Tajemnica - Barbara Rutkowska

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Poezja

Przyszłaś do mnie, poezjo,

Nagle jak olśnienie,

Jak światło gwiazd tysiąca,

Cudowne natchnienie

Przyszłaś do mnie, poezjo,

Jak siostra kochana,

Przyjaciółka najmilsza,

Wierna i oddana

Otworzyłaś swą księgę,

A w niej słowa, słowa.

Lecz nie mogłam zrozumieć,

Co w tych słowach chowasz

Ledwie czytać zaczęłam,

Już ją porzuciłam

I przed tobą, poezjo,

W cieniu się ukryłam

Dziś żałuję, żem wtedy

Księgi nie czytała,

Choć tak do niej tęskniłam,

Chociaż jej szukałam

Chociaż była mi szczęściem,

Prawdą i sumieniem,

Była cząstką mej duszy,

Moim przeznaczeniem

Warszawa, kwiecień 1993

Kwietniowa noc

Noc już zeszła na ziemię kwietniowa

Już umilkła ptaszęca kapela

Tylko w szumie drzew leśnych rozmowa

I niepokój się nocny udziela

Czarną, na świat, noc szatę rzuciła

Melancholii wypełzły widziadła

Nocną pieśnią człowieka uśpiła

I podstępnie mu spokój wykradła

Gdzie nieznane przestrzenie i światy

Gdzie bajecznie tęczowe krainy

Gdzie miłością kwitnące rabaty

I gdzie wiecznie zielone doliny

Gdzie wciąż lampa słoneczna się pali

Gdzie snów barwnych cudowna jest rzeka

Gdzie się nikt na nikogo nie żali

Tam wędrował spokój człowieka

Tam w noc ciemną, kwietniową uchodził

Tam go wiodła utkana z cnót ścieżka

Duch pokoju mu wrota otworzył

Za którymi na wieki zamieszkał

Gwiezdną, na świat, noc szatę rzuciła

Melancholii wypełzły widziadła

Ludzką duszę noc ciemna uśpiła

I podstępem jej spokój wykradła

Jelenia Góra, kwiecień 1948

Tajemnica

Przyszłości! Czemu losy twoje

Mgłą tajemnicy osłonione?

Czemu nikt zgłębić ich nie zdoła?

Czemu wciąż wielka niewiadoma?

Świat coraz inną szatę wdziewa

Nad nędzą ludzi ubolewa

I ciągle nowej szuka drogi

I coraz inne wielbi bogi

W coraz to inne zdobi hasła

Wiejskie opłotki, mury miasta

Rzuca wyzwanie, wojny wznieca

Jaka idea mu przyświeca?

Wieczny mu ogień serce spala

Żądza bogactwa go zniewala

Szlachetnych uczuć w sobie szuka

Lecz nie znajduje - nikt nie słucha

Przyjaźń, jak cacko z porcelany

Krucha podstawa, cienkie ściany

Łacno przy większej wiatru sile

Legnie w okruchach, w szklanym pyle.

Przyszłości! Dziwne twoje losy

Czasem napełniasz wiarą trzosy

Czasem się śmiejesz z naiwności

A czasem zżymasz się i złościsz

Lecz zawsze zwodzisz szczęścia drogą

Choć tylko ścieżkę masz ubogą

I swoje barwy, blaski, cienie

Oblekasz w złudny kształt - marzenie

Jelenia Góra, 1948

Wieczór

Już słońce blask skrywa, chłód schodzi na ziemię

Wśród ulic jesienne błąkają się cienie

I liście brunatne z drzew wiatrem strącane

Spadają na chodnik, zeschnięte, spłakane

Słoneczny blask igra w kolorach jesieni

I w tęczy zachodu czerwienią się mieni

Zapada powoli w tę otchłań bez końca

Zza chmury wypłynął sierp blady miesiąca

I spojrzał po wielkiej, niebieskiej kopule

Ku gwiazdom dalekim uśmiechnął się czule

Ku ziemi odległej swe światło skierował

I coraz to dalej w noc gwiezdną wędrował

Otworzyłam okno - noc za oknem drzemie

Po chodniku pełzają lamp ulicznych cienie

Rzucając nikłe światło na pustą ulicę

Na topole strzeliste, śpiące kamienice

A tam w górze niebieskie palą się lampiony

Gwiazdy i półksiężyc wśród gwiazd zawieszony

Światło spływa ku ziemi, w szybach się przegląda

Wciska się między drzewa, jak kosmiczna sonda

A wkoło noc i cisza i miasto uśpione

I majowe zapachy wiosną nasycone

Warszawa, maj 1993