?
Rozdział 4
- Tutaj, szefowo! - zawołał Jacob.
Machał rękami i skakał ponad krzakami w swoim obszernym kombinezonie ochronnym i czepku zakrywającym zawsze lśniące i uczesane włosy. Wciąż był ranek, a temperatura nadal rosła. Smith rozwijał taśmę policyjną pomiędzy drzewami. Prześlizgnęła się, zanim całkowicie odgrodził teren.
- Czy pozostałe nastolatki wciąż tu są?
Ułatwiliby jej pracę, gdyby pozostali.
- Tak. Jest z nimi Kapoor. O'Connor niedawno się pojawił, a teraz rozmawia z rodzicami niektórych dzieci, którzy dojechali.
Wychyliła się i dostrzegła łysą, błyszczącą głowę detektywa Harry'ego O'Connora oraz posterunkową Jhanvi Kapoor w mundurze. Pomimo obrażeń, które odniosła podczas jednego z poprzednich śledztw, doszła do siebie i zaczęła się przygotowywać do egzaminu na stopień sierżanta. Pomachała Ginie i ruszyła w jej stronę. Jacob odsunął się na bok i zaczął rozglądać po terenie.
- Cześć, szefowo. Rozmawiamy z młodzieżą. Dobrze się czujesz? Gorąco tu. - Pomimo okoliczności Jhanvi Kapoor jak zwykle wyglądała na pełną energii.
Gina nadal nie mogła się nadziwić, jak ta drobna, młoda kobieta z piskliwym głosem i mocnym akcentem z Birmingham mogła być aż taka twarda. Poprzednia sprawa, nad którą pracowała, mogłaby złamać psychikę każdej osoby, ale Kapoor po wyjściu ze szpitala wzięła jedynie tydzień wolnego i zarzekała się, że wróci do pracy o wiele silniejsza. Od razu złożyła też dokumenty na egzamin wymagany do awansu.
- Świetnie, że znów jesteś w ekipie, tak jak Smith. Tylko najlepsi! - Gina naprawdę tak myślała.
Smith i Kapoor pomagali przy niezliczonych sprawach i zawsze byli mile widziani, bo wykonywali ciężką, potrzebną pracę.
- Za nic bym tego nie przegapiła, szefowo. Będzie dobrze, jeśli znowu nie porwie mnie żaden zabójca.
Gina ponownie zastanowiła się, jakim cudem Kapoor miała tak optymistyczne usposobienie. Martwiła się, że trauma być może będzie ją prześladować, pożerać żywcem, manifestować się pod postacią zespołu stresu pourazowego, ale policyjny psycholog zwolnił ją z kolejnych sesji terapeutycznych.
- Wiem, że to twoje pierwsze tak poważne śledztwo od tamtej pory.
Jhanvi spojrzała na nią wielkimi czekoladowymi oczami i uśmiechnęła się, ukazując dołeczki w policzkach.
- Naprawdę nic mi nie jest, szefowo. Już zawsze będę miała kilka blizn na ciele, ale tutaj - wskazała na swoją głowę - wszystko gra.
- Cóż, jeśli kiedykolwiek będziesz chciała pogadać, wiesz, że moje drzwi zawsze stoją otworem, bez względu na porę dnia i nocy.
- Wiem i dziękuję, szefowo. Jeżeli będę tego potrzebowała, poproszę o pomoc. Obiecuję.
Gina rozumiała, że powinna zamilknąć. Od tamtych wydarzeń próbowała nieco opiekować się Kapoor, ale teraz powinna coraz rzadziej pytać młodszą koleżankę, czy naprawdę dobrze się czuje.
- Tak, lepiej już pójdę. - Jhanvi udała się do obozowiska.
- Świetnie. Przejdźmy dalej. - Gina uśmiechnęła się do Jacoba, wyciągnęła z kieszeni gumkę i związała swoje niesforne włosy, nim zdążyły zwilgotnieć od potu.
- Nie wiem, jakim cudem ona tak świetnie się trzyma. - Jacob zmarszczył brwi.
- Ja też nie. Ale bardzo ją podziwiam. - Gina wzięła kombinezon i włożyła go na czarne spodnie i kremową bluzkę, następne były ochraniacze na buty, rękawiczki i maseczka. Czuła się ospała, a dzień się jeszcze w pełni nie zaczął. - Bernard w pracy?
Bernard Small był kierownikiem techników kryminalistycznych, z którym pracowała przy większości poważnych spraw.
- Tak, już tam jest i ocenia sytuację. Jak zauważyłaś, rozłożono już ścieżkę z płyt. W tej chwili fotografują i filmują.
Gina pierwsza zeszła po skarpie i podążyła ścieżką wydeptaną pomiędzy gęstymi zaroślami i drzewami. Dotarła do płyt. Oboje stąpali ostrożnie, aby nie poślizgnąć się w ochraniaczach na buty.
Harte rozejrzała się po niewielkiej polanie pomiędzy drzewami. Idealne miejsce na imprezę z namiotami. Wszędzie walały się śmieci i puste butelki po alkoholu. Zauważyła zużytą prezerwatywę, dalej kolejną. To, co powinno być pięknym miejscem na łonie natury, do którego mogły chodzić rodziny na spacer, stało się meliną.
