.
Najwcześniejsze wspomnienie Fiony Crane to wielogodzinne oczekiwanie na mrozie. A wszystko przez siostrę.
Kiedy Fiona wracała pamięcią do tego wydarzenia, widziała siebie, jak siedzi, otulona kocem, na szarej metalowej barierce przed dużym metalowym budynkiem. Na ławce obok niej leżały kolorowanka i pudełko kredek, ale zziębnięte palce w wełnianych rękawiczkach nijak nie mogły skorzystać z tych dobrodziejstw. Dziewczynka patrzyła z góry na białe owalne lodowisko, na którym jeździła na łyżwach jej starsza siostra Arden.
Łatwo było dostrzec Arden wśród innych łyżwiarzy figurowych. Wszystkie dzieci z grupy początkującej sunęły po lodzie na jednej nodze, z ramionami na boki. Arden rozpościerała ramiona najszerzej i najwyżej ze wszystkich unosiła nogę. Fiona w tym czasie marzła na ławce: nie czuła zziębniętych pośladków, leciało jej z nosa i nużyło ją bezczynne siedzenie z mamą i oczekiwanie, aż zajęcia siostry się zakończą.
Ale już wtedy, choć miała zaledwie trzy lata, zdążyła się zorientować, że tak właśnie będzie wyglądało życie z Arden Crane. Wieczne czekanie i przyglądanie się z boku. Szukanie resztek wolnej przestrzeni, by wcisnąć w nie własne życie.
Teraz Fiona Crane miała jedenaście lat i właśnie odkrywała, że bycie siostrą Arden może mieć znacznie gorsze konsekwencje. Może na przykład oznaczać, że trzeba będzie się spakować i wyjechać na drugi koniec stanu Massachusetts, do miasteczka zwanego Lost Lake, z dala od wszystkiego, co znane i lubiane.
Fiona westchnęła ciężko i wyjęła kolejne pudło z dusznej, zapchanej bagażówki.
Dom, który kupili państwo Crane, nazywano kolonialnym - nie dlatego, że miał okiennice i rozległą fasadę z tarasem na całej długości, ale dlatego, że wybudowano go w czasach kolonialnych. Deski parkietu skrzypiały, okna były podzielone na małe kwadraty, a drzwi zdążyły się wypaczyć i powykrzywiać tak, że nie pasowały do framug.
- Tak zachowuje się stare drewno przy zmiennych temperaturach - wyjaśniali rodzice, kiedy drzwi otwierały się samoczynnie ze złowieszczym skrzypnięciem albo w ogóle nie chciały się zamknąć. Rodzice Fiony zawsze umieli znaleźć racjonalne, naukowe wytłumaczenie nawet najdziwniejszych zjawisk.
Fiona lubiła racjonalne, naukowe wyjaśnienia. Podobały jej się też dziwne, stare rzeczy - im starsze i dziwniejsze, tym lepiej. W przyszłości zamierzała zostać historyczką albo archeolożką, z tym że nie wiedziała jeszcze, który zawód będzie ciekawszy.
Przeszkadzało jej nie to, że dom jest stary, ale raczej to, że bardzo różni się od budynku, w którym mieszkali w Pittsfield. Tamto miejsce mogła rzeczywiście nazwać d o m e m. Tutaj w powietrzu unosiło się coś ciężkiego - zresztą nie tylko w domu, ale w ogóle w całym miasteczku. Zupełnie jakby Lost Lake miało swoje własne wspomnienia, w których nie było miejsca dla Fiony i jej rodziny.
Dziewczynka wniosła pudło po skrzypiących schodach do swojego nowego pokoju.
Drzwi zdążyły się zamknąć, zanim do nich dotarła, więc otworzyła je kopniakiem. Kiedy weszła do środka, cisnęła pudło na stos innych kartonów, po czym odwróciła się do wyjścia. Drzwi znów się zamykały.
Gdy Fiona ciężko człapała na dół, przemknął obok niej czarno-fioletowy kształt.
- Mamo? - zawołała Arden, wymijając Fionę tak lekkim krokiem, że schody nawet nie skrzypnęły.
- Jestem w kuchni! - odpowiedziała mama.
Arden śmignęła w tamtą stronę. Fiona skierowała się za nią jak mniejszy i powolniejszy cień.
Na pierwszy rzut oka Fiona i Arden były do siebie podobne. Obie odziedziczyły po tacie piwne oczy, długie rzęsy i ciemne włosy, choć Arden udawało się utrzymać gładką fryzurę, a Fiona borykała się z kędzierzawą, rozwichrzoną czupryną. Arden miała wyraźnie zarysowaną brodę jak mama, a Fiona kwadratową szczękę jak tata, przez co sprawiała wrażenie jeszcze bardziej upartej niż w rzeczywistości. Arden była też o dwanaście centymetrów wyższa i poruszała się z prędkością i wdziękiem kolibra, podczas gdy Fiona przypominała jakieś ostrożne stworzenie na krótkich nogach - na przykład świnkę morską.
- Mamo - odezwała się Arden, wpadając do kuchni - co robisz?
Mama spojrzała na nią znad sterty pudeł. Na czole miała smugę farby drukarskiej. W prawej ręce trzymała dwa kubki, a w lewej pogniecioną gazetę.
- Żartujesz? - Arden pokręciła głową, uderzając Fionę w policzek końcówką kucyka. - Jest wpół do czwartej!
- Co takiego? - Mama spojrzała na zegar na kuchence, jeszcze nie zaprogramowany. Odłożyła kubeczki i odgarnęła z czoła kręcone rude włosy, zostawiając na twarzy kolejną smugę. - Już?
- Mamo, proszę cię - powiedziała Arden. - Nie mogę się spóźnić!
- No dobra. - Mama westchnęła. - Weź rzeczy, będę czekała na ciebie w samochodzie.
Fiona obejrzała się za siostrą, która w ułamku sekundy zniknęła jej z oczu.
- Arden musi trenować nawet w dniu przeprowadzki?
- Wiem, niefortunnie się złożyło. - Mama opłukała ręce nad zlewem i sięgnęła po ściereczkę, wiszącą zwykle na drzwiach lodówki. Jako że ściereczki tam nie było, wytarła ręce w dżinsy. - Będziesz musiała pomóc tacie wypakować resztę pudeł, robaczku. Jeśli nie zwrócimy busa do piątej, policzą nam za kolejny dzień. - To powiedziawszy, pocałowała Fionę w czoło i wyszła z kuchni. - Dzięki, że można na ciebie liczyć!
Chwilę później rozległ się warkot silnika, i wkrótce ucichł w oddali.
- To jak, Fifi, gotowa na wyścig z czasem? - zawołał tata, stając w drzwiach wejściowych.
Dzień był gorący jak na połowę czerwca i w furgonetce nie dało się oddychać. Spocona jak mysz, Fiona biegała tam i z powrotem po rampie, czując, że z każdą chwilą słabną jej mięśnie. Dokuczliwy upał wdzierał się nawet pod skórę.
To niesprawiedliwe, że musieli sami z tatą wypakowywać wszystkie pudła. W końcu przeprowadzili się tu ze względu na Arden, żeby miała bliżej do klubu łyżwiarskiego na przedmieściach Bostonu. Rodzice mówili, że przeprowadzka dobrze zrobi całej rodzinie, bo nie trzeba będzie tracić czterech godzin cztery razy w tygodniu na wożenie Arden na treningi, więc teraz będą mieli więcej czasu dla siebie.
Ale gdyby nie Arden, w ogóle nie musieliby tracić czasu.
- Za piętnaście piąta! - krzyknął tata, kiedy wnosili do domu ostatnie pudła. - Zostało akurat tyle czasu, żeby odstawić samochód do wypożyczalni. Podniósł rękę i Fiona przybiła mu piątkę spoconą dłonią. - Wsiadamy, Fifi!
- Tato? - zawołała dziewczynka, zanim ojciec oddalił się biegiem. - Jak wrócimy do domu z wypożyczalni?
Dwadzieścia pięć minut później wyjechali na rowerach z wypożyczalni samochodów dostawczych na nieznane ulice Lost Lake. Fiona jechała za tatą, po drodze mijając stary ceglany budynek poczty, ratusz ozdobiony białymi kolumnami oraz dwa kościoły ze spiczastymi wieżyczkami. Ogromne dęby i klony rzucały cień na uliczki miasta. Choć było dopiero wpół do szóstej, większość sklepów w centrum była już nieczynna, a na drzwiach wisiały tabliczki z napisem ZAMKNIĘTE. W powietrzu unosiła się ciężka cisza.
- Hej! - zawołał tata, kiedy jechali główną ulicą. - Tu jest lodziarnia, musimy ją kiedyś odwiedzić!
Lodziarnia? Zaskoczona dziewczynka uniosła głowę. Trzy czwarte rodziny Crane'ów - profesor anatomii, pielęgniarka i przyszła mistrzyni olimpijska - było zwolennikami zdrowej żywności. Jeśli tata proponował lody, widocznie chciał poprawić humor pozostałej jednej czwartej rodziny, czyli przyszłej historyczce lub archeolożce, która jadła to, co chciała.
Fiona spojrzała na lodziarnię, którą wskazywał tata. Podobnie jak wszystkie inne sklepy i kawiarnie w centrum Lost Lake również ten lokal był zamknięty. Druciane krzesła i stoliki na chodniku wyglądały na twarde i niewygodne - przypominały raczej barykadę niż meble. Nad wejściem smętnie łopotała niebieska markiza.
Fiona poczuła, że ten pusty sklep pasuje do pustki, która zagościła w jej sercu - a dokładniej mówiąc: w miejscu do tej pory zajmowanym przez przyjaciół, stary dom i dawne życie - i nagle zrobiło jej się jeszcze smutniej.
- Tato? - zawołała. - Przeprowadzimy się kiedyś z powrotem do Pittsfield?
Tata obrócił się przez ramię.
- Jak to: z powrotem do Pittsfield?
- No, za parę lat, jak Arden zrobi prawo jazdy i będzie mogła sama jeździć na treningi. Moglibyśmy wtedy wrócić.
Tata zerknął na znak drogowy i zasygnalizował chęć skrętu w lewo.
- No, to niby możliwe, ale mało prawdopodobne.
Fiona poczuła, że na piersi zaciska jej się niewidzialna lina.
- Dlaczego?
- Widzisz, mama może pracować właściwie wszędzie. Tam, gdzie są dzieci, potrzebne są pielęgniarki pediatryczne. Trudniej jest z posadą dla naukowca czy wykładowcy. Gdyby wcześniej zaproponowano mi stanowisko w pobliżu Bostonu, być może przeprowadzilibyśmy się na wschód już parę lat temu.
Lina wokół piersi Fiony zacisnęła się jeszcze mocniej. P a r ę l a t t e m u?
Przez chwilę Fiona wyobrażała sobie, że życie, jakie znała, stopniowo blednie, podobnie jak ścieżka, która doprowadziła ją do tego momentu i łączyła z przeszłością. Przyszłość zaś wydawała się znikać, pożerana przez cienie wielkich drzew w Lost Lake.
Kiedy dotarli do domu przy Lane's End Road, Fiona czuła przejmującą pustkę w środku, a do tego była spocona i daleko jej było do uczucia świeżości. Poczłapała na górę, żeby wziąć prysznic, ale gdy weszła do kabiny, przypomniała sobie, że szampon i odżywka wciąż leżą w którymś z pudeł. A kiedy wyszła spod prysznica, żeby ich poszukać, okazało się, że ręczników też jeszcze nie zdążyli wypakować.
Kiedy w końcu się umyła i przebrała, zeszła do kuchni, gdzie czekał na nią tata z dwoma pudełkami pizzy. Lody i p i z z a tego samego dnia? Tata najwyraźniej wychodził z siebie, żeby poprawić Fionie nastrój.
- Pizzeria u Daniela. - Dziewczynka odczytała na głos napis na pudełku. - Dlaczego nie zamówiłeś w Pizza Hut albo Domino's?
- Bo ich tu nie ma. - Tata otworzył jedno z pudełek. - Ale jestem pewien, że ta pizza wcale nie jest gorsza.
A jednak była.
Przede wszystkim nie pokrojono jej na tradycyjne trójkąty, tylko na małe kwadraty, a to zdaniem Fiony nie wróżyło nic dobrego. Sos okazał się mdły, a brzeżek miękki i oklapnięty jak mokra ścierka.
- Mmm - mruknął tata, kiedy przez chwilę jedli w ciszy. - Cóż, do nowego trzeba się przyzwyczaić.
Niebo za oknem zaczynało powoli szarzeć. Fiona zrezygnowała z ostatniego kawałka pizzy i poszła na górę do swojego pokoju. Kopniakiem otworzyła drzwi, padła na łóżko i wyjęła z plecaka laptop, który dostała po siostrze.
W skrzynce mailowej czekała na nią wiadomość od Cynka - zupełnie jakby wiedział, że Fiona właśnie tego teraz potrzebuje.
Hej!
Jak ci się podoba w Lost Lake? Do moich urodzin został jeszcze tydzień! Mama już załatwiła wejściówki, więc możemy zobaczyć wystawę Cuda Egiptu, zanim przejdziemy do głównej części centrum nauki. Włóż koszulkę z hieroglifami. Nick, Bina i ja też wkładamy swoje.
Lecę na trening piłki nożnej. Otwórz załącznik!
Cynek
W załączniku znajdowała się wiadomość zapisana hieroglifami. Jesienią Fiona i jej paczka nauczyli się egipskiego pisma. Zamówili sobie koszulki z nadrukiem własnych imion wypisanych alfabetem obrazkowym, a w czasie lekcji przekazywali sobie zaszyfrowane wiadomości, których nikt inny nie umiał odczytać. Fiona rzuciła okiem na symbole w załączniku. Przepiórka, trzcina, sowa...
Tęsknimy za tobą.
Fiona poczuła dziwną mieszankę żalu i radości.
Upłynęło bardzo dużo czasu, zanim znalazła prawdziwych przyjaciół. Przez pół podstawówki czuła się jak przybysz z innego świata. Dopiero po jakimś czasie poznała Cynka, Nicka i Binę, którzy najwyraźniej przybyli z tej samej planety co ona.
A teraz ich straciła.
Wyłączyła laptopa. W pokoju nagle zrobiło się pusto, jakby przed chwilą ktoś tu był i właśnie wyszedł. Chcąc zająć czymś myśli, dziewczynka wzięła się do rozpakowywania książek. Na pierwszy ogień poszła seria autorstwa Macaulaya. Składały się na nią trzy tomy: Piramida, Zamek i Katedra. Potem wyjęła z pudła książki historyczne i mitologię. Gdy porządkowała półkę z fantastyką i science fiction, za jej plecami rozległo się skrzypnięcie.
Fiona natychmiast się odwróciła, ale nikogo za nią nie było. Na pewno nie w jej pokoju i nie na korytarzu. A jednak drzwi uchyliły się nieco szerzej i stare zawiasy znów zaskrzypiały.
Ciśnienie powietrza, przypomniała sobie Fiona. Stare drewno puchnie, kurczy się i wypacza.
Patrzyła na drzwi przez dłuższą chwilę, a potem dla pewności wyjrzała na korytarz. Przeszła po skrzypiących deskach parkietu na przód domu.
Zajrzała do nowej sypialni rodziców. Zauważyła, że część rzeczy zdążyli już wypakować: słoik z muszelkami z Cape Cod i wieszaczek z kolorowymi wisiorkami mamy, a w otwartej szafce stały już w równym rządku tenisówki taty. Znajome rzeczy źle wyglądały w tym obcym wnętrzu, jak gdyby nawet one wiedziały, że tu nie pasują.
Fiona przeszła na palcach do pokoju Arden. Drzwi były zamknięte, ale nie na zasuwę, więc przez wąską szczelinę mogła zajrzeć do środka. Kiedy dziewczynki były małe, zawsze zostawiały otwarte drzwi do swoich pokoi, żeby móc bez ograniczeń wymieniać książki i zabawki, a także odwiedzać się w każdej chwili. Teraz drzwi zwykle były zamknięte.
Fiona popchnęła je stopą, chcąc zajrzeć do środka. Rozejrzała się po nowym pokoju Arden. Na uchwytach szafek wisiały liczne medale zdobyte na turniejach łyżwiarskich, a na półkach stały puchary i leżały zasuszone bukiety kwiatów. Na ścianach wisiały zdjęcia Arden: Arden podczas skoku, Arden w fazie wyskoku, Arden macha do widowni. Wszędzie Arden.
Fiona podeszła do szafki i wzięła do ręki jeden z medali zawieszonych na klamce. Był złoty, ciężki, z ozdobnym metalowym brzegiem i niebieską wstążką. To przez ten głupi kawałek metalu wszyscy znaleźli się w tym domu i w tym mieście. Po to, żeby Arden mogła poświęcić więcej czasu na treningi i zdobywać kolejne głupie kawałki metalu.
Fiona przez dłuższą chwilę patrzyła na medal, a potem przeszła na drugą stronę pokoju, kucnęła i wsunęła go pod łóżko Arden. Panowały tam egipskie ciemności. Materac zwisał nisko nad ziemią, a ponieważ był przykryty narzutą z falbanką sięgającą aż do podłogi, była szansa, że medal długo się nie znajdzie. Fiona poczuła coś na kształt radosnego podniecenia. Nie planowała tego, ale miała wrażenie, że dobrze to wymyśliła.
Arden w końcu i tak znajdzie ten medal. Będzie się zastanawiała, skąd się tam wziął i kto go tam położył. Może przemknie jej przez głowę, że dom jest nawiedzony. Może da jej to do myślenia i się zastanowi, czy to był dobry pomysł, żeby ciągnąć całą rodzinę do tego dziwnego miasteczka.
Tak byłoby w porządku.
Fiona na palcach wróciła na korytarz, a potem do swojego pokoju. Drzwi znów zaskrzypiały, zamykając się za nią. Dziewczynka nie zwróciła na to uwagi. Sięgnęła do pudełka i wyjęła kolejny ciężki stos książek.