2
Valentine
(uwielbiam to imię - to niesamowite, że moi rodzice na nie wpadli)
Mata do układania puzzli pokryta jest fioletowymi karteczkami samoprzylepnymi, szczegółowo opisującymi życie Elli. Pochylam się nad nimi na miękkim jasnobeżowym dywanie wyściełającym podłogę mojej sypialni i przygryzam sznurek od kaptura białej bluzy.
Budzik z jednorożcem wydaje z siebie magiczne rżenie, a ja sięgam do stolika nocnego i wyłączam go bez patrzenia. Odkąd dwa lata temu założyliśmy Summer Love, ustawiam budzik w dni, w które pracujemy, nie po to, by obudzić siebie - bo wstaję przed dziewiątą bez względu na wszystko, tańcząc i śpiewając pieśni ku czci matki natury (jak określa to August) - ale by obudzić Augusta, który najchętniej spałby do drugiej i nawet tego nie zauważył. Nie chodzi o to, że sam nie ustawia budzika, tylko włącza drzemkę do ostatniej możliwej chwili, a potem wybiega z domu w pośpiechu, potargany jak potwór z bagien, tyle że z dobrą fryzurą.
Spoglądam ostatni raz na karteczki. Jest w tym zleceniu coś, co mnie niepokoi - mam wrażenie, że umknęło mi coś ważnego, i doprowadza mnie to do szału. Ponownie przeszukuję social media Elli i sprawdzam wszystkie notatki, ale cokolwiek to jest, pozostaje dla mnie nieuchwytne. Z westchnieniem zwijam matę i wkładam ją do płóciennej torby, ukrytej przed rodzicami.
Chwytam leżącą na toaletce torbę na ramię i rzekomy uniform firmy cateringowej i wychodzę z lawendowo-białego pokoju - to połączenie kolorów, które wybrałam, gdy miałam jedenaście lat, i które nadal mnie cieszy. Schodzę do salonu, wyglądającego ze swoimi brązami i granatami jak wyjęty prosto z ekskluzywnego żurnala. Zdobią go ogromne kanapy i imponujące dzieła sztuki (przynajmniej tak twierdzą znajomi moich rodziców), a do tego wiszące na jednej ze ścian nagrody muzyczne taty, które zawsze wywołują ochy i achy.
Udaję się do kuchni, gdzie rodzice siedzą przy stole obok panoramicznego okna z widokiem na wodę. Tata pisze coś w laptopie, a mama rozwiązuje krzyżówkę w gazecie.
- Dzień dobry, Valentine - witają mnie oboje, podnosząc wzrok.
- Dzień dobry, rodzice - odpowiadam, obejmując tatę. Nie jest moim biologicznym ojcem, ale to on mnie wychował i to on oświadczył się mamie sześć miesięcy po tym, jak się dowiedziała, że zapłodnienie in vitro się udało. Strasznie chciała mieć dziecko, ale nie wiedziała, czy w jej macierzyństwie jest miejsce dla partnera. Mama lubi żartować, że tata zachowywał się tak, jakby to ona go zapłodniła. A kiedy byłam na tyle duża, by w pełni zrozumieć sytuację, zaproponował, że mnie zaadoptuje, na co odparłam, że zgodzę się na to tylko po warunkiem, że będę mogła przyjąć jego nazwisko. Tata się wtedy rozpłakał. I chociaż to bez znaczenia, to każdy, kto widział nas razem, zakłada, że mamy te same geny. Chociaż mój biologiczny ojciec miał podobno włoskie korzenie, a nie indyjskie, jak mój adopcyjny tata, ja mam proste ciemne włosy i ciemne oczy z długimi rzęsami, tak jak on. A po mamie odziedziczyłam drobny nosek i usta w kształcie serca.
- Zjedz coś - mówi tata z uśmiechem, wskazując na stół. - Mamie udało się zamówić pyszne bajgle i ciepłe croissanty z czekoladą.
Kieruję się w stronę mamy, by pocałować ją w policzek, a po drodze biorę po dwie sztuki tych przysmaków, dla siebie i dla Augusta.
- Przecież zawsze zamawiam pyszne bajgle - poprawia go mama, wielka miłośniczka tych wypieków (nawet swoje blond włosy zaczesuje w kok, który kształtem przypomina bajgla). Tyle że gdy wypowiada te słowa, jakoś za bardzo się uśmiecha. Nie zrozumcie mnie źle: moi rodzice są szczęśliwi, ale jej uśmiech jest podejrzanie zbyt szeroki.
Spoglądam to na mamę, to na tatę, by sprawdzić, czy czegoś przede mną nie ukrywają.
- Nad czym teraz pracujesz? - pytam tatę.
- Tak właściwie to oboje nad tym pracujemy - wtrąca mama, nieznacznie podnosząc głos. - Planujemy właśnie imprezę branżową twojego taty.
Teraz i ja się uśmiecham. Wielka impreza branżowa taty - doroczne epickie wydarzenie, na które August i ja czekamy cały rok - z wyrafinowanym jedzeniem z grilla, organizowane dla jego znajomych, innych producentów muzycznych, szefów wytwórni oraz ich najważniejszych klientów. Na ten wieczór teren za naszym domem zamienia się w morze białych migoczących światełek porozwieszanych między rozstawionymi w ogrodzie namiotami. Niektórzy popularni muzycy przy okazji zatrzymują się wówczas w swoich limuzynach przy lokalnym sklepiku lub lodziarni rzemieślniczej, o czym mówi się potem w mieście przez jakiś miesiąc, nie wspominając już o portalach plotkarskich.
Ale kiedy patrzę na mamę, na do połowy wypełnioną krzyżówkę leżącą przy jej kubku z kawą, moje myśli wracają do naszej sprawy. Matka Elli powiedziała nam, że dawniej co niedzielę rozwiązywała z córką krzyżówkę z "Timesa". Hmm. Chyba wpadłam na pomysł. Wyciągam telefon i szybko robię zdjęcie odpowiedzi, które wypełniła moja mama. Następnie smaruję dwa bajgle serkiem śmietankowym i zawijam je w papierowe serwetki.
- Wychodzę - oznajmiam rodzicom.
- Kolejne zlecenie w cateringu? - pyta tata, podnosząc wzrok znad komputera. - Ciężko w tym roku pracujesz.
- Mhm. - Unoszę wyprasowaną białą koszulę i czarne spodnie jako dowód. Prawdę mówiąc, nie miałbym nic przeciwko, by im powiedzieć o Summer Love - pomijając fakt, że by mnie zabili za okłamywanie ich przez dwa lata. Ale August chce to utrzymać w tajemnicy. Mówi, że jeśli moi rodzice się dowiedzą, to jego mama również. Nie wspomina przy tym, że dla jego mamy od razu byłoby jasne, dlaczego założyliśmy ten biznes - a mianowicie z powodu siostry Augusta, Desiree.
Des zginęła dwa lata temu w wypadku, który August przeanalizował na wszystkie sposoby w poszukiwaniu odpowiedzi, które nie istnieją. Chciał go zracjonalizować, jak gdyby znalezienie wyjaśnienia mogło zmniejszyć jego ból albo nawet przywrócić ją do życia. I jego analizy zawsze prowadziły do tego samego wniosku - winny był chłopak Des, Kyle. Ale to działo się wcześniej. Wtedy, kiedy wciąż o niej mówił.
Gdy przestał, myślałam, że powoli wróci dawny August, ale tak się nie stało. Zamknął się w sobie. Zrezygnował z zajęć teatralnych, gry w piłkę nożną, zarzucił też jedyną rzecz, której byłam pewna - przestał mnie odwiedzać. Ale ja opracowałam plan, aby odzyskać najlepszego przyjaciela, plan skupiający się na rzeczy, na punkcie której miał obsesję - na toksycznych związkach. I tak narodziło się Summer Love Inc. August, mistrz sztuki zrywania, jest podobny do Augusta z czasów, gdy żyła Des. Jednak w codziennym życiu nadal jest zamknięty, nie wobec mnie oczywiście, ale wobec świata. Po prostu już mu nie ufa.
- Baw się dobrze, Valentine. Napisz, o której będziesz w domu - mówi mama.
Wrzucając śniadaniowe łupy do torby, spoglądam przez okno na podwórko Bentleya, gdzie ten robi pompki, znowu bez koszulki. Chociaż jest w tej swojej ostentacji absurdalny, trudno nie podziwiać tego widoku. Rzucam rodzicom szybkie pożegnanie i wychodzę tylnym wyjściem na werandę. Bentley podnosi wzrok, gdy słyszy odgłos zamykanych drzwi. Kieruję się w jego stronę.
- Siema, Bent - odzywam się, starając się brzmieć jak jeden z jego kumpli, i ruszam przez trawnik. - Boskie pompki, stary.
- Siema, Sharma - odpowiada, zwracając się do mnie po nazwisku, jakbym była jego kumplem z drużyny futbolowej. - Wiem o tym.
Uśmiecham się, choć to bynajmniej nie była cięta riposta. Bentley przerywa trening, by napić się wody i wytrzeć czoło czymś, co wygląda jak ścierka do naczyń, o czym świadczy żartobliwy napis o winie i czekoladzie jako o podstawach żywienia.
- Nie staraj się tak dla mnie - mówię, rozbawiona, że wybrał ścierkę zamiast ręcznika. - Chciałam cię tylko spytać, czy mogę ci ukraść gazetę.
Bentley wybucha śmiechem.
- Po co pytasz, skoro masz zamiar ją ukraść?
Wzruszam ramionami.
- Bo jestem dobrze wychowaną złodziejką? - Traktuję jego pytanie jako zgodę i ruszam z gazetą w kierunku domu Augusta.
- I to tyle? - mówi, a na jego przyjemnie proporcjonalnej twarzy maluje się wyraźne rozczarowanie. - Nie zagaisz żadnej gadki szmatki, podczas której potajemnie będziesz zerkać na mój sześciopak? Czuję się wykorzystany.
Parskam tylko śmiechem i nie wspominam, że właśnie używanie gadki szmatki jako pretekstu do gapienia się na jego ciało można by uznać za wykorzystywanie.
- Wyślij mi selfie bez koszulki. Pokażę je wszystkim koleżankom i będziemy chichotać jak głupie.
Bentley wzdycha dramatycznie.
- Chciałbym. - Wraca do robienie pompek, a ja ruszam w swoją stronę. - Zobaczymy się później na grillu? - krzyczy za mną.
- Możliwe - odpowiadam przez ramię, chociaż wątpię, czy będę mieć na to czas ze względu na nowe zlecenie, a nawet jeśli tak, jeszcze bardziej wątpię, czy udałoby mi się przekonać do tej imprezy Augusta.
- No to możliwe, że się cieszę - odpowiada.
W tym właśnie Bentley jest dobry - czaruje, czaruje i jeszcze raz czaruje, potem chodzi z kimś przez dwa tygodnie, obściskując się publicznie tak, że wszyscy wokół czują się skrępowani, a potem skacze do następnego związku. Dobry w zalotach, kiepski w zaangażowaniu. Bentley i ja wykonujemy ten taniec od czterech lat, ale dopiero od niedawna widzę, że podwoił wysiłki, jakby założył się z samym sobą, że uda mu się mnie pocałować, zanim wyjadę na studia. I szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko temu. Faceci tacy jak Bentley są w zasadzie stworzeni do wakacyjnych pocałunków. Nie żebym kiedykolwiek przyznała to przed Augustem, bo pewnie cały by poczerwieniał i przestał oddychać.
Wspinam się po drabinie przymocowanej do ściany domu Augusta i jedną ręką otwieram okno na piętrze. Gdy wchodzę do jego sypialni, August leży z głową wciśniętą pod poduszkę, broniąc się przed swoim starym kotem, który trzyma na jego plecach jedną szarą łapę z wysuniętymi pazurami. Zrzucam torbę na drewnianą podłogę, jak zwykle zadowolona z tego niezwykłego wejścia.
Drabina nie była do końca moim pomysłem, ale i tak uważam, że jest genialny. Latem przed siódmą klasą zrobiliśmy sobie maraton wszystkich sześciu sezonów Jeziora marzeń i to ono było dla mnie źródłem inspiracji.
- To my - powiedziałam, wyciągnięta na łóżku Augusta, zaśmiecając jego kołdrę popcornem. - A jeśli by tam dodać paru wczasowiczów i akcent z Massachusetts, to mielibyśmy właściwie nasze miasteczko. Dziwne, co nie? O rany. A co, jeśli jest wiele takich par przyjaciół jak my, August? Wiele inteligentnych, pięknych, opanowanych dziewczyn zadających się z nieogarniętymi gamoniami.
I pomimo tego, że to Nowa Anglia, a pogoda jest koszmarnie nieprzewidywalna, uparłam się na ten pomysł. Przekonałam nawet jego mamę artystkę, by zbudowała dla mnie zrobioną na zamówienie drabinę, która jest przytwierdzona do ściany domu - bo choć nie mam lęku wysokości, nie jestem też idiotką. I od tamtej pory radośnie z niej korzystam, ku niezadowoleniu Augusta.
August nie wita mnie żadnym "cześć", tylko mamrocze, jakie poranki są straszne.
- Mam go nakarmić? - pytam, wskazując na jego kota, który wabi się Swee. August nie jest w stanie zobaczyć tego gestu, ponieważ wciąż leży twarzą w dół.
W odpowiedzi na to z jękiem zdejmuje poduszkę z głowy.
- Czy zmówiłaś się z moim kotem, żeby mnie wyciągnąć z łóżka?
- A czy ty się uparłeś, by zdobyć tytuł najbardziej marudnego leniwca? Jest wpół do jedenastej.
August przejeżdża dłońmi po twarzy i rozgląda się zaspany po pokoju. Podczas gdy moja sypialnia urządzona jest w jasnych kolorach i nowocześnie umeblowana, jego ma ciemnoniebieskie ściany, meble z ciemnego drewna i lampy w stylu retro. Na biurku leżą porozrzucane papiery - pewnie do późna w nocy zagłębiał się w sprawę Elli. Na regałach z książkami dominuje literatura faktu. A na krześle przy biurku wisi jego ulubiony ciemnoszary sweter z drewnianymi guzikami.
- No właśnie. A w kawiarni musimy być dopiero w południe, więc... - Milknie nagle, gdy widzi, że zmierzam w stronę jego szafy. - Tiny - rzuca ostrzegawczym tonem.
Spoglądam na niego. On spogląda na mnie. Mamy pata.
Jego mina mówi: nawet nie próbuj.
- Niech ci będzie - wzdycham ciężko i unoszę ręce w geście poddania. - Sam sobie wybierz ciuchy. Mnie tam wszystko jedno. - Milknę na chwilę, ale nie potrafię się powstrzymać od dalszych komentarzy. - Nie śmiem stawać na drodze tobie i twoim trzem ulubionym ciuchom w stylu Jamesa Deana, ale uważam, że do tego zadania będziesz potrzebował czegoś bardziej holdenowatego. - Wyciągam z torby parę butów żeglarskich, zwędzonych z szafy taty, i rzucam je na podłogę z miłym dla ucha łomotem.
August spogląda na nie ze znużeniem w drodze do łazienki, gdzie otwiera puszkę karmy dla Swee'ego. Dawniej karmił go na dole w kuchni, ale kiedy ma się zniedołężniałego dwudziestoletniego kota, który cały czas wyleguje się w łóżku, lepiej mieć jedzenie pod ręką. A poświęcenie, jakim jest akceptacja śmierdzącej łazienki ze względu na dobro własnego zwierzaka, doskonale obrazuje, dlaczego jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. August lubi udawać, że jest zimny i racjonalny, ale tak naprawdę to najwrażliwsza i najbardziej troskliwa osoba, jaką znam.
- Wczoraj wieczorem robiłem niewielki research w sprawie Elli - mówi przez ramię.
- Leonardo DiCaprio! - piszczę, zbyt podekscytowana, by pozwolić mu dokończyć.
- Zaniepokoiłoby mnie, że wiedziałaś, co chcę powiedzieć, ale na szczęście pamiętam, że w każdej chwili możesz do mnie zajrzeć przez okno - odpowiada z chytrym uśmiechem.
Przewracam oczami i nie wspominam już, że nie muszę szpiegować, by przewidzieć jego ruchy. Oboje wiemy, że z nas dwojga to ja jestem od myślenia.
- No więc - mówi dalej, zmierzając do szafy - obejrzałem raz jeszcze Romea i Julię.
Szczerze mówiąc, jestem zachwycona faktem, że August wziął się za analizę postaci Romea. Nie chodzi o to, że nie lubi dobrych komedii romantycznych - czy w tym przypadku dramatów - ale kiedyś miał zagrać Romea w miejskim teatrze. A gdy Des zmarła, zrezygnował nie tylko z tej sztuki, ale i z aktorstwa w ogóle. Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek będzie zgłębiał tę postać. Wyobrażam sobie, że sama myśl o tym, że można zakochać się od pierwszego wejrzenia, a potem być gotowym umrzeć za tę miłość, przyprawia go o mdłości. Ja z kolei jestem fanką wielkich porywów uczuć.
Splatam dłonie w błagalnym geście.
- O rany. Powiedz, że chcesz zarzucić strategię "Dumy i uprzedzenia" na rzecz "Nieszczęśliwych kochanków"!
Jego szeroki uśmiech potwierdza moje przypuszczenie.
- Matka Elli powiedziała nam, że Ella podejmuje decyzje, kierując się opinią znajomych i chłopaka, a nie własnym interesem, prawda? - Milknie na chwilę, a ja tłumię w sobie chęć wejścia mu w słowo. - Więc uważam, że dobrze byłoby wkroczyć do akcji jako Nieszczęśliwy Kochanek. - Krzywi się na słowo "kochanek", ale ja się uśmiecham. - Czy też, w tym wypadku, Nieszczęśliwy Przyjaciel. Chodzi o zupełne przeciwieństwo tego, co Ella ma w obecnym związku i grupie towarzyskiej. Chcę sprawić, by poczuła, że wszystko, co ją interesuje, jest ważne i w zasięgu ręki. Będę malarzem, nie futbolistą. Kimś, kto ma wszystko, ale popularność zupełnie go nie obchodzi. Rozumiesz mnie?
Przez chwilę nie wiem, co powiedzieć, zszokowana tym, że z własnej woli uczynił ze swojej postaci malarza. Od śmierci siostry nie wziął do ręki pędzla. Skończyły się rysunki na marginesach, nawet zwykłe bazgroły. Pojawia się we mnie iskierka nadziei i chcę to jakoś skomentować, ale boję się, że jeśli zrobię z tego wielkie halo, August zmieni zdanie. Więc tylko grzebię w torbie w poszukiwaniu tęczowego notatnika, w którym mam zapisane wszystkie nasze strategie.
Szukam właściwej strony, a moje stopy mimowolnie przytupują z radości. Rzadko stosujemy tę taktykę, ale jest jedną z moich ulubionych.
NIESZCZĘŚLIWI KOCHANKOWIE - strategia polegająca na tym, by pokazać się danej osobie jako przeciwieństwo jej obecnej sytuacji życiowej tak, by zakochała się w twoim sposobie myślenia i entuzjazmie oraz zapragnęła zmienić swoje życie.
August wyciąga z szafy kraciaste szorty i T-shirt z Johnnym Cashem, po czym wkłada buty żeglarskie, które mu przyniosłam. To wystarczająco elegancka stylówka, a Johnny Cash nadaje jej odrobinę luzu.
Wygrałam! Oto narodziny gwiazdy o imieniu Holden.
Odwracam się i głaszczę płaską głowę Swee'ego, podczas gdy August się ubiera i spryskuje dezodorantem. Nie żeby go potrzebował. Ja, gdy tylko temperatura wzrośnie powyżej dwudziestu pięciu stopni, natychmiast śmierdzę jak cebula, August natomiast wydziela tylko lekko piżmowy zapach, który kojarzy się znajomo, ale nie jest nieprzyjemny. Co za niesprawiedliwość.
- I jak? - pyta, rozciągając ręce i czekając na moją ocenę. A gdy się odwraca, stwierdzam, że wygląda po prostu obłędnie. Włosy ma lekko zmierzwione, podkoszulek idealnie wyblakły, a czerwona kratka szortów przyciąga uwagę.
- Jesteś gotów głosić pochwałę miłości - oznajmiam.
- Chyba raczej zniszczyć zły związek.
- To to samo. Zakończenie złego związku daje szansę na dobry. Na miłość. Kto wie, może następna osoba, którą spotka Ella, będzie jej bratnią duszą.
August prycha.
Wyciągam palec w jego stronę, brzęcząc przy tym fluorescencyjnymi bransoletkami.
- I nie waż się prychać lekceważąco w odpowiedzi na moje słowa. Wiem, że nie wierzysz w bratnie dusze, ale chcę ci powiedzieć, że absolutnie nie masz racji.
- Chcesz chyba powiedzieć, że sama idealizujesz... - zaczyna, jak gdyby szykował się na długi wywód.
Zatykam uszy, żeby się przed nim obronić.
- Nie, nie pozwolę ci dzisiaj szkalować miłości. Nie mam na to miejsca w grafiku. - Rzucam mu klucze do mojego jeepa. - Ty prowadzisz.
Biorę torbę i wychodzę z pokoju, zanim August zdąży odpowiedzieć. Gdy docieram do schodów, słyszę, że jego kroki w korytarzu cichną. Nie muszę się oglądać, by wiedzieć, gdzie przystanął - przy drzwiach Des.
Odwracam się i widzę jego twarz pozbawioną wyrazu - entuzjazm sprzed trzydziestu sekund wyparował, a zastąpiła go niewidzialna, bezemocjonalna bariera, którą nazywam Murem. Muru nikt nie pokona. Nawet ja u szczytu swoich możliwości. August wyciera podkoszulkiem kurz z gałki, nie otwierając drzwi od pokoju Des, które (jak zgaduję po pokrywającym je kurzu) nie były tykane od miesięcy, a spoczywające za nimi rzeczy jego siostry leżą tak, jak je zostawiła dwa lata temu, tak że ich widok każdemu wycisnąłby łzy z oczu.
Podchodzę do niego, ale August na mnie nie patrzy, tylko w milczeniu wbija wzrok przed siebie, pogrążony w rozmyślaniach. Wzdycham, nie dlatego, że mnie to irytuje, tylko żeby go przywołać do rzeczywistości. On jednak mnie ignoruje, a w mojej piersi narasta znajoma bezradność wynikająca z uwięzienia poza Murem. Chcę go przytulić i powiedzieć mu, że ja też tęsknię za Des. Chcę na niego nawrzeszczeć za to, że mi nie ufa i zostaje sam na sam ze swoim cierpieniem, i powołać się przy tym na moją miłość do nich obojga. Ale zamiast tego wpatruję się niepewnie, nie wiedząc, co powiedzieć, w przytwierdzoną do drzwi akwarelę z imieniem Des oplecionym słonecznikami. August namalował ją dla niej, gdy miał osiem lat. I od razu jestem na siebie zła, że nie wiem, jak z nim o tym rozmawiać, i że nie potrafię wspominać o niej tak na co dzień, zamiast znosić te ciężkie chwile, kiedy August się odcina.
- Des, co chciałabyś robić, jak już skończysz studia? - spytałam, wskazując na ulotki z uniwersytetów leżące na jej stoliku nocnym. - Mam przeczucie, że będziesz czymś kierować... czymś albo kimś. Albo i to, i to. Może zostaniesz burmistrzynią? - Powiedziałam to tym samym wysublimowanym tonem, którego zawsze używał mój tata, kiedy pytał mnie o moje plany, i starałam się zachowywać poważniej, niż przystało na dwunastolatkę, by podkreślić swoją dojrzałość.
Des, chodząc po pokoju, założyła srebrną bransoletkę z zawieszkami i czarną obróżkę na szyję. Przystanęła przed lustrem, z różową szminką w ręce, i odwróciła się do mnie. Nieważne, co robiła albo jak bardzo się spieszyła, zawsze znajdowała czas dla mnie i Augusta.
- Masz rację, chciałabym pomagać, ale polityka to nie dla mnie - powiedziała po chwili zastanowienia. - Myślałam nad zawodem weterynarza, ale chyba emocjonalnie nie dałabym rady. Chociaż wiesz, o czym zawsze skrycie marzyłam? - Przechyliła głowę, jak gdyby powierzała mi ukryty skarb. - Żeby być detektywem od związków.
August podniósł wzrok, rozważając ten fantazyjny pomysł, pewnie po to, by móc zadać na jego temat rzeczowe pytania.
- Czy jest taki zawód? Na czym by to polegało?
O, właśnie takie.
- Widzisz, to w tym wszystkim jest najciekawsze - odparła Des. - Nie ma takiego zawodu. A powinien być.
- Chodźmy - oznajmia cicho August. Tonem, który zamyka ci usta, który mówi, że serce mu pęka i że jeśli poruszysz ten temat, rozsypie się na milion kawałków.
Nie wspominaliśmy tamtej rozmowy z Des, gdy zakładaliśmy Summer Love, choć oboje wiemy, że chodzi tu o nią i o naprawienie niewyjaśnionej krzywdy wyrządzonej przez jej chłopaka, z którą August nie może się pogodzić. Od tamtej pory unikałam tego tematu, bojąc się, że gdy wspomnę o tym, zanim August będzie gotowy, nasza firma również zniknie za Murem.
Ruszam za nim i tylko na chwilę się oglądam. To wszystko dla ciebie, Des, mówię w myślach.