T jak TESTOSTERON. Hormon, który rządzi i dzieli - Carole Hooven

Kup ebooka

49.99 zł
38.94 zł (38,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Początki

MAŁPIE HARCE

Gdy­by­śmy nie znaj­do­wali się pod gniaz­dami szym­pan­sów w chwili, gdy się budziły, prze­ga­pi­li­by­śmy ich siuśki - a to naj­waż­niej­sze przy bada­niu stę­że­nia testo­ste­ronu u tych zwie­rząt. Dla­tego nie­mal codzien­nie przez osiem mie­sięcy, które spę­dzi­łam z szym­pan­sami, na spa­cer przez dżun­glę wyru­sza­łam jesz­cze przed świ­tem.

Ewo­lu­cja opra­co­wała ele­gancki sys­tem moty­wu­jący nas do tego, by zaczy­nać dzień wtedy, gdy zyskamy naj­wię­cej świa­tła (i cie­pła) emi­to­wa­nego przez naszą gwiazdę. Jak wszyst­kie zwie­rzęta o dzien­nym try­bie życia, dopa­so­wu­jemy nasz cykl dobowy do obrotu Ziemi wokół wła­snej osi. Gdy foto­re­cep­tory w siat­kówce oka wyczu­wają poranne świa­tło, infor­ma­cja ta zostaje prze­ka­zana do szy­szynki, gru­czołu o nie­wiel­kiej masie i kształ­cie szyszki w głębi naszego mózgu. Szy­szynka reaguje zmniej­sze­niem wydzie­la­nia "hor­monu snu", mela­to­niny, co z kolei popy­cha nas do kon­kret­nego zacho­wa­nia - budze­nia się1.

W każ­dym razie tak to dzia­łało, zanim my, ludzie, przy­zwy­cza­ili­śmy się do sztucz­nego świa­tła. Ponie­waż jed­nak szym­pansy trzy­mają się sta­rego planu, musia­łam zwlec się z łóżka, choć stę­że­nie mela­to­niny było u mnie jesz­cze wyso­kie. Usi­ło­wa­łam jakoś prze­zwy­cię­żyć sen­ność dawką kofe­iny dostar­czoną w kawie zro­bio­nej z desz­czówki zago­to­wa­nej na pro­pa­no­wym pal­niku.

Uzbro­jona w kalo­sze, które miały mnie chro­nić przed mrów­kami, bło­tem i czar­nymi mam­bami, latarkę oraz maczetę (do prze­dzie­ra­nia się przez zaro­śla) ruszy­łam na spo­tka­nie z moimi ugan­dyj­skimi asy­sten­tami polo­wymi. Był to dla mnie kolejny dzień w tro­pi­lak­nym lesie desz­czo­wym, który spę­dza­łam na wałę­sa­niu się za szym­pan­sami i robie­niu nota­tek o ich życiu i zacho­wa­niu w Parku Naro­do­wym Kibale w zachod­niej czę­ści Ugandy.

Po jakiejś godzi­nie wędrówki usia­dłam na ziemi pod jed­nym z drzew, na któ­rych w skon­stru­owa­nych wysoko poprzed­niego wie­czoru gniaz­dach spały szym­pansy. Pró­bo­wa­łam chło­nąć każdy szcze­gół olśnie­wa­ją­cej prze­miany, jaka zacho­dziła wła­śnie w noc­nym lesie. Mono­tonne bzy­cze­nie owa­dów zagłu­szała już nara­sta­jąca kako­fo­nia pta­sich i mał­pich nawo­ły­wań, przez zaro­śla prze­dzie­rały się pro­mie­nie słońca, kro­ple rosy poły­ski­wały niczym złote paciorki roz­wie­szone na listo­wiu. Wycze­ki­wa­łam kon­kret­nego dźwięku - cha­rak­te­ry­stycz­nego sze­le­stu w górze, pierw­szych ruchów budzą­cych się szym­pan­sów. To był dla mnie sygnał do dzia­ła­nia.

Pod wzglę­dem pierw­szych poran­nych potrzeb szym­pansy nie­wiele róż­nią się od ludzi - muszą się zała­twić. Ale pod­czas gdy my wycho­dzimy z łóżka i wle­czemy się do łazienki (albo do wychodka czy dziury w ziemi), szym­pansy po pro­stu wysta­wiają tyłki poza gniazdo. Sta­ra­łam się jak mogłam wycią­gnąć rękę tak spryt­nie, żeby scho­wać się przed spły­wa­ją­cym przez liście z wyso­ko­ści około dzie­się­ciu metrów moczem, a jed­nak zebrać próbkę. Nie zawsze mi się to uda­wało. Moim narzę­dziem był długi kij z roz­wi­dlo­nym koń­cem, do któ­rego dowią­zy­wa­łam pla­sti­kową torebkę2.

W ten spo­sób wno­si­łam swój skromny wkład w pracę Kibale Chim­pan­zee Pro­ject pole­ga­jącą na zbie­ra­niu beha­wio­ral­nych i psy­cho­lo­gicz­nych danych na temat szym­pan­sów. Ta skarb­nica infor­ma­cji pozwala naukow­com zro­zu­mieć źró­dła naj­róż­niej­szych zacho­wań. Naj­bar­dziej jed­nak inte­re­so­wały nas takie zja­wi­ska, jak seks, agre­sja i domi­na­cja, czyli zacho­wa­nia, na które wpływa przed­miot niniej­szej książki - testo­ste­ron, czy też, jak się o nim mówi w branży: T. Kiedy badamy ludzi, możemy ich popro­sić, by po pro­stu napluli do pro­bówki, ale dzi­kie szym­pansy są mniej chętne do współ­pracy, toteż zamiast tego mie­rzymy stę­że­nie T w ich moczu (i kale).

Pipetką ostroż­nie prze­no­si­łam tę odro­binę siuś­ków, jaką udało mi się zła­pać, z torebki do pro­bówki, która wra­cała do naszego obozu, żeby póź­niej powę­dro­wać do labo­ra­to­rium endo­kry­no­lo­gicz­nego na Harvar­dzie. Szym­pansy tym­cza­sem sze­le­ściły jesz­cze kilka minut w górze, po czym zła­ziły po pniach, by roz­po­cząć nowy dzień - pod naszym czuj­nym okiem (asy­sten­tów polo­wych i moim).

BRUTALNE POBICIE

Szym­pansy żyją w gro­ma­dach, które zwy­kle skła­dają się śred­nio z 50-80 osob­ni­ków. Do pew­nego stop­nia każda taka spo­łecz­ność jest jak grupa ludzi miesz­ka­ją­cych w mia­steczku o jasno okre­ślo­nych, bro­nio­nych przed intru­zami gra­ni­cach i wro­gich rela­cjach z sąsied­nimi mia­stecz­kami. Imoso, samiec alfa, był niczym bur­mistrz tego mia­steczka. Spo­łecz­ność Kany­awara była tylko jedną z wielu podob­nych znaj­du­ją­cych się w prze­past­nym lesie nie­opo­dal gra­nicy z Demo­kra­tyczną Repu­bliką Konga. Imoso był wybu­chowy i despo­tyczny - z gatunku tych przy­wód­ców, któ­rzy wywo­łują raczej strach niż sym­pa­tię. Na co dzień szym­pansy funk­cjo­nują w mniej­szych grup­kach zwa­nych "par­tiami". Do moich zadań nale­żało śle­dze­nie jed­nej z takich par­tii. Kiedy w tej, za którą szłam, znaj­do­wał się Imoso, wie­dzia­łam, że będzie dużo stę­ka­nia, pokrzy­ki­wa­nia, zastra­sza­nia, ude­rza­nia, ciska­nia kijami i wale­nia się w pierś. Ist­niał jeden pewny spo­sób na pod­krę­ce­nie atmos­fery - płodna samica (w rui) w gru­pie. Mnó­stwo seksu i jesz­cze wię­cej agre­sji, gdy samce kon­ku­ro­wały o prawo do kopu­la­cji.

W inne dni dra­maty zda­rzały się rza­dziej, a czas upły­wał mi na obser­wo­wa­niu czu­ło­ści i zabawy. Małe tuliły się, jadły, goniły rodzeń­stwo i krew­nych albo z wyżyn ple­ców matek spo­glą­dały sobie po kró­lew­sku na oko­licę, gdy grupa prze­cho­dziła od jed­nego miej­sca popasu do dru­giego. Tak wyglą­dały dni, gdy szłam za par­tiami, w któ­rych nie było doro­słych sam­ców.

Pew­nego stycz­nio­wego dnia Imoso zda­wał się spo­koj­niej­szy niż zwy­kle. Pod­jął nie­ty­pową dla sie­bie decy­zję, że spę­dzi czas tylko z jedną samicą i dwoj­giem jej małych dzieci. Opie­ra­jąc się o wysoki figo­wiec, otwo­rzy­łam notes. Outamba sie­działa za Imo­sem na dużym zwa­lo­nym drze­wie na pola­nie. Z wielką wprawą prze­szu­ki­wała jego gęste, ciemne futro, roz­dzie­la­jąc i przy­kle­pu­jąc włosy, żeby zna­leźć zanie­czysz­cze­nia i paso­żyty, które zgrab­nie usu­wała, co smacz­niej­sze kąski paku­jąc sobie do ust. Nie­mowlę Kilimi i jej star­sza sio­stra Ten­kere barasz­ko­wały na roz­grza­nej rów­ni­ko­wym połu­dnio­wym słoń­cem tra­wie. Wokół hała­so­wały ptaki i owady.

Ogłu­sza­jący wrzask Outamby wyrwał mnie z letargu, serce zaczęło mi walić jak sza­lone. Zerwa­łam się na równe nogi. Imoso pod­sko­czył, tak że teraz stał na zwa­lo­nym drze­wie, okła­dał Outambę pię­ściami i kopał. Samica runęła na zie­mię, a mała Kilimi czmych­nęła w jej ramiona. Outamba przy­tu­liła córkę, żeby ją uchro­nić przed cio­sami, przez co odsło­niła grzbiet przed Imo­sem. Usi­ło­wa­łam dokład­nie zare­je­stro­wać, co się dzieje - co kto komu robi i jak długo (na szczę­ście był ze mną jeden z doświad­czo­nych asy­sten­tów polo­wych, John Bar­wo­geza, który uzu­peł­nił moje obser­wa­cje).

Po kilku minu­tach bru­tal­nego ataku - naj­dłuż­szego i naj­po­waż­niej­szego, jaki kie­dy­kol­wiek widzia­łam - Imoso chwy­cił wielki kij i zaczął nim okła­dać Outambę po gło­wie i grzbie­cie. Ten­kere, zale­d­wie trzy­let­nia szym­pan­sica, która miała mniej niż sześć­dzie­siąt cen­ty­me­trów wzro­stu, pod­bie­gła do Imosa i w obro­nie matki zaczęła piąst­kami ata­ko­wać olbrzyma. Lecz Imo­sowi wciąż było mało - nie wystar­czyło kopa­nie, bok­so­wa­nie i kij - zdo­był się na jesz­cze więk­szą pomy­sło­wość. Chwy­cił się gałęzi, tak że nogi zwi­sały mu swo­bod­nie. Teraz mógł kopać samicę z o wiele więk­szą siłą. Po dzie­wię­ciu szo­ku­ją­cych minu­tach wszystko minęło.

Outamba miała zakrwa­wione ciało na wraż­li­wym, łysym zadku, ale przy­naj­mniej nic się nie stało jej dzie­ciom i mogła z nimi odkuś­ty­kać.

Mimo że wie­dzia­łam, iż inni bada­cze byli świad­kami dłu­gich - cza­sami nawet pro­wa­dzą­cych do śmierci - ata­ków, dla mnie była to nowość. To, co widzia­łam, było dru­zgo­czące, lecz jed­no­cze­śnie - z nauko­wego punktu widze­nia - eks­cy­tu­jące i dez­orien­tu­jące. Tak, duże samce ruty­nowo znę­cają się nad doro­słymi sami­cami, ale dotąd widy­wa­łam tylko krót­kie wybu­chy agre­sji, które w porów­na­niu z tym zaj­ściem wyda­wały się łagodne.

Richard Wran­gham, świa­to­wej sławy pry­ma­to­log, który zało­żył nasz obóz i nim zarzą­dzał, aku­rat przy­je­chał do nas w tym tygo­dniu. Prze­bie­głam więc trzy kilo­me­try przez las, dopa­dłam do naszej sta­cji i opo­wie­dzia­łam mu, co widzia­łam. Zasa­pana i prze­jęta zarzu­ci­łam go pyta­niami, ale on tylko wycią­gnął rękę i uści­snął mi dłoń. Potem powie­dział, że jestem pierw­szym bada­czem, który był świad­kiem uży­cia takiej broni przez naczel­nego innego niż czło­wiek w natu­ral­nym oto­cze­niu. "Time" napi­sał o tym cały arty­kuł, doda­jąc do tego duże zdję­cie Richarda, mnie i już słyn­nego kija (który z łąki zabrał póź­niej asy­stent polowy). Tytuł arty­kułu brzmiał Wife Beaters of Kibale ("Dam­scy bok­se­rzy z Kibale")3. Wzdry­ga­łam się na ten antro­po­mor­ficzny nagłó­wek, a jed­nak trudno było zaprze­czyć podo­bień­stwom mię­dzy nie­po­ko­ją­cym zacho­wa­niem Imosa a prze­mocą domową wśród ludzi. Dla­czego to zro­bił? Tam­tego dnia nie potra­fi­łam zna­leźć żad­nej odpo­wie­dzi na to pyta­nie. Zna­la­złam ją jed­nak póź­niej w bada­niach na temat testo­ste­ronu i roz­mna­ża­nia.

DEMONICZNE SAMCE

Moja wyprawa do Ugandy by­naj­mniej nie prze­bie­gała w linii pro­stej. Zain­te­re­so­wa­nie ludz­kim zacho­wa­niem już w col­lege'u pchnęło mnie w stronę psy­cho­lo­gii. Podo­bały mi się wykłady o Freu­dzie i Jungu, psy­cho­pa­to­lo­gii, oso­bo­wo­ści i róż­ni­cach indy­wi­du­al­nych. Ale dopiero na ostat­nim roku zda­rzyło mi się, że pod­czas wykładu z prze­ję­cia wprost nie mogłam usie­dzieć na krze­śle. Ni­gdy nie zapo­mnę tych zajęć (psy­cho­lo­gia bio­lo­giczna), wykła­dow­czyni (Jose­phine Wil­son) ani dnia, w któ­rym dzięki niej zro­zu­mia­łam, jak neu­rony i neu­ro­prze­kaź­niki mają się do naj­roz­ma­it­szych zacho­wań. Pamię­tam, jak stoi przed nami i unosi ręce nad głową, macha­jąc pal­cami, żeby poka­zać nam, jak wygląda neu­ron i jego den­dryty - małe wypustki, które komu­ni­kują się z innymi neu­ronami. Nagle otwo­rzyło się przede mną zupeł­nie nowe rozu­mie­nie przy­czyn naszych zacho­wań i czu­łam, że to jest to. Wie­dzia­łam, że na­dal chcę prze­ży­wać tego typu olśnie­nia, ale tym­cza­sem nale­żało skoń­czyć stu­dia, a ja nie mia­łam pracy.

Jak to bywa, gdy się ma licen­cjat z psy­cho­lo­gii, wylą­do­wa­łam w pracy z software'em finan­so­wym. (Głów­nie cho­dziło mi o to, żeby "pra­co­wać z kom­pu­te­rami". W końcu był to rok 1988). Powie­dzia­łam sobie, że przy­cupnę tam na parę lat, żeby dać sobie czas na opra­co­wa­nie wiel­kiego planu na życie. Wiele jesz­cze musia­łam się nauczyć, a ta praca była wygodna. I tak dwa lata prze­szły w dzie­sięć. Tym­cza­sem cho­dzi­łam na wykłady, które prze­ga­pi­łam pod­czas stu­diów - bio­lo­gię mole­ku­larną i gene­tykę - i odkry­łam, że wbrew temu, co mi się ubz­du­rało pod­czas wcze­śniej­szych lat edu­ka­cji, naprawdę uwiel­biam bio­lo­gię. Podró­żo­wa­łam po takich kra­jach, jak Izrael, Tan­za­nia, Kosta­ryka i Chiny, i coraz bar­dziej cie­ka­wiło mnie, skąd się bie­rze róż­no­rod­ność kul­tur i eko­lo­gii na całym świe­cie. Czy­ta­łam też książki popu­lar­no­nau­kowe, w tym Samo­lubny gen Richarda Daw­kinsa, dzięki któ­remu zro­zu­mia­łam, jak teo­ria ewo­lu­cji może pomóc mi odpo­wie­dzieć na pyta­nia o życie na Ziemi.

Te doświad­cze­nia spra­wiły, że tym bar­dziej pra­gnę­łam zna­leźć głę­bo­kie, solidne wyja­śnie­nie ludz­kiego zacho­wa­nia, i w końcu zlały się w jedno wiel­kie pyta­nie: w jaki spo­sób ewo­lu­cja ukształ­to­wała ludzką naturę?

A potem prze­czy­ta­łam książkę, która zasu­ge­ro­wała mi ścieżkę do zna­le­zie­nia odpo­wie­dzi - Demo­niczne samce. Małpy człe­ko­kształtne i źró­dła ludz­kiej prze­mocy4. Zafa­scy­no­wała mnie nie tyle prze­moc, ile podej­ście auto­rów, któ­rzy posta­wili sobie waż­kie pyta­nia o to, jak to się stało, że jeste­śmy tacy, jacy jeste­śmy. Posta­no­wi­łam, że chcę robić to, co główny autor tej książki, czyli badać szym­pansy, żeby zro­zu­mieć nas, ludzi, i nasze pocho­dze­nie ewo­lu­cyjne. Rzu­ci­łam więc pracę i zło­ży­łam poda­nie na stu­dia dok­to­ranc­kie.

Nie pole­cam wyko­ny­wa­nia powyż­szych czyn­no­ści w takiej kolej­no­ści.

Pierw­szym auto­rem książki, którą tak się zachwy­ci­łam, był Richard Wran­gham. Tak się szczę­śli­wie skła­dało, że wykła­dał na Harvar­dzie, w moim rodzin­nym mie­ście Cam­bridge w Mas­sa­chu­setts. Wysła­łam mu więc entu­zja­stycz­nego e-maila z poda­niem. Pra­co­wał wów­czas na wydziale antro­po­lo­gii bio­lo­gicz­nej. Odmowna odpo­wiedź była dla mnie ogrom­nym roz­cza­ro­wa­niem. Z per­spek­tywy czasu widzę jed­nak, że to było raczej do prze­wi­dze­nia. Trudno się dostać na taki pro­gram bez doświad­cze­nia badaw­czego "w polu", jak to się mówi. Cza­sami jed­nak naiw­ność może być zaletą. Nie odpu­ści­łam i w końcu Richard - teraz już byli­śmy po imie­niu - zapro­po­no­wał mi wyjazd na rok do Ugandy, czyli udział w Kibale Chim­pan­zee Pro­ject. Zało­żył ten obóz badaw­czy w 1987 roku, żeby obser­wo­wać zacho­wa­nia, psy­cho­lo­gię i eko­lo­gię dzi­kich szym­pan­sów. Ja mia­łam za zada­nie zarzą­dzać obo­zem i nauczyć się prze­pro­wa­dzać samo­dzielne bada­nia. Nie mogłam w to uwie­rzyć. Oczy­wi­ście przy­ję­łam jego ofertę.

SEKS I PRZEMOC U DWÓCH GATUNKÓW NACZELNYCH

I w ten wła­śnie spo­sób tam­tego stycz­nio­wego dnia w 1999 roku zna­la­złam się w środku tro­pi­kal­nego lasu desz­czo­wego, łapiąc mocz szym­pan­sów i patrząc, jak wielki samiec bije drobną samicę, która usi­łuje ochro­nić młode. Ta inte­rak­cja była dra­ma­tycz­nym przy­kła­dem kon­tra­sto­wych wzor­ców zacho­wa­nia, na które już przed­tem zwró­ci­łam uwagę - samice są sto­sun­kowo spo­kojne i opie­kuń­cze, pod­czas gdy samce są agre­sywne i mają obse­sję na punk­cie seksu i hie­rar­chii.

Patrzy­łam, jak doro­słe samce ucie­kają się do agre­sji w roz­ma­itych sytu­acjach i celach, ale tylko część tych przy­pad­ków dawała się łatwo wyja­śnić. Prze­moc słu­żyła im do tego, żeby poka­zać, kto rzą­dzi, i zdo­by­wać coś, co okre­śli­li­by­śmy mia­nem sza­cunku. Jego brak mógł z kolei pro­wa­dzić do pod­wa­że­nia domi­nu­ją­cej pozy­cji w sta­dzie. Prze­moc sta­no­wiła spo­sób na zwięk­sze­nie szans na nale­żyty respekt w przy­szło­ści. Dwa samce o zbli­żo­nej pozy­cji mogły się pobić o oka­zję do seksu - wygraną sta­no­wiła kopu­la­cja z sek­su­al­nie atrak­cyjną samicą (samice w rui, czyli te, które mogą zostać zapłod­nione, sta­no­wią cen­trum zain­te­re­so­wa­nia sam­ców) - albo po to, by odstra­szyć innych od swo­jej samicy (tak zwane pil­no­wa­nie samicy). Ale co z ata­kiem Imosa na Outambę w cza­sie, gdy nie była ona w rui? Jak póź­niej doszu­ka­łam się w lite­ra­tu­rze przed­miotu, taka agre­sja zwy­kle zwięk­sza szanse na sek­su­alną ule­głość samicy w przy­szło­ści. Samce mają ten­den­cję do ata­ko­wa­nia tych samic, które są naj­bar­dziej atrak­cyjne pod wzglę­dem repro­duk­cyj­nym, a samice pre­fe­rują kopu­la­cję - a co za tym idzie, zacho­dzą w ciążę - z sam­cami, które były szcze­gól­nie wzglę­dem nich agre­sywne5. (W tym miej­scu powin­nam zazna­czyć, że nie ozna­cza to, iż prze­moc męż­czyzn wobec kobiet ma podobne pod­łoże ewo­lu­cyjne, a tym bar­dziej że takie zacho­wa­nie jest nie­unik­nione lub wyba­czalne. Warto tu też nad­mie­nić, że inne zwie­rzęta, w tym inne naczelne o odmien­nych sys­te­mach spo­łecz­nych, rów­nież mogą sta­no­wić źró­dło pew­nych wska­zó­wek co do ewo­lu­cyj­nych źró­deł naszego zacho­wa­nia).

Nie zna­czy to też, że każdy samiec szym­pansa jest tyra­nem albo że są one agre­sywne dwa­dzie­ścia cztery godziny na dobę. Szym­pansy mają różne oso­bo­wo­ści - nie­które są nie­śmiałe, inne miłe, jesz­cze inne bru­talne. Duże samce, w tym Imoso, potra­fią być łagodne i cier­pliwe. Bawią się z mło­dymi, deli­kat­nie się z nimi mocu­jąc i je pod­gry­za­jąc, tak że ich ciała stają się leśnymi odpo­wied­ni­kami siłowni, i to nawet wtedy, gdy wła­śnie jest pora na drzemkę. Spę­dzają mnó­stwo czasu w gru­pach z sami­cami, dziećmi i innymi sam­cami, wędru­jąc z nimi, odpo­czy­wa­jąc, jedząc i iska­jąc się bez żad­nej, albo pra­wie żad­nej, prze­mocy. I choć nie zaob­ser­wo­wa­łam dużo agre­sji u samic, wśród nich rów­nież ona wystę­puje i bywa inten­sywna.

U ludzi sytu­acja wygląda podob­nie - są zdolni do boha­ter­skich czy­nów, czu­ło­ści i szczo­dro­ści, ale rów­nież do prze­mocy i okru­cień­stwa. Każ­dego dnia spę­dza­łam dłu­gie godziny w gru­pach tubyl­czych męż­czyzn, w któ­rych byłam jedyną kobietą. Zawie­rza­łam im moje życie. W tym samym cza­sie inni męż­czyźni w tym samym regio­nie Afryki dopusz­czali się bru­tal­nych aktów prze­mocy.

Co wie­czór śle­dzi­łam w BBC World Service wia­do­mo­ści ze świata. Roz­trzą­sano wów­czas histo­rię samca alfy naszej pla­nety - pre­zy­denta Billa Clin­tona - i jego romans z młodą prak­ty­kantką w Bia­łym Domu, Monicą Lewin­sky. Jak wielu męż­czyzn przed nim i po nim Clin­ton zary­zy­ko­wał wszystko dla kilku prze­lot­nych doświad­czeń sek­su­al­nych. Poza tymi eks­cy­tu­ją­cymi wąt­kami głów­nie jed­nak nasłu­chi­wa­łam wzmia­nek o kon­gij­skich rebe­lian­tach, bo usi­ło­wa­łam osza­co­wać, czy nie zbli­żają się aby do naszego obozu badaw­czego6. Tuż za mie­dzą, w Kongu, trwała wojna domowa, a cała oko­lica aż kipiała od prze­mocy. Wie­dzia­łam o okrop­nych ata­kach, w któ­rych męż­czyźni z macze­tami napa­dali na wio­ski, nie oszczę­dzali nawet dzieci, obci­nali koń­czyny, głowy, gwał­cili kobiety. Wciąż poja­wiały się pogróżki pod adre­sem ludzi z Zachodu, w szcze­gól­no­ści gro­żono im deka­pi­ta­cją. W moim domku czu­łam się nocami śred­nio bez­piecz­nie, a wła­sna maczeta pod poduszką sta­no­wiła nie­wiel­kie pocie­sze­nie.

Pewien straszny i nagło­śniony atak w marcu 1999 roku spo­wo­do­wał w końcu ewa­ku­ację więk­szo­ści osób z Zachodu (w tym z Kor­pusu Pokoju). Rwan­dyj­scy rebe­lianci wkro­czyli do ugan­dyj­skiego parku naro­do­wego, około 400 kilo­me­trów na połu­dnie od nas, zaata­ko­wali gra­nicę z Demo­kra­tyczną Repu­bliką Konga. Zabili czte­rech pra­cow­ni­ków parku i porwali pięt­na­stu tury­stów, któ­rych zago­nili w góry. Osiem spo­śród porwa­nych osób zabito macze­tami i pał­kami. Byli wśród nich oby­wa­tele Wiel­kiej Bry­ta­nii, Nowej Zelan­dii i Sta­nów Zjed­no­czo­nych. U co naj­mniej jed­nej z kobiet stwier­dzono ślady poważ­nej prze­mocy sek­su­al­nej7.

Udało mi się zostać w obo­zie badaw­czym jesz­cze kilka mie­sięcy, w końcu jed­nak amba­sada ame­ry­kań­ska zale­ciła mi opu­ścić ten region ze względu na nasi­le­nie się pogró­żek oraz ruchy rebe­lian­tów.

Po doświad­cze­niach w Ugan­dzie została mi ambi­cja, by dowie­dzieć się wię­cej o wspól­nej bio­lo­gii ludzi i innych zwie­rząt w nadziei, że to pomoże mi wytłu­ma­czyć, dla­czego samce i samice czę­sto tak bar­dzo się od sie­bie róż­nią. Zapra­gnę­łam zro­zu­mieć męż­czyzn. Testo­ste­ron wyda­wał się tu klu­czem. Kiedy więc moje dru­gie poda­nie na Harvard zostało przy­jęte i zaczę­łam pra­co­wać nad dok­to­ra­tem w dzie­dzi­nie antro­po­lo­gii bio­lo­gicz­nej, sta­ra­łam się dowie­dzieć na ten temat, ile tylko się dało.

KILKA SŁÓW O T

Testo­ste­ron obecny jest w naszej krwi w mikro­sko­pij­nej ilo­ści. Pro­du­kują go wszy­scy bez względu na płeć, ale męż­czyźni mają go 10-20 razy wię­cej niż kobiety. Mimo tak nie­znacz­nej obec­no­ści T zdo­łał zyskać impo­nu­jącą repu­ta­cję - przy­ćmie­wa­jąc wszel­kie inne sub­stan­cje che­miczne w naszym orga­ni­zmie. W końcu to T jest głów­nym andro­ge­nem, z grec­kiego andros - męż­czy­zna, i genos - pocho­dze­nie, potom­stwo. Pod­czas gdy chro­mo­som Y deter­mi­nuje płeć męską, T jest esen­cją męsko­ści - w każ­dym razie w popu­lar­nym mnie­ma­niu. Wszy­scy zakła­dali, że Bill Clin­ton ma go mnó­stwo. W przy­padku Donalda Trumpa znamy nawet kon­kretne dane.

Tuż przed wybo­rami pre­zy­denc­kimi w 2016 roku Trump wystą­pił w pro­gra­mie Dok­tor Oz radzi, gdzie pochwa­lił się swo­imi naj­now­szymi okre­so­wymi bada­niami lekar­skimi. Oz odczy­tał roz­ma­ite liczby - masę ciała, stę­że­nie cho­le­ste­rolu i glu­kozy, ciśnie­nie tęt­ni­cze. Choć pew­nym tonem mówił, że są to "dobre liczby", chyba tylko jedna tak naprawdę poru­szyła widow­nię - 441 nano­gra­mów na decy­litr testo­ste­ronu8. Wydaje się, że entu­zja­styczny aplauz widzów suge­ro­wał, iż postrze­gali stę­że­nie tego hor­monu u Trumpa jako naukowy dowód na to, że ma on nie tylko postawę, ale wręcz warunki bio­lo­giczne sil­nego, męskiego przy­wódcy. I choć natura tej czą­steczki nie wywo­łuje u więk­szo­ści ludzi szcze­gól­nej fascy­na­cji (jej wzór che­miczny to C19H28O2), tego samego nie można już powie­dzieć o jej osten­ta­cyj­nie męskich mocach - cza­sami eks­cy­tu­ją­cych, a kiedy indziej tok­sycz­nych.

Pisarz Andrew Sul­li­van opo­wia­dał czy­tel­ni­kom "New York Maga­zine", że miał "praw­dziwe poczu­cie, co to zna­czy być męż­czy­zną [...] przy­pływ ener­gii, siłę, jasność, ambi­cję, przed­się­bior­czość, nie­cier­pli­wość, a przede wszyst­kim napa­le­nie", po przyj­mo­wa­nych raz na dwa tygo­dnie zastrzy­kach testo­ste­ronu9. Arty­kuł w "Psy­cho­logy Today" suge­ro­wał, że "kobiety pocią­gają feno­typy tok­sycz­nej męsko­ści, która jest sko­re­lo­wana z testo­ste­ro­nem [...] i które prze­ja­wiają wzorce zacho­wań pozwa­la­jące im na wspi­na­nie się w hie­rar­chii spo­łecz­nej i bro­nie­nie pozy­cji przed innymi"10. Zda­niem lewi­co­wego "Huf­fing­ton Post" pre­zy­den­tura Trumpa jest "napę­dzana testo­ste­ro­nem", przez co jest "wyjąt­kowo nie­bez­pieczna" i może pro­wa­dzić do wojny11. Zda­niem pra­wi­co­wego "Ame­ri­can Spec­ta­tor" pro­blemu nie sta­nowi nad­miar testo­ste­ronu, ale jego nie­do­bór u nie­któ­rych pro­mi­nent­nych kon­ser­wa­ty­stów: "Jest też ten dyle­tancki odłam kon­ser­wa­ty­stów o niskim testo­ste­ro­nie, który roz­pa­no­szył się w mediach "main­stre­amo­wych" [...] two­rząc tak bez­płodne hybrydy jak Michael Ger­son, Geo­rge Will i David Bro­oks", które pod­czas pierw­szej kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej Trumpa "sączyły her­batkę", gdy tym­cza­sem naj­waż­niejsi ludzie Trumpa "pro­wa­dzili wojnę"12. W innym arty­kule z "Psy­cho­logy Today" autor pisze o "klą­twie testo­ste­ronu", gdy wyso­kie stę­że­nie T powo­duje "bio­lo­giczną potrzebę, która prę­dzej czy póź­niej będzie musiała zostać wyra­żona"13. Według tego autora, choć nie możemy wyba­czać sek­su­al­nych wybry­ków takim cele­bry­tom, jak Harvey Wein­stein, Bill Cosby i inni, musimy zro­zu­mieć, że "męż­czyźni to tylko zwie­rzęta, które, gdy są pod wpły­wem T, mają dużą trud­ność z postrze­ga­niem kobiet ina­czej niż jed­no­wy­mia­rowo, jako przed­miot lubież­nej gra­ty­fi­ka­cji".

A więc nie dość, że potężni męż­czyźni obar­czeni są klą­twą hiper­mę­sko­ści, która pro­wa­dzi do wojny i gwałtu, wszystko to wina T, a my, kobiety, nic na to nie potra­fimy pora­dzić, bo i tak to uwiel­biamy! Wygląda na to, że zbyt wyso­kie stę­że­nie T jest tok­syczne, a zbyt niskie - kastru­jące; jedy­nie ide­alne zapew­nia wigor i suk­ces.

Czy te stwier­dze­nia są w ogóle bli­skie prawdy? Czy też jest to tylko popu­larny mit - i to być może obar­czony sek­si­stow­ską histo­rią? Żeby wyczer­pu­jąco odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, potrzeba całej książki - i wła­śnie trzy­masz ją w dło­niach.

Testo­ste­ron bez wąt­pie­nia odpo­wiada za fizjo­lo­gię i ana­to­mię roz­rod­czą męż­czyzn. Jak zaraz zoba­czymy, to, czy odpo­wiada za coś wię­cej, sta­nowi przed­miot zażar­tych dys­ku­sji. Eks­perci zga­dzają się co do tego, że głów­nym zada­niem testo­ste­ronu jest zapew­nia­nie takiej ana­to­mii, fizjo­lo­gii oraz zacho­wa­nia, które zwięk­szają szanse na roz­mna­ża­nie - przy­naj­mniej w świe­cie zwie­rząt. Męż­czyźni nie są wyjąt­kiem od tej reguły - T pomaga im się roz­mna­żać i pożyt­ko­wać ener­gię w taki spo­sób, żeby mogli kon­ku­ro­wać o part­nerki. Jego dzia­ła­nie jest przed­mio­tem niniej­szej książki.

RÓŻNICE MIĘDZY PŁCIAMI I HORMONY PŁCIOWE

Róż­nice płciowe to po pro­stu róż­nice mię­dzy sam­cami a sami­cami - wśród ludzi, szym­pan­sów czy innych gatun­ków - przy czym odno­to­wa­nie róż­nicy nie mówi nam nic o jej przy­czy­nie. Nie­które róż­nice są nie­wiel­kie czy wręcz bez zna­cze­nia, przy­naj­mniej z punktu widze­nia celów wyzna­czo­nych w tej książce. Na przy­kład kobiety są nieco lep­sze od męż­czyzn w wyko­ny­wa­niu nie­któ­rych dzia­łań mate­ma­tycz­nych, jak doda­wa­nie liczb w kolum­nach. Imiona kobiet są zwy­kle odmienne niż imiona męż­czyzn. Inne róż­nice są zarówno duże, jak i zna­czące. Męż­czyźni mają o wiele sil­niej­szą niż kobiety ten­den­cję, by odczu­wać pociąg sek­su­alny do kobiet. Są bez­sprzecz­nie bar­dziej agre­sywni fizycz­nie, i to w każ­dym zakątku ziemi i w każ­dym wieku14. Przy­kła­dowo, są odpo­wie­dzialni za około 70 pro­cent wypad­ków samo­cho­do­wych ze skut­kiem śmier­tel­nym, 98 pro­cent maso­wych strze­la­nin w Sta­nach Zjed­no­czo­nych oraz za 95 pro­cent zabójstw i prze­mocy wszel­kiego rodzaju, w tym napa­ści na tle sek­su­al­nym. Ważne, by zazna­czyć w tym miej­scu, że - jak można zaob­ser­wo­wać na przed­sta­wio­nych tu przy­kła­dach róż­nic mię­dzy płciami - pra­wie każda cecha, która różni płcie, nie jest cechą zastrze­żoną wyłącz­nie dla sam­ców lub samic. Nie­któ­rzy męż­czyźni mają na imię "Shir­ley" - to imię było zale­d­wie kilka wie­ków temu imie­niem męskim. Kobiety także mor­dują, dopusz­czają się napa­ści sek­su­al­nych, upra­wiają seks z innymi kobie­tami, a wiele z nich o wiele wol­niej i mniej dokład­nie pod­li­cza domowy budżet.

Przyj­rzyjmy się uważ­niej oczy­wi­stej i nie­kon­tro­wer­syj­nej róż­nicy płcio­wej: wyso­ko­ści ciała. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych średni wzrost kobiet jest niż­szy niż średni wzrost męż­czyzn - o około czter­na­ście cen­ty­me­trów. Podob­nie jak w przy­padku wielu innych róż­nic płcio­wych, mamy tu jed­nak sporo wyjąt­ków: nie­które kobiety są wyż­sze niż więk­szość męż­czyzn, a nie­któ­rzy męż­czyźni niżsi niż więk­szość kobiet. Jeśli weź­miemy setki przy­pad­ko­wych męż­czyzn i kobiet i zapi­szemy ich wzrost, będzie się to roz­kła­dało mniej wię­cej tak:

Róż­nice płciowe w wyso­ko­ści ciała: inna śred­nia, inna zmien­ność

Na osi pio­no­wej (osi y) przed­sta­wiono tu liczbę osób z grupy bada­nej, które znaj­dują się w danej kate­go­rii wzro­sto­wej (w calach) poka­za­nej na osi pozio­mej (osi x). Krzywe nad każ­dym zesta­wem słup­ków to tylko czy­telny spo­sób na przy­bli­że­nie cha­otycz­nych (zawsze) danych (poka­zano tylko nie­które słupki). Ciemne słupki przed­sta­wiają kobiety, a jasne męż­czyzn. Jeśli spoj­rzymy na naj­wyż­szy ciemny słu­pek, zoba­czymy, że tra­fiło nam się nieco mniej niż sześć­dzie­siąt kobiet o wzro­ście 65 cali (165,1 cm). Ponad dwa­dzie­ścia kobiet miało wzrost 70 cali (177,8 cm) i tak dalej. Prze­ciętny wzrost kobiet (na szczy­cie krzy­wej, czyli około 65 cali, 165,1 cm) jest wyraź­nie mniej­szy niż prze­ciętny wzrost męż­czyzn (na szczy­cie jasnej krzy­wej, czyli około 70 cali, 177,8 cm), ale widzimy też, że w dużej mie­rze te dane się nakła­dają. Dane doty­czące wzro­stu męż­czyzn mają też więk­szy roz­rzut niż wzrost kobiet. Dane doty­czące kobiet trzy­mają się bli­żej śred­niej niż dane odno­szące się do męż­czyzn. Innymi słowy, w przy­padku męż­czyzn obser­wu­jemy więk­szą zmien­ność niż w przy­padku kobiet. Ozna­cza to, że jest wię­cej męż­czyzn o skraj­nym wzro­ście, bar­dzo niskich i bar­dzo wyso­kich, a mniej takich kobiet. Wię­cej kobiet niż męż­czyzn zbliża się do śred­niej wzro­stu u swo­jej płci.

Róż­nice mogą doty­czyć jedy­nie śred­niej (taką obser­wu­jemy w testach umie­jęt­no­ści czy­ta­nia, w któ­rych kobiety uzy­skują wyż­sze rezul­taty15), jedy­nie zmien­no­ści (jak w przy­padku IQ, gdzie w wyni­kach męż­czyzn widzimy więk­sze zróż­ni­co­wa­nie) albo i śred­niej, i zmien­no­ści, jak poka­zuje przy­kład wzro­stu. Poniż­sze wykresy ilu­strują dwa pierw­sze przy­padki:

Róż­nice mię­dzy gru­pami: inna śred­nia, ta sama zmien­ność

Róż­nice płciowe są wszę­dzie. Jedne są duże, inne małe, jedne są nie­cie­kawe, a inne ude­rza­jące i wyma­ga­jące wyja­śnie­nia. Dużą róż­nicę płciową sta­nowi stę­że­nie testo­ste­ronu na róż­nych eta­pach życia. Jaką rolę - jeśli w ogóle - ta róż­nica odgrywa wzglę­dem innych? Jedną z nie­kon­tro­wer­syj­nych ról T jest jego wpływ na wyso­kość ciała męż­czyzn, czyli na to, że są oni śred­nio wyżsi od kobiet (choć, jak zoba­czymy w następ­nym roz­dziale, usu­nię­cie jąder przed okre­sem doj­rze­wa­nia sty­mu­luje u chłopca wyż­szy wzrost). Rola testo­ste­ronu w róż­ni­cach mię­dzy płciami w bar­dziej zło­żo­nych zacho­wa­niach, takich jak prze­moc, jest jed­nak bar­dziej kon­tro­wer­syjna. W książce z 2019 roku Testo­ste­rone: An Unau­tho­ri­zed Bio­gra­phy Rebecca Jor­dan-Young, spe­cja­li­zu­jąca się w spra­wach kobiet i sek­su­al­no­ści pro­fe­sorka gen­der stu­dies, oraz antro­po­lożka kul­tu­rowa Katrina Kar­ka­zis wyra­ziły scep­ty­cyzm co do idei, jakoby testo­ste­ron miał zna­czący wpływ na cokol­wiek, co ma zwią­zek z róż­ni­cami płcio­wymi w zacho­wa­niu. Według nich prze­ko­na­nie, że "T napę­dza ludzką agre­sję", to "fakt-zombi", hipo­teza, która zmar­twych­wstaje, mimo że zabito ją już wie­lo­krot­nie. W innej publi­ka­cji Jor­dan-Young pisze, że zde­ma­sko­wa­nie tego mitu jest klu­czowe dla "zde­na­tu­ra­li­zo­wa­nia prze­mocy i otwo­rze­nia się na roz­wią­za­nia, do któ­rych będziemy mogli dążyć lub które będzie w ogóle można sobie wyobra­zić"16.

Róż­nice mię­dzy gru­pami: ta sama śred­nia, inna zmien­ność

Jeśli to nie wina T, oczy­wi­stą alter­na­tywną hipo­tezą jest ta, która mówi, że wyż­szy poziom męskiej agre­sji jest głów­nie wyni­kiem socja­li­za­cji. Jak ujmuje to Ame­ry­kań­skie Towa­rzy­stwo Psy­cho­lo­giczne: "Socja­li­za­cja pier­wotna w zakre­sie spo­łeczno-kul­tu­ro­wych ról płcio­wych dąży do pod­trzy­ma­nia kodów patriar­chal­nych poprzez ocze­ki­wa­nie od męż­czyzn zacho­wań domi­nu­ją­cych i agre­syw­nych"17. W mniej aka­de­micki spo­sób ilu­struje to komiks z reklamy pro­gramu tre­nin­go­wego kul­tu­ry­sty Char­lesa Atlasa18. Choć reklama pocho­dzi z lat czter­dzie­stych XX wieku, poru­szone w niej tematy są na­dal aktu­alne i sta­nowi ona cie­kawy przy­kład mecha­ni­zmów socja­li­zu­ją­cych męż­czyzn do agre­sji.

ZACHOWAJ SPOKÓJ I SPÓJRZ NA DOWODY

Na stu­diach dok­to­ranc­kich pierw­sze wyboje na dro­dze do upra­gnio­nego dok­to­ratu napo­tka­łam pod­czas semi­na­rium zaty­tu­ło­wa­nego Ewo­lu­cja zacho­wań sek­su­al­nych. Jedno z coty­go­dnio­wych spo­tkań doty­czyło tematu "wymu­szo­nej kopu­la­cji" u zwie­rząt. Na liście naszych lek­tur zna­la­zła się praca badaw­cza bio­loga Randy'ego Thorn­hilla, w któ­rej przed­sta­wiał on teo­rię ewo­lu­cji gwałtu. Opie­rał ją na przy­kła­dzie sam­ców woj­siłki pospo­li­tej, które zapład­nia­jąc samice, trzy­mają ich skrzy­dła klesz­czo­wa­tymi wyrost­kami. Zacho­wa­nie to kwa­li­fi­ko­wał jako gwałt, a jego praca zaty­tu­ło­wana była "Gwałt u woj­si­łek Panorpa a ogólna hipo­teza gwałtu" (Rape in Panorpa Scor­pion­flies and a Gene­ral Rape Hypo­the­sis). Obser­wu­jąc zacho­wa­nia woj­si­łek i innych gatun­ków, Thorn­hill sta­wia nastę­pu­jącą hipo­tezę co do źró­deł gwałtu u ludzi19:

Samce ewo­lu­ują naj­sil­niej w stronę gwałtu w gatun­kach, w któ­rych zapew­niają zasoby ważne dla samicy pod­czas repro­duk­cji [...]. Gwałt jest jedyną opcją repro­duk­cyjną dla samca bez zaso­bów, ponie­waż nie może on oszu­kać samicy co do swo­ich zalet jako part­ner [...] Moja hipo­teza jest nastę­pu­jąca [...] w toku ewo­lu­cji czło­wieka więk­sze samce miały prze­wagę ze względu na więk­sze szanse na sku­teczny gwałt w przy­padku porażki w rywa­li­za­cji pod kątem zaso­bów rodzi­ciel­skich.

Patriar­chalne kody

Chwi­leczkę... On twier­dzi, że męż­czyźni w dro­dze ewo­lu­cji stali się więksi od kobiet, żeby mogli je przy­ci­snąć i zgwał­cić, tak jak robią to woj­siłki, gdyby nie udało im się zaim­po­no­wać paniom zdol­no­ściami do utrzy­ma­nia rodziny.

Po prze­czy­ta­niu tek­stu mia­łam bar­dzo nie­przy­jemne uczu­cie w brzu­chu. Kiedy nade­szła moja kolej na wypo­wiedź w dys­ku­sji, usi­ło­wa­łam jakoś zebrać myśli. Ze łzami w oczach i z wypie­kami na twa­rzy pod­su­mo­wa­łam moje reflek­sje, żeby przed­sta­wić je gru­pie, i ryk­nę­łam:

- Ten facet to dupek!

Wciąż pamię­tam, jak się czu­łam w tam­tej chwili - mała, bez­silna i wście­kła. Wyda­wało mi się, że wszy­scy się na mnie gapią, ocze­ku­jąc jakie­goś wyja­śnie­nia. Przy moim stole sie­działa jesz­cze jedna stu­dentka, więc spoj­rza­łam na nią w poszu­ki­wa­niu potwier­dze­nia - prze­cież jasne, że faceci tego nie kumają. Nikt mnie jed­nak nie pocie­szył. Pro­fe­sor spo­koj­nym gło­sem popro­sił, żebym odnio­sła się do danych i przed­sta­wio­nych argu­men­tów, a ja myśla­łam: "Co tu się dzieje? Czy nikt nie jest tak obu­rzony jak ja?". On jed­nak na­dal usi­ło­wał prze­nieść moją uwagę na dowody i rozu­mo­wa­nie zawarte w tek­ście. W końcu udało mi się zapa­no­wać nad emo­cjami i zdo­ła­łam jesz­cze raz spoj­rzeć na argu­men­ta­cję - już bez utrud­nia­ją­cych mi to uczuć.

Nie był to łatwy pro­ces. Moje emo­cje nie wypa­ro­wały. Na­dal nie zachwyca mnie pisa­nie bez wyczu­cia na tak deli­katny temat. Nauczy­łam się jed­nak, że mogę okre­ślać war­tość dowo­dów na potwier­dze­nie nie­po­ko­ją­cej mnie hipo­tezy, sku­pia­jąc się na meri­tum - to samo w sobie dało mi siłę. (Tak się zresztą składa, że póź­niej pod­czas stu­diów dok­to­ranc­kich spo­tka­łam Thorn­hilla i wydał mi się cał­kiem sym­pa­tycz­nym face­tem).

Moi stu­denci czę­sto znaj­dują się w takiej samej sytu­acji co ja tam­tego dnia, kiedy pod­czas zajęć natra­fiają na trudne idee i bada­nia. Nie­któ­rzy reagują emo­cjo­nal­nie i z miej­sca je odrzu­cają. Łatwo zro­zu­mieć taką reak­cję - emo­cje, zarówno pozy­tywne, jak i nega­tywne, wpły­wają na to, jak zwie­rzęta, w tym ludzie, oce­niają to, z czym się spo­ty­kają20. Jeśli w wan­nie widzę wiel­kiego, wło­cha­tego pająka, mogę reago­wać emo­cjo­nal­nie i nie będą to emo­cje pozy­tywne, nawet jeśli wiem, że ten kon­kretny gatu­nek jest zupeł­nie nie­szko­dliwy. "Bodziec pają­kowy" wywo­łuje nie­przy­jemne uczu­cie w moim ciele, więc pająk jest zły. Kiedy odczu­wamy silną emo­cjo­nalną albo fizyczną reak­cję na bodziec - bez względu na to, czy jest to sta­wo­nóg, czło­wiek, przed­miot czy hipo­teza naukowa - czę­sto w spo­sób nie­ra­cjo­nalny prze­no­simy naszą reak­cję na sam bodziec. Może to pro­wa­dzić do złych, opar­tych na emo­cjach decy­zji zamiast do wnio­sków roz­sąd­nych i wyni­ka­ją­cych z porząd­nej ana­lizy dowo­dów. Mamy skłon­ność do uni­ka­nia i nie­ak­cep­to­wa­nia nie­wy­god­nych kon­klu­zji.

Im dłu­żej ana­li­zo­wa­łam kwe­stię testo­ste­ronu u ludzi i innych zwie­rząt, tym bar­dziej umac­nia­łam się w prze­ko­na­niu, że socja­li­za­cja sta­nowi jedy­nie część histo­rii. Doszłam do wnio­sku, że T odgrywa u ludzi główną rolę w róż­ni­cach mię­dzy płciami, i nie mówię tu tylko o cechach fizycz­nych. Lecz, jak się mia­łam wkrótce prze­ko­nać, wyra­ża­nie takiego poglądu też wiąże się z pew­nymi nie­bez­pie­czeń­stwami.

SUMMERS I DAMORE

Było to w stycz­niu 2005 roku. Wła­śnie ukoń­czy­łam dok­to­rat z antro­po­lo­gii bio­lo­gicz­nej i z absol­wentki Harvardu sta­łam się wykła­dow­czy­nią na tej uczelni. Mia­łam już duże doświad­cze­nie w naucza­niu, ale dotąd zawsze jako teaching fel­low, co po har­wardzku ozna­cza asy­stenta, który co tydzień spo­tyka się z grup­kami stu­den­tów, by oma­wiać mate­riał z wykła­dów. Byłam bar­dzo prze­jęta tym, że wresz­cie mam two­rzyć wła­sny kurs, i z ani­mu­szem szy­ko­wa­łam się na pierw­szy wykład. W dużej mie­rze zamie­rza­łam bazo­wać na mate­riale z mojego dok­to­ratu, który w końcu wcale nie sku­piał się na szym­pan­sach, tylko na roli testo­ste­ronu w wyja­śnia­niu róż­nic mię­dzy płciami, w tym jak myślimy, uczymy się, postrze­gamy świat i roz­wią­zu­jemy pro­blemy. Miało to być dwu­na­sto­oso­bowe semi­na­rium zaty­tu­ło­wane Ewo­lu­cja róż­nic płcio­wych u ludzi.

Może sły­sze­li­ście o Law­ren­sie Sum­mer­sie, który w tam­tym cza­sie był rek­to­rem naszej uczelni. Być może zna­cie to nazwi­sko, ponie­waż Sum­mers był sekre­ta­rzem skarbu w gabi­ne­cie pre­zy­denta Billa Clin­tona albo dla­tego że peł­nił funk­cję głów­nego eko­no­mi­sty Banku Świa­to­wego. Choć pew­nie raczej obiło wam się o uszy, że powie­dział coś obu­rza­ją­cego o kobie­tach, jak choćby to, że są pod wzglę­dem bio­lo­gicz­nym nie­przy­sto­so­wane do mate­ma­tyki i nauk ści­słych.

Tym­cza­sem nie tak to wła­ści­wie było. Kilka tygo­dni przed tym, gdy mia­łam roz­po­cząć moje wykłady, Sum­mers miał odczyt na małej kon­fe­ren­cji sku­pio­nej na tym, jak zachę­cić wię­cej kobiet do branży STEM (ang. science, tech­no­logy, engi­ne­ering, mathe­ma­tics, czyli nauka, tech­no­lo­gia, inży­nie­ria i mate­ma­tyka). Przed­sta­wił kilka hipo­tez, które mogłyby wyja­śnić nie­wielki udział kobiet w tej branży. W jed­nej z nich powo­ły­wał się na "inną socja­li­za­cję i wzorce dys­kry­mi­na­cji", co nie wzbu­dziło spe­cjal­nych emo­cji. W innej zasu­ge­ro­wał, że zdol­no­ści u męż­czyzn są bar­dziej zróż­ni­co­wane (podob­nie jak wyso­kość ciała męż­czyzn jest bar­dziej zróż­ni­co­wana), przez co wię­cej męż­czyzn niż kobiet znaj­duje się w gru­pie o naj­wyż­szych zdol­no­ściach (oraz w tej o naj­niż­szych).

Toteż pro­wo­kuję was przy­pusz­cze­niem, że za tym wszyst­kim kryje się ten naj­więk­szy feno­men, który polega na zde­rze­niu słusz­nych ludz­kich pra­gnień posia­da­nia rodziny oraz aktu­al­nych wyma­gań pra­co­daw­ców, żąda­ją­cych od pra­cow­ni­ków siły i inten­syw­no­ści dzia­łań, co szcze­gól­nie w przy­padku nauki i inży­nie­rii wiąże się z wewnętrz­nymi pre­dys­po­zy­cjami, a zwłasz­cza zmien­no­ścią pre­dys­po­zy­cji; względy te są wzmac­niane przez czyn­niki, które w rze­czy­wi­sto­ści są mniej istotne, takie jak socja­li­za­cja i cią­gła dys­kry­mi­na­cja. Bar­dzo chciał­bym się mylić, ponie­waż niczego tak nie pra­gnę jak tego, aby te pro­blemy dało się roz­wią­zać w pro­sty spo­sób poprzez ich zro­zu­mie­nie i ciężką pracę, by je prze­zwy­cię­żyć21.

Sum­mers liczył na to, że jego odczyt wywoła debatę. W każ­dym razie na pewno wywo­łał odru­chy wymiotne u zna­nej bio­lożki z MIT, która aku­rat była obecna na kon­fe­ren­cji. Wstała i wyszła, a póź­niej powie­działa pra­sie, że gdyby została, "albo by zemdlała, albo zwy­mio­to­wała". Dzien­ni­ka­rze oskar­żyli Sum­mersa o sek­sizm. Dar­czyńcy wstrzy­mali prze­lewy. Na kam­pu­sach i wokół dys­try­bu­to­rów z wodą roz­go­rzały oży­wione dys­ku­sje. Po wotum nie­uf­no­ści całego wydziału, który uznał komen­ta­rze Sum­mersa za kro­plę, która prze­peł­niła czarę i tak już kon­tro­wer­syj­nej kaden­cji, Sum­mers musiał zre­zy­gno­wać ze sta­no­wi­ska22.

Nie­przy­pad­kowo więc na moim zapla­no­wa­nym na dwa­na­ście osób semi­na­rium sta­wiło się ponad stu stu­den­tów! Kon­tro­wer­sje trwały.

To wła­śnie pod­czas tego "skan­dalu" uświa­do­mi­łam sobie, że znaj­duję się po złej stro­nie mocy. Moja fascy­na­cja ewo­lu­cją, testo­ste­ro­nem i róż­ni­cami płcio­wymi zda­wała się moral­nie podej­rzana. Z góry zało­ży­łam, że by roz­wią­zać jakiś pro­blem (za mało naukow­czyń, ataki na tle sek­su­al­nym, cokol­wiek), musimy przede wszyst­kim zro­zu­mieć jego korze­nie, a do tego nie­zbędna jest atmos­fera swo­bod­nego i otwar­tego bada­nia. Innymi słowy, musimy mieć moż­li­wość docho­dze­nia do prawdy, deba­to­wa­nia i ana­li­zo­wa­nia wszel­kich roz­sąd­nych, prze­my­śla­nych hipo­tez bez wstydu i cen­zury. Tak postrze­ga­łam zada­nia nauki i uni­wer­sy­te­tów w ogóle. Wię­cej, wyra­zi­łam to w roz­mo­wie z dzien­ni­ka­rzem ze stu­denc­kiej gazety "Harvard Crim­son", gdy popro­sił mnie o komen­tarz w spra­wie rek­tora Sum­mersa. Przy­znaję, że byłam naiwna. Nie rozu­mia­łam, że nie­któ­rzy kole­dzy z pracy nie tylko nie zga­dzają się ze mną w spra­wie bio­lo­gicz­nych pod­staw róż­nic mię­dzy płciami, ale także co do tego, jakiego rodzaju pyta­nia nadają się do dys­ku­sji i badań. Jeden z pro­fe­so­rów fizyki z Harvardu powie­dział "New York Time­sowi", że: "to sza­leń­stwo uwa­żać te róż­nice za wro­dzone - róż­nice w stan­dar­do­wym odchy­le­niu. To socja­li­za­cja. Młode kobiety uczymy prze­cięt­no­ści. Mło­dych męż­czyzn uczymy odwagi"23. Nie on jeden wygła­szał podobne prze­ko­na­nia. Wyglą­dało na to, że takie hipo­tezy, jakie powa­żył się sta­wiać Sum­mers, nie powinny być w ogóle arty­ku­ło­wane, ponie­waż te "nie­bez­pieczne idee" mogą znie­chę­cać kobiety i utrud­niać osią­gnię­cie rów­no­ści płci.

W tym cza­sie naj­sil­niej­szy kry­ty­cyzm odczu­łam ze strony pro­fe­so­rów (męż­czyzn), któ­rzy tłu­ma­czyli mi, jak się sprawy mają i że wszel­kie nie­do­bory naukow­czyń wyni­kają jedy­nie z dys­kry­mi­na­cji i sek­si­stow­skiej socja­li­za­cji. Tylko że moje bada­nia suge­ro­wały co innego. Byłam nową wykła­dow­czy­nią o nie­pew­nej pozy­cji zawo­do­wej i odczu­wa­łam ogromny nie­po­kój na myśl o tym, jak moje opi­nie i zdol­no­ści są postrze­gane przez tych na górze dra­biny. W końcu zarzu­ci­łam bada­nia i sku­pi­łam się na naucza­niu, co uwiel­biam. Z per­spek­tywy czasu nie jestem jed­nak pewna, czy ówcze­sna atmos­fera w śro­do­wi­sku nie wpły­nęła na moją decy­zję.

W tym miej­scu prze­wi­jam film do roku 2017 i corocz­nego rytu­ału odświe­ża­nia kon­spektu wykła­dów na temat hor­mo­nów i zacho­wa­nia. Zawsze zaczy­nam wykłady pod tytu­łem Płeć bio­lo­giczna, płeć kul­tu­rowa, róż­nice od omó­wie­nia roli T w roz­woju płodu, kiedy hor­mon ten pro­wa­dzi do roz­woju płodu męskiego, jeśli cho­dzi o ciało i mózg, co odróż­nia go od roz­woju płodu żeń­skiego. Kiedy już stu­denci mają te pod­stawy, oma­wiam skan­dal Sum­mersa, by wpro­wa­dzić beha­wio­ralne róż­nice mię­dzy płciami. Co Sum­mers powie­dział? Jak przed­sta­wiła to prasa? Czy jego tezy znaj­dują potwier­dze­nie w dowo­dach? I czy w ogóle powi­nien był suge­ro­wać, że róż­nice bio­lo­giczne mogą wyja­śniać tę nie­ko­rzystną dla kobiet sytu­ację? W 2017 roku zasta­na­wia­łam się wła­śnie, czy nie zre­zy­gno­wać z tego przy­kładu, bo więk­szość moich stu­den­tów ni­gdy nie sły­szała o Sum­mersie - w 2005 roku led­wie wcho­dzili w okres doj­rze­wa­nia. Na szczę­ście wtedy na ratu­nek przy­był James Damore.

Jeśli masz jakiś ste­reo­ty­powy obraz pro­gra­mi­sty, to pew­nie Damore nie­źle do niego pasuje - to taki typ nerda. Kiedy w poło­wie 2016 roku Damore popeł­nił swoje nie­sławne memo zaty­tu­ło­wane Google's Ide­olo­gi­cal Echo Cham­ber ("Ide­olo­giczna kabina pogło­sowa Google'a"), około 80 pro­cent pro­gra­mi­stów w Google'u sta­no­wili męż­czyźni. Damore wyra­ził prze­ko­na­nie, że próby osią­gnię­cia w fir­mie pary­tetu płci są błę­dem i skut­kują swego rodzaju dys­kry­mi­na­cją odwrotną - w sto­sunku do męż­czyzn. W tek­ście na trzy tysiące słów Damore pisał mię­dzy innymi: "Mówię tylko, że dys­try­bu­cja pre­fe­ren­cji i zdol­no­ści mię­dzy męż­czyznami a kobie­tami jest odmienna po czę­ści z przy­czyn bio­lo­gicz­nych i że róż­nice te mogą wyja­śniać, dla­czego nie widzimy tylu kobiet w branży tech i na sta­no­wi­skach kie­row­ni­czych"24. Jed­no­cze­śnie impli­ko­wał, że za tymi bio­lo­gicz­nymi róż­ni­cami stoi testo­ste­ron.

Memo stało się wira­lem, a Damore awan­so­wał na nowego Sum­mersa. Jedna z pra­cow­ni­czek Google'a stwier­dziła, że poglądy Damore'a są "bru­tal­nie obraź­liwe" i że ni­gdy już nie będzie z nim współ­pra­co­wać. Nie­któ­rzy kogni­ty­wi­ści, któ­rzy komen­to­wali jego poglądy, uznali, że ist­nieją dowody na ich popar­cie25, inni odnie­śli się do nich bar­dziej kry­tycz­nie26. Lecz kon­kretne fakty na temat róż­nic mię­dzy płciami nie miały spe­cjal­nego wpływu na nace­cho­waną emo­cjo­nal­nie reak­cję. Kilka mie­sięcy póź­niej Damore został zwol­niony z Google'a za "pro­mo­wa­nie szko­dli­wych ste­reo­ty­pów na temat płci kul­tu­ro­wej"27.

Było to nie­wąt­pli­wie dość nie­for­tunne dla Damore'a, który z kolei pozwał Google'a, zarzu­ca­jąc byłej fir­mie "otwartą wro­gość wobec myśli kon­ser­wa­tyw­nej [...] połą­czoną z dys­kry­mi­na­cją jed­nostki ze względu na rasę i płeć"28. Za to ja mia­łam bar­dziej współ­cze­sną kon­tro­wer­sję do pre­zen­to­wa­nia pod­czas wykła­dów. Wykłady te zresztą wyko­rzy­sty­wały już wiele nowych arty­ku­łów na temat róż­nic mię­dzy płciami i odzwier­cie­dlały postęp naukowy od cza­sów Sum­mersa. A jed­nak choć nauka poszła naprzód, nasza zdol­ność do skon­fron­to­wa­nia się z nie­wy­godną prawdą, którą ona suge­ruje, pozo­stała bez zmian.

ATAK FEMINISTYCZNY

Łatwo mi tu wznio­śle postu­lo­wać pano­wa­nie nad emo­cjami i bez­stronne roz­pa­try­wa­nie nauko­wych hipo­tez, ale pozo­staje fak­tem, że kobiety mają swoje powody, by z pewną podejrz­li­wo­ścią pod­cho­dzić do "bio­lo­gicz­nych" wyja­śnień róż­nic mię­dzy płciami. Naukowcy i filo­zo­fo­wie, w więk­szo­ści męż­czyźni, nie­raz w histo­rii roz­pra­wiali o - jakoby bio­lo­gicz­nej - niż­szo­ści kobiet29. Jed­nym z głów­nych wino­waj­ców jest tu - i mówię to z wielką przy­kro­ścią - Karol Dar­win. W swo­jej dru­giej, opu­bli­ko­wa­nej w 1871 roku książce pod tytu­łem O pocho­dze­niu czło­wieka i dobo­rze w odnie­sie­niu do płci przed­sta­wił nastę­pu­jące dowody na więk­szą "siłę umy­słową" męż­czyzn:

[...] głów­nym dowo­dem ist­nie­nia pew­nej róż­nicy w umy­sło­wych wła­dzach mię­dzy płciami jest to, że męż­czy­zna, do czego by się nie tknął, wszystko dopro­wa­dzi wyżej ani­żeli kobieta, i to bez względu na to, czy praca jego wymaga myśle­nia, czy rozumu, czy wyobraźni, czy wresz­cie pro­stego zasto­so­wa­nia zmy­słów i rąk. Gdy­by­śmy spi­sali w sze­regu imiona męż­czyzn, co się odzna­czyli na polu poezji, malar­stwa, rzeźby, muzyki (tak kom­po­zy­cji, jak i wyko­na­nia), histo­rii, umie­jęt­no­ści ści­słej i filo­zo­ficz­nej, i uło­żyli taki sam długi sze­reg imion naj­zna­ko­mit­szych kobiet, to prze­cież oba te sze­regi nie dałyby się porów­nać [...] ponie­waż męż­czyźni mają nie­za­prze­czalną prze­wagę nad kobie­tami w tylu i tak roz­ma­itych rze­czach, zatem prze­cię­ciowa umy­sło­wego uzdol­nie­nia męż­czyzny stoi ponad prze­cię­ciową umy­sło­wego uzdol­nie­nia kobiety"30.

Męż­czyźni, jak słusz­nie zaob­ser­wo­wał Dar­win, zde­cy­do­wa­nie prze­wa­żają na listach wybit­nych myśli­cieli i arty­stów. Lecz w tym miej­scu Dar­win, zdaje się, nie potra­fił wyjść poza wik­to­riań­skie normy kul­tu­rowe. Z naszej bar­dziej już oświe­co­nej per­spek­tywy możemy z łatwo­ścią wysu­nąć alter­na­tywną hipo­tezę: kobiety są po pro­stu wciąż ogra­ni­czane przez bariery narzu­cane im przez spo­łe­czeń­stwo, a nie przez natu­ralną niż­szość umy­słową. Choć na czele impe­rium bry­tyj­skiego stała kobieta, w wik­to­riań­skiej Anglii raczej nie ocze­ki­wano od kobiet wykształ­ce­nia. Uni­wer­sy­tet Lon­dyń­ski po raz pierw­szy przy­jął kobiety (małą, dzie­wię­cio­oso­bową grupkę) zale­d­wie kilka lat przed publi­ka­cją O pocho­dze­niu czło­wieka. A nawet wtedy nie otrzy­mały one tytułu aka­de­mic­kiego, tylko "zaświad­cze­nie o bie­gło­ści". Dziś kobiety prze­jęły dys­cy­plinę Dar­wina i to one piszą więk­szość (choć nie­wielką) dok­to­ra­tów w zakre­sie nauk bio­lo­gicz­nych31. Dar­win, przy całej swo­jej wiel­ko­ści, mylił się zupeł­nie w rze­czach bar­dzo waż­nych.

Być może zwró­ci­li­ście uwagę, że Law­rence Sum­mers argu­men­to­wał w bar­dzo podobny spo­sób, choć jego kon­cep­cja zasa­dzała się na tym, że u męż­czyzn obser­wuje się więk­szą róż­no­rod­ność w "siłach umy­sło­wych" niż u kobiet, a nie że jest inna śred­nia. Sum­mers stoi na pew­niej­szym grun­cie niż Dar­win, ale jako że naukowcy są tak samo jak my wszy­scy podatni na stron­ni­czość i uprze­dze­nia kul­tu­rowe, trzeba mieć się na bacz­no­ści. Ludzie odrzu­cali twier­dze­nia Sum­mersa, ponie­waż jego wnio­ski wywo­ły­wały silne nega­tywne emo­cje. Nie możemy jed­nak pomi­jać też takiej moż­li­wo­ści, że sam Sum­mers lub też naukowcy, któ­rych cyto­wał, mogli być bar­dziej skłonni do szu­ka­nia takich wyja­śnień, które potwier­dza­łyby andro­cen­tryczny sta­tus quo. Stron­ni­czość działa w obie strony.

Każ­demu z nas trudno zacho­wać bez­stron­ność myśle­nia i pracy. Na naukowe wyja­śnie­nia róż­nic mię­dzy płciami mogą sub­tel­nie lub wcale nie tak sub­tel­nie wpły­wać normy kul­tu­rowe, które wspie­rają hipo­tezy, że róż­nice mię­dzy płciami wyni­kają z natury. Przy­kła­dowo, do początku XX wieku kobiety nie miały dostępu do zawo­do­wego sportu ze względu na takie wła­śnie "naukowe" przy­czyny, które widzimy choćby w arty­kule z 1898 roku z nie­miec­kiego "Dzien­nika Wycho­wa­nia Fizycz­nego": "Gwał­towne ruchy ciała mogą powo­do­wać prze­su­nię­cie się pozy­cji i polu­zo­wy­wa­nie macicy, jak rów­nież jej wypad­nię­cie i krwa­wie­nie, co skut­kuje nie­płod­no­ścią, a tym samym pozba­wia kobietę jej praw­dzi­wego celu w życiu, tj. rodze­nia sil­nego potom­stwa"32. To tylko ury­wek dłu­giej histo­rii wyko­rzy­sty­wa­nia i prze­ina­cza­nia nauki w mrocz­nych celach. Przy­kła­dem może tu być ruch euge­niczny w Sta­nach Zjed­no­czo­nych - w 1931 roku prawo w dwu­dzie­stu dzie­wię­ciu sta­nach dopusz­czało przy­mu­sową ste­ry­li­za­cję osób uzna­nych za gene­tycz­nie nie­zdatne. Rek­tor Harvardu Char­les Wil­liam Eliot uwa­żał prawa euge­niczne za klu­czowe narzę­dzie chro­niące kraj przed "moralną dege­ne­ra­cją". Nim znie­siono te prawa, wyste­ry­li­zo­wano nie­mal sie­dem­dzie­siąt tysięcy osób33.

Z dru­giej strony femi­ni­styczna kry­tyka nauki o róż­ni­cach płcio­wych może rów­nież wypły­wać ze stra­chu przed wyko­rzy­sty­wa­niem bio­lo­gii do ska­zy­wa­nia kobiet na domową harówkę lub innego wzmac­nia­nia patriar­chatu. Bez względu na to, czy ten nie­po­kój jest zasadny, nie zmie­nia to praw­dzi­wo­ści nauko­wej hipo­tezy. A w przy­padku testo­ste­ronu trudno oprzeć się wra­że­niu, że dla wielu kry­ty­ków naj­waż­niej­sze są wła­śnie te nie­istotne z punktu widze­nia meri­tum kwe­stie.

Jeśli pro­ble­ma­tyczne zacho­wa­nia są warun­ko­wane przez spo­łe­czeń­stwo, możemy zało­żyć, że rów­nież spo­łe­czeń­stwo zdoła je wyeli­mi­no­wać. Ale jeśli pro­ble­ma­tyczne zacho­wa­nia są spo­wo­do­wane testo­ste­ro­nem - a zatem są "natu­ralne" - co i czy w ogóle coś możemy wtedy zro­bić? Jeśli nie wyka­stru­jemy połowy ludz­ko­ści, mamy prze­rą­bane, tak?

NIEWYGODNE IDEE

Nawet jeśli macie nadzieję, że nie­po­ko­jące wnio­ski na temat wpływu T nie są praw­dziwe, pró­buję teraz wyka­zać, że to uczu­cie nie ma żad­nego związku z tym, czy one są praw­dziwe czy nie. Ogól­nie rzecz ujmu­jąc, jeśli ta hipo­teza wydaje wam się nie­smaczna, to natych­miast powinno się wam zapa­lić świa­tełko alar­mowe - ist­nieje poważne ryzyko, że z góry odrzu­ci­cie dowody ją potwier­dza­jące. To się może wyda­wać oczy­wi­ste, ale mnie samej zro­zu­mie­nie tej prawdy i wpro­wa­dze­nie jej w życie zajęło dużo czasu.

Kon­cep­cja, według któ­rej płciowa struk­tura ludz­kich ciał, zacho­wań i insty­tu­cji ist­nieje w zawie­sze­niu, kom­plet­nie nie­za­leż­nie od bio­lo­gii (a w szcze­gól­no­ści od testo­ste­ronu), jest dziś popu­larna jak ni­gdy. Jedną z przy­wód­czyń tego ruchu jest Cor­de­lia Fine, psy­cho­lożka i autorka książki z 2017 roku Testo­ste­ron Rex. Mity płci, nauki i spo­łe­czeń­stwa. Fine uważa, że teo­ria, jakoby testo­ste­ron odgry­wał główną rolę w męskim zacho­wa­niu, zgi­nęła zmiaż­dżona cię­ża­rem dowo­dów. Wskrze­sza­nie tego dino­zaura, jak twier­dzi Fine, jest zarówno bez­owocne, jak i nie­bez­pieczne, a takie myśle­nie "tłumi nadzieję na rów­ność płci"34. A jeśli wie­rzy­cie, że "płeć bio­lo­giczna jest fun­da­men­talną, róż­ni­cu­jącą siłą w roz­woju czło­wieka", to daje­cie się nabrać na "aż nazbyt zna­jomą histo­ryjkę"35, w któ­rej "róż­nice mię­dzy płciami zostały ukształ­to­wane przez ciśnie­nia ewo­lu­cyjne w prze­szło­ści - kobiety są ostroż­niej­sze i bar­dziej sku­pione na rodzi­ciel­stwie, pod­czas gdy męż­czyźni wal­czą o pozy­cję, żeby przy­cią­gnąć wię­cej part­ne­rek sek­su­al­nych".

Testo­ste­ron Rex otrzy­mał pre­sti­żową Royal Society Science Book Prize, przy czym jury stwier­dziło, że "ta książka wspa­niale tłu­ma­czy, jak każde dziecko, czy to chło­piec, czy dziew­czynka, rodzi się wypo­sa­żone tak, by doro­snąć do każ­dego rodzaju życia"36. Jeśli kupu­jemy sek­si­stow­ską teo­rię o ewo­lu­cji i hor­mo­nach, czyli wer­sję o Testo­ste­ro­nie Rek­sie - wyty­czamy gra­nice tego, co możemy osią­gnąć. Usu­nię­cie tych gra­nic, jak wie­rzy Fine i inni, wymaga oba­le­nia "głę­boko zako­rze­nio­nych mitów"37 na temat bio­lo­gicz­nych róż­nic mię­dzy płciami, w szcze­gól­no­ści tych doty­czą­cych testo­ste­ronu.

Prze­ko­na­nie, że bio­lo­giczne wyja­śnie­nia róż­nic mię­dzy płciami w spo­sób nie­unik­niony pro­wa­dzą do pesy­mi­zmu co do postępu i fata­li­stycz­nej akcep­ta­cji gen­de­ro­wych norm spo­łecz­nych, jest dość powszechne. Jak ujęła to w swo­jej książce z 2019 roku The Gen­de­red Brain neu­ro­bio­lożka Gina Rip­pon: "Wiara w bio­lo­gię wiąże się ze spe­cy­ficz­nym spo­so­bem myśle­nia doty­czą­cym sta­łej i nie­zmien­nej natury ludz­kiego dzia­ła­nia, a pomija moż­li­wo­ści, jakie poja­wiają się dzięki naszemu rodzą­cemu się zro­zu­mie­niu, do jakiego stop­nia nasz ela­styczny mózg i jego zdol­no­ści przy­sto­so­waw­cze są ze sobą nie­ro­ze­rwal­nie sple­cione"38.

Odpo­wied­nio przy­go­to­wana lista ksią­żek, takich jak Testo­ste­rone: An Unau­tho­ri­zed Bio­gra­phy, Testo­ste­ron Rex oraz lek­tura arty­ku­łów z popu­lar­nych cza­so­pism i gazet mogą spra­wić, że laik w ogóle nie będzie potra­fił pojąć, o co całe to zamie­sza­nie. Jeśli nauka tak bar­dzo się myli, to skąd w ogóle wziął się mit o testo­ste­ro­nie jako o "hor­mo­nie płci męskiej"? Dzien­ni­karka Angela Saini odpo­wiada na to pyta­nie w swo­jej poczyt­nej książce Gor­sze. Jak nauka pomy­liła się co do kobiet. To wyraźny i rze­czy­wi­sty sek­sizm w histo­rii nauki zepchnął nas na mar­gi­nes. W opi­nii Saini praw­dziwe dowody możemy doj­rzeć, tylko jeśli zde­ma­sku­jemy uprze­dze­nia i sek­sizm w nauce. Na początku książki autorka pyta: "Czy hor­mony płciowe oddzia­łują tylko na nasze narządy roz­rod­cze, czy też mają głęb­szy wpływ rów­nież na nasz umysł i zacho­wa­nia?"39. A jej odpo­wiedź jest jasna: "Mię­dzy­pł­ciowe róż­nice psy­cho­lo­giczne są bar­dzo nie­wiel­kie, a te stwier­dzone mogą w znacz­nej mie­rze wyni­kać z kul­tury, nie zaś z bio­lo­gii"40.

Zga­dzam się z nią, że sek­si­stow­skie zało­że­nia mogą cza­sami wpły­wać na bada­nia. Nie zga­dzam się jed­nak z jej odpo­wie­dzią na pyta­nie. Nauka poka­zuje bowiem, że odpo­wiedź ta jest jed­no­znaczna i brzmi: "tak". Na kilka waż­nych spo­so­bów to wła­śnie testo­ste­ron spra­wia, że płcie róż­nią się pod wzglę­dem psy­cho­lo­gicz­nym i beha­wio­ral­nym.

Z następ­nych roz­dzia­łów dowie­cie się, jak T wpływa na nasze ciało, mózg i zacho­wa­nie, by słu­żyły one repro­duk­cji. Nie jest to wcale zła wia­do­mość, wręcz prze­ciw­nie - inspi­ru­jąca. Nic, co wiemy o T czy róż­ni­cach mię­dzy płciami, nie impli­kuje, że musimy akcep­to­wać prze­moc na tle sek­su­al­nym, mole­sto­wa­nie, dys­kry­mi­na­cję czy przy­mus. Wręcz prze­ciw­nie, roz­wój spo­łeczny zależy od roz­woju nauki41. Zro­zu­mie­nie sił, które napę­dzają nasze prio­ry­tety i zacho­wa­nia, a także zależ­no­ści mię­dzy genami, hor­mo­nami i śro­do­wi­skiem, pomaga nam lepiej się przy­go­to­wać na walkę z prze­ja­wami mrocz­niej­szych stron naszej natury. Nie musimy wcale baga­te­li­zo­wać roli testo­ste­ronu w naszym życiu. Ucze­nie się, jak działa świat, i spo­glą­da­nie praw­dzie w oczy bywa kło­po­tliwe lub wręcz nie­po­ko­jące, mam jed­nak nadzieję, że przede wszyst­kim da wam satys­fak­cję, siłę i sprawi dużo rado­ści - tak jak mnie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

R.J. Nel­son, L.J. Kriegs­feld, An Intro­duc­tion to Beha­vio­ral Endo­cri­no­logy, wyd. 5, Sinauer Asso­cia­tes, Sun­der­land 2017, s. 73-74, 554, 703. [wróć]

Na temat metod zbie­ra­nia moczu, prze­cho­wy­wa­nia go i bada­nia pod kątem hor­mo­nów zob.: Mar­tin N. Mul­ler, Richard W. Wran­gham, Domi­nance, Aggres­sion and Testo­ste­rone in Wild Chim­pan­zees: A Test of the 'Chal­lenge Hypo­the­sis', "Ani­mal Beha­viour", 67, nr 1 (2004), s. 113-123. [wróć]

Eugene Lin­den, The Wife Beaters of Kibale, "Time", 19 sierp­nia 2002, nr 56; zob. rów­nież: Eugene Lin­den, The Octo­pus and the Oran­gu­tan: More True Tales of Ani­mal Intri­gue, Intel­li­gence, and Inge­nu­ity, wyd. E.P. Dut­ton, New York 2002, s. 112. [wróć]

Richard W. Wran­gham, Dale Peter­son, Demo­nic Males: Apes and the Ori­gins of Human Vio­lence, Hough­ton Mif­flin Har­co­urt, Boston 1996. [Wyd. pol. Richard W. Wran­gham, Dale Peter­son, Demo­niczne samce. Małpy człe­ko­kształtne i źró­dła ludz­kiej prze­mocy, tłum. Monika Auriga, Pań­stwowy Insty­tut Wydaw­ni­czy, War­szawa 1999]. [wróć]

Mar­tin N. Mul­ler, Sonya M. Kah­len­berg, Melissa Emery Thomp­son, Richard W. Wran­gham, Male Coer­cion and the Costs of Pro­mi­scu­ous Mating for Female Chim­pan­zees, "Pro­ce­edings of the Royal Society B: Bio­lo­gi­cal Scien­ces", 274, nr 1612 (2007), s. 1009-1014; oraz Joseph T. Feld­blum, Emily E. Wro­blew­ski, Rebecca S. Rudi­cell, Beatrice H. Hahn, Thais Paiva, Mine Cetin­kaya-Run­del, Anne E. Pusey, Ian C. Gilby, Sexu­ally Coer­cive Male Chim­pan­zees Sire More Offspring, "Cur­rent Bio­logy", 24, nr 23 (2014), s. 2855-2860. [wróć]

Human Rights Watch, Human Rights Watch World Report 2000 - Uganda, 1 grud­nia 1999, https://www.refworld.org/docid/3ae6a8c924.html. [wróć]

Neil Mac­Fa­rqu­har, 8 Touri­sts Slain in Uganda, Inc­lu­ding U.S. Couple, "New York Times", 3 marca 1999. [wróć]

Danielle Kurt­zle­ben, Trump and the Testo­ste­rone Take­over of 2016, Natio­nal Public Radio, 1 paź­dzier­nika 2016, https://www.npr.org/2016/10/01/494249104/trump-and-the-testo­ste­rone-take­over-of-2016. [wróć]

Andrew Sul­li­van, #MeToo and the Taboo Topic of Nature, "New York Maga­zine", 19 stycz­nia 2018. [wróć]

Gad Saad, Is Toxic Mascu­li­nity a Valid Con­cept?, blog "Psy­cho­logy Today", 8 marca 2018, https://www.psy­cho­lo­gy­to­day.com/us/blog/homo-con­su­me­ri­cus/201803/is-toxic-mascu­li­nity-valid-con­cept. [wróć]

Neal Gabler, The Testo­ste­rone Fueled Pre­si­dency, "Huf­fing­ton Post", 16 sierp­nia 2017, https://www.huf­fpost.com/entry/the-testo­ste­rone-fueled-presidency_b_59949cd3e4b056a2b0ef029c. [wróć]

Eme­rald Robin­son, The Col­lapse of the Never-Trump Con­se­rva­ti­ves, "Ame­ri­can Spec­ta­tor", 29 czerwca 2018. [wróć]

Leon Selt­zer, Male Sexual Miscon­duct and the Testo­ste­rone Curse, blog "Psy­cho­logy Today", 29 listo­pada 2017, https://www.psy­cho­lo­gy­to­day.com/us/blog/evo­lu­tion-the-self/201711/male-sexual-miscon­duct-and-the-testo­ste­rone-curse. [wróć]

Rachel E. Mor­gan, Bar­bara A. Oude­kerk, Cri­mi­nal Vic­ti­mi­za­tion, 2018, BCJ 253043, Bureau of Justice Sta­ti­stics, U.S. Depart­ment of Justice, wrze­sień 2019, https://www.bjs.gov/con­tent/pub/pdf/cv18.pdf; David C. Geary, Male, Female: The Evo­lu­tion of Human Sex Dif­fe­ren­ces, wyd. 3, Ame­ri­can Psy­cho­lo­gi­cal Asso­cia­tion, Waszyng­ton 2021, s. 433-437; Natio­nal High­way Traf­fic Safety Admi­ni­stra­tion, Com­pa­ri­son of Crash Fata­li­ties by Sex and Age Group, Natio­nal Cen­ter for Sta­ti­stics and Ana­ly­sis, Waszyng­ton 2008; Monica Hesse, We Need to Talk About Why Mass Sho­oters Are Almost Always Men, "Washing­ton Post", 5 sierp­nia 2019. [wróć]

Pra­wie nie ma takich cech, co do któ­rych męż­czyźni nie wyka­zy­wa­liby więk­szej zmien­no­ści niż kobiety, poza umie­jęt­no­ścią czy­ta­nia w szkole pod­sta­wo­wej, w przy­padku któ­rej róż­nica w zmien­no­ści jest dość mała i sta­ty­stycz­nie nie­zna­cząca. Zob.: Ariane Baye, Chri­stian Mon­seur, Gen­der Dif­fe­ren­ces in Varia­bi­lity and Extreme Sco­res in an Inter­na­tio­nal Con­text, "Large-Scale Asses­sments in Edu­ca­tion", 4, nr 1 (2016), s. 1-16. Prze­gląd róż­nic płcio­wych w zmien­no­ści IQ i innych testach kogni­tyw­nych zob.: Alan Fein­gold, Sex Dif­fe­ren­ces in Varia­bi­lity in Intel­lec­tual Abi­li­ties: A New Look at an Old Con­tro­versy, "Review of Edu­ca­tio­nal Rese­arch", 62, nr 1 (1992), s. 61-84. [wróć]

Rebecca M. Jor­dan-Young, Katrina Kar­ka­zis, Testo­ste­rone: An Unau­tho­ri­zed Bio­gra­phy, Harvard Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 2019, s. 54; oraz Rebecca M. Jor­dan-Young, How to Kill the 'Zom­bie Fact' That Testo­ste­rone Dri­ves Human Aggres­sion, odczyt na kon­fe­ren­cji "Women in the World: Time for a New Para­digm for Peace", Uni­ver­sity of Mary­land, wrze­sień 2019, s. 22. [wróć]

Ame­ry­kań­skie Towa­rzy­stwo Psy­cho­lo­giczne, Harm­ful Mascu­li­nity and Vio­lence, biu­le­tyn "In the Public Inte­rest", wrze­sień 2018, https://www.apa.org/pi/about/new­slet­ter/2018/09/harm­ful-mascu­li­nity. [wróć]

"Hey Skinny": "Hey Skinny!... Yer Ribs Are Sho­wing!", obraz cyfrowy, https://www.char­le­sa­tlas.com/ The Offi­cial Website of Char­les Atlas. Char­les Atlas LTD, dostęp 15 stycz­nia 2020. Reklamy Char­lesa Atlasa pod­da­wane były wielu aka­de­mic­kim ana­li­zom sku­pia­ją­cym się na spo­so­bach przed­sta­wia­nia i pro­mo­wa­nia ide­ału męsko­ści. Zob. m.in.: Jacqu­eline Reich, 'The World's Most Per­fec­tly Deve­lo­ped Man': Char­les Atlas, Phy­si­cal Cul­ture, and the Inscrip­tion of Ame­ri­can Mascu­li­nity, "Men and Mascu­li­ni­ties", 12, nr 4 (2010), s. 444-461. [wróć]

Randy Thorn­hill, Rape in Panorpa Scor­pion­flies and a Gene­ral Rape Hypo­the­sis, "Ani­mal Beha­viour", 28, nr 1 (1980), s. 52-59. Według Thorn­hilla męż­czyźni są więksi od kobiet, ponie­waż: "więk­sze samce miały prze­wagę ze względu na więk­sze szanse na sku­teczny gwałt w przy­padku porażki w rywa­li­za­cji pod kątem zaso­bów rodzi­ciel­skich" (s. 57). Pełna hipo­teza Thorn­hilla i Pal­mera: Randy Thorn­hill, Craig T. Pal­mer, A Natu­ral History of Rape: Bio­lo­gi­cal Bases of Sexual Coer­cion, MIT Press, Cam­bridge 2001. Kry­tyka tej hipo­tezy: Jerry A. Coyne, Andrew Berry, Rape as an Adap­ta­tion, "Nature", 404, nr 6774 (2000), s. 121-122. [wróć]

Justin Stor­beck, Gerald L. Clore, Affec­tive Aro­usal as Infor­ma­tion: How Affec­tive Aro­usal Influ­en­ces Judg­ments, Lear­ning, and Memory, "Social and Per­so­na­lity Psy­cho­logy Com­pass", 2, nr 5 (2008), s. 1824-1843. [wróć]

Law­rence Sum­mers, Full Trans­cript: Pre­si­dent Sum­mers' Remarks at the Natio­nal Bureau of Eco­no­mic Rese­arch, Jan. 142005, "Harvard Crim­son", 18 lutego 2005, https://www.the­crim­son.com/article/ 2005/2/18/full-trans­cript-pre­si­dent-sum­mers-remarks-at/. [wróć]

Alan Fin­der, Pre­si­dent of Harvard Resi­gns, Ending Stormy 5-Year Tenure, "New York Times", 22 lutego 2006. [wróć]

Sara Rimer, Patrick D. Healy, Furor Lin­gers as Harvard Chief Gives Deta­ils of Talk on Women, "New York Times", 18 lutego 2005. [wróć]

James Damore, Google's Ide­olo­gi­cal Echo Cham­ber, lipiec 2017, https://assets.docu­mentc­loud.org/docu­ments/3914586/Googles-Ide­olo­gi­cal-Echo-Cham­ber.pdf. [wróć]

Por. Lee Jus­sim, Geof­frey Mil­ler, Debra W. Soh w: The Google Memo: Four Scien­ti­sts Respond, "Quil­lette", 17 sierp­nia 2017, https://quil­lette.com/2017/08/07/google-memo-four-scien­ti­sts-respond/; Debra Soh, No, the Google Mani­fe­sto Isn't Sexist or Anti-Diver­sity. It's Science, "Globe and Mail" (Toronto), 8 sierp­nia 2017; Glenn Stan­ton, The Science Says the Google Guy Was Right About Sex Dif­fe­ren­ces, "Fede­ra­list", 11 sierp­nia 2017, https://the­fe­de­ra­list.com/2017/08/11/science-says-google-guy-right-sex-dif­fe­ren­ces/. Bar­dziej kry­tyczne spoj­rze­nie zob.: Megan Mol­teni, Adam Rogers, The Actual Science of James Damore's Google Memo, "Wired", 15 sierp­nia 2017, https://www.wired.com/story/the-per­ni­cious-science-of-james-damo­res-google-memo/; Brian Feld­man, Here Are Some Scien­ti­fic Argu­ments James Damore Has Yet to Respond To, "New York Maga­zine", 11 sierp­nia 2017. [wróć]

Gina Rip­pon, What Neu­ro­science Can Tell Us About the Google Diver­sity Memo, "The Conver­sa­tion", 14 sierp­nia 2017, https://the­co­nver­sa­tion.com/what-neu­ro­science-can-tell-us-about-the-google-diver­sity-memo-82455. Rip­pon przed­sta­wia memo Damore'a tak, jakby twier­dził on, że kobiety są nie­do­sta­tecz­nie repre­zen­to­wane w branży tech ze względu na uwa­run­ko­wa­nia bio­lo­giczne, ale Damore ni­gdy nie twier­dził, że bio­lo­gia sta­nowi cał­ko­wite wyja­śnie­nie. Rip­pon zauważa też, że róż­nic płcio­wych doty­czą­cych zain­te­re­so­wań i uzdol­nień nie da się "jasno podzie­lić na dwie kate­go­rie", nato­miast "ist­nieją w spek­trum", tak jakby sprze­ci­wia­jąc się Damore'owi, mimo że ten by­naj­mniej nie twier­dził, że jest ina­czej. [wróć]

Daisuke Waka­bay­ashi, Con­ten­tious Memo Stri­kes Nerve Inside Google and Out, "New York Times", 8 sierp­nia 2017. [wróć]

Daisuke Waka­bay­ashi, Nel­lie Bow­les, Google Memo Author Sues, Cla­iming Bias Aga­inst White Con­se­rva­tive Men, "New York Times", 8 stycz­nia 2018. [wróć]

Angela Saini, Infe­rior: How Science Got Women Wrong and the New Rese­arch That's Rew­ri­ting the Story, Beacon Press, Boston 2017. [Wyd. pol. Angela Saini, Gor­sze. Jak nauka pomy­liła się co do kobiet, tłum. Hanna Pustuła-Lewicka, Wydaw­nic­two Czarne, Woło­wiec 2022]. [wróć]

Char­les Dar­win, The Descent of Man, and Selec­tion in Rela­tion to Sex, 2 tomy, John Mur­ray, Lon­don 1871, t. 1, s. 564. [Wyd. pol. Karol Dar­win, O pocho­dze­niu czło­wieka i dobo­rze w odnie­sie­niu do płci, tłum. Ludwik Masłow­ski, Hachette, War­szawa 2011, s. 514-515]. [wróć]

David F. Fel­don, James Peugh, Michelle A. Maher, Josipa Roksa, Colby Tofel-Grehl, Time-to-Cre­dit Gen­der Ine­qu­ities of First-Year PhD Stu­dents in the Bio­lo­gi­cal Scien­ces, "CBE - Life Scien­ces Edu­ca­tion", 16, nr 1 (2017), arty­kuł 4. W 2017 kobiety zdo­były 52,5 pro­cent dok­to­ra­tów w dzie­dzi­nie nauk bio­lo­gicz­nych, ale zaj­mo­wały jedy­nie 30-35 pro­cent sta­no­wisk dają­cych stałe zatrud­nie­nie w powią­za­nych dzie­dzi­nach. [wróć]

Ger­trud Pfi­ster, The Medi­cal Disco­urse on Female Phy­si­cal Cul­ture in Ger­many in the 19th and Early 20th Cen­tu­ries, "Jour­nal of Sport History", 17, nr 2 (1990), s. 191. [wróć]

Adam S. Cohen, Harvard's Euge­nics Era, "Harvard Maga­zine", marzec-kwie­cień 2016, https://harvard­ma­ga­zine.com/2016/03/harvards-euge­nics-era. [wróć]

Nota wydawcy ory­gi­nału z czwar­tej strony okładki: Cor­de­lia Fine, Testo­ste­rone Rex: Myths of Sex, Science, and Society, Icon Books, Lon­don 2017. [Wyd. pol. Cor­de­lia Fine, Testo­ste­ron Rex. Mity płci, nauki i spo­łe­czeń­stwa, tłum. Bar­bara Gra­bow­ska, Dawid Kolasa, Wydaw­nic­two Naukowe Uni­wer­sy­tetu Miko­łaja Koper­nika, Toruń 2019]. [wróć]

Opis wydawcy ory­gi­nału Cor­de­lia Fine, Testo­ste­ron Rex, https://wwnor­ton.co.uk/books/9780393082081-testo­ste­rone-rex. [wróć]

Cor­de­lia Fine's Explo­sive Study of Gen­der Poli­tics Wins 30th Anni­ver­sary Royal Society Insi­ght Inve­st­ment Science Book Prize, Royal Society, news, 19 wrze­śnia 2017, https://roy­al­so­ciety.org/news/2017/09/cor­de­lia-fine-wins-30th-anni­ver­sary-royal-society-insi­ght-inve­st­ment-science-book-prize/. [wróć]

Cor­de­lia Fine, Testo­ste­rone Rex, opis wydawcy ory­gi­nału. [wróć]

Gina Rip­pon, The Gen­de­red Brain: The New Neu­ro­science That Shat­ters the Myth of the Female Brain, Ran­dom House, New York 2019, s. 353. [wróć]

Angela Saini, Infe­rior, op. cit., s. 28. [Wyd. pol. Angela Saini, Gor­sze, op. cit., s. 52]. [wróć]

Angela Saini, Infe­rior, op. cit., s. 10. [Wyd. pol. Angela Saini, Gor­sze, op. cit., s. 23]. [wróć]

Por. cała książka o tym, że nauka i roz­są­dek pro­wa­dzą do roz­woju spo­łecz­nego: Ste­ven Pin­ker, Enli­gh­te­ment Now: The Case for Reason, Science, Huma­nism, and Pro­gress, Viking, New York 2018. [Wyd. pol. Ste­ven Pin­ker, Nowe Oświe­ce­nie. Argu­menty za rozu­mem, nauką, huma­ni­zmem i postę­pem, tłum. Tomasz Bie­roń, Wydaw­nic­two Zysk i S-ka, Poznań 2018]. [wróć]