Wprowadzenie
Kiedy zostajemy rodzicami, często postrzegamy siebie jako nauczycieli naszych dzieci, ale wkrótce odkrywamy, że nasze dzieci są również naszymi nauczycielami.
- Daniel Siegel i Mary Hartzel
Moje największe matczyne zwycięstwa zrodziły się z chwil słabości. Pozwól, że podzielę się z tobą jednym z moich największych niepowodzeń w roli rodzica.
Siedziałam w korytarzu na górze i płakałam. Nie chlipałam, tylko wyłam, a z moich oczu płynęły łzy wielkie jak grochy. To był ten rodzaj płaczu, który sprawia, że moja twarz przybiera barwę purpury i puchnie, jakbym przed momentem zeszła z bokserskiego ringu.
Co gorsza, czułam się tak, jakby ktoś sprał mnie od środka. Tuż obok, za zamkniętymi drzwiami, płakała też moja córka, ponieważ przestraszyłam ją swoim wybuchem gniewu. Jej łkanie wwiercało mi się w serce, wywołując kolejną falę spazmatycznego, zasmarkanego szlochu. Zwinęłam się w kłębek na drewnianej podłodze i ukryłam twarz w dłoniach.
Czy ktoś mnie uprzedził, że tak będzie wyglądać rodzicielstwo? Nie. Przecież miało być tak pięknie. Miałam wpatrywać się w swoją pociechę zamglonym z miłości wzrokiem. Co jest ze mną nie tak?
Byłam nieszczęśliwa. Jednak po pewnym czasie przyznałam przed samą sobą, że całe to rodzicielstwo było po prostu T.R.U.D.N.E. Usiadłam powoli i dotarło do mnie, że przestraszyłam swojego niewinnego malucha. Moje zachowanie nadszarpnęło naszą relację. Zdecydowanie łatwiej byłoby obwinić ją, moją córkę, i kazać jej uwierzyć w swoją winę. Ale zachowałam na tyle przytomność umysłu, by zdać sobie sprawę, że zamiast tego mogę zacząć od nowa.
Otarłam zapłakaną, opuchniętą twarz rękawami bluzki. Moje ciało było wyczerpane i roztrzęsione. Wzięłam kilka głębokich oddechów, wstałam i otworzyłam drzwi, by ukoić smutek swojego dziecka.
Tego dnia w korytarzu na piętrze rozpoczęła się moja podróż.
O wiele łatwiej byłoby opowiedzieć tę historię, gdyby to był mój jedyny, spektakularny moment przebudzenia. Chciałabym móc powiedzieć, że zaraz po tym zdarzeniu wzięłam się w garść, przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie będę krzyczeć, i żyłam długo i szczęśliwie w rodzicielskiej bajce. Prawda jest jednak taka, że wcześniej traciłam nad sobą panowanie tyle razy, że doprawdy trudno je wszystkie zliczyć, a potem wciąż zdarzało mi się to zbyt często.
Chociaż wtedy nigdy bym w to nie uwierzyła, dziś, kiedy moja córka wchodzi w nastoletniość, jesteśmy sobie bliższe niż kiedykolwiek. Oczywiście bywam sfrustrowana, ale rzadko krzyczę na nią i na jej młodszą siostrę. Moje dzieci w zasadzie współpracują bez gróźb i kar (w 98 procentach przypadków).
Jak do tego doszło? Wszystko zawdzięczam sumiennemu stosowaniu praktycznych strategii wywodzących się z uważności, współczującej komunikacji i rozwiązywania konfliktów. I o tym jest ta książka. Z kolejnych stron dowiesz się, jak przeobrazić się z kłębka nerwów w życzliwego i pewnego siebie rodzica: stabilnego emocjonalnie, spokojnego i umiejętnie radzącego sobie z wyzwaniami. Narzędzia, które tu zebrałam, pomogły setkom innych rodziców zbudować takie relacje z dziećmi, jakich zawsze pragnęli - serdeczne i oparte na współpracy.
Po wielu dniach niemal nieustannej frustracji wyruszyłam w epicką podróż, aby zrozumieć siebie i swoją córkę. Czytałam książki, eksperymentowałam z różnymi praktykami, uczęszczałam na szkolenia i zdobywałam certyfikaty - wszystko po to, by zmienić swoje nawyki. Z jeszcze większą determinacją zgłębiałam techniki uważności i wcielałam je w swoje codzienne życie rodzica. Nauczyłam się nie tylko, jak nie tracić zimnej krwi, ale także jak tworzyć silne relacje. Teraz moje dzieci współpracują, bo tego chcą, a nie dlatego, że je zastraszam. Mam nadzieję, że dzięki tej książce dotrzesz do celu na skróty - omijając te wszystkie lata nauki, szkoleń, prób i błędów - i zyskasz osiem podstawowych umiejętności, które uważam za najważniejsze.
Rzeczywistość rodzicielstwa
Zanim urodziła się Maggie, miałam wiele przekonań na temat wychowywania dzieci. Wyobrażałam sobie, że moje dziecko będzie chętnie robić to, o co poproszę, i nigdy nie będzie pyskować. Ja z kolei miałam być kochająca, ale stanowcza, i sądziłam, że będziemy świetnie się dogadywać. Snułam wizje, w których spacerujemy razem po muzeach sztuki (śmiało, możesz teraz parsknąć śmiechem).
Rzeczywistość wczesnego dzieciństwa uderzyła mnie z całą siłą. Moja córka nie tylko mnie nie słuchała, ale aktywnie sprzeciwiała się niemal każdej rzeczy, którą powiedziałam. Ścierałyśmy się codziennie. Mój z natury wyluzowany mąż i ja zaczęliśmy postrzegać ją jako małą tykającą bombę zegarową. Absolutnie wszystko mogło wywołać wybuchowe napady złości, z krzykiem i wrzaskami, które zdawały się nie mieć końca. Po całych dniach spędzanych z nią w domu byłam wyczerpana i skrajnie nerwowa. Co było nie tak z moim dzieckiem? Dlaczego? Nie minęło dużo czasu, zanim sama zaczęłam miewać napady złości. Co za obłęd!
To niesamowite uczucie, kiedy spoglądam na wczesne zdjęcia córki i widzę, jaka była urocza, a jednocześnie przypominam sobie, jak niewiarygodnie trudny był to czas. Obdarzyła nas cudowną, odmieniającą życie radością, a jednocześnie poruszała we mnie struny, z których istnienia nawet nie zdawałam sobie sprawy. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że naśladuję reakcje i temperament własnego ojca, utrwalając wzorzec przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Jeśli jesteś rozdrażniony, sfrustrowany, rozczarowany i nękany poczuciem winy, jeśli krzyczysz, tupiesz lub płaczesz, zaufaj mi, drogi rodzicu - nie jesteś sam. Kiedy moja córka była mała, byłam rozdrażniona i wyczerpana, a do tego wstydziłam się swojej złości i nękało mnie olbrzymie poczucie winy.
Tamtego dnia, kiedy usiadłam na podłodze w korytarzu, miałam dwie możliwości: mogłam zawstydzać i obwiniać siebie, wpadając w bezdenną otchłań rozpaczy, albo zaakceptować to, co się wydarzyło, i wyciągnąć z tego lekcję. Dlatego postanowiłam potraktować swój gniew jako nauczyciela i odkryć, dlaczego zachowanie mojego dziecka wyzwalało we mnie tak skrajne emocje. Zdałam sobie sprawę, że aby stać się najlepszym rodzicem, jakim potrafię, muszę być spokojniejsza i mniej impulsywna, a przede wszystkim zacząć umiejętniej odpowiadać swojej córce, bez użycia oskarżających słów, które tylko pogarszały sytuację.
Dobra wiadomość dla ciebie jest taka, że skoro ja mogłam przerwać niekończący się ciąg niepowodzeń i zbudować silne, bliskie i pełne miłości relacje z moimi dziećmi, to ty też możesz.
Zmiana paradygmatu doskonałości
Nie jest to łatwe. Jako rodzice otrzymujemy komunikat, że zawsze powinniśmy wiedzieć, co robić. Powinniśmy bez wysiłku gotować zdrowe posiłki, prowadzić schludny dom, dbać o doskonałą organizację życia rodzinnego, a przy tym wszystkim jeszcze świetnie wyglądać. Powinniśmy mieć wspaniałe relacje z naszymi dziećmi, ponieważ "idealny rodzic" jest zawsze kochający, cierpliwy i serdeczny.
Rzeczywistość jest natomiast taka, że czasami nie lubimy naszych dzieci, jesteśmy niecierpliwi, krzyczymy i zachowujemy się złośliwie. Na myśl o tych potknięciach większość z nas doświadcza nieznośnego wręcz poczucia wstydu. Masz wybór: możesz pogrążyć się w tych odczuciach albo użyć ich jako katalizatora do nauki i zmiany. Zachęcam cię do tego drugiego.
Nieustanne modelowanie
Czego chcę dla swoich dzieci? Chcę, żeby moje dziewczynki były szczęśliwe, szły przez życie z pewnością siebie i miały do siebie zaufanie. Chcę, żeby pozostawały w dobrych relacjach z innymi. I ponad wszystko pragnę, aby czuły się komfortowo we własnej skórze - aby zaakceptowały siebie.
A ty? Czego chcesz dla swoich dzieci? Kiedy odpowiesz na to pytanie, zadaj sobie kolejne, o wiele ważniejsze: Czy praktykuję te rzeczy we własnym życiu?
Pewnie nie jest dla ciebie tajemnicą, że maluchy są kiepskie w robieniu tego, o co je prosimy, za to świetnie kopiują nasze zachowania. Od niemowlęctwa uczymy nasze dzieci, jak traktować innych, poprzez sposób, w jaki sami je traktujemy. To, jak na nie reagujemy w dowolnej chwili, tworzy wzorzec, którym mogą posługiwać się przez całe życie. Dlatego to na nas spoczywa obowiązek zachowywania się w taki sposób, jaki chcemy zaszczepić naszym dzieciom.
Jakiego życia rodzinnego pragniesz? Jak chcesz się czuć? Być może chcesz się uspokoić albo rzadziej tracić nad sobą kontrolę i bardziej ufać swoim wyborom. Prawdopodobnie chcesz większej współpracy. Zapraszam cię do poszukania odpowiedzi na te pytania w ćwiczeniu.
Ważne: w dalszej części książki będę jeszcze wielokrotnie prosić cię o zapisanie różnych rzeczy. Gorąco zachęcam do założenia dziennika i zbierania swoich przemyśleń w jednym miejscu.
Uwaga specjalna: Wiem, jak to jest, drogi czytelniku, kiedy dochodzisz do punktu, w którym autor książki prosi cię o wykonanie jakiegoś ćwiczenia. Stwierdzasz, że może zrobisz to później, i kontynuujesz czytanie. Musisz jednak wiedzieć, że jest to książka, która wymaga twojego udziału, jeśli masz doświadczyć jakiejkolwiek znaczącej zmiany. Czy nie tego właśnie chcemy? Pomyśl, że ta książka to skok na głęboką wodę bardziej satysfakcjonującego rodzicielstwa, a następujące ćwiczenie to pierwszy krok w kierunku krańca trampoliny. Dasz radę! A teraz idź po notatnik.
Ćwiczenie: Jaki masz stosunek do własnego rodzicielstwa?
Istotne jest, aby mieć jasny obraz tego, jak chcesz, aby twoje życie rodzinne wyglądało na co dzień, a także co chcesz zmienić, aby to osiągnąć. Poświęć kilka chwil na przemyślenie tych pytań i odpowiedz na nie pisemnie. Napisz tyle, ile masz potrzebę wyrazić, i opatrz tę stronę w dzienniku bieżącą datą - dla udokumentowania swoich aktualnych uczuć i zachowań oraz planów rozwoju w przyszłości.
Co teraz myślisz o rodzicielstwie?
Co cię frustruje?
Co chcesz poczuć w zamian?
Co chciałbyś zmienić w swoim zachowaniu?
Jak uczyć świadomego życia
Ta książka pomoże ci wchodzić w spokojniejsze, bardziej przemyślane interakcje z członkami rodziny. Opanujesz sztukę komunikowania się w sposób, który sprawi, że twoje dzieci będą chciały z tobą współpracować. Dowiesz się, jak kontrolować własne wyzwalacze, aby pokazać maluchom, jak mogą radzić sobie ze swoimi wielkimi uczuciami. Dowiesz się, jak żyć w sposób, który naprawdę chcesz przekazać swoim dzieciom.
Prawdopodobnie byłeś świadkiem sytuacji, w której rodzic próbował uspokoić swoje dziecko krzykiem (a być może sam jesteś takim rodzicem). Dzieci w mig dostrzegają tę hipokryzję. Jeśli chcemy, aby nauczyły się życzliwości i szacunku wobec innych (w tym nas), sami musimy okazywać im życzliwość i szacunek. Jeśli chcemy, aby nasze dzieci brały pod uwagę potrzeby innych, musimy im pokazać, że naprawdę uwzględniamy ich potrzeby. Jeśli chcemy, aby były uprzejme, musimy zwracać się do nich w uprzejmych słowach. Musimy traktować nasze dzieci tak, jak sami chcemy być traktowani. Powinniśmy zachowywać się tak, jak chcemy, żeby się zachowywały. To takie proste - a jednocześnie wcale nie łatwe.
Oddalające nawyki
Niestety, kulturowo mamy w zwyczaju traktować dzieci jako mniej znaczące od dorosłych - i zbyt często oczekujemy od nich zachowań, których sami nie demonstrujemy. Oczekujemy od dzieci szacunku, ale ciągle im rozkazujemy. Stawiamy im wymagania, a potem jesteśmy zdziwieni, kiedy one czegoś od nas żądają. Krzyczymy, grozimy i karzemy, dając im do zrozumienia, że władza i przymus są naszymi podstawowymi narzędziami.
Nic dziwnego, że dochodzi do oddalenia w relacjach. Dzieci zaczynają czuć do rodziców urazę. Kiedy osiągają wiek nastoletni, mają już serdecznie dosyć takiego traktowania i buntują się. Tracimy wpływ na nasze dzieci dokładnie wtedy, gdy najbardziej nas potrzebują. Bywa, że te szkody są nieodwracalne, a nasze dzieci wchodzą w dorosłość z poczuciem krzywdy.
Zachęcam do rozważenia lepszej opcji. Demonstruj serdeczną i pełną szacunku komunikację, której chcesz nauczyć swoje dziecko. Nie reaguj pod wpływem chwili i odpowiadaj swojemu dziecku w bardziej przemyślany sposób. Zaspokajaj własne potrzeby. Wyznaczaj granice, ale komunikuj je bez obwiniania, zawstydzania czy gróźb. Zachowuj się jak dobry człowiek - taki, jakim ma się stać twoje dziecko.