Rozdział 3
Codzienność bywa nużąca. Dni mijają jeden za drugim. Niepostrzeżenie. Ciągle na coś czekamy, czegoś oczekujemy, za czymś tęsknimy. Wieczorami chcemy szybko zasnąć, by po kilku godzinach znowu móc gnać przed siebie, realizując swoje, bądź czyjeś, oczekiwania.
Kinga uciekała w pracę. Teraz, kiedy Mariusz odciążył ją finansowo, mogła zwolnić, ale ona ciągle brała nadgodziny, a niektóre projekty zabierała do domu. Była architektem. Pomagała innym w ich marzeniach o własnym domu, tworzyła projekty z miłością i zaangażowaniem. Kochała swoją pracę, bo sprawiała, że kobieta nie miała czasu ani sposobności na analizowanie swojej sytuacji życiowej.
A ta była zawieszona gdzieś pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Nie dostała wolnego na święta. Sama była temu winna, biorąc na barki zbyt wiele projektów. Było jej jednak przykro, że nie spędzi tego wyjątkowego czasu z synem, ale podczas telefonicznej rozmowy siliła się na lekki ton, by Mariusz nie miał wyrzutów sumienia.
- Mamo, w takim razie ja przyjadę - zakomunikował bez namysłu, kiedy Kinga powiedziała, że nie dostanie wolnego. - Spędzimy razem wigilijny wieczór, a potem wsiądę do pociągu i rankiem będę z powrotem w Gdyni.
- Nie, synku - powstrzymała go matka. - Właściwie to i ja mogłabym wpaść do ciebie na chwilę, na wigilię, i nawet na pierwszy dzień świąt. Ale to kawał drogi. Zamiast spędzić miło czas, umęczymy się długą podróżą.
- No nie wiem. Nigdy nie spędziliśmy tego czasu oddzielnie - zawahał się Mariusz.
- Wiem. - Kinga przełknęła ślinę. Ta rozmowa była dla niej trudna. - Ale kiedyś musi ten moment nastąpić. Będę o tobie myślała - powiedziała i wstrzymała oddech, licząc, że dzięki temu łza, która zakręciła jej się w oku, zatrzyma się.
- No dobrze - westchnął Mariusz. - Wiem, że masz rację.
- No pewnie, że mam - uśmiechnęła się przez łzy.
- Mamo? - odezwał się cicho.
- Tak? - Sądziła, że to koniec rozmowy i rozłączą się.
- Poznałem tu kogoś - wyznał. - Ma na imię Ania.
- Synku! Wspaniała wiadomość - ożywiła się Kinga. - Jaka ona jest?
- No... Fajna - odparł krótko. - Podoba mi się, mamo, że nie zapytałaś, jak się poznaliśmy ani kim jest. Ani jak wygląda.
- No przecież to jest najważniejsze. Jakim się jest człowiekiem, a nie jak wygląda, czy skąd pochodzi - uśmiechnęła się. - Chciałabym ją poznać.
- Poznasz. Na pewno! Myślałem, że przedstawię ci ją w czasie świąt...
- Synku! - przerwała mu Kinga. - Już nie myśl tyle o tych świętach. Może to i dobrze. Spędzisz z nią więcej czasu, bardziej poznasz.
- Może masz rację...
- Oczywiście, że mam. - Wzruszyła ramionami i choć Mariusz tego nie mógł zobaczyć, przewróciła oczami. - Powiesz mi o niej coś więcej? "Fajna" to dość ogólne stwierdzenie.
- Tak, wiem. Po prostu... Brakuje mi słów. Jest śliczna. Patrzy na mnie tak, że chcę ją nosić na rękach. Podoba mi się. I nie chodzi tu o jej wygląd zewnętrzny, chociaż też! Ale o jej piękno wewnętrzne. Waży słowa, by nikogo nie urazić, jest taka delikatna...
- Mówisz o niej bardzo ciepło. Zakochałeś się, synku - skwitowała Kinga.
- Nie wiem - powiedział szybko. - Czuję się, jakbym unosił się kilka centymetrów nad ziemią. Cały czas tak się czuję. Ale czy to miłość? Trudno powiedzieć. Mamo... Może to tylko zauroczenie, ale jeśli nie... - przerwał.
- Tak? - ponagliła go matka.
- Jeśli nie... to mam nadzieję, że kiedyś Ania zostanie moją żoną. I że to zauroczenie nie zniknie, nie zastąpi go obojętność, znużenie ani gniew.
Kinga doskonale wiedziała, co miał na myśli jej syn. Miał przed oczami swoich rodziców, którzy pobrali się z wielkiej miłości, po której nie został nawet cień szacunku.
- Nie myśl tak. Ja i twój ojciec...
- Nie nazywaj go tak - przerwał Mariusz.
- Dobrze - westchnęła. - No więc... on. On i ja. My po prostu do siebie nie pasowaliśmy.
- Czemu ty w ogóle za niego wyszłaś? Mówiłaś, że krzywdził cię już przed ślubem. Zdradzał.
Przełknęła ślinę. Zdradzał. To nigdy nie przestało boleć, chociaż fizycznie bardziej czuła, kiedy zgasił papierosa na jej pośladku. Tuż po spełnieniu przez nią "obowiązku małżeńskiego", jak to określił.
Usiadła. Te wspomnienia wracały do niej nadal, chociaż przecież zamknęła tamtą księgę. Otworzyła inną. A jednak tamte rozdziały ciągle powracały w jej myślach. Czy była szansa, aby kiedyś to się zmieniło?
- Mamo? - Z zamyślenia wyrwał ją głos syna. - Jesteś?
- Jestem, jestem. Po prostu...
- Nie chcesz o tym mówić - odgadł. - Przepraszam. Nie było pytania.
- Nie, to nie to - skłamała. - Ja tylko... nie wiem, co mogłabym ci powiedzieć. Kochałam. A miłość to też wybaczanie.
- Zawsze? - zapytał cicho.
- Nie - odparła szeptem.
Po zakończeniu rozmowy długo patrzyła na czarny ekran telefonu. Jej syn się zakochał. Na tę myśl uśmiechnęła się lekko. Żałowała, że nie spędzi z nim świąt, ale cieszyła się, że Mariusz zaczyna układać sobie życie. Dobrze, że chociaż on nie spędzi Bożego Narodzenia samotnie. A ona - no cóż. Najważniejsze, że będzie miała spokój, żeby pracować. Miała kilka dużych projektów. Kiedy inni będą śpiewać kolędy, ona zaprojektuje komuś dom. Skoro będzie tworzony w tak wyjątkowym czasie, może da szczęście swoim mieszkańcom? Chciała wierzyć, że tak będzie.