t@ncereczk@ - K. Lolka

-
Proszę czekać

3

Świat był piękny. Jechałam do redakcji i uśmiechałam się do siebie, chociaż korek, jak co dzień, ciągnął się w nieskończoność. Mozolnie wrzucałam jedynkę, za chwilę sprzęgło, hamulec, luz, sprzęgło, jedynka i tak co kilkadziesiąt sekund. Czasami przystawało na dłużej. Lubiłam obserwować ludzi stojących w korku. Od razu było widać, kto spędza tu swoje codzienne iks minut w drodze do pracy. Zrezygnowany spokój na twarzy, delikatne kolebanie się w takt muzyki, niektórzy bezmyślnie gapili się nieobecnym wzrokiem gdzieś w dal. Może układali plan dnia, może relaksowali się - ostatnie chwile przed stresującym spotkaniem - a może analizowali w głowie nowe hiszpańskie słówka albo planowali wieczór. Jedni dłubali w nosie, inni bezsensownie wściekali się, podjeżdżali tuż pod zderzak auta przed sobą, jakby w ten sposób mogli rozładować korek. Agresorzy. Pantoflarze. Laleczki. Desperaci. Kochankowie, mężowie i matki. Księża, dentyści, muzycy i aktorzy. Tancereczki i Skurwysynki. Wszyscy kisiliśmy się w zaduchu wspólnych spalin. Stałam dopiero na zakręcie przed mostem, korek oczywiście wlókł się jeszcze wzdłuż ZOO, a często sięgał nawet do Świętokrzyskiego. Machinalnie przerzucałam biegi, wbijając sprzęgło w dechę. Do końca, tak jak każą. Żeby mi na przeglądzie potem jeden z drugim nie wytknął "widać, że baba za kółkiem" - nie, dbałam o mój samochód, przynajmniej tyle, ile mogłam.

Szarość dnia nastrajała nostalgicznie. Zawsze lubiłam taką szarą ponurzastość. Otulała mnie. Dobrze mi się wtedy myślało, pisało, w ciemności, samotności i ciszy. Ty wolałeś słońce. Narzekałeś na zimno, pluchę, zasnute chmurami niebo. Gderałeś, że Cię przygnębia. Marudziłeś, że jesteś zmęczony. Tak naprawdę nie miałeś pojęcia, co to zmęczenie. Nie rozumiałeś, jak absorbujące jest spędzanie tylu godzin za kółkiem, posiadanie trójki dzieci w różnym wieku, w różnych placówkach oświatowych, jak wiele pracy oznacza to w stosunku do Twojej jednej trzylatki. Jak bardzo różni się utrzymanie wielkiego domu od sprzątnięcia Twojego maleńkiego mieszkanka. Zamajaczyło mi ono przed oczami. Uśmiech rozlał się po twarzy i brzuchu. Przestałam zwracać uwagę na szosę, do świateł było jeszcze sto metrów, w obecnym tempie to piętnaście minut. Puściłam wodze wspomnień. Twoja sofa, maciupka kuchnia, jak inny świat, a przecież to było przedwczoraj...

***

Pierwszy raz zaprosiłeś mnie do siebie na noc. Byliśmy ze sobą już dwa miesiące, w tym czasie kilka razy się spotkaliśmy, udało nam się nawet nocować wspólnie w hotelu. Piękny to był wieczór, niezwykły, rano spytałeś, czy to orgazm był, czy kichnęłam... Ale u Ciebie jeszcze nie byłam. Aż do teraz. Żona wyjechała, Małą oddałeś do rodziców i pozwoliłeś mi przyjechać. Napaliłam się jak szczerbaty na suchary, zorganizowałam alibi i pojechałam. W seksownym topie bez pleców, w obcisłych spodniach, w butach na obcasach. Ociekająca zmysłowością. Strój nie był wybrany dla Ciebie, po prostu oficjalnie szlajałam się z psiapsiółką po klubach, w dresach bym nie poszła - ale w głębi duszy nawet cieszyłam się z tej elegancji. Wyobrażałam sobie, jak będę zsuwać z siebie poszczególne części garderoby. Jak Ty będziesz je ze mnie zdejmował... Po drodze zadzwoniłeś.

- No, halo? Gdzie jesteś?

- Yyymmm, nie wiem, jadę.

- Jak to nie wiesz, nie masz mapy, nie pokazuje Ci?

- Nie używam mapy, trasa jest banalna, po cholerę mi mapa? Żeby mnie namierzać? Zaraz będzie jakaś miejscowość, to Ci powiem.

- Dobra, nieważne, jedź.

Rozłączyłeś się. Rozmarzyłam się o tym, jak to będzie. Pod Twoim domem zadzwoniłam. Jeszcze Cię nie było.

- Już jesteś? Ja jeszcze Małą do rodziców, przecież zajęcia miałem, a w ogóle miałaś być później... No nic, czekaj tam na mnie, tylko nie pokazuj się za bardzo.

- Komu miałabym się pokazywać w tej zimnicy? Poza tym chwaliłeś się, że na wszystkich sąsiadów masz jakiegoś haka i nie boisz się ich.

- Ty nie bądź taka mądra.

