Rozdział 7
Storm Exclusive Cars, teren przemysłowy Högdalen
Jest czwartek rano, dziesiąty maja, dzień po rozgrywce w pokera, a Alex wciąż nie zmrużył oka. Włożył koperty z pensjami Benity i Joppego do pojemników na dokumenty. Na pewno się domyślą, że w tym miesiącu otrzymują wynagrodzenie na czarno. Poza tym dał im więcej pieniędzy, niż powinni dostać, głównie dlatego, że nie wie, czy będzie w stanie zapłacić im dwudziestego piątego.
Zapewne nie jest to dla nich idealna sytuacja, że w sprawie pensji muszą polegać na dyslektyku z dyskalkulią, ale się udało. Po raz kolejny.
Alex wertuje mały czarny notes, dzięki któremu - w zależności od tego, co w nim zapisze - czuje się raz lepiej, raz gorzej. Czterdziesty ósmy zapis plusów i minusów. Zachował wszystkie małe czarne notesy, w których opisał swoje uczynki. Leżą na poddaszu nad garażem i tylko się kurzą, ale pewnego dnia przejrzy je wszystkie.
Otwiera notes i po stronie z minusami wpisuje grę w pokera i to, że okłamał Jessicę, a po stronie z plusami pensje i premie oraz to, że wstawił się za Nallem, ale kłamstwo przeważa nad pozytywami. To nie był dobry dzień, musi wziąć się w garść.
Gdy rozlega się delikatne pukanie do drzwi, podnosi zmęczony wzrok i spogląda w ciemnobrązowe oczy, które wydają się smutne, jakby widziały w życiu za dużo. Należą do Benity Andersson, głównej księgowej w jego firmie samochodowej. Ma czterdzieści pięć lat, ale wygląda na dziesięć więcej. Jest byłą heroinistką, a Alex to jedyna osoba, która odważyła się ją zatrudnić. Z początku liczył głównie na to, że za niewielkie pieniądze pomoże mu prowadzić księgowość i ogarniać podatki oraz inne płatności, z którymi według wiecznie wygłodniałych sępów z rządu zalega. Szybko jednak się okazało, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjął. Benita to jego opoka. Nie tylko utrzymuje porządek, żeby wszystko działało, jak należy, ale jest także promykiem słońca w firmie. Co samo w sobie nie jest aż takie trudne, biorąc pod uwagę, że pracują tam tylko trzy osoby. Ale bez niej czułby się kompletnie zagubiony. Podobnie jest w przypadku Joppego, byłego pijaka, ale magika od silników. Alex dał mu szansę, a Joppe ją wykorzystał i ani razu nie spieprzył. Czasami szansa dana po raz tysięczny okazuje się właśnie tą, której się potrzebuje.
- Słuchaj, Alex... Nie chcę cię martwić, ale... - Z jej pobrużdżonej twarzy bije niepokój.
- No właśnie widzę - rzuca Storm na jednym wydechu. Czuje, jak tętno przyspiesza ze stresu.
- Czy masz firmową kasę na jakimś innym tajnym koncie?
- Ile potrzeba?
- W przyszłym tygodniu trzeba zapłacić faktury na trzydzieści osiem tysi. A poza tym spójrz, co właśnie przyszło.
Bierze od niej kartkę i gdy widzi logo Urzędu Skarbowego, tłumi dziecięce pragnienie, by ją spalić. Gdyby mafia była tak dobra w wyciąganiu pieniędzy od ludzi, już dawno kontrolowałaby cały glob.
- Nie zamierzasz przeczytać?
Benita bębni o drzwi długimi, akrylowymi paznokciami. Ma siwe, dość rzadkie włosy i gdybyś zobaczył ją na ulicy, wziąłbyś ją za ćpunkę i trzymał swoje rzeczy przy sobie.
- Nie możesz po prostu mi powiedzieć, czego chcą?
