­cze­sne ba­da­nia eks­pe­ry­men­talne do­ty­czące na­ro­dzin pierw­szego ży­cia na Ziemi wkra­czają obec­nie w czwartą de­kadę, je­śli za ich po­czą­tek przy­jąć pio­nier­ską pracę Stan­leya Mil­lera we wcze­snych la­tach pięć­dzie­sią­tych XX wieku. Od czasu zi­den­ty­fi­ko­wa­nia przez Mil­lera kilku (ra­ce­micz­nych) ami­no­kwa­sów two­rzą­cych białka w mie­sza­ni­nie ga­zów pod­da­nych wy­ła­do­wa­niom elek­trycz­nym prze­pro­wa­dzono liczne dal­sze eks­pe­ry­menty idące tym sa­mym tro­pem. W róż­nym stop­niu zgodne z wy­ma­ga­niami tak zwa­nego "pa­ra­dyg­matu sy­mu­la­cji" po­zwo­liły uzy­skać wy­kry­walne ilo­ści więk­szo­ści głów­nych ro­dza­jów związ­ków bio­che­micz­nych, a także róż­no­rodne or­ga­niczne struk­tury mi­kro­sko­powe su­ge­ro­wane jako po­dobne do pre­kur­so­rów pierw­szych ży­wych ko­mó­rek.

Ten pro­gram ba­dań można uznać za na­tu­ralne roz­sze­rze­nie ewo­lu­cyj­nych po­glą­dów Dar­wina z ubie­głego wieku. Jego ce­lem jest zna­le­zie­nie wia­ry­god­nych me­cha­ni­zmów od­po­wia­da­ją­cych za­sa­dzie ak­tu­ali­zmu sto­ją­cych za stop­nio­wym spon­ta­nicz­nym ge­ne­ro­wa­niem ży­wej ma­te­rii ze sto­sun­kowo pro­stych czą­ste­czek, które, jak się są­dzi, wy­stę­po­wały ob­fi­cie na po­wierzchni pry­mi­tyw­nej Ziemi.

Do­tych­cza­sowe wy­niki eks­pe­ry­men­tów naj­wy­raź­niej prze­ko­nały wielu na­ukow­ców, że uda się osta­tecz­nie zna­leźć na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nie po­wsta­nia ży­cia, nie­mniej ist­nieją po­ważne po­wody, aby w to wąt­pić. Od czasu pu­bli­ka­cji książki Bio­che­mi­cal Pre­de­sti­na­tion, co­raz bar­dziej ude­rzała mnie pewna oso­bliwa ce­cha wielu ta­kich eks­pe­ry­men­tów. Nie od­no­szę się tu do ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych mniej lub bar­dziej zgod­nie z ory­gi­nalną pracą Mil­lera, cho­ciaż ist­nieją mocne pod­stawy do kry­tycz­nej oceny także i ta­kich ba­dań. Mam na my­śli eks­pe­ry­menty pro­jek­to­wane w celu wy­ja­śnie­nia moż­li­wych ście­żek syn­tezy pre­bio­tycz­nej nie­któ­rych związ­ków or­ga­nicz­nych o zna­cze­niu bio­lo­gicz­nym, ta­kich jak pu­ryny i pi­ry­mi­dyny lub po­li­pep­tydy.

W więk­szo­ści wy­pad­ków wa­runki eks­pe­ry­men­talne w ta­kich ba­da­niach zo­stały do tego stop­nia sztucz­nie uprosz­czone, że nie mają prak­tycz­nie żad­nego związku z ja­ki­mi­kol­wiek rze­czy­wi­stymi pro­ce­sami, które mo­gły za­cho­dzić na pier­wot­nej Ziemi. Na przy­kład, je­śli ktoś chce zna­leźć moż­liwy pre­bio­tyczny me­cha­nizm kon­den­sa­cji wol­nych ami­no­kwa­sów do po­li­pep­ty­dów, ra­czej nie bę­dzie do­da­wał do mie­sza­niny re­ak­cyj­nej cu­krów lub al­de­hy­dów. Ja­kie jed­nak mamy praw­do­po­do­bień­stwo tego, że ami­no­kwasy (lub ja­ka­kol­wiek inna przy­pusz­czalna sub­stan­cja pre­kur­so­rowa) wy­stę­pu­jące gdzie­kol­wiek na pry­mi­tyw­nej Ziemi były wolne od sub­stan­cji za­nie­czysz­cza­ją­cych, za­równo w roz­two­rze, jak i w sta­nie sta­łym? Trud­ność po­lega na tym, że gdyby w roz­two­rze były rów­nież cu­kry, ni­gdy nie do­szłoby do utwo­rze­nia się po­li­pep­ty­dów i za­miast tego za­cho­dzi­łyby za­kłó­ca­jące re­ak­cje krzy­żowe mię­dzy ami­no­kwa­sami i cu­krami, da­jąc zło­żony, nie­roz­pusz­czalny ma­te­riał po­li­me­rowy o bar­dzo wąt­pli­wym zna­cze­niu dla ewo­lu­cji che­micz­nej. Pro­blem po­ten­cjal­nie za­kłó­ca­ją­cych re­ak­cji krzy­żo­wych był i jest w du­żej mie­rze igno­ro­wany w wielu opu­bli­ko­wa­nych pra­cach po­świę­co­nych che­micz­nemu po­cho­dze­niu ży­cia. Moż­liwe im­pli­ka­cje ta­kiego igno­ro­wa­nia za­słu­gują na do­kładne zba­da­nie.

Moje wąt­pli­wo­ści do­ty­czące teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej wzro­sły także z po­wodu in­nych aspek­tów ba­dań nad po­wsta­niem ży­cia. Je­den z nich to ogromna prze­paść od­dzie­la­jąca naj­bar­dziej zło­żone mo­de­lowe układy "pro­to­ko­mór­kowe" wy­twa­rzane w la­bo­ra­to­rium od naj­prost­szych ży­wych ko­mó­rek. Każdy, komu jest do­brze znana ul­tra­struk­tu­ralna i bio­che­miczna zło­żo­ność na przy­kład ro­dzaju My­co­pla­sma, bę­dzie miał pew­nie po­ważne wąt­pli­wo­ści co do zna­cze­nia któ­re­go­kol­wiek z róż­nych "pro­to­ko­łów" la­bo­ra­to­ryj­nych dla rze­czy­wi­stego po­wsta­nia ko­mó­rek w od­le­głej prze­szło­ści. Moim zda­niem moż­li­wość za­sy­pa­nia tej prze­pa­ści na dro­dze sy­mu­la­cji la­bo­ra­to­ryj­nej zda­rzeń che­micz­nych, które praw­do­po­dob­nie za­cho­dziły na pier­wot­nej Ziemi, to sza­le­nie od­le­gła per­spek­tywa.

Inny trudny pro­blem do­ty­czy spon­ta­nicz­nego po­cho­dze­nia pre­fe­ren­cji izo­me­rów optycz­nych wy­stę­pu­ją­cych po­wszech­nie w ży­wej ma­te­rii (wy­stę­po­wa­nie w biał­kach tylko L-ami­no­kwa­sów, w kwa­sach zaś nu­kle­ino­wych tylko D-cu­krów). Mimo ogrom­nego wy­siłku wkła­da­nego na prze­strzeni lat w próby upo­ra­nia się z tą ogromną za­gadką w rze­czy­wi­sto­ści nie je­ste­śmy dzi­siaj bli­żej jej roz­wią­za­nia, niż by­li­śmy 30 lat temu.

I wresz­cie w tym krót­kim pod­su­mo­wa­niu po­wo­dów mo­ich ro­sną­cych wąt­pli­wo­ści do­ty­czą­cych spon­ta­nicz­nego po­wsta­nia ży­cia na Ziemi wy­łącz­nie w wy­niku dzia­ła­nia sił czy­sto che­micz­nych i fi­zycz­nych po­ja­wia się pro­blem po­cho­dze­nia in­for­ma­cji ge­ne­tycz­nej, to zna­czy istot­nej bio­lo­gicz­nie, w bio­po­li­me­rach. Ża­den do­tych­czas opra­co­wany układ eks­pe­ry­men­talny nie do­star­czył naj­mniej­szej wska­zówki pod­po­wia­da­ją­cej, w jaki spo­sób w pre­bio­tycz­nych po­li­nu­kle­oty­dach lub po­li­pep­ty­dach mo­gły po­wstać bio­lo­gicz­nie zna­czące se­kwen­cje pod­jed­no­stek. Opu­bli­ko­wano dane em­pi­ryczne wska­zu­jące na pe­wien sto­pień spon­ta­nicz­nego upo­rząd­ko­wa­nia se­kwen­cji, nic jed­nak nie wska­zuje na to, że taka nie­lo­so­wość jest bio­lo­gicz­nie zna­cząca. Do­póki ta­kie dane nie zo­staną przed­sta­wione, z pew­no­ścią nie można twier­dzić, że udało się wy­ka­zać moż­li­wość na­tu­ral­nego po­cho­dze­nia ży­cia.

W związku z tymi oraz in­nymi uciąż­li­wymi pro­ble­mami po­ja­wia­ją­cymi się w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia ist­nieje od kilku lat po­trzeba szcze­gó­ło­wej, sys­te­ma­tycz­nej ana­lizy wszyst­kich głów­nych aspek­tów tej dzie­dziny. Nad­szedł czas na po­nowne zba­da­nie pod­staw tych ba­dań w taki spo­sób, aby były jed­no­cze­śnie wi­doczne wszyst­kie naj­waż­niej­sze kie­runki skie­ro­wa­nej pod ich ad­re­sem kry­tyki. Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia do­sko­nale wy­peł­nia tę po­trzebę. Au­to­rzy książki za­jęli się nie­omal wszyst­kimi wy­mie­nio­nymi tu pro­ble­mami, a także kil­koma in­nymi rów­nie istot­nymi. Uwa­żają, a ja się z nimi zga­dzam, że wszyst­kie obecne teo­rie che­micz­nego po­wsta­nia ży­cia obar­czone są pod­sta­wową wadą. I cho­ciaż ich książka ma wy­dźwięk kry­tyczny, na­pi­sali ją z na­dzieją, że przed­sta­wiona przez nich ana­liza po­może nam zna­leźć lep­szą teo­rię wy­ja­śnia­jącą po­wsta­nie ży­cia. Ta­kie po­dej­ście jest oczy­wi­ście cał­ko­wi­cie zgodne z do­tych­cza­so­wym roz­wo­jem na­uki.

Wy­jąt­ko­wym wa­lo­rem książki jest przed­sta­wione w roz­dziale szó­stym omó­wie­nie względ­nej wia­ry­god­no­ści geo­che­micz­nej róż­nych ro­dza­jów eks­pe­ry­men­tów sy­mu­la­cyj­nych opi­sa­nych w li­te­ra­tu­rze do­ty­czą­cej bio­ge­nezy. We­dług mo­jej wie­dzy to pierw­sza sys­te­ma­tyczna próba opra­co­wa­nia for­mal­nych kry­te­riów do­pusz­czal­nego stop­nia in­ge­ren­cji ba­da­cza w ta­kie eks­pe­ry­menty. Inną szcze­gól­nie przy­datną za­letą książki jest szcze­gó­łowe omó­wie­nie im­pli­ka­cji za­sad ter­mo­dy­na­miki dla pro­blemu bio­ge­nezy (roz­działy siódmy, ósmy i dzie­wiąty). W więk­szo­ści in­nych pu­bli­ka­cji na te­mat che­micz­nego po­wsta­nia ży­cia ta istotna kwe­stia jest albo cał­ko­wi­cie po­mi­jana, albo trak­to­wana po ma­co­szemu. Au­to­rzy mo­gli co prawda omó­wić bar­dziej szcze­gó­łowo pro­blem pre­fe­ro­wa­nia przez or­ga­ni­zmy żywe kon­kret­nych izo­me­rów optycz­nych, jed­nak to nie­do­cią­gnię­cie tylko w nie­wiel­kim stop­niu po­mniej­sza ogólną siłę ich ar­gu­men­ta­cji.

Je­śli kry­tyka au­to­rów jest słuszna, można za­py­tać, dla­czego ba­da­cze bio­ge­nezy jej nie uznali lub nie uwy­pu­klili? Po­dej­rze­wam, że jest tak po czę­ści dla­tego, że wielu z nich wa­ha­łoby się, gdyby mieli opo­wie­dzieć się za kon­klu­zją au­to­rów, iż jest za­sad­ni­czo nie­praw­do­po­dobne, aby ma­te­ria i ener­gia bez ja­kiej­kol­wiek po­mocy mo­gły zor­ga­ni­zo­wać się w układy żywe. Być może ba­da­cze ci oba­wiają się, że za­ak­cep­to­wa­nie tego wnio­sku otwo­rzy­łoby drzwi przed moż­li­wo­ścią (lub ko­niecz­no­ścią) nad­przy­ro­dzo­nego po­cho­dze­nia ży­cia. W ob­li­czu tej per­spek­tywy wielu ba­da­czy wo­la­łoby kon­ty­nu­ować po­szu­ki­wa­nia na­tu­ra­li­stycz­nego wy­ja­śnie­nia po­wsta­nia ży­cia zgod­nie z kie­run­kami wy­ty­czo­nymi w ciągu ostat­nich kilku dzie­się­cio­leci mimo wielu po­waż­nych trud­no­ści, któ­rych obec­nie je­ste­śmy świa­domi. Być może błąd scjen­ty­zmu jest bar­dziej roz­po­wszech­niony, niż nam się wy­daje.

Za­ło­że­nia do­ty­czące po­wsta­nia ży­cia, a zwłasz­cza to, że pro­blem osta­tecz­nie uda się roz­wią­zać, je­śli bę­dziemy sto­so­wać wy­trwale obecną me­to­do­lo­gię, mogą z pew­no­ścią wpły­wać na to, które li­nie do­wo­dów i ar­gu­men­tów zde­cy­du­jemy się pod­kre­ślić, a które zba­ga­te­li­zu­jemy lub cał­ko­wi­cie zi­gno­ru­jemy. Au­to­rzy książki przed­sta­wili nam za­sad­ni­czo wszyst­kie istotne kie­runki kry­tyki w jed­nym cią­głym twier­dze­niu i za­pro­sili, by­śmy się z nią zmie­rzyli. Wszy­scy na­ukowcy za­in­te­re­so­wani pro­ble­mem po­wsta­nia ży­cia po­winni uważ­nie prze­stu­dio­wać tę książkę i oce­nić wła­sną pracę w świe­tle jej ar­gu­men­tów.

Dean H. Ke­nyon,

pro­fe­sor bio­lo­gii, Uni­wer­sy­tet Sta­nowy San Fran­ci­sco

Wpro­wa­dze­nie

Da­vid Klin­ghof­fer

Jak z tego, co nie­oży­wione, wy­ła­nia się ży­cie? Ta ta­jem­nica wy­wo­łuje oso­bliwą fa­scy­na­cję zdolną kre­ować nie­zwy­kłe dzieła wy­obraźni. An­giel­ska po­wie­ścio­pi­sarka Mary Shel­ley wspo­mi­nała, że po­mysł na hi­sto­rię o Wik­to­rze Fran­ken­ste­inie zro­dził się w jej gło­wie, kiedy przy­słu­chi­wała się roz­mo­wom swo­jego męża Percy'ego Bys­she Shel­leya z lor­dem By­ro­nem. Było to w Szwaj­ca­rii, gdzie cała trójka spę­dzała wa­ka­cje la­tem 1816 roku, i gdzie czę­sto roz­ma­wiano do późna w nocy, gdy mi­nęła już "go­dzina du­chów", o tym, "czym jest pier­wia­stek ży­cia i czy można przy­pusz­czać, że zo­sta­nie kie­dy­kol­wiek od­kryty i ob­ja­śniony". Dys­ku­to­wano także "o eks­pe­ry­men­tach dok­tora Dar­wina" (Era­smusa, dziadka Char­lesa), który "za po­mocą ja­kichś nad­zwy­czaj­nych dzia­łań wpra­wił [...] w sa­mo­rzutny ruch" nitkę ma­ka­ronu. Roz­mówcy wspo­mi­nali "do­świad­cze­nia z gal­wa­ni­zmem", czyli eks­pe­ry­menty Lu­igiego Ga­lva­niego de­mon­stru­jące dzia­ła­nie prądu elek­trycz­nego, za­sta­na­wia­jąc się, czy "może da­łoby się wskrze­sić trupa"[1]. Póź­niej, le­żąc w łóżku i nie mo­gąc za­snąć, Mary Shel­ley do­świad­czy wi­zji, która sta­nie się za­ląż­kiem jed­nej z naj­słyn­niej­szych po­wie­ści grozy.

Nie aż tak prze­ra­ża­jące, acz­kol­wiek rów­nie po­my­słowe by­wają sce­na­riu­sze nie­kie­ro­wa­nej "ewo­lu­cji che­micz­nej", czyli ina­czej abio­ge­nezy, przed­sta­wiane w pod­ręcz­ni­kach bio­lo­gii dla szkół śred­nich i wyż­szych, trak­to­wane przez me­dia jako ewan­ge­lia i jako ta­kie gło­szone przez wiele cie­szą­cych się au­to­ry­te­tem osób re­pre­zen­tu­ją­cych za­równo kul­turę ma­sową, jak i świat na­uki. Pro­ste eks­pe­ry­menty Lo­uisa Pa­steura z po­czątku lat sześć­dzie­sią­tych XIX wieku wy­ka­zały, że ży­cie nie po­wstaje spon­ta­nicz­nie - ani z ma­ka­ronu, ani z cze­go­kol­wiek in­nego. Ży­cie za­wsze bie­rze się z ży­cia. Jak za­tem na­uka może wy­ja­śnić po­cho­dze­nie pierw­szego ży­cia?

Ka­rol Dar­win tak spe­ku­lo­wał w 1871 roku w li­ście do Jo­se­pha Ho­okera: "Ale je­śli (i to - ach! - jakże wiel­kie je­śli!) mo­żemy so­bie wy­obra­zić, że gdzieś w ma­łym cie­płym ba­jorku, ze wszyst­kimi moż­li­wymi so­lami amo­no­wymi i fos­fo­ro­wymi, świa­tłem, cie­płem, elek­trycz­no­ścią, ufor­mo­wał się che­micz­nie zwią­zek biał­kowy, go­tów do jesz­cze bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych prze­mian"[2]. "Cie­płe ba­jorko" ge­ne­ru­jące "związki biał­kowe" to pro­po­zy­cja nie­zbyt da­leka od or­to­dok­syj­nych twier­dzeń przed­sta­wia­nych w pod­ręcz­ni­kach, z któ­rych ucznio­wie i stu­denci do­wia­dują się, że klu­czowe bio­tyczne związki che­miczne, czyli ami­no­kwasy, zro­dziły się w zu­pie pre­bio­tycz­nej pod wpły­wem dzia­ła­nia wy­ła­do­wań elek­trycz­nych w at­mos­fe­rze - to taka współ­cze­sna wer­sja gal­wa­ni­zmu - jak wy­ka­zał to słynny eks­pe­ry­ment Mil­lera i Ureya z 1952 roku. Także i w tym wy­padku nie lada dzie­łem wy­obraźni są różne pro­po­no­wane "nad­zwy­czajne dzia­ła­nia", w wy­niku któ­rych te ce­giełki ży­cia po­łą­czyły się - przez nic i ni­kogo nie­kie­ro­wane - we wła­ści­wej ko­lej­no­ści, aby dać po­czą­tek in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej, czyli ko­dowi cy­fro­wemu DNA i RNA le­żą­cemu u pod­staw ca­łego ży­cia na Ziemi.

W 1969 roku Dean Ke­nyon, bio­log z Uni­wer­sy­tetu Sta­no­wego San Fran­ci­sco, w książce, która wy­warła wielki wpływ, za­ty­tu­ło­wa­nej Bio­che­mi­cal Pre­de­sti­na­tion [Pre­de­sty­na­cja bio­che­miczna], przed­sta­wił naj­bar­dziej ak­tu­alną wów­czas wer­sję teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej. Z cza­sem Ke­nyon cał­ko­wi­cie po­rzu­cił swoją teo­rię na rzecz tego, co póź­niej na­zwano kon­cep­cją in­te­li­gent­nego pro­jektu i w 1984 roku jego pu­bliczne wy­zna­nie apo­sta­zji po­ja­wiło się w przed­mo­wie do krót­kiej, acz nie­zwy­kłej pracy The My­stery of Life's Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories [Ta­jem­nica po­cząt­ków. Po­nowna ocena bie­żą­cych teo­rii], au­tor­stwa che­mika Char­lesa B. Tha­xtona, ma­te­ria­ło­znawcy Wal­tera L. Bra­dleya i geo­che­mika Ro­gera L. Ol­sena. Wy­daw­nic­two Di­sco­very In­sti­tute Press przed­sta­wia z ra­do­ścią nową wer­sję książki - jej pier­wotny tekst wraz z roz­dzia­łami ak­tu­ali­zu­ją­cymi i roz­sze­rza­ją­cymi jej treść. Te nowe roz­działy au­tor­stwa che­mika syn­tezy or­ga­nicz­nej Ja­mesa To­ura, fi­zyka Briana Mil­lera, astro­noma Gu­il­lerma Gon­za­leza, bio­loga Jo­na­thana Wel­lsa i fi­lo­zofa bio­lo­gii Ste­phena Mey­era, przed­sta­wiają ak­tu­alny stan de­baty za­ini­cjo­wa­nej przez Tha­xtona oraz jego dwóch ko­le­gów w 1984 roku. Ta­jem­nica, na którą wów­czas wska­zali, po­zo­staje wciąż nie­roz­wią­zana mimo póź­niej­szych ba­dań na­gła­śnia­nych przez do­nie­sie­nia me­dialne, które za po­mocą krzy­kli­wych na­głów­ków i w wy­pa­czony spo­sób przed­sta­wiają ich wy­niki. Wraz z po­stę­pem na­uki ta­jem­nica ta po­głę­biła się jesz­cze bar­dziej.

Każdy, komu znana jest dzi­siej­sza teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu, do­strzeże pod­czas lek­tury Ta­jem­nicy po­cząt­ków zna­jome tre­ści. Nie da się ukryć, że roz­po­zna­jemy te miej­sca, a mó­wiąc do­kład­niej, roz­po­zna­jemy w nich in­te­li­gentny pro­jekt, za­nim jesz­cze ten za­ist­niał pod tą na­zwą. Acz­kol­wiek sfor­mu­ło­wa­nie "in­te­li­gentny pro­jekt" nie po­ja­wia się ni­g­dzie w pierw­szym wy­da­niu książki, po­ja­wiają się za to inne zwroty, osoby i mo­tywy, czyli wszystko, do czego od­wo­łują się współ­cze­śni teo­re­tycy in­te­li­gent­nego pro­jektu. Jest to szcze­gól­nie wi­doczne w epi­logu, któ­rego au­to­rem jest dok­tor Tha­xton i gdzie nie ma już szcze­gó­łów tech­nicz­nych, lecz mamy za to przed­sta­wiony bez­po­śred­nio ar­gu­ment za hi­po­tezą pro­jektu. Ste­phen Meyer otwar­cie mówi o swoim in­te­lek­tu­al­nym długu wo­bec Tha­xtona. W pew­nym sen­sie pierw­sze wy­da­nie Ta­jem­nicy po­cząt­ków to śmiały szkic tego, o czym bę­dzie pi­sał póź­niej sam Meyer, zwłasz­cza w książce Pod­pis w ko­mórce. Mamy tu "za­sadę ak­tu­ali­zmu"[3], twier­dze­nie, iż "te­raź­niej­szość jest klu­czem do prze­szło­ści"[4], od­wo­ły­wa­nie się do tego, co "wiemy z do­świad­cze­nia" w kwe­stii dzia­ła­nia "ob­da­rzo­nych in­te­li­gen­cją ba­da­czy"[5], rolę "kon­cep­cji stwo­rze­nia" w "po­wsta­niu współ­cze­snej na­uki"[6], za­chętę do "po­dą­ża­nia za do­wo­dami, do­kąd­kol­wiek pro­wa­dzą"[7], wska­za­nie na to, jak "okre­ślone skutki za­wsze mają in­te­li­gentne przy­czyny"[8], kon­cep­cję in­for­ma­cji Shan­nona, "wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­ność" Mi­cha­ela Po­la­ny­iego[9], przed­sta­wia­nie sta­no­wi­ska sa­mego Dar­wina jako hi­sto­rycz­nego pre­ce­densu pro­po­no­wa­nej ar­gu­men­ta­cji, pre­zen­to­wa­nie do­cho­dze­nia do prawdy o po­wsta­niu ży­cia na po­do­bień­stwo pracy de­tek­tywa pró­bu­ją­cego roz­wi­kłać za­gadkę mor­der­stwa oraz wiele in­nych zbież­no­ści.

Mo­gli­by­śmy na­pi­sać od­rębny ar­ty­kuł i prze­śle­dzić w nim wpływ po­wyż­szych wąt­ków przed­sta­wio­nych przez Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena na sa­mego Mey­era, znaj­du­jący od­bi­cie w pu­bli­ka­cjach tego ostat­niego, w tym w książce Po­wrót hi­po­tezy Boga[10]. Sfor­mu­ło­wa­nie "hi­po­teza Boga", po raz pierw­szy użyte przez Mey­era w ty­tule jego ar­ty­kułu z 1999 roku w cza­so­pi­śmie "Jo­ur­nal of In­ter­di­sci­pli­nary Stu­dies" po­ja­wia się zresztą w epi­logu pierw­szego wy­da­nia Ta­jem­nicy po­cząt­ków[11]. Tha­xton po­słu­guje się nim, kon­tra­stu­jąc ze sobą dwa różne ob­szary ba­dań, "na­uki ope­ra­cyjne" i "na­uki o po­cho­dze­niu" - w tych pierw­szych wy­klu­cza się z de­fi­ni­cji roz­wa­ża­nie trans­cen­dent­nego in­te­li­gent­nego pod­miotu spraw­czego jako przy­czyny okre­ślo­nych zda­rzeń; w tych dru­gich uwzględ­nie­nie jego roli może być w rze­czy­wi­sto­ści do­pusz­czalne. W Pod­pi­sie w ko­mórce Meyer na­pi­sał póź­niej, że ta "ter­mi­no­lo­gia była kło­po­tliwa"[12] i ter­min "na­uki o po­cho­dze­niu" za­stą­pił ter­mi­nem "na­uki hi­sto­ryczne".

Kiedy nie­dawno roz­ma­wia­łem z Tha­xto­nem, wy­ja­śnił mi, że ter­min "hi­po­teza Boga" był skró­tem my­ślo­wym, któ­rym po­słu­gi­wali się wy­kła­dowcy na Uni­wer­sy­te­cie Ha­rvarda w cza­sie jego stu­diów po­dok­to­ranc­kich na tej uczelni w za­kre­sie fi­lo­zo­fii na­uki. Tym stu­diom za­wdzię­czał także inne klu­czowe kon­cep­cje in­te­li­gent­nego pro­jektu oraz na­wyki my­ślowe. Na przy­kład po­strze­ga­nie Dar­wina jako mo­del lub pre­ce­dens dla wła­snych ar­gu­men­tów, tak jak robi to Meyer, było czymś, co Tha­xton za­czerp­nął od hi­sto­ryka na­uki Re­ijera Ho­oy­ka­asa (1906-1994), któ­rego po­znał w cza­sie tych stu­diów. "Ak­tu­alizm" to kon­cep­cja geo­loga Char­lesa Ly­ella (1797-1875), któ­rej Ho­oy­kaas po­świę­cił w 1963 roku osobną książkę, The Prin­ci­ple of Uni­for­mity in Geo­logy, Bio­logy, and The­ology [Za­sada ak­tu­ali­zmu w geo­lo­gii bio­lo­gii i teo­lo­gii]. Po­ję­cie in­for­ma­cji Shan­nona po­cho­dzi od teo­re­tyka in­for­ma­cji Hu­berta Yoc­keya (1916-2016), od­wo­łu­ją­cego się do teo­rii ma­te­ma­tyka Claude'a Shan­nona (1916-2001), a ter­min "wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność", ko­ja­rzony obec­nie przede wszyst­kim z ma­te­ma­ty­kiem i zwo­len­ni­kiem in­te­li­gent­nego pro­jektu Wil­lia­mem Demb­skim, od che­mika Le­sliego Or­gela (1927-2007). Rada, by "po­dą­żać za do­wo­dami tam, gdzie nas pro­wa­dzą" lub "mu­simy po­dą­żać za ar­gu­men­tami, do­kąd­kol­wiek nas pro­wa­dzą", czę­sto po­wta­rzana przez au­to­rów zaj­mu­ją­cych się in­te­li­gent­nym pro­jek­tem, jest pa­ra­frazą słów So­kra­tesa z Pań­stwa Pla­tona. W tłu­ma­cze­niu Al­lana Blo­oma te słowa brzmią, "Do­kąd­kol­wiek ar­gu­ment, jak wiatr, zmie­rza, tam mu­simy iść"[13].

Ina­czej mó­wiąc, to, na czym sku­pia się za­in­te­re­so­wa­nie Ta­jem­nicy po­cząt­ków, wiąże się czę­ściowo z kwe­stią po­cho­dze­nia ja­kiejś kon­cep­cji. To, o czym pi­szą Meyer i Tha­xton, łą­czy się z do­cie­ka­niami na­uko­wymi i fi­lo­zo­ficz­nymi wieku XX, XIX oraz wcze­śniej­szych stu­leci, po­dob­nie jak in­te­li­gentny pro­jekt łą­czy w szer­szy spo­sób fi­lo­zo­fię grecką, zwłasz­cza Anak­sa­go­rasa (V wiek p.n.e.), z my­śle­niem ko­legi, a póź­niej ry­wala Dar­wina, Al­freda Rus­sela Wal­lace'a (1823-1913). Bez wda­wa­nia się w nie­po­trzebne szcze­góły i bez zbyt­niego za­głę­bia­nia się w prze­szłość na­szki­cu­jemy czę­ściowo w tym wpro­wa­dze­niu bez­po­śred­nie tło po­wsta­nia książki oraz jej póź­niej­szy wpływ na ewo­lu­cję teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu.

Nie­moż­liwe jest cał­ko­wite od­dzie­le­nie ba­dań nad po­cho­dze­niem ży­cia od re­flek­sji i spe­ku­la­cji na­tury teo­lo­gicz­nej. Zwo­len­nicy ewo­lu­cji dar­wi­now­skiej przed­sta­wiają zwy­kle na po­par­cie swo­jej teo­rii ta­kie ar­gu­menty do­ty­czące Boga: "Bóg, je­śli ist­nieje (a wy­daje się, że nie ma po­wodu, aby tak są­dzić), z pew­no­ścią nie zro­biłby tego w taki spo­sób". Duża część na­szego za­in­te­re­so­wa­nia tym, jak po­wstało ży­cie, bie­rze się po­dob­nie ze świa­do­mo­ści, iż czy­sto na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nie jego po­cho­dze­nia nie jest tym, czego ocze­ki­wałby te­ista, wy­ja­śnie­nie zaś od­wo­łu­jące się do pro­jektu lub te­le­olo­gii nie jest tym, czego ocze­ki­wałby ma­te­ria­li­sta albo ate­ista. Dzi­siaj nie­któ­rzy z naj­bar­dziej pro­mi­nent­nych przed­sta­wi­cieli neo­dar­wi­ni­zmu to rów­no­cze­śnie zde­kla­ro­wani i ewan­ge­li­zu­jący ate­iści. Jest to jak naj­bar­dziej w po­rządku i fakt ten sam w so­bie nie unie­waż­nia ich my­śle­nia na­uko­wego. Nie ma więc nic szo­ku­ją­cego ani skan­da­licz­nego w tym, że po­mysł na książkę, która osta­tecz­nie uka­zała się pod ty­tu­łem Ta­jem­nica po­cząt­ków, wy­ło­nił się pod­czas spo­tka­nia grupy przy­ja­ciół i ko­le­gów zwią­za­nych z or­ga­ni­za­cją Probe Mi­ni­stries kie­ro­waną przez Jona Bu­ella i jego współ­pra­cow­nika Ja­mesa Wil­liamsa i sta­wia­jącą so­bie za cel pro­mo­wa­nie świa­to­po­glądu chrze­ści­jań­skiego. W 1981 roku Bu­ell za­ło­żył w Dal­las think tank o na­zwie Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics, pu­bli­ku­jący mię­dzy in­nymi książki o te­ma­tyce na­uko­wej, hi­sto­rycz­nej i etycz­nej. Od 2016 roku ta dzia­łal­ność wy­daw­ni­cza to im­print ofi­cyny Di­sco­very In­sti­tute Press.

Bu­ell znał współ­au­tora Ta­jem­nicy po­cząt­ków Wal­tera Bra­dleya jesz­cze z cza­sów, gdy ten był dok­to­ran­tem na Uni­wer­sy­te­cie Tek­sasu. W 1975 roku szu­kał au­tora, który na­pi­sałby wni­kliwą książkę na te­mat ewo­lu­cji i za­pro­po­no­wał ją Bra­dley­owi, wów­czas pro­fe­so­rowi na uni­wer­sy­te­cie Co­lo­rado School of Mi­nes. Bra­dley nie był za­in­te­re­so­wany tym te­ma­tem, lecz za­pro­po­no­wał w za­mian co in­nego: książkę o po­wsta­niu ży­cia. Jak po­wie­dział w wy­wia­dzie udzie­lo­nym Joh­nowi We­stowi z Di­sco­very In­sti­tute, po­dej­rze­wał, że pro­blem bio­ge­nezy może sta­no­wić "osta­teczną ba­rierę dla ca­łej tej kwe­stii ży­cia i ewo­lu­cji", "naj­trud­niej­szy krok" do­ty­czący tego, "jak za­cząć od zera" - czyli jak otrzy­mać ży­cie z nie­ży­cia[14]. Ba­da­nia do­ty­czące bio­ge­nezy mają z ko­niecz­no­ści cha­rak­ter mul­ti­dy­scy­pli­narny i sta­no­wią po­łą­cze­nie bio­lo­gii z dzie­dzi­nami, z któ­rymi po­wią­zana jest wie­dza fa­chowa Bra­dleya (ma­te­ria­ło­znaw­stwo), czyli z bio­che­mią, che­mią fi­zyczną, ki­ne­tyką che­miczną i ter­mo­dy­na­miką. "Co cie­kawe - mówi - więk­szość lu­dzi, któ­rych spo­tka­łem, a któ­rzy pra­cują jako bio­lo­dzy, rzadko może po­chwa­lić się dużą wie­dzą do­ty­czącą tego, co w moim prze­ko­na­niu sta­nowi bar­dziej fun­da­men­talną i teo­re­tyczną wie­dzę che­miczną. Dla­tego wiele z tego, co ro­bią, ma cha­rak­ter ja­ko­ściowy".

Bra­dley tym­cza­sem chciał unik­nąć spe­ku­la­cji ja­ko­ścio­wych. Roz­mowy i za­ję­cia aka­de­mic­kie, które pro­wa­dził, do­ty­czące za­gad­nie­nia po­cząt­ków ży­cia, w tym wy­kład go­ścinny z 1974 roku za­ty­tu­ło­wany Ter­mo­dy­na­mika a po­wsta­nie ży­cia, który wy­gło­sił na Uni­wer­sy­te­cie Sta­no­wym Ko­lo­rado, prze­ko­nały go, że tra­fił na coś in­te­re­su­ją­cego. Jedna z pod­sta­wo­wych kwe­stii, czyli at­mos­fera wcze­snej Ziemi, wy­ma­gała pod­szko­le­nia się w in­nej dzie­dzi­nie, a mia­no­wi­cie geo­che­mii. Dla­tego za­pro­sił do współ­pracy dru­giego współ­au­tora, Ro­gera Ol­sena wów­czas dok­to­ranta geo­che­mii w Co­lo­rado School of Mi­nes. "Nie­które z kon­cep­cji do­ty­czą­cych tego, w co lu­dzie chcie­liby wie­rzyć na te­mat abio­ge­nezy, za­leżą w bar­dzo du­żym stop­niu od po­cząt­ko­wego składu at­mos­fery Ziemi" - wspo­mina Bra­dley swoje ów­cze­sne prze­my­śle­nia. "Je­śli na przy­kład bę­dzie za dużo tlenu, nie ma już żad­nej na­dziei". Ba­da­nia Ol­sena mo­gły rzu­cić świa­tło na tę kwe­stię. "Ro­ger do­szedł do wnio­sku, że ni­gdy nie mie­li­śmy na Ziemi at­mos­fery re­duk­cyj­nej", jak za­kła­dał to eks­pe­ry­ment Mil­lera-Ureya i które to za­ło­że­nie miało "ze­rowe szanse praw­do­po­do­bień­stwa". At­mos­fera utle­nia­jąca ozna­czała za­gładę dla do­mnie­ma­nych che­micz­nych pre­kur­so­rów ży­cia.

Bra­dley i Ol­sen pra­co­wali nad pierw­szą wer­sją książki do­ty­czą­cej po­wsta­nia ży­cia już od sze­ściu mie­sięcy, gdy do Dal­las z Bo­stonu prze­pro­wa­dził się Char­les Tha­xton, który miał za sobą stu­dia po­dok­to­ranc­kie na Uni­wer­sy­cie Ha­rvarda (z hi­sto­rii na­uki) i na Uni­wer­sy­te­cie Bran­de­isa (z bio­lo­gii mo­le­ku­lar­nej). W epi­logu książki Ta­jem­nica po­cząt­ków znaj­dziemy jego krótką, acz in­try­gu­jącą wzmiankę au­to­bio­gra­ficzną bę­dącą świa­dec­twem jego wła­snego do­świad­cze­nia: "Kiedy prosi się nas o roz­wa­że­nie "nie­stan­dar­do­wych" lub "dziw­nych" kon­cep­cji, ta­kich jak spe­cjalne stwo­rze­nie - po­dob­nie jak au­to­rów tej książki za­le­d­wie kilka lat temu - re­agują tak, jak opi­suje to cy­to­wany wcze­śniej [Da­vid] Bohm. Ta re­ak­cja to "gwał­towny wstrząs". Co wię­cej, "[ten] pro­ces [...] bywa bo­le­sny (i rze­czy­wi­ście taki był dla jed­nego z au­to­rów tej pracy), ale dą­że­nie do prawdy za­wsze było i jest oku­pione trud­no­ściami i nie­jed­no­krot­nie wy­sta­wiało lu­dzi na nie­chęć i szy­kany oto­cze­nia".

Tha­xton, wpro­wa­dzony w wiarę przez matkę, prze­szedł na stu­diach okres nie­wiary. Wy­da­wało mu się, że wie­dza na­ukowa nie prze­wi­duje żad­nej roli dla ja­kie­goś bytu bo­skiego. Po raz pierw­szy za­głę­bił się w pro­blem abio­ge­nezy, gdy po li­cen­cja­cie za­czął stu­dio­wać che­mię fi­zyczną na Uni­wer­sy­te­cie Sta­no­wym Iowa. Wcze­śniej są­dził, że che­mia w pełni wy­ja­śnia po­wsta­nie ży­cia, lecz to za­ło­że­nie oka­zało się zbyt pro­ste. Ból i wstrząs, o któ­rych wspo­mi­nał w książce, to po pierw­sze po­czu­cie, że zdra­dził wła­sną matkę, a po dru­gie po­czu­cie, że zdra­dził tych, któ­rzy uwa­żali go za god­nego sza­cunku ma­te­ria­li­stę.

Po prze­pro­wadzce do Dal­las wraz z żoną i pierw­szym sy­nem na­wią­zał współ­pracę z Jo­nem Bu­el­lem. Był ko­niec 1975 roku i - jak Tha­xton po­wie­dział Joh­nowi We­stowi w wy­wia­dzie - "Bu­ell przy­szedł pew­nego dnia i po­ka­zał mi przy­nie­siony ze sobą ma­szy­no­pis"[15]. Była to praca Wal­tera Bra­dleya i Ro­gera Ol­sena, pierw­sza wer­sja tego, co miało stać się Ta­jem­nicą po­cząt­ków. "Prze­czy­ta­łem go - mówi Tha­xton - i moją pierw­szą re­ak­cją było: to rze­czy­wi­ście jest in­te­re­su­jące. Ale dla­czego tu tak mało che­mii?". Zgło­sił to za­strze­że­nie Bu­el­lowi, który za­pro­sił go na spo­tka­nie z Bra­dleyem i Ol­se­nem w Col­lege Sta­tion w Tek­sa­sie, do­kąd w tym cza­sie Bra­dley prze­niósł się, by pro­wa­dzić za­ję­cia na Te­xas A&M Uni­ver­sity. Gdy roz­ma­wiali u Bra­dleya w domu o książce, a Bu­ell za­chę­cił Tha­xtona do po­dzie­le­nia się swo­imi za­strze­że­niami co do braku che­mii, Bra­dley i Ol­sen ode­zwali się nie­mal jed­no­cze­śnie: "Skoro sam je­steś che­mi­kiem, to o tym na­pisz".

I Tha­xton tak wła­śnie zro­bił. Bra­dley mu­siał sku­pić się na za­ję­ciach na uczelni, a dok­tor Ol­sen prze­szedł do pry­wat­nego prze­my­słu, Tha­xton zaś, jako świeżo do­ko­op­to­wany do przed­się­wzię­cia, miał czas na dal­szą pracę nad książką. "Mu­sia­łem się wiele na­uczyć i zro­bi­łem to - mówi. - Dniem i nocą przez ty­go­dnie i mie­siące, tak że osta­tecz­nie mi­nęło kilka lat, za­nim wszystko zo­stało ukoń­czone". Ol­sen na­pi­sał o at­mos­fe­rze wcze­snej Ziemi w roz­dziale pią­tym (Wcze­sna Zie­mia i jej at­mos­fera), Bra­dley zaś na­pi­sał roz­działy siódmy, ósmy i dzie­wiąty (Ter­mo­dy­na­mika ukła­dów ży­wych, Ter­mo­dy­na­mika a po­wsta­nie ży­cia i Wy­szcze­gól­nie­nie spo­sobu wy­ko­na­nia pracy). "Póź­niej - jak mó­wił Bra­dley - Tha­xton na­pi­sał więk­szość po­zo­sta­łej czę­ści książki, w tym epi­log, który wy­cho­dzi poza dys­ku­sję czy­sto na­ukową i na któ­rym sku­piła się więk­szość ata­ków po jej pu­bli­ka­cji.

Jed­nym z pro­ble­mów z książką było to, że po­szcze­gólne roz­działy re­pre­zen­to­wały od­mienne głosy, inne ter­mi­no­lo­gie i różne spo­soby ar­gu­men­ta­cji. Jak wspo­mina Tha­xton, na­le­żało ją grun­tow­nie prze­re­da­go­wać, aby przy­po­mi­nała "książkę na­ukową, a nie pod­ręcz­nik dla in­ży­nie­rów". Dla­tego "prze­pra­co­wa­łem cały tekst, za­czą­łem od zera, po pro­stu za­czą­łem od nowa. Prze­szli­śmy przez ten pro­ces co naj­mniej dwa lub trzy razy". W 1978 roku go­towy ma­szy­no­pis wy­słano do re­cen­zji na­uko­wej kil­ku­na­stu na­ukow­com - część z nich była przy­chylna jej twier­dze­niom, inni nie.

Jed­nym z wy­bit­nych na­ukow­ców spe­cja­li­zu­ją­cych się w ba­da­niach nad bio­ge­nezą, któ­rego za­mie­rzano po­pro­sić o zda­nie, był Dean Ke­nyon. Za­kła­dano, że od­rzuci przed­sta­wiane w niej tezy, na pewno jed­nak od­nie­sie się do niej uczci­wie. Tha­xton i Ke­nyon na­wią­zali w 1981 roku ko­re­spon­den­cję i ten drugi, prze­czy­taw­szy ma­szy­no­pis, do tego stop­nia się za­in­te­re­so­wał, że za­pro­sił Bu­ella i Tha­xtona do sie­bie. Po­le­cieli za­tem na spo­tka­nie do San Fran­ci­sco. Tha­xton nie wie­dział wów­czas, że Ke­nyon pry­wat­nie za­czął wąt­pić we wła­sną teo­rię ewo­lu­cji che­micz­nej.

"Żo­łą­dek pod­cho­dził mi do gar­dła, gdy sie­dzie­li­śmy tego dnia w ga­bi­ne­cie Ke­ny­ona na jego uczelni - wspo­mina Tha­xton. - Pa­mię­tam, że za­py­ta­łem go, co są­dzi o książce". Ke­nyon w od­po­wie­dzi spoj­rzał na niego srogo, po czym uśmiech­nął się i po­wie­dział: "Moim zda­niem jest świetna". To ośmie­liło Tha­xtona, który nie tylko chciał po­znać zda­nie Ke­ny­ona na te­mat ich pracy, ale też za­mie­rzał po­pro­sić go o na­pi­sa­nie przed­mowy. Po­sta­no­wił go wy­son­do­wać. "Może w ta­kim ra­zie na­pi­sałby pan do niej przed­mowę?" - spy­tał, na co Ke­nyon od­parł: "Li­czy­łem na to, że pan mnie o to po­prosi".

W opi­nii hi­sto­ryka Ro­nalda Num­bersa, przed­sta­wio­nej w pracy The Cre­atio­ni­sts, wkład Ke­ny­ona, czo­ło­wego teo­re­tyka bio­ge­nezy "wy­zna­ją­cego, że nie wie­rzy już w na­tu­ra­li­styczną ewo­lu­cję", był "naj­bar­dziej ude­rza­jącą ce­chą ich książki"[16]. Ke­nyon na­pi­sał: "Gdy pro­fe­sjo­na­li­ści prze­czy­tają tę ważną pu­bli­ka­cję, jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia pójdą w nieco in­nych kie­run­kach". Pod­su­mo­wuje ją na­to­miast na­stę­pu­jąco: "Wszy­scy na­ukowcy za­in­te­re­so­wani pro­ble­mem po­wsta­nia ży­cia po­winni uważ­nie prze­stu­dio­wać tę książkę i oce­nić wła­sną pracę w świe­tle jej ar­gu­men­tów"[17]. Au­to­rzy Ta­jem­nicy po­cząt­ków nie mo­gli wy­ma­rzyć so­bie lep­szych słów po­par­cia.

Po za­koń­cze­niu etapu re­cen­zo­wa­nia i wpro­wa­dze­niu nie­zbęd­nych po­pra­wek nad­szedł czas na po­szu­ki­wa­nie wy­dawcy. Za­da­nie to przy­pa­dło Jo­nowi Bu­el­lowi. Ce­lem było do­tar­cie do od­biorcy nie­my­ślą­cego o świe­cie ka­te­go­riami re­li­gij­nymi, na co zresztą wska­zuje ję­zyk książki. Jak wspo­mina Tha­xton, na­le­żało bez­względ­nie uni­kać wszyst­kiego, co miało cho­ciażby naj­mniej­szy wy­dźwięk "re­li­gijny" i do­daje: "Chcie­li­śmy mieć pew­ność, że nie gło­simy ka­zań".

Zna­le­zie­nie wy­dawcy nie było jed­nak sprawą pro­stą. Wów­czas, po­dob­nie jak dzi­siaj, naj­lżej­sza wzmianka o "kre­acjo­ni­zmie" wy­star­czyła, by nie­któ­rzy za­czy­nali zgrzy­tać zę­bami, mimo że książka Tha­xtona bez wąt­pie­nia nie wspie­rała kre­acjo­ni­zmu w jego naj­bar­dziej pre­cy­zyj­nym zna­cze­niu jako wy­ko­rzy­sty­wa­nia na­uki do wspie­ra­nia do­słow­nego ro­zu­mie­nia Bi­blii. Z pew­no­ścią nie po­mo­gło i to, że w tym cza­sie, czyli w 1981 roku, Sąd Naj­wyż­szy roz­pa­try­wał istotną sprawę do­ty­czącą "kre­acjo­ni­zmu na­uko­wego" - McLean vs. Ar­kan­sas Bo­ard of Edu­ca­tion. Roz­strzy­gnięto ją w stycz­niu 1982 roku, stwier­dza­jąc, że na­ucza­nie kre­acjo­ni­zmu w szko­łach pu­blicz­nych na­ru­sza za­pis w pierw­szej po­prawce kon­sty­tu­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

W re­zul­ta­cie, gdy koń­czył się 1982 rok, Bu­ell wciąż szu­kał wy­dawcy. Cor­nell Uni­ver­sity Press i MIT Press wy­ra­ziły wstępne za­in­te­re­so­wa­nie, przy czym re­zul­tat koń­cowy, jak wspo­mina Tha­xton, był "nie­mal iden­tyczny". W tym pierw­szym wy­daw­nic­twie dwóch we­wnętrz­nych re­cen­zen­tów prze­czy­tało książkę i wy­dało sprzeczne opi­nie, za i prze­ciw. Po­pro­szono więc trze­ciego, wy­bit­nego na­ukowca. Tha­xton za­sta­na­wia się, czy nie był to cza­sem Carl Sa­gan. Eric Hal­pern, re­dak­tor zaj­mu­jący się na­by­wa­niem no­wych ty­tu­łów, prze­ka­zał Bu­el­lowi złe wie­ści, in­for­mu­jąc go: "Jak pan zo­ba­czy, ra­port nie daje nam pod­staw do po­zy­tyw­nej re­ko­men­da­cji dla na­szego kie­row­nic­twa wy­działu"[18]. Ów "nie­zdra­dza­jący toż­sa­mo­ści au­tora" ra­port jest rze­czy­wi­ście ką­śliwy i gromi książkę za jej "po­wierz­chowne" ar­gu­menty, acz­kol­wiek in­te­re­su­jące jest to, że po­ka­zuje rów­no­cze­śnie, jak nie­wiele zmie­niło się w ciągu ostat­nich 40 lat w kon­wen­cjo­nal­nym my­śle­niu o po­wsta­niu ży­cia. Ano­ni­mowy re­cen­zent z Cor­nell Uni­ver­sity Press nie kryje swo­jej iry­ta­cji: "To, że nie udało się jak do­tąd utwo­rzyć w la­bo­ra­to­rium ży­wej ko­mórki, wcale nie zna­czy, że mamy re­zy­gno­wać z ta­kich sta­rań". Na­ukowcy po­wta­rzają to samo dzi­siaj nie­mal ta­kimi sa­mymi sło­wami. Na przy­kład astro­nom Abra­ham Loeb z Ha­rvardu na blogu cza­so­pi­sma "Scien­ti­fic Ame­ri­can" roz­waża w 2019 roku per­spek­tywy "wy­pro­du­ko­wa­nia syn­te­tycz­nego ży­cia z pro­stych sub­stan­cji che­micz­nych" w la­bo­ra­to­rium, przy­zna­jąc rów­no­cze­śnie, że "na­wet je­śli od­rzu­cimy te per­spek­tywy jako nie­re­alne przy tech­nice, którą obec­nie dys­po­nu­jemy, inna cy­wi­li­za­cja, mi­liardy lat bar­dziej za­awan­so­wana tech­nicz­nie niż na­sza, mo­gła to zro­bić"[19].

Tha­xton od­pi­sał Hal­per­nowi na pa­pie­rze fir­mo­wym Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics, że cho­ciaż od wy­dawcy uni­wer­sy­tec­kiego na­leży oczy­wi­ście ocze­ki­wać fa­cho­wej re­cen­zji, "to jed­nak trudno wy­zbyć się od­czu­cia, że na­sze sta­no­wi­sko zo­stało wy­pa­czone przez ko­goś, kto czuje się za­gro­żony kry­tyką przed­sta­wioną" w książce. Do­dał po­nadto, że prze­słał książkę wraz z po­chleb­nymi opi­niami "zna­nych na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się ewo­lu­cją che­miczną" - che­mika syn­tezy or­ga­nicz­nej Gor­dona Shawa z Uni­ver­sity of Brad­ford w Wiel­kiej Bry­ta­nii, a także De­ana Ke­ny­ona. Re­cen­zent od­rzu­cił ma­szy­no­pis jako "kom­pletne prze­kła­ma­nie" po­zba­wione ory­gi­nal­no­ści i zro­zu­mie­nia, tym­cza­sem Ke­nyon okre­ślił książkę jako "jedną z naj­lep­szych kry­tycz­nych ana­liz po­wsta­nia ży­cia, ja­kie do tej pory czy­ta­łem". Tha­xton za­py­tał, dla­czego Hal­perna nie zdzi­wiła wy­raźna roz­bież­ność po­glą­dów: "Pro­szę za­sta­no­wić się nad tym, co wy­nika z za­rzu­tów Pań­stwa czy­tel­nika. Przy­ję­cie jego twier­dze­nia, że przed­sta­wi­li­śmy płytką kry­tykę, na którą już wie­lo­krot­nie od­po­wia­dano, równa się przy­pi­sa­niu czy­tel­ni­kom, któ­rych opi­nie do­łą­czy­li­śmy do pro­spektu książki, braku umie­jęt­no­ści re­cen­zenc­kich do tego stop­nia, że nie po­tra­fią do­strzec po­wierz­chow­nej kry­tyki. A są to znani na­ukowcy".

Do li­stu do Hal­perna z wy­daw­nic­twa Cor­nell Uni­ver­sity Press Tha­xton do­łą­czył nie­za­leżną opi­nię re­dak­tora wy­daw­nic­twa MIT Press, który był "en­tu­zja­stycz­nie na­sta­wiony" do książki, ale stra­cił pracę, po­nie­waż MIT Press zre­du­ko­wało swój dział po­świę­cony na­ukom przy­rod­ni­czym. Ów re­dak­tor, Gra­hame J.C. Smith, szcze­gól­nie chwa­lił omó­wie­nie przez Wal­tera Bra­dleya za­gad­nień ter­mo­dy­na­micz­nych. Te roz­działy były "tak do­bre, że reszta książki mo­głaby zo­stać tak zre­da­go­wana, aby była z nimi spójna"[20]. Szcze­gól­nie po­do­bał mu się roz­dział ósmy, w jego prze­ko­na­niu "na­prawdę do­sko­nały" i "świetny!". Za­warł po­nadto w swo­jej opi­nii wiele po­moc­nych su­ge­stii re­dak­cyj­nych i uwag kry­tycz­nych.

Tha­xton po­pro­sił Hal­perna o po­nowne roz­wa­że­nie moż­li­wo­ści opu­bli­ko­wa­nia książki, ale Hal­pern w osta­tecz­nej od­po­wie­dzi z 23 grud­nia 1982 roku grzecz­nie od­mó­wił. Ze względu na ostry sprze­ciw ukry­wa­ją­cego swoją toż­sa­mość "wy­bit­nego ba­da­cza w dzie­dzi­nie ewo­lu­cji che­micz­nej" mu­siałby szu­kać do­dat­ko­wego wspar­cia u na­ukow­ców z Cor­nell Uni­ver­sity, a nie chciał iść tą drogą.

Osta­tecz­nie Bu­ell i Tha­xton zde­cy­do­wali się na cie­szące się re­nomą i obecne od dawna na rynku no­wo­jor­skie wy­daw­nic­two Phi­lo­so­phi­cal Li­brary, które cho­ciaż nie­bę­dące ofi­cyną uni­wer­sy­tecką ani ści­śle na­ukową, mo­gło po­chwa­lić się im­po­nu­jącą li­stą au­to­rów, wśród któ­rych było wielu wy­bit­nych na­ukow­ców. Jego na­kła­dem uka­zał się zbiór tek­stów Al­berta Ein­ste­ina Out of My La­ter Years (1950), a po­nadto książki Wer­nera He­isen­berga, Maxa Plancka, Jean-Paula Sar­tre'a, Si­mone de Be­au­voir, a na­wet Ka­rola Dar­wina, nie li­cząc prac wielu lau­re­atów Na­grody No­bla[21]. Wy­daw­nic­two zgo­dziło się także na to, aby or­ga­ni­za­cja Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics pro­mo­wała książkę. Phi­lo­so­phi­cal Li­brary nie było utoż­sa­miane z re­li­gią i tym sa­mym sta­no­wiło wła­ściwy wy­bór, je­śli praca miała do­trzeć do od­bior­ców ze świata na­uki. Jej dru­gie wy­da­nie zo­stało opu­bli­ko­wane przez wy­daw­nic­two Le­wis and Stan­ley w Dal­las. Jak mówi Tha­xton, ten krok zo­stał po­dyk­to­wany tym, że po pro­stu "mo­żemy zro­bić wszystko znacz­nie szyb­ciej, bez opóź­nień, cze­ka­nia i tak da­lej".

Nie tylko Ke­nyon wy­po­wia­dał się po­zy­tyw­nie o książce. Na tyl­nej okładce znaj­dziemy po­chlebne opi­nie Ro­berta Ja­strowa z God­dard In­sti­tute for Space Stu­dies, agendy NASA ("bar­dzo do­brze prze­my­ślana i kla­rowna ana­liza"), oraz od jed­nego z naj­bar­dziej zna­nych ba­da­czy bio­ge­nezy, che­mika Ro­berta Sha­piro z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego ("istotny wkład w ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia [...], zbie­ra­jący w ca­łość naj­waż­niej­sze ar­gu­menty na­ukowe, po­ka­zu­jące nie­ade­kwat­ność obec­nych teo­rii, [acz­kol­wiek] nie po­dzie­lam jej osta­tecz­nych wnio­sków fi­lo­zo­ficz­nych"). Dwa lata póź­niej, w 1986 roku, Sha­piro opu­bli­ko­wał wła­sną książkę po­świę­coną temu sa­memu za­gad­nie­niu - Ori­gins: A Skep­tic's Gu­ide to the Cre­ation of Life on Earth [Po­wsta­nie ży­cia na Ziemi. Prze­wod­nik scep­tyka].

Przy­ję­cie Ta­jem­nicy po­cząt­ków przez na­ukow­ców po­maga wy­ja­śnić im­puls, któ­rego do­star­czyła książka dla ro­dzą­cego się ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu. Po­cząt­kowo nie było z ich strony żad­nej re­ak­cji, co nie­po­ko­iło au­to­rów. "Za­pa­no­wała mar­twa ci­sza" - wspo­mina Tha­xton. Nikt nic nie po­wie­dział. By­łem bar­dzo przy­gnę­biony i roz­cza­ro­wany. To było tak, jakby rzu­cić ka­mień w wodę, ale na po­wierzchni nie by­łoby żad­nej zmarszczki. Nic. Żad­nego efektu". Wy­dawca do­dał im otu­chy. "Nie na­leży się tym przej­mo­wać - mó­wił. - Taka książka po­trze­buje roku, by zo­stała za­uwa­żona".

Cze­kali za­tem. A i my mo­żemy za­trzy­mać się na chwilę, żeby przy­po­mnieć so­bie, jak ina­czej wy­glą­dał wów­czas świat dla scep­ty­ków ewo­lu­cji, za­równo che­micz­nej, jak i bio­lo­gicz­nej. W 1984 roku nie ist­niał jesz­cze cały wa­chlarz środ­ków wy­ko­rzy­sty­wa­nych dziś do za­stra­sza­nia dy­sy­den­tów. Nie było pro­fe­so­rów ewo­lu­cji spe­ku­lu­ją­cych na swo­ich blo­gach na te­mat ma­ją­cych się uka­zać ksią­żek i ura­bia­ją­cych od­bior­ców, na­sta­wia­jąc ich ne­ga­tyw­nie do no­wych idei. Nie było też ano­ni­mo­wych dar­wi­ni­stów za­miesz­cza­ją­cych na Ama­zo­nie pło­mienne re­cen­zje ksią­żek, któ­rych nie ku­pili, a tym bar­dziej nie prze­czy­tali. Każdy pi­sał pod wła­snym na­zwi­skiem i po­dob­nie znani z na­zwi­ska re­dak­to­rzy kon­tro­lo­wali pu­bli­ka­cję tek­stów, bio­rąc tym sa­mym na sie­bie od­po­wie­dzial­ność za to, co się uka­zy­wało. Do­brze było żyć w cza­sach przed in­ter­ne­tem. Za­in­te­re­so­wa­nie za­gad­nie­niem mu­siało bu­do­wać się or­ga­nicz­nie i uczci­wiej, przez ma­szy­no­pisy oraz ma­te­riały dru­ko­wane prze­sy­łane pocztą. Do­dat­kową ko­rzy­ścią było i to, że nie ist­niała jesz­cze Wi­ki­pe­dia two­rzona i re­da­go­wana przez nie­znane szer­szemu gronu osoby czę­sto dzia­ła­jące pod wy­myśl­nymi pseu­do­ni­mami i roz­po­wszech­nia­jące błędne in­for­ma­cje na każdy kon­tro­wer­syjny te­mat, dy­żu­ru­jąc dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na dobę, sie­dem dni w ty­go­dniu, go­towe w każ­dej chwili, aby po­ło­żyć tamę czy­imś szcze­rym sta­ra­niom ma­ją­cym na celu ko­rektę błęd­nych in­for­ma­cji. W 2017 roku wśród na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się in­te­li­gent­nym pro­jek­tem, któ­rym re­dak­to­rzy Wi­ki­pe­dii usu­nęli lub wy­ma­zali wpro­wa­dzone przez nich ha­sła do Wi­ki­pe­dii, zna­lazł się także Wal­ter Bra­dley. Na­wet współ­za­ło­ży­ciel Wi­ki­pe­dii, Larry San­ger, uznał po­dej­ście tej en­cy­klo­pe­dii do in­te­li­gent­nego pro­jektu za "od­ra­ża­jąco stron­ni­cze"[22].

Czy po­wyż­sze re­flek­sje to nie­istotna dy­gre­sja? W żad­nym ra­zie. Wspo­mi­nam o tym, po­nie­waż po­mimo bu­dzą­cej iry­ta­cję ko­re­spon­den­cji z wy­daw­nic­twem Cor­nell Uni­ver­sity Press, re­ak­cja na­ukow­ców spe­cja­li­zu­ją­cych się w bio­ge­ne­zie na Ta­jem­nicę po­cząt­ków robi wra­że­nie, je­śli wziąć pod uwagę, jak sto­sun­kowo zre­lak­so­wany, je­śli na­wet nie­ko­niecz­nie otwarty na nowe po­glądy, był ów­cze­sny na­ukowy es­ta­bli­sh­ment. W rze­czy sa­mej słowa wy­dawcy o tym, że trzeba po­cze­kać rok, oka­zały się trafne. "Tak wła­śnie się stało - mówi Tha­xton. - Kiedy za­częły po­ja­wiać się re­cen­zje książki, wy­sy­pały się jak z rę­kawa".

Jed­nym z naj­bar­dziej zna­czą­cych gło­sów była opi­nia bio­che­mika Sid­neya W. Foxa z Uni­wer­sy­tetu Miami, czo­ło­wego ba­da­cza po­wsta­nia ży­cia, któ­rego Tha­xton na­zywa "pro­pa­gan­dy­stą" na­tu­ra­li­stycz­nej in­ter­pre­ta­cji abio­ge­nezy. W swo­jej kpią­cej re­cen­zji z czerwca 1985 roku opu­bli­ko­wa­nej w cza­so­pi­śmie "The Qu­ar­terly Re­view of Bio­logy" za­uważa, że ża­den z au­to­rów książki "nie po­ja­wia się w czter­na­stym wy­da­niu Ame­ri­can Men and Wo­men of Science"[23]. Można jed­nak także usły­szeć w tej re­cen­zji nutę po­wścią­gli­wego sza­cunku: "au­to­rzy Ta­jem­nicy po­cząt­ków z mocą przed­sta­wiają ar­gu­menty an­ty­ewo­lu­cyjne"[24].

Jak wspo­mina Tha­xton, Fox był "bar­dziej zna­czący niż na po­czątku Stan­ley Mil­ler [ten z eks­pe­ry­mentu Mil­lera-Ureya] jako pro­pa­ga­tor wszyst­kich ma­te­ria­łów do­ty­czą­cych po­wsta­nia ży­cia w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych i tak da­lej. W póź­nych la­tach pięć­dzie­sią­tych i wcze­snych la­tach sześć­dzie­sią­tych za roz­po­wszech­nia­niem po­glą­dów na­tu­ra­li­stycz­nych stał Sid­ney Fox. Wszę­dzie. Cały czas". Tak więc po­mimo zgryź­li­wego tonu re­cen­zji, za­szczy­tem było to, że w ogóle za­uwa­żył książkę. I cho­ciaż Fox wy­tyka au­to­rom, że stoją bar­dzo ni­sko w hie­rar­chii na­uko­wej, Tha­xton stwier­dza, że jak na iro­nię, coś go z nim łą­czy, po­nie­waż prze­jął po nim jego dawny ga­bi­net na Uni­wer­sy­te­cie Sta­no­wym Iowa z cza­sów, gdy Fox był tam dok­to­ran­tem. "Mu­sia­łem go po­sprzą­tać i wy­nieść stam­tąd wiele jego rze­czy" - wspo­mina Tha­xton.

Re­cen­zja za­miesz­czona w nu­me­rze cza­so­pi­sma "Yale Jo­ur­nal of Bio­logy and Me­di­cine" z sierp­nia 1985 roku to zu­peł­nie inna hi­sto­ria. Pro­fe­sor Ja­mes F. Je­kel z Yale School of Me­di­cine ser­decz­nie po­gra­tu­lo­wał au­to­rom. "Dla wszyst­kich przyj­mu­ją­cych wy­godne za­ło­że­nie, że na­ukowe pro­blemy abio­ge­nezy są w więk­szo­ści roz­wią­zane, ta książka bę­dzie praw­dziwą nie­spo­dzianką" - stwier­dził, a na­stęp­nie pod­su­mo­wał: "Książka jako ca­łość bu­rzy bez­tro­ski spo­kój osób ak­cep­tu­ją­cych obecne teo­rie abio­ge­nezy. Jest do­brze na­pi­sana i cho­ciaż w wielu miej­scach tech­niczna, to jed­nak więk­szość tre­ści jest zro­zu­miała dla po­sia­da­ją­cego od­po­wied­nią wie­dzę la­ika". Na końcu pro­fe­sor Je­kel stwier­dza, że "jest zde­cy­do­wa­nie godna po­le­ce­nia każ­demu za­in­te­re­so­wa­nemu pro­ble­mem po­cząt­ków związ­ków che­micz­nych i ży­cia"[25].

Fa­scy­nu­jąca, bo nie­jed­no­znaczna była re­ak­cja wy­bit­nego na­ukowca z Uni­wer­sy­tetu Yale, bio­fi­zyka Ha­rolda J. Mo­ro­witza. Mo­ro­witz ze­zna­wał w spra­wie McLean vs. Ar­kan­sas Bo­ard of Edu­ca­tion w 1981 roku i w żad­nym ra­zie nie był przy­jaź­nie na­sta­wiony do kon­cep­cji, którą z cza­sem za­częto na­zy­wać in­te­li­gent­nym pro­jek­tem, za­uwa­ża­jąc w 2005 roku w cza­so­pi­śmie "Chro­nicle of Hi­gher Edu­ca­tion", że "tylko kre­acjo­ni­ści po­pie­rają teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu"[26]. Jak czy­tamy w jego ne­kro­logu opu­bli­ko­wa­nym na ła­mach dzien­nika "New York Ti­mes" w 2016 roku "był naj­bar­dziej znany z za­sto­so­wa­nia teo­rii ter­mo­dy­na­miki w bio­lo­gii", ba­da­jąc, w jaki spo­sób "dzia­ła­nie ener­gii prze­pły­wa­ją­cej przez układ wpływa na jego or­ga­ni­za­cję"[27]. Był za­tem kom­pe­tentny, żeby oce­nić część Ta­jem­nicy po­cząt­ków au­tor­stwa Wal­tera Bra­dleya do­ty­czącą tego za­gad­nie­nia. Kilka lat po opu­bli­ko­wa­niu książki Char­les Tha­xton miał szczę­ście przed­sta­wić ją oso­bi­ście na­uko­wej sła­wie, którą był dok­tor Mo­ro­witz. "Skon­tak­to­wa­łem się z nim póź­niej, by spy­tać, czy ją prze­czy­tał - mówi Tha­xton. - Po­my­śla­łem, że to bę­dzie świetny spo­sób, by do­wie­dzieć się, co my­śli o roz­dzia­łach, które na­pi­sał Bra­dley. Ale nie po­wie­dzia­łem mu, że wła­śnie to mnie in­te­re­suje".

Mo­ro­witz spo­rzą­dził dwu­stro­ni­cową pry­watną re­cen­zję[28]. Od­rzu­cił epi­log jako "fi­lo­zo­ficz­nie na­iwny" i "fi­lo­zo­ficz­nie nie­spra­wie­dliwy", za­uwa­ża­jąc, że brak w nim ja­kiej­kol­wiek wzmianki o Ber­ke­leyu i Spi­no­zie. Co się jed­nak ty­czyło pod­staw na­uko­wych książki, stwier­dził, że sta­nowi "bar­dzo zna­czący wy­si­łek", przed­sta­wia "na­ukowo uży­teczną kry­tykę bar­dzo ob­szer­nej li­te­ra­tury, a "au­to­rom z pew­no­ścią udało się po­ka­zać, że je­ste­śmy bar­dzo da­leko od prze­ko­nu­ją­cego, we­ry­fi­ko­wal­nego eks­pe­ry­men­tal­nie zro­zu­mie­nia, w jaki spo­sób mo­gło po­wstać coś tak zło­żo­nego, jak naj­prost­sze współ­cze­sne ko­mórki". Jed­nakże "za­ło­że­nie, że pro­blem leży poza gra­ni­cami moż­li­wo­ści współ­cze­snych nauk przy­rod­ni­czych, wy­daje się przed­wcze­sne".

W re­cen­zji bra­ko­wało od­nie­sie­nia do jed­nej rze­czy, co było dziwne, bio­rąc pod uwagę spe­cja­li­za­cję na­ukową Mo­ro­witza. Tha­xton po­szu­kał spo­sob­no­ści, by za­py­tać go o to te­le­fo­nicz­nie: "Jedno mnie in­try­guje. Wy­po­wie­dział pan kilka po­zy­tyw­nych uwag o na­szej książce. A rów­no­cze­śnie jako osoba wy­stę­pu­jąca w roli eks­perta od ter­mo­dy­na­miki pod­czas po­stę­po­wa­nia są­do­wego McLean vs. Ar­kan­sas Bo­ard of Edu­ca­tion nie od­niósł się pan w ża­den spo­sób do tego, co pi­szemy o ter­mo­dy­na­mice w Ta­jem­nicy po­cząt­ków. Czy mogę wie­dzieć dla­czego?". Jak wspo­mina Tha­xton, po dru­giej stro­nie "na­stą­piła długa, bar­dzo długa ci­sza. Za­nie­po­ko­iłem się. Ci­sza trwała i trwała, więc wresz­cie spy­ta­łem: "Czy pan tam na­dal jest?". Mo­ro­witz od­parł: "Tak. Wciąż my­ślę". A ja na to: "Czy w ta­kim ra­zie od­po­wie pan na moje py­ta­nie?". Wów­czas Mo­ro­witz po­wie­dział: "Nie było tam ni­czego, do czego mo­głem się przy­cze­pić, więc do ni­czego się nie od­nio­słem"". Mo­ro­witz jest do dziś uwa­żany za mi­strza w walce z "nie­wła­ści­wym wy­ko­rzy­sta­niem dru­giej za­sady ter­mo­dy­na­miki", jak uj­muje to lob­bu­jące na rzecz teo­rii Dar­wina ame­ry­kań­skie sto­wa­rzy­sze­nie Na­tio­nal Cen­ter for Science Edu­ca­tion[29]. Jed­nakże Tha­xton wy­ciąga z od­po­wie­dzi Mo­ro­witza oczy­wi­sty wnio­sek: "To zna­czy, że zgo­dził się z tym, co po­wie­dział Bra­dley. Prawda?". Na to wy­gląda.

Od in­nych na­ukow­ców re­pre­zen­tu­ją­cych dzie­dziny, w ob­rę­bie któ­rych po­ru­sza się książka, na­pły­nęły bar­dziej jed­no­znaczne po­chwały[30]. "To na­prawdę ge­nialna rzecz", na­pi­sał che­mik i ba­dacz po­wsta­nia ży­cia Clif­ford Mat­thews z Uni­wer­sy­tetu Il­li­nois. "Do­sko­nała po­nowna ocena pro­blemu; bar­dzo uczciwe po­dej­ście nie­bę­dące po­le­miką". Bio­log mo­le­ku­larny Jay Roth z Uni­wer­sy­tetu Con­nec­ti­cut był także "pod wiel­kim wra­że­niem" i na­zwał Ta­jem­nicę po­cząt­ków "fa­scy­nu­jącą pracą na­ukową". Che­mik Wal­ter Thor­son z Uni­wer­sy­tetu Al­berty po­chwa­lił ją jako "wspa­niałą książkę" przed­sta­wia­jącą "bar­dzo do­pra­co­waną i na­ukową ar­gu­men­ta­cję". Fi­zyk Gra­ham Gut­sche z Aka­de­mii Ma­ry­narki Wo­jen­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych na­pi­sał, że jest "zna­ko­mita!", do­da­jąc "wy­ko­rzy­sta­łem przed­sta­wione w niej in­for­ma­cje na mo­ich za­ję­ciach". Po­dob­nych opi­nii było wię­cej.

Jak można się było spo­dzie­wać, po­ja­wiły się także ataki na rze­komy "kre­acjo­nizm" książki, ale rów­no­cze­śnie ri­po­sty na nie ze strony wy­bit­nych ba­da­czy. Cza­so­pi­smo "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" po­wie­rzyło za­da­nie jej zre­cen­zo­wa­nia che­mi­kowi Ri­char­dowi Lem­mo­nowi z Law­rence Ber­ke­ley Na­tio­nal La­bo­ra­tory. "To obec­nie naj­bar­dziej po­czytne cza­so­pi­smo wśród osób zaj­mu­ją­cych się in­ży­nie­rią che­miczną i che­mią z ca­łego świata" - mówi Wal­ter Bra­dley. "Za­zwy­czaj jed­nak pu­bli­kuje ar­ty­kuły o no­wych osią­gnię­ciach w na­uce, che­mii i in­ży­nie­rii che­micz­nej, a także o rze­czach zwią­za­nych z prze­my­słem i tak da­lej. To zna­czy, że ma bar­dzo, bar­dzo sze­ro­kie grono od­bior­ców". Re­cen­zja Lem­mona w nu­me­rze z 1 lipca 1985 roku za­czyna się od stwier­dze­nia: "Je­dyne osoby, któ­rym mogę po­le­cić książkę The My­stery of Life's Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories, to nie­wielki uła­mek czy­tel­ni­ków C&EN bę­dą­cych re­li­gij­nymi kre­acjo­ni­stami. To rów­no­cze­śnie te same osoby, które za­zwy­czaj pi­szą li­sty do re­dak­cji, ile­kroć po­ja­wia się co­kol­wiek do­ty­czą­cego kre­acjo­ni­zmu. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na skargi do­ty­czące tej re­cen­zji i aby po­móc ich au­to­rom, pod­kre­ślam, że je­stem agno­sty­kiem i je­stem z tego dumny"[31].

Za­ty­tu­ło­waw­szy swoją re­cen­zję Po­wsta­nie ży­cia i czyn­nik nad­przy­ro­dzony, Lem­mon wy­klina au­to­rów książki jako "kre­acjo­ni­stów" for­su­ją­cych "kre­acjo­nizm". Naj­lep­szy chyba jest w re­cen­zji Lem­mona cy­tat z H.L. Menc­kena: "Gdyby to było moż­liwe, na­uka na­tych­miast wy­ja­śni­łaby po­wsta­nie ży­cia na Ziemi - i są wszel­kie po­wody, by są­dzić, że uczyni to w nie­da­le­kiej przy­szło­ści". Menc­ken na­pi­sał te słowa w 1930 roku; dzi­siaj, 90 lat póź­niej, wciąż je­ste­śmy w tym sa­mym miej­scu.

W kilku ko­lej­nych nu­me­rach cza­so­pi­sma czy­tel­nicy pro­te­sto­wali prze­ciwko sty­lowi i tre­ści re­cen­zji Lem­mona. Mi­chael A. Be­il­stein z Uni­wer­sy­tetu Sta­no­wego Ore­gonu na­pi­sał, że prze­czy­tał książkę i "nie zna­lazł w niej nic z gruntu nie­nau­ko­wego", prze­ciw­nie, sta­nowi ona "do­sko­nałą pre­zen­ta­cję" pro­ble­mów w tej dzie­dzi­nie i "uza­sad­nione wy­zwa­nie" dla ba­da­czy[32]. W tym sa­mym nu­me­rze Eu­gene C. McKan­nan z Mar­shall Space Fli­ght Cen­ter, agendy NASA, ob­li­czył, że "57 pro­cent re­cen­zji do­ty­czy oso­bi­stych prze­ko­nań re­cen­zenta - a nie książki" i wy­punk­to­wał "błędne koło w ro­zu­mo­wa­niu" Lem­mona, od­wo­łu­ją­cego się do Menc­kena, Geo­rge'a Ber­narda Shawa "i są­dów fe­de­ral­nych, z któ­rych ża­den nie miał do za­ofe­ro­wa­nia żad­nych no­wych da­nych"[33]. Do naj­bar­dziej zna­czą­cych re­plik na­leży za­li­czyć tę au­tor­stwa ko­legi Lem­mona z Uni­wer­sy­tetu Ka­li­for­nij­skiego Ber­ke­ley, Henry'ego F. Scha­ef­fera III, także che­mika, który wy­ra­ził ubo­le­wa­nie z po­wodu "po­wierz­chow­nej re­cen­zji", do­da­jąc, że także "prze­czy­tał książkę i uznał ją za­równo za in­te­re­su­jącą, jak i pro­wo­ku­jącą"[34]. Za­uwa­żył, że jej au­to­rzy "nie są "kre­acjo­ni­stami" w sen­sie spo­pu­la­ry­zo­wa­nym przez ostat­nie sprawy są­dowe". Od tam­tej pory Scha­ef­fer stał się sławny i na Wi­ki­pe­dii prze­czy­tamy o nim jako "jed­nym z naj­czę­ściej cy­to­wa­nych che­mi­ków na świe­cie"[35]. Jest także sy­gna­ta­riu­szem "Na­uko­wego sprze­ciwu wo­bec dar­wi­ni­zmu", ini­cja­tywy Di­sco­very In­sti­tute[36]. Gdy prze­niósł się na Uni­wer­sy­tet Geo­r­gii do Athens, za­pro­sił Char­lesa Tha­xtona na spo­tka­nie z kil­koma stu­den­tami i pro­fe­so­rami. "A za­tem oka­zuje się, że ja­kaś zła re­cen­zja nie jest do końca zła", mówi Tha­xton[37].

Istot­nie, za sprawą za­równo książki, jak i jej od­bioru, Tha­xton i Bra­dley stali się po­szu­ki­wa­nymi mów­cami za­pra­sza­nymi przez uczel­nie oraz inne in­sty­tu­cje. Bra­dley mówi: "Spo­śród 20 naj­lep­szych uni­wer­sy­te­tów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wy­gło­si­łem wy­kłady na 18 z nich" i wy­mie­nia Uni­wer­sy­tet Ha­rvarda, Uni­wer­sy­tet Yale, Mas­sa­chu­setts In­sti­tute of Tech­no­logy, Cor­nell Uni­ver­sity, Uni­wer­sy­tet Pen­syl­wa­nii, Uni­wer­sy­tet Stan­forda, Uni­wer­sy­tet Ka­li­for­nij­ski Los An­ge­les, Uni­wer­sy­tet Ka­li­for­nij­ski San Diego, Uni­wer­sy­tet Tek­sasu i inne uczel­nie. Te­ma­tyka jego wy­stą­pień to po­wsta­nie ży­cia, a także po­wsta­nie Wszech­świata. Wspo­mina, że na Uni­wer­sy­te­cie Ka­li­for­nij­skim Ber­ke­ley słu­chało go pra­wie dwa ty­siące osób. Z ko­lei w Bal­ti­more zda­rzyło się mu uczest­ni­czyć w pu­blicz­nej dys­ku­sji z Ro­ber­tem Sha­piro, che­mi­kiem z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego i scep­ty­kiem w kwe­stii nad­przy­ro­dzo­nego po­cho­dze­nia ży­cia. Sha­piro, cho­ciaż ate­ista, był na­sta­wiony przy­jaź­nie do książki. Jak wspo­mina Bra­dley, z góry prze­pro­sił słu­cha­czy: "To nie bę­dzie zbyt do­bra dys­ku­sja, po­nie­waż prze­czy­ta­łem książkę, którą na­pi­sał dok­tor Bra­dley i jego ko­le­dzy. I zga­dzam się z nią w około 90 pro­cen­tach".

Wi­zytę i wy­kład Tha­xtona na Uni­wer­sy­te­cie Prin­ce­ton w 1988 roku opi­suje "po­ufny ra­port" Jona Bu­ella. Cho­ciaż Bu­ell prosi: "był­bym wdzięczny za po­moc w ochro­nie ano­ni­mo­wo­ści róż­nych wspo­mnia­nych osób", to jed­nak pi­sze o pry­wat­nych spo­tka­niach "za­ini­cjo­wa­nych" przez ab­sol­wenta Prin­ce­ton Tho­masa Wo­odwarda i z ra­do­ścią od­no­to­wuje, że "lu­dzie z wy­działu nauk przy­rod­ni­czych za­pro­sili Char­lesa z wy­kła­dem, po­nie­waż prze­czy­tali Ta­jem­nicę po­cząt­ków (któ­rej Char­les jest głów­nym au­to­rem) i zgo­dzili się z jego sta­no­wi­skiem!". Spo­śród wy­kła­dow­ców tego wy­działu na pu­blicz­nym wy­kła­dzie Tha­xtona w Wo­odrow Wil­son School, bę­dą­cej czę­ścią Uni­wer­sy­tetu Prin­ce­ton, był mię­dzy in­nymi "Fre­eman Dy­son uwa­żany przez wielu za czo­ło­wego fi­zyka na świe­cie - "Al­berta Ein­ste­ina" końca XX wieku"[38]. Wo­odward wspo­mina: "Uczest­ni­czyło w nim cał­kiem spore grono pro­fe­so­rów nauk ści­słych i in­ży­nie­rii, z wy­dzia­łów che­mii, fi­zyki, geo­lo­gii, in­ży­nie­rii che­micz­nej"[39].

Tha­xton i Bra­dley opi­sują kon­fe­ren­cje do­ty­czące pro­ble­ma­tyki po­wsta­nia ży­cia, w któ­rych w tam­tym cza­sie uczest­ni­czyli, w tym za­mkniętą kon­fe­ren­cję tylko dla wy­bra­nych - Gor­don Re­se­arch Con­fe­rence. Na tej kon­fe­ren­cji, która od­była się w New Hamp­shire, Tha­xton od­był pa­miętną roz­mowę z Ja­me­sem Fer­ri­sem, re­dak­to­rem waż­nego cza­so­pi­sma na­uko­wego "Ori­gins of Life and Evo­lu­tion of Bio­sphe­res". "Fer­ris był che­mi­kiem eks­pe­ry­men­tal­nym za­trud­nio­nym w Rens­se­laer Po­ly­tech­nic In­sti­tute. Wy­sła­łem mu pocztą eg­zem­plarz książki, a póź­niej spo­tka­łem się z nim na kon­fe­ren­cji w New Hamp­shire, gdzie za­py­ta­łem, czy ma ja­kieś uwagi po lek­tu­rze. O ile pa­mię­tam, po­wie­dział coś w stylu: "Twoja książka jest zbyt cho­ler­nie wy­ra­fi­no­wana che­micz­nie, by wspie­rać tych kre­acjo­ni­stów". Do­dał, że uważa, że wiele rze­czy, które po­wie­dzie­li­śmy, jest cał­kiem słusz­nych, ale że ca­łość pro­wa­dzi w złym kie­runku". To zna­czy w kie­runku in­te­li­gent­nego pro­jektu.

Je­śli chcie­li­by­śmy zmie­rzyć wpływ, jaki wy­warła książka, to istotne zna­cze­nie dla przy­szło­ści ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu miała jedna kon­fe­ren­cja, na któ­rej prze­ma­wiał Tha­xton, ani za­mknięta, ani dla wy­bra­nych osób. Było to w Dal­las, mógł przyjść każdy, kto chciał, na­wet przy­pad­kowo ja­kiś młody geo­fi­zyk z branży naf­to­wej, nie­ma­jący lep­szych pla­nów na week­end. W swo­jej książce z 2009 roku Pod­pis w ko­mórce. DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu, Ste­phen Meyer za­pi­suje datę 10 lu­tego 1985 roku, so­botę, po­nie­waż to, co usły­szał, "zmie­niło bieg mo­jego ży­cia za­wo­do­wego. Pod ko­niec tego roku przy­go­to­wy­wa­łem się do prze­nie­sie­nia na Uni­wer­sy­tet w Cam­bridge w An­glii, czę­ściowo po to, aby zba­dać py­ta­nia, z któ­rymi się skon­fron­to­wa­łem tam­tego lu­to­wego dnia"[40]. Jego trzy książki, Pod­pis w ko­mórce, Wąt­pli­wość Dar­wina oraz Po­wrót hi­po­tezy Boga[41], od­dają hołd pracy Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena.

Meyer nie miałby oka­zji po­znać oso­bi­ście Tha­xtona, gdyby nie wziął udziału w in­nym wy­kła­dzie zor­ga­ni­zo­wa­nym na So­uthern Me­tho­dist Uni­ver­sity. Pre­le­gen­tem był Owen Gin­ge­rich, astro­fi­zyk z Ha­rvardu, wy­kład zaś do­ty­czył Wiel­kiego Wy­bu­chu i tego, co ten fakt pod­po­wiada nam w kwe­stii ce­lo­wo­ści Boga. Meyer do­wie­dział się, że Gin­ge­rich bę­dzie miał wy­kład na ten sam te­mat na­stęp­nego dnia, pod­czas kon­fe­ren­cji w słyn­nym ho­telu Hil­ton w Dal­las, i że dru­gim pre­le­gen­tem bę­dzie astro­nom z Ca­li­for­nia In­sti­tute of Tech­no­logy Al­lan San­dage. Za­in­try­go­wany za­gad­nie­niem, po­sta­no­wił się tam wy­brać.

W kon­fe­ren­cji brali udział te­iści i ate­iści, pre­zen­tu­jąc po­glądy na te­mat tego, co w epi­logu Ta­jem­nicy po­cząt­ków na­zwano na­ukową "hi­po­tezą Boga". Od­był się rów­nież pa­nel dys­ku­syjny na te­mat po­wsta­nia ży­cia. W skład pa­nelu wcho­dzili Dean Ke­nyon, przed­sta­wia­jący swoje po­wody od­rzu­ce­nia na­uko­wej teo­rii nie­kie­ro­wa­nej abio­ge­nezy, któ­rej był wcze­śniej­szym orę­dow­ni­kiem, oraz Char­les Tha­xton ar­gu­men­tu­jący, że dane, któ­rymi dys­po­nują na­ukowcy, wska­zują na ja­kąś "in­te­li­gentną przy­czynę" sto­jącą za pierw­szym ży­ciem. Meyer pi­sze w Pod­pi­sie w ko­mórce: "Inni na­ukowcy z pa­nelu stali się de­fen­sywni i wro­dzy. Dok­tor Rus­sell Do­olit­tle z Uni­wer­sy­tetu Ka­li­for­nij­skiego w San Diego za­su­ge­ro­wał, że je­śli trzej au­to­rzy nie byli za­do­wo­leni z po­stępu eks­pe­ry­men­tów do­ty­czą­cych bio­ge­nezy, po­winni sami "je zro­bić""[42].

Meyer do­wie­dział, się, że Tha­xton rów­nież mieszka w Dal­las i w ten spo­sób za­wią­zała się ich zna­jo­mość. "Za­dzwo­ni­łem do niego, a on za­pro­po­no­wał spo­tka­nie. Za­czę­li­śmy re­gu­lar­nie się wi­dy­wać i roz­ma­wiać, czę­sto długo po go­dzi­nach pracy"[43]. Mey­era ude­rzyła "ra­dy­kalna teza [Tha­xtona] gło­sząca, że in­te­li­gentną przy­czynę można uznać za bez­sprzeczną hi­po­tezę na­ukową o po­wsta­niu ży­cia"[44]. To twier­dze­nie - uzna­jące ist­nie­nie "cy­fro­wej in­for­ma­cji" za­ko­do­wa­nej w DNA i po­zwa­la­jące wnio­sko­wać na tej pod­sta­wie o au­to­rze kodu - ko­re­spon­do­wało po­nie­kąd z ów­cze­sną pracą za­wo­dową Mey­era opie­ra­jącą się na tech­nice ob­ra­zo­wa­nia kom­pu­te­ro­wego - za­ko­do­wa­nej in­for­ma­cji cy­fro­wej, nie­zmien­nie pro­wa­dzą­cej do au­tora lub au­to­rów - po­zwa­la­ją­cej zlo­ka­li­zo­wać złoża ropy naf­to­wej ukryte w głębi Ziemi. Zro­zu­mie­nie po­cho­dze­nia in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej i próba od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czy musi mieć swo­jego au­tora, stało się od tam­tej pory te­ma­tem ba­dań Mey­era i po­zo­staje nim do dzi­siaj.

Ka­riera Mey­era jako fi­lo­zofa na­uki i zwo­len­nika in­te­li­gent­nego pro­jektu roz­po­częła się od wy­słu­cha­nia Ke­ny­ona i Tha­xtona. Na­to­miast inny czo­łowy teo­re­tyk in­te­li­gent­nego pro­jektu, ma­te­ma­tyk i fi­lo­zof Wil­liam Demb­ski, już wcze­śniej do­szedł do wnio­sków zgod­nych z ar­gu­men­ta­cją Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena. Książka "po­ja­wiła się na li­ście mo­ich lek­tur do­ty­czą­cych ewo­lu­cji i stwo­rze­nia pod ko­niec lat osiem­dzie­sią­tych", po­wie­dział mi Demb­ski[45]. "To było, jesz­cze za­nim po­zna­łem ko­go­kol­wiek z ro­dzą­cego się ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu. By­łem świeżo upie­czo­nym dok­to­rem ma­te­ma­tyki i chcia­łem przy­wró­cić do ży­cia ar­gu­ment prze­ma­wia­jący za za­pro­jek­to­wa­niem przy­rody przez od­wo­ła­nie się do teo­rii praw­do­po­do­bień­stwa. Po­sze­dłem do bi­blio­teki pu­blicz­nej w Evan­ston w sta­nie Il­li­nois, wy­po­ży­czy­łem książkę i prze­czy­ta­łem ją. Się­gną­łem po nią, bę­dąc już wcze­śniej prze­ko­nany, że pro­cesy czy­sto che­miczne, któ­rym by­łaby pod­dana nie­oży­wiona ma­te­ria, nie by­łyby zdolne zor­ga­ni­zo­wać ni­czego, co za­słu­gi­wa­łoby na miano ży­wej formy. Ta książka do­wo­dziła tego jesz­cze do­bit­niej, de­mon­stru­jąc szcze­gó­łowo i aż do bólu nie­ade­kwat­ność sto­cha­stycz­nych i me­cha­ni­stycz­nych re­ak­cji che­micz­nych jako pro­po­no­wa­nych przy­czyn po­wsta­nia ży­cia".

Pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych Demb­ski miał do­łą­czyć do Bu­ella jako re­dak­tor na­ukowy sto­wa­rzy­sze­nia Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics. Uznaje Ta­jem­nicę po­cząt­ków za "prze­ło­mową" nie tylko ze względu na jej ar­gu­men­ta­cję na­ukową ("jej kry­tyka ewo­lu­cji che­micz­nej nie stra­ciła na ak­tu­al­no­ści"), ale także ze względu na to, że "wdarła się na nie­re­li­gijny ry­nek aka­de­micki". Demb­ski, po­dob­nie jak Meyer, od­daje książce na­leżne jej uzna­nie: "Cho­ciaż zwy­kle mówi się, że pierw­szą pu­bli­ka­cją na te­mat in­te­li­gent­nego pro­jektu wy­daną przez po­ważne wy­daw­nic­two aka­de­mic­kie była moja praca The De­sign In­fe­rence, która uka­zała się na­kła­dem Cam­bridge Uni­ver­sity Press w 1998 roku[46], można po­wie­dzieć, że pierw­sza była Ta­jem­nica po­cząt­ków, jako książka przy­go­to­wu­jąca grunt pod in­te­li­gentny pro­jekt, i to już 14 lat wcze­śniej!".

Wśród zwo­len­ni­ków in­te­li­gent­nego pro­jektu wła­śnie Meyer i Demb­ski wy­róż­niają się tym, że mieli naj­bliż­szy oso­bi­sty kon­takt z Char­le­sem Tha­xto­nem lub Jo­nem Bu­el­lem. Sły­sza­łem, jak Paul Nel­son, fi­lo­zof bio­lo­gii z Di­sco­very In­sti­tute, mó­wił pu­blicz­nie o swo­jej przy­jaźni z Wal­te­rem Bra­dleyem, który był dla niego men­to­rem. Z ko­lei bio­che­mik Mi­chael Behe, au­tor Czar­nej skrzynki Dar­wina[47] i in­nych ksią­żek, prze­czy­tał Ta­jem­nicę po­cząt­ków w 1992 roku i po­wie­dział mi: "Była to pierw­sza książka, z którą się ze­tkną­łem, przed­sta­wia­jąca ar­gu­menty za ce­lo­wym pro­jek­tem ży­cia - przy­naj­mniej u jego po­cząt­ków. To bar­dzo wzmoc­niło moje wła­sne prze­ko­na­nie, że pro­jekt sięga znacz­nie głę­biej w bio­lo­gię"[48]. Fi­zyk z Di­sco­very In­sti­tute, Brian Mil­ler, wspo­mina: "Prze­czy­ta­łem tę książkę pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych, kiedy zma­ga­łem się z py­ta­niem, czy je­stem pro­duk­tem śle­pych sił przy­rody, czy dzie­łem Stwórcy. Książka wy­ka­zała, że ży­cie nie mo­gło po­wstać w wy­niku nie­ukie­run­ko­wa­nych pro­ce­sów na­tu­ral­nych, co skie­ro­wało mnie z po­wro­tem w stronę wiary w Stwórcę, a tym sa­mym w kie­runku in­te­li­gent­nego pro­jektu[49].

"Ich książka za­po­cząt­ko­wała za­in­te­re­so­wa­nie teo­rią in­te­li­gent­nego pro­jektu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych - pi­sał Ste­phen Meyer - in­spi­ru­jąc po­ko­le­nie młod­szych na­ukow­ców"[50]. Cza­sami cho­dzi o coś wię­cej niż tylko in­spi­ra­cja. Tha­xton pa­mięta, jak w 1985 roku za­dzwo­nił do niego roz­darty we­wnętrz­nie dok­to­rant an­tro­po­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Il­li­nois, by ła­mią­cym się gło­sem wy­ra­zić mu swą wdzięcz­ność. Książka dała mu in­te­lek­tu­alne przy­zwo­le­nie na to, aby wie­rzyć, że ży­cie ludz­kie i całe ży­cie wy­pływa z ja­kie­goś in­te­li­gent­nego źró­dła. W ro­dzą­cym ko­ro­zję du­chową kon­tek­ście współ­cze­snego śro­do­wi­ska aka­de­mic­kiego ta­kie przy­zwo­le­nie na wiarę to nie­mała rzecz. "I to wła­śnie stu­dent an­tro­po­lo­gii - mówi Tha­xton. - Nie bio­ge­nezy ani cze­goś po­dob­nego, lecz wła­śnie an­tro­po­lo­gii. Wzru­szony tłu­ma­czył mi, że dzięki lek­tu­rze na­szej książki udało się mu zro­zu­mieć, w jaki spo­sób mógłby da­lej po­zo­stać na uczelni i kon­ty­nu­ować dok­to­rat".

W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak, po­dob­nie jak praca Dar­wina O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków, Ta­jem­nica po­cząt­ków Tha­xtona wy­warła bez wąt­pie­nia naj­więk­szy i naj­szer­szy wpływ na nie­zli­czone rze­sze lu­dzi, któ­rzy ni­gdy jej nie czy­tali i być może ni­gdy o niej nie sły­szeli. Tak jest z wie­loma wpły­wo­wymi książ­kami, z god­nymi uwagi wy­jąt­kami, ta­kimi jak Bi­blia. Jak już wspo­mi­na­łem, w Ta­jem­nicy po­cząt­ków ani razu nie pada sfor­mu­ło­wa­nie "in­te­li­gentny pro­jekt". Jed­nak fakt, że ter­min ten jest dzi­siaj w po­wszech­nym uży­ciu, można w du­żej mie­rze przy­pi­sać Char­le­sowi Tha­xto­nowi, Wal­te­rowi Bra­dley­owi i Ro­ge­rowi Ol­se­nowi. Ile­kroć ja­kiś zna­czący in­te­lek­tu­ali­sta, od ate­istycz­nego fi­lo­zofa z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego Tho­masa Na­gela[51] po in­for­ma­tyka z Yale i po­li­hi­stora Da­vida Ge­lern­tera[52], że­gna się z dar­wi­now­skim na­tu­ra­li­zmem po lek­tu­rze Mey­era oraz in­nych au­to­rów, sta­nowi to do­wód uzna­nia dla twór­ców ta­kich ksią­żek.

Ist­nieje jed­nak znacz­nie po­waż­niej­szy pro­blem niż opi­nie in­te­lek­tu­ali­stów. Ja­mes Tour, che­mik z Uni­wer­sy­tetu Rice spe­cja­li­zu­jący się w syn­te­zie or­ga­nicz­nej, który wniósł istotny wkład do tego wy­da­nia książki, jest obec­nie na­ukow­cem gło­śno i bez ogró­dek ob­na­ża­ją­cym bzdur­ność ple­nią­cych się na­głów­ków w me­diach do­ty­czą­cych ba­dań nad po­cho­dze­niem ży­cia, ta­kich jak Od­na­le­ziono po­czą­tek ży­cia[53] lub Zdu­mie­wa­jące od­kry­cie może sta­no­wić klucz do po­cząt­ków ży­cia[54], które, co gor­sza, są bez­tro­sko sto­so­wane w ko­mu­ni­ka­tach pra­so­wych uni­wer­sy­te­tów i in­sty­tu­cji ba­daw­czych przy­pusz­czal­nie za­twier­dza­nych przez sa­mych na­ukow­ców pro­wa­dzą­cych ba­da­nia. Nie są­dzę, by kto­kol­wiek ce­lowo chciał oszu­kać opi­nię pu­bliczną. Nie­mniej tak pre­zen­to­wane wy­niki, jak wska­zuje Tour, wpro­wa­dzają po­waż­nie w błąd opi­nię pu­bliczną. Ta­kich jak Tour jest nie­wielu i spo­ty­kają go z tego po­wodu szy­kany. To, że głosy tego ro­dzaju sły­chać rzadko, sta­nowi po­ważny pro­blem. Można to na­zwać za­nie­dba­niem, nie­za­bie­ra­niem głosu, gdy trzeba, nie­pro­te­sto­wa­niem, gdy jest to ko­nieczne. Każda z tych moż­li­wo­ści wcho­dzi w grę.

Ta dez­in­for­ma­cja me­dialna jest dla wielu prze­szkodą, da­jąc fał­szywy ob­raz od­po­wie­dzi na osta­teczne py­ta­nie. Au­to­rzy tej książki za­po­cząt­ko­wali obronę prawdy. Dla zwy­kłych, bez­i­mien­nych lu­dzi, któ­rzy zy­skali na­dzieję, że za za­słoną bru­tal­nej fi­zycz­nej eg­zy­sten­cji kryje się cel, który można roz­po­znać w po­wsta­niu ży­cia, zna­cze­nie tej książki jest prze­ogromne.

Wstęp do dru­giego wy­da­nia książki

Ro­bert J. Marks, John West

W 1984 roku trzech od­waż­nych na­ukow­ców - Char­les Tha­xton, Wal­ter Bra­dley i Ro­ger Ol­sen - przed­sta­wiło po­nowną, wni­kliwą ocenę ów­cze­snych teo­rii na­uko­wych do­ty­czą­cych po­wsta­nia ży­cia i opu­bli­ko­wało ją w wy­daw­nic­twie Phi­lo­so­phi­cal Li­brary (w któ­rym pu­bli­ko­wali swoje prace także Al­bert Ein­stein, Wer­ner He­isen­berg, Max Planck oraz wielu in­nych wy­bit­nych na­ukow­ców i my­śli­cieli). Książka Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia rzu­ciła wy­zwa­nie ów­cze­snej or­to­dok­sji na­uko­wej i wy­wo­łała znaczne za­in­te­re­so­wa­nie ba­da­czy. Ro­bert Ja­strow, wie­lo­letni współ­pra­cow­nik NASA, przy­jął ją z uzna­niem jako "bar­dzo do­brze prze­my­ślaną i kla­rowną ana­lizę" pro­blemu, na­to­miast Ro­bert Sha­piro, pro­fe­sor che­mii na Uni­wer­sy­te­cie No­wo­jor­skim, chwa­lił ją jako "istotny wkład w ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia".

Główna teza książki była za­ska­ku­jąca - obecne po­dej­ścia do pro­blemu po­wsta­nia ży­cia to ciąg ko­lo­sal­nych po­ra­żek i dla­tego na­leży po­now­nie prze­my­śleć ca­łość za­gad­nie­nia. Jak ujęli to au­to­rzy:

Mamy tu do czy­nie­nia z za­sad­ni­czą trud­no­ścią. Od­nosi się ona w rów­nym stop­niu do już od­rzu­co­nych, obec­nych i moż­li­wych przy­szłych mo­deli ewo­lu­cji che­micz­nej. Uwa­żamy, że sto­imy przed ta­kim sa­mym pro­ble­mem jak ten, z któ­rym zma­gał się śre­dnio­wieczny al­che­mik po­sta­wiony przed za­da­niem prze­miany mie­dzi w złoto. [...] Nie można zro­bić złota z mie­dzi, ja­błek z po­ma­rań­czy ani uzy­skać in­for­ma­cji z ujem­nej en­tro­pii ter­micz­nej. Nie wy­daje się, by ist­niały ja­kie­kol­wiek pod­stawy fi­zyczne do po­wszech­nie i mil­cząco przyj­mo­wa­nego za­ło­że­nia, iż układ otwarty to wy­star­cza­jące wy­tłu­ma­cze­nie zło­żo­no­ści ży­cia.

Pod ko­niec książki au­to­rzy za­su­ge­ro­wali, że po­wsta­nie ży­cia mo­gło wy­ma­gać tego, co fi­lo­zof Mi­chael Po­la­nyi na­zwał "głę­boką in­ter­wen­cją in­for­ma­cyjną", lub tego, co sami na­zwali "in­te­li­gentną przy­czyną". Więk­szość ów­cze­snych na­ukow­ców nie chciała przy­jąć do wia­do­mo­ści tej re­wo­lu­cyj­nej pro­po­zy­cji, nie­mniej słowa au­to­rów za­in­spi­ro­wały nowe po­ko­le­nie na­ukow­ców i ba­da­czy, któ­rzy po­świę­cili się po­szu­ki­wa­niu do­wo­dów na ist­nie­nie ce­lo­wo­ści i in­te­li­gent­nego pro­jektu w ca­łej przy­ro­dzie.

Pu­bli­ku­jąc po­now­nie książkę Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia z oka­zji trzy­dzie­stej pią­tej rocz­nicy jej pierw­szego wy­da­nia, chcemy tym sa­mym wy­ra­zić uzna­nie dla zna­czą­cego osią­gnię­cia jej twór­ców, a rów­no­cze­śnie po­dzię­ko­wać za ogromny trud Jo­nowi Bu­el­lowi z Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics, który po­mógł urze­czy­wist­nić nasz za­miar. Wpro­wa­dze­nie au­tor­stwa Da­vida Klin­ghof­fera przed­sta­wia ku­lisy jej po­wsta­wa­nia oraz wpływ, jaki wy­warła na wielu lu­dzi. Pier­wotny tekst zo­stał nie­znacz­nie zak­tu­ali­zo­wany. Fakt, że ko­nieczny był je­dy­nie drobny re­tusz, jest świa­dec­twem skru­pu­lat­no­ści au­to­rów i trwa­łej na­tury do­strze­żo­nego przez nich pro­blemu w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia.

Pierw­szą część ni­niej­szej pu­bli­ka­cji sta­nowi ory­gi­nalny tekst książki Ta­jemnca po­cho­dze­nia ży­cia, acz­kol­wiek jej ce­lem jest coś wię­cej niż tylko uzna­nie w ten spo­sób hi­sto­rycz­nego zna­cze­nia pracy Tha­xtona, Bra­dleya i Ol­sena. Na drugą bo­wiem część, za­ty­tu­ło­waną "Ak­tu­alny stan dys­ku­sji", skła­dają się nowe roz­działy przy­glą­da­jące się obec­nej sy­tu­acji w ba­da­niach nad po­cho­dze­niem ży­cia, któ­rych au­to­rami są: che­mik Ja­mes Tour z Rice Uni­ver­sity, fi­zyk Brian Mil­ler, astro­nom Gu­il­lermo Gon­za­lez, bio­log Jo­na­than Wells i fi­lo­zof na­uki Ste­phen C. Meyer. Dla wszyst­kich pra­gną­cych po­znać le­piej nie tylko hi­sto­rię dą­że­nia na­uki do zro­zu­mie­nia po­wsta­nia ży­cia, ale także to, co dzi­siaj na ten te­mat są­dzą ba­da­cze, książka bę­dzie nie­oce­nio­nym prze­wod­ni­kiem.

Chcie­li­by­śmy po­dzię­ko­wać wielu oso­bom, które przy­czy­niły się do no­wej edy­cji, w szcze­gól­no­ści Char­le­sowi Gar­ne­rowi z Uni­wer­sy­tetu Mem­phis, który przej­rzał tekst pierw­szego wy­da­nia pod ką­tem ko­niecz­nych ak­tu­ali­za­cji; Mike'owi Perry'emu z In­kling Bo­oks, który ją za­pro­jek­to­wał i zin­dek­so­wał; Bria­nowi Gage'owi z pra­cowni Pipe & Ta­bor, który za­pro­jek­to­wał okładkę i opra­co­wał gra­ficz­nie ry­sunki, ta­bele oraz rów­na­nia; Iwa­nowi San­djaji, który ze­ska­no­wał ory­gi­nalny tekst i prze­kon­wer­to­wał go do for­matu cy­fro­wego; Ca­me­ro­nowi Wy­bro­wowi i Aman­dzie Witt, któ­rzy za­trosz­czyli się o re­dak­cję i ko­rektę; i rzecz ja­sna sa­mym au­to­rom jej pierw­szego wy­da­nia - Char­le­sowi Tha­xto­nowi, Wal­te­rowi Bra­dley­owi i Ro­ge­rowi Ol­se­nowi - a także au­to­rom no­wych roz­dzia­łów po­miesz­czo­nych w tym wy­da­niu. Na ko­niec pra­gniemy wy­ra­zić wdzięcz­ność za fi­nan­so­wa­nie i wspar­cie ze strony Wal­ter Bra­dley Cen­ter for Na­tu­ral and Ar­ti­fi­cial In­tel­li­gence, czę­ści Di­sco­very In­sti­tute, bez po­mocy któ­rego ta nowa książka nie zo­sta­łaby opu­bli­ko­wana.

Ro­bert J. Marks, PhD,

dy­rek­tor Wal­ter Bra­dley Cen­ter for Na­tu­ral and Ar­ti­fi­cial In­tel­li­gence,

Di­sco­very In­sti­tute

John G. West, PhD,

wi­ce­pre­zes Di­sco­very In­sti­tute

gru­dzień 2019

Do­tych­czas w se­rii uka­zały się:

Jo­na­than Wells

Ikony ewo­lu­cji.

Na­uka czy mit?

Phil­lip E. John­son

Dar­win przed są­dem

Mi­chael J. Behe

Czarna skrzynka Dar­wina.

Bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu

Mi­chael J. Behe

Gra­nica ewo­lu­cji.

W po­szu­ki­wa­niu ogra­ni­czeń dar­wi­ni­zmu

Jo­na­than Wells

Zom­bie-na­uka.

Jesz­cze wię­cej ikon ewo­lu­cji

Gu­il­lermo Gon­za­les

Jay W. Ri­chards

Wy­jąt­kowa pla­neta.

Dla­czego na­sze po­ło­że­nie w ko­smo­sie umoż­li­wia od­kry­cia na­ukowe

Wil­liam A. Demb­ski

Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie.

Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw

Mi­chael Den­ton

Kry­zys teo­rii ewo­lu­cji

Do­uglas Axe

Nie­pod­wa­żalne.

Jak bio­lo­gia po­twier­dza na­szą in­tu­icję, że ży­cie jest za­pro­jek­to­wane

Mi­chael Den­ton

Teo­ria ewo­lu­cji.

Kry­zysu ciąg dal­szy

Ste­phen C. Meyer

Pod­pis w ko­mórce.

DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu

Ste­phen C. Meyer

Wąt­pli­wość Dar­wina.

Kam­bryj­ska eks­plo­zja ży­cia jako świa­dec­two in­te­li­gent­nego pro­jektu

Wil­liam A. Demb­ski

Nic za darmo.

Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja

Jo­na­than Wells

Mit śmie­cio­wego DNA

Gra­nville Se­well

Na po­czątku

Eseje o teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu

Mi­chael J. Behe

De­wo­lu­cja

Od­kry­cia na­ukowe do­ty­czące DNA wy­zwa­niem dla dar­wi­ni­zmu

Pod re­dak­cjąDa­vida Klin­ghof­fera

Kon­tro­wer­syjny pod­pis

Od­po­wiedź na kry­tykę książki Pod­pis w ko­mórce

Mar­cos Eber­lin

Da­le­ko­wzrocz­ność

Jak bio­che­mia uka­zuje plan i ce­lo­wość ży­cia

Mi­chael J. Den­ton

Prze­zna­cze­nie na­tury

Co prawa bio­lo­gii mó­wią o na­szym miej­scu we Wszech­świe­cie

Eric Cas­sell

Al­go­rytmy zwie­rząt

Ewo­lu­cja a ta­jem­nica za­dzi­wia­ją­cych in­stynk­tów

Mi­chael J. Behe

Pu­łapka na Dar­wina

Mi­chael J. Behe od­po­wiada kry­ty­kom

Pod re­dak­cją Da­vida Klin­ghof­fera

Spór o Wąt­pli­wość Dar­wina Kon­tro­wer­sja na­ukowa, któ­rej nie spo­sób za­prze­czyć

Przy­pisy

Wpro­wa­dze­nie
[1] M. Shel­ley, Fran­ken­stein, czyli współ­cze­sny Pro­me­te­usz, tłum. M. Płaza, Wy­daw­nic­two Ve­sper, Czer­wo­nak 2013, s. 273-274.
[2] List Ka­rola Dar­wina do Jo­se­pha D. Ho­okera z 1 lu­tego 1871, w: J. We­iner, Hi­po­tezy o po­wsta­niu i wcze­snej ewo­lu­cji ży­cia, "Ko­smos. Pro­blemy nauk bio­lo­gicz­nych" 2009, t. 58, nr 3-4, s. 501.
[3] C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, Ta­jem­nica po­cząt­ków. Dla­czego wciąż nie wiemy, jak po­wstało ży­cie, tłum. A. Go­mola, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2023, roz­działy 1, 2 i 3.
[4] Tamże, roz­działy 12 i 17 (cz. III).
[5] Tamże, roz­dział 17 (cz. III).
[6] Tamże, roz­dział 12.
[7] Tamże, roz­dział 17 (cz. III).
[8] Tamże, roz­dział 17 (cz. III).
[9] Tamże.
[10] S.C. Meyer, Po­wrót hi­po­tezy Boga. Trzy od­kry­cia na­ukowe ujaw­nia­jące ce­lo­wość Wszech­świata, tłum. A. Go­mola, Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022 (przyp. tłum.).
[11] C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, Ta­jem­nica po­cząt­ków, roz­dział 12.
[12] S.C. Meyer, Pod­pis w ko­mórce. DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu, tłum. J. Cho­jak-Koź­niew­ska, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021, s. 39.
[13] The Re­pu­blic of Plato, 394d, trans. A. Bloom, 2nd ed., Ba­sic Bo­oks, New York 1991, s. 73. [W wer­sji pol­skiej ten cy­tat brzmi: "Któ­rędy nas myśl po­nie­sie niby wiatr, tam­tędy so­bie idźmy"; Pla­ton, Pań­stwo, tłum. W. Wi­twicki, Wy­daw­nic­two An­tyk, Kęty 2003, s. 91 - przyp. tłum.].
[14] O ile nie za­zna­czono ina­czej, wszyst­kie cy­taty wy­po­wie­dzi Wal­tera Bra­dleya po­cho­dzą z na­gra­nego wy­wiadu prze­pro­wa­dzo­nego przez Johna We­sta 5 marca 2019 roku.
[15] O ile nie za­zna­czono ina­czej, wszyst­kie cy­taty wy­po­wie­dzi Char­lesa Tha­xtona po­cho­dzą z na­gra­nego wy­wiadu prze­pro­wa­dzo­nego przez Johna We­sta 15 marca 2019 roku.
[16] R.L. Num­bers, The Cre­atio­ni­sts: From Scien­ti­fic Cre­atio­nism to In­tel­li­gent De­sign, Ha­rvard Uni­ver­sity Press, Cam­bridge, MA 2006, s. 373-374.
[17] C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, Ta­jem­nica po­cząt­ków, Przed­mowa.
[18] Całą ko­re­spon­den­cję z Cor­nell Uni­ver­sity Press prze­ka­zał mi Char­les Tha­xton.
[19] A. Loeb, When Lab Expe­ri­ments Carry The­olo­gi­cal Im­pli­ca­tions, "Scien­ti­fic Ame­ri­can" 2019, April 22, https://blogs.scien­ti­fi­ca­me­ri­can.com/ob­se­rva­tions/when-lab-expe­ri­ments-carry-the­olo­gi­cal-im­pli­ca­tions/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[20] Ko­re­spon­den­cję z Gra­ha­mem J.C. Smi­them prze­ka­zał mi Char­les Tha­xton.
[21] Zob. http://www.phi­lo­so­phi­cal­li­brary.com/phi­lo­so­phi­cal-li­brary-au­thors/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[22] Zob. D. Klin­ghof­fer, Wi­ki­pe­dia Co-Fo­un­der Bla­sts "Ap­pal­lin­gly Bia­sed" Wi­ki­pe­dia En­try on In­tel­li­gent De­sign, "Evo­lu­tion News & Science To­day" 2017, De­cem­ber 12, https://evo­lu­tion­news.org/2017/12/wi­ki­pe­dia-co-fo­un­der-calls-wi­ki­pe­dia-en­try-on-in­tel­li­gent-de­sign-ap­pal­lin­gly-bia­sed/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[23] S.W. Fox, Bey­ond the Po­wer of Science?, "The Qu­ar­terly Re­view of Bio­logy" 1985, Vol. 60, No. 2, s. 193-195.
[24] Tamże.
[25] J.F. Je­kel, The My­stery of Life's Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories, "The Yale Jo­ur­nal of Bio­logy and Me­di­cine" 1985, Vol. 58, Is­sue 4, s. 407-408.
[26] H. Mo­ro­witz, R. Ha­zen, J. Tre­fil, In­tel­li­gent De­sign Has No Place in the Science Cur­ri­cu­lum, "The Chro­nicle of Hi­gher Edu­ca­tion" 2005, Sep­tem­ber 2, https://www.chro­nicle.com/ar­ticle/In­tel­li­gent-De­sign-Has-No/31763 [do­stęp: 11 VII 2023].
[27] S. Ro­berts, Ha­rold Mo­ro­witz, 88, Bio­phy­si­cist, Dies; Tac­kled Enig­mas Big and Small, "New York Ti­mes" 2016, April 1, https://www.ny­ti­mes.com/2016/04/02/science/ha­rold-mo­ro­witz-bio­phy­si­cist-who-tac­kled-enig­mas-big-and-small-dies-at-88.html [do­stęp: 11 VII 2023].
[28] Ko­re­spon­den­cję z Ha­rol­dem J. Mo­ro­wit­zem prze­ka­zał mi Char­les Tha­xton.
[29] Zob. Ha­rold Mo­ro­witz Dies, https://ncse.com/news/2016/04/ha­rold-mo­ro­witz­dies-0016998 [do­stęp: 11 VII 2023].
[30] Cy­taty w tym aka­pi­cie po­cho­dzą z ko­re­spon­den­cji do­star­czo­nej mi przez Char­lesa Tha­xtona.
[31] R.M. Lem­mon, Life's Ori­gin and the Su­per­na­tu­ral, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, July 1.
[32] M.A. Be­il­stein, More on life's ori­gin, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, Au­gust 26.
[33] E.C. McKan­nan, More on life's ori­gin, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, Au­gust 26.
[34] H.F. Scha­ef­fer III, My­stery of life's ori­gin, "Che­mi­cal & En­gi­ne­ering News" 1985, Au­gust 12.
[35] Zob. https://en.wi­ki­pe­dia.org/wiki/Hen­ry_F._Scha­efe­r_III [do­stęp: 17 IX 2019].
[36] Zob. https://www.di­sco­very.org/m/2019/02/A-Scien­ti­fic-Dis­sent-from-Dar­wi­nism-List-020419.pdf [do­stęp: 17 IX 2019].
[37] Ko­re­spon­den­cję z Char­le­sem Tha­xto­nem prze­ka­zał mi John West.
[38] Po­ufny ra­port do­ty­czący wy­jazdu do Uni­wer­sy­tetu Prin­ce­ton Jona Bu­ella prze­ka­zany mi przez Pam Ba­iley z Di­sco­very In­sti­tute w Dal­las.
[39] Ko­re­spon­den­cja z Tho­ma­sem Wo­odwar­dem.
[40] S.C. Meyer, Pod­pis w ko­mórce, s. 35.
[41] S.C. Meyer, Wąt­pli­wość Dar­wina. Kam­bryj­ska eks­plo­zja ży­cia jako świa­dec­two in­te­li­gent­nego pro­jektu, tłum. A. Ba­ra­now­ski, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021; tenże, Po­wrót hi­po­tezy Boga.
[42] S.C. Meyer, Pod­pis w ko­mórce, s. 36.
[43] Tamże, s. 37.
[44] Tamże, s. 38 [wy­róż­nie­nie au­tora].
[45] Ko­re­spon­den­cja z Wil­lia­mem Demb­skim.
[46] Wy­da­nie pol­skie: W.A. Demb­ski, Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw, tłum. Z. Ko­ściuk, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021 (przyp. tłum.).
[47] M. Behe, Czarna skrzynka Dar­wina: bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu, tłum. D. Sa­gan, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2020 (przyp. tłum.).
[48] Ko­re­spon­den­cja z Mi­cha­elem Be­hem.
[49] Ko­re­spon­den­cja z Bria­nem Mil­le­rem.
[50] S.C. Meyer, A Scien­ti­fic Hi­story and Phi­lo­so­phi­cal De­fense of the The­ory of In­tel­li­gent De­sign, "Re­li­gion - Staat - Ge­sel­l­schaft: Jo­ur­nal for the Study of Be­liefs and Worl­dviews" 2008, Vol. 7, s. 10, https://www.di­sco­very.org/a/7471/ [do­stęp: 17 IX 2019].
[51] T. Na­gel, Bo­oks of the Year, "Ti­mes Li­te­rary Sup­ple­ment" 2009, No­vem­ber 27, https://www.the-tls.co.uk/ar­tic­les/pu­blic/tho­mas-na­gel-and-ste­phen-c-mey­ers-si­gna­tu­rein- the-cell/ [do­stęp: 11 VII 2023].
[52] D. Ge­lern­ter, Gi­ving Up Dar­win, "Cla­re­mont Re­view of Bo­oks" 2019, Vol. 19, No. 2, s. 104-109.
[53] S. Con­nor, Fo­und: the ori­gin of life, "The In­de­pen­dent" 2009, May 14, https://www. in­de­pen­dent.co.uk/news/science/fo­und-the-ori­gin-of-life-1684584.html [do­stęp: 11 VII 2023].
[54] M. We­hner, Ama­zing di­sco­very may hold key to the ori­gins of life, "New York Post" 2017, No­vem­ber 7, https://ny­post.com/2017/11/07/ama­zing-di­sco­very-may-hold-key-to­le­ar­ning- how-life-on-earth-be­gan/ [do­stęp: 11 VII 2023].
Roz­dział 1
[1] J.D. Wat­son, F.H.C. Crick, Mo­le­cu­lar Struc­ture of Nuc­leic Acids: A Struc­ture for De­oxy­ri­bose Nuc­leic Acid, "Na­ture" 1953, Vol. 171, s. 737-738, doi:10.1038/171737a0.
[2] S.L. Mil­ler, A Pro­duc­tion of Amino Acids Un­der Po­ssi­ble Pri­mi­tive Earth Con­di­tions, "Science" 1953, Vol. 117, s. 528-529, doi:10.1126/science.117.3046.528.
[3] Sze­kely M., ?X174 Se­qu­en­ced, "Na­ture" 1977, Vol. 265, No. 5596, s. 685; F. San­ger et al., Nuc­le­otide Se­qu­ence of Bac­te­rio­phage ?X174 DNA, "Na­ture" 1977, Vol. 265, No. 5596, s. 687-695, doi:10.1038/265687a0.
[4] Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion. A Sym­po­sium Held at the Wi­star In­sti­tute of Ana­tomy and Bio­logy, April 25 and 26, 1966, eds. P.S. Mo­or­head, M.M. Ka­plan, Wi­star In­sti­tute Press, Phi­la­del­phia 1967.
[5] Cyt. za: R. Bern­hard, He­resy in the Halls of Bio­logy: Ma­the­ma­ti­cians Qu­estion Dar­wi­nism, "Scien­ti­fic Re­se­arch" 1967, Vol. 2, No. 11, s. 59.
[6] Cyt. za: Sum­mary Di­scus­sion, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 100.
[7] M. Eden, In­a­de­qu­acies of Neo-Dar­wi­nian Evo­lu­tion as a Scien­ti­fic The­ory, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 109.
[8] P. Me­da­war, Re­marks by the Cha­ir­man, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. xi.
[9] M.P. Schüt­zen­ber­ger, Al­go­ri­thms and the Neo-Dar­wi­nian The­ory of Evo­lu­tion, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 73 [wy­róż­nie­nie au­tora].
[10] C.H. Wad­ding­ton, Di­scus­sion [of] Pa­per by Dr. Schüt­zen­ber­ger, w: Ma­the­ma­ti­cal Chal­len­ges to the Neo-Dar­wi­nian In­ter­pre­ta­tion of Evo­lu­tion, s. 75-80.
[11] I. Pri­go­gine, G. Ni­co­lis, A. Ba­bloy­antz, Ther­mo­dy­na­mics of Evo­lu­tion, "Phy­sics To­day" 1972, Vol. 25, No. 11, s. 23-28, doi:10.1063/1.3071090.
[12] M. Po­la­nyi, Life's Ir­re­du­ci­ble Struc­ture, "Science" 1968, Vol. 160, No. 3834, s. 1308.
[13] S.L. Mil­ler, The First La­bo­ra­tory Syn­the­sis of Or­ga­nic Com­po­unds un­der Pri­mi­tive Earth Con­di­tions, w: The He­ri­tage of Co­per­ni­cus, ed. Je­rzy Ney­man, The MIT Press, Cam­bridge, MA 1974, s. 228.
[14] H. Klein, Space Cut is Fe­ared If Vi­king Do­esn't Di­sco­ver Life on Mars, "The New York Ti­mes" 1976, July 6, s. 15, https://www.ny­time s.com/1976/07/0 6/arc hi­ves/space-cut-is­fe­ared-if-vi­king-do­esnt-di­sco­ver-life-on-mars.htm l?se­ar­chRe­sult­Po­si­tion=1 [do­stęp: 11 VII 2023].
[15] K. Bie­mann et al., The Se­arch for Or­ga­nic Sub­stan­ces and Inor­ga­nic Vo­la­tile Com­po­unds in the Sur­face of Mars, "Jo­ur­nal of Geo­phy­si­cal Re­se­arch" 1977, Vol. 82, No. 28, s. 4641- 4658, doi:10.1029/JS082i­028p04 641.
[16] D. Gold­smith, T. Owen, The Se­arch for Life in the Uni­verse, Ben­ja­min/Cum­mings, Menlo Park, CA 1980, s. 106.
[17] D.C. Ca­tling, J.F. Ka­sting, At­mo­sphe­ric Evo­lu­tion on In­ha­bi­ted and Li­fe­less Worlds, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 2017, Kin­dle edi­tion, Ta­ble 14.4, s. 405.
[18] H.R. Post, Scien­ti­fic The­ories - H.R. Post gi­ves the third talk on "tra­di­tion and the new", "The Li­ste­ner" 1966, Vol. LXXV, No. 1924, s. 197.
[19] G.G. Simp­son, The Non­pre­va­lence of Hu­ma­no­ids, "Science" 1964, Vol. 143, No. 3608, s. 769-775, doi:10.1126/science.143.360 8.769 [wy­róż­nie­nie zgod­nie z ory­gi­na­łem cy­tatu].
[20] Ano­ni­mowy au­tor, What Fu­ture for Bio­ge­ne­sis?, "Na­ture" 1967, Vol. 216, No. 5116, s. 635, doi:10.1038/216635a0.
[21] D.H. Ke­nyon, G. Ste­in­man, Bio­che­mi­cal Pre­de­sti­na­tion, McGraw-Hill, New York 1969, s. 30.
[22] K.R. Pop­per, Droga do wie­dzy. Do­my­sły i re­fu­ta­cje, tłum. S. Am­ster­dam­ski, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 1999.

Roz­dział 1

Kry­zys w che­mii po­cząt­ków ży­cia

W 1953 roku po­ja­wiły się dwa nie­zmier­nie ważne do­nie­sie­nia na­ukowe, które zy­skały z cza­sem sze­roką ak­cep­ta­cję ba­da­czy. Pierw­szym był za­pro­po­no­wany przez Ja­mesa Wat­sona i Fran­cisa Cricka mo­del po­dwój­nej he­lisy kwasu de­ok­sy­ry­bo­nu­kle­ino­wego, czyli DNA[1]. Zgod­nie z ich słyn­nym dzi­siaj mo­de­lem in­for­ma­cja dzie­dziczna jest prze­ka­zy­wana z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie za po­mocą pro­stego kodu ukry­tego w se­kwen­cji okre­ślo­nych skład­ni­ków czą­steczki DNA. Wcze­śniej są­dzono, że spek­ta­ku­larna róż­no­rod­ność ży­cia wy­nika po czę­ści z od­po­wia­da­ją­cej jej róż­no­rod­no­ści ma­te­riału znaj­du­ją­cego się w ją­drze ko­mór­ko­wym. Crick i Wat­son do­ko­nali prze­łomu, od­kry­wa­jąc kon­kretny klucz do róż­no­rod­no­ści ży­cia. Była nim nie­zwy­kle zło­żona, ale upo­rząd­ko­wana ar­chi­tek­tura czą­steczki DNA. Obaj ba­da­cze usta­lili, że w ten "zwój ży­cia" jest wpi­sany pe­wien kod, co za­owo­co­wało zna­czą­cym po­stę­pem w na­szym ro­zu­mie­niu nie­zwy­kłej struk­tury ży­cia.

Jak na iro­nię, nie­mal w tym sa­mym cza­sie uka­zał się inny ra­port, au­tor­stwa Stan­leya Mil­lera, sta­no­wiący wspar­cie eks­pe­ry­men­talne dla tego, co za­czy­nało ja­wić się jako co­raz bar­dziej oczy­wi­sta sprzecz­ność[2]. Wy­niki ba­dań Mil­lera miały sta­no­wić ar­gu­ment za neo­dar­wi­now­ską teo­rią ewo­lu­cji pre­bio­tycz­nej, zgod­nie z którą nie­wia­ry­godna zło­żo­ność or­ga­ni­za­cji mo­le­ku­lar­nej ży­wych ko­mó­rek mia­łaby się w ja­kiś spo­sób wy­ło­nić ni mniej, ni wię­cej, tylko z pro­stych związ­ków che­micz­nych wcho­dzą­cych w przy­pad­kowe re­ak­cje w pier­wot­nym ziem­skim oce­anie.

W 1953 roku nie­wielu ba­da­czy przej­mo­wało się trud­no­ścią po­go­dze­nia od­kry­cia Cricka i Wat­sona z jed­nej strony z wy­ni­kami eks­pe­ry­mentu Mil­lera z dru­giej. Moż­liwe zresztą, że nikt jej jesz­cze nie do­strze­gał. Crick i Wat­son zaj­mo­wali się prze­cież struk­turą ży­cia, a Mil­ler jego po­wsta­niem. Więk­szość ob­ser­wa­to­rów ży­wiła ab­so­lutne prze­ko­na­nie, że te dwa po­dej­ścia ba­daw­cze osta­tecz­nie się zbie­gną. Suk­ces eks­pe­ry­men­talny bę­dą­cego wów­czas w mło­dym wieku Mil­lera był wła­śnie tym, czego ocze­ki­wano zgod­nie z ogólną teo­rią ewo­lu­cji. Nie­za­leż­nie od tego, czy mamy do czy­nie­nia z dar­wi­now­ską, neo­dar­wi­now­ską czy jesz­cze inną teo­rią ewo­lu­cji, wy­raź­nie jest wy­ma­gany ewo­lu­cyjny wstęp do bio­lo­gicz­nej fazy ewo­lu­cji. Ewo­lu­cja che­miczna za­tem to pre­bio­lo­giczna faza ewo­lu­cji, w któ­rej po­wstały naj­wcze­śniej­sze or­ga­ni­zmy żywe. Te brze­mienne w skutki na­ro­dziny ży­cia były wy­ni­kiem zmien­no­ści sił przy­rody od­dzia­łu­ją­cych w dłu­gich okre­sach - do ty­siąca mi­lio­nów lat, a może dłu­żej - na ma­te­rię nie­oży­wioną.

W ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat, ja­kie upły­nęły od do­nie­sień Mil­lera oraz Cricka i Wat­sona, po­ja­wiły się jed­nak sy­gnały, że w kró­le­stwie bio­lo­gii nie wszystko wy­gląda tak ró­żowo. Mamy dzi­siaj znacz­nie głęb­szą świa­do­mość nie­sły­cha­nej zło­żo­no­ści ma­kro­czą­ste­czek ta­kich jak białka i kwasy nu­kle­inowe. Lep­sze zro­zu­mie­nie tych zło­żo­no­ści zro­dziło przy­pusz­cze­nia, że me­cha­nizm DNA może być bar­dziej skom­pli­ko­wany, or­ga­ni­za­cja mo­le­ku­larna zaś bar­dziej za­wiła i bo­gat­sza w in­for­ma­cję, niż wcze­śniej są­dzono[3].

Im­po­nu­jącą zło­żo­ność bia­łek, kwa­sów nu­kle­ino­wych oraz in­nych czą­ste­czek bio­lo­gicz­nych ob­ser­wuje się obec­nie w przy­ro­dzie tylko w or­ga­ni­zmach ży­wych. Je­śli nie za­kła­damy, że taka zło­żo­ność była za­wsze obecna w nie­skoń­cze­nie sta­rym Wszech­świe­cie, mu­siał ist­nieć w prze­szło­ści czas, kiedy ży­cie po­ja­wiło się de novo z po­zba­wio­nej ży­cia, bier­nej ma­te­rii. W jaki spo­sób jed­nak zwy­kłe wza­jemne od­dzia­ły­wa­nie pro­stych związ­ków che­micz­nych w pier­wot­nym oce­anie mo­gło wy­two­rzyć ży­cie, tak jak je dzi­siaj ro­zu­miemy? Oto jest py­ta­nie. Do­strze­gane znaki nie wróżą do­brze stan­dar­do­wym od­po­wie­dziom, zaś nie­któ­rzy ba­da­cze su­ge­rują, że dwa wspo­mniane po­dej­ścia ni­gdy nie da­dzą się po­go­dzić.

Rola przy­padku od­cho­dzi w nie­byt

Przez ko­lejne kil­ka­na­ście lat w my­śli na­uko­wej za­szły istotne zmiany i w 1966 roku w Fi­la­del­fii od­było się sym­po­zjum zor­ga­ni­zo­wane przez Wi­star In­sti­tute, ma­jące na celu pod­kre­śle­nie ich zna­cze­nia[4]. Wła­śnie tam po raz pierw­szy po­ja­wiły się oznaki nad­cho­dzą­cego kry­zysu. Uczest­nicy sym­po­zjum ze­brali się, aby prze­dys­ku­to­wać neo­dar­wi­now­ską teo­rię ewo­lu­cji. Jed­nym z wnio­sków była ko­niecz­ność - jak wy­ra­ził to Mur­ray Eden z Mas­sa­chu­setts In­sti­tute of Tech­no­logy - "zde­gra­do­wa­nia po­ję­cia przy­pad­ko­wo­ści" w teo­riach po­wsta­nia ży­cia "do nie­wiel­kiej i nie­istot­nej roli"[5]. Wnio­sek ten opie­rał się na teo­rii praw­do­po­do­bień­stwa przed­sta­wia­ją­cej na grun­cie ma­te­ma­tyki moż­li­wość przy­pad­ko­wego utwo­rze­nia się wy­soce zło­żo­nej struk­tury mo­le­ku­lar­nej po­trzeb­nej do ży­cia. Wy­ko­rzy­stu­jąc bar­dzo szyb­kie kom­pu­tery, stwo­rzono pro­gramy sy­mu­lu­jące trwa­jący mi­liardy lat pro­ces oparty na neo­dar­wi­now­skim mo­delu ewo­lu­cji. Wy­niki tych sy­mu­la­cji po­ka­zały, że zło­żo­ność świata bio­che­micz­nego nie mo­głaby się wy­ło­nić wsku­tek przy­padku, na­wet gdyby ten pro­ces cią­gnął się przez 10 mi­liar­dów lat. Wnio­sek Edena, na­wet je­śli nie­po­ko­jący, był ra­cjo­nalny.

Inni uczest­nicy sym­po­zjum wy­ra­zili po­dobne po­glądy na te­mat przy­padku lub przy­pad­ko­wo­ści. V.F. We­iskopf za­uwa­żył, iż "można po­dej­rze­wać, że wciąż nam bra­kuje cze­goś istot­nego [w na­szych teo­riach bio­ge­nezy]"[6]. Eden wy­su­nął przy­pusz­cze­nie, że bra­ku­ją­cym ele­men­tem w ukła­dance po­wsta­nia ży­cia są "nowe prawa"[7]. Prze­wod­ni­czący sym­po­zjum bio­log i no­bli­sta sir Pe­ter Me­da­war otwie­ra­jąc je, po­wie­dział: "Ob­ser­wu­jemy dość po­wszechne po­czu­cie nie­za­do­wo­le­nia z tego, co za­częto uwa­żać za ak­cep­to­waną teo­rię ewo­lu­cji w świe­cie an­glo­ję­zycz­nym, czyli z tak zwa­nej teo­rii neo­dar­wi­now­skiej"[8]. Jed­nak praw­dziwą skalę roz­wi­ja­ją­cego się kry­zysu przed­sta­wił Mar­cel Schut­zen­ber­ger z Uni­wer­sy­tetu Pa­ry­skiego, wy­ra­ża­jąc prze­ko­na­nie, że pro­blemu po­wsta­nia ży­cia "nie da się roz­wią­zać w ra­mach obec­nej kon­cep­cji bio­lo­gii"[9].

Te ko­men­ta­rze od­zwier­cie­dlają bez­sil­ność przy­padku jako twór­czego me­cha­ni­zmu da­ją­cego po­czą­tek ży­ciu. Nie wszy­scy jed­nak pod­pi­sy­wali się pod tym wnio­skiem. Nie­któ­rzy uczest­nicy sym­po­zjum, na przy­kład C.H. Wad­ding­ton, od­rzu­cali go, twier­dząc, że pro­ble­mem było wa­dliwe opro­gra­mo­wa­nie za­sto­so­wane w sy­mu­la­cji kom­pu­te­ro­wej, a nie przy­pa­dek[10]. Sta­no­wi­sko Wad­ding­tona ilu­struje pod­sta­wowy dy­le­mat za­wsze to­wa­rzy­szący ob­li­cza­niu praw­do­po­do­bień­stwa. W przy­padku ta­kich ob­li­czeń trzeba naj­pierw za­ło­żyć praw­do­po­dobny ciąg re­ak­cji che­micz­nych lub zda­rzeń, a na­stęp­nie ob­li­czyć jego praw­do­po­do­bień­stwo, li­cząc na to, że uzy­skany wy­nik bę­dzie przy­naj­mniej w przy­bli­żony spo­sób przed­sta­wiał praw­do­po­do­bień­stwo rze­czy­wi­stego prze­biegu wy­pad­ków. Pro­blem w tym, że ist­nieje duża nie­pew­ność co do rze­czy­wi­stego ciągu re­ak­cji che­micz­nych, a mó­wiąc kró­cej, ścieżki che­micz­nej ma­ją­cej pro­wa­dzić do roz­woju ży­cia. W kon­se­kwen­cji ob­li­cze­nia wska­zu­jące na skrajne nie­praw­do­po­do­bień­stwo przy­pad­ko­wego po­wsta­nia ży­cia na­ukowcy przyj­mo­wali jako mało zna­czące.

Ta­kie kal­ku­la­cje praw­do­po­do­bień­stwa zo­stały jed­nak obec­nie uzu­peł­nione przez bar­dziej de­fi­ni­tywny ro­dzaj ob­li­czeń nie­wy­ma­ga­ją­cych zna­jo­mo­ści szcze­gó­ło­wego pro­cesu lub do­kład­nej ścieżki zda­rzeń pro­wa­dzą­cych do po­wsta­nia ży­cia. Ostat­nie po­stępy do­ty­czące za­sto­so­wa­nia pierw­szego i dru­giego prawa ter­mo­dy­na­miki do ukła­dów ży­wych do­star­czają pod­staw do tych ob­li­czeń. Dzięki nim można ob­li­czyć do­kładne praw­do­po­do­bień­stwo spon­ta­nicz­nej syn­tezy zło­żo­nych związ­ków che­micz­nych bez względu na ścieżkę, która do­pro­wa­dziła do ich po­wsta­nia. Je­dyne, czego po­trze­bu­jemy, to in­for­ma­cja o po­cząt­ko­wym upo­rząd­ko­wa­niu che­micz­nym i zło­żo­nym upo­rząd­ko­wa­niu tych związ­ków w or­ga­ni­zmach ży­wych. Te ob­li­cze­nia ter­mo­dy­na­miczne zga­dzają się co do rzędu wiel­ko­ści z wcze­śniej­szymi ob­li­cze­niami praw­do­po­do­bień­stwa za­leż­nymi od ścieżki po­wsta­wa­nia ta­kich związ­ków. Na przy­kład nie­któ­rzy ba­da­cze, w tym uho­no­ro­wany Na­grodą No­bla fi­zy­ko­che­mik Ilya Pri­go­gine, wy­ko­rzy­stali ob­li­cze­nia oparte na ter­mo­dy­na­mice rów­no­wa­go­wej, aby wy­ka­zać moż­liwe praw­do­po­do­bień­stwo spon­ta­nicz­nych na­ro­dzin ży­cia. Pri­go­gine i jego ze­spół uj­mują to na­stę­pu­jąco:

Praw­do­po­do­bień­stwo tego, że w zwy­kłych tem­pe­ra­tu­rach zbie­rze się ma­kro­sko­powa liczba czą­ste­czek, da­jąc po­czą­tek wy­soce upo­rząd­ko­wa­nej struk­tu­rze i sko­or­dy­no­wa­nym funk­cjom cha­rak­te­ry­zu­ją­cym or­ga­ni­zmy żywe jest bli­skie zeru. Kon­cep­cja spon­ta­nicz­nych na­ro­dzin ży­cia w jej obec­nej po­staci jest za­tem wy­soce nie­praw­do­po­dobna na­wet w skali mi­liar­dów lat trwa­nia ewo­lu­cji pre­bio­tycz­nej[11].

Zgod­ność za­cho­dząca mię­dzy dwoma ro­dza­jami ob­li­czeń praw­do­po­do­bień­stwa wzmo­gła ro­snącą świa­do­mość kry­zysu w che­mii po­cząt­ków ży­cia.

Pre­de­sty­na­cja bio­che­miczna

Z po­wodu ro­sną­cego roz­cza­ro­wa­nia rolą przy­padku w póź­nych la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych za­czął zy­ski­wać po­pu­lar­ność po­gląd, że ży­cie było w ja­kiś spo­sób re­zul­ta­tem dzia­ła­nia praw przy­rody w bar­dzo dłu­gim okre­sie. Do li­te­ra­tury na­uko­wej we­szły ta­kie ter­miny, jak "ukie­run­ko­wany przy­pa­dek" i "pre­de­sty­na­cja bio­che­miczna", ma­jące wska­zy­wać, że ży­cie było w ja­kiś spo­sób wy­ni­kiem nie­od­łącz­nych wła­ści­wo­ści ma­te­rii. Ob­fite ko­rzy­sta­nie z tych ter­mi­nów ozna­cza zmianę my­śle­nia. Wielu ba­da­czy uważa, że w po­wsta­niu zło­żo­nych struk­tur mo­le­ku­lar­nych ży­cia zna­czącą rolę ode­grały wła­ści­wo­ści wią­za­nia ato­mów. Inni, w tym Mi­chael Po­la­nyi, su­ge­rują jed­nak, że gdyby za rze­czy­wi­stą struk­turę DNA, włą­cza­jąc w to roz­kład za­sad nu­kle­oty­do­wych, od­po­wia­dały wła­ści­wo­ści wią­za­nia ato­mo­wego, "wów­czas taka czą­steczka DNA nie mia­łaby żad­nej za­war­to­ści in­for­ma­cyj­nej. Jej po­do­bień­stwo do kodu ule­głoby za­tar­ciu z po­wodu przy­tła­cza­ją­cej re­dun­dan­cji"[12]. Tak więc ta­jem­nica kry­jąca się za po­cho­dze­niem ży­cia wciąż po­zo­staje nie­od­kryta po­mimo nie­wzru­szo­nej pew­no­ści nie­któ­rych na­ukow­ców, że je­ste­śmy bli­sko jej roz­wią­za­nia. Po­ka­zują to rów­nież wy­niki ba­dań ame­ry­kań­skiego pro­gramu eks­plo­ra­cji ko­smosu.

W 1974 roku Stan­ley Mil­ler, który nie usta­wał w sta­ra­niach, by osa­dzić współ­cze­sne ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia na so­lid­nych pod­sta­wach eks­pe­ry­men­tal­nych, stwier­dził:

Je­ste­śmy pewni, że pod­sta­wowe pro­cesy [ewo­lu­cji che­micz­nej] zo­stały zi­den­ty­fi­ko­wane po­praw­nie; do tego stop­nia pewni, że wy­daje się nie­uchronne, iż po­dobny pro­ces za­szedł na wielu in­nych pla­ne­tach Układu Sło­necz­nego [...]. Je­ste­śmy na tyle pewni na­szych idei do­ty­czą­cych bio­ge­nezy, że w 1976 roku wy­ślemy na Marsa sta­tek ko­smiczny, który wy­lą­duje na po­wierzchni pla­nety i któ­rego głów­nym ce­lem bę­dzie po­szu­ki­wa­nie ży­wych or­ga­ni­zmów[13].

W 1976 roku, w przeded­niu pierw­szego uda­nego lą­do­wa­nia na Mar­sie, główny bio­log NASA, Ha­rold P. Klein, wy­ja­śnił, że je­śli na­sze teo­rie do­ty­czące po­wsta­nia ży­cia są słuszne, po­win­ni­śmy zna­leźć po­twier­dza­jące je dane em­pi­ryczne na Mar­sie[14]. Teo­rie, o któ­rych mó­wił, za­kła­dały dzia­ła­nie ta­kich sa­mych nie­ubła­ga­nych sił che­mii i fi­zyki nie tylko na Ziemi, lecz także na We­nus, Mar­sie i nie­zli­czo­nych in­nych pla­ne­tach w ca­łym Ko­smo­sie. I cho­ciaż nie­wielu na­ukow­ców zaj­mu­ją­cych się ba­da­niami Ko­smosu spo­dzie­wało się zna­leźć ży­cie na Mar­sie, pa­no­wała po­wszechna zgoda co do tego, że uda się tam na­tra­fić na or­ga­niczne związki che­miczne od­po­wia­da­jące ja­kie­muś eta­powi for­mo­wa­nia się ży­cia. Rzecz ja­sna, koszt wy­sła­nia lą­dow­nika na Marsa był zna­czą­cym opo­wie­dze­niem się za tą pew­no­ścią i nada­rzała się istotna oka­zja, by zna­leźć dla niej po­twier­dze­nie. Jed­nakże eks­pe­ry­menty do­ty­czące po­wsta­nia ży­cia przy­nio­sły roz­cza­ro­wa­nie, gdyż skład che­miczny Marsa wska­zy­wał na wa­runki śro­do­wi­skowe nie­ko­rzystne dla ewo­lu­cji che­micz­nej.

W szcze­gó­ło­wym ra­por­cie z ana­lizy da­nych z Marsa opu­bli­ko­wa­nym w cza­so­pi­śmie "Jo­ur­nal of Geo­phy­si­cal Re­se­arch" stwier­dzono, że "wy­niki ana­lizy or­ga­nicz­nej [...] nie po­winny sta­no­wić za­chęty dla osób ma­ją­cych na­dzieję na zna­le­zie­nie ży­cia na Mar­sie"[15].

Rów­nież wy­niki prze­lotu Voy­agera I obok Jo­wi­sza (1979) i Sa­turna (1980) oraz póź­niej­szej mi­sji Cas­sini-Huy­gens na Sa­turna nie mo­gły na­peł­niać opty­mi­zmem wszyst­kich ma­ją­cych na­dzieję na od­kry­cie w Ko­smo­sie ży­cia in­nego niż ziem­skie[16]. Po­cząt­kowo są­dzono, że bar­dziej przy­ja­zny dla ży­cia może być je­den z księ­ży­ców Sa­turna, Ty­tan. Dzi­siaj wy­daje się, że Ty­tan jest zimny i mar­twy, a jego at­mos­fera to 94 pro­cent azotu, 6 pro­cent me­tanu i 0,1 pro­cent wo­doru[17].

Kło­po­tliwą i nie­roz­strzy­gniętą kwe­stią jest nie tylko to, czy słuszne są za­strze­że­nia zgło­szone pod­czas sym­po­zjum zor­ga­ni­zo­wa­nego przez Wi­star In­sti­tute w 1966 roku, ale - je­śli brać pod uwagę wy­niki ba­dań, któ­rymi obec­nie dys­po­nu­jemy - czy ist­nieją po­wody do opty­mi­zmu, co do za­sad­no­ści "ukie­run­ko­wa­nego przy­padku" jako wy­ja­śnie­nia po­wsta­nia ży­cia. Dla­czego nie spraw­dziły się na­sze ocze­ki­wa­nia do­ty­czące zna­le­zie­nia ży­cia naj­pierw na Księ­życu, po­tem na We­nus, Mar­sie, Jo­wi­szu, a te­raz na Sa­tur­nie i jego księ­życu, Ty­ta­nie?

Nie spo­sób za­prze­czyć, że przed­sta­wia­nie bio­ge­nezy w ka­te­go­riach "czy­stego przy­padku" opiera się wy­łącz­nie na wie­rze. Nur­tu­jąca nas obec­nie trud­ność po­lega na tym, że rów­nież zmo­dy­fi­ko­wana wer­sja tego sta­no­wi­ska w po­staci "ukie­run­ko­wa­nego przy­padku" nie ra­dzi so­bie zbyt do­brze. Mu­simy za­dać so­bie py­ta­nie, czy w na­szym ro­zu­mie­niu ewo­lu­cji che­micz­nej nie kryje się ja­kaś ułom­ność - ułom­ność na tak pod­sta­wo­wym po­zio­mie, że nie do obrony staje się za­równo teo­ria "czy­stego przy­padku" jak i teo­ria "kie­ro­wa­nego przy­padku".

Taka ułom­ność do­ty­cząca ro­zu­mie­nia po­cząt­ków ży­cia nie musi wcale na­pa­wać pe­sy­mi­zmem. Fi­lo­zof na­uki He­inz R. Post w po­ucza­ją­cym ar­ty­kule wska­zuje, że może nas ona w rze­czy­wi­sto­ści do­pro­wa­dzić do no­wej, lep­szej teo­rii, je­śli tylko na­uczymy się roz­szy­fro­wy­wać pły­nące z niej wska­zówki. Post pi­sze:

Naj­lepsi ba­da­cze [w od­nie­sie­niu do teo­rii na­uko­wej] to ci, któ­rzy są mi­strzami w za­uwa­ża­niu pęk­nięć, ano­ma­lii w ist­nie­ją­cej struk­tu­rze sta­rej teo­rii - nie nie­zgod­no­ści z (no­wymi) da­nymi eks­pe­ry­men­tal­nymi, ale ano­ma­lii w ob­rę­bie sa­mej teo­rii. Te pęk­nię­cia są bar­dzo sil­nymi wska­zów­kami su­ge­ru­ją­cymi struk­turę no­wej teo­rii: wnio­sku­jemy nie­jako na­turę no­wej - trój­wy­mia­ro­wego zwie­rzę­cia z jego dwu­wy­mia­ro­wych śla­dów. To ślady no­wej teo­rii skry­wa­jące się w sta­rej teo­rii[18].

Tak więc na ra­zie twier­dzimy, że we wszyst­kich obec­nych teo­riach bio­ge­nezy ry­suje się ja­kieś pęk­nię­cie. Jego kon­tury na­kre­ślimy w głów­nej czę­ści książki, co, jak mamy na­dzieję, po­może nam le­piej zro­zu­mieć jego ge­nezę.

Re­kon­struk­cje spe­ku­la­tywne

Za­nim jed­nak do tego przej­dziemy, warto za­sta­no­wić się, jak ba­da­nia nad po­cho­dze­niem ży­cia mają się do na­uki. Bo prze­cież gdy po­wsta­wało ży­cie, nie było przy tym żad­nych ob­ser­wa­to­rów. Zda­niem nie­któ­rych dla­tego wła­śnie py­tań o jego po­czą­tek nie na­leży trak­to­wać jako upraw­nio­nych do­cie­kań na­uko­wych. Geo­rge Gay­lord Simp­son za­uwa­żył przy in­nej oka­zji, iż:

nie­od­łącz­nym ele­men­tem każ­dej ak­cep­to­wal­nej de­fi­ni­cji na­uki jest to, że twier­dzeń, któ­rych nie da się zwe­ry­fi­ko­wać ob­ser­wa­cyj­nie, nie spo­sób w rze­czy­wi­sto­ści uznać za mó­wiące o czym­kol­wiek - a przy­naj­mniej nie spo­sób uznać ich za na­ukę[19].

To przede wszyst­kim z po­wodu braku moż­li­wo­ści ob­ser­wa­cyj­nego po­twier­dze­nia teo­rii na­uka nie może do­star­czyć żad­nej em­pi­rycz­nej wie­dzy o po­wsta­niu ży­cia i może je­dy­nie su­ge­ro­wać praw­do­po­dobne sce­na­riu­sze bę­dące próbą re­kon­struk­cji zda­rzeń, które do­pro­wa­dziły do jego po­ja­wie­nia się na Ziemi.

Siła nauk przy­rod­ni­czych leży w tym, że po­tra­fią wy­ja­śniać i prze­wi­dy­wać różne zja­wi­ska na pod­sta­wie ich ob­ser­wo­wal­nych i po­wta­rza­ją­cych się wy­stą­pień i zgod­nie ze zna­nymi pra­wami. Na­uka na­to­miast wy­jąt­kowo kiep­sko ra­dzi so­bie z ba­da­niem zda­rzeń wy­jąt­ko­wych i nie­po­wta­rzal­nych. Ko­men­tu­jąc to ogra­ni­cze­nie na­uki wpi­sane w jej istotę, w cza­so­pi­śmie "Na­ture" za­uwa­żono:

Ba­da­cze przed­sta­wia­jący hi­po­tezy do­ty­czące bio­ge­nezy nie mają siłą rze­czy moż­li­wo­ści opar­cia ich na so­lid­nym fun­da­men­cie, co w znacz­nym stop­niu wy­ja­śnia, dla­czego ta dzie­dzina na­uki jest tak czę­sto trak­to­wana z dużą po­dejrz­li­wo­ścią. To pro­wa­dzi do mno­że­nia się spe­ku­la­cji, by­wało że dość sza­lo­nych. Nie­które próby wy­ja­śnie­nia po­wsta­nia ży­cia na Ziemi, jak­kol­wiek po­my­słowe, miały wię­cej wspól­nego z fan­ta­zjami li­te­rac­kimi, a znacz­nie mniej z wnio­sko­wa­niem teo­re­tycz­nym, które można skon­fron­to­wać z do­wo­dami ob­ser­wa­cyj­nymi tego czy in­nego ro­dzaju[20].

Zga­dza się, na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nia bio­ge­nezy opie­rają się na spe­ku­la­cji. Ale czy to od razu zna­czy, że ta­kie do­cie­ka­nia nie mają żad­nej mocy ani war­to­ści? Tę samą kry­tykę można od­nieść do każ­dej próby re­kon­struk­cji jed­no­ra­zo­wych zda­rzeń z prze­szło­ści. Nie po­wstrzy­muje to jed­nak Sco­tland Yardu ani FBI od wy­ko­rzy­sty­wa­nia, nie­jed­no­krot­nie ze spek­ta­ku­lar­nym po­wo­dze­niem, kry­mi­na­li­styki w celu usta­le­nia sprawcy ja­kie­goś prze­stęp­stwa, w któ­rym nic nie wy­daje się oczy­wi­ste. Plamy krwi i od­ci­ski pal­ców to dane śled­czych sta­no­wiące w są­dzie do­wody po­szla­kowe. Nie opo­wia­dają wła­snej hi­sto­rii, więc na­leży je do­pa­so­wać do ja­kie­goś spe­ku­la­tyw­nego, ale wia­ry­god­nego sce­na­riu­sza i zre­kon­stru­ować w ten spo­sób to, co zda­rzyło się w prze­szło­ści. Taki sce­na­riusz jest jed­nak tylko spe­ku­la­cją i bez względu na to, jak bar­dzo jest prze­ko­nu­jący, prawda kry­jąca się za pla­mami krwi i od­ci­skami pal­ców może być zu­peł­nie inna od tego, co twier­dzą śled­czy. Z tego po­wodu ile­kroć ława przy­się­głych uznaje ko­goś win­nym na pod­sta­wie po­szlak, nie można mó­wić o cał­ko­wi­tej pew­no­ści. Mimo to ława przy­się­głych i w ta­kich przy­pad­kach wy­ro­kuje o czy­jejś wi­nie i trzeba je­dy­nie, aby można jej było do­wieść po­nad wszelką wąt­pli­wość. W tym wła­śnie kryje się war­tość spe­ku­la­tyw­nej re­kon­struk­cji ja­kie­goś prze­szłego zda­rze­nia. Taki spe­ku­la­tywny sce­na­riusz może cza­sami skło­nić oskar­żo­nego do przy­zna­nia się do winy lub po­zwoli ujaw­nić no­wych świad­ków, jed­nak jego pod­sta­wowa war­tość po­lega na tym, że zręczny praw­nik po­trafi dzięki niemu prze­ko­nu­jąco przed­sta­wić całą sprawę ła­wie przy­się­głych, która musi ją osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć.

Ba­da­nie ewo­lu­cji che­micz­nej jest ude­rza­jąco po­dobne do kry­mi­na­li­styki. Zgod­nie z tym, co głosi ak­tu­alizm, ży­cie po­ja­wiło się w wy­niku pro­ce­sów, które mo­żemy ob­ser­wo­wać także dzi­siaj i dla­tego liczni ba­da­cze in­for­mują nas o ob­ser­wa­cjach la­bo­ra­to­ryj­nych oraz eks­pe­ry­men­tach ma­ją­cych ich zda­niem sta­no­wić po­szlaki wspie­ra­jące na­tu­ra­li­styczny sce­na­riusz na­ro­dzin ży­cia. Na­wet je­śli przyj­mują oni, że wa­runki pa­nu­jące na wcze­snej Ziemi róż­niły się od dzi­siej­szych, za­kła­dają rów­no­cze­śnie iden­tycz­ność pro­ce­sów za­cho­dzą­cych w przy­ro­dzie. Zgod­nie z tą lo­giką, je­śli uda się nam od­two­rzyć ta­kie wa­runki la­bo­ra­to­ryj­nie, po­win­ni­śmy ocze­ki­wać po­ja­wie­nia się zmian, ja­kie za­szły wów­czas. Na tym opie­rają się sy­mu­la­cje pre­bio­tyczne opi­sy­wane w li­te­ra­tu­rze na­uko­wej do­ty­czą­cej ewo­lu­cji che­micz­nej.

"W tym za­ło­że­niu [ak­tu­ali­zmu] przyj­muje się mil­cząco wy­móg, iż w cza­sie po­wsta­wa­nia ży­cia nie "wkro­czył w przy­rodę" ża­den nad­przy­ro­dzony byt spraw­czy, by ode­grać w tam­tej chwili klu­czową rolę, a na­stęp­nie wy­co­fać się z hi­sto­rii"[21]. (Prawdę mó­wiąc, to za­ło­że­nie wy­maga je­dy­nie przy­ję­cia tego, że w cza­sie po­wsta­nia ży­cia lub od chwili jego na­ro­dzin nie do­szło do ja­kiejś in­te­li­gent­nej - ce­lo­wej - in­ter­wen­cji lub ma­ni­pu­la­cji w od­nie­sie­niu do dzia­ła­nia sił przy­rody. Twórcy teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej uznają jej spe­ku­la­tywny cha­rak­ter, przed­sta­wiają jed­nak rów­no­cze­śnie bar­dzo praw­do­po­dobny sce­na­riusz po­wsta­nia ży­cia. Zga­dzamy się, że próby ta­kich re­kon­struk­cji mają war­tość na­ukową i nie na­leży ich z góry od­rzu­cać.

Co wię­cej, nie ma więk­szego zna­cze­nia, co przyj­miemy za źró­dło na­szych po­cząt­ko­wych za­ło­żeń. Mamy pełne prawo wy­wo­dzić na­sze przy­pusz­cze­nia do­ty­czące wa­run­ków pa­nu­ją­cych na wcze­snej Ziemi z wnio­sko­wa­nia re­tro­spek­tyw­nego wy­cho­dzą­cego od wa­run­ków obec­nych, z in­tu­icji czy na­wet z ja­kiejś świę­tej księgi. Kry­te­rium na­uko­wo­ści jest je­dy­nie to, czy ten spe­ku­la­tywny sce­na­riusz od­po­wiada do­stęp­nym nam da­nym i czy jest wia­ry­godny. W tym miej­scu na­leży się pewne wy­ja­śnie­nie. Zgod­nie ze znaną pop­pe­row­ską de­fi­ni­cją teo­rię uznaje się za na­ukową, je­śli można ją zwe­ry­fi­ko­wać eks­pe­ry­men­tal­nie, od­wo­łu­jąc się do ob­ser­wo­wal­nych i po­wta­rzal­nych zja­wisk[22]. Na tej pod­sta­wie teo­ria względ­no­ści, teo­ria ato­mowa, teo­ria kwan­towa, teo­ria mó­wiąca, że nie­które cho­roby są wy­wo­ły­wane przez za­razki, zo­stały uznane za na­ukowe. Po­nie­waż wszyst­kie te teo­rie wy­pra­co­wane przez na­ukę zaj­mują się róż­nymi aspek­tami dzia­ła­nia Wszech­świata, mo­żemy je na­zwać teo­riami ope­ra­cyj­nymi na­uki. I dla­tego chcemy pod­kre­ślić w tym miej­scu róż­nicę mię­dzy teo­riami ope­ra­cyj­nymi a teo­riami do­ty­czą­cymi po­cho­dze­nia cze­goś, na przy­kład po­cho­dze­nia ży­cia. Co prawda, na pod­sta­wie da­nych ze­bra­nych w eks­pe­ry­men­tach la­bo­ra­to­ryj­nych mo­żemy te­sto­wać różne spe­ku­la­tywne sce­na­riu­sze po­wsta­nia ży­cia, nie jest jed­nak moż­liwe prze­te­sto­wa­nie tych mo­deli w od­nie­sie­niu do rze­czy­wi­stego zda­rze­nia, o któ­rym tu mowa. Ta­kie sce­na­riu­sze mu­szą więc po­zo­stać na za­wsze spe­ku­la­cjami, a nie wie­dzą. Nie ma po pro­stu spo­sobu na to, by do­wie­dzieć się, czy wy­niki tych eks­pe­ry­men­tów mó­wią co­kol­wiek o tym, jak po­wstało ży­cie. W sen­sie ści­słym te spe­ku­la­tywne re­kon­struk­cje nie są fal­sy­fi­ko­walne i mogą być je­dy­nie oce­nione jako praw­do­po­dobne lub nie­praw­do­po­dobne. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak, po­dob­nie jak w przy­padku spe­ku­la­tyw­nych sce­na­riu­szy przed­sta­wia­nych w sali są­do­wej, brak moż­li­wo­ści uzna­nia sce­na­riu­sza za nie­wia­ry­godny wspiera jego wia­ry­god­ność i zwięk­sza moż­li­wość tego, że re­kon­struk­cja ma au­ten­tyczną war­tość wy­ja­śnia­jącą i jest praw­dziwa.

Książka ta jest w du­żej mie­rze po­świę­cona oce­nie spe­ku­la­tyw­nych sce­na­riu­szy ewo­lu­cji che­micz­nej w świe­tle obec­nych, istot­nych dla niej da­nych. Roz­dział drugi to krótki opis hi­sto­rii i sta­tusu teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej. W roz­dziale trze­cim do­ko­namy prze­glądu re­pre­zen­ta­tyw­nych eks­pe­ry­men­tów sy­mu­lu­ją­cych zda­rze­nia che­miczne na po­zio­mie mo­no­meru. Roz­dział czwarty roz­po­czyna główną część książki bę­dącą kry­tyką ist­nie­ją­cych teo­rii ewo­lu­cji che­micz­nej.

Na­szym zda­niem teo­rie ewo­lu­cji che­micz­nej ma­jące wy­ja­śnić po­czą­tek ży­cia prze­cho­dzą obec­nie kry­zys. Czy­tel­nik zro­zu­mie, dla­czego tak twier­dzimy, po lek­tu­rze ca­łej książki. Ale ostrze­gamy! Na­wet je­śli na­sze twier­dze­nia są choćby tylko czę­ściowo słuszne, ozna­cza to, że teo­rie ewo­lu­cji che­micz­nej czeka kilka zna­czą­cych zmian. A je­śli okaże się, że mamy ra­cję w znacz­nym stop­niu, wów­czas... Na ra­zie jed­nak zaj­mijmy się te­ma­tem, który in­te­re­suje nas w pierw­szej ko­lej­no­ści.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki