Wstęp
Wstęp
W kilka miesięcy po napisaniu poprzedniej
książki, Odpowiedzialność, podczas przyjęcia ktoś zapytał mnie, co
aktualnie piszę. Odpowiedziałem, że właśnie zabieram się do tekstu,
który ma przeanalizować, co to znaczy żyć świadomie.
Pewna starsza pani, której twarz pokrywały bruzdy goryczy, skrzywiła się
i z dezaprobatą pokręciła głową. "Żyć świadomie? -?powiedziała. -?Nie
najlepszy pomysł. Kto by chciał żyć świadomie? Życie byłoby zbyt
bolesne".
Zapytałem: "Czy mniej bolesne jest, jeśli żyjemy nieświadomie i mechanicznie, nie wiedząc, co robimy, ślepi na możliwości, co da się
zrobić lepiej?". Ale nie odpowiedziała.
Ktoś inny przy stole zauważył natomiast: "Nawet jeśli świadome życie
może mieć jakieś zalety -?czy to nie za dużo wysiłku?".
Jak lampa, której światło można rozjaśniać i przyciemniać, świadomość
funkcjonuje na skali, którą można regulować.
To prawda, że świadome życie zmusza nas czasem do stawienia czoła
trudnym sytuacjom. Również prawdą jest, że wymaga wysiłku.
Jako sposób postępowania świadome życie ma swoją cenę, której się także
przyjrzymy. Głównym motywem tej książki jest jednak fakt, że zyski
wielokrotnie przewyższają poniesione koszty. Świadome życie jest źródłem
siły i wyzwolenia. Nie przytłacza nas, ale dodaje skrzydeł.
Jak światło, które można rozjaśniać i przyciemniać, świadomość
funkcjonuje na skali, którą można regulować. Możemy być bardziej
świadomi lub mniej świadomi, lepiej zdawać sobie z czegoś sprawę lub
gorzej. Wybór nie dotyczy więc tylko dwóch krańcowych stanów: absolutnie
optymalnej świadomości z jednej strony i zupełnej nieświadomości (jak w śpiączce) -?z drugiej. Można decydować się na mniej lub bardziej
świadome życie. Innymi słowy, wybierać między życiem świadomym a automatycznym. Między tymi skrajnościami zawsze występuje cała gama
odcieni.
Tragedią wielu ludzi jest właśnie to, że w dużym stopniu żyją
automatycznie: myślą zawsze tak jak przedtem, nie analizują swoich
motywów działania, reagują na wydarzenia w sposób odruchowy. Rzadko
spoglądają na cokolwiek świeżym okiem i rzadko miewają nowe pomysły.
Egzystują na niskim poziomie świadomości. Jedną z konsekwencji tego jest
bezbarwne, pozbawione ekscytacji i pasji życie. Nietrudno zauważyć, że
świadomość dodaje energii, a jej brak powoduje nudę i odrętwienie.
Świadome życie polega na postawie zaangażowania się w uważność jako
sposób istnienia na tym świecie oraz na uruchamianiu stopnia świadomości
odpowiednio dostosowanego do danego działania. Ale co to właściwie
znaczy, nie jest takie oczywiste. "Świadome życie" to czysta abstrakcja.
Przyjrzymy mu się dokładniej na łamach tej książki.
Używam tu terminu "świadomość" w jego podstawowym znaczeniu: jako stan
bycia świadomym lub zdawanie sobie sprawy z jakiegoś aspektu
rzeczywistości. Dlaczego świadomość jest ważna? Mówiąc krótko, dla
wszystkich gatunków, które ją posiadają, świadomość jest podstawowym
narzędziem przetrwania i przystosowania do rzeczywistości -?jest
zdolnością postrzegania otoczenia w określony sposób i na określonym
poziomie oraz odpowiedniego kierowania swoim postępowaniem. Można by
równie dobrze zapytać: dlaczego wzrok jest ważny?
Świadome życie jest stanem umysłowej aktywności, a nie bierności. Jest
zdolnością odbierania świata świeżym spojrzeniem. Jest inteligencją,
która cieszy się swoim własnym funkcjonowaniem. Świadome życie jest
chęcią pełnego zdawania sobie sprawy ze wszystkiego, co jest związane z naszymi zainteresowaniami, wartościami, zamiarami i celami. Jest
gotowością stawienia czoła faktom, niezależnie od tego, czy są one
przyjemne, czy nie. Jest chęcią odkrywania swoich błędów i korygowania
ich. Jest dążeniem w ramach własnych działań i zainteresowań -?do
lepszego postrzegania i rozumienia świata, w którym żyjemy (zarówno
otaczającej nas rzeczywistości, jak i własnego wnętrza). Jest szacunkiem
dla rzeczywistości i szacunkiem dla różnicy między tym, co realne, i tym, co nierealne. Jest zaangażowaniem w widzenie tego, co widzimy, i zdawaniem sobie sprawy z tego, co wiemy. Jest przekonaniem, że
ignorowanie rzeczywistości jest źródłem wszelkiego zła.
Różnica między życiem świadomym a nieświadomym przyjmuje różne formy.
Oto dwa przykłady z mojej praktyki psychoterapeutycznej, które pokazują,
na czym może polegać życie nieświadome. Przykłady te są tylko ilustracją
problemu i jeszcze nie sugerują rozwiązań.
Arnold K., czterdziestosiedmioletni profesor historii, myślał, że jest
głęboko zakochany w swojej żonie, ale był dla niej niedobry na setki
sposobów, z których nie zdawał sobie sprawy. Kiedy chciała z nim
rozmawiać o czymś dla niej ważnym, zwykle był zajęty, słuchał piąte
przez dziesiąte, rzadko odpowiadał ze zrozumieniem. Kiedy czegoś
chciała, uśmiechał się, nic nie mówiąc, i uciekał myślami gdzie indziej.
Kiedy nie zgadzała się z nim, wygłaszał monolog na inny temat, ignorując
to, co powiedziała. Kiedy próbowała mu mówić, jak ją rani, albo nie
słyszał, co mówi, albo natychmiast ją przepraszał, a za godzinę nie
pamiętał, co powiedziała. Wiedział, że czuje do niej oddanie, więc
wierzył, że jest kochającym mężem. Czasem, gdy był w dobrym nastroju,
potrafił być naprawdę szczodry, delikatny i troskliwy. Głównie jednak
przebywał we własnym kokonie, w którym znajdowały się on sam, jego
miłość do żony oraz jej obraz, ale nie ona; ona -?prawdziwa -?była na
wygnaniu w obcej krainie zwanej rzeczywistością. W kategoriach realnego
świata nie była więc częścią jego małżeństwa. Kobietą, z którą mieszkał,
nie była jego żona; mieszkał z fantazją, która istniała tylko w jego
głowie. W pewnym subiektywnym sensie możliwe, że ją kochał, ale nie
kochał jej świadomie ani nie poświęcał na co dzień temu związkowi
takiej świadomości, jaka była konieczna i na jaką ten związek
zasługiwał. W końcu kobieta rozchorowała się i nagle odeszła z jego
życia. Stojąc w rozpaczy nad grobem, mężczyzna zdał sobie sprawę, że
przez dwanaście lat małżeństwa faktycznie nie brał w nim udziału -?cały
czas tkwił tylko we wnętrzu własnego umysłu. Zrozumiał, że opuścił swoją
żonę o wiele wcześniej, niż ona, umierając, opuściła jego. Czego nie
mogła osiągnąć miłość, dokonała śmierć: wstrząsnęła nim tak, że obudził
się przynajmniej teraz.
Dla wielu z nas cierpienie jest jedynym nauczycielem, którego słuchamy.
W przypadku Arnolda, jak i w tym opisanym poniżej, cierpienie
przyśpieszyło decyzję o szukaniu psychoterapii.
Rebeka L. była trzydziestodziewięcioletnią instruktorką warsztatów
rozwoju osobowości. Uważała się za osobę na ścieżce duchowej, która
osiągnęła wysoki stopień świadomości. Nie zwracała przy tym zupełnie
uwagi na spustoszenia, jakie tworzyła w życiu rodzinnym. Wygórowane
mniemania o sobie opierały się na fakcie, że studiuje I Ching,
skończyła kursy jogi tantrycznej, zagłębia się w literaturze tradycji
kontemplacyjnych oraz przez trzynaście lat zajmuje się Jungowską
psychologią głębi. Postępowanie swoich dwu nastoletnich córek poddawała
niekończącej się interpretacji psychologicznej. Podczas obiadu prosiła
męża o opowiadanie snów, by mogła je analizować. Jeśli jej interpretacje
były podważane, odpowiadała pobłażliwym współczuciem; jeśli rozbieżność
zdań utrzymywała się nadal, najpierw się denerwowała, a potem stopniowo
wpadała w złość -?aż wszyscy wycofywali się w posępnym zmęczeniu. Mogła
bez końca cytować mistrzów duchowych, a nie miała pojęcia, że córki w zaciszu sypialni dyskutują, jakie piękne byłoby życie, gdyby mama
umarła. Mąż też nie wyglądał na zachwyconego marzeniami na jawie;
barykadował się w pracy, aby z żoną spędzać jak najmniej czasu.
Przechodziła przez życie jak w transie, z dumą szczycąc się, że jest
bardziej "przebudzona" i "świadoma" niż inni dookoła. Nie mogła
zrozumieć, dlaczego tak często czuła nieokreślony, wszechogarniający
lęk.
Żadna z tych osób nie była uśpiona w pełnym tego słowa znaczeniu, ale
nie była też wystarczająco przytomna, w sensie, jakiego wymaga udane
życie. Ich historie dają nam wstępny obraz terytorium, które chcemy
poznać -?albo, ściślej mówiąc, pewnych aspektów tego terytorium;
zobaczymy bowiem, że jest ich więcej.
Czasem, gdy zastanawiamy się nad swoim życiem i nad błędami, które
popełniliśmy, żałujemy ich; wydaje się nam, że działaliśmy we śnie,
chociaż wtedy sądziliśmy, że postępujemy przytomnie. Zastanawiamy się,
jak to możliwe, że nie widzieliśmy czegoś, co teraz wydaje się takie
oczywiste. Rzecz jasna, może to być złudzenie, bo zawsze łatwiej
dostrzegać wszystko po fakcie. Być może rzeczywiście byliśmy świadomi w najwyższym stopniu, na jaki nas wtedy było stać.
Jednak czasem poczucie, że działaliśmy jak w lunatycznym śnie, dobrze
oddaje to, co się naprawdę zdarzyło. Wiemy, że nie byliśmy wystarczająco
uważni. Nasze postrzeganie rzeczywistości było rozproszone czy
zniekształcone zamiast skoncentrowane i zdyscyplinowane. Niewątpliwie
były jakieś tego przyczyny, ale przyczyny nie zmieniają faktów. Z perspektywy czasu myślimy: szkoda, że w tym momencie nie byliśmy
bardziej świadomi.
Gdzie byłem, dziwimy się, kiedy toczyło się moje życie?
Myślimy na przykład o wszystkich sygnałach niebezpieczeństwa,
ignorowanych na początku znajomości, która okazała się fatalną przygodą
miłosną -?na przykład niekonsekwentne zachowanie, sprzeczne
stwierdzenia, zadziwiające przemilczenia, nagłe i nieuzasadnione wybuchy
emocjonalne naszego partnera lub partnerki. Pytamy samych siebie: Gdzie
miałem wtedy rozum? Albo przypominamy sobie wszystkie ostrzeżenia, które
dostawaliśmy od przełożonego na długo przed wyrzuceniem z pracy, i zastanawiamy się, dlaczego to do nas wtedy nie docierało. Albo myślimy o okazjach, których nie wykorzystaliśmy, gdyż żyjąc jak w transie, nie
zdawaliśmy sobie sprawy z ich wartości -?a teraz zastanawiamy się, jak
można było do tego dopuścić. Gdzie byłem, dziwimy się, kiedy toczyło się
moje życie?
Omawiając praktykę świadomego życia w poprzednich książkach,
przedstawiałem ją wyłącznie z perspektywy znaczenia, jakie ma ono dla
poczucia własnej wartości (samouznania). Tutaj przyjrzymy się temu
szerzej. Co to znaczy działać świadomie? Kochać świadomie? Wychowywać
dzieci świadomie? Czuć świadomie? Pracować świadomie? Walczyć świadomie?
Głosować świadomie? Tworzyć prawa świadomie? Zajmować się wielkimi
sprawami w życiu świadomie?
Oto przykład ze świata polityki. Kiedy prawodawcy działają pod presją
chwili, na przykład narzucając hamulce cen i płac, bez zastanawiania się
nad długofalowymi, przewidywalnymi skutkami tych postanowień (co,
niestety, jest regułą w większości decyzji legislacyjnych) i rezultaty
okazują się jeszcze gorsze niż stan przed wprowadzeniem zarządzeń, które
miały poprawić sytuację (co też bardzo często ma miejsce) -?cały naród
płaci cenę za brak odpowiedniej świadomości (i sumienności)1.
Niemal wszyscy mamy tendencję do bardziej świadomego działania w pewnych
obszarach niż w innych. Możemy postępować bardzo świadomie w pracy, a bardzo mało w życiu osobistym -?lub vice versa. Możemy myśleć o wiele
bardziej klarownie o swojej karierze niż o swoich przekonaniach
politycznych -?lub vice versa. Możemy działać na wysokim poziomie
koncentracji umysłowej w stosunku do własnego zdrowia, a na niskim w sprawach dotyczących etyki albo religii -?lub vice versa.
W książce tej badamy, na czym polega świadome działanie w szerokim
zakresie spraw dotyczących człowieka -?od reagowania na najbardziej
intymne emocje przez robienie kariery zawodowej, zakochiwanie się, pracę
nad utrzymaniem małżeństwa, wychowywanie dzieci, radzenie sobie z wyzwaniami stawianymi w pracy, decydowanie, jakie wartości mają być
naszymi przewodnikami w życiu, rozumienie, od czego zależy poczucie
własnej wartości -?aż po ocenę twierdzeń oferowanych przez religię i mistycyzm.
W związku z tym ostatnim przez wiele lat czytelnicy moich książek pytali
mnie, jak moja koncepcja świadomego życia ma się do spraw duchowości,
religii, mistycyzmu i nauk etycznych z mistycyzmem związanych, cieszę
się więc, że mam okazję odpowiedzieć im na piśmie. Osoby, które przede
wszystkim tym są zainteresowane, mogą czytać rozdziały 1 i 7 jako
niezależną całość.
Potrzeba świadomego życia, w sensie, w jakim ją traktuję w tej książce,
jest nieodłączną częścią życia człowieka. Ale w dzisiejszym nowoczesnym
świecie nabrała szczególnej wagi. Im bardziej gwałtowne są zmiany, z którymi mamy do czynienia, tym niebezpieczniejsze staje się mechaniczne
działanie, oparte na przekonaniach i schematach postępowania, które mogą
być nieodpowiednie w danej sytuacji lub przestarzałe.
Co więcej, stare struktury i tradycje upadają. Głosy oficjalnych
autorytetów brzmią coraz słabiej i przyjmowane są z coraz mniejszym
szacunkiem. Kultura nasza rozpływa się lub też eksploduje na dziesiątki
tysięcy wzajemnie przeczących sobie subkultur. Świat podzielił się i rozpadł tak bardzo, że nawet zatwardziałym konformistom coraz trudniej
zorientować się, przy czym należy obstawać. Stajemy w obliczu
konieczności dokonywania wyboru, według jakich wartości mamy żyć.
Stajemy w obliczu konieczności dokonywania wyboru w coraz większej
ilości sytuacji dotyczących naszej egzystencji -?od tego, gdzie
mieszkamy, przez rodzaj kariery zawodowej, na jaką się decydujemy, styl
życia, jaki wybieramy, aż po religię lub filozofię, według której
żyjemy. W minionych epokach historycznych rodziliśmy się w społeczeństwach, w których wszystkie te decyzje były w wyraźny sposób
podejmowane za nas -?przez zwyczaje i tradycje, czyli przez ludzi,
którzy żyli przed nami. Ale te czasy minęły i nie wrócą. Dziś jesteśmy
wystawieni na niespotykaną do tej pory w historii ilość informacji i niesłychaną ilość możliwości. Jesteśmy zdani na własne siły, jak nigdy
przedtem. I nie mamy do dyspozycji żadnej innej broni oprócz klarowności
własnego myślenia.
Fakt, że nasze społeczeństwo rozwinęło się od gospodarki opartej na
rolnictwie, przez gospodarkę przemysłową, do gospodarki opartej na
informatyce, ma swoje specyficzne i bardzo wyraźne konsekwencje w stosunku do znaczenia świadomego życia. Era robotnika pracującego siłą
mięśni minęła. Nasza era należy do tych, którzy pracują umysłem. To, że
nasz umysł jest podstawowym narzędziem przetrwania, nie jest nowiną. Ale
nowiną jest to, że fakt ten stał się tak bezlitośnie oczywisty. Rynek
pracy gwałtownie kurczy się dla ludzi, którzy nie mają nic do
zaoferowania oprócz pracy fizycznej. W systemie ekonomicznym, w którym
wiedza, informacja, kreatywność -?a co za tym idzie, innowacje -?są
głównym źródłem dobrobytu, nic nie jest bardziej potrzebne niż umysły.
Potrzeba ludzi, którzy chcą i potrafią myśleć.
Jeśli chcemy zachować zdolność przystosowywania się do zmian, musimy z zaangażowaniem przyjąć permanentne uczenie się jako sposób na życie.
Ponieważ wiedza rozwija się w tempie bezprecedensowym w historii
ludzkości, a to, czego nauczyliśmy się wczoraj, nie wystarcza na
potrzeby dnia jutrzejszego, jeśli chcemy zachować zdolność
przystosowywania się do zmian, musimy z zaangażowaniem przyjąć
permanentne uczenie się jako sposób na życie. Jest to dziś jedna z interpretacji tego, co oznacza świadome życie.
Niezależnie od tego, czy koncentrujemy się na chronieniu i wzmacnianiu
więzów rodzinnych (w świecie coraz to mniej trwałych związków
międzyludzkich), na możliwości dostania dobrej pracy, na dojrzewaniu i rozwijaniu się jako istoty ludzkiej, czy na właściwym prowadzeniu firmy
przez burzliwe morza zawziętej konkurencji rynków światowych -
niezależnie od tego, czy nasze cele są materialne, emocjonalne, czy
duchowe -?cena sukcesu jest ta sama: świadomość, myślenie, uczenie się.
Spanie za kierownicą -?poleganie wyłącznie na tym, co popularne, znajome
i odruchowe -?jest przywoływaniem problemów i tragedii.
Wkroczyliśmy w milenium umysłu. To książka dla tych, którzy zamawiali
budzenie.
Rozdział 1. Jak żyć świadomie -?podstawowe zasady
Rozdział 1
Jak żyć świadomie -?podstawowe zasady
Świadome życie zaczyna się od szacunku dla
rzeczywistości -?szacunku dla faktów i prawdy. Rozdział ten poświęcony
jest przeanalizowaniu, co to właściwie oznacza.
Chcę zacząć od stwierdzenia, że nikt nie rodzi się z takim stosunkiem do
rzeczywistości. Tego się trzeba nauczyć. Pełne zrozumienie tej prawdy
jest dużym osiągnięciem życiowym. Niestety, dzieciom często rzucane są
kłody pod nogi na drodze do rzeczywistości. Zamiast popierać naturalną
skłonność dziecka do rozwoju przez poznawanie i dojrzewanie do
obiektywnego analizowania zjawisk, dorośli, zaplątani w swoje własne
problemy, często zachowują się w sposób, który nie zachęca dziecka do
otwierania oczu, lecz do ich zamykania.
Bycie dzieckiem może być bardzo trudne. Często widzi zachowania
dorosłych, które budzą lęk, przerażenie, nie mają sensu. Nie może ich
zrozumieć. Może zwątpić w możliwości własnego umysłu. Może stracić
poczucie rzeczywistości. Może dojść do wniosku, że świadome myślenie
jest bezużyteczne lub wręcz niebezpieczne.
Mama na przykład daje wykład o tym, jak ważna jest uczciwość. Potem
przychodzą goście i mama mówi im coś, o czym dziecko wie, że rozmija się
z prawdą. Spogląda na matkę w nadziei, że znajdzie wytłumaczenie tego
dziwnego zachowania. Matka odpowiada na spojrzenie bez zmrużenia oka i śladu poczucia winy na twarzy. Nie pada ani jedno słowo wyjaśnienia: ani
w danym momencie, ani później. Hipokryzja -?zakłamanie -?jest faktem
uznanym za niebyły.
Albo inny przykład. Dziecko siedzi przy kolacji z matką i dwoma braćmi.
Matka mówi do nich spokojnym głosem i nawet nie odwraca głowy, kiedy
ojciec zatacza się w ich kierunku, śmierdząc alkoholem i bełkocząc.
Ojciec wyciąga krzesło; nie trafiając na nie, ląduje na podłodze w pozycji ni to siedzącej, ni to leżącej. Matka mówi dalej, jak gdyby nic
się nie zdarzyło. Jest to jej typowa reakcja na nieprzyjemne wydarzenia.
Oczy dziecka przenoszą się z ojca na matkę, potem na braci i znów na
ojca. Ale nikt z obecnych nie potwierdza stanu, w jakim jest ojciec.
Wniosek jest oczywisty: fakt, którego się nie potwierdza (unika
zauważenia), nie jest faktem.
Albo dziecko nie może zrozumieć, dlaczego nauczycielka tak często
wyśmiewa jego drobne błędy i zwraca się do niego głosem pełnym sarkazmu
-?ta sama nauczycielka, która często powtarza, że należy do każdego
odnosić się uprzejmie i z szacunkiem. "Czy pani mnie nie lubi?" -?pyta
dziecko, zbierając się na odwagę. Nauczycielka ze złością w oku
odpowiada: "Ależ ja kocham wszystkich moich uczniów". Dziecko nie śmie
już zapytać: "To dlaczego pani powoduje, że wszyscy drżymy ze strachu?".
Wie, że jest to pytanie, na które nigdy nie dostanie odpowiedzi; owszem,
może usłyszeć jakieś następne kłamstwo albo nową ironię. Prawda jest
płynna w grze, której reguły nigdy nie są wyraźnie określone.
W takich sytuacjach głębiej w umysłach dzieci odzywa się inne, nigdy
niewyartykułowane pytanie: "Jak ja mam żyć w tym waszym świecie?".
W pytaniu tym zawarte są następne: Skąd mam wiedzieć, w co wierzyć,
jeśli wy nie macie na myśli tego, co mówicie, albo nie mówicie, co
naprawdę myślicie? Jak mogę mieć do kogokolwiek zaufanie, jeśli nigdy
nie jestem pewien, czy kłamie, czy nie? Jak mogę czuć się bezpiecznie,
jeśli fakty nie są traktowane jak fakty? Jak, z takimi przewodnikami
życiowymi, mam zrozumieć, jaka jest rzeczywistość? Jak cokolwiek mam
zrozumieć? A jeśli nie mogę zrozumieć, to jak mam żyć?
Dzieci potrzebują miłości -?oczywiście -?ale również potrzebują
atmosfery, w której będą przekonane, że żyją w racjonalnym świecie.
Niebezpieczeństwem, jakie czyha na dziecko wystawione na nieracjonalność
ludzi, jest to, że może ono zrezygnować z chęci zrozumienia -?chęci
szukania sensu w swoich doświadczeniach: dziecko może przestać wierzyć,
że myślenie ma wartość.
Dzieci potrzebują miłości -?oczywiście -?ale również potrzebują
atmosfery, w której będą przekonane, że żyją w racjonalnym świecie.
Błędem olbrzymiej liczby rodziców jest niestwarzanie takiej atmosfery.
Przez "racjonalny świat" rozumiem środowisko, w którym fakty traktowane
są jako fakty, prawda jest szanowana, zadawanie pytań jest cenione, a nie karane, ludzie nie są zakłamani i nie zasypują się krętactwami. Mam
na myśli środowisko, w którym dorośli odwołują się do umysłu dziecka,
a nie do jego strachu -?i w którym dziecięca chęć zrozumienia świata
jest szanowana i kultywowana.
Świadome życie jest wyzwaniem dla nas wszystkich -?nawet jeśli nie
mieliśmy w życiu większych urazów.
Czasem zamachem na dziecięcą wolę rozumienia może być zwykły brak
konsekwencji w codziennym postępowaniu dorosłych: niedotrzymywanie
obietnic, nielogiczne zakazy, zaprzeczanie oczywistym prawdom. Czasem
jednak ataki te mogą być bardziej dramatyczne. Pamiętam, jak wiele lat
temu leczyłem kobietę, która była molestowana seksualnie przez ojca, gdy
miała pięć lat. W czasie hipnozy częściowo odtworzyła to przeżycie;
chciałem poznać jej niewypowiedziane myśli, które towarzyszyły temu
wydarzeniu. Wstrząsnęło mną to, co okazało się sednem jej dramatu. Nie
był to ból, a nawet nie samo poczucie przemocy, której doznała. Była to
przede wszystkim niemożność zrozumienia, jak jej ojciec mógł coś takiego
zrobić.
"To mój tatuś -?powtarzała. -?Jak on może robić coś takiego?" Później,
po hipnozie, zauważyła: "Najgorsze było to, że to wydarzenie całkowicie
zburzyło wszelkie moje pojęcie o tym, co racjonalne i normalne. To, co
robił tatuś, było niemożliwe. A jednak on to robił". Uraz pogłębił się,
kiedy próbowała opowiedzieć o wydarzeniu matce, a ta chodziła po kuchni,
robiąc coś odruchowo i powtarzając słodkim głosem rzeczy w rodzaju:
"ojciec i ja cię kochamy" i "nie ma sensu się tym przejmować za bardzo".
W zachowaniu ojca nie było ani śladu potwierdzenia, że coś się między
nimi wydarzyło. Zbrodnia dokonana na ciele dziecka była mniejsza niż
zbrodnia dokonana na umyśle. W terapii tej pacjentki było mi łatwiej
obudzić jej zainteresowanie nowymi partnerami niż zainteresowanie
świadomym życiem. Zbyt wiele lat ratowała się przygaszaniem światła
świadomości do poziomu półmroku, który pozwalał jej przetrwać.
Zintensyfikowanie tego światła było najtrudniejszym zadaniem.
Jednakże, jak się jeszcze przekonamy, nawet jeśli nie mieliśmy w życiu
większych urazów, świadome życie jest wyzwaniem dla nas wszystkich.
Nabywanie poczucia rzeczywistości
Aby żyć świadomie, musimy wyrobić w sobie coś, co nazywam "poczuciem
rzeczywistości". Co to określenie oznacza?
W tej chwili trzymasz w ręku książkę. To, co wiesz o świecie, gwarantuje
ci, że książka nie zamieni się nagle w telefon albo filiżankę kawy.
Jeśli odłożysz książkę i pójdziesz na spacer, możesz być spokojny, że
dom w czasie twojej nieobecności nie zamieni się w samochód. Wiesz, że
książka i dom mogą oczywiście ulegać zmianom -?na przykład, jeśli pies
ci pogryzie książkę albo huragan zniszczy dom -?ale masz gwarancję, że
takie zmiany będą zgodne z prawami natury, którym podlegają substancje,
z których składa się książka albo dom. Książka może zostać pogryziona,
ale nie zamieni się w porcję lodów. Dom może zostać zniszczony, ale nie
zamieni się w rower. Jeśli jesteśmy w stanie poruszać się w otaczającym
nas świecie z pewnym do niego zaufaniem, ostateczne (metafizyczne)
źródło tego zaufania tkwi w wiedzy, że wszystko jest tym, czym jest. W filozofii zasada ta znana jest jako prawo tożsamości. A to A. Każda
rzecz jest sobą. Jest to nie tylko uniwersalne stwierdzenie dotyczące
istnienia, ale również pierwsze prawo logiki.
Prawo tożsamości pociąga za sobą prawo przyczynowości: wszystko działa w zgodzie ze swoją naturą. W każdej sytuacji zachowanie danej rzeczy
będzie określone -?spowodowane tym, czym ta rzecz jest2.
Wprawdzie w powyższych przykładach mieliśmy do czynienia z przedmiotami
fizycznymi, jednak "rzecz" nie musi być obiektem fizycznym. Przez
"rzecz" rozumiemy coś, co istnieje, może więc to być obiekt, właściwość,
działanie, myśl, intencja, wewnętrzny stan psychiczny, forma energii -
coś, co jest.
Zaufanie, jakie mamy do świata, i przekonanie o racjonalności tego
świata w ostatecznym rozrachunku zawdzięczamy aksjomatowi tożsamości.
Jest on tak głęboko zakorzeniony we wszystkich naszych doświadczeniach
życiowych, że -?jeśli nie jesteśmy filozofami -?na co dzień nigdy się
nad nim nie zastanawiamy. Niemniej na nim wszystko się opiera. Co jest,
jest; nie ma, czego nie ma. Nie ma bardziej fundamentalnej zasady i niczego bardziej pewnego na świecie.
To powiedziawszy, przyjrzyjmy się nieco dwóm najbardziej podstawowym
koncepcjom, na których opierają się wszystkie inne: istnieniu i nieistnieniu.
Albo, mówiąc po prostu: czemuś i niczemu.
Być oznacza być czymś.
Koncepcja czegoś odnosi się do każdego pojęcia w umyśle człowieka, do
całej treści jego świadomości i do całej wiedzy, którą posiada,
niezależnie od tego, ile jej posiada. Jest to fundamentalna koncepcja
świadomości, od której zaczyna się bycie świadomym.
Kiedy niemowlę otwiera oczy i doznaje pierwszych wrażeń zmysłowych w postaci obrazów i dźwięków, jego świadomość rejestruje tylko coś.
Niemowlę nie wie, co to jest, bo nieznane mu są jeszcze żadne pojęcia,
ale my, dorośli, wiemy, że na tym pierwszym etapie rozwoju świadomości
najpierw musi pojawić się koncepcja czegoś. Plama światła, którą
niemowlę widzi, jest czymś. Dźwięk, który słyszy, jest czymś.
Kołderka, której dotyka, jest czymś. Być świadomym oznacza być
świadomym czegoś. Następnym etapem w rozwoju świadomości dziecka, po
opanowaniu pojęcia czegoś, jest rozwinięcie umiejętności rozróżniania
obiektów. Jest to możliwe dzięki zdolności mózgu i systemu nerwowego
do zapamiętywania i przetwarzania różnych sygnałów
zmysłowych3. Od tej właśnie zdolności zaczyna się możliwość
zdobywania wiedzy.
Coś, co nie istnieje, jest niczym. Często używamy koncepcji niczego do
określania braku pewnych rzeczy. Mówimy "nic nie mam w kieszeni", mając
na myśli, że nie znajdują się tam żadne obiekty fizyczne. Albo mówimy
"mam zerowy stan konta w banku", mając na myśli, że nie mamy pieniędzy.
Ale metafizyczne znaczenie niczego to nieistnienie. Autentyczna
nicość. Pustka. Zero. Nieistnienie jako takie nie istnieje. Nic jest
koncepcją możliwą tylko dzięki związkowi z czymś. Ma sens tylko w odniesieniu do czegoś i oznacza brak tego czegoś. Nic, samo przez się,
jest niczym. Nie jest po prostu innym rodzajem czegoś.
Jednym ze sposobów, w jaki "poczucie rzeczywistości" objawia się na
zewnątrz, jest zdolność zrozumienia tego prostego faktu. W literaturze
mistycznej występuje tendencja do traktowania "niczego" (albo "pustki")
jako doskonalszego rodzaju "czegoś".
Być czymś oznacza być czymś konkretnym, w odróżnieniu od pustki i niczego. Być czymś konkretnym oznacza być istotą określonego rodzaju, o określonej naturze, o określonej tożsamości. Tożsamość czegoś to
właśnie to, czym to coś jest.
I to, czym to coś jest, jest. Kamień jest kamieniem, elektron jest
elektronem, przelotne odczucie jest przelotnym odczuciem, niezaspokojona
ambicja jest niezaspokojoną ambicją. Ta bezlitosna prawda jest podstawą
praw logiki i całego racjonalnego myślenia. Odrzuć ją, a myślenie
przestaje mieć sens. Usiłuj udowodnić, że jest inaczej, a szybko
zauważysz, że sam używasz tego prawa, mówiąc, na przykład, że twoje
twierdzenie jest twierdzeniem, a nie jego zaprzeczeniem.
Nie mieć tożsamości, nie mieć swojej natury, nie być niczym konkretnym
oznacza nie być czymkolwiek, co z kolei oznacza nie istnieć. Być
oznacza być czymś.
W dziedzinie logiki prawo tożsamości ma towarzyszącą mu zasadę, która
automatycznie z niego wynika. Zasada niesprzeczności mówi, że nic nie
może być A i nie A w tym samym czasie i w odniesieniu do tej samej
sytuacji. Nic nie może być atrybutem i nie-atrybutem, prawdą i nieprawdą, faktem i nie-faktem w tym samym czasie i w odniesieniu do
tej samej sytuacji. Dywan nie może być biały i nie biały, twierdzenie
nie może być prawdziwe i nieprawdziwe, coś nie może się zdarzyć i nie
zdarzyć w tym samym czasie i w odniesieniu do tej samej sytuacji. Jeśli
cokolwiek wiemy o świecie, to przede wszystkim właśnie to. Jest to
nieodłączny element bycia świadomym -?czyli uświadamiania sobie
rzeczywistości4.
Jeśli dochodzimy do sprzeczności, wiemy, że popełniliśmy błąd w rozumowaniu. Przykładem sprzeczności może być twierdzenie, że ktoś
widział dwa szczyty górskie obok siebie, między którymi nie było
przełęczy. Albo że ktoś jest niezwykle uczciwym politykiem, a kłamie
tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne, aby wygrać wybory. Albo że ktoś
jest absolutnie pewien, że niczego nie można być pewnym. Irracjonaliści
(których dzisiaj pełno) mogą być zainteresowani podtrzymywaniem
sprzeczności, nazywając je "wyższym poziomem wiedzy". W rzeczywistości
podważają oni coś, dzięki czemu wiedza w ogóle jest możliwa. Upieranie
się przy sprzecznościach można porównać do robienia spięcia w obwodach
świadomości. Jak inaczej możemy postępować? Kwestia ta jest rozwinięta w rozdziale 7 Świadomość i duchowość. Nieporozumienie, któremu ulegają
niektórzy ludzie wyobrażający sobie, że sprzeczności są możliwe, polega
na tym, iż zapominają o warunku "w tym samym czasie i w odniesieniu do
tej samej sytuacji". Arystoteles, ojciec logiki, był bardzo precyzyjny w tych sprawach. Ludzie mówią na przykład: "Pan B. jest odpowiedzialny w pracy, ale bardzo nieodpowiedzialny w życiu prywatnym. Jest więc
odpowiedzialny i nieodpowiedzialny. Jak z tego wynika, sprzeczności są
możliwe". Błąd w rozumowaniu polega tu na tym, że nie jest to
sprzeczność -?jeśli wziąć pod uwagę czas i sytuację. Bardziej
precyzyjnie możemy powiedzieć: "Pan B. jest odpowiedzialny w pewnych
sytuacjach, ale nie w innych. Jest odpowiedzialny w pewnych przedziałach
czasowych, kiedy pracuje, a nieodpowiedzialny w innych przedziałach
czasowych, w życiu prywatnym".
Czasem jesteśmy przekonani, że dwa stwierdzenia są sprzeczne, a później
odkrywamy, że nie. Dzieje się tak dzięki temu, że pogłębiamy swoją
wiedzę, wzbogacając ją o nowe zależności, dzięki którym pozorna
sprzeczność znika. Na przykład jeśli ktoś nie do końca rozumie różnicę
między pojęciami "religijny" i "duchowy", może być przekonany, że
określenie osoby jako "niereligijnej, ale bardzo duchowej" jest
sprzecznością. Lepsze zrozumienie tych dwóch pojęć pozwoli zauważyć
jednak, że sprzeczność jest tylko pozorna.
Zastanówmy się, do czego praktycznie prowadzą sprzeczności. Na przykład
przyjrzyjmy się, jaki wpływ na rozwój umysłu dziecka mają następujące
wymagania rodziców: 1) Chcemy, abyś był samodzielny i kierował się
myśleniem. 2) Chcemy, abyś wykonywał nasze polecenia i nigdy nie
podważał tego, co mówimy. 3) Masz nigdy nie kwestionować i nie
dyskutować sprzeczności między pierwszym a drugim poleceniem. Badacze
rozwoju człowieka zauważą, że jest to skuteczny sposób niszczenia młodej
świadomości, nim zdąży dorosnąć. Dlatego trudno jest myśleć z sympatią o rodzicu, który powie: "Przeczę sobie? Nie szkodzi. Dobrze, że sobie
przeczę".
Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że ich sposób rozumowania i system wartości mogą być podziurawione sprzecznościami.
Oto następne przykłady nauk gwałcących młode umysły. Robią one, podobne
do A i nie A, spustoszenia w umyśle: "Nasz Bóg jest Bogiem miłości i nieskończonej dobroci, ale, jeśli go nie uznasz, będzie cię przypiekał
ogniem piekielnym przez całą wieczność". "Nie zadawaj pytań, nie usiłuj
zrozumieć -?bądź rozsądny". "Cnotą jest być oszczędnym, pilnym i pracowitym, ale jeśli zgrzeszysz popełnieniem sukcesu, pamiętaj, że
łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść
do królestwa niebieskiego". "Seks jest brudny, zgniły i obrzydliwy;
powinnaś zachować go wyłącznie dla męża".
Większość ludzi, oczywiście, nie obnosi się ze swymi sprzecznościami.
Nie zdają sobie z nich sprawy, z tego, że ich rozumowanie i system
wartości mogą być podziurawione sprzecznościami. Właśnie dlatego tak
często mają wątpliwości moralne, jak powinni postępować.
Sprzeczności w życiu codziennym często objawiają się wówczas, kiedy
czyjeś oficjalne przekonanie o sobie (koncepcja samego siebie) nie
zgadza się z jakimś aspektem postępowania tej osoby. Są trzy możliwości
w tej sytuacji:
Można zmienić koncepcję samego siebie.
Można zmienić postępowanie.
Można udawać, że nie ma sprzeczności.
Trzecia możliwość wydaje się najbardziej popularna, może dlatego, że
pierwsza i druga bywają dość trudne. Motywacją w takim wypadku zwykle
jest chęć ochrony poczucia własnej wartości zakłamanej osoby, a w gruncie rzeczy tylko jej pozorów. Faktycznie poczucie własnej wartości
jest ranione, ponieważ w głębi duszy osoba taka wie, co robi. Świadomy
umysł może być w ten sposób oszukany, ale podświadomości się nie oszuka.
Gdzieś zawsze będą tkwić myśli: jestem w niezgodzie z rzeczywistością;
trzymam się tylko dlatego, że unikam rzeczywistości i zadaję jej
kłam5. By dać przykład o szerszym zasięgu społecznym, zauważmy, że
rządy notorycznie postępują według sprzecznych zasad. Na przykład
ogłaszają kampanię przeciwko paleniu papierosów, jednocześnie
subsydiując producentów tytoniu. W gruncie rzeczy zasadniczym krokiem w kierunku uporządkowania bałaganu w legislacji i zarządzeniach mogłoby
być ustalenie prawa, że sprzeczne zarządzenia są niedozwolone: jedno lub
drugie (lub oba) musiałyby być cofnięte. W każdej dziedzinie prawo
niesprzeczności jest skuteczną miotłą do wymiatania śmieci.
Ranimy swoje poczucie własnej wartości, kiedy upieramy się przy
sprzecznościach, bo w głębi duszy wiemy, co robimy.
Prawa tożsamości i niesprzeczności są więcej niż zasadami logiki -?to
stróże normalności niepozwalający nam zwariować. Z chwilą kiedy
zaczynamy je ignorować, katapultujemy się z rzeczywistości.
Wielu filozofów połamało sobie zęby na tych prawach, kiedy usiłowali
udowodnić, że nie są to niepodważalne fakty, a tylko sprawy umowne lub
zaledwie prawdopodobne hipotezy. Nieodmiennie wystawiają się oni na
zarzut, że przyjmują coś, co potem atakują: muszą przecież liczyć na te
zasady, używać ich, zakładać ich prawdziwość, kiedy usiłują je obalić.
Żadne sztuczki intelektualne nie pomogą ukryć faktu, że jeśli ktoś coś
twierdzi, automatycznie przyjmuje, iż jego twierdzenie jest tym, czym
jest, a nie czymś przeciwnym -?jak również, że jeśli ma rację, to nie
może jednocześnie i w odniesieniu do tego samego nie mieć racji. Praw
tożsamości i niesprzeczności nie da się uniknąć.
Pociąga to za sobą dalsze konsekwencje w stosunku do obiektywizmu
prawdy. Jeśli A jest A, jeśli fakty są faktami, to wszystko jest tym,
czym jest, niezależnie od tego, czy się na to zgadzamy, wiemy o tym, czy
w to wierzymy. Jeśli coś jest faktem, nasza niewiedza o nim lub odmowa
dostrzegania go nie sprawia, że fakt staje się niebyły. To, co istnieje,
jest tym, czym jest, niezależnie od czyjejkolwiek o tym wiedzy, ocen,
przekonań, nadziei, życzeń lub obaw. (Dotyczy to zarówno wewnętrznych,
jak i zewnętrznych faktów. Jeśli czuję coś -?powiedzmy, strach,
zranienie, złość, zazdrość, pożądanie -?czuję to niezależnie od tego,
czy się do tego przyznaję, czy nie). Rzeczywistość to to, co jest, a zadaniem świadomości jest jej percepcja. Rzeczywistość jest obiektem
świadomości -?obiektem, który świadomość odbiera i musi nauczyć się
odbierać prawidłowo6.
Toteż, jeśli jestem malwersantem, jestem malwersantem -?taka jest
rzeczywistość -?niezależnie od tego, czy moje malwersacje będą
kiedykolwiek wykryte, czy nie. Jeśli podszywam się pod czyjeś
osiągnięcia, twierdząc, że są moje, jestem oszustem -?to jest fakt
niezależnie od tego, jaką mam światową sławę. Jeśli moja partnerka staje
się narkomanką, to jest narkomanką -?tak jest -?niezależnie od tego, czy
kiedykolwiek dopuszczę to do swojej świadomości, czy nie. Jeśli nie
sprawia mi przyjemności być rodzicem, to taka jest prawda o tym, co
czuję -?taka jest rzeczywistość -?nawet jeśli z wielkim zapałem wmawiam
sobie, że jest inaczej. Jeśli nowe odkrycie zaprzecza i obala moje
przekonania w jakiejś dziedzinie, to jest fakt -?tak jest -?niezależnie
od tego, czy chcę o tym myśleć, czy nie.
Jeśli żyję świadomie, nie usiłuję unikać faktów, nie wyobrażam sobie, że
czego oczy nie widzą, nie istnieje.
Dostrajając się do rzeczywistości takiej, jak ją najlepiej potrafimy
zrozumieć, zwiększamy szanse swojego sukcesu w życiu.
Świadome życie polega na zrozumieniu, że ponieważ żyjemy w rzeczywistości, do której -?aby przetrwać i rozwijać się -?musimy się
dostosować, podstawowym naszym zadaniem jest wyraźne postrzeganie tego,
od czego zależą nasza egzystencja i dobrobyt, a konkretnie -?nasze
działania, zainteresowania, potrzeby, wartości i cele. Takie wyraźne
postrzeganie umożliwia nam właściwe kierowanie swoim postępowaniem.
Świadome życie polega na uznaniu, że przez dostrojenie się do
rzeczywistości takiej, jak ją najlepiej potrafimy zrozumieć, zwiększamy
szanse swojego sukcesu w życiu -?a również, że buntując się przeciwko
rzeczywistości, skazujemy się na niepowodzenie, a nawet zagładę. Jako
przykład tej drugiej zasady możemy sobie wyobrazić mężczyznę, który nie
chce spojrzeć w oczy nierozwiązanym problemom w małżeństwie, zakładając,
że jeśli się o czymś nie mówi, to to coś nie będzie istniało; jego
partnerka w końcu się załamuje i zrozpaczona odchodzi; albo osobę, która
umiera na nieleczoną chorobę tylko dlatego, że nie chciała przyznać, iż
jest chora, i poddać się terapii, hołdując często powtarzanej tezie, że
wszystkie choroby są złudzeniem, a zdrowym jest się dopóty, dopóki
wierzy się, że nie jest się chorym. (Fakt, że nasze przekonania mogą
mieć czasem wpływ na przebieg choroby, nie ma z tym nic wspólnego i nie
jest sprzeczny z poruszanym tu problemem).
Świadome życie polega na przekonaniu, że wzrok jest lepszy niż ślepota;
szacunek dla faktów daje lepsze wyniki niż buntowanie się przeciw nim;
uniki nie zmienią nieistniejącego w istniejące lub istniejącego w nieistniejące; bardziej mi się opłaca poprawiać swoje błędy niż udawać,
że ich nie popełniam; oraz im bardziej jestem świadomy tego, co wpływa
na moje życie i cele, tym mądrzej i efektywniej mogę działać.
Wszystkie te wzajemnie powiązane przedstawione tutaj sprawy składają się
na poczucie rzeczywistości, o którym mówię. Są one opoką, na której
opiera się świadome życie.
Świadomość -?zewnątrz i wewnątrz
Kiedy zaczynamy zastanawiać się, co to znaczy żyć świadomie, może okazać
się, że myślimy o zainteresowaniu otoczeniem, poszukiwaniu zrozumienia
otaczającego świata, szukaniu potwierdzenia lub zaprzeczenia naszych
teorii, poszukiwaniu informacji niezbędnej do osiągania celów, uczeniu
się rzeczy związanych z pracą, i o innych sprawach dotyczących świata
zewnętrznego. Pięknie, ale to tylko połowa zagadnienia. Druga połowa
świadomego życia dotyczy samoświadomości -?zainteresowania zrozumieniem
wewnętrznego świata potrzeb, motywacji, myśli, stanów umysłu, emocji i odczuć cielesnych.
Jeśli istotą racjonalizmu jest szacunek dla faktów, nie można zapominać
o faktach dotyczących własnego istnienia. Nasz świat wewnętrzny jest
także częścią rzeczywistości. Umysł jest równie realny jak materia. Nie
można powiedzieć, żeby żył świadomie ktoś, kogo nie interesuje
samoświadomość i poznawanie samego siebie.
Nasz świat wewnętrzny jest także częścią rzeczywistości.
Wszyscy znamy ludzi, którzy są naszpikowani informacjami o świecie
zewnętrznym i potrafią być bardzo spostrzegawczy w pewnych sytuacjach,
ale są całkowicie niezainteresowani procesami wewnętrznymi, jakie w nich
zachodzą, i znaczeniem, jakie te procesy mają w ich życiu. Tacy ludzie
żyją w stanie ostrej alienacji. Nie są zainteresowani swoim światem
wewnętrznym -?światem potrzeb, emocji -?co często powoduje, że nie są
efektywni w świecie zewnętrznym (społeczeństwie).
Jeśli chcemy działać skutecznie, musimy nauczyć się patrzeć w obu
kierunkach -?utrzymywać kontakt ze światem i z sobą samym. Na przykład
jeśli mamy jakiś konkretny cel, musimy wiedzieć, co w danej sytuacji
jest obiektywnie konieczne do jego osiągnięcia, ale również znać swój
własny stosunek emocjonalny do tego celu. Musimy znać fakty, ale
również własną ocenę tych faktów. Musimy wiedzieć, co jest do
zrobienia, ale również, co czujemy na temat tego, co jest do
zrobienia. W samym momencie realizowania celu możemy nie chcieć
koncentrować się na tym, co czujemy (albo, w pewnych sytuacjach, możemy
chcieć), ale generalnie ignorowanie pojawiających się odczuć jest
niebezpieczne. Informacja, jaką niosą odczucia, może nam pomóc w lepszym
pokierowaniu całym działaniem.
Jeśli chcemy działać efektywnie, musimy nauczyć się patrzeć w obu
kierunkach -?utrzymywać kontakt ze światem i z sobą samym.
Gdy czyimś głównym sposobem postępowania jest ignorowanie zewnętrznej
rzeczywistości, kiedy jest mu tak wygodnie, i poddawanie się nakazom
uczuć, głównym uczuciem, którego się może spodziewać, będzie trwoga.
Jeśli decydujemy się poruszać przez życie jak niewidomi, rzeczywiście
jest się czego bać. Ilustruje to w pewnym stopniu przypadek Rebeki L.,
którą nadmierne zainteresowanie samą sobą zobojętniło na konsekwencje,
jakie to miało dla rodziny, na wrogość, jaką powodowała. Jej lęki były
sygnałem alarmowym ostrzegającym o niebezpieczeństwie.
Osoba, której głównym sposobem postępowania jest ignorowanie swoich
emocji w celu lepszego funkcjonowania w świecie zewnętrznym, sabotuje w ten sposób swoją zdolność myślenia w kluczowych sprawach. Jeżeli
odcinamy się od własnego kontekstu osobistego, nie jesteśmy w stanie
działać racjonalnie w sprawach osobistych: przestajemy wiedzieć, jakie
znaczenie ma dla nas to, co robimy.
Jeśli decydujemy się poruszać przez życie jak niewidomi, jest się
rzeczywiście czego bać.
To, czego nie widzimy w świecie, zwykle wynika z tego, czego nie widzimy
w sobie. Ktoś, kto zaprzecza istnieniu jakiejś potrzeby, ma skłonność do
niezauważania okazji, w których ta potrzeba może być zaspokojona -?na
przykład jeśli ktoś zaprzecza, że ma potrzebę i chęć posiadania
znajomych, cierpi z powodu samotności i nie zauważa okazji sprzyjających
zaprzyjaźnieniu się z kimś. Ktoś, kto zaprzecza, że go coś boli, zwykle
nie zaprząta sobie głowy znalezieniem źródła bólu i często wystawia się
na nowy ból -?jak kobieta, która wielokrotnie wpada w bolesne związki z wyzyskującymi ją mężczyznami. Ktoś, kto z poczucia winy zapiera się
pewnych swoich żądz, może, za pomocą mechanizmu projekcji, przypisywać
je innym -?na przykład gdy nie chcemy zauważyć swojego uczucia zawiści,
fałszywie zarzucając ją innym.
Świadomość musi swobodnie przepływać w obydwu kierunkach, albo wcale nie
będzie płynęła. Przyjrzymy się temu dokładniej w dyskusji na temat racji
i emocji. Chcę jednak teraz opowiedzieć dwie historie, które wstępnie
rzucą nieco światła na związek między świadomością tego, co zewnętrzne i świadomością wnętrza.
Mniej więcej dwadzieścia pięć lat temu byłem zaproszony do wystąpienia
na konferencji dotyczącej postępowania z wybitnie uzdolnionymi dziećmi.
Zacząłem mniej więcej tak: "Panie i panowie, rodzice i nauczyciele,
jeśli wrócicie pamięcią do własnego dzieciństwa i przypomnicie sobie, co
chcieliście wtedy dostać od dorosłych, a prawdopodobnie nie dostaliście,
dowiecie się, czego dzieci, nad którymi opiekę wam dzisiaj powierzono,
potrzebują od was". Przeszedłem potem do opowiadania, jak to jest być
dzieckiem, jakie są częste frustracje dzieci, jakie są ich autentyczne
potrzeby. Zrobiłem to w taki sposób, aby w słuchaczach pobudzić uczucia
i wspomnienia. Zdawałem sobie sprawę, że będąc dziećmi, często, kiedy
czujemy się zranieni, zamykamy się w sobie, wyłączamy odczuwanie, aby
życie wydawało się znośniejsze. Dużo później, kiedy mamy już własne
dzieci, dzieciństwo może wydawać się trudnym do zrozumienia światem. W efekcie trudno nam zauważać to, co powinniśmy dostrzec, i robić to, co
powinno być zrobione. Jesteśmy ślepi na dziecko, którym kiedyś byliśmy -
i ślepi w stosunku do dziecka, które stoi przed nami. Najczęściej
problem polega głównie na tym, że nie wiemy, iż jesteśmy niewidomi.
Dlatego zdałem sobie sprawę, że empatia musi zaczynać się od
samoświadomości -?od naszej własnej wewnętrznej rzeczywistości i od
własnych doświadczeń z dzieciństwa, które pamiętamy. W dyskusji, która
nastąpiła po moim wykładzie, byłem wzruszony, widząc, jak wielu
słuchaczy spontanicznie dzieliło się swoimi spostrzeżeniami i propozycjami działań, jakie mogą być podjęte. Przypominając sobie, czego
potrzebowali jako dzieci, zaczynali lepiej rozumieć, czego potrzebują
inne dzieci.
Muszę tu dodać, że samoświadomość była wprawdzie niezbędna, ale
niewystarczająca dla tych rodziców i nauczycieli. Ponieważ każdy
człowiek jest unikalny, niezbędne jest jeszcze wysłuchanie dzieci i dowiedzenie się od nich, co mogłoby im najlepiej pomóc w danej sytuacji.
W przeciwnym razie istnieje niebezpieczeństwo przeniesienia własnych
preferencji na dzieci, dla których mogą być one zupełnie nieodpowiednie.
Potrzebna jest integracja świadomości tego, co wewnętrzne, i tego, co
zewnętrzne.
Następna historia rozegrała się rok lub dwa lata wcześniej. Będąc po
czterdziestce, postanowiłem, że chcę spróbować pewnej formy terapii, tak
zwanej integracji strukturalnej (lub, po prostu, "rolfingu", od nazwiska
twórczyni metody, Idy Rolf). Proces ten wymaga intensywnego masażu i pracy ze ścięgnami, aby lepiej ustawić ciało w stosunku do sił
grawitacji, dzięki korekcie napięć w mięśniach poprawić równowagę, a także otworzyć zablokowane obszary odczuć i energii. Jeśli metoda
zadziała, zwiększa się zdolność odczuwania, podnosi się świadomość
własnych procesów fizycznych i zwiększa na nie wrażliwość, poprawia się
ogólna koordynacja ruchowa, pojawia się doskonała równowaga i zwiększona
energia. Nie każdy w takim samym stopniu odnosi korzyści z tej metody
(czasem wcale), ale dla mnie było to dokładnie to, czego potrzebowałem w tym momencie i na tym etapie rozwoju. Od lat nie czułem się tak lekko.
Zauważyłem ogólny wzrost samoświadomości. Czułem się lżej emocjonalnie.
Czułem, jakbym pozbył się jakiegoś muru w swoim ciele. I miałem więcej
energii. Nie byłem zaskoczony tym, że się lepiej czułem. Zaskoczyła mnie
natomiast -?czego zupełnie się nie spodziewałem -?zmiana w moim sposobie
odbierania ludzi.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki