Księga tysiąca i jednej nocy
-Stanął jak wryty na widok małej dziewczynki. Jej ogromne dziecięce oczęta otworzyły się szerzej. Leżała na boku, z głową podpartą o rękę, i powoli przewracała strony książki. Miała długie brązowe loczki. Śliczny dzieciak.
- Szlag... Przecież miało nikogo nie być! - szepnął do siebie złodziej, a w duchu tylko rozpaczliwie zaskowyczał.
- Cześć - przywitała się dziewczynka, która wcale nie wyglądała na przestraszoną. - Co ty tu robisz? Masz klucze do naszego domu?
Poczuł, że miękną mu nogi. Jasna cholera! Co teraz?! Na bank wrócę do pierdla! Wiedział, że tym razem w sądzie nikt nie będzie się z nim cackał. Kompletnie go zatkało. Powoli opadł na fotel naprzeciwko małej.
- No mów, co tu robisz? - nie odpuszczała.
- Tak... Miałem klucze - wydusił z siebie. W głowie słyszał już treść aktu oskarżenia.
- Wiedziałam! Moi rodzice prosili, żebyś do mnie zajrzał? - podsunęła mu odpowiedź dziewczynka. - Często tak robią, kiedy idą do sąsiadów, ale zwykle wpada do mnie mama.
- Tak - powtórzył ochryple. - Szedłem po wino i pomyślałem, że sprawdzę, co u ciebie.
- A mama? Przyjdzie? Przecież obiecała! - Dziewczynka zerknęła na zegarek. Złodziej - na drzwi.
- Ttttak - wymamrotał. - Wspominała, że przyjdzie, ale zapomniałem o której.
Mała znów sprawdziła czas.
- Za pół godziny. Żeby dać mi drugiego buziaka. Zawsze tak robi.
- Drugiego buziaka... No jasne - powtarzał po niej jak kretyn. - Właśnie tak powiedziała: za pół godziny przyjdę dać jej drugiego buziaka. Prosiła też, żebym za długo nie siedział, tylko szybko sprawdził, czy wszystko u ciebie dobrze. Dosłownie wpadł i wypadł. - Ostrożnie wstał. Nadal nie był pewien, co robić.
Mała uważnie mu się przyglądała. Zmusił się, by drżącą dłonią pogłaskać jej kędzierzawą główkę.
- No dobrze, zamykamy książkę i do spania! - usiłował przybrać ton swojej matki. A może matki tej dziewczynki? Ogólnie matki.
Nachylił się, a ona znienacka oplotła rękami jego szyję i wlepiła mu całusa. Zamarł. No ładnie. Czuł, że korek w jego głowie za chwilę wystrzeli jak ruski szampan. Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Starał się iść swobodnie, niezbyt szybko. Może nie będzie tak źle i ostatecznie jakoś się wywinie. Musi tylko jak najszybciej stąd zniknąć. Obejrzał się i puścił do małej oko na odchodne. Nacisnął klamkę.
- Ej, czekaj.
Zatrzymał go wysoki głosik. Nie miał siły na nią spojrzeć.
- Czy ty... nie jesteś przypadkiem złodziejem?
Zalała go fala gorąca. Dziewczynka dziarsko zerwała się z łóżka i podeszła do stolika, na którym stał aparat telefoniczny. Obok karteczka. Pewnie z numerem.
- Zadzwonię do sąsiadów i powiem mamusi, że rozmawiam z panem, który przyszedł po wino. Żeby się nie martwiła. I że nie musi już przychodzić na drugiego buziaka.
Wpatrywał się w nią przerażony. Podniosła słuchawkę.
- Nie rób tego - szepnął.
Obrzuciła go długim spojrzeniem.
- Ale przecież jeśli jesteś złodziejem, to muszę po kogoś zadzwonić. Inaczej ukradniesz nam różne rzeczy!
Podszedł, wyjął z jej dłoni słuchawkę i odłożył na widełki.
- Słuchaj, nigdzie nie dzwoń. Bardzo cię proszę. Zrobimy tak: ja za sekundę stąd wyjdę i nigdy więcej nie wrócę. Niczego nie zabiorę. Cała sprawa zostanie między nami. To będzie taka nasza tajemnica, co?
- Aha! Czyli naprawdę jesteś złodziejem. - Zmrużyła podejrzliwie oczy.
Odchrząknął.
- No... przyznaję, że zjawiłem się tu trochę... ekhm... nieproszony.
- Jesteś rozbójnikiem, który kradnie? Jak Robin Hood? - W jej głosie nie było strachu, raczej zainteresowanie.
- Nie aż takim - wymamrotał, oceniając w duchu swoje szanse. Jeśli teraz wybiegnie, będzie musiał pokonać kręty korytarz, a potem trzy piętra, ale może zdąży, gdyby zbiegał po pięć stopni.
- Nie martw się, nikomu nie powiem! Jesteś miłym złodziejem. Inaczej nie pogłaskałbyś mnie po głowie - uspokoiła go mała, która w międzyczasie wróciła do łóżka. Wygładziła kołdrę i patrzyła na niego z uśmiechem małego aniołka.
Jeśli mnie złapią, zastanawiał się, dostanę ze trzy lata. Trzy lata w kiciu. Czaj z najtańszego tytoniu, gówniane żarcie i inne atrakcje. Stać! Iść! Stać! Iść! Trzy lata. Cholera jasna...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
-Polecamy pozostałe książki Petra Šabacha
Matěj urodził się w sierpniu 1951 roku. A raczej brutalnie wypchnięto go na świat pełen nieobliczalnych stryjków, bojowniczych ciotek, sąsiadek mieszających w wannie sałatkę ziemniaczaną, bezkompromisowych trenerów boksu, wyjących przenikliwym falsetem germanistek i innych udręk, od których z pewnością by oszalał, gdyby nie one. Babcie. Subtelna babcia Irena, której dzieciństwo upłynęło w klasztorze, płynnie mówi po francusku, czyta wnukowi Szekspira, zachwyca się baletem rosyjskim i grecką filozofią. Babcia Maria, zagorzała komunistka, chleb smaruje palcem, z nikim się nie certoli i każdą chorobę leczy winem domowej roboty, bez względu na to, czy niedomaga dorosły, czy dziecko.
Matěj zabiera nas w swoje lata szkolne, zbuntowaną długowłosą młodość (która zahacza o Londyn ´69 i Grecję lat 70.) i dorosłość, aż do aksamitnej rewolucji w 1989 roku. Jak zwykle u Šabacha, w tej podróży towarzyszą nam ciepły uśmiech i nostalgiczna łezka.
Petr Šabach urodził się w sierpniu 1951 roku. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe...
Jak bardzo różnią się od siebie chłopcy i dziewczynki, mężczyźni i kobiety?... Czy w ferworze walki płci w ogóle jest możliwy pokój? Zbiór trzech opowiadań Gówno się pali to pełna ciepłego humoru odpowiedź na te pytania.
Mnóstwo knajpianych anegdot, zabawnych przygód z młodości, walka o niezależność w czasach byłego reżimu...
Gówno się pali kilkanaście razy wznawiano za naszą południową granicą. Na podstawie książki powstał kultowy film Pelíšky (polski tytuł Pod jednym dachem) w reżyserii Jana Hřebejka.
Konik morski to jedyny przedstawiciel fauny, u którego samiec, nie samica, wydaje na świat młode. Bohater tej książki to jedyny (a przynajmniej jedyny, którego sam zna) mężczyzna w Pradze, który w końcu betonowych lat osiemdziesiątych nie chce stać żonie na drodze do kariery naukowej i nie bardzo wiedząc, w co się pakuje, bierze na siebie opiekę nad trzyletnim synkiem.
Podróże konika morskiego - pamiętnik młodego ojca na urlopie tacierzyńskim. Czy kiedy w roli taty występuje czołowy czeski humorysta, możemy się spodziewać tylko tego, że założy pieluchę na lewą stronę, przypali mleko i zgubi dziecko w monopolowym? Jak się okazuje - niekoniecznie...
Rogal (czy w tym wypadku czeski rohlík) zawsze denerwująco wywraca się na talerzu, w dodatku zwykle masłem do dołu. Prawo natury, z którym trzeba się pogodzić. Tak jak z innymi dość irytującymi faktami, jak choćby tym, że człowiek się starzeje. Jednak czy rzeczywiście jesteśmy na to wszystko skazani? A może by na przykład zaprojektować i opatentować talerzyk, na którym podstępny rogalik nie ma prawa się wykopyrtnąć? Poza tym - czy przekroczywszy pewną granicę wieku, trzeba być nudnym i poukładanym? Bohaterowie Masłem do dołu, dwaj czerstwi sześćdziesięciolatkowie Arnošt i Evžen, są innego zdania...
Praga, cudowne lata osiemdziesiąte. W szkołach uczą, że kultura przywędrowała zza wschodniej granicy, w radiu króluje koncert życzeń, a najłatwiej dostępną rozrywką jest przesiadywanie na podwórku pod trzepakiem. Jak przetrwać w szarej rzeczywistości i nie umrzeć z nudów? Da się. Wystarczy mieć szesnaście lat, parę koron na piwo i kumpli - kumpli na śmierć i życie.
Na motywach książki powstał znany także w Polsce film Pupendo w reżyserii Jana Hřebejka.
Bohaterowie Dowodu osobistego, najpierw wyszczekane łobuzy z dziewiątej "be", potem coraz bardziej zbuntowani, wchodzący w dorosłość fani bigbitu, ostatecznie dojrzali, lecz wciąż długowłosi i niestroniący od draki faceci, nigdy nie byli ulubieńcami policji. A raczej nimi byli, ale w sposób, w jaki woleliby nie być.
Petr Šabach, w swojej, jak uznali czescy krytycy, najpoważniejszej książce, traktującej o sprawach, z których nawet jemu trudno się śmiać, po mistrzowsku snuje czasem zabawną, czasem tragiczną, jak zawsze opartą na anegdotach opowieść o odwiecznych potyczkach ze zwyczajnym człowiekiem po jednej, organami bezpieczeństwa i porządku po drugiej stronie barykady. Z charakterystyczną nostalgią i dobrodusznym uśmiechem kolejny raz przekonuje czytelnika, że właściwie nieważne co, gdzie i w jakich czasach się pije czy znosi. Ważne z kim.
Na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem w reżyserii Ondřeja Trojana.
Polecamy
Proza czeska
Jan Balabán Wakacje / Możliwe, że odchodzimy - Którędy szedł anioł Bianca Bellová Jezioro - Mona - Takie urywkiTereza Boučková Rok Koguta Roman Cílek Ja, Olga Hepnarová Emil Hakl Zasady śmiesznego zachowania Petra Hůlová Plastikowe M3, czyli czeska pornografia - Macocha - Krótka historia Ruchu Zdeněk Jirotka Saturnin Markéta Pilátová Ciemna strona Miroslav Sehnal / Břetislav Uhlář Godzina w niebie Petra Soukupová Zniknąć - Pod śniegiem - Najlepiej dla wszystkich - Sprawy, na które przyszedł czas - Zawsze jest ktoś Petr Šabach Gówno się pali - Podróże konika morskiego - Masłem do dołu - Pijane banany - Dowód osobisty - Babcie Marek Šindelka Zostańcie z nami - Mapa Anny - Zmęczenie materiału Zdeněk Svěrák Opowiadania i wiersz Kateřina Tučková Boginie z Žítkovej - Wypędzenie Gerty Schnirch - Bílá Voda
Seria Czeska Bajka
Radek Malý Popieliczki Vojtěch Matocha Truchlin - Truchlin. Czarny merkuryt - Truchlin. Biała Komnata Iva Procházková Pyszna środa - Nawet myszy idą do nieba Petra Soukupová Bercik i niuniuch Pavel Šrut, Galina Miklínová Niedoparki - Niedoparki powracają - Niedoparki na zawsze
Seria Czeskie Krymi
Jiří Březina Przedawnienie - Południca Petra Klabouchová Źródła Wełtawy Daniel Petr Siostra Śmierć Iva Procházková Mężczyzna na dnie - Roznegliżowane - Zagraj mi na drogę Michal Sýkora Człowiek pana ministra - To jeszcze nie koniec - Pięć martwych psów František Šmehlík Usłyszeć śpiew jeleni
czeskie smaczki
Zofia Tarajło-Lipowska Nowy Kapoan. Strzel i traf do czesko-polskich językowych gaf Michael Žantovský Havel od kuchni
Ekonomia i polityka
Václav Klaus My, Europa i świat
Seria Nowe Polskie
Rafał Niemczyk Mama umiera w sobotę