Usłyszała klikanie migawki aparatu, więc uświadomiła sobie, że dotarła na miejsce. Bernard Small wyłonił się zza krzaka i wyprostował, osłaniając oczy przed słońcem.
- Cześć, Bernardzie. Gdyby nie te okoliczności, powiedziałabym, że miło cię widzieć.
Skinął jej głową.
- Prawda? Zawsze spotykamy się nad trupem. Chodźcie. - Rozchylił gałęzie, więc Gina i Jacob przeszli za nim do skrzyń na dowody, w których leżały już opisane woreczki z różnymi rzeczami. - Wciąż dokumentujemy, co się da, ale stąd też dobrze widać. Prawdopodobnie minie dłuższy czas, nim będziecie mogli podejść, bo ciało znajduje się w dziwnej pozycji. Nie chcemy zacierać śladów, choćby tych najdrobniejszych, dlatego zachowujemy najwyższą ostrożność. Odsunęliśmy listowie, żeby zrobić zdjęcia i zacząć badać.
Gina stanęła na palcach i zerknęła ponad krzakiem. Zauważyła pracujący zespół. Starała się nie skupiać na tym, jak jej żołądek ścisnął się z powodu wymiocin obok zwłok. Jacob uniósł rękę i pomachał do techniczki Jennifer, na co dziewczyna się uśmiechnęła. Byli już długo w związku i pozdrawiali się czule, ilekroć razem pracowali. Gina opuściła wzrok i dostrzegła jedynie nogi dziewczyny. Większa część jej ciała nadal leżała w krzakach.
- Powiesz mi, co tam widziałeś?
- Tak. Nastolatkę pomiędzy czternastym a osiemnastym rokiem życia - odpowiedział Bernard.
Zgadzało się to ze zgłoszeniem. Naomi Carpenter zidentyfikowała denatkę jako Leah Fenmore, lat szesnaście. Gina poczuła ucisk w gardle. Trudno jej było patrzeć na martwą dziewczynę, ponieważ sama miała córkę. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, jak rodzice ofiary zareagują na wieści. Gdyby w krzakach leżała martwa Hannah, Gina zawaliłby się świat.
- Drobna budowa ciała, wzrost około metr sześćdziesiąt. Brązowe włosy do ramion, kolczyk w wardze, ale chyba wolelibyście, żebym przeszedł do sedna.
Jacob pisał w rękawiczkach.
- Tak, prosimy.
- Przyczyna śmierci to prawdopodobnie uduszenie, ponieważ na szyi widać ślady, które wyglądają jak po palcach. - Bernard skinął głową technikowi, który odciągnął gałęzie. - Widzisz sińce, które zaczynają się pojawiać na ciele?
Gina przytaknęła.
- Widzę.
- Ma szeroko otwarte oczy, widać, że popękały w nich naczynka krwionośne. Na podstawie temperatury i stopnia stężenia pośmiertnego określam czas zgonu na pomiędzy pierwszą a drugą w nocy.
- Jakieś oznaki napaści na tle seksualnym?
Bernard cofnął się o krok i przestąpił z nogi na nogę.
- Nie jestem pewien, ale prawdopodobnie w górnej części prawej piersi mamy ślad po ugryzieniu. Zębów nie wbito głęboko w skórę, ale pojawiło się krwawe rozcięcie i siniec. Zyskamy pewność, kiedy zabierzemy stąd ciało i przeprowadzimy autopsję.
Gina wzdrygnęła się na myśl, że ktoś ugryzł tę dziewczynę tak mocno. Jej były mąż Terry gryzł ją czasem podczas seksu i znęcał się nad nią jeszcze bardziej, gdy mówiła mu, że to boli. Wyrzuciła te myśli z głowy. Może ofiara była napastowana seksualnie, a może obrażenia te powstały w wyniku uniesień miłosnych. Nie mogła jeszcze odpowiedzieć na te pytania, a wyciąganie wniosków na podstawie własnych okropnych doświadczeń nie pomoże w śledztwie.
- Widać brzeg dżinsowych spodenek, które mają rozpięte zarówno suwak, jak i guzik.
Gina odwróciła wzrok od ciała.
- Jakieś ślady nasienia?
- Nie byliśmy w stanie stwierdzić, ale jak mówiłem, więcej dowiemy się podczas sekcji.
Zaledwie kilka godzin temu to nie były zwłoki, a żywa, zdrowa dziewczyna. Ginę przeszedł dreszcz.
- A ślady walki?
- Do tej pory nie znaleźliśmy żadnych ran, które mogłyby powstać przy obronie.
To podpowiedziało Ginie, że dziewczyna nie stawiała oporu. Znieruchomiała ze strachu lub coś, co zaczęło się za obopólną zgodą, przybrało fatalny obrót. A może została naćpana?
- Zlecisz badania toksykologiczne, żeby sprawdzić, czy czymś jej nie odurzono? Rohypnolem lub czymś, co może wywołać senność i dezorientację. Chyba wszyscy obecni tu młodzi ludzie pili alkohol.
- Zdajesz sobie sprawę, że badania toksykologiczne potrwają wieki, prawda? - Uniósł rękę do ochraniacza na brodę i podrapał się po podbródku.
- Tak, jak zwykle, ale musimy wiedzieć, czy coś jej podano. Chcę mieć niezbite dowody, czy walczyła z tym, kto ją dusił. Musimy wszystko sprawdzić - urwała. - Daj mi znać, gdy dowiesz się czegoś więcej.
Jacob stanął na kolejnej płycie i notował, ponownie ocierając czoło.
Bernard pokiwał głową.
- Jasne. - Spojrzał na swoją ekipę i się uśmiechnął. - Jeśli chcecie, możecie już podejść. Tylko nie schodźcie z płyt, chociaż nie sądzę, żebyście zobaczyli tyle, na ile liczycie. Została nieco wysunięta z krzaków. Dziewczyna, która ją znalazła, ciągnęła ją za nogę, bo myślała, że koleżanka śpi.
Bernard miał rację. Zobaczyli jedynie dolną część ciała denatki i jej zwisający język. Mogliby zobaczyć więcej, gdyby odsunięto gałęzie. Dostrzegła coś, co wyglądało jak zaschnięta krew.
- Co jest na tamtej kolczastej gałęzi?
Bernard spojrzał we wskazane miejsce.
- Krew. Dziewczyna, która próbowała wyciągnąć ją z tych krzaków, zraniła się w rękę.
Jennifer pochyliła się i położyła żółty znacznik dowodowy przy kolejnym opakowaniu po chipsach. Cały las usiany był żółtymi tabliczkami, większość stała przy śmieciach.
- Cześć, Jen - przywitał się Jacob, wkładając notes do kieszeni.
- Dobrze się czujesz? - Mimo że Jennifer miała na twarzy maseczkę, Gina widziała, że parzyła na Jacoba z wesołością w oczach.
Policjant pokiwał głową i również się do niej uśmiechnął.
- Na razie. - Wróciła do pracy.
- Jakieś przemyślenia na tę chwilę? - Gina obróciła się do Jacoba, wypowiadając słowa dość głośno, aby usłyszał ją ponad świergotem ptaków.
Piękny, słoneczny poranek na łonie natury został skażony przez śmierć nastolatki. Gina załamywała ręce. Musiała złapać sprawcę, kimkolwiek był, i nie miała czasu do stracenia.
Pokręcił głową.
- Musiała być naprawdę pijana lub nawet odurzona, żeby w ogóle się nie bronić. To znaczy, gdyby mnie ktoś dusił, wpadłbym w szał. - Otarł czoło.
Chociaż kombinezony nie były grube, materiał kleił się Ginie do karku. Wiedziała, że Jacob czuł się równie niekomfortowo.
- Chodźmy do obozowiska, zobaczymy, gdzie spali. Później zdejmiemy kombinezony i pogadamy z Kapoor i O'Connorem, może mają już zeznania świadków. Chcę zobaczyć te nastolatki wraz z rodzicami na posterunku, żeby formalnie ich przesłuchać. Czeka nas trudny dzień, ale musimy wszystko nagrać. Trzeba się dowiedzieć, co te dzieciaki porabiały w nocy. - Rozejrzała się po lesie. - Do tamtych domów da się dojść w kilka minut. - Wskazała na kominy na tle nieba.
- To Oak Tree Walk. Spokojna uliczka, przy której stoi kilka szeregówek.
- Chcę wiedzieć, czy właściciele coś widzieli lub słyszeli. Mieszkają na tyle blisko, że mogli im przeszkadzać hałaśliwi imprezowicze. Może ktoś z nich spacerował wczoraj z psem albo siedział w ogrodzie. Musimy wiedzieć, czy ktoś tu kiedyś dzwonił na policję w sprawie zakłócania ciszy nocnej. Niewykluczone, że regularnie odbywające się tu imprezy kogoś wkurzyły. Możesz zadzwonić na posterunek do Wyre? Może zacznie to sprawdzać, nim wrócimy.
Kiedy dotarli do taśmy, Gina zdjęła maseczkę. Skinęła głową Smithowi, który pilnował, żeby żaden człowiek z psem czy biegacz nie wszedł na miejsce zbrodni i nie zniszczył dowodów. Jacob wyjął telefon, zaczął rozmawiać z detektyw Paulą Wyre. Gina się rozejrzała. Działania policji zawsze przyciągały sporo gapiów, a tutaj tylko taśma powiewała na lekkim wietrze. Nie było jeszcze żadnych dziennikarzy, którzy próbowaliby zrobić dobre zdjęcie czy zadać kilka pytań. Wieści o zdarzeniu rozniosły się już w mediach społecznościowych, więc jak zawsze i o tym zabójstwie będzie głośno.
Jacob się rozłączył.
- Już się za to bierze, szefowo.
- Dobra, sprawdźmy obozowisko i dowiedzmy się, czy zdobyte informacje pomogą nam odnaleźć zabójcę.