Alex opiera czoło o jasny drewniany blat i nie zważa na wibrujący telefon. Parę razy lekko uderza głową w biurko z Ikei i czuje, jak tętno mu przyspiesza. Nienawidzi pism, organów władzy, administracji i wszystkiego, co się z tym wiąże. Dysleksja utrudnia mu czytanie zwykłych dokumentów, ale gdy tylko patrzy na pismo z Urzędu Skarbowego, litery zaczynają tańczyć rave'a.
- Milion dwieście. Tyle chcą w ciągu dwudziestu ośmiu dni.
Alex czuje się tak, jakby nacierały na niego dwa byki i jeden uderzał go w klatkę piersiową, a drugi próbował stratować.
- Ja pierdolę. Możesz powtórzyć?
- Słyszałeś mnie, mój drogi.
- Chyba się przesłyszałem.
- Milion dwieście tysięcy koron. Teraz usłyszałeś?
- Czy wolno im to zrobić?
- Urząd Skarbowy może robić, co tylko zechce. To podatek, który trzeba zapłacić. Mówiłam ci to chyba z pięć razy w ciągu ostatnich trzech miesięcy.
Alex zamyka oczy. Benita ma zapewne rację, ale jak zwykle wyparł to z pamięci. Jego matka lubi powtarzać, że w życiu są trzy rzeczy, które szybko znikają: pieniądze, szczęście i lody. Mężczyzna chciałby zwinąć się w kłębek, zjeść trzy litry lodów i udawać, że ma pięć lat i nie musi brać na siebie żadnej odpowiedzialności. Nagle te nieco ponad sto tysięcy, które wczoraj wygrał w pokera, wydają mu się nic niewarte. Nawet nie chce myśleć o tym, co powie Jessica.
- Czy życie choć raz nie może być proste?
Benita się uśmiecha, ale nie wygląda na wesołą.
- Życie to dziwka, jak mawiał mój ojciec.
Właściwie powinien się zamknąć. Jeśli ktoś tu miał trudne życie, to właśnie Benita. Trochę mu wstyd, ale nic nie może poradzić na to, że uważa, że czasem jest do bani. Wcześniej bywało ciężko i zawsze jakoś sobie radził, ale teraz jest tego po prostu za dużo. Wszystkiego. Wygrana w pokera miała mu dać miesiąc bez zmartwień, zamiast tego jest bardziej spłukany niż jakiś bezdomny.
- Zdobędziesz tę kasę? - Brwi Benity jeszcze nigdy się tak wysoko nie uniosły. Sztuczne rzęsy niemalże trzepoczą o sufit.
- Nie wiem, Benito. Musiałbym sprzedać jeden lub dwa samochody, a w tej chwili nie mam nikogo, kto umówiłby się chociaż na jazdę próbną - mówi, patrząc w stół.
- Musisz uzbierać te pieniądze. W przeciwnym razie skarbówka może doprowadzić firmę do bankructwa, tobie i Jessice zabiorą dom, wszystko, co macie wartościowego, nie mówiąc o biznesie i samochodach, a ja i Joppe stracimy pracę.
- Bez presji.
- Na pewno coś wymyślisz. Zawsze tak jest.
Alex nasłuchuje, jak Benita idzie do swojego gabinetu. Zostawia go samego z wszystkimi jego obawami. Pogwizduje melodię z Kill Billa. Ależ ma chore poczucie humoru. Jej dawna bezdomność, narkomania i walka o przetrwanie każdej kolejnej godziny nie dają o sobie zapomnieć, teraz jednak jest dumna z tego, że zyskała kontrolę nad swoim życiem.
"Jak, do cholery, mam zdobyć milion...?"
Problem z prowadzeniem własnej działalności polega na tym, że często nie ma się kasy i czuje się tak, jakby się stało nad przepaścią. I to nie jest zwykła przepaść, a raczej Wielki Kanion.
Salon wystawowy jest świeżo po remoncie. Alex wszystko zrobił sam, by zaoszczędzić. Podłoga lśni, a reflektory sufitowe są idealnie symetrycznie umieszczone nad samochodami. Jest tam przytulny kącik z ekspresem do kawy dla klientów, miłe oświetlenie i miękkie fotele, żeby mogli się zrelaksować. W jasnej i przestronnej przestrzeni, na pomalowanej betonowej podłodze, stoją samochody, na ścianach wiszą obrazy samochodów i szczęśliwych rodzin, a biura mają przeszklone ściany od podłogi do sufitu. Akwarium, jak mawia Benita. W budynku znajduje się warsztat, którego nie widać z salonu.
Z głośników leci muzyka instrumentalna, "do windy". Rodzaj muzyki, który według Aleksa działa na klienta relaksująco, co z kolei sprawia, że jest bardziej skłonny, by wybrać jeden z tych unikalnych samochodów, prawdziwe spełnienie marzeń. Alex sprowadza samochody z Europy, czasem z USA, a zanim zostaną wystawione w salonie, zleca Joppemu ich przegląd i naprawę. Nie da się wzbogacić na sprzedaży samochodów, ale właśnie tego chce Alex - małego i łatwego do kontrolowania biznesu, dającego mu większą swobodę w zarządzaniu godzinami pracy.
Co za pieprzony żart! Nie ma nad nim żadnej kontroli...
Roczne obroty firmy wynoszą około dwudziestu milionów koron, może dzięki temu wyciągnąć całkiem przyzwoitą pensję, utrzymać się na powierzchni i osiągać niewielki zysk. "Nie najgorzej jak na pół-Szweda z dysleksją i zaledwie średnim wykształceniem ekonomicznym" - myśli Alex.
Jessice jednak to nie wystarcza i zawsze powtarza, że można wyciągnąć z tego biznesu więcej. A gdy już czasami dochodzi między nimi do kłótni, zawsze ma to związek z tym, że Alex nie chce, jak to ona ujmuje, "sprzedawać prawdziwych, nowych samochodów". "Zaciągnij kredyt i się rozwijaj. Weź na siebie większą odpowiedzialność i zatrudnij więcej pracowników. Zostań dealerem jakiejś dużej marki". Jednak Alex nie marzy o czymś takim, to raczej jego koszmar. Wyspecjalizował się w sprzedaży nieco bardziej nietypowych samochodów, najchętniej podróżowałby więcej i kupował lokalnie, ale jeszcze częstsza nieobecność w domu tylko pogorszyłaby sprawę. Zwłaszcza teraz, gdy będą mieć dziecko. Minus jest taki, że sprzedaje dość mało aut, ale kiedy już mu się uda, to zarabia dużo pieniędzy. Obecnie ma w salonie siedem samochodów, wszystkie z tych bardziej luksusowych. Jessica ma oczywiście rację, ale trudno.
- Alex. - Benita znów stoi w drzwiach.
- W tej chwili nie mogę z tobą rozmawiać. - Uderza znowu czołem o stół.
- Masz klienta w salonie. Wygląda na to, że ma pieniądze. Gapi się na audi jak na czekoladową fontannę.
Storm podnosi głowę, wystawia środkowy palec i język w stronę pisma ze skarbówki. Czasami zachowuje się jak pięciolatek, ale co mu tam. Jeśli uda mu się sprzedać samochód, to może wszystko się ułoży, zwłaszcza jeśli to będzie audi. Wszechświat daje i zabiera, a może, mimo wszystko, akurat dziś jest jeden z tych dobrych dni.
Idzie do pomieszczenia z samochodami i dostrzega mężczyznę w garniturze, białej koszuli, ale bez krawata, błyszczących czarnych butach i z drogim szalikiem owiniętym nieco niedbale wokół szyi. Wygląda, jakby wygrał w totka.
- Kabum - szepcze do siebie Alex. Wszechświat się do niego uśmiecha, jak powiedziałaby Sussie.
Dopiero gdy mężczyzna odwraca się twarzą do niego, do Aleksa dociera, kto to jest. Oleg. Wygląda, jakby ktoś przepuścił go przez maszynę i wypluł zupełnie nowy klon. Klasa i styl zamiast smokingu w postaci dresu adidasa rodem z getta. Alex spostrzega, że spod garnituru nie wystają żadne tatuaże.
- Alex... Dzięki za wczoraj. Mimo że oskubałeś mnie ze wszystkiego w moim własnym klubie. - Uśmiecha się szeroko i wyciąga olbrzymią rękę, którą jak imadłem ściska dłoń Aleksa. Złoty ząb błyska mu w ustach, po czym uśmiech znika z jego twarzy. Na prawej ręce Oleg nosi duży złoty sygnet z ogromnym rubinem. Mówi z lekkim rosyjskim akcentem, choć zaledwie wczoraj posługiwał się bezbłędnym szwedzkim. Jeszcze większy mężczyzna w garniturze, który stoi tuż przy wejściu, stara się - z powodzeniem - wyglądać jak rosyjski gangster i ochroniarz. Alex zastanawia się, czy ma przy sobie broń. Zapala mu się w głowie czerwona lampka, ale myśl o pieniądzach jest kusząca.
- Ja też dziękuję. Miałem szczęście. Jestem pewien, że następnym razem mnie ograsz. Ale co ty tu robisz, do cholery?
- Co ja robię w salonie samochodowym? Żartujesz sobie? - Oleg śmieje się ochryple. Brzmi to tak, jakby za dużo palił. Zapach zbyt silnych perfum unosi się wokół niego niczym smog wokół Hongkongu. - Po naszym wczorajszym spotkaniu dowiedziałem się przypadkiem, że masz samochód, który mi się podoba.
- O, to fajnie. Jesteś zainteresowany tym audi, tak?
Oleg kiwa twierdząco głową.
- Marzenie. W całej Szwecji jest tylko jedno takie auto na sprzedaż i wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy się dowiedziałem, że masz je u siebie w salonie.
Aleksowi nie podoba się ten inny sposób mówienia Olega. Jakby ubranie określało to, kim jest, jak mówi i jak się zachowuje. Jakby zmieniał maski. Storm przeciąga dłonią po karoserii.
- Audi R8 spyder. V10, kabriolet. Sportowy układ wydechowy. Sześćset dziesięć koni. Superszybka fura. Od zera do stu w trzy i sześć setnych sekundy. Ale pewnie już to wszystko wiesz.
Oleg przytakuje.
- Można powiedzieć, że samochody to moje hobby. Straciłem rachubę, ale w moich garażach już prawie nic się nie mieści. Choć R8 nigdy nie miałem. Ile za niego chcesz?
- Milion trzysta. I to jest cena dla kumpla od pokera.
Oleg spogląda na samochód i przekrzywia głowę. Robi sceptyczną minę.
- Mogę się nim przejechać?
Alex kiwa twierdząco głową, otwiera drzwi Rosjaninowi i już ma iść po kluczyki, ale Benita mu je podaje i puszcza szefowi oko. Alex się do niej uśmiecha - jest naprawdę superbohaterką. Niedbale rzuca kluczyki Olegowi, który natychmiast uruchamia samochód.
Zamyka oczy, lekko wciska gaz, demonstrując potworną moc silnika. Kiwa z satysfakcją głową.
- Dostaniesz równy milion. Zrobię przelew dziś, a jutro będziesz miał pieniądze na koncie. Umowa stoi?
- Zejdę do miliona dwustu, ale nic poniżej, bo będę stratny.
Oleg się śmieje i wyłącza silnik. Wysiada z niskiego samochodu zaskakująco sprawnie jak na mężczyznę jego wzrostu.
- Milion sto.
- Zgodzę się na milion sto pięćdziesiąt.
Rosjanin parska śmiechem.
- Czy znowu jesteśmy przy stole pokerowym, Alex?
- Nie gram w pokera o swoje samochody. Mam na to zbyt kiepskie marże. Nie jestem tak bogaty jak ty. Sam nigdy nie mógłbym sobie pozwolić na to auto.
Oleg kiwa głową i mówi:
- Dobrze, ale i tak musisz zejść trochę z ceny, milion sto i mamy to.
Storm może odetchnąć z ulgą. Będzie w stanie zapłacić podatki i jeszcze raz wyjdzie na prostą. A jak sprzeda kilka kolejnych samochodów, nadrobi straty. Na pewno nie zamierza ponownie znaleźć się w podobnej sytuacji.
Z udawaną niechęcią i uśmiechem na twarzy wyciąga rękę.
- Niech będzie! - Alex wskazuje na przytulny kącik dla klientów. - Chcesz coś? Kawy, wody, drożdżówkę?
- Poproszę kawę. Żadnych drożdżówek. Zaczynam się robić gruby. - Oleg śmieje się i klepie po brzuchu.
Alex też się śmieje, a jego brzuch wypełnia spokój. Ma nieprawdopodobne szczęście, że mu się udało. Urząd skarbowy dostanie swoje pieniądze i wszystko znowu wróci do normy.
- Usiądź, a ja wydrukuję wszystkie dokumenty.
Kiedy wraca dwie minuty później, Oleg zajada drożdżówkę. Benita podała mu kawę i magicznym sposobem wcisnęła mu słodką bułkę.
Storm się uśmiecha i siada. Zastanawia się nad różnicą między Olegiem z wczoraj a Olegiem siedzącym u niego w salonie i dochodzi do wniosku, że coś w tym facecie sprawia, że chce trzymać się od niego z daleka. Nie chodzi tylko o to, że niewątpliwie jest mafiosem, ale czuje się nieswojo w towarzystwie człowieka, który potrafi całkowicie przeobrazić się w kogoś innego.
Oleg zapoznaje się z dokumentami, bierze do ust ostatni duży kawałek drożdżówki, ostentacyjnie siorbie kawę i odkłada umowę na mały stolik ze stali nierdzewnej i szkła.
- Tylko jedna rzecz.
Alex wierci się na krześle. "Żadnych numerów. Naprawdę potrzebuję pieniędzy".
- Jak pewnie wiesz, prowadzę kilka biznesów, nie tylko ten mały klub hazardowy, który jest moim hobby. To nie może być mój prywatny samochód, musimy go zarejestrować na jedną z moich firm.
Wyciąga z kieszeni złożoną kartkę i podaje ją Aleksowi.
- Urząd Skarbowy, rozumiesz. Pieprzone żmije.
To pełnomocnictwo firmy budowlanej. Aleksowi wydaje się, że rozpoznaje jej nazwę.
- To żaden problem, dla mnie nie ma znaczenia, kto kupuje. Możesz odebrać samochód, gdy tylko pieniądze znajdą się na moim koncie. Albo, jak wolisz, możemy auto dostarczyć do ciebie. Bez dodatkowych opłat.
- Ech, obawiam się, że muszę zabrać je już dziś. Jadę w podróż służbową do mojego kraju rodzinnego, chciałbym zrobić wielkie wejście.
Oleg bębni palcami w stół, wydając z siebie pomruk niezadowolenia i zmienia ton - teraz brzmi jak człowiek, który nie znosi sprzeciwu.
- Dlatego chcę zabrać samochód od razu. W czym problem? Sugerujesz, że nie można mi wierzyć na słowo? Dostałeś pełnomocnictwo, zlecę księgowemu, by zrobił natychmiastowy przelew i wysłał potwierdzenie. Jeśli nie dostaniesz pieniędzy, to wiesz, gdzie mieszkam, i w ogóle. Wystarczy, że naślesz na mnie policję. - Oleg śmieje się i odchyla do tyłu. - Muszę mieć to auto dziś. Pochwaliłem się już wspólnikom i nie chcę się skompromitować przed ludźmi, z którymi robię interesy. Ty akurat powinieneś to rozumieć.
Alex najchętniej by mu się postawił, ale nie chce stracić takiej okazji. Od tego zależy wszystko.
- Jeśli się dogadamy, dam ci dwadzieścia pod stołem. W ramach podziękowania. - Oleg wkłada rękę do kieszeni, po czym podaje Aleksowi zwitek banknotów pięćsetkoronowych. - Byłbym niezmiernie wdzięczny, gdybyśmy mogli to rozegrać w ten sposób. Wszyscy wygrywają, rozumiesz. - Mruga do przeciwnika.
Aleksowi w ogóle nie podoba się ten układ, ale jeśli nie dojdzie do tej transakcji, wszystko szlag trafi. Pełnomocnictwo wydaje się standardowe, poza tym wie, że Oleg ma pieniądze. Prawdopodobnie dużo pieniędzy - nawet najgorszy gangster świata nie może źle zarabiać jako szef mafii. Poza tym nie mrugnął okiem, gdy przegrał pieniądze w pokera, a wręcz przeciwnie, wydawał się niemal rozbawiony.
- Możesz spojrzeć na to również w ten sposób: będę ci winien przysługę. Większość ludzi zdecydowanie wolałaby coś takiego niż to, żebym był niezadowolony.
Alex przeczuwa, co w świecie Olega jest rozumiane jako przysługa, i domyśla się, co może oznaczać jego niezadowolenie.
- Okej, zwykle nie robię takich rzeczy, ale skoro osobiście gwarantujesz, że pieniądze będą jutro na koncie...
- Będą.
Mężczyzna bierze komórkę, dzwoni do kogoś i rozmawia po rosyjsku. Storm słyszy słowo "milion", w tym samym czasie Oleg wręcza mu szwedzkie prawo jazdy, mrugając i unosząc kciuk.
Alex widzi nazwisko Koppel na dokumencie Olega. Rosjanin kończy rozmowę.
- Zrobi przelew w ciągu minuty, a potem wyśle ci mailem potwierdzenie. Gdzie mam się podpisać?
- Koppel... To nie brzmi jak rosyjskie nazwisko.
Oleg potrząsa głową.
- Mój ojciec pochodzi z Estonii. Mama jest Rosjanką.
Alex rozpoznaje ten wyraz twarzy, który pojawia się na mikrosekundę. Oleg jest półkrwi, tak jak on. Sam też robił taką minę, gdy mówił o swoim pochodzeniu. Przez chwilę współczuje Olegowi, ale o tym nie wspomina.
- Podpisz tu i tu.
Alex wpisuje zmianę właściciela na stronie Szwedzkiej Agencji Transportu, a kiedy kończy, ma mieszane uczucia. Ale to pewnie jak zwykle tylko jego paranoja. Czasami Jessica nazywa go skorupką od jajka, zwłaszcza gdy się pokłócą, a w tym momencie niemal słyszy, jak pęka mu skóra.
Gdy samochód rusza w kierunku wyjazdu na teren przemysłowy, a potem znika, Storm czuje ćmiący niepokój. Ale co mógł zrobić? Jutro pójdzie do Benity z podniesionym czołem i poprosi ją o wpłacenie pieniędzy na konto podatkowe. W drodze do domu zamierza kupić kwiaty, ostrygi i bezalkoholowego szampana, by zaskoczyć Jessicę. Nie powie jej, że prawie zbankrutował. Nie chce jej niepotrzebnie niepokoić. Zdaje sobie też sprawę, że dzięki temu nie będzie się go czepiać. Przynajmniej nie o pieniądze. W ogóle nie chce, żeby na niego narzekała. Żeby znowu miała rację.
Wzywa Benitę i Joppego, idzie do lodówki i otwiera butelkę szampana.
- Powinniśmy to uczcić! Właśnie sprzedałem audi!