Zrobiło mi się przykro. Ja tak na Ciebie czekałam, a Ty... Przestał mi się podobać mój top, zmysłowość zastąpił żałosny grymas rozczarowania. Siedziałam sama w ciemnym, pustym samochodzie, w obcym miejscu, skazana na Twoje plany. Nie miałam na nic wpływu, nie mogłam wrócić do domu, musiałam czekać, zdana na Twoją łaskę. Nie lubię bezsilności. Nadjechałeś, minąłeś mnie, uśmiechając się bez cienia przeprosin. Myślałam, że podejdziesz, pomożesz mi przełamać wstyd, lęk - bałam się Twojego parkingu, Twoich sąsiadów, całej tej sytuacji. Miałam wkroczyć w świat po drugiej stronie szklanej tafli oddzielającej dom od pozadomu. Zadzwoniłeś.

- Wracam z garażu. Zaczekaj jeszcze minutę, wejdę.

- Przyjdziesz po mnie?

- Oszalałaś? Przecież nie wejdziemy razem. Zadzwonię, jak będziesz mogła przyjść. Drzwi na klatce masz otwarte.

Boże, przecież to upokarzające. I dla Ciebie wystroiłam się klubowo, gnałam tyle kilometrów, rzeczywiście, oszalałam... Wreszcie zadzwoniłeś. Drzwi na dole faktycznie były otwarte, blokada nie działała. Weszłam po schodach, jedno piętro, drugie, trzecie, po ciemku, po cichutku, na paluszkach, żeby nie stukać obcasami. Taka byłam ostrożna, szlag by to trafił. Wreszcie z bijącym sercem przekroczyłam próg Twojego domu. Jej domu. Waszego. Wpuściłeś mnie i zaryglowałeś drzwi. Dopiero zdążyłeś rozebrać się z kurtki, krążyłeś wokół mnie, jeszcze szybki prysznic, jeszcze telefon, soczek, pizza, telewizor.... Mimowolnie zerkałam wokół siebie, starając się nie robić tego zbyt nachalnie. Miło było, wnętrze miało ciepłą, wciągającą aurę. Kręciłeś się, pstrykając czajnikiem, pilotem, telefonem, w sumie trudno się dziwić, dla Ciebie to nie był magiczny wieczór, Ty nie spędziłeś czterech godzin za kierownicą, po prostu wróciłeś do domu jak co dzień. Chcąc nie chcąc ja też wbiłam się w konwencję codzienności, odstawiłam torebkę i zsunęłam z siebie mój ukochany czarny skórzany płaszcz. Zrobiłam to powoli, ale bez przesady, ot, tyle, żeby zaakcentować wyłaniające się nagie plecy i ramiona. Chciałam usłyszeć, jak bardzo czekałeś. Miałam nadzieję, że zachłyśniesz się z wrażenia na mój widok. Że pogładzisz moją gładką skórę i powiesz, że jestem piękna. A Ty parsknąłeś śmiechem.

- Masz w planach jakiś występ?

Serce mi zamarło. Miałam wyjść, czy co...? Stałam jak bezradny wyrzut sumienia, wszystko we mnie krzyczało "Weź mnie! Tul mnie, mów, kochaj!" - a Ty nawet nie zdawałeś sobie sprawy z tego, co zrobiłeś.

- Nie podobam Ci się?

- Podobasz. Ale wolę tak... Naturalnie.

- Jestem naturalna. Nigdy nie noszę nic, w których czułabym się źle, sztucznie, nie zauważyłeś? Nawet elegancka jestem naturalna, tak samo, jak w dresach...

Przerwałeś mi.

- To prawda.

- To dlaczego tak mówisz? Dzisiaj spędzam noc w klubach, muszę dobrze wyglądać.

- A ja wolę Cię nagą.

- To mnie rozbierz.

Wyzywająco patrzyłam Ci w oczy. Musiałeś zrobić w głowie szybką analizę wieczoru, trochę na siłę podszedłeś do mnie i zacząłeś całować. Objąłeś mnie, szybkim ruchem rozpiąłeś wszystkie cztery guziczki topu, a potem złapałeś pod pośladki, uniosłeś i w trzech krokach zaniosłeś na kanapę. Tam wyszeptałeś mi do ucha, że idziesz się odświeżyć. I zostawiłeś taką na wpół rozebraną na zimnej skóropodobnej kanapie. To miała być ta wyczekana zmysłowość...? Miałam na sobie piękne majtki. Chciałam pokazać Ci je, zsuwając powoli spodnie z wypiętych pośladków. Chciałam rozbierać się przed Tobą, doprowadzać Cię do szaleństwa, tak, jak to robią na filmach, tak jak zawsze chciałam umieć, tylko nie miałam śmiałości. Z Tobą czułam, że bym miała. Niestety, najwidoczniej nastawiłeś się na ciepły rodzinny wieczór, wyszedłeś z łazienki w samych dresach i stanąłeś przy kuchennym blacie.

- Załapiesz się na mój pyszny soczek. To z tej nowej maszyny, co dziewczyny mi polecały.

- Nie chcę. Mogę skubnąć kawałek ananasa.

Zjadłam dwa, cierpki był, jak większość ananasów w naszych dyskontach.

- Nie chcę więcej, będzie mnie szczypał język.

- Po ananasie?

- No oczywiście. Jak są takie słodkie, pachnące, dojrzałe, to nie szczypie, te twarde są niedobre.

Darmowy fragment