Ryzyko
Transportowy Junkers szedł zwykłym swoim kursem z Prus Wschodnich na
Ukrainę. Równo warczały oba silniki, wprawiając w lekkie drganie
metalowy kadłub maszyny. Na jej pokładzie znajdowało się tym razem
dobrane towarzystwo: grono wysokich oficerów sztabowych, pułkowników i generałów. Wśród nich zwracał uwagę przyprószony siwizną generał
pułkownik. Wszyscy znali historię tego typowego pruskiego oficera,
znakomitego dowódcy wojsk pancernych i autora głośnej książki "Uwaga,
czołgi!". Cóż to była za sensacja, gdy generał Heinz Guderian pokłócił
się z dowódcą zgrupowania frontowego feldmarszałkiem Kluge i utracił
łaskę Hitlera! Działo się to w grudniu 1941 r. pod Moskwą, której nie
potrafiły okrążyć i odciąć od zaplecza potężne uderzenia niemieckich
oddziałów pancernych. Właśnie pod Moskwą zawiodła cała ta potężna
machina wojenna, zawiodły operacje polegające na wbijaniu klinów
pancernych w linie oporu przeciwnika. Działały one jak cęgi wtapiane w żywe ciało, oszołamiając i terroryzując, odejmując zdolność
przeciwdziałania. Uwaga, czołgi! To była właśnie teoria błyskawicznej
wojny pancernej, której jednym z twórców i teoretyków był ten siwy, ale
dobrze jeszcze prezentujący się generał.
Dla generała niepowodzenie pod Moskwą było tragedią osobistą. Przypłacił
to zawałem serca. A oto minęło 14 miesięcy i jeszcze sztywniejszy niż
zazwyczaj, starzejący się i schorowany generał broni pancernej udaje się
znowu do Hitlera. Führer wezwał go do jednej ze swoich kwater głównych
znajdującej się pod Winnicą na Ukrainie. Guderian domyśla się, o co
chodzi. Chcą mu zapewne powierzyć pieczę nad bronią pancerną, która
poniosła tak wielkie straty. Słusznie. Stalingrad Stalingradem, ale
Niemcy są Niemcami i niejedno jeszcze mogą pokazać światu. Więc w zasadzie wyrazi zgodę, ale jednocześnie postawi warunki. Mój Boże, koło
Hitlera kręci się pyszałkowaty profesor Porsche, ten typ od Volkswagena
i maniak. Schlebia Führerowi i konstruuje coraz większe maszyny.
Przecież to zwykła gigantomania, którą bierze się Hitlera pod włos.
Zresztą do diabła z nimi, tu chodzi przecież o Niemcy, o los ojczyzny! A temu inżynierowi Porsche nie wystarcza już ciężki czołg T-IV, który
nazywa Tygrysem.
"Ten Tygrys może nie jest zły - myśli Guderian - i będzie chyba
niespodzianką dla bolszewików. 56 ton i działo 88-milimetrowe o długiej
lufie, dwa kaemy i szybkość podróżna 50 kilometrów na godzinę. To już
jest coś. W każdym razie lepsze to od średniej Pantery, mającej ciągle
jeszcze zbyt liczne usterki i dlatego nieco gorszej od rosyjskiego
"średniaka" T-34. Lepsze już są dotychczasowe Czwórki, mające przecież
za sobą nie byle jakie marsze i boje. Ale ten nadęty Porsche ustawił
teraz niesłychanie ciężkie pudło pancerne na podwoziu Tygrysa; powstały
z tej kombinacji Ferdynand to czyste szaleństwo. 70 ton ciężaru,
maksymalna szybkość 20 kilometrów i ani mowy o obronie własnej, bo to
działo pancerne nie ma ani jednego kaemu. Szaleństwo! Przypuśćmy, że ten
bezbronny kolos przedostanie się w głąb nieprzyjacielskich szyków, i co
wówczas? Przecież pierwszy lepszy śmiałek wykończy działo wiązką
granatów obronnych!".
Na próżno zagaduje medytującego generała siedzący obok stary znajomy
pułkownik de Beaulieu. To świetny oficer. Został również wezwany do
Winnicy, do Hitlera. Ciekawe, jak się tym razem zachowa ten despota?
Hitler uważa się za wielkiego stratega, ale brak mu przecież najbardziej
podstawowych sztabowych wiadomości, a otacza go banda pyszałków,
biurokratów i karierowiczów. Spośród polityków można właściwie
porozumieć się tylko z Goebbelsem. Ten ma przynajmniej głowę na karku i polot. "Cóż - myśli z zadziwiającą go samego goryczą Guderian -
hitlerowcy to mimo wszystko dziś Niemcy". Jeżeli Hitler przyjmie jego
warunki, generał Heinz Guderian, syn żołnierza i ojciec żołnierzy,
zgodzi się i zapomni o wszystkim, co było. Uwaga, czołgi!
- Panie generale, za chwilę lądujemy!
A oto lotnisko. Zasypane śniegiem pole, a czołgi nie lubią śniegu. Cóż
dopiero kiedy nastaną roztopy i wszystko zamieni się w lepkie, grząskie
błoto. W takich warunkach najlepsze czołgi odmawiają posłuszeństwa i stają się do niczego. "Nie, nie dam niszczyć lekkomyślnie broni
pancernej - zżyma się wysiadając stary generał. - Czołgi to nasza wielka
nadzieja. Musimy szybko nadrobić straty i unikać jak ognia wszelkiego
ryzyka".
Na lotnisku oczekuje już lepki od przesadnej grzeczności generał
Schmundt, główny adiutant Hitlera. Mimo wszystko to dobry omen.
- Jest nam pan potrzebny, generale - wita go Schmundt opuszczając głowę
w oficerskim ukłonie.
- Jest mi pan potrzebny - powtarza w dwie godziny później sam Hitler. -
Drogi nasze rozeszły się w roku 1941, ubolewam dziś z powodu tych
nieporozumień.
"Jak bardzo się postarzał" - myśli Guderian, skłaniając sztywno, z niezwykłym uszanowaniem głowę przed człowiekiem, w którego rękach
znajdują się losy Niemiec. To, co właśnie usłyszał, było dlań wielkim
zadośćuczynieniem.
- Mein Führer, może pan na mnie zawsze liczyć.
- Dziękuję, generale, byłem tego pewien.
Rozmowa przeszła na sprawy reorganizacji broni pancernej.
- Mianuję pana generalnym inspektorem broni pancernej.
Guderian wyprostował się bez słów.
- Jeszcze tej wiosny planuję nowe uderzenie - oświadczył Hitler. -
Chodzi tu o operację pod kryptonimem "Cytadela" i proszę w tej sprawie
niezwłocznie porozumieć się z feldmarszałkiem Keitlem. Musimy ściąć ten
przeklęty występ frontowy pod Kurskiem, zniszczyć znajdujące się tam
wojska rosyjskie i osiągnąć poważny sukces wojskowy, który tak potrzebny
jest dla mojej dalekosiężnej polityki. Mam wielkie plany, generale, a do
ich realizacji potrzeba mi pańskich czołgów.
- Mein Führer, jestem prawdziwie zaszczycony, ale muszę ostrzec przed
wiązaniem zbyt wielkich nadziei z nowymi typami wozów bojowych. Pantery
nie są jeszcze dostatecznie wypróbowane, a Tygrysów jest jeszcze mało.
Marzę o tym, żeby przede wszystkim wypełnić luki w etatowych stanach
broni pancernej. Mein Führer, oszczędzajmy siły, Rzesza ich
potrzebuje!
Po nerwowej twarzy Hitlera przemknęło zniecierpliwienie:
- Ależ tak, generale, oczywiście. Nie możemy jednak zbyt długo czekać.
Zdaniem moich generałów uderzyć trzeba już wkrótce. Powiedzmy,
najpóźniej w połowie kwietnia.
Heinz Guderian opuścił gabinet Hitlera po godzinnej rozmowie, która
sprawiła mu wiele satysfakcji, ale jednocześnie nastroiła raczej
minorowo. A więc wódz niecierpliwi się i waży na duże ryzyko. Generał
postanowił w duchu starać się odwlec realizację tych ryzykownych
zamiarów. Przede wszystkim musi uzupełnić braki sprzętu, zgromadzić jak
najwięcej broni, stworzyć odwody materiałowe.
Hitler myślał w tych dniach rzeczywiście tylko o czołgach. Nowe Pantery
i Tygrysy zostały niedawno po raz pierwszy zastosowane w bojach pod
Charkowem, który udało się odbić dowódcy Grupy Armii Południe,
feldmarszałkowi von Mansteinowi, dzięki śmiałemu manewrowi jednostek
pancernych. Bardzo mu się podobał ten przedsiębiorczy inżynier Porsche z firmy Krupp. Jego działo pancerne Ferdynand to prawdziwy obraz siły.
Może jest trochę nieruchawy, ale za to potężny. No, a ten Gustaw! Niech
mi pokażą człowieka, który potrafiłby zbudować tak gigantyczne działo
kolejowe. Kaliber 800 milimetrów! To prawdziwa, najnowocześniejsza Gruba
Berta!1 Szkoda tylko, że Ferdynandów jest tymczasem tak mało.
Pierwszych 90 sztuk otrzymała 9 Armia generała Modela. Guderian będzie
się musiał postarać o jak najszybszą produkcję. Miejmy nadzieję, że
przyciśnie fabrykantów!
Niespokojny, bijący się z myślami Hitler wzywał swoich generałów i doradców wojskowych wciąż na nowe narady. Do Winnicy, do swej górskiej
siedziby w Berchtesgaden, do Monachium, do Zossen, do Kancelarii Rzeszy
w Berlinie.
Ryzyko jest ogromne, ale trzeba je będzie podjąć, i to bez zwłoki.
Sytuacja Trzeciej Rzeszy pogarsza się gwałtownie mimo pewnej
stabilizacji na froncie wschodnim. Ściągnie tu jeszcze większe siły.
Tak, musi mieć 270 dywizji. "Złamię ich albo zginę - myśli z pasją - ale
jeżeli zginę, to drzwi zatrzasnę za sobą z takim hukiem, że świat się
zawali!".
Tam gdzie zawodzi kompas
Okolice Kurska łączą w sobie piękno stepów, rozciągających się stąd na
południe hen aż pod Don, z czarem liściastych lasów, które sięgają pod
Moskwę. Płasko tu na ogół, a na wiosnę i wczesnym latem bardzo zielono.
Ale w lipcu leje się z białego od słońca nieba piekielny żar wypalający
trawy.
Z niewysokich wzgórz pod starym Kurskiem rozciąga się widok na cały
płaskowyż poryty licznymi jarami. Kto jest panem tych wzgórz, ten panuje
również nad stosunkowo gęstą siecią dróg bitych i torów kolejowych
umożliwiających wygodne przerzuty wojsk i sprzętu z północy na południe
i ze wschodu na zachód. Magistrala kolejowa Orzeł - Kursk-Charków ma
ogromne znaczenie strategiczne.
Nic zatem dziwnego, że od wiosny 1943 roku front tak się zazębił w tym
terenie. Historycznie biorąc linia frontu była rezultatem zaciętych
bitew, w których wyniku Niemcy zostali zmuszeni do opuszczenia ogromnych
obszarów zdobytych latem poprzedniego roku.
Obustronne działania wojenne, które wczesną wiosną jak gdyby nieco
przycichły, miały nadal charakter niezwykle trudnych i skomplikowanych
operacji. Obie strony wkładały w nie maksimum wysiłku i ponosiły wielkie
straty. Ku swemu zdumieniu Niemcy, wciąż jeszcze lekceważący swego
potężnego i nieszczędzącego ofiar przeciwnika, natrafiali po stronie
radzieckiej coraz częściej na dobrych i zręcznych organizatorów boju.
Przeciętny oficer niemiecki przekonywał się na własnej skórze, że
dowódca radziecki zrobił wielkie postępy w porównaniu z początkowym
okresem wojny. Stał się doświadczonym oficerem, górującym często nad
Niemcem śmiałością i polotem.
W tym czasie zachodziły w Armii Radzieckiej duże przemiany. Wojsko,
wyrosłe z rewolucji, kierowane przez kadrę rewolucyjną przekształcało
się w biegu niepomyślnej początkowo kampanii w nowoczesny mechanizm
wojskowy. Nadawał mu charakter obok komisarza politycznego fachowiec
wojskowy, technik i taktyk. Setki błyskawicznie zorganizowanych szkół
wojennych kształciło w przyspieszonym tempie dowódców, a wyższy już na
ogół poziom technicznego wykształcenia młodzieży ułatwiał tworzenie
nowej kadry oficerskiej.
6 stycznia 1943 roku dla wojsk lądowych i lotniczych, a w połowie lutego
dla marynarki rząd ZSRR wprowadził nowe stopnie i dystynkcje wzorowane
na dawniejszych tradycjach. Była to niezwykle znamienna i ważna reforma
podnosząca wysoko rangę żołnierza.
Walki były w dalszym ciągu ciężkie, a powodzenie zmienne. Ale w ogólnym
rachunku wojska radzieckie brały z wolna górę nad armią hitlerowską. W wyniku kampanii zimowej na przełomie 1942 i 1943 roku wojska radzieckie
ponosząc wielkie straty rozbiły 112 dywizji niemieckich i przesunęły
linię frontu od 600 do 700 km na zachód. Niemieckim planom operacyjnym i strategicznym przyświecała nadal jedna idea. Chodziło o zdobycie Moskwy.
Przy pomocy silnych uderzeń skrzydłowych hitlerowcy usiłowali odciągnąć
radzieckie odwody z głównego kierunku. Uderzenie na Stalingrad i częściowe zagarnięcie Kaukazu latem 1942 miały przede wszystkim na celu
dobranie się do Moskwy, której nie można było zdobyć atakiem czołowym. O to samo chodziło i teraz, chociaż odcinki natarcia musiały już być
węższe. Hitler i całe dowództwo niemieckie nie przestawali wierzyć, że
zdobycie Moskwy złamie opór Rosjan i doprowadzi do ostatecznego
zwycięstwa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki