Tajemna broń Boga - Merlin R. Carothers

-
Proszę czekać

Więcej z każdym dniem

Jezus nauczył swoich uczniów chodzić po wodzie, uzdrawiać ze wszystkich chorób i znajdować pieniądze, gdy ich potrzebowali. To jest dopiero życie! Jakkolwiek cudownie byłoby mieć te umiejętności, ani wy, ani ja prawdopodobnie nigdy ich nie posiądziemy. Możemy się za to nauczyć wypełniać serca radością, jaką ofiarował nam Jezus. To możliwe. W jaki sposób? Ta książka zawiera proste odpowiedzi dla każdego, kto pragnie być szczęśliwszy.

Wszyscy chcemy doświadczać rzeczy, które wypełnią nasze serca radością. Tymczasem znacznie lepiej jest doświadczyć czegoś innego: nauczyć się odczuwać radość, która będzie się stawać coraz intensywniejsza.

Bóg zsyła nam czasem przeżycia, dzięki którym rozpiera nas szczęście. Pragnie On jednak również, abyśmy - podobnie jak Jezus - czynili postępy (Łk 2, 52).

Nie doświadczymy radości bez pokoju. Bóg chce nam ofiarować swój pokój, choć nie od razu jesteśmy w stanie pojąć, na czym on polega. Oto jak został on opisany: "pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł" (Flp 4, 7).

Możemy więc jedynie poczuć ten pokój w chwili, gdy się w nas zakorzenia i wzrasta. Im bardziej zaś wzrasta, tym bardziej pragniemy, by rósł dalej. Święty Paweł pisze: "sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy" (Kol 3, 15).

Bez pokoju Bożego nie możemy mieć pewności, że On rządzi światem i wszystkim, co na nim żyje. Cudowny pokój na duszy i umyśle! Bez niego wszystko inne jest nic niewarte. Pokój przynosi radość...

Zdarza się, że ludzie odnoszą wspaniałe sukcesy zawodowe, mają mnóstwo pieniędzy, są zdrowi i świetnie wyglądają, a mimo to czują się bezgranicznie nieszczęśliwi. Są też tacy, którym powodzi się średnio, z ich zdrowiem bywa różnie i wyglądają przeciętnie - i również są nieszczęśliwi. W obu przypadkach brakuje jednego, niezbędnego człowiekowi składnika: pokoju na duszy i umyśle. Ten skarb pokoju pozostaje w zasięgu każdego chrześcijanina.

Gdy wierzymy w Jezusa i ufamy, że jest naszym Zbawcą, stajemy się dziećmi Bożymi. Pomyślcie tylko: dziećmi Bożymi! Oto okazja do świętowania, skoro mowa o powodach do radości. Czasem mamy ochotę zniknąć z tej ziemi i zostawić za sobą wszystkie problemy. Plan Boży każe nam jednak pozostać tu, gdzie jesteśmy, i nauczyć się umacniać w łasce Boga, tak jak robił to Jezus.

Jezus pokazał swoim uczniom, jak mogą znaleźć radość, którą Bóg stworzył tak, by była odpowiednia dla każdego człowieka chodzącego po ziemi: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. [...] Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka!" (J 14, 27).

Pomyślcie tylko: Pan chce, abyśmy się nauczyli nigdy nie lękać ani nie trwożyć. To świetna wiadomość. W dodatku udzielił nam jasnych wskazówek.

Oto co możemy zrobić: słowa te wypowiedział Ktoś, kto sprawuje władzę. Możemy Jego władzę zignorować, lecz nie unikniemy konsekwencji takiej decyzji.

Oto na co nie możemy pozwolić: jesteśmy w stanie się nie bać. Jeśli jednak pozwolimy, aby w nasze serca wniknął strach, Bóg nie ześle nam ulgi w doświadczeniu konsekwencji takiej decyzji.

Nie pozwalajmy, by nasze serce się lękało. Jezus wie o wszystkich naszych problemach i o tym, jak na nas wpływają. W każdej sytuacji objaśnia nam wolę Bożą: niech się nie trwoży wasze serce. Ćwicząc się w posłuszeństwie, zmieniamy się dokładnie tak, jak to przewidział Jezus. Uczymy się radości płynącej z pokoju, który był Jego udziałem, i zaczynamy rozumieć, dlaczego powiedział nam, abyśmy się nie trwożyli.

W rozdziale dziesiątym Ewangelii według św. Jana Jezus porównuje siebie do pasterza, który kocha swoje owce. Chce, abyśmy uwierzyli, że posłuży się całym swoim autorytetem i władzą, żeby się o nas zatroszczyć. Lecz my, podobnie jak owce, często się boimy.

Phillip Keller był pasterzem przez wiele lat. W swojej książce A Shepperd Looks at Psalm 23 wyjaśnia, że owce nie ułożą się do spoczynku, jeśli wyczuwają jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Nawet zając wyskakujący nagle z zarośli może wywołać panikę w całym stadzie.

My, podobnie jak owce, często żywimy przekonanie, że dzieje się coś niepokojącego. Nasz niedoskonały charakter sprawia, że w wielu sytuacjach budzi się w nas lęk. Łatwo zapominamy, że Jezus obiecał stale się nami opiekować. Zapominamy, że powiedział, że nie możemy pozwolić, aby nasze serce się lękało.

Większość z nas odczuwała lęk co najmniej milion razy. Nauczyliśmy się i przyzwyczailiśmy się lękać. Dlatego teraz musimy się nauczyć na nowo myśleć i reagować. Nie znam "błyskawicznego" sposobu wyzwolenia się od lęku. Jednak w miarę uczenia się posłuszeństwa wobec Jezusowego nakazu, będziemy coraz częściej doświadczać niebiańskiej radości.

Nawet gdy przeczytałem i nauczyłem się na pamięć obietnicy, jaką nam złożył Jezus - że pokaże nam pokój i radość większą i pełniejszą, niż moglibyśmy sobie wyobrazić - wiele spraw wciąż mnie martwiło. Wtedy nauczyłem się przeżywać Jego radość. Gdy nasze serca rozsmakują się w niezwykłej wspaniałości wszystkiego, co Bóg pragnie nam ofiarować, zapragniemy poświęcić całe nasze życie na poznawanie sposobów, by otrzymywać Jego dary. Chcę się z wami podzielić jednym z cennych skarbów, które sam od Niego otrzymałem. Niewykluczone, że będzie to najcenniejszy prezent, jaki kiedykolwiek ktoś wam podarował.

Być może martwicie się o swoje: rodzinę, pracę, pieniądze, zdrowie, drażnią was korki na ulicach, polityka albo sytuacja na świecie. Nie pomogę wam, mówiąc: "Rozchmurz się i zacznij się cieszyć". Zamiast tego spróbuję wam wyjaśnić, co mi się przytrafiło, i mam nadzieję, że zrozumiecie, co to oznacza.

Jakiś głos w mojej głowie powiedział: "Merlinie, posłuchaj". Głos był tak wyraźny, że bez reszty przykuł moją uwagę. "Merlinie, nie lękaj się niczego". Słyszałem słowa, lecz nie pojmowałem, co oznaczają. "Posłuchaj, co mówi Jezus!". Wtedy przypomniałem sobie, że On powiedział swoim uczniom: "jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28, 20).

Wtedy naprawdę wytężyłem słuch. "Merlinie, nie lękaj się niczego". Głos jeszcze kilkakrotnie powtórzył to zdanie. A im dłużej go słuchałem, tym lepiej rozumiałem, że Bóg nie chce, abym się bał - czegokolwiek. Wtedy i ja się odezwałem: "Dzięki Ci, Boże, że mi pomogłeś" - i również powtarzałem te słowa, tak jakbym się zwracał bezpośrednio do Niego. Wtedy usłyszałem ponownie: "Naprawdę słuchasz".

Czułem się, jakby Bóg przeniósł mnie w inny świat i zatrzymał mnie tam, pokazując mojej duszy, jak to jest, kiedy... Spróbuję to określić najlepiej, jak potrafię: jak to jest, kiedy się Mu wierzy. Było to doświadczenie tak intensywne i tak niezwykłe, że na zawsze mnie odmieniło.

Od tamtej pory zawsze gdy czuję, jak budzi się we mnie niepokój, skupiam się na przesłaniu, jakie od Niego otrzymałem, i na słowach, które Jezus wypowiedział do swoich uczniów. Dzięki temu moje myśli napełniają się Jego spokojem zamiast problemami i lękami zrodzonymi przez daną sytuację. Radzę wam postępować tak samo. Zrozumienie tego zmieniło moją postawę życiową i sposób, w jaki reaguję na sprawy, które kiedyś mnie niepokoiły.

Jezus nie posiadał domu, majątku, pozycji, nie chodził do szkoły i nie miał pieniędzy - miał jednak autorytet. Jego słowa przepędzały demony, uzdrawiały i wskrzeszały zmarłych.

Spróbujcie tylko sobie wyobrazić, jaki pokój musiał panować w Jego duszy i myślach. Jezus chciał, abyśmy i my dostąpili takiego pokoju, i ofiarował go nam w darze. Nauczyłem się z niego czerpać i dlatego piszę tę książkę. Moim marzeniem jest, abyś, drogi czytelniku, z jej pomocą "rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie" (2 Tm 1, 6).

Pomyślcie o tym: Jego dar radości jest w was jak ogień, który może płonąć coraz jaśniej!

To, czego chcemy

Adam i Ewa nie uwierzyli, że Bóg robi to, co dla nich dobre. Uczynili więc to, co chcieli, i wiemy, jakie były tego konsekwencje. To, czego chcemy, często przynosi niechciane skutki.

Często pragniemy robić rzeczy, które wcale nie są dla nas dobre, i nierzadko ulegamy tej pokusie. Co się wówczas dzieje? Prędzej czy później znacznie mniej przyjemne następstwa tych czynów zmuszają nas, abyśmy wypili piwo, którego sobie nawarzyliśmy.

Czasem się zastanawiamy: "Dlaczego jestem taki nieszczęśliwy?". Mamy wrażenie, że nasze życie nie wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Lecz to, że chcemy, aby coś się zmieniło, nie znaczy, że cokolwiek powinno się zmienić!

Nasza grzeszna natura błaga o przyjemności, a wręcz ich żąda. Pragnie gratyfikacji za wszelką cenę. To może nas doprowadzić do ulegania namiętnościom, które są dla nas niszczące.

Nauczono mnie, że nie wolno kraść, lecz moje myśli szukały wyjątków od tej reguły. Tak, wyjątków - bo często właśnie ich poszukujemy.

Kiedy miałem kilkanaście lat, chciałem podróżować. W tym celu niezbędny był mi samochód. Przekonałem samego siebie, że nie ma nic złego w tym, że się "pożyczy" czyjeś auto. Potrzebowałem go na nie więcej niż dwa tygodnie, a zatem nie była to przecież prawdziwa kradzież. Nigdy wcześniej nie miałem samochodu, a wkrótce mam wyjechać z kraju, by walczyć na wojnie. Właściciel na pewno dostanie odszkodowanie z ubezpieczenia, a poza tym on na pewno nie musi jechać na wojnę, gdzie można stracić życie. Czy moja argumentacja brzmi znajomo?

Ruszyłem przed siebie i przez pewien czas byłem ogromnie podekscytowany. Samochód! Podróż! Zabawa! A potem pojawiło się poczucie winy. Może mnie złapać policja! Moja początkowa euforia zaczynała słabnąć.

Rodzice nauczyli mnie, że nie wolno pić alkoholu. Ale ja - znów - musiałem się przecież zabawić! Wydawało mi się, że przez całe życie nie robiłem nic, tylko pracowałem i postępowałem zgodnie z zasadami, jakie mi wyznaczali inni. Teraz pora, żebym zrobił coś, na co ja mam ochotę.

W tamtym momencie wydawało mi się to rozsądne, zatem moja grzeszna natura przywiodła mnie w miejsca, gdzie mogłem znaleźć gratyfikację w postaci odurzenia. Bawiłem się świetnie, ale potem zawsze musiałem za to płacić.

Niektórzy mają pociąg do narkotyków. W danej chwili nie widzą w tym niczego złego. Podoba im się to. A wkrótce potrzebują kolejnej dawki. Logika, która za tym stoi, podpowiada: "Chcę tego, więc muszę to mieć". Na koniec płacą za "przyjemność" własnym zdrowiem i szczęściem.

Jesteśmy świetni w przekonywaniu samych siebie, że powinniśmy robić to, co nam sprawia przyjemność. Jesteśmy ułomni z natury i dlatego, jak Adam i Ewa, czasem dokonujemy wyborów, które zamiast radości przynoszą nam cierpienie. Jeśli wpadliście w tę pułapkę, to wiecie, o czym mówię. Wszyscy jesteśmy skłonni do powtarzania w kółko tych samych błędów. Jest jednak wyjście z tej matni: odkrycie nieustannie rosnącej radości i szczęścia.

Jezus namawia nas, abyśmy poznali Boży sekret narastającej radości, zamiast wpadać w pułapkę więdnącej rozkoszy.

Chętniej myślimy o przyjemnościach życia wiecznego niż o cierpieniu, jakie może nas w nim spotkać. Tłumaczymy sobie: "Skoro Bóg obdarzył mnie pragnieniem, to zrozumie, że robię to, co w moim odczuciu mi służy". Szatan podpowiada, że sami kierujemy swoim postępowaniem, lecz w rzeczywistości, słuchając go, poddajemy się jego niszczycielskiej mocy. Władca, którego w ten sposób wybieramy, stopniowo będzie manipulował naszymi myślami: "Czyż nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch?" (Rz 6, 16).

Kiedy służąc w piechocie powietrznodesantowej podczas drugiej wojny światowej, widziałem zbrodnie popełnione przez niemieckich żołnierzy, zacząłem nienawidzić wszystkich Niemców. Szczególnym okrucieństwem charakteryzowały się oddziały ss. Na sam dźwięk słowa "Niemiec" wzbierał we mnie gniew. Gdy wojna się skończyła, nadal byłem przekonany, że każdy obywatel Niemiec jest złym człowiekiem. Później się przekonałem, że Niemcy są dokładnie tacy sami jak my - jedni są dobrzy, a inni źli. Kiedy lepiej ich poznałem, pojąłem, co przeżyli.

Adolf Hitler obiecał zrozpaczonym, głodnym ludziom, że da im pracę, jedzenie i bogactwo. I spełnił swoje przyrzeczenie. Krok po kroku przejął kontrolę nad wszystkim - włącznie ze sposobem myślenia narodu niemieckiego - aż wielu obywateli Niemiec stało się pionkami w jego grze. Na koniec jego władza była nieograniczona, a zwykły człowiek nie miał innego wyboru, jak się jej poddać albo zostać straconym. Posłuszeństwo narodu niemieckiego wobec Hitlera omal nie doprowadziło do zniszczenia całego kraju. Wiele miast zostało zrównanych z ziemią.

Szatan obiecuje nam przyjemność i zadowolenie. Jest przebiegły, więc realizuje część swych zapewnień. Potem zaś stopniowo przejmuje kontrolę nad naszymi myślami, aż tracimy niemal wszystko, co mogło nam dać szczęście.

Ludzie często nie są świadomi, jak uwodzicielskie potrafi być zło.

Bóg stworzył nas do szczęścia i pokazał, co mamy robić, by szczęście to stale w nas rosło. Ostrzegł nas przy tym przed diabelską siłą, która staje na drodze Duchowi Świętemu: "Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie" (Ga 5, 17).

Wyobraźcie sobie, że produkujecie i sprzedajecie jakiś towar. W momencie sprzedaży tracicie kontrolę nad sposobem, w jaki będzie on użytkowany. Możecie jednak zaprojektować swój produkt tak, aby do poprawnego działania wymagał czegoś, co tylko wy możecie dostarczyć. W ten sposób nabywca będzie zmuszony do was wracać. Tak właśnie zaprojektował nas Bóg.

Potrzebne jest nam szczęście, które może nam dać tylko Bóg.

Testujemy najróżniejsze zamienniki: przyjemności, władzę, sukces. Wszystkie są jednak zawodne. Nigdy nie zdołają zaspokoić potrzeby, jaką wszczepił nam Bóg: Jego autorskiego sposobu na szczęśliwe życie.

Dziecko rodzi się z płaczem i przez pierwszych kilka miesięcy swojego życia doskonali się w tej wyrafinowanej sztuce. Potem zaczyna się uczyć znacznie przyjemniejszej sztuki śmiechu. To nowe zachowanie wszystkich czyni szczęśliwszymi, włącznie z rodzicami, bliskimi i zupełnie obcymi ludźmi. Z wiekiem jednak ten beztroski śmiech staje się coraz rzadszy.

Jezus przyszedł po to, by każdemu z nas przywrócić i rozwinąć w nas umiejętność śmiania się. Przybył, aby dać nam radość. Zachęca nas, abyśmy się stali bardziej jak "małe dzieci". Radością napawa mnie, gdy wspominam Jego słowa: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4, 13).

Któregoś razu, gdy zastanawiałem się nad tym fragmentem, moje rozmyślania przerwało pytanie: co właściwie możemy zrobić w Chrystusie? Nigdy wcześniej nie próbowałem tego wszystkiego wymieniać, zacząłem więc sporządzać swoją listę. Okazało się, że mogę:

radować się zawsze w Panu (Flp 4, 4); wykrzykiwać Bogu radosnym głosem (Ps 47, 2); mieć w ustach "śpiew nowy, pieśń dla naszego Boga. Wielu zobaczy i przejmie ich trwoga, i położą swą ufność w Panu" (Ps 40, 4); być pełen radości i pokoju w wierze, abym przez moc Ducha Świętego był bogaty w nadzieję (Rz 15, 13); być mocny w Panu - siłą Jego potęgi (Ef 6, 10); nic nie mieć, a posiadać wszystko (2 Kor 6, 10); radość mieć w sobie w całej pełni (J 17, 13).

Bóg chce dla nas tego wszystkiego i ja również tego dla siebie pragnę! Któż by nie chciał mieć w sobie pełni radości? Jakże nieskończony potencjał otrzymaliśmy od Boga! Zbyt często pozwalamy, by kierowały nami przypadkowe okoliczności, w jakich się znaleźliśmy, zamiast wykorzystać władzę, jaką ofiarował nam Chrystus.

Gdybyście mieli odziedziczyć wielką fortunę, to być może przez chwilę byście się cieszyli, dziękowali Bogu, może nawet znacznie częściej zaczęlibyście się uśmiechać. Jezus daje nam jednak coś wspanialszego niż bogactwa materialne: On daje nam zwycięstwo!

"Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa" (1 Kor 15, 57).

Oto powód do uśmiechu!