Wstęp
Nigdy nie spodziewałem się, że napiszę tę książkę. To, że stanę się krytykiem darwinowskich podstaw współczesnej teorii ewolucji, okazało się niespodzianką nie tylko dla mnie. Kiedy 20 lat temu rozpocząłem karierę akademicką w Luther College, interesowałem się związkami pomiędzy religią a nauką dzięki licencjatowi z nauk przyrodniczych i inżynierii oraz doktoratowi z religioznawstwa. Kurs na temat związków pomiędzy religią a nauką byłby naturalnym wykorzystaniem tych kwalifikacji, ale takie zajęcia prowadził już Loyal Rue, wykładowca, o którego pozycji świadczyła duża liczba publikacji. Szybko uświadomiłem sobie, że wykłady poświęcone nauce i religii były oczkiem w głowie Loyala, zająłem się zatem innymi zagadnieniami. Ale kiedy Loyal odchodził na emeryturę, wiedząc o moim przygotowaniu w zakresie nauk przyrodniczych i inżynierii, zachęcił mnie do przejęcia tych zajęć i dalszego uprawiania dziedziny badań, która w Luther College miała już długą i znakomitą historię. Byłem przeszczęśliwy, że mogę podjąć się tego zadania. Jednak ze względu na to, że relacja między religią a nauką nie była specjalnością moich studiów doktoranckich i że nie śledziłem literatury z tego obszaru przez ponad dekadę, wiedziałem, że czeka mnie wiele pracy, by dorównać poziomowi Loyala (chociaż podszedłem do omawianych zagadnień całkiem inaczej niż on).
Moje zainteresowania naukowe podczas studiów licencjackich skupiały się wokół fizyki, astronomii i kosmologii, biologią interesowałem się w minimalnym stopniu. Ale nie można zajmować się związkami religii z nauką, nie stając twarzą w twarz z burzliwą debatą pomiędzy ewolucjonizmem, kreacjonizmem i teorią inteligentnego projektu. Na szczęście w Luther College wykładał kolega z Wydziału Biologii, który był członkiem zespołu przez wiele lat prowadzącego zajęcia na temat religijnych ujęć problematyki ochrony środowiska. Dowiedziałem się więc bardzo dużo o współczesnej teorii ewolucji oraz ekologii naukowej, które dały mi podstawy, kiedy zacząłem wczytywać się w treść debat dotyczących teorii ewolucji, kreacjonizmu i ruchu ID. Wtedy bez zastrzeżeń akceptowałem pogląd, że Karol Darwin za pośrednictwem koncepcji doboru naturalnego naprawdę rozwiązał problem powstawania gatunków. Uważałem też, że współczesna teoria ewolucji stanowi po prostu bardziej rozwinięte ujęcie głównych idei Darwina i stanowi jedną z najbardziej skutecznych i empirycznie potwierdzonych teorii, jakie kiedykolwiek przedstawiono. Ale później zacząłem samodzielnie zapoznawać się z literaturą i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, stwierdziłem, że muszę zmienić swój pogląd. Zmiana ta obejmowała kilka etapów.
Będąc wykwalifikowanym biblistą, nie mogłem - i wciąż nie potrafię - tolerować argumentacji zwolenników teorii młodej Ziemi, którzy dosłownie i historycznie odczytują przekaz zawarty w Księdze Rodzaju. (Wcześniejsze książki zatytułowałem Was Jesus a Muslim? i Jesus and Jihad, zatem mojego sceptycyzmu w stosunku do darwinizmu nie można tłumaczyć przez odwoływanie się do chrześcijańskiej ideologii konserwatywnej!) Byłem niemal przygotowany do przyjęcia powszechnego poglądu, że teoria inteligentnego projektu jest nieco bardziej wyrafinowaną formą kreacjonizmu, co oznacza, że zwolennicy ID są w równym stopniu motywowani religijnie, jak ich kreacjonistyczni bracia. W gruncie rzeczy bezkrytycznie akceptowałem rozpowszechniony pogląd, że każdy, kto kwestionuje współczesną teorię ewolucji, jest nieinteligentny albo jest fanatykiem religijnym, albo tym i tym jednocześnie. Ale żeby rzetelnie prowadzić zajęcia dydaktyczne na temat debaty toczącej się pomiędzy ewolucjonizmem i ID, musiałem się lepiej zapoznać z literaturą z zakresu teorii inteligentnego projektu. A zatem z wielkim dystansem rozpocząłem od bestsellera Phillipa Johnsona Darwin przed sądem, a po nim przeczytałem książki Michaela Behe'ego i Stephena Meyera. Chociaż nie bardzo przekonywały mnie ich argumenty, nieoczekiwanie stwierdziłem, że literatura ta jest bardziej interesująca i merytoryczna niż zwykle przedstawiana jej karykatura. Publikacje z zakresu ID sformułowały poważne pytania pod adresem współczesnej teorii ewolucji, które wydają się bardzo istotne. To mnie zainteresowało, tak jak każdego uczonego. Jeśli teoria ewolucji została potwierdzona empirycznie, jak twierdzi większość biologów, i jeśli teorię inteligentnego projektu można łatwo zdyskredytować i odrzucić, to dlaczego biolodzy odczuwają potrzebę tworzenia karykaturalnego obrazu ruchu ID, zamiast po prostu bezpośrednio skonfrontować się z nim i wskazać, gdzie rozmija się z prawdą?
Wydawało się, że coś nie jest w porządku, toteż chciałem dotrzeć do podstaw. Wiedziałem, że teorię ewolucji muszę poznać lepiej, niż poznałem ją dotychczas. Dlatego właśnie w okresie urlopu naukowego zająłem się stosowną literaturą. Prześledziłem historię teorii ewolucji, począwszy od Darwina poprzez Dobzhansky'ego do Dawkinsa, czytałem liczne tomy opracowań oraz artykuły, poczynając od dzieła O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego przez prace takich luminarzy, jak: Ernst Mayr, Theodosius Dobzhansky, George Gaylord Simpson, James Watson i Francis Crick, Barbara McClintock oraz wielu innych. Studiowałem artykuły, które ukazały się w "Science", "Nature", "Proceedings of the National Academy of Sciences", "Evolution", "Trends in Ecology and Evolution", "Quarterly Review of Biology", "American Scientist" oraz wielu innych recenzowanych czasopismach. Przez cały ten czas zakładałem, że moje bardziej przychylne nastawienie do literatury ID musi być efektem mojej nieznajomości teorii ewolucji i gdy tylko dowiem się więcej o tej ostatniej, to zauważę trudności związane z teorią inteligentnego projektu. Ku mojemu zaskoczeniu stało się na odwrót.
Chociaż czytałem publikacje przygotowane dla czytelników zajmujących się naukami przyrodniczymi, podchodziłem do nich z perspektywy specjalisty w dziedzinie humanistyki, wyćwiczonego w hermeneutyce podejrzeń. Doznałem szoku, kiedy zacząłem zdawać sobie sprawę, jak wiele opracowań ma charakter niejednoznaczny i niepewny. W dużej mierze są zaśmiecone zastrzeżeniami, niespójnościami, bezzasadnymi założeniami, przesadnymi stwierdzeniami opartymi na mizernych świadectwach empirycznych i - co najbardziej zaskakujące - przez terminologię "religijną", taką jak: ortodoksja, herezja, dogmat, wiara i bluźnierstwo. Im więcej czytałem, tym bardziej byłem zagubiony, ale jednocześnie upewniałem się w przekonaniu, że biolodzy ewolucyjni ponad 150 lat po Darwinie rzeczywiście nie znają mechanizmów, za których pośrednictwem zachodzi ewolucja. W dalszym ciągu pozostaje to wielką tajemnicą, jak to ujął przynajmniej jeden biolog. Zobaczyłem, że twierdzenia tej kategorii, iż teoria Darwina jest najbardziej efektywną teorią naukową wszech czasów, nie są niczym innym niż twierdzeniami stwarzającymi tylko takie wrażenie; że są twierdzeniami, które ukonstytuowały wielką opowieść o triumfie darwinizmu. Szybko stwierdziłem, że ta wielka opowieść skutecznie zaciemnia - w istocie tymczasową - naturę poznania naukowego, a przez to promuje stanowisko ideologiczne występujące w przebraniu obiektywnej nauki. Zostałem zwiedziony przez tę wielką opowieść, tak jak każdy, kto nie miał dość czasu, by szczegółowo zapoznawać się z literaturą naukową - a mówię tu o większości osób niezajmujących się naukami przyrodniczymi. Zapewne należą do nich liczni religioznawcy, nawet ci, którzy specjalizują się w relacjach pomiędzy religią i nauką. Uświadomiłem sobie, że zostaliśmy w pewnym sensie oszukani przez Darwina, przystąpiłem więc do wyjaśnienia sytuacji.
Podjąłem się tutaj udzielenia religioznawcom pomocy poprzez poświęcenie czasu na gruntowne zapoznanie się z literaturą naukową, do której oni ze zrozumiałych względów nie dotrą. Zazwyczaj przyjmuje się, że książki popularnonaukowe na temat ewolucji, napisane przez takich luminarzy, jak: Richard Dawkins, Daniel Dennett czy Edward Osborne Wilson, przedstawiają wierne podsumowania aktualnego stanu teorii ewolucji, a zatem, że za poprawne można uznać ich formułowane z pewnością siebie orzeczenia odnoszące się do mocy eksplanacyjnej teorii ewolucji. Nie dziwi zatem, że większość religioznawców, którzy nie mają głębokiego rozeznania, akceptuje tę wielką opowieść o triumfie darwinizmu. Kwestionowanie przeze mnie prawdziwości tej opowieści zostanie uznane za kontrowersyjne, może nawet za niedorzeczne. Jak zobaczymy jednak, nawet niektórzy wysoko wykwalifikowani biolodzy ewolucyjni również zostali oszukani przez Darwina. Ponieważ przyrodnicy często polegają na wiedzy podręcznikowej, zamiast sięgać do oryginalnych artykułów, również stają się ofiarami zanadto uproszczonych podręcznikowych ujęć skomplikowanych zagadnień. Zwracał na to uwagę Thomas Kuhn w Strukturze rewolucji naukowych. Jeśli sami biolodzy ewolucyjni mogą zostać oszukani przez Darwina, to w żadnej mierze nie zamierzam negatywnie oceniać moich kolegów religioznawców, mówiąc im, że zostali oszukani w ten sposób. Ta książka nie jest pomyślana jako ich krytyka, ale jako źródło informacji dla nich. Ma dać im uczciwszy ogląd rozwoju współczesnej teorii ewolucji, który nie jest obciążony oddziaływaniem wielkiej opowieści o triumfie darwinizmu.
Ta książka nie jest pomyślana także jako ogólny atak na naukę czy też na metodę naukową. Mam wielki szacunek dla współczesnej nauki i do dziwów, jakie odkryła w świecie, w którym żyjemy. Kwestionowanie teorii ewolucji i przedstawianie poglądu, że ta teoria naukowa oddziałuje bardziej jako wielka opowieść o triumfie naukowym niż jako empirycznie potwierdzona teoria naukowa, będzie wydawać się kontrowersyjne. Jednak w rzeczywistości sprowadza się do konkluzji, że nauka jest w takiej samej mierze ludzkim przedsięwzięciem jak religia, filozofia, polityka czy ekonomia. Uczeni już od dawna wykrywają w tych dziedzinach obecność wielkich opowieści. Kontrowersyjne byłoby twierdzenie, że nauka w jakiś sposób uniknęła ludzkiej stronniczości i gry sił. Oczywiście, że nie. Będę starał się po prostu ukazać działanie tej gry sił poprzez staranne czytanie i analizę literatury z zakresu biologii ewolucyjnej, zabiegając o uwolnienie religioznawców oraz innych od wpływu tej wielkiej opowieści. Celem będzie opracowanie nowych i twórczych ujęć dialektyki religia - nauka.
Z góry przepraszam za dużą liczbę cytatów. Chociaż mógłbym zadbać o większą czytelność i zrozumiałość treści tej książki poprzez częstsze posługiwanie się parafrazowaniem, to biorąc pod uwagę kontrowersyjną naturę argumentacji, uważam, że jest ważne, by dało się poznać autentyczne głosy biologów ewolucyjnych, których dzieło prowadzi do wniosku, że mechanizmy odpowiedzialne za powstanie i różnorodność życia naprawdę pozostają tajemnicą. Słowa tych biologów - zgodnie z ich intencjami lub nie - właśnie o tym przekonują. Jak i dlaczego zostaliśmy oszukani przez Darwina? Na to niepokojące, a zarazem fascynujące pytanie postaram się odpowiedzieć na następnych stronach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki