Sztuka obłapiania - Aleksander Fredro

Kup ebooka

12.99 zł
10.65 zł (9,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pieśń pierwsza

Spiewaj o Muzo, jakiemi przymioty

Można jebura zyskać wieniec złoty! Spiewaj rozkosznie pełna ognia Feba! Niech pozna Naród, jak jebać potrzeba!

Wiem ja to wprawdzie, że nie jesteś rada,

Gdy ci o huju rozprawa wypada. Lecz nie bez tego-ć Panieneczko gładka, Abyś czasami nie wypięła zadka Na łechtające prośby Apollina,

Pana Niebianów, cnego skurwysyna;

Lub rozczulona jego wdzięcznem pieniem Nie nadgrodziła palca poruszeniem. Różne są gusta - to nikt nie zaprzeczy, Wiem o tem... Ale wróćmy się do rzeczy.

Ach spiewaj Muzo! jeszcze cię powtornie

Proszę i wzywam i błagam pokornie.

No... i cóż? Milczysz - i odwracasz oczy? Wzgardzasz haniebnie mój zapał ochoczy? Jebał-że cię pies, moja Panno droga!

Bez ciebie znajdę, gdzie Parnasu droga.

Kpię z twej pomocy, gniewu się nie boję, Spiewać potrafię i już lutnię stroję! Głoszę więc sztukę, której liczne światy Ciągle hołdują niepomnemi laty,

Sztukę jebania, z której to użycia

Tryska zdrój czysty rozkoszy i życia. Próżno w niej, próżno, Młodzieńcze zuchwały. Dostąpić zechcesz pierwszeństwa i chwały. Kiedy twa pyta palcami wytarta,

By się wyprężyć, musi być podparta,

A jajca zwiędłe, co ci długo wiszą, Często po piasku hieroglify piszą!

Cóż wróżyć patrząc na te ściągłe boki, Na ową nogę, jak bambus wysoki?

Łydka okrągła, co ją niby zdobi,

Tę rękawicznik za talara robi. I choć wyłożył dość miękkiemi kłaki, Oko dostrzeże szwu twardego znaki. Twoja twarz blada, żółtem powleczona,

Wymazuje cię z cnych Jeburów grona.

Idź młody starcze, pókiś jeszcze żywy, Ognie tęgiemi wzmacniać korozywy. Smaruj maściami podrętwiałe członki, Albo dla świata staraj się małżonki!

Hoży Junaku krwawego rumieńca,

Ty dostać możesz czcigodnego wieńca! Portka opięta, co ledwie nie pryska, Lubieżne formy walnie ci wyciska;

Półdupki pełne, jak gdyby toczone,

Łydki tęgiemi żyłami plecione,

W kroku narzędzie, choć go ręka tłoczy, Bezwolnie ściąga niewiniątek oczy. Są to najpierwsze trwałości zasady, Przy nich potrzebne doświadczenia rady!

Niechaj twa kuśka, chcąc być bez przywary,

Cali dwanaście dobrej trzyma miary. Od urojenia powinna być wolna. Po-cóż ma myśl ją podnosić swawolna? To miękkohuja chwalby jest przyczyna.

Gdy mu wiatr nadmie lub spełni uryna,

Pokazać pytkę w dowód oczywisty, Jak jeszcze tęgi i jak zamaszysty. Ale gdy jesteś bliski już rozprawy, Niechaj cię nagle wzruszy ogień żwawy,

I niepotrzebny kobiecej pomocy

Bindę postawi w jeborodnej mocy. Jako cięciwa od baszkirskiej dłoni, Silno ciągnięty twardy łuk nakłoni, Gdy już grot ostry w powietrze wyrzuci,

I w miejsce pędem niezocznym powróci,

Siłą rozchwiana spokojnie nie staje, Chwilę się trzęsie i dźwięki wydaje - Tak to potężnie wyprężona kucha Ręką swawolną ciągnięta od brzucha,

Puszczona... uciąć powinna z łoskotem,

A pępek tylnym odezwać się grzmotem.

Przy dupie twarde, niezbyt wielkie gały, Niech się trzymają jak muszla u skały. Na tym kolorze niemałe zalety

(Przynajmniej wierzyć tak każą kobiety).

Każdy z swych członków człek chętniej utraci, Jak ony worek nikczemny z postaci. Jęczał Abelard żywota ciąg cały, Że mu okrutnie oberznięto gały.

Wolałby cierpieć bez ręki lub nogi,

A Heloizie dogodzić niebogi, Która nieszczęsna trąc dupą o ścianę, Płakała ciągle stratę ukochaną.

W jajcach zbiór rozkosz od natury dany

Pamiętaj bratku nie jest nieprzebrany.

Pstrykaj obficie, nie oszczędzaj zdroju, Lecz tam, gdzie warci są tego napoju. Mało użyje lubieżności daru, Kto jej nie tłumiąc nagłego pożaru,

Na lada kurwę obceś się pakuje,

Kiwa się, kiwa, na końcu popluje. Z ohydą wyjmie korzeń zapieniały, I niesie prędko zapocone gały Dwakroć zanurzać do zagrzanej wody,

Chroniąc się z strachem od jakowej szkody.

Klnie swe zapały, gdyż szybko wychodzi; Miejsce rozkoszy obrzydzenie rodzi. A odebrane fałszywe pieszczoty Często przepłaca długiemi kłopoty